REKLAMA

Za kilka lat w cenie biletu na pokład zabierzesz tylko portfel. Dlaczego i jak było kiedyś?

Foto: Akhenaton Images / Shutterstock

Na naszych oczach dokonuje się największa zmiana, jeśli chodzi o latanie: tradycyjne linie przejmują zwyczaje tanich linii w kwestii bagażu, a tanie linie… jeszcze mocniej testują nasze nerwy, zmniejszając bezpłatny limit rzeczy, które możemy zabrać na pokład. Czy to stały trend? Wszystko wskazuje na to, że tak, skoro limity bagażowe ograniczają nawet tacy krezusi jak Emirates.

W szybko zmieniającej się branży lotniczej 5 lat to szmat czasu. Weźmy Ryanaira – po kolejnych podwyżkach opłat za bagaż jest odsądzany od czci i wiary, a jeszcze 5 lat temu pasażerowie byli gotowi nosić Michaela O’Leary’ego na rękach. Od 1 grudnia 2013 roku irlandzka linia wprowadziła bowiem możliwość zabrania na pokład drugiego bezpłatnego bagażu podręcznego: oprócz bagażu o maksymalnych wymiarach 55x40x20 cm, na pokład mogliśmy zabrać drugi, nieco mniejszy bagaż o wymiarach 35x20x20 cm. Oczywiście, oprócz oczywistych zalet nowe rozwiązanie miało też swoje wady. W momencie wejścia w życie nowej polityki bagażowej średnie wypełnienie samolotów Ryanaira wynosiło ok. 80 procent, ale z roku na rok było coraz większe. Kwestią czasu były więc dantejskie sceny przy wejściu na pokład, desperackie upychanie swoich walizek po całym samolocie, odbieranie części z nich w ostatniej chwili przez obsługę i zabieranie do luku. Te argumenty podnosił zresztą Ryanair, gdy wprowadzał kolejne zmiany w polityce bagażowej, coraz mocniej ograniczając bezpłatny bagaż podręczny.

Jednak w 2013 roku w ślad za Ryanairem poszły inne tanie linie, które zbliżył wspólny cel – mieć jeszcze lepszą ofertę od tradycyjnych przewoźników, którzy stopniowo coraz mocniej zaczynali tracić grunt pod nogami. I też musieli zareagować – najlepiej poprzez… zbliżenie się pod względem oferty do tanich linii.

Taryfy light - pasażer sam wie, co dla niego najlepsze

Nieco starsi czytelnicy z rozrzewnieniem mogą wspominać lata 80-te, gdy co prawda bilety były znacznie droższe, dostęp do podróży lotniczych – nieporównywalnie mniejszy, ale komfort podróży – też nieporównywalny. Weźmy pod uwagę choćby bagaż – wiele linii lotniczych nie miało nawet ustalonych limitów wagowych, a większość przewoźników w klasie ekonomicznej pozwalało na zabranie ze sobą nawet 2 walizek. Ale… no właśnie – podróż samolotem bardzo długo pozostawała poza sferą marzeń przeciętnych śmiertelników. I wtedy pojawiły się tanie linie lotnicze ze swoimi taryfami “no frills”.

– Zrobiłem dla integracji europejskiej więcej niż wszyscy politycy razem wzięci – z wrodzoną skromnością powiedział kiedyś Michael O’Leary.

samolot Ryanair
Foto: Dmitry Birin / Shutterstock

I choć często przesadza, tym razem trudno nie przyznać mu racji. Bo to Ryanair i inne tanie linie sprawiły, że latanie trafiło pod strzechy, a ceny biletów spadły do niewidzianych wcześniej poziomów. Wszystko za sprawą prostej strategii rozebrania biletu na czynniki pierwsze: w cenie biletu jest tylko przelot i bagaż podręczny. Poczęstunek? Kanapka? Proszę bardzo, można zamówić z naszego płatnego menu. Większy bagaż rejestrowany? Nie ma problemu, ale trzeba zapłacić. Do tego doszła masa drobiazgów maksymalnie obniżających koszty jak latanie na mniejsze lotniska, oddalone od dużych miast o kilkadziesiąt kilometrów lub więcej, gdzie latały tanie linie. Ale nawet jeśli po wylądowaniu trzeba jechać godzinę autobusem np. do centrum Paryża, to i tak kilkaset złotych zostanie w kieszeni.

– Z naszej perspektywy to jest jak najbardziej racjonalna polityka, dzięki której demokratyzujemy dostęp do usług lotniczych. I na tym polega nasza przewaga nad tradycyjnymi liniami. Co z tego, że Lufthansa serwuje wodę i zawsze taką samą kanapkę, jeśli za lot płacisz kilka razy więcej? – mówił w wywiadzie dla Fly4free Johan Eidhagen z Wizz Aira.

Dla tradycyjnych linii był to poważny problem, bo zajrzało im w oczy widmo uciekających pasażerów. Nie były w stanie rywalizować pod względem kosztów ze względu na swoje rozmiary, a to głównie koszty decydują o cenie biletów. Pod nóż poszły więc najpierw usługi, które (zwłaszcza na krótkich trasach) wydawały się niepotrzebnym zbytkiem, takie jak posiłek i darmowe napoje dla wszystkich pasażerów. Ale to było trochę mało i w tej sytuacji linie zdecydowały się na rozwiązanie pośrednie: wprowadzenie najtańszych taryf rodem z tanich linii.

Tanio, taniej, najtaniej?

Na dobry początek linie wprowadziły takie rozwiązania na trasach krajowych i po Europie, czyli tam, gdzie trwała główna oś konfliktu z tanimi liniami. W 2014 roku LOT wprowadził taryfę Economy Simple z samym bagażem podręcznym – obiecywał przy tym, że ceny biletów będą w niej średnio o 30 proc. niższe niż w standardowej klasie ekonomicznej.

Podobne zmiany wprowadzili też inni przewoźnicy, m.in.Lufthansa, która od 2015 roku ma taryfę Economy Flex.

Nowe taryfy poprawiły nieco konkurencyjność tradycyjnych linii – w dalszym ciągu cenowo nie są co prawda w stanie konkurować z low-costami, ale różnica nieco się zmniejszyła.

Warto też odnotować jeszcze jedną rzecz: ostatnie podwyżki opłat bagażowych Ryanaira i Wizz Aira sprawiły, że ta różnica zaciera się jeszcze bardziej. Zwłaszcza w przypadku Wizz Aira, który wprowadził taryfę dynamiczną na bagaż, uzależniając jego cenę od daty wylotu, odległości i lotniska, na które lecimy.

Bagaż w samolocie
Foto: katatonia82 / Shutterstock

Dlaczego linie lotnicze to robią?

Choć zabrzmi to smutno, to odpowiedź jest niestety następująca: bo im na to pozwalamy. Linie lotnicze wiedzą, że większość pasażerów zachowuje się w sposób nieracjonalny. Oznacza to, że przy wyborze przewoźnika kierujemy się przede wszystkim bazową ceną biletu, czyli za sam przelot. Dopiero później patrzymy na dodatkowe usługi takie jak bagaż i dokupujemy je, ale wtedy okazuje się, że… są one znacznie droższe niż w momencie, gdybyśmy zdecydowali się na nie w momencie rezerwacji.

Ale tak właśnie działa biznes lotniczy i stąd biorą się słynne promocyjne bilety za 1 EUR. Cena za przelot nie ma już bowiem tak dużego znaczenia, bo największe pieniądze kryją się w przychodach pozalotniczych, czyli wszystkich dodatkowych opłatach. Głównie za bagaż, ale nie tylko, bo przecież linie zarabiają też krocie na takich rzeczach jak pierwszeństwo wejścia na pokład, wybór miejsca czy samolotowe menu przekąsek. Jak dużo?

Spośród europejskich linii liderem jest Wizz Air – w 2017 r. aż 41,6 proc. Jego przychodów stanowiły dodatkowe opłaty. W tej chwili ten współczynnik jest już z pewnością znacznie wyższy – z danych za ostatni kwartał wynika, że statystyczny pasażer Wizz Aira dopłaca do biletu 27,1 EUR, czyli 115,6 PLN. Z tej kwoty 7,2 EUR, czyli nieco ponad 30 PLN to opłaty za bagaż. Po wejściu w życie nowego cennika stawki te z pewnością wzrosną – sam Wizz zakłada zresztą, że w kolejnym kwartale dodatkowe opłaty w przeliczeniu na pasażera wzrosną aż o 4 EUR.

Wizz Aira szybko goni też Ryanair, gdzie obecnie dodatkowe opłaty stanowią 1/3 wszystkich przychodów linii. Z roku na rok ten współczynnik rośnie coraz szybciej.

Ale Wizz Air i Ryanair wcale nie są “najlepsi” w ściąganiu dodatkowych dopłat. Znacznie lepiej radzą sobie tanie linie, które spróbowały zabrać tradycyjnym przewoźnikom inny kawałek tortu, czyli loty długodystansowe. Jak radzą sobie tutaj?

WOW Air
Foto: WOW Ai

Spektakularna porażka low-costów

Jeszcze do niedawna wydawało się, że tanie linie zdobędą kolejny przyczółek, bo loty na inny kontynent były domeną regularnych linii. Tymczasem jak grzyby po deszczu zaczęły pojawiać się kolejne linie, które otwierały mnóstwo nowych tras i oferowały supertanie bilety, rzędu 300-400 PLN w jedną stronę. Opierały się one na takim samym patencie jak na krótkich trasach: tani bilet dla celów marketingowych, a w cenę biletu wliczony mały plecaczek. Bo kto przy zdrowych zmysłach będzie leciał z Europy do USA z samym plecaczkiem? Trzeba więc dokupić bagaż, choćby podręczny. Jednak tu następuje zaskoczenie, bo za bagaż trzeba dopłacić jak za zboże. Weźmy choćby islandzkiego WOW Aira: przeciętny pasażer islandzkiego przewoźnika dopłaca do biletu prawie 49 USD, czyli prawie 183 PLN.

Do tego doszły inne zalety tanich przewoźników: czyli ograniczony dostęp do lotów bezpośrednich (aby załapać się na wspomniany wcześniej tani lot WOW Air, trzeba było lecieć na Islandię), loty na lotniska drugorzędne (w przypadku USA to tak egzotyczne lotniska jak Stewart, Cincinnati czy Baltimore) i inne utrudnienia, których celem było zejście z kosztów.

I przez chwilę wydawało się, że dla regularnych przewoźników będzie to problem. Jednak tym razem tradycyjne linie odrobiły lekcje odpowiednio wcześnie i prawie jak jeden mąż wprowadziły tanie taryfy na loty międzykontynentalne z samym bagażem podręcznym. Ma je Lufthansa i inni przewoźnicy z jej grupy, ma Air France, KLM, Alitalia, British Airways, Iberia, Finnair oraz amerykańska “wielka trójka” Delta, American i United Airlines (nie ma za to takiej taryfy LOT). W efekcie tradycyjne linie podjęły rękawicę tanich przewoźników i zaczęły z nimi małą wojenkę cenową. Efekt? Dawno nie było tak niskich cen na trasy transatlantyckie – bez problemu można było np. upolować bilet do USA na lot British Airways albo Finnaira za 1000 PLN w obie strony. I to na główne lotnisko, a nie położone gdzieś na uboczu. Oczywiście, tradycyjnym liniom pomogła tania ropa, ale efekt tej cenowej wojny jest taki, że tanie linie przynajmniej chwilowo straciły punkty oparcia na trasach z Europy do USA: linia Primera Air zbankrutowała, WOW Air znalazł się o krok od bankructwa, a Norwegian zapowiedział szeroko zakrojoną restrukturyzację i cięcie kosztów.

Z drugiej strony – jesteśmy bardzo ciekawi, czy taka sama bagażowa “rewolucja” będzie miała miejsce na rynku lotów z Europy do Azji. Tu wszystko zapewne będzie zależało od tanich przewoźników, którzy znów muszą zrobić pierwszy krok – na razie mamy np. Scotta, który lata z Berlina i Aten do Singapuru. Być może wyłomem, który sprawi, że tradycyjne linie zaczną tu oferować taryfy z bagażem podręcznym, a ceny finalnie spadną, będzie pojawienie się w Europie linii Air Asia, o którym mówi się już od dłuższego czasu.

Co dalej z bagażem?

Nie ulega wątpliwości, że przyszłość będzie należała do dodatkowych opłat za bagaż i tego, że darmowy limit bagażowy będzie się coraz mocniej kurczył. Ostatecznie, nawet tak “luksusowe” linie lotnicze jak Emirates tną limity bagażowe dla pasażerów z biletami w najtańszych taryfach.

Wpływa też na to sytuacja na rynku: linii lotniczych jest zwyczajnie za dużo, konkurencja jest bardzo mocna, więc przewoźnicy przerzucają się promocjami, w których oferują bilety za grosze. W efekcie muszą sobie gdzieś dorabiać, a na niczym nie dorabia się tak łatwo w branży lotniczej jak na bagażu.

Przewoźnikom sprzyja też to, że wbrew hucznym zapowiedziom, pasażer lotniczy jest… bardzo lojalny wobec swojej preferowanej linii lotniczej. Jak dowodzą niedawne badania, krytykujemy kolejne dodatkowe opłaty, niesprawiedliwą politykę danego przewoźnika, ale gdy przyjdzie co do czego, pozostajemy mu wierni, niezależnie od tego, ile razy nadwyrężył on nasze zaufanie.

Ale z drugiej strony… czy dodatkowe opłaty za bagaż i zmniejszanie bezpłatnych limitów to coś złego? Ostatecznie nie zawsze musimy lecieć z wielką walizką, a sztuka oszczędnego pakowania może mieć też swoje zalety.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Już od dawna mało kto latał z wielką walizką, więc tak, zmniejszanie bagażu to coś złego.
adam1987, 3 lutego 2019, 20:40 | odpowiedz
Avatar użytkownika
LOT  Z PORTFELEMZA BILET Z ZEREM  !!!!
Biko, 4 lutego 2019, 11:22 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Ja pamiętam pierwszy swój lot Wizz (w ogóle pierwszy mój lot) w marcu 2007 roku na trasie Warszawa - Luton. Wartość biletu 0 zł, opłaty lotniskowe 99 zł! Aż dzwoniłem na infolinię czy nie ma pomyłki w cenie biletu, nie było więc kupiłem. Wtedy bagaż w Wizz duża torba, nie wiem ile kilo ale sporo ponad 20 kg :) . Rok 2007!!!
cosmonet, 15 lutego 2019, 13:42 | odpowiedz

Barcelona
Najlepsza oferta

Barcelona za 98 PLN

Paweł Iwanczenko | 2019-09-18 08:03
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel