Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
#61 PostWysłany: 09 Gru 2019 16:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Rok 2015 Part 1

Ten rok był moim najbardziej latającym, czyli 73 segmenty i 125k mil!

1 stycznia wróciliśmy z Malezji.
12 stycznia poleciałem do Mumbaju i zrobiłem sobie powrót przez Katar i Bahrajn. Pierwszy raz British Airways, no i lot do Mumbaju przez LHR tak trochę bez sensu, ale dzięki połaczeniu DOH-BAH, mogłem sobie ułożyć dobrze trasę. Krótkim nocnym lotem przyleciałem do Doha, wynająłem samochód i podjechałem pod pierwszy parking przyciąć komara do świtu.

Rzuciłem okiem na Corniche i wypiłem kawę.

Image

Image

W drodze na Al Khor pół miasta rozkopane - budują wszystko co się da, w tym metro. Chciałem po drodze zobaczyć Katara Cultural Village, ale nie mogłem przez te roboty dojechać.
Al Khor - byłem koło 9, kawałek nabrzeża, gdzie jeszcze zobaczyłem rybaków z połowem - uśmiechali się i pozwalali robić zdjęcia. Obok hala ze świeżymi rybami - też zapraszali i pokazywali największe okazy. Atrakcja ok na 15 minut (widziałem lepsze porty rybackie).

Image

Image

Image

Image

Potem pojechałem zobaczyć rock carvings. Za cholerę nie mogłem tam trafić i nie było totalnie żadnych znaków. A na inne byle jakie budowle historyczne są, więc nie wiedziałem o co chodzi. Nie dojechałem w każdym razie. Pojechałem dalej do Al-Ruwais - z Doha jest cały czas 4-pasmowa autostrada, a ruch jak w Korei Północnej - 1 samochód na parę minut. Al Ruwais totalna beznadzieja. Senne miasteczko arabskie z kwadratowymi domami otoczonymi murami (standard). Chciałem wjechać do portu, ale się nie dało.

Dalej kurs na twierdzę w Zubarah - kawałek murów postawionych od nowa - małe i w połowie w rusztowaniach :(. Ukrywałem je na zdjęciach jak się dało.

Image

Potem pojechałemdo Dukhan zobaczyć te słynne formacje skalne. Jak już to zobaczyłem to się zastanawiałem czy to jest to. Atrakcja chyba tylko dlatego, że cały Katar jest to płaska i kamienista pustynia, a tutaj jest kilka pagórków z płaskimi stokami (można sobie to w pełni darować, nic ciekawego). W Dukhan nad morze nie dało się zajechać - szlabany i wszędzie znaki, że nie można robić zdjęć.

Wkurzony zmarnowanym właściwie do tej pory czasem pojechałem do Al Shahaniyah, no i tu się w końcu udało. Było tysiące wielbłądów, które się przygotowywały do biegów. Pochodziłem, porobiłem zdjęć i ten czas na pewno nie był stracony.

Image

Image

W Doha pojechałem od razu pod Souq Waqif i jedynie tutaj poczułem klimat arabskiego kraju. Trochę za ładnie i czysto porównując do souków w innych krajach arabskich, ale jest to chyba najciekawsze miejsce w całym Katarze. Resztę czasu poświęciłem na spacery po Corniche oraz po downtown. Samochodem łącznie zrobiłem 510 km.

Image

Image

Image

O północy doleciałem do Bahrajnu. Zarezerwowałem najmniejszy samochód w Budget za 80zł na cały dzień a dostałem nowego chińskiego SUVa marki BYD.
Rano ruszyłem od razu na południe do Al Areen. Myślałem, że to jakiś fajny park, a to było zoo po bahrajńsku. Wsiada sie w autobus, który obwozi po zagrodach ze zwierzętami i ogląda sie przez szybę. Jak jest upał przez większość roku to i tak pewnie z klimy nie chce się wychodzić. Wychodzi się na chwilę zobaczyć kaczki i flamingi przy stawie oraz zwierzęta z Afryki z klimatyzowanego holu, a klatki na są zewnątrz. No i był biały tygrys.

Image

Obok zajechałem na tor formuły 1. Toru nie da się zobaczyć bo wszystkie wejścia na trybuny są zamknięte, ale wślizgnąłem się na jedne by zrobić kilka zdjęć.

Image

Image

Wróciłem do stolicy i pojechałem do Bahrain Fort. Nie ma żadnych znaków więc nawigacja rulez. Fort fajny i duży, nieźle zachowany i można porobić fajne zdjęcia starych ruin i nowoczesnych wieżowców Manamy. Dałem się też nabrać na muzeum z niezłą kolekcją co w tym forcie się zachowało.

Image

Image

Image

Image

Potem czas na centrum. Manewrowanie SUVem po wąskich uliczkach starej Manamy było ciężkie, w końcu trafił się jakiś parking i sporo pochodziłem po soukach piechotą. Klimacik jest.

Image

Image

Image

Następnie w planie zrobienie zdjęcia World Trade Center z wiatrakami wbudowanymi w budynek - świetny projekt.

Image

Dzień kończę w Muharraq. Najpierw spacerek wybrzeżem z pięknym widokiem na wieżowce, ale zaczął padać deszcz. W sumie to ostatnia rzecz, jakiej bym się tu spodziewał. Jadę jeszcze do malutkiego Arad Fort, ale wszystko zamknięte. Potem kręcę się samochodem po wąskich uliczkach Muharraq. Tu jest najprawdę super - typowa arabska zabudowa, meczety, souki, żałuję, że tak pada, bo chętnie bym pochodził.

Image

Image

W lutym niespodzianka - nie byłem nigdzie ;). W marcu miałem spotkanie w Madrycie. Pospacerowałem dzień po mieście i bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło!

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Z Madrytu poleciałem do Barcelony, wziąłem samochód i pojechałem do Andorry na 1 dzień :). Trzeba pozaliczać jakoś te małe kraje w Europie.

Image

Andorra to jeden wielki stragan, no i trochę kamiennych kościółków.

Image

Image

Image

Image

Image

Kwiecień - zamiast siedzieć za stołem, postanowiliśmy spędzić święta we Włoszech. Z pomocą przyszły tanie bilety Wizzair do Bergamo. Wylot w piątek wielkanocny o 6 rano pozwolił wykorzystać cały ten dzień na zwiedzanie. Ruszyliśmy całą rodzinką. Najpierw w stronę jeziora Garda. Sceneria zachwycająca.

Image

Image

Szczególnie jak się wjedzie na Monte Baldo :)

Image

Image

Image

Image

Image

Jeździmy na koniec świata podziwiać widoki, a co musi czuć taki koleś na spadochronie?

Image

W sobotę wielkanocną było ok. 8-10 stopni, a my zwiedzaliśmy Weronę. Mimo takiego zimna w Weronie i tak było mnóstwo ludzi, a do balkonu Julii prawie nie można się było dostać. Bierzemy jeszcze półgodzinny przejazd kolejką turystyczną dookoła starówki. Ogólnie bardzo ładne miasto.

Image

Image

Kolejny dzień do powrót do Bergamo i dalej do Como. Tu jest równie ładnie co nad Gardą.

Image

Image

Image

W Mediolanie zagadka z mimami nr 2 - jak oni to zrobili? :)

Image

Jeszcze El Classico i można wracać do domu.

Image

Po wizycie w Chicago, nieuchronnie zbliżał sie wyjazd do Nowej Zelandii!
Ale zanim jeszcze NZ, to poleciałem sam z synem do Oslo. Pół roku wcześniej był błąd w Radissonie przy dworcu głównym i nocleg był za 15 euro. Postanowiłem zarezerwować. Na miejscu było zdziwienie, ale przeszło. Spoko lokalizacja, a cena na Norwegię mistrzowska :)

Image

Wiadomo, że Norwegia to fiordy, ale szkoda było odpuścić to Oslo, tym bardziej, że dolecieliśmy za 38 zł RT...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wróciłem, przepakowałem się i ruszyłem w samotną podróż do Nowej Zelandii! O tym już w następnym odcinku.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#62 PostWysłany: 09 Gru 2019 18:04 

Rejestracja: 07 Lis 2017
Posty: 20
Dosłownie podróż przez życie... Jest już ta ikonka zazdrość ? Można spytać jaka to firma Cię zatrudnia i organizuje takie integracje ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#63 PostWysłany: 09 Gru 2019 18:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Najlepsza! ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#64 PostWysłany: 09 Gru 2019 19:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Sie 2013
Posty: 2233
Loty: 273
Kilometry: 379 797
złoty
Jesteś w rządzie ? :lol:
_________________
Image

"Podróżować to żyć..."
Góra
 Relacje PM off  
 
#65 PostWysłany: 09 Gru 2019 19:18 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2331
platynowy
Wyzej

Tapniete z telefonu
Góra
 Relacje PM off  
 
#66 PostWysłany: 09 Gru 2019 19:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 4658
HON fly4free
To akurat odpada. Na którymś zdjęciu autor jest widoczny i to na pewno nie jest Jarosław.

Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#67 PostWysłany: 09 Gru 2019 20:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
W rządzie czy sejmie zarabiają 9 tysi, więc za mało na podróże :roll: :roll: :lol:
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
xionc lubi ten post.
 
 
#68 PostWysłany: 09 Gru 2019 21:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 296
niebieski
Grudzień 2039: ;)
Relacja roku f4f: Spotkałem szczęśliwych Marsjan. Autor: @cart
Relacja trzydziestolecia f4f: Sto milionów mil, dwie planety - podróż przez życie. Autor: @cart
_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.
Góra
 Relacje PM off
peta lubi ten post.
 
 
#69 PostWysłany: 09 Gru 2019 21:41 

Rejestracja: 07 Kwi 2014
Posty: 649
srebrny
cart napisał(a):
W rządzie czy sejmie zarabiają 9 tysi, więc za mało na podróże :roll: :roll: :lol:

to są chyba jakieś archiwalne dane :-)
o nich nie trzeba się martwić - nawet jak polecą do Nowej Zelandii to rozliczą sobie kilometrówkę za samochód
Góra
 Relacje PM off  
 
#70 PostWysłany: 10 Gru 2019 12:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Rok 2015 Part 2

Nowa Zelandia - moje marzenie od lat. Kiedy w listopadzie pojawiły się bilety po 1800 z Pragi, długo się nie zastanawiałem. Chciałem oczywiście lecieć sam, żona mówi kupuj, a potem, że nie wierzy, że kupiłem ;)
1 maja porannym lotem doleciałem do Pragi i miałem cały dzień na zwiedzanie miasta. W Pradze już byłem wcześniej 2x, no i 1 maja przebijanie się przez tłumy turystów trochę męczy...

Jako, że miałem lot 5 samolotami, to zabrałem się tylko w podręczny - a właściwie to w dwa, bo miałem małą walizkę i plecak. Zasadniczo nikt się nie czepiał.
O 21:20 wyleciałem z Pragi do Wiednia. Jak przyszedłem do bramki w Pradze to myślałem, że to jakiś błąd. Na locie PRG-VIE na Q400 było łącznie 5 osób!!! Najmniejszy LF jaki w życiu spotkałem. Chyba miałem furę szczęścia, że ten samolot w ogóle poleciał. Pewnie musiał wracać do bazy na noc. Może też sporo osób przyleciało nim do PRG i dlatego całej rotacji nie odwołali.

Na locie do BKK nie było już tak różowo. Na szczęście miałem wyjście awaryjne przy oknie w 777 i nikogo na środkowym miejscu. Rozejrzałem się po samolocie i jakkolwiek sporo miejsc było pustych, to jednak ani jednej czwórki lub trójki by się położyć.

Na lotnisku w BKK pierwsze kroki skierowałem do transfer center. Okazuje się, że żeby dostać się do transfer center na loty międzynarodowe Thai to musiałem przejść kontrolę, a do niej wpuszczali tylko z boarding passami. Powiedziałem, że ja nie dostałem na następny lot i dlatego muszę iść do transfer center. Pani poprosiła o wydruk biletu. Na szczęście miałem, ale co jakbym nie miał? Normalnie nie drukuję. Puścili mnie zatem i w transfer center ładnie proszę o miejsce przy wyjściu awaryjnym. Pani gdzieś dzwoni i mi je przydziela. Jupi! Tym razem od przejścia, ale to nie rzutuje :-). Idę do pobliskiego Royal Silk Lounge i na pytanie o prysznic, mówią, że jest w saloniku w skrzydle C (ja byłem w D). Zmieniam salonik i prysznic stawia mnie na nogi.

BKK-AKL na 777-200 napakowany do granic możliwości. Ja zajmuję miejsce 50H, czyli od przejścia przy awaryjnym. Jestem wyspany, wypoczęty i po prysznicu, także o spaniu na tym 11-godzinnym locie mogłem zapomnieć. Strasznie mi się dłużyło te 11h, a du*a przyrosła mi do siedzenia. Kręciłem się w każdą stronę i czekałem tylko na koniec tego lotu.

Lot do CHC na Air New Zealand to już wisienka na torcie. Siedziałem przy oknie i przy pięknej pogodzie obserwowałem Alpy Południowe i Górę Cooka - super widoki!

Szybciutko po przylocie udałem się do wypożyczalni po mój samochód i dostaję Daihatsu Sirion z przebiegiem 200kkm (a miał być taki nowszy samochód). Trochę już trup, ale ma automat, więc przynajmniej mogę się skupić tylko na jeździe lewą stroną ;-). Pojechałem do hotelu - koniecznie chciałem na pierwszą noc dobry hotel by dobrze wypocząć, zameldowałem się, zapłaciłem 100NZD i... stwierdziłem, że nie jestem jeszcze tak zmęczony, a dzień piękny więc pojadę do Akaroa. Kilka razy, szczególnie przy powrocie miałem już takie sekundowe utraty świadomości ze zmęczenia, więc się zatrzymywałem na 5 minutową drzemkę i jechałem dalej.

Image

Image

Drugi dzień w Nowej Zelandii przywitałem o 4 rano (w sumie i tak nie tak źle jak na 10h let laga), ale przeleżałem do 6.30, bo i tak ciemno było. O 7.30 wyjechałem w stronę Arthurs Pass.

Image

Image

Tylko ja i widoki!

Image

Image

Image

Image

Idę krótkim szlakiem do Bealey Valley.

Image

Image

Image

Ruszam w stronę Paparoa National Park zatrzymując się co chwila podziwiając zachodnie wybrzeże. Są piękne skały i ogromne plaże. Super widoki mimo sporej już ilości chmur. Dojeżdżam do Pancake Rocks, czyli jak nazwa wskazuje skał naleśnikowych. Co jest piękne to to, że wszystko jest za darmo. Obchodzę więc szlak, na którym jest kilka punktów widokowych z jednym najbardziej znanym, gdzie sporo tych naleśnikowych skał ma w oddali piękne wybrzeże. Bardzo ładnie.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Mimo dwóch piwek na wieczór i pójścia spać po 21, budzę się o 2 i już koniec spania. Próbowałem jeszcze spać, ale nic to nie dało. Jet-lag jakby się powiększa. O 7.30 wyjechałem, dziś w planie dwa lodowce Franz Josef i Fox Glacier i dojechanie na nocleg do Haast.

Image

Cały czas mija się mosty z jednym pasem ruchu, a jeden nawet dzielony z koleją. Jadę dalej, robi się coraz ładniej. Chmury coraz rzadsze i wychodzi nawet słońce!

Image

W końcu widzę z drogi lodowiec Franz Josef. Niestety jak dojechałem na parking to słońce schowało się za chmury. Tyle, że lodowiec dalej ładnie było widać. Mogłoby być co prawda niebieskie niebo, ale mogłoby być też gorzej. Nie ma co narzekać. Lodowiec topnieje w zastraszającym tempie, na obrazkach w porównaniu 2008 i 2012 widać sporą różnicę.

Image

Image

Image

Dojechałem 16km dalej w wioski Fox Glacier na następny lodowiec i wpadłem do jednej z knajp na Fish&Chips. Jak wyszedłem to już zaczęło mocniej padać. Z tutejszego punktu widokowego przy ładnej pogodzie można zobaczyć Mt Cook, a ja za dużo nie widziałem. Niestrudzony stwierdziłem jednak, że skoro tu jestem to pójdę zobaczyć Fox Glacier. Może coś będzie widać. Nałożyłem przeciwdeszczowe ciuchy i dotarłem. Widać było tylko jęzor lodowca, który także szybko topnieje.

Image

Image

Rozpadało się na dobre, regularna ulewa. Zostało mi ponad 100km do Haast i ruszam w drogę. Było już po 15 i moja wczesna pobudka dała znać o sobie, bo totalnie chciało mi się spać. Odludzie kompletne, kawy brak, więc postanowiłem zjechać na bok jak będzie jakaś zatoczka i przyciąć komara na chwilę. Jak chciałem tak zrobiłem. Zatrzymałem samochód, zgasiłem silnik, położyłem fotel i zasnąłem. Obudziłem się godzinę później, próbuję odpalić samochód i... rozrusznik tylko lekko jęknął. Dopiero teraz zauważyłem, że nie wyłączyłem świateł jak szedłem spać i rozładowałem akumulator! Na popych go nie odpale, bo automat, więc sięgam po telefon by zadzwonić po pomoc. Problem w tym, że nie było zasięgu!!! No to jestem ugotowany, jest już 17, za godzinę będzie ciemno, a ja utknąłem na środku zadupia. Wychodzę i idę łapać samochody, może ktoś zadzwoni do wypożyczalni jak złapie zasięg później w drodze. Rzadko tu coś jeździ, ale jechał jakiś stary Jeep, machnąłem i gościu się zatrzymał. Mówię jaka jest sprawa, a on spróbował sam jeszcze odpalić by się upewnić, że to akumulator. Wraca do samochodu, coś grzebie z tyłu i... wyciąga KABLE! Ha, jestem uratowany. Odpalamy przez kable i mogę jechać dalej! Ostatnie 70km szybko zleciało i już po zmroku zameldowałem się w hotelu w Haast.

W nocy w Haast przeszła prawdziwa nawałnica. Obudziłem się na chwilę o 4.30, ale próbowałem dalej zasnąć. Nagle ktoś puka do drzwi. Pani mówi, że checkout jest do 10, patrzę na zegarek i jest 10.30. Heh, chyba przespałem jet-laga ;-)

Na zewnątrz panuje totalna masakra - wiatr i deszcz taki, że iść się nie da. Błyskawicznie się pakuję, biorę jedzenie i idę zrobić śniadanie. Spokojnie się nie spiesząc obserwuję to zjawisko pogodowe. Wygląda jak tropikalna ulewa, tyle, że trwa już prawie dobę. Nagle ta sama pani z recepcji podchodzi i pyta się w którą stronę jadę. Mówię, że do Wanaki. A ona na to, że lepiej bym się zbierał, bo często tę drogę zamykają w złe warunki pogodowe, a około południa ma przechodzić najgorszy moment.

Jadę więc na tyle, na ile wycieraczki pozwalają, co chwila mam też aquaplanning, a z gór na drogę lecą co chwilę prawdziwe wodospady. Niezły czad, ale lepiej by nic się z samochodem nie stało ;-). Do Haast Pass dojeżdżam po godzinie, a tu panowie w taką pogodę zamknęli na chwilę drogę i wycinają gałęzie. Współczuję im stać na zewnątrz.

W Wanace pogoda się trochę poprawia:

Image

Image

Wstałem wcześnie i jeszcze przed świtem wymeldowałem się z hotelu. Chmur w Wanace nie widać, a ja ruszam ok. 60km wgłąb Parku Narodowego Mount Aspiring na szlak Rob Roy Glacier, czyli ponoć najładniejszy z okolicznych. Pierwsze kilometry mijam asfaltem, potem wstaje słońce, a droga przechodzi w gruntową. Ubita jednak całkiem nieźle, więc można lecieć 60-70kph. Nad Wanaką piękne niebo, ale nad Mount Aspiring niestety chmury. Coś tam się wyłania od czasu do czasu i po prawej widać nawet lodowiec. Stwierdzam, że jednak pojadę na ten szlak i zobaczę czy pójdę już na miejscu. Na drodze niespodziewanie jednak pojawiły się przeszkody - rwące strumienie. Jak to zobaczyłem to w życiu bym nie zdecydował się przejechać, ale w zasięgu wzroku widziałem inny samochód podobny do mojego, który przez to przejechał. Przejechałem i ja i pomyślałem, że w powrocie będę się martwił. I trafiam na kolejny strumyczek. Ci przede mną przejechali, jadę i ja. Potem był trzeci, czwarty, piąty i szósty potoczek. Na siódmym widzę, że samochód przede mną stanął po środku. Na poprzednich wszędzie były kamienie, a na tym był na środku piasek i gościu się totalnie wkopał i zapadł do połowy koła. Masakra. Samochód ani drgnie w jedną czy drugą, więc żadne pchanie na nic by się zdało. Nikt z nas nie ma też linki. Mierzyłem kilometry od drogowskazu jak wjeżdżałem na tę drogę, spojrzałem także na moją mapę w telefonie i stwierdziłem, że musimy już być bardzo blisko (max 1.5km) od końca drogi, gdzie zaczyna się szlak na Rob Roy. Mówię, że może pójdziemy i zobaczymy czy ktoś tam jest, kto by pomógł.

Chłopak zostaje, dziewczyna idzie ze mną. Dochodzimy do końca drogi, ale tam tylko parking, toaleta i kawałek wiaty. Krótka narada i dziewczyna mówi bym szedł na trek, a ona poczeka na pomoc od jakiegoś miejscowego (mijaliśmy jakichś niedaleko wcześniej). A jak nikt się nie znajdzie to ja wracając za 2h zabiorę jedno z nich samochodem i poszukamy kogoś. Cóż, trochę głupio tak się rozstawać, ale idę. Od wiszącego mostu jest 1h drogi do dolnego punktu widokowego na lodowiec.

Image

Image

Image

Niestety siąpi deszcz, ale stwierdziłem, że idę. Przetestuję ubrania i buty czy są faktycznie przeciwdeszczowe ;-). Szlak pnie się mocno do góry przez las, a obok płynie rwąca rzeka. Po 45 minutach dochodzę do lodowca. Leje już dość mocno. Na górny punkt widokowy jest jeszcze 30 min szlaku, ale stwierdziłem, że lepiej nie będzie, bo deszcz się zwiększa. Boję się też czy jak będę jeszcze czekał to czy przekroczę ten pierwszy najbardziej hardkorowy strumień.

Image

Wracając spotkałem jakąś parę i zapytałem o tych co utknęli w wodzie przede mną. Powiedzieli, że ktoś już ich wyciąga. Odetchnąłem więc z ulgą. Jak wróciłem do samochodu to padało dużo mocniej niż jak wychodziłem, a przede mną jeszcze te wszystkie rzeki. Wszystkie jakoś przekroczyłem, ale ta ostatnia dla mnie była najgorsza. Wyszedłem, obadałem najpłytsze miejsce i rura przejechałem na sporej prędkości by nie utopić wydechu. Poszło! Dzielna biała strzała.

W Wanace zjadłem szybki lunch i ruszyłem w stronę Queenstown. Prowadzą do niego dwie drogi, dłuższa i łatwiejsza oraz krótsza i stroma. Oczywiście biorę krótszą. Wychodzi piękne słońce, a widoki są cudne.

Image

W Queenstown robię od razu mały rekonesans.

Image

Image

Wstaję sobie na luzaka koło 8, wyglądam przez okno i... jupi! W nocy spadł w górach śnieg, więc już wiem, że będą piękne zdjęcia. Nie spodziewałem się natomiast, że tak PIĘKNIE.

Image

Image

Image

W stronę Glenorchy widać było sporo ciemnych chmur, ale i tak postanowiłem najpierw tam pojechać, co zresztą okazało się świetnym pomysłem. Im bliżej Glenorchy, tym robi się coraz ciekawiej - ośnieżone szczyty i chmury trochę ustępują. Blisko i w Glenorchy jest po prostu przepięknie. Nie dziwne, że ta droga jest w top5 najpiękniejszych dróg Nowej Zelandii. Jezioro jest turkusowe, jego czystość ponoć jest większa od wody w kranie...

Image

Image

Image

Image

Glenorchy to malutka miejscowość z kilkoma kawiarniami. Tam dalej już zaczyna się Mount Aspiring National Park (ten sam co z Wanaki) oraz jeden z Great Walks - Routeburn Track. Jadę dalej, bo są jeszcze jakieś drogi i pomyślałem, że może być ciekawie. W stronę gór i tego parku niestety są chmury. Ten sam niż osiadł mocno co wczoraj w Wanace oraz ten sam co powoduje deszcz na całym zachodnim wybrzeżu. Trudno, odwracam się zatem w drugą stronę i oglądam przepiękne szczyty na bezchmurnym niebie. Dojeżdżam w końcu na koniec drogi do miejscowości Paradise. Właściwie to nie miejscowość, a ze 3 domy rozrzucone, ale nazwa odzwierciedla widoki.

Image

Image

Image

Image

Image

Wracam do Queenstown na drugą część dnia. Pięknie już widać Remarkables. Idę na gondolę (próżniactwo wygrało). Płacę 32$ za RT i podziwiam z góry miasto i okolice. Widoki wyrywają z butów. Robię jeszcze szlak dookoła oglądając szczyt z drugiej strony. Zbierając szczękę z ziemi wracam do hotelu. Co za dzień!

Image

Image

Image

Image

Image

Następnego dnia jadę do Arrowtown, popularne miejsce wycieczek z Queenstown. Jest tam autentyczna XIX-wieczna zabudowa z czasów gorączki złota. Niby tylko ze 2 uliczki, ale klimat jak z westernów. Obok też chińska osada. Chińczycy szukali tutaj złota, ale mieszkali w totalnie syfiastych warunkach i odizolowani od nowozelandzkiego społeczeństwa. Aż dziw, że tam tyle przeżyli.

Image

Image

Czas ruszać do Te Anau. Pogoda ze słonecznej zmieniła się w deszczową i droga wzdłuż jeziora Wakatipu niestety bez widoków, choć tu zaczyna się Southern Scenic Route. Potem wyszło słońce i znowu było pięknie. Potem zaczął padać deszcz, potem znowu słońce i tak jeszcze ze 2 razy zanim dojechałem do Te Anau. A tutaj znowu wieje masakrycznie.
Z Te Anau wyjechałem z hotelu już o 6:45. Dojechałem do Milford Sound ok. 8.30 i idąc spokojnie do nabrzeża moim oczom ukazał się piękny widok na fjord.

Image

Nie pada. Są chmury, ale nie pada. Robię rozeznanie w terminalu co do cen i usług. Wczoraj byłem zdecydowany na Southern Discoveries, ale chcieli te 76$ i nic nie opuścili. Obok był Jucy Cruises za 55$. Biorę Jucy jak większość innych osób. Rejs niby tylko 1.5h, ale zdecydowanie wystarczy. W Milford Sound było ciemno, pochmurno, krajobraz dramatyczny jak to Amerykanie mówią. Pionowe skały schodzą do bardzo głębokiego fiordu. Zdjęcia tego nie oddadzą, ale dla mnie klimat był mega.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

O 11.30 opuszczam Milford Sound. Jadę z powrotem do Te Anau na obiad. Spoglądam jeszcze raz do tyłu widząc jak resztki ośnieżonych szczytów wyłaniają się zza chmur. W Te Anau zjadam nieśmiertelne fish&chips i jadę dalej Southern Scenic Route do Invercargill. Południowe wybrzeże jest bardzo fajne. Są bardzo duże fale. Przejechałem już ponad 2kkm i mam serdecznie dość samochodu.
Plan na kolejny dzień to przejechać z Invercargill do Dunedin Southern Scenic Route odbijając jeszcze bardziej na południe na atrakcje południowego wybrzeża.

Image

Wybrzeże jest tu bardzo ładne i jest latarnia morska. Idąc sobie ścieżką do latarni widzę jak lew morski leży sobie przy ścieżce i odpoczywa. Mogłem go spokojnie dotknąć, ale oczywiście nie chciałem go stresować.

Image

Image

Jadę dalej w stronę Dunedin.

Image

Image

Image

Odwiedzam Purakaunui Falls:

Image

No i fantastyczny Nugget Point!

Image

Image

Image

Wstałem z samego rana i postanowiłem ruszyć w stronę Mount Cook. Z Dunedin wyjechałem o 7.15 jak było jeszcze ciemno. W sumie w ogóle miasta nie zobaczyłem, oprócz krótkiego spacerku w nocy, ale ja generalnie nie lubię miast, a bardzo lubię otwarte przestrzenie. Nawigacja pokazywała mi 4.5h na dojazd, a dojechałem w 3.5h z przerwą na kawę i tak naprawdę bez zbytnich szaleństw (bryka nie pozwalała). Większość drogi padał deszcz, więc nie wróżyło to dobrze. Jednak jak wjechałem na drogę do parku to przejaśniło się.

Image

Image

Ruszyłem na szlak Hooker Valley. Deszczyk lekko kropi, coś tam jeszcze widać, więc idę. Szlak ma 1.5h w jedną stronę (powrót tą samą drogą). Po drodze są 3 wiszące mosty. Dotarłem w 1h 5 minut, więc tempo i kondycja niezła :-) Z punktu widokowego widać lodowiec schodzący do jeziora i piękne widoki na Mount Cook (gdyby nie chmury...).

Image

Image

Image

Ostatni dzień to już przejazd do Christchurch, ostatnie 300km. Po dojechaniu licznik dobił do 3182km, więc prawie 300 dziennie średnio. W stronę Mt Cook dalej pełno chmur, a poza - piękne słońce. Wjeżdżam na Mt John, gdzie jest obserwatorium meteorologiczne i oglądam piękne widoki. Wieje jak cholera więc uciekam dalej. Następny przystanek to Lake Tekapo.

Image

Image

Image

W Christchurch wszystko jest rozkopane i rozwalone. Okazuje się, że jeszcze po 5 latach po trzęsieniu ziemi połowa centrum jest zamknięta (wysokie budynki niby stoją ok, ale zagrodzone), a druga połowa w budowie. Robi to kolosalne wrażenie. Naprawdę musiało tutaj nieźle trząść.

Image

Image

Powrót to 30h przez SYD, BKK, VIE i PRG. 5 samolotów i w domu ;-). Nowa Zelandio - jesteś fantastyczna!
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
YeahBunny uważa post za pomocny.
 
 
#71 PostWysłany: 11 Gru 2019 15:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Rok 2015 Part 3

Zaraz po powrocie z NZ, zaczęliśmy się rozglądać za wakacjami. Za normalnie pieniądze nic się nie dało kupić, więc poświęciliśmy 150k mil United na Sri Lankę i Malediwy.
Kupiłem też w końcu pełną klatkę i odtąd podróżowałem z 6D.

Zanim jednak wakacje, to odwiedziłem jeszcze Kopenhagę, Mumbai i Chicago ;)

Lecieliśmy na Sri Lankę tak dziwnie, bo wykorzystywaliśmy Turkisha. Najpierw jednak Aegeanem do ATH, potem na 777 na szybkiej trasie do IST, a następnie ze stopem w MLE zameldowaliśmy się w końcu w CMB.

Sri Lanka od pierwszego wejrzenia robi świetne wrażenie, dużo lepsze niż Indie. Nasz podstawowy środek transportu to "śmieszny" jak go nazywaliśmy.

Image

No i oczywiście najszybsze na Sri Lance autobusy, które wyprzedzały wszystko co się dało.

Image

Sirigiya to jedna z większych atrakcji Sri Lanki i na pewno warto się wspiąć na górę skąd można podziwiać piękne widoki.

Image

Sama Dambulla i dookoła niej to dobry punkt wypadowy.

Image

Image

Image

Pollonaruwa jest jedną z takich atrakcji.

Image

Image

Image

W Kandy odwiedziliśmy Świątynię Zęba.

Image

Image

I ciuchcią pojechaliśmy do Ella :)

Image

Image

Tamtejsze plantacje herbaty robią wrażenie.

Image

Image

Oczywiście odwiedziliśmy jedną z fabryk. Króluje tu herbata zielona. Ta od lewej najbardziej ceniona, a od prawej to takie zmiotki z podłogi, które głównie w Europie pijemy.

Image

Okoliczny krajobraz jest świetny na krótkie trekkingi.

Image

Image

Image

Z żalem opuszczamy Ella, ale kierujemy się do Yala :). Bierzemy safari.

Image

Image

Image

Image

Słonie jadły nam z ręki :)

Image

Image

Image

Image

Końcówkę spędzamy na plażach południa, na wielorybach i w twierdzy Galle.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Czas na Malediwy. Samolot Turkisha ma stopover i generalnie nigdy nikogo nie wysadza po drodze, więc było zdziwienie jak mówiliśmy, że my wysiadamy. Na szczęście obsługa lotniska pukając do drzwi pokazywała, że 3 paxów wysiada :)

Image

Pierwszy dzień spędzamy w Male oglądając gęsto zabudowaną wyspę.

Image

Image

A potem płyniemy na Gulhi i tam spędzamy 3 dni.

Image

Image

Image

Odwiedzamy jeszcze Hulhumale dla zabicia czasu przed samolotem powrotnym do kraju.

Image

Image

Image

Po powrocie miałem szybki Berlin oraz spotkanie w Tuluzie. Będąc tak blisko Monako, nie mogłem sobie pozwolić, by przeoczyć to mini państwo ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Potem jeszcze Berlin i 2x Chicago, uff, ale międzykontynentalnych. Zostało jeszcze kilka dni na koniec roku i szukałem jakiegoś czarteru last minute na święta. 6 dni przed, trafił się Cancun z TUI za 1400 zł!
Wzięliśmy bez zastanowienia :)

Nie było to łatwe podróżowanie, ani tanie z powodu świąt. Był mega problem z noclegami. Samochodu też nie dało się wynająć.
Jednak kombinując dało się coś zobaczyć.

Zaczęliśmy od Isla Mujeres. Wynajęliśmy wózek golfowy i objeździliśmy wyspę.

Image

Image

Image

Image

Tulum:

Image

Image

Image

Coba:

Image

Piękne ruiny w Uxmal:

Image

Image

Image

Image

Image

i na deser Chichen Itza!

Image

Image

Stan na koniec 2015 - 80 krajów i 486 lotów
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#72 PostWysłany: 11 Gru 2019 15:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 4658
HON fly4free
cart napisał(a):
Kupiłem też w końcu pełną klatkę i odtąd podróżowałem z 6D.


No nareszcie ładne zdjęcia, a nie to byle co, jak do tej pory :D

A tak na serio, f4f powinien wydać jakiś album w oparciu o ten wątek.



Wysłane z mojego CLT-L29 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
cart lubi ten post.
 
 
#73 PostWysłany: 11 Gru 2019 15:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 649
Loty: 77
Kilometry: 125 903
platynowy
Masz niecały miesiąc na dokończenie 4 ostatnich lat z relacji.
Powinieneś zatem wyrobić się na głosowanie na najlepszą relację grudnia, którą masz pewnie jak w garści.

W głosowaniu głównym będzie już trochę trudniej, ale mimo to wybieraj już powoli kierunek - nagrodę ;)
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Relacje PM off
OSK lubi ten post.
 
 
#74 PostWysłany: 11 Gru 2019 15:54 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 8106
Ja tam czekam czy Antarktyda też była taki "skokiem w bok", jak już został wysłany firmowo do takiej Patagonii, a to tuż obok :P
Góra
 Relacje PM off  
 
#75 PostWysłany: 11 Gru 2019 15:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Antarktyda jest dokładnie już opisana w relacji z zeszłego roku. I nie był to skok w bok, ale dokładnie zaplanowana akcja :)

@wasil10 nie dzielmy skóry na niedźwiedziu, o Antarktydzie też tak pisali niektórzy ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
michzak lubi ten post.
 
 
#76 PostWysłany: 12 Gru 2019 16:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Rok 2016

Rok zaczynam od jednodniówki w Paryżu, a pod koniec lutego lecę po raz 10 do Mumbaju. Dzień przerwy i czekał Amsterdam.

A potem zrobiliśmy spotkanie polskiej organizacji w Zakopanym. Polska też jest piękna! Dzień pochodziliśmy po Pieninach, pogoda dopisała.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W kwietniu odbyłem 33 wizytę w Chicago, ale dopiero pierwszy raz leciałem Dreamlinerem LOTu. Kiedyś leciałem LOTem 3 razy jeszcze starym Boeingiem 767 i 5 odcinków było opóźnionych i 1 odwołany. Z tego też powodu nie widziałem sensu latania LOTem. Dreamlinerowi też chciałem dać trochę czasu, bo na początku sporo się psuł. Teraz była dodatkowa motywacja na przelot LOTem, bo trafiłem na promocję Premium Economy w standardowej cenie Economy jaką płacę zawsze na tej trasie.
Na locie do Chicago przekroczyłem także 700 tysięcy mil w powietrzu.

Na weekend majowy pojechaliśmy do Gdańska, skąd polecieliśmy do Turku :). To mój przedostatni kraj w Europie (i jak do tej pory ostatnia Islandia jeszcze nie jest odwiedzona!).
Odwiedziliśmy także Helsinki.

Image

Image

Image

W Turku było jakieś święto i wszyscy chodzili z alkoholem. Balowali do rana, a my jadąc na lotnisko widzieliśmy tego oznaki. Może nie będę opowiadał szczegółów ;)

Image

Image

Zostajemy jeszcze 2 dni w Gdańsku. Bardzo lubię Trójmiasto.

Image

Image

Image

Image

Tu też zaglądamy po drodze:

Image

Image

W czerwcu czas na kolejny skok w bok z Indii - Bangladesz!

Całą relację opisałem tutaj: bangladesz-3-dni-w-calkiem-innym-swiecie,215,131149
Bangladeszem byłem zachwycony. Polecam lekturę :)

Na wakacje lecimy już pod koniec czerwca. Tym razem Tajlandia, Laos i Wietnam. Kiedyś tak marzyłem o Azji Południowo-Wschodniej, a po tym wyjeździe to jest chyba najmniej lubiany przeze mnie region świata.

W Bangkoku wśród tłumów zwiedzamy klasyki:

Image

Image

Image

Image

Image

Wyjeżdżamy na jedną wycieczkę poza miasto przejechać się na słoniach i obejrzeć Floating Market. Przejażdżka na słoniach to był błąd, szczególnie, że nie traktują ich zbyt przyjaźnie (bicie w głowę)...
Market tylko pod turystów, żadnej autentyczności.

Image

Zbieramy się na samolot do Udon Thani i przeprawiamy się do Laosu.
Vientiane to taka duża wieś :), ma kilka zabytków.

Image

Image

Image

W Vang Vieng wypożyczamy quada i jeździmy po okolicach. Tutaj było chyba najciekawsze miejsce, bo można było podejrzeć autentyczną prowincję.

Image

Image

Image

Image

Image

Luang Prabang to ostatnie nasze miejsce w Laosie. Klimacik jest, ale zbyt wielu backpackersów...

Image

Image

Image

Image

Image

Jedziemy też skuterem na wodospady Kuang Si:

Image

Image

Samolotem lecimy do Hanoi. Z dwóch powodów: wiza na lotnisku oraz przejazd lądowy to 12h. Z 4 latkiem to tak średnio ;-)

W Hanoi było piekielnie gorąco. W ogóle nam się nie chciało wychodzić z klimatyzowanego pokoju. Lecz na uliczkach toczyło się ciekawe życie...

Image

Image

Zwiedzamy trochę pomimo tego ukropu.

Image

Image

Image

Kolejnego dnia się rozdzielamy. Żona z dzieckiem jadą do aquaparku, a ja biorę wycieczkę po okolicach.

Image

Hoa Lu i Tam Coc to moje destynacje.

Image

Image

Pani obsługiwała wiosła nogami. Po co się męczyć rękami? :)

Image

Potem biorę rower i jeżdżę po okolicy:

Image

Image

Image

Ostatnim punktem w Wietnamie jest Halong Bay. Oddali niedawno kolejkę linową z ładnym widokiem.

Image

Image

Następnego dnia planowaliśmy rejs po zatoce. Lał deszcz i żona z dzieckiem zawrócili, a ja oglądałem. Niewiele niestety dało się zobaczyć.

Image

Image

Image

Image

Lało jak masakra!

Image

O 17 wyszliśmy ze statku, a dopiero o 18 przyjechał nasz autobusik by nas zawieźć do centrum. Z ulic zrobiły się jeziora, a leje dalej. W końcu utykamy w korku i kompletnie nic się nie rusza. Patrzę na nawigacji i widzę, że do hotelu mam 3km. Decyduję się iść. Przedzieram się w deszczu w wodzie po kolanach i mijam kolejne samochody. Dochodzę do sedna korka - wszyscy wjechali na 4 pasy i stanęli na przeciwko siebie, a w środku było jezioro. Nie miało to żadnych szans się ruszyć. Samochody też powjeżdżały na chodniki. Nawet skutery się poddały. Przedzieram się przez coraz większe jeziora i w końcu przed 20 dochodzę do hotelu.

W długi weekend sierpiowy pojechaliśmy w Karkonosze.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

We wrześniu dostałem zaproszenie do naszego biura produkcyjnego w Meksyku. Połączyłem to z wizytą w Chicago i weekend w Meksyku miałem dla siebie :)
Zwiedziłem kilka miasteczek.
Guanajuato:

Image

Image

Image

Image

San Luis Potosi:

Image

Image

San Miguel de Allende:

Image

Image

No i Guadalajara, ale szkoda, że sporo było w remoncie...

Image

Image

Image

Image

Po kolejnym Mumbaju, poleciałem do Aten przywitać dziewczynę z zespołu po urlopie macierzyńskim. Poleciałem na dzień na Santorini. 15 stopni, grudzień, pusto i piękne widoki...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Zaletą było to, że mogłem zostać na zachód słońca i jeszcze zdążyć na powrotny samolot :)

Image

Image

Image

Image

Na święta planowaliśmy polecieć do ZEA czarterem i wypożyczonym samochodem pojechać do Omanu. Wszystko było gotowe, ale młody zachorował i miał zapalenie ucha...
Na 2 dni przed zdecydowaliśmy więc, że lecę sam.

Zanim pojechałem do Omanu, zajrzałem jeszcze na 1 dzień do Kuwejtu :)

Image

Image

Image

Image

Image

No i piękny Oman....

Image

Image

Nakhl:

Image

Image

Image

Image

Nizwa:

Image

Image

Wszędzie zwiedzałem fortece :). Bahla:

Image

Image

Pojechałem po szutrze do Wadi Ghul. Świetny pomysł.

Image

Image

Image

Image

Image

I pojechałem na sam róg Omanu.
Wahiba Sands:

Image

Wadi Bani Khalid:

Image

Image

Image

Sur - to już sam róg.

Image

Image

Wadi Tiwi :)

Image

Wadi Shab:

Image

Image

Stan na koniec 2016: 87 krajów i 536 lotów
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#77 PostWysłany: 12 Gru 2019 19:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Lip 2015
Posty: 127
niebieski
Do tej pory czytałem relację z podziwem. Widzę, że rok 2016 był przełomowy i zaczęła się pogoń na zaliczanie kolejnych krajów.

Tajlandia w dwa dni? Jeden dzień w Bangkoku i jedna komercyjna wycieczka pod miasto? I po tym formułujesz opinię o kraju?

Przejażdżka na słoniach - brak słów. Wstyd tak krzywdzić zwierzęta i jeszcze się tym chwalić na forum...
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Tomek Nowicki lubi ten post.
 
 
#78 PostWysłany: 12 Gru 2019 21:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
oho, zaczyna się krytyka :)
W Bangkoku byliśmy 4 dni. A przy okazji Kambodży byłem już wcześniej w Bangkoku. Nie widzę sensu siedzieć w tym mieście dłużej.
Opinia jest ogólnie o Azji Płd.-Wsch. - po prostu mi nie podchodzi. Znam innych co ją uwielbiają ponad wszystkie inne miejsca. Ja Tajlandię traktowałem wtedy bardziej tranzytowo. Weź pod uwagę, że jeździłem z 5-latkiem, więc jemu musieliśmy zapewnić sporo atrakcji. Jazda na słoniu miała taką być, ale zaraz po tym jak wsiedliśmy to mieliśmy moralnego kaca.
Przeczytaj co napisałem: "Przejażdżka na słoniach to był błąd, szczególnie, że nie traktują ich zbyt przyjaźnie (bicie w głowę)..." - raczej nie jest to chwalenie się, jaka to zajebista przygoda była.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#79 PostWysłany: 12 Gru 2019 21:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 08 Lip 2015
Posty: 127
niebieski
Tajlandia, a Bangkok to dwa różne światy. Ja jestem zdecydowanie w grupie tych uwielbiających. Daj szansę prowincji i tamtejszej przyrodzie :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#80 PostWysłany: 12 Gru 2019 21:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 978
złoty
Kiedyś pewnie dam. A dyskusja na ile trzeba zobaczyć kraj by go poznać lub odhaczyć jest bezcelowa. Dlatego ja lubię podział świata wg nomadmania, gdzie mam zaznaczony tylko wycinek Tajlandii i wcale nie twierdzę, że całą ją zwiedziłem. Bardziej mi zależy teraz na odwiedzaniu regionów zamiast krajów sensu stricte.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group