Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 10 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 27 Lut 2019 10:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 358
Loty: 59
Kilometry: 97 994
złoty
Prolog: Jest to moja pierwsza relacja, wybitnym pisarzem nigdy nie byłem, trasa też nie jest najoryginalniejsza, a zdjęcia wykonane zostały zwykłym 2,5 letnim telefonem.
Jeżeli po takiej autoreklamie dalej jednak ktokolwiek został ze mną przy czytaniu tejże relacji, serdecznie zapraszam! A nuż znajdziecie tu coś dla siebie z inspiracji lub garstki praktycznych informacji. Zdjęć więcej będzie w dalszej części relacji.

Większość osób jest na swój sposób niecierpliwa i nie lubi czekania. Tak samo jest i ze mną, a najgorsze spośród przyjemnego czekania, jest chyba wyczekiwanie od jednej podróży do drugiej. A u mnie ten czas z różnych życiowych powodów wydłużył się niemiłosiernie… Na kolejną długą podróż przyszło mi czekać ponad 2 lata. Ale koniec zanudzania na samym początku, czas na konkrety!
Maj 2018. LOT ogłasza nowy, bezpośredni kierunek – Singapur. Dobra cena lotów i długi rozbrat z podróżami robią swoje, kupiłem bez zastanawiania się, mimo tego że już tam kiedyś byłem, a jeszcze tyle świata przede mną. No cóż, to tylko małe państwo, które potraktujemy jako HUB. Czas planować co dalej.

- to może Malezja?
- Malezja? Przecież tam też już byłeś


No cóż, tu też byłem i było naprawdę wspaniale, a pomysł powrotu na Borneo z żoną szczerze mi się spodobał. Żeby jednak nie kalkować swojego pierwszego wyjazdu do Azji z marca 2016 padło na inny stan z trzeciej największej wyspy świata – Sarawak, a na dokładkę wizyta w Brunei. Trzeci raz na Borneo już chyba nie zawitam, a być dwa razy tak blisko i nie odwiedzić Sułtana, to chyba nie wypada…
Ogólny zarys podróży ukształtował się więc następująco:
Załącznik:
trasa.png

Doczekaliśmy się wreszcie naszego wyjazdu. Lecimy z Gdańska do Warszawy. Wybraliśmy długą przesiadkę. Zamiast salonik odwiedzamy moją siostrę. Spędzamy pół dnia, zostawiamy kurtki i ruszamy na lotnisko.

Załącznik:
11.jpg


Lądujemy koło 17 i lecimy zostawić szybko bagaże do hotelu skorzystać z wieczora.. wieczora, którego raczej bym tutaj nie opisywał i nie okraszał prawie zdjęciami, ponieważ Singapur znacie wszyscy od podszewki. Był to jednak wieczór szczególny nawet dla większości mieszkańców państwa i wszystkich turystów z racji drugiego dnia Chińskiego Nowego Roku. Tłumy niesamowite, wszyscy stłoczeni przy Marina Bay czekają na pokaz fajerwerków. Kto by pomyślał, że od drugiej strony w Gardens Bay the Bay nie będzie praktycznie nikogo?
Śpimy na Geylang. Mamy całkiem przyjemny hotel. Jak się potem okazuje chyba najlepszy na całym wyjeździe. Kolację jemy w jednym z lokalnych barów. Jedzenie świetne, tylko ceny coś się nie zgadzają. Pan usilnie próbuje nam wmówić nieprawidłową kwotę i na nic zdaje się kalkulator i pokazywanie cen w ich własnym menu. Trudno, więcej tam nie wrócimy… A jednak. Było tak smaczne, że drugi raz przepłaciliśmy tam w podobny sposób na śniadaniu.

Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg

Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg


2 tygodnie urlopu z dala od domu musza być intensywne. Zgodnie z tą regułą po szybkim zwiedzaniu Singapuru i spacerach po Southern Ridges znów ruszamy na Changi.

Załącznik:
0.jpg

Załącznik:
10.jpg

Samolot pełen lokalsów my i dwie Polki, na które wpadniemy potem nie raz. Kierunek? Kuching.
Szybka regułka dla tych, którzy nie byli lub nie słyszeli. Kuching (po malajsku Kot) jest największym miastem stanu Sarawak oraz malezyjskiej części Borneo. Jadąc na wyspę w większości przypadków ciężko tam nie trafić. Samo miasto co kto lubi, taka większa wioska w leniwym klimacie. Główne atrakcje znajdują się jednak poza jego obrębem.

Luty w tych rejonach to pora monsunowa. Liczyliśmy się z tym, jednak przed samym wyjazdem zaczęliśmy mieć pewne wątpliwości.. Zarówno długo i krótkoterminowa prognoza pogody oraz wieczorny przylot do miasta jeszcze bardziej nasiliły nasze wątpliwości…

Załącznik:
13.jpg


Komunikacji miejskiej z lotniska do centrum niestety nie ma. Nie będzie to pierwszy i ostatni raz w Malezji, kiedy spotkamy się z takim rozwiązaniem. Po co im to skoro każdy ma auto lub skuter? Od czego jednak jest Grab? Będzie dla nas ratunkiem w każdej z powyższych sytuacji. Dojazd do Waterfront? 10zł.
Szybka kolacja w lokalnym kopitiamie w akompaniamencie burzy tropikalnej. Do picia? Zwykły wrzątek, który dostaliśmy zamawiając wodę. Na ścianach przyglądają nam się karaluchy. I tak nie mamy już sił. Idziemy spać ładować baterie przed długim tygodniem w Mieście Kotów. Nie przeszkadza nam już nawet nasza klitka bez okien pomalowana na rażący czerwony oraz kopulujące nad dachem prysznica szczury. Jesteśmy przecież w dżungli.

Załącznik:
14.jpg

Załącznik:
15.jpg


cdn. (o ile ktokolwiek będzie zainteresowany czytaniem ;))


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Relacje PM off
25 ludzi lubi ten post.
Mysza15 uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 27 Lut 2019 19:20 

Rejestracja: 21 Lis 2018
Posty: 4
Go on! :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 27 Lut 2019 21:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lut 2013
Posty: 343
Loty: 587
Kilometry: 727 714
niebieski
U mnie Borneo na liscie miejsc do zobaczenia w 2020, wiec chetnie poczytam :)

Sent from my SM-T713 using Tapatalk
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 01 Mar 2019 12:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 358
Loty: 59
Kilometry: 97 994
złoty
Nie spodziewałem się tylu polubień. Dzięki Wam serdeczne za takiego pozytywnego kopa do dalszej części!

Część 2

Kolejny poranek przywitał nas lejącym się z żarem z bezchmurnego nieba. Nie ubolewamy z tego powodu, w końcu po to tu przyjechaliśmy z Polski w trakcie trwania zimy. Trzeba zatem korzystać z okienka pogodowego, tym bardziej, że prognozy w dalszym ciągu straszą nas okropną aurą na przyszłe dni… Jak się okazało potem deszcz przez całe 2 tygodnie padał potem tylko 2-3 razy..

Trochę męczył nas jeszcze jetlag, trochę też odczuwaliśmy jeszcze skutki zmęczenia przedurlopowego, mimo to w planach na sam początek mieliśmy zobaczenie największego kwiatu świata – Raflezję Arnolda w Parku Narodowym Gunung Gading. Jednak po całym tygodniu przez ostatnią noc przestała kwitnąć... Inaczej być zatem nie mogło, pierwszy pełny dzień na miejscu przeznaczyliśmy na snucie się , chłonięcie i eksploatację miasta, a także przygotowanie planu na kolejne dni.
Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg


Kuching i jego życie turystyczne kręci się głównie rejonie Waterfront i jego najbliższych okolicach. W porze suchej przewijać się tu musi naprawdę sporo turystów. Widać, że to, co było jeszcze kilka lat temu tak odległe, dziś stało się dużo łatwiej osiągalne. Miasto wyczuło pismo nosem i postawiono na rozwój infrastruktury. Znajduje się tu szeroka baza hoteli, restauracji oraz biur podróży i widać, że przygotowani są na taki najazd turystów. W porównaniu do ostatniej wizyty w Kota Kinabalu, tu po 3 latach nie stanowiłem już tak wielkiej atrakcji turystycznej ze swoimi blond włosami. Coraz rzadziej mylono nas również z Holland.
- Poland?
- Yes!
- Walesa, Warsaw, Gdansk, Polonez, Mickiewicz (!),

Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg

Załącznik:
8.jpg


Mamy jednak czas monsunu i jedną z pierwszych jego zalet – pustki. Był to też jeden z głównych powodów, dla którego wybraliśmy mniej uczęszczany kierunek i… nie zawiedliśmy się.
Podczas naszych spacerów natrafialiśmy jedynie na pojedynczych turystów (po 10x na tych samych w różnych kątach miasta) (tak wiem, oni myśleli pewnie o nas to samo). Miało to jednak swój urok. Udało nam się zamienić słówko z większością z nich i przychodziło to naprawdę łatwo.
Tak samo łatwym „kąskiem” do rozmów byliśmy również dla mieszkańców w dalszym ciągu zaciekawionych życiem poza Borneo. Jako, że angielski w Sarawak jest językiem urzędowym… większość ludności rozmawia w nim zatem… bardzo średnio. No cóż, lepsze to, niż całkowity brak zrozumienia jak ma to miejsce w innych krajach świat.

Turystów było na tyle mało, że dostaliśmy nawet opcję wyboru pokoju. Każdy z 5 był taki sam, no oprócz jednego, w którym wyjątkowo było małe okno (zaklejone, ale zawsze!).
Dzień upłynął nam głównie na jedzeniu laksy, eksplorowaniu murali, a także wieczornych poszukiwaniach nocnego marketu, o którym wspominała coś z rana właścicielka hostelu.
- Night market? (kręcenie głową na boki) (krzyki po Malajsku do innych przypadkowych osób i kręcenie głowami wszystkich uczestników rozmowy)

Taką odpowiedź uzyskaliśmy od 30 zapytanych osób (jak się okazało nie pierwszy i nie ostatni raz przy pytaniach o drogę, miejsce, rzecz)

Finalnie night market okazał się znajdować dosłownie naprzeciwko naszego hostelu nad brzegiem rzeki.
Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg


Kolejnego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do jednego z parków narodowych znajdującego się w okolicy, o którym jeszcze nie ma nic na naszym forum – Taman Negara Kubah.
Na mapkach z hostelu oraz w Internecie znaleźliśmy przystanek autobusowy do parku, zapakowaliśmy nasze różowe płaszcze przeciwdeszczowe i ruszyliśmy w drogę.
Autobus jednak się nie pojawił. Pytania o niego skończyły się w znajomy skądś sposób:
- Kubah? Bus? (kręcenie głowami) (krzyki po Malajsku do innych przypadkowych osób i kręcenie głowami wszystkich uczestników rozmowy)

Czas uciekał, a park w porze monsunowej czynny jest tylko do 15:00. Zniechęceni pojechaliśmy na miejsce Grabem.
Za 25km zapłaciliśmy 23MYR. Wstęp do wszystkich parków w stanie Sarawak ustalony jest odgórnie i kosztuje kolejne 20MYR/os.
Załącznik:
0.jpg


Na miejscu dostaliśmy mapę i opis wszystkich szlaków. Wybór padł na najpopularniejszy z nich kończący się wodospadem. Początkowa trasa wiedzie około 2km asfaltową trasą pod dużym kątem.
Po ich przejściu w końcu trafiamy na nasz właściwy szlak i wchodzimy do prawdziwej dżungli. Jak pech, to pech. Jedna z 3 burz, które przeszły podczas naszego 2 tygodniowego pobytu trafiła na nas na samym początku szlaku w dżungli. Trasa nie była niemożliwa do zrobienia, jednak w takich warunkach wymagała dobrej kondycji fizycznej oraz odrobiny uwagi. To, co znajdowało się jednak na końcu trasy odgoniło całą złość i zmęczenie na bok. Pozytywne odczucia potęgowało również to, że byliśmy tam zupełnie sami.
Załącznik:
9.jpg

Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
12.jpg


Na wodospad można się wspiąć, a także się w nim wykąpać i tak też zrobiliśmy. Chwilę potem znów zaczęło padać, tym razem naprawdę poważnie. Gonił nas również czas, a park zamykali o 15:00. Zdążyliśmy na styk. Wróciliśmy jednak w powiększonym gronie – żona, ja i pijawka.
Załącznik:
21.jpg


Podobno o 15:30 z parku wracają busy. Nie zdziwiło nas jednak wcale, że żaden bus się nie pojawił. Pytani przez nas Malezyjczycy znajomo już przekrzykiwali się między sobą. Tym razem na szczęście udostępnili nam swoje wifi i dzięki temu udało nam się wrócić do Kuching zamówionym Grabem za 22MYR.


Podczas kolacji wpadliśmy na trójkę Polaków, którym musimy bardzo podziękować za to, że podzielili się z nami wrażeniami dotyczącymi parku narodowego Bako. Całe szczęście, że dostępne były tam jeszcze dostępne noclegi. Znów pakujemy plecaki i ruszamy z samego rana do najlepszego punktu całej naszej wycieczki – Taman Negara Bako.

Załącznik:
15.jpg


Bako jest na tyle popularną atrakcją, że w tym przypadku autobusy do wioski w okolicach parku jeżdżą i to, prawie że zgodnie z rozkładem. Cena OW 5MYR/os. Podróż trwa godzinę. We wiosce kupujemy bilety wstępu (20MYR/os), a także na łódkę (również 40MYR/os RT), którą docieramy do samego parku. W oczy na samym początku rzuca się ogromny znak ostrzegawczy "uwaga krokodyle". Nie napawa on zbytnio optymizmem. Z tego właśnie powodu w parku obowiązuje całkowity zakaz kąpieli.
Podróż łódką trwa ok. 20 minut. Przy niskim stanie wody czeka nas desant i po krótkim spacerze docieramy do HQ.
Zakwaterowanie dostaliśmy w nowych, betonowych domkach z powodu błędu w systemie rezerwacyjnym. Z tegoż samego powodu po jednej nocy zmuszeni będziemy również zmienić zakwaterowanie, trudno. Obładowani rzeczami zmierzamy w kierunku domku i… trafiamy na to, na czym tak nam zależało. Nosacze! Skoro są już teraz, pewnie trafimy na nie za 10 minut wracając bez rzeczy. Nie ma tak łatwo..
Załącznik:
16.jpg
Załącznik:
18.jpg
Załącznik:
19.jpg
Załącznik:
20.jpg


Bako, Kuching cz.2 , Brunei i Miri w części 3.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja


Ostatnio edytowany przez wasil10, 04 Mar 2019 16:07, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
Mysza15 uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 01 Mar 2019 14:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Maj 2010
Posty: 379
niebieski
Dla samych nosaczy wróciłbym do Bako. Przepiękne zwierzęta!
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 01 Mar 2019 14:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 358
Loty: 59
Kilometry: 97 994
złoty
To fakt, niesamowite stworzenia. Na żywo robią niesłychane wrażenie i są jeszcze śmieszniejsze niż na zdjęciach.

Z perspektywy czasu nie uważam, że 3D2N w Bako to za dużo czasu, a takich opinii w Internecie przed wyjazdem naczytałem się mnóstwo.
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 04 Mar 2019 09:35 

Rejestracja: 03 Paź 2018
Posty: 65
Loty: 49
Kilometry: 98 258
niebieski
Fajnie się zaczyna :) Borneo jest przepiękne jedno z miejsc gdzie chciałabym jeszcze wrócić :). czekam na dalszą część relacji! 😁
Góra
 Relacje PM off
wasil10 lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 04 Mar 2019 15:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 358
Loty: 59
Kilometry: 97 994
złoty
Dlatego też między innymi tam wróciłem! :)

Miło, że kogoś zainteresowała moja relacja. Nad dalszym ciągiem jeszcze trochę popracuję, bo na pierwszy rzut oka widać spory zjazd w ilości polubień w drugiej części relacji.
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 04 Mar 2019 15:22 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 28 Lut 2013
Posty: 343
Loty: 587
Kilometry: 727 714
niebieski
Zjazd moze wynika z tego, ze ludziom nie chce sie klikac :D

Sent from my SM-A520F using Tapatalk
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 05 Mar 2019 16:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 09 Maj 2016
Posty: 358
Loty: 59
Kilometry: 97 994
złoty
Jak już wspominałem dzięki radom spotkanych Polaków przedłużyliśmy swój pobyt w Bako i była to najlepsza możliwa decyzja. Park okazał się świetnym miejscem na oderwanie się od rzeczywistości poprzez obcowanie z wszechobecną naturą, fauną i florą. Tłumów kolejny już raz nie uświadczyliśmy.

Załącznik:
3.jpg

Załącznik:
4.jpg


Na miejscu wybraliśmy się na 4 trasy trekkingowe o różnym poziomie zaawansowania i długości.
Wybór padł na dwa punkty widokowe oraz dwie plaże z lasem namorzynowym. Niestety wszystkie trekkingi w parku oprócz szlaku kolistego wymuszają powrót tą samą trasą, należy zatem przygotować się na przejście tym samym szlakiem również w drugą stronę. Dla chętnych z tras kończących się na plaży istnieje możliwość powrotu łódką za ok. 25MYR/2os. Na wszystkich trasach spotkaliśmy w sumie 2 osoby. Taka pustka i totalna izolacja wywiera niesamowite wrażenie.

Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
5.jpg


Każdego wieczora organizowane są również nocne przejścia z przewodnikiem. Koszt 10MYR/os, czas trwania około godziny. Osobiście nie zdecydowaliśmy się na nie ani razu i po rozmowach z innymi podróżnikami żałujemy naszej decyzji do teraz… Wieczorami spotkać można zupełnie inne zwierzęta, niż za dnia.

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg


Po wspaniałych 3D2N czas wracać do Kuching . Tym razem na dwa ostatnie noclegi zdecydowaliśmy się zostać w innej części miasta, niż w Waterfront.
Na sam koniec pobytu ciągle po głowie chodziła nam największa atrakcja okolic, mianowicie Semenggoh Nature Reserve, gdzie z bliska w prawie że naturalnym środowisku zobaczyć można wspaniałe i tak rzadkie już niestety orangutany. Pora monsunowa ma jednak i swoje wady. Kwitnące na drzewach owoce powodują, że małpy nie muszą i nie chcą schodzić do karmiących je pracowników parku i szansa na ich zobaczenia maleje praktycznie do 0. Zdecydowaliśmy, że niestety pasujemy…

Załącznik:
8.jpg

Załącznik:
9.jpg



Kolejnego dnia rano ruszyliśmy na samolot do Miri (z rana dostaliśmy info o kwitnącej ponownie Raflezji. Cóż, to już kolejny pech na tym wyjeździe…). Korzystając z okazji, że jesteśmy już w podróży, postanowiliśmy jednym ciągiem bez przystanku w mieście, prosto z lotniska złapać busa do trzeciego już Państwa w naszej podróży – Brunei Darussalam.
Grab z lotniska do znajdującego się na drugim końcu miasta dworca autobusowego kosztował nas 13MYR. To właśnie z Pujut Bus Terminal dwa razy dziennie odjeżdżają busy do najmniejszego kraju na Borneo. Bilety dostępne są do zakupienia online, jednak jak się potem okazało zakup na miejscu był dużo lepszym wyborem. Koszt podróży to 50MYR/os OW oraz 20BND/os na powrocie. Miejsc również nie brakowało. Oprócz nas jechały tylko 4 inne osoby. Po 3 dniach usłyszeliśmy przypadkiem, że istnieje malezyjska opcja blablacar i przejazd potrafi kosztować 15MYR osoba. Już wiadomo skąd te „dzikie tłumy” w autokarze.. Sama podróż wraz z dwiema kontrolami granicznymi trwa zazwyczaj około 3,5h.

Załącznik:
10.jpg

Załącznik:
11.jpg


Jeżeli ktoś jest osobą „gotówkową” i korzysta głównie z kantorów, zamiast wypłat w bankomatach polecam na miejsce zabrać Dolary Singapurskie, których przelicznik ustalony jest na stałym poziomie 1:1 do Dolara Brunei. Nawet na lotnisku Changi kurs był nieznacznie lepszy, niż we wszystkich kantorach w Sułtanacie. Do tego unikamy problemu z wygniecionymi banknotami lub tymi o mniejszych nominałach. Resztę dostajemy oczywiście w BND.

Załącznik:
12.jpg


Stolica Brunei, Bandar Seri Begawan zaskoczyła nas bardzo pozytywnie. Oprócz przepięknej, muzułmańskiej architektury, mieszanki przepychu oraz niestety.. biedy np. w postaci największej pływającej wysoki świata, ogromnym zaskoczeniem była dla nas życzliwość miejscowej ludności. Na miejscu tylko raz poruszaliśmy się komunikacją miejska. Czekając na autobus lub idąc gdzieś pieszo praktycznie nie ma szans, żeby ktoś nie zaproponował Wam podwózki. Spotykaliśmy się również z wieloma pozdrowieniami, pytaniami o pomoc oraz życzliwymi uśmiechami.

Pierwszy i zarazem jedyny pełny dzień w BSB wykorzystać chcieliśmy do maksimum. W taką pogodę to jednak niemałe wyzwanie. W pełnym słońcu jedyne o czym człowiek marzy, to trochę cienia i zimny kokos. Będąc tam jednak w piątek jak my, druga z tych rzeczy może być troszkę utrudniona. Jest to dzień najważniejszej modlitwy w całym tygodniu i dosłownie wszystkie placówki w całym państwie zamykane są od 12 do 14. Całe szczęście, że przypomniał nam o tym jeden z mieszkańców i tuż przed wybiciem południa zabrał nas autem do okolicy pełnej sklepów i restauracji. Zrobione zapasy wody okazały się i tak niewystarczające na te 2h.. Kokos zakupiony o 14:00 był chyba najlepszym wydanym 9zł w moim życiu…

Załącznik:
13.jpg

Załącznik:
14.jpg


Jedną z ciekawszych atrakcji BSB, którą polecam z czystym sumieniem jest godzinna podróż łódką po stolicy, wodnej wiosce oraz do dżungli i lasów namorzynowych znajdujących się naprawdę niedaleko miasta. Ceny zaczynają się od 60BND, jednak polecam rozeznać się w stawkach po rozmowach z dwoma niezależnymi łódkarzami. Cena, którą udało nam się wytargować stanęła ostatecznie na 23BND, a wycieczka zostawia niezapomniane wrażenia. Po raz kolejny wpadliśmy na słynne nosacze oraz widzieliśmy ogromnego krokodyla z naprawdę bliskiej odległości, czego niestety „świetny” zoom aparatu praktycznie nie złapał.
Wieczór w BSB zakończyliśmy wizytą na markecie Gadong. Tam też spotkaliśmy pewną Polkę, na którą wpadliśmy również nazajutrz w powrotnym autokarze do Miri i spędziliśmy praktycznie cały dzień aż do jej wieczornego wylotu. Jeżeli to czytasz, pozdrowienia! 😊.

Załącznik:
13 5.jpg
Załącznik:
16.jpg

Załącznik:
15.jpg


Autokar powrotny jako jedyny wyjątkowo nie odjeżdża z dworca autobusowego, lecz z Waterfront. Stoi na zapalonym silniku już 2-3h przed wyjazdem. Istnieje możliwość bezpiecznego zostawienia bagaży i tak też zrobiliśmy. Tuż przed wyjazdem wpadł na nas pracownik firmy transportowej.

- jesteście z Polski z Gdańska prawda?
- yyy… tak


Rzekomo jest o nim wzmianka w przewodniku Pascala, którą wyciętą nosi ze sobą. Nie mieliśmy jeszcze okazji tego zweryfikować. Wolimy również nie wnikać w to, jak bardzo informacje o turystach krążą szybko w tym kraju. Sam powrót do Miri przebiegł bardzo spokojnie. W soboty uważać trzeba jednak na kolejki na granicach związane ze wzmożoną turystyką zakupową mieszkańców Brunei w dużo tańszej, pobliskiej Malezji.

Załącznik:
17.jpg


Przenocowaliśmy w hotelu z dosyć dobrymi opiniami. Był jednak naprawdę fatalny i pierwszy raz w życiu zmuszeni byliśmy zmienić zakwaterowanie w trakcie pobytu. Z każdego pokoju unosił się już na wejściu okropny zapach grzyba i pleśni dochodzący z klimatyzacji. Po nieprzespanej nocy spędzonej na dworze zdecydowaliśmy się na zmianę hotelu. Do myślenia na samym początku powinna nam dać dużo ogromna kartka wisząca na recepcji „zwrotów pieniędzy po zameldowaniu już nie uznajemy”. Na szczęście finalnie i tak nam się to udało.

Załącznik:
19.jpg

Załącznik:
18.jpg


Do Miri przybyliśmy z zamiarem odpoczęcia przed zbliżającym się wielkimi krokami powrotem do szarej rzeczywistości. W samym mieście raczej nie ma co robić i ta zbudowana na ropie aglomeracja służy raczej wszystkim jako baza wypadowa do największej atrakcji regionu – Mulu. Nie zdecydowaliśmy się jednak na dalsze jeżdżenie i kolejny park narodowy, postanowiliśmy zwiedzać miasto i jego najbliższe okolice. Okolic ostatecznie wprawdzie zwiedzić się nie udało. Planowaliśmy wynająć skuter, lecz po poszukiwaniach, które zabrały nam całą połowę dnia dowiedzieliśmy się, że w mieście nie ma już ani jednej wypożyczalni.
W każdym razie samo miasteczko bardzo nas urzekło samo w sobie. Oprócz pięknych, nowych promenad, plaż, totalnego braku turystów i życzliwości mieszkańców, najlepszą rzeczą były olśniewające zachody słońca widziane z plaży Coco Cabana.
Po 3 nocach w Miri czekał nas powrót do Singapuru, skąd po kolejnych 10ciu godzinach zwiedzania z plecakami wsiedliśmy na pokład… czas wracać do Polski.

Załącznik:
20.jpg

Załącznik:
21.jpg


Podsumowanie wyjazdu w liczbach:
Dieta cud, w 2 tygodnie straciłem tytułowe 7kg…. Braki w sklepach, temperatura i chodzenie pieszo robią swoje.
7 lotów, 5 podróży łódką, 4 przejazdy autokarem, 3 kraje, 208km piechotą.
3300zł w 2 tygodnie na osobę
kolejna niezapomniana podróż do Azji i 1 relacja 😊
Jeżeli dotrwaliście do końca, dzięki serdeczne! Mam nadzieję, że zaciekawiłem Was choć trochę.

Załącznik:
22.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Wasil10

Relacja Brunei, Singapur, Malezja
Góra
 Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 10 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group