Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 30 Paź 2019 02:42 

Rejestracja: 06 Gru 2016
Posty: 72
Loty: 28
Kilometry: 46 189
Rewelacyjny wątek! Też pamiętam wszystkie swoje wyjazdy :D W moim przypadku pierwszy to Praga, luty 1998 rok. Mało tego, jak sie dobrze zastanowie, jestem w stanie policzyć, ile razy byłam w dany mieście. W przypadku polskich, takich jak Kraków czy Gdańsk, to niekiedy idzie w dziesiątki. Na co mi to pamiętać - nie mam pojęcia. Ale pamiętam :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 30 Paź 2019 07:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Sie 2010
Posty: 2909
srebrny
Świetna relacja :) bede uwaznie sledzil.
Trzymam za slowo, ze opiszesz az po "milionowa milę".
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 30 Paź 2019 10:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2003.

Skończona uniwersytecka specjalizacja z map cyfrowych na raczkującym w Polsce rynku nie dawała mi większych szans na znalezienie pracy w branży, tym bardziej, że nie miałem żadnego doświadczenia.
Po tym jak poznałem w marcu kobietę swojego życia, która studiowała za granicą i w Polsce właśnie kończyła studia, otworzyło mi trochę oczy, że trzeba przyjrzeć się wszystkiemu od nowa i zacząć od małych rzeczy. Inaczej w ogóle nie będzie kasy na podróże.
Mam bardzo duży szacunek do każdej pracy, ja zaczynałem od stażu za 450 zł miesięcznie, pracując w biurze podróży. Było to trochę ironią, bo nie znosiłem wyjazdów zorganizowanych i sam do tej pory na żadnym takim nie byłem. Zaletą był jednak dostęp do wszelkiego rodzaju przewodników, które namiętnie zgłębiałem planując następne wyjazdy.

Na nasz pierwszy wspólny zagraniczny wyjazd wybraliśmy Ukrainę - Czarnohorę i Gorgany.
Przez 6 dni wędrowaliśmy po górach w pięknych okolicznościach przyrody:

Image

Image

Spaliśmy w chatach pasterskich i namiocie.

Image

Image

Image

Na szlaku poznaliśmy ukraińskich studentów, którzy zabrali nas do Czerniowców i tam spaliśmy z nimi w akademiku. Zamiast wody w kranach były napełnione butelki, łóżka zapadnięte jak hamak, a jak się dotknęło ściany to całe ubrania były brudne. Doceniłem wtedy mieszkanie w Polsce :-)

Mając dużo czasu w mojej pracy i dużo czytając o podróżach, stwierdziłem, że następny wyjazd powinien być samolotem. W tamtym czasie najlepszą opcją wydawała się Tunezja. Można było kupić przeloty czarterowe za 1000 zł, także na termin świąteczno-noworoczny. Zbierając grosz do grosza, kupiliśmy te bilety na 2 tygodnie, stwierdzając jednocześnie, że na samą Tunezję to za dużo czasu. Wahaliśmy się czy jechać w lewo (Algieria) czy w prawo (Libia). Ta druga wydawała się fajniejsza, ale trudności z wizą nas pokonały. W tamtym czasie z wizą Algierii zresztą też były problemy, ale konsul w Warszawie bez problemu nam wydał.

Nadszedł więc mój pierwszy lot samolotem, czarter z Neckermanna, wykonywany przez Air Tunisia. 3 godziny lotu i byliśmy w Tunisie! Jakie to było super. Samolot w błyskawiczny sposób spowodował, że nie musiałem już więcej całymi dniami podróżować w egzotyczne miejsca. Latanie właśnie z tego powodu pokochałem od pierwszego wejrzenia ;-)

Wzięliśmy tani hotel w medynie, mając ładny widok.

Image

Pamiętam do tej pory jak moja wtedy dziewczyna, a teraz żona przeżywała szok kulturowy. O 5 rano zbudził nas muezzin, który miał głośnik chyba nad naszym pokojem. Wystraszona myślała, że ktoś skapnął się, że nie mamy ślubu a śpimy razem ;-). Musiałem też tłumaczyć po co jest wężyk w toalecie, itd. :D

Tunezja to trochę egzotyki i trochę masowej turystyki. Będąc tam w grudniu, byliśmy tak jakby poza utartym szlakiem. Turystów w każdym razie nie było widać.

Zwiedziliśmy Kartagenę

Image

I fantastyczne Sidi Bou Said z przylądkiem Bon:

Image

Image

Image

Image

To nie my, ale fantastyczne miejsce dla zakochanych ;-)

Image

Potem pojechaliśmy do Tabarki zobaczyć twierdzę genueńską i fantastyczne wybrzeże.

Image

Image

Image

Image

Moja żona jako zapalona feministka była w szoku jak widzieliśmy tunezyjską kobietę z przeogromnym pakunkiem na plecach (pani zgięta w pół, bo takie ciężkie), a mąż idzie przed nią i toruje jej drogę :D

Z Tabarki już bisko do Algierii. Dojeżdżamy bez problemu na granicy i widzimy tłumy. Szybko nas wyłapują pogranicznicy i z wielkim zdziwieniem patrzą na nasze wizy. Wpuszczają nas bez problemu.
Do Annaby bierzemy taksówkę za kilka euro, a to ze 100 km. Po drodze piękne widoki:

Image

Dojeżdżamy do Constantine. Od razu szok, jak to miasto jest położone - na 600 metrowym wąwozie. Bierzemy tani hotel. W budecie stoją butelki z wodą, ale w kranie i prysznicu nie ma nic. Schodzimy na dół i nam tłumaczą, że w całym mieście generalnie nie ma wody w kranach. Jest problem z powodu położenia miasta. Bardzo popularne są tu miejskie łaźnie, gdzie ludzie chodzą się myć.

A samo miasto? Największy dotychczasowy szok w trampkach ;-)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Chodzimy tak ze szczęką na asfalcie przez większość dnia, dopóki nie zebrała się za nami chmara dzieciaków. Jeden z policjantów jednak nas obronił i mogliśmy wrócić do hotelu.

Kolejnego dnia rano wsiedliśmy w autobus do Algieru. Miał jechać 5h, a jechał 13!!! Na autostradzie mieliśmy atak zimy i wszyscy powariowali. Dojechaliśmy do stolicy po 22 i nie chcieli nas wypuścić, bo mówili, że niebezpiecznie. Mieliśmy na szczęście adres Polaka, który był tu z rodziną na kontrakcie i którego poznałem wcześniej na grupie dyskusyjnej pl.rec.foto. Zawozi nas do niego jakaś kobieta, którą policjanci poprosili. A ona powiedziała, że nie jest taksówką i absolutnie nie chce żadnych pieniędzy.

Przejazd autobusem z dziurami i w ataku zimy odbił się na mnie negatywnie. Miałem 40 stopni gorączki i musieliśmy szukać pomocy. Na szczęście nasi gospodarze bardzo nam pomogli. Przez to, że miałem zgona przez 4 dni, straciliśmy nasz plan wyjazdu do Ghardaia i po pustyni.
Z Algieru też dużo nie widziałem niestety. Pamiętam mnóstwo ptaków.

Image

Postanowiliśmy polecieć samolotem do El Oued pod granicę z Tunezją. Bilet kosztował 20 euro. Jeżdżąc autobusami miejskimi po Algierze nigdy nie zapłaciliśmy za bilet. Jak przychodził konduktor to zawsze mówił, że już ktoś za nas zapłacił!!! A my nie mieliśmy nigdy pojęcia kto.

Przelot nad Saharą to coś fantastycznego:

Image

Image

Na lotnisku znowu mamy szczęście. Jeden z pasażerów zaprasza nas do siebie do domu. Tam zjadamy obiad i trochę rozmawiamy. Mówimy, że jedziemy do Tunezji. A on na to, że jemu jakieś pieniądze zostały, a na pewno tam długo nie pojedzie. Dał nam ok. 150 zł w tunezyjskich dinarach. Bardzo się broniliśmy, ale on nalegał, bo inaczej się zmarnuje.

El Oued to mała oaza. Są tu wydmy piaszczyste.

Image

A ulubionym zajęciem dzieciaków jest zjeżdżanie z nich na gazecie.

Image

W Tunezji znowu mamy szczęście, bo trafiamy na kobietę w zbiorowej taksówce, która zabiera nas na Festiwal Sahary. Mogę być w środku i robić zdjęcia.

Image

Image

Jedną z największych atrakcji Tunezji jest Matmata, gdzie kręcono Gwiezdne Wojny. Niestety w Tunezji próbuje się zdzierać z turystów nawet za zbiorowe taksówki, co nam psuje bardzo odbiór kraju po Algierii. Walczymy jednak o swoje, bo kasa nam się kończyła.

Image

Image

Image

Wracamy powoli do Tunisu, zahaczając o koloseum w El Jem

Image

i Sousse

Image

Sylwestra spędzamy na lotnisku i w Nowy Rok wracamy do Polski. Co za wspaniałe zakończenie roku.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
43 ludzi lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 31 Paź 2019 21:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2004

Nie wiesz w co zainwestować? Zainwestuj w siebie :). Jeśli za coś się brać to zrobić to poważnie. Od początku roku zapisałem się na studia magisterskie i podyplomowe na Uniwersytecie w Salzburgu prowadzone w metodzie distance learning. Kosztowało to sporo, ale byłem zaparty. Zdecydowaliśmy się także przeprowadzić do Warszawy. Pracowałem na początku sprzedając aparaty foto i szukałem intensywnie pracy w korpo. Zagraniczny uniwerek w CV otwiera sporo drzwi, więc miałem sporo więcej rozmów niż kiedyś.

Jedyny wyjazd zagraniczny to wyjazd na szkołę letnią do Salzburga. Przebywałem tam przez tydzień i spałem w sali wieloosobowej w hostelu za 18 euro za dobę. Jaka diametralna różnica do tanich hotelików w krajach arabskich...

Image

Twierdza Hohensalzburg góruje nad miastem:

Image

Image

Oczywiście widać też Alpy:

Image

Miasto jest bardzo urokliwe.

Image

Image

W towarzystwie pijanych austriaków spędzaliśmy wieczory.

Image

Wracaliśmy przez Wiedeń. Podoba mi się to miasto, ma coś w sobie z szyku i elegancji.

Image

Image

Image

Image

W listopadzie pojechaliśmy wspólnie jeszcze w Góry Stołowe:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W grudniu odbyłem rozmowę do największej na świecie firmy robiącej mapy. Właśnie wchodzili do Polski. Zadzwonili dokładnie w moje urodziny pod koniec grudnia z ofertą pracy. Lepszego prezentu nie mogłem sobie wyobrazić. Wtedy jeszcze nie wiedziałem jak to zmieni moje podróżniczo-zawodowe życie...
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 01 Lis 2019 13:12 

Rejestracja: 30 Maj 2012
Posty: 434
Loty: 258
Kilometry: 408 093
złoty
Jeżeli uporasz się z kolejnymi częściami do końca miesiąca to masz mój głos w konkursie na relację listopada/ roku.

Zmobilizowałeś mnie przy tym do podsumowania swoich -dziestu lat wyjazdów. I mam taką sentymentalną refleksję, że spora część podróżujących „na przełomie wieków” zaczynała w podobny sposób: Syria i Jordania z obowiązkowym noclegu na dachu hostelu w Stambule, Iran, południowa droga do Indii przez Suceavę, kolej transsyberyjska na pieczątce AB.
_________________
Image

Relacja [LIVE] Karaibski Island Hopper
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 01 Lis 2019 13:43 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 916
platynowy
Zaczynaliśmy tak, bo tak było najtaniej :-) To taka polska szkoła backpackingu, dodałbym może jeszcze do tej listy Czarnohorę i Krym. Te wszystkie egzotyczne miejsca można było zobaczyć za względnie niewielkie pieniądze, to było ważne dla ludzi kończących studia albo dopiero zaczynających pracę.

Sam pamiętam mój pierwszy wyjazd do Stambułu, pociągiem przez Bukareszt a potem autobusem pełnym handlarzy przez Bułgarię do Turcji. I nocleg na dachu w hostelu Sindbad parę minut spacerkiem od Błękitnego Meczetu. Za każdym razem jak jestem w Stambule to z ciekawośći odwiedzam to miejsce - hostel cały czas istnieje i ma się dobrze.
_________________
Yukon - tworzy sie
Azerbejdżan - zakończona

Laponia | Komory | Bahrajn | Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą

Instagram: @podruuznik
Góra
 Relacje PM off
zoli lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 01 Lis 2019 15:42 

Rejestracja: 22 Cze 2012
Posty: 304
niebieski
Jeszcze były wyjazdy do Chin czy Mongolii transsibem. Plus Indie przez Iran i Pakistan :). Takie klasyki sprzed prawie 20 lat...

Wysłane z mojego SM-G950F przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#28 PostWysłany: 01 Lis 2019 22:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
@Yossarian nie wiem czy się wyrobię bo znów w podróży, poza tym milion mil planowany na 7 grudzień.
@pbak heh, też spałem w Sinbadzie w Stambule :D
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 04 Lis 2019 21:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2005.

1 lutego zaczynam nową pracę - na tydzień zamykamy się na szkolenie w niezłym hotelu w Wawrze. Potem jadę do Szczecina na 2 tygodnie na zbieranie danych do map tamtejszych dróg. Trochę dziwnie jest spać nagle w hotelu 3*, ale bardzo nie narzekam :D

Na początku marca mając długi weekend wolny, jedziemy do Małej Fatry. Chcieliśmy nawet wejść na Krywań, ale napadało wszędzie tyle śniegu, że właściwie widzieliśmy tylko zaspy :D. Totalnie nieprzygotowani wracamy do Warszawy.

Maj to 3 tygodnie jeżdżenia po Krakowie. W jeden weekend robimy wypad do Słowackiego Raju - bardzo lubię to miejsce. W kolejny weekend zajeżdżamy do Oświęcimia.

Czerwiec to 2 tygodnie w Łodzi.
Po spędzeniu pierwszych kilku miesięcy w samochodzie miałem trochę dość. Dobrze, że przeplatane to było pracą w biurze i robieniem tych map, bo bym zwariował.

Nie miałem jeszcze przepracowanych pełnych 2 lat po studiach, ale nasz pracodawca i tak dał nam 25 dni urlopu. Pod koniec czerwca, za niecały 1000 zł kupujemy bilety do Sharm El Sheikh i decydujemy się zobaczyć Egipt i Izrael. Nareszcie coś egzotycznego i powrót w miejsca bliskie mojemu sercu.

Środek wakacji w Egipcie to nie jest dobry pomysł. Od początku także na każdym kroku wszyscy chcieli coś nam sprzedać i nas oszukać. Zmęczeni byliśmy tym wszystkim strasznie, choć z drugiej strony miejsca, które zobaczyliśmy trochę nam to wynagrodziły.

Niestety 2 dni po naszym przylocie do Sharm nastąpił tam zamach bombowy. Nasz czarter powrotny odwołali i zaproponowali odlot kilka dni później z Hurghady. Nie mieliśmy za bardzo wyjścia i musieliśmy zostać dłużej niż planowaliśmy.

Image

Image

Stare uliczki Kairu to było jedyne autentyczne miejsce, które przypominało mi prawdziwy Bliski Wschód.

Image

Image

Image

Dojechaliśmy na samo południe do Abu Simbel. Jeżdżenie bez klimy zabierało nam resztki ochoty na zwiedzanie. W hotelikach też kiedyś było słabo z klimą. A o 23 było ciągle 38 stopni...

Image

Image

Najgorzej było w Asuanie i Dolinie Królów. Tam to nie było sekundy by ktoś się nas nie czepiał. Mieliśmy totalnie dość Egipcjan.
Chcieliśmy kupić papirus. Zaczęło się od 25 zł za sztukę cena wywoławcza, a ja kupiłem 6 sztuk za to. Dopiąłem swego, ale użeranie się z każdym by coś kupić naprawdę męczyło.

Image

Image

Jak wjechaliśmy do Izraela po 10 dniach to było nagle wow. Powrót do normalności, no może poza cenami ;). Jednak autobus z Eilatu do Jerozolimy zatrzymał się na pół godzinki przy Morzu Martwym i mogliśmy się pokąpać za darmo i za darmo wziąć prysznic. To był szok pozytywny.

Jerozolima zrobiła na mnie kolosalne wrażenie. Do tej pory jak sobie myślę, to jest to miasto w top3 jakie widziałem.

Image

Image

Historię czuć na każdym kroku.

Image

Obok siebie egzystuje tyle religii.

Image

Betlejem też odwiedziliśmy. Wtedy przechodziło się przez zasieki.

Image

Image

Powrót do Egiptu to była masakra. Znowu użeranie się. Mieliśmy ich wszystkich tak dość, że jak na lotnisku powiedzieli, że nie ma nas na liście pasażerów to wybuchliśmy. Potem się znalazły miejsca, ale gościu z odprawy nie chciał nas odprawić bo byliśmy dla niego niemili. Przepraszaliśmy i chcieli nas puścić, ale znowu coś rzuciliśmy pod nosem i nie polecieliśmy. Wkurzenie sięgło zenitu.

Wysłali nas do Kolonii, bo następny samolot do Polski był dopiero za 3 dni. Zwiedziliśmy Kolonię i polecieliśmy tego samego dnia Germanwings do Warszawy.

Do tej pory uważam Egipt za najgorszy kraj w jakim byłem. Długo tam drugi raz nie pojadę.

Do końca roku już nigdzie nie pojechaliśmy. Głównie dlatego, że kupiliśmy mieszkanie.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
21 ludzi lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 05 Lis 2019 20:11 

Rejestracja: 11 Sty 2016
Posty: 114
Loty: 92
Kilometry: 204 188
niebieski
Podziwiam że to wszystko pamiętasz i z takimi szczegółami opisujesz:) z niecierpliwością czekam na kolejny wpis:)
Góra
 Relacje PM off  
 
#31 PostWysłany: 06 Lis 2019 00:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2006

To był ten rok, kiedy tanie linie zaczęły wchodzić do Polski. Już nawet wszystkich nie pamiętam, ale ta którą od razu polubiliśmy za ceny była SkyEurope. Mieli od czasu do czasu promocje bez opłat lotniskowych, a to były czasy kiedy jeszcze ceny podawane były netto + opłaty lotniskowe, które jak wiecie wynoszą całkiem sporo.

Pierwszy deal jaki kupiliśmy to Rzym za 118 zł w obie strony na luty. Było tak tanio, że zabraliśmy rodziców. Pogoda nas co prawda nie rozpieszczała, ale siłą grupy mogliśmy wynająć cały pokój w hostelu i nie było tak źle.

Rzym mnie zachwycił. Za bardzo za miastami generalnie nie przepadam, ale w Rzymie idziesz sobie i masz ruiny na każdym kroku :)

Image

No i to Koloseum...

Image

Image

Forum Romanum:

Image

Fontanna di Trevi:

Image

Ogólnie było super :). Włochy oczywiście zachwyciły też jedzeniem i kawą. Najlepsze było to, że wpadało się do byle jakiego sklepiku i można było wziąć jakieś szybkie i pyszne jedzenie.

Na weekend majowy, tak bez żadnego planu na kilka godzin przed wyjazdem dowiedzieliśmy się, że mamy wolne i wsiedliśmy w nocny autobus do Lwowa. Rano pojechaliśmy do Kamieńca Podolskiego, ale tylko na chwilę. Zobaczyliśmy Chocim:

Image

Image

I nie mogąc znaleźć noclegu, wsiedliśmy w nocny pociąg do Odessy.

Piękna carska Rosja, choć dziwnie, że atrakcją były zwykłe schody.

Image

Z Odessy chcieliśmy pojechać do Tiraspola, ale na dworcu wszystkie autobusy i marszrutki były totalnie zapchane i po godzinie prób zrezygnowaliśmy. Zobaczyliśmy autobus do Kiszyniowa i wsiedliśmy w niego. Okazało się, że autobus przebijał się drogami polnymi na południe od Naddniestrza i tam jest przejście graniczne.

Z Kiszyniowa pamiętam klasyk. Taksiarz zabrał nas do jakiegoś taniego hotelu-akademika. Wynajęliśmy pokój i jak wieczorem zapytaliśmy się czy jest prysznic, na portierni odpowiedzieli: "Dusz jest, ino nie rabotajet".
I w ten sposób nie było dusza ;-)

Kiszyniów to niezbyt ładne miasto, ale coś tam można obejrzeć:

Image

Image

Ruszyliśmy autobusem razem z kurami do Orheiul Vechi:

Image

Image

Potem stopem do Bielc i autobusami z powrotem do Warszawy.

Na lipiec SkyEurope przygotował kolejną niespodziankę. Polecieliśmy z Krakowa do Aten za 59 złotych i chcieliśmy objeździć Bałkany.

Image

Image

Image

Greckie upały i drożyzna trochę nas zmordowały. Wzięliśmy namiot i np. w Delfach płaciliśmy 20 euro za jego rozbicie.

Image

Meteory natomiast okazały się kosmiczne. Pamiętam jak zwiedzaliśmy pieszo i wspinaliśmy się pod pionowe szczyty, a potem z góry widzieliśmy, że z drugiej strony podjeżdżają autokary :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ciężko się jeździło stopem i z trudami dotarliśmy do granicy albańskiej.
Scenka z granicy - Monika chciała skorzystać z toitoi, a stały cztery. Chodziła od jednego do drugiego i wybrała w końcu najczystszy. Poszedłem tam, a z muszli wystawała już brązowa górka, na podłodze jeziorko i zużyte podpaski. Dobrze, że nie wszedłem do tych gorszych :D

Albania, a w szczególności Gjirokaster i Berat zrobiły wrażenie. Czuć było cofnięcie się w czasie o 20-30 lat w stosunku do Grecji.

Image

Image

Image

Berat to otomańska zabudowa, wpisana na listę Unesco

Image

Image

Image

A Tirana to taka masakra trochę była:

Image

Fatalnymi drogami dojechaliśmy do Czarnogóry oglądając tamtejsze perełki w stylu Sveti Stefan:

Image

Budva:

Image

I oczywiście Kotor:

Image

Następnie przez góry ruszyliśmy do Kosova. W tamtym czasie było trochę nieciekawie - pełno żołnierzy, ale nic się nam nie stało.
Pamiętam wszystkie kościoły zburzone.
Nawoływano do wojny alternatywnej - nie kupuj serbskich produktów:

Image

Image

ślady wojny:

Image

Niewiele zabytków:

Image

Z Kosova pojechaliśmy do Macedonii. Tam oczywiście najładniej było nad jeziorem ochrydzkim.

Image

Image

Image

Image

Aczkolwiek i Skopje miało swój klimat:

Image

Image

Nocnym pociągiem pojechaliśmy do Belgradu. Wszyscy znają to miejsce, gdzie Sawa wpada do Dunaju:

Image

Tu mieliśmy opcję powrotu do Aten, skąd mieliśmy odlot, albo wrócić pociągami do Polski. Wybraliśmy to drugie bo było szybciej. Ogólnie Bałkany bardzo nam się podobały.

Jak wspominałem, 2006 to był rok wejścia kilku tanich linii. Wszedł też Ryanair i za 170 zł kupiliśmy przelot do Dublina.
To był nasz już czwarty zagraniczny wyjazd w tym toku i tym razem chcieliśmy zrobić to inaczej, czyli wynająć samochód. Dołączyła do nas inna para i we czwórkę podróżowaliśmy przez tydzień. Plan był taki, by dwie osoby spały w samochodzie na rozłożonej kanapie, a dwie w namiocie. Po nocy się zamienialiśmy. W większości miejsc dało się rozbijać na dziko, choć czasami były spore problemy.

Irlandię objeździliśmy dookoła. Fantastyczne miejsca, np. Zamek Kilkenny czy moherowe berety ;-)

Image

Image

Image

Image

Image

Ale i prowincja byle gdzie miała odjechane widoki:

Image

Image

Fantastyczne wybrzeża:

Image

Image

Z Giant's Causeway na czele:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ten rok jeździliśmy tylko po Europie, ale zdecydowanie był to dobry rok.

Stan na koniec roku: 35 krajów i 18 lotów.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#32 PostWysłany: 14 Lis 2019 22:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2007

Na początku roku dołączyłem do nowego zespołu z kolegami z całej Europy i tego roku tak naprawdę się wszystko zaczęło.
Już na powitanie, przyszły szef organizował spotkanie w Chicago. Zrobiłem wizę, kupiłem bilety aby zostać kilka dni i... niestety na tydzień przed spotkaniem wszystko odwołał.
Trudno. Zacząłem latanie od Eindhoven i zwiedzania Amsterdamu.

A później miałem polecieć do Goteborga przejąć obowiązki od Szweda. Oczywiście poleciałem do Kopenhagi by ją zwiedzić i dalej pociągiem. W końcu trzeba korzystać z podróży służbowych w odpowiedni sposób ;-)

Kopenhaga była dość ciekawa. Można np. spędzić czas czytając gazetę w kasku ;-)

Image

Mnóstwo rowerów. Uderzyła mnie też po raz pierwszy drożyzna.

Image

Image

No i taka słynna uliczka:

Image

Image

Wtedy jeszcze nie było map w telefonach i za nic w świecie nie mogłem trafić do syrenki. Dopiero kilka lat później jak wróciłem do Kopenhagi to udało mi się ją zobaczyć.

Szwecja wczesną wiosną okazała się dość nudna. Pamiętam, że wieczorami na ulicach nie było kompletnie nikogo.

Wracając na lotnisko w Kopenhadze zahaczyłem jeszcze o piękne Malmo.

Image

Trafiły mi się jeszcze dwa szkolenia w Kolonii, ale za chwile potem coś wielkiego - firma postanowiła zebrać 555 osób z Europy i zrobić kilkudniową imprezę w Słowenii w Portoroz :)
Oczywiście w kilka osób pojechaliśmy wcześniej zwiedzić trochę ten kraj i wejść na Triglav!

Spaliśmy tutaj i o 6 rano ruszyliśmy z 1000 m npm na 2864 m npm

Image

Image

Po 2.5 roku siedzenia w biurze nie miałem żadnej kondycji, ale udało mi się wejść. Widoki były przecudne.

Image

Na samej górze pogoda się zepsuła i miałem kwaśną minę ;-)

Image

Zejście po piargach dało nam w kość. Skończyła się nam też woda i piliśmy normalnie z rzeki. Do samochodu doszliśmy o 21 - łącznie 15h wspinaczki. Ja zmiękłem z tyłu, a kumpel dojechał 2h samochodem do naszych kolegów z firmy i mieliśmy jeszcze imprezę do 3 rano :).
Następne 4 dni spędziliśmy we wspaniałym hotelu 5* przyklejonym do nadmorskiego klifu. Było rewelacyjnie. Zrobiliśmy też sobie wycieczkę do Wenecji :)

Po kolejnych dwóch wyjazdach do Niemiec, nadeszło znowu coś większego. Co się odwlecze to nie uciecze, więc zamiast Chicago, nasz szef zaplanował na wrzesień spotkanie w Fargo w Północnej Dakocie. Wtedy sobie pomyślałem, że na 100% jadę tydzień wcześniej i muszę odwiedzić parki narodowe w Utah i Arizonie, bo nie wiadomo kiedy znowu trafi się okazja polecieć służbowo do USA.
(W tamtym roku tego nie wiedziałem, ale do dziś odwiedziłem USA służbowo jeszcze 40 razy :D)

USA to zasadniczo opowieść na oddzielny odcinek. Ja chciałem zrobić wszystko oczywiście jak najbardziej budżetowo i wziąłem namiot. Pamiętam, że miałem debetową Visę Classic udającą kredytówkę (bo wypukła) i zablokowali mi środki w wypożyczalni samochodowej i drastycznie zrobiło mi się mało środków. Jadłem w McD i spałem na kempingach po 5$, ale dałem radę.

Za to miejsca na zawsze zostaną w pamięci.

Bryce:

Image

Zion:

Image

Grand Canyon North Rim:

Image

Horseshoe Bend:

Image

Antelope Canyon!

Image

Monument Valley!

Image

Canyonlands

Image

i na deser Arches. Byłem wniebowzięty.

Image

Po powrocie ze Stanów, dostałem znowu nowe stanowisko, szefa w Berlinie i miałem jeszcze kilka wyjazdów właśnie do stolicy Niemiec, a także do Rygi, Tallina, Brukseli.

Stan na koniec 2007 - 41 krajów i 54 loty.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
lahcimmm2 uważa post za pomocny.
 
 
#33 PostWysłany: 17 Lis 2019 12:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2008

Po uzbieraniu FTL w 2007, od początku 2008 myślałem gdzie zacząć wykorzystywać mile. Im więcej jednak zbierałem, tym bardziej chciałem je zaoszczędzić i zebrać na coś super.

W robocie dostałem nowe zadania i przywitałem rok wizytą w Pradze. A w marcu poleciałem do Moskwy. Była to mega dziwna wizyta, bo poprzednio spałem za darmo w kościele, a tym razem miałem hotel 4* za 250$ za dobę - szok! Jedliśmy też kolację w jednej z lepszych restauracji - Puszkin. Budynek wyglądał na 18-19 wiek, a był prawie nowy. A jedzenie..., na pewno lepsze niż z konserw :D

Zaraz po powrocie z Moskwy udało mi się złapać last minute Neckermannem do Agadiru za 500 zł. Lecimy z żoną na tydzień. Maroko bardzo nam się podobało. Na drugą część wyjazdu wynajęliśmy samochód w lokalnej firmie, gdzie nikt nie rozmawiał po angielsku. Cena i wygoda jednak bardzo zachęcała.

Trochę zdjęć:
Marakesz najlepsze wrażenie robił nocą:

Image

Image

Uliczki pełne rękodzieła i dziwnych sprzedawców ;)

Image

Image

Image

Fantastyczne miasta po drodze. Samochód dawał wolność zatrzymania się i zrobienia takich zdjęć:

Image

Ja jestem jednak zwolennikiem przyrody i wolę wąwozy, takie jak Dades i Todra zamiast miast.

Image

Image

Image

Zatrzymaliśmy się także przy Erg Chebbi. My sami szliśmy na wydmy i mieliśmy nocleg niedaleko. Dla "turystów", wychodzili przewodnicy za pierwszą wydmę, rozbijali namiot i robili nocleg na pustyni. Trochę to śmiesznie wyglądało.

Image

Jeżdżenie na motorach po wydmach to jednak musiało być przeżycie!

Image

Image

Image

W Essaoiura zakończyliśmy podróż. Na nabrzeżu przy latarni były dość ciekawe prądy powietrzne, z których korzystały ptaki unosząc się do góry. Dodając oświetlenie i długi czas migawki można zrobić takie coś:

Image

Miasto zrobiło super wrażenie. Było piękne słońce i pomimo jedynie 15 stopni, strasznie się spaliliśmy.

Image

Po powrocie z Maroka, w kwietniu i czerwcu miałem 2 wizyty w Chicago. Pierwsza na 3 dni, druga na 10. Kiedyś się zastanawiałem jaki sens ma latanie 10h do Chicago na 3 dni i tym spotkaniem się dowiedziałem. Większość moich podróży służbowych do tego miasta oznaczało lot cały poniedziałek, spotkania wtorek-czwartek i czwartek wieczór powrót by w piątek w południe być w domu. Trochę to męczące.

Moje pierwsze spostrzeżenia z wizyt w 2008:
Dziś w porannej gazecie USA Today przeczytałem jaki to wielki kryzys jest w USA i że po raz pierwszy w historii cena paliwa sięgnęła 4$ za galon. Daje to jakieś 2,40zł za litr. Faktycznie cena powala na kolana...
W TV reklamują samochody, które mało palą (9-10litrów/100km), a w maju najlepiej sprzedającym się samochodem w USA była Honda Civic. Niesamowite, jeszcze nie tak dawno takich "małych" samochodów nikt nie kupował. Ciekawe jest też to, że parkingi w centrum zaczynają się od 12$ za godzinę, na to o dziwo nikt nie narzeka. Wracając do reklam to np. reklamują KIA, że jest 3000$ tańsza od Toyoty Camry. U nas takie reklamy są nie do pomyślenia.
Inna bardzo dziwna dla mnie sprawa to jedzenie. Z jednej strony wszyscy wpieprzają fast-foody, ohydne hamburgery, etc., a z drugiej strony nigdzie nie ma cukru (lecz same słodziki 0 kalorii), nie ma mleka z zawartością tłuszczu (wszystkie 0%), trudno nawet normalna cole kupić. A śniadania w hotelach to już całkowita parodia. Mieszkam w Marriocie (4 gwiazdki), gdzie na śniadanie jest niezjadliwy kotlet z hamburgera i coś, co nazywają usmażonym jajkiem, ale mnie to wygląda na usmażone żółtko. Poza tym są małe słodkie bułeczki (to da się zjeść) i płatki oraz dżem. To wszystko. Można zjeść jedynie na plastikowych talerzach i plastikowymi sztućcami. Mnie to akurat zupełnie nie przeszkadza, śmiesznie po prostu. W sumie co ten plastik ma dać? Lepsze są plastikowe odpady niż trochę wody i detergentu zużytego do umycia? A może po prostu ten syf co podają nie kłóci się przynajmniej z "zastawą".


W wakacje trochę się nudziłem w pracy. Nikogo nie ma, a ja w wakacje nie lubię jeździć, bo w Polsce jest fajnie. Był to też czas kiedy pojawiały się pierwsze strony typu f4f ;). Najpierw kupiłem Wenezuelę z Berlina za 680 zł !!!, a potem na święta i sylwestra kupiłem Guangzhou w Chinach za 1300 na prawie 3 tygodnie.

Zanim jednak jeszcze te podróże, to przyszła z pracy niespodzianka - Seul. Miałem spotkanie 2 dni, a pojechałem na tydzień. Trzeba było przecież coś w tej Korei zobaczyć ;)

Pierwsze zderzenie z Koreą było dość przedziwne. Takie pomieszanie egzotyki i nowoczesności. Był to mój pierwszy raz w dalekiej Azji. Pierwsze jedzenie bibimbam totalnie niezjadliwe.

Image

Drugiego dnia pojechałem do DMZ zobaczyć granicę. Miałem zamówioną wycieczkę z hotelu. Miała być cała grupa, ale były tylko 2 osoby. Totalnie nie opłacało im się tego prowadzić, bo był i kierowca i przewodnik, ale potem się dowiedziałem, że oni jak coś obiecają to w żadnym wypadku nie mogą stracić twarzy przez odwołanie wycieczki.

Image

To jedyne zdjęcie jakie udało mi się zrobić w kierunku Korei Płn, generalnie zabronione to było:

Image

Zwiedziliśmy tunel, którym ci z północy się przekopywali oraz stację kolejową.

W Seulu spędziłem następnie kilka dni zwiedzając najważniejsze atrakcje, takie jak pałac królewski i zmianę warty:

Image

Image

Image

Image

Image

Pojechałem też do Korean Folk Village, oglądając jak robi się narodowe ohydztwo, czyli kimchi ;)

Image

Z papryczkami wiąże się historia. Tam naprawdę lubią ostre rzeczy. Koreańczyk z pracy brał czerwoną w całości, maczał w sosie z zielonych z pestkami i zjadał bez mrugnięcia. Mój szef jak zrobił to samo to prawie stracił oddech ;). Kupa śmiechu była.

Image

W Korean Folk Village spędziłem świetny czas.

Image

Na koniec, pojechałem do Suwon. Aglomeracja Seulu jest przeogromna, ponad 20 milionów ludzi. Mimo że transport jest super zorganizowany to i tak się jedzie i jedzie.

Suwon to takie milionowe miasteczko z niekończącymi się blokowiskami. Mają jednak fajną twierdzę.

Image

Ostatni punkt jako zapchajdziura przed odlotem to chińska dzielnica w Incheon:

Image

Generalnie Korea zrobiła wrażenie. Nie zwiedzałem nic więcej, bo wyglądało na to, że jeszcze będę tu wracał. Jednak do tej pory była to moja jedyna wizyta w Korei...

Po szybkich służbowych wyjazdach do Moskwy i Berlina, nadeszła Wenezuela. Kraj jeszcze przed upadkiem i cel miałem jeden - zobaczyć najwyższy wodospad świata, czyli Salto Angel.

W tamtym czasie była duża różnica pomiędzy oficjalnym, a czarnorynkowym kursem dolara. Udało się na lotnisku wymienić jakąś kwotę, ale potem był z tym problem. Czasami nie mieliśmy żadnej kasy i jeździliśmy nawet stopem! A bak paliwa kosztował dolara - 1 litr benzyny 7 centów, diesla 4 centy :)

Z Caracas pojechaliśmy nocnym autobusem do Ciudad Bolivar i tam wykupiliśmy wycieczkę do Salto Angel. Trzeba było lecieć do Canaimy 6-osobową Cessną, bo dróg brak.

Image

Sama Canaima już była rewelacyjna...

Image

Image

Image

Image

Potem zabraliśmy się w takie łódki i w górę rzeki płynęliśmy 4h pod wodospad. Widoki totalny kosmos - rzeka, dżungla do niej schodząca i table-top mountains

Image

Te góry miejscowi nazywają tepui

Image

No i jest! Najwyższy wodospad świata - kilometr w dół!

Image

Image

Wzięliśmy oczywiście kąpiel w basenie pod wodospadem :)

Image

Noc spędziliśmy w hamakach w dżungli. Rano nagroda - wodospad w porannym słońcu:

Image

Image

Po powrocie do Ciudad Bolivar obejrzeliśmy to kolorowe miasteczko, gdzie jest mnóstwo starych samochodów:

Image

Spojrzeliśmy na Orinoco:

Image

Zabraliśmy się nad Los Llanos. Konkretnie do Hato el Frio, takie ranczo co ma 16k hektarów :)

Image

Image

Hiszpańskojęzyczny przewodnik zabrał nas na jedną krótką wycieczkę. Jechał najpierw samochodem, potem łódką. Potem zatrzymał się na środku rzeki i zaczął stukać w łódkę. Totalnie nie wiedzieliśmy o co chodzi, dopóki nie zobaczyliśmy show delfinów słodkowodnych!!! Były tak skubane szybkie, że tylko jedno zdjęcie dobre udało mi się zrobić.

Image

W Hato el Frio mogliśmy naprawdę blisko obcować z naturą.

Image

Image

Image

Szkoda jedynie, że nie udało się zobaczyć anakondy.

Końcówka wyjazdu to Merida, gdzie niestety niewiele wcześniej zamknęli kolejkę na 3800 m npm. Na koniec pojechaliśmy do Coro, zobaczyć park narodowy i karaibskie plaże

Image

Ogólnie kolejny kraj, którym byłem zachwycony.

Po szybkim spotkaniu w Monachium, 18 grudnia wylecieliśmy do Chin, ale o tym w następnym odcinku, bo ten się robi przydługi.

Stan na koniec 2008:
liczba krajów 45, liczba lotów 91.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 17 Lis 2019 12:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3302
złoty
Oj tego Salto Angel i ogólnie Wenezueli to zazdroszczę.
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#35 PostWysłany: 17 Lis 2019 12:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Wenezuela to mój top 5 zdecydowanie.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
cypel lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 17 Lis 2019 17:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1092
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Też zazdroszczę Wenezueli. Z ciekawości, jakie kraje zajmują pozostałe 4 miejsca w top5?

Wysłane z mojego Mi MIX 2 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#37 PostWysłany: 17 Lis 2019 18:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Krajobrazowo to:
1. Antarktyda, choć to nie kraj ;-), tak z kilka długości przed następnym miejscem.
2-5 - wspomniana Wenezuela (choć chętnie bym wrócił na Roraimę, ale wtedy z powodu tego błędu mieliśmy tylko 12 dni), Nowa Zelandia (widziałem tylko południową wyspę), Parki Kanady, Parki USA.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#38 PostWysłany: 21 Lis 2019 00:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2009

Chiny są jak Rosja - to stan umysłu ;). Zrozumiałem to po 3 tygodniach spędzonych w drodze w południowych Chinach.
Jak pisałem, wyjechaliśmy jeszcze pod koniec grudnia 2008 dolatując do Guangzhou. Dolecieliśmy wieczorem i od razu wsiedliśmy w autobus do Yangshuo. Niezbędnikiem w Chinach są rozmówki i dzięki nim mogliśmy pokazywać przechodniom znaczki i pytać się gdzie są dworce, itp.
Do Yangshuo dojechaliśmy o 5 rano po dwóch źle przespanych nocach. Zdrzemnęliśmy się tylko na chwilkę i spaliśmy do 13 :)

W Yangshuo ogląda się to:

Image

Image

Bierzemy oczywiście łódkę i pływamy z opadniętymi szczękami.

Rozglądając się za pociągiem do Kunming, szybko zrozumieliśmy, że loty są niewiele droższe od pociągu, ale tym razem jeszcze bierzemy sypialny.

W chińskich miasteczkach lubiłem podglądać miejscowych:

Image

Image

Yunnan był super. Miasteczka Dali i Lijang były kosmiczne.

Image

Image

Co nas zdziwiło to to, że Chińczycy świętują Boże Narodzenie. Ciekawe czy wiedzą o co w nim chodzi.

Image

A tu zostawiłem życzenie, że w swoim życiu chcę odwiedzić wszystkie kraje świata. Od tamtej pory konsekwentnie dążę do celu.

Image

Image

Potem zrobiliśmy trekking w Tiger Leaping Gorge:

Image

Image

Image

Nocleg w hotelu przy 5 stopniach nie robił na nas wrażenia ;). Wskakiwało się w śpiwór i potem przykrywało kołdrą.

Potem pojechaliśmy do Yuanyang. Nasz host z hotelu zabrał nas na objazdówkę. W jednej miejscowości był wystawiony stół długi na kilometr i każdy miejscowy wystawiał jedzenie. Ogólnie wielkie święto. Większość to hardkory, takie jak pies, szczur, różne trzewia, robale, itp. Trochę próbowałem, ale jak chciałem coś bardziej egzotycznego to żona zagroziła, że mnie więcej nie pocałuje ;-)

Image

Image

Image

Do Yuanyang jeździ się na tarasy ryżowe. Ich ogrom pokazuje to zdjęcie, a szczególnie w skali do domu, który może znajdziecie na zdjęciu

Image

Image

Image

Tutaj na prowincji w szczególności trudność sprawowało korzystanie z toalet. Chińczycy zasadniczo się nie przejmują jakąkolwiek intymnością. Drzwi nie są im potrzebne, a załatwiając potrzebę nr 2 widzi się jak spływa to i owo od sąsiada ;-)

Zobaczyliśmy jeszcze Kamienny Las i polecieliśmy do Chengdu.

Image

W samolocie też był ciekawy obrazek, bo generalnie Chińczycy wszędzie plują i chrząkają. Używali więc torebek chorobowych. Przynajmniej tyle dobrze, że nie na podłogę ;-)

Uwielbiam te misie. Spędziliśmy tam kupę czasu rozkoszując się ich wspaniałym widokiem.

Image

Image

Image

Image

Nowy Rok przywitaliśmy w Leshan. Totalnie nikogo nie obchodził 1 styczeń. Chińczycy mają własny Nowy Rok.

Image

Potem wzięliśmy speed boata przez przełomy Jangcy. Niestety już po zalaniu

Image

Z Wuhan polecieliśmy do Guangzhou i ostatnie dni spędziliśmy w Macau i Hong Kongu. Co za ulga, kultura i czystość

Image

Z tej wieży można było zjechać na bungee, ale stchórzyłem ;-)

Image

Hong Kong delikatnie mnie rozczarował, ale ja nie lubię takich molochów.

Image

Image

Akcja Chiny zakończona.

A w robocie przyszedł kryzys. Odbiło się mniejszą ilością podróży. Kryzys też miał Ryanair, bo rozdawał bilety po 1 grosz. Tak zatem za 2 grosze polecieliśmy z Łodzi do Londynu :)

Na wiosnę jeszcze szybki Kijów i Berlin służbowo i na weekend majowy kupiłem Forli we Włoszech i dalej Maltę z Pizy.
Chcieliśmy zaliczyć San Marino, trochę Toskanii i Maltę.

San Marino bardzo mi się spodobało. Szczególnie wieczorem gdy wszyscy dzienni turyści pojechali, a my zostaliśmy na nocleg.

Image

Florencję i Pizę polecam każdemu. Nawet weszliśmy na krzywą wieżę :)

Image

Image

Natomiast Malta rozczarowała, w szczególności bardzo niemiłymi ludźmi. Atrakcji też tak średnio. Tzn. ładnie było, może ten odbiór z powodu miejscowych miałem taki zaburzony

Image

Image

W sierpniu na 30 urodziny (jeszcze wtedy nie) żony polecieliśmy fly smartem na weekend do Lizbony. Jak nie lubię miast, tak Lizbona bardzo mi się spodobała. Wybraliśmy się też do Sintry.

Image

Image

Image

Image

We wrześniu miałem lecieć służbowo na 2 dni do Ałmaty w Kazachstanie. Takiej okazji nie mogłem zmarnować. Załatwiłem trudną podwójną tranzytową wizę uzbecką oraz tadżycką w Berlinie. W planie było zwiedzenie Tadżykistanu oraz Uzbekistanu.
Część służbowa miło minęła, a położenie miasta z górami w tle było super.

Image

Wsiadłem w samolot do Taszkientu, przespałem się i rano ruszyłem na dworzec. Zbiorową taksówką dojechałem pod granicę z Tadżykistanem i ze mną wysiadł młody chłopak. Od razu mnie zagaił. To Tadżyk dentysta, który pracował w Taszkiencie i wracał do domu do Khujand. Następne dwa dni byłem jego gościem. Miałem nocleg, jedzenie i zwiedzanie, a on w ogóle nic ode mnie nie chciał wziąć. Byłem po prostu jego gościem.

Image

Image

Image

Twierdza w Khujand:

Image

Czas było jednak się rozstać. Wsiadłem w taksówkę zbiorową do Istaravshan i z daleka zobaczyłem twierdzę:

Image

Pomyślałem, że pewnie jakieś muzeum i pewnie trzeba zapłacić za wejście. Wchodzę do środka a tam pusto. A raczej szybko zrobiło się pełno, bo zaatakowała mnie banda z 10 psów. Okrążyły mnie i jak się skupiłem na dużych przede mną to dwa najmniejsze podbiegły bokiem i ugryzły mnie w obie kostki. Krzycząc i wymachując aparatem zsunąłem się z góry i trzeba było się zastanowić co dalej. Poszedłem do szpitala i przedstawiłem sytuację i dali mi jakieś zastrzyki ale nie wiadomo co. Zadzwoniłem do żony, a ona do znajomej lekarki i opcja była taka, że jak psy miały wściekliznę to bez szczepień mam tydzień życia. Jak pojawią się symptomy to już "po ptokach". Decyzja była natychmiastowa - wracam do Polski. Znalazłem w kafejce internetowej lot z Duszanbe za 1.5 dnia AirBaltic przez Rygę. Miałem więc cały następny dzień na dotarcie do stolicy.
Niby to tylko 200km, a myślałem, że się spóźnię na samolot :). Dojechaliśmy o 9 do końca asfaltu 40 km i tam Chińczycy zamknęli drogę, bo lali asfalt dalej. Czekaliśmy więc na trawie do 17. Główna droga między dwoma największymi miastami, ale nikogo nie obchodziło, że nie ma przepustowości. Wieczorem dopiero ruszyliśmy, a samolot miałem o 5 rano. Jednak z tego miejsca zaczęły się wertepy. Nasza terenówka jednak dawała radę. Pamiętam, że do przełęczy było 22 km, a jechaliśmy 1h 45 minut! O 2 byłem w Duszanbe i obserwowałem korupcję tutejszych policjantów. Zatrzymywali każdy samochód i brali jakąś kasę. Kierowca powiedział, że na lotnisko mnie nie zawiezie, bo straci cały zarobek. Tak się zatem skróciła moja przygoda z Azją Centralną.

Jak już wziąłem wszystkie strzały na wściekliznę to pojawił się przelot służbowy do Fargo w Północnej Dakocie. Miałem już wtedy umowę z szefem, że jak znajdę loty przez inne miasta i będzie taniej to mogę kupować. Taki win-win. Firma płaci mniej za loty, a ja mam darmowe urlopy.
Lot do Fargo kosztował 1700$ tylko na 3 dni spotkania. Włączając San Francisco wychodziło 1500$. Postanowiłem dorzucić Nowy Jork i cena spadła do 1300$, dorzuciłem jeszcze Waszyngton i cena spadła do 1180$! Miałem więc tour de USA :)

San Francisco było super!

Image

Image

Image

A Nowy Jork nie za bardzo mi się spodobał, oprócz Flatiron

Image

Waszyngton za to spoko.

Image

W ostatni tydzień przed świętami jeszcze raz wróciłem do Fargo i miałem okazję zobaczyć jak to jest przy -33 stopniach! :D

Stan na koniec 2009 - 54 kraje i 134 loty.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
 
 
#39 PostWysłany: 24 Lis 2019 15:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2010

Skoro tyle się nalatałem służbowo w 2009, to w 2010 postanowiłem zaatakować na kartę Senatora.
Od początku stycznia nieźle mi szło. Już 4 stycznia poleciałem do Dusseldorfu. Potem miałem podróż służbową do Holandii, ale poleciałem z przesiadką przez ZRH. Styczeń zakończyłem podróżą z przesiadką do Barcelony. Była to moja pierwsza wizyta w Hiszpanii. W pracy mieliśmy trochę dziki rozwój, bo ja miałem 3h prezentację i właściwie musiałem być tylko 1 dzień, ale poleciałem na 3 by zobaczyć miasto :D

Image

Image

Zima generalnie nie jest zbyt sprzyjająca, ale miałem szczęście do pogody.

Image

Ciężko było zrobić zdjęcie Sagrady Familii bez dźwigów...

Image

Do Parku Guell jeszcze był wtedy darmowy wstęp:

Image

Image

Image

Ogólnie miasto bardzo mi się spodobało, tak jak zresztą tego oczekiwałem. No i turystów było mało, bo to koniec stycznia.

Image

No i zagadka, na którą nie znam odpowiedzi - jak ten koleś to zrobił? :)

Image

W lutym nigdzie nie byłem, ale za to kupiłem bilety do Jordanii upadającym Malevem za 400 zł. Teraz jak Ryanair tam lata to ta cena jest spora, ale kiedyś to była mega okazja.
W tydzień wróciłem z żoną w te same piękne miejsca, które widziałem już wcześniej, ale przyznam się szczerze, że widząc już kiedyś te miejsca, drugi raz nie robią takiego zachwytu. Dlatego też postanowiłem wtedy raczej nie wracać w te miejsca, które już widziałem. No chyba, że drastycznie różnią się różnymi porami roku, jak np. góry.

Image

Na drugą połowę marca zaplanowałem coś specjalnego. Kolejna podróż do USA i tym razem skok w bok nie do USA, ale do El Salvador i Gwatemali!
Leciałem przez DUS i EWR. W DUS na bramce niespodzianka - op up do klasy biznes! Mój pierwszy raz w biznesie na long haulu na A333. Było super :)
Potem jednak na samym EWR siedziałem w dusznocie i samolot do ORD z miejscem w środku - eh, zmęczyło mnie to 3x bardziej niż 8h przez Atlantyk...

Po szybkim spotkaniu w Chicago, o 5:30 rano miałem wylot do Houston i dalej do SAL. Na miejscu byłem już o 11:30, złapałem busika do miasta
Wszyscy ostrzegali jak tam niebezpiecznie, więc zbyt dużo nie chodziłem. Generalnie od tamtej pory z dużą rezerwą podchodziłem do tych wszystkich ostrzeżeń.

Image

Szybko wsiadłem się w chicken busa do Suchitoto. W Salvadorze wtedy (a może i dalej?) jeździły same chicken busy i zaletą było to, że każdy miał numer. Waluta obowiązująca to dolar amerykański i wszystkie przejazdy kosztowały poniżej dolara.

Suchitoto to takie malutkie miasteczko, miniaturka Antigua z Gwatemali. Było dość przyjemnie, brukowane uliczki, katedra i latynoski klimacik.

Image

Image

A to mój czikenbusik z powrotem.

Image

Ruszyłem w stronę Gwatemali i zatrzymałem się nad Lago de Coatepeque. Miałem pokoik nad samym jeziorkiem. Prysznica nie było wg właściciela, więc wziąłem orzeźwiającą kąpiel w jeziorku :)

Image

Image

Granicę z Gwatemalą przekroczyłem z buta i przez stolicę dojechałem do Antigua. Jedno z najfajniejszych miasteczek, jakie do tej pory widziałem. Kupiłem też 2 maski do domowej kolekcji. Mam już ich całą ścianę z różnych zakątków świata.

Image

Akurat rozpoczęły się uroczystości związane z Wielkim Tygodniem. A wiadomo, że Latynosi mają świra na punkcie religii.

Image

Image

Image

Image

W bocznych uliczkach jest spokojnie i mogę pozwiedzać.

Image

Image

Image

Z Antigua miałem wyskoczyć na wulkan, ale z okazji świąt, wszystkie hotele podniosły ceny x2. Olałem więc kwestię i ruszyłem nad Lago Atitlan.

Tam to dopiero były widoki...

Image

Image

Image

Taką łódką przeprawiałem się do różnych wiosek przy jeziorze:

Image

Image

To widoczek na wulkan z jednej z takich wiosek:

Image

Image

Pojechałem jeszcze na wielkie targowisko do Chichicastenango:

Image

Image

Image

Po czym ruszyłem w 22h podróż powrotną do domu GUA-IAH-ORD-FRA-WAW

W czerwcu już czekał na mnie... Dubaj! Znowu lot na 3h prezentacje - co za rozrzutność ;). Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie mega temperatury. 43 stopni totalnie mnie zmęczyły. Zwiedzając miasto, chodziłem od przystanku do przystanku, bo były zamknięte i klimatyzowane. A na większe dystanse brałem taksówkę.

Image

Mieszkałem w hotelu niedaleko tego czegoś ;)

Image

Burj Khalifa był już gotowy, nasadzali tylko roślinność i oczywiście rozprowadzali nawodnienie.

Image

Jak komuś było za gorąco to można było pojeździć na nartach ;)

Image

Zwiedziłem jeszcze szybko Al Ain i Abu Dhabi, ale temperatury jednak powodowały, że było mega ciężko.

Image

Jeszcze w czerwcu leciałem do Eindhoven i nawet do Poznania do naszego biura, bo nie chciało mi się jechać pociągiem ;)

W lipcu miałem być znowu w USA w Fargo. Chciałem więc oczywiście znowu zahaczyć o jakiś kraj w Ameryce Centralnej. Wybór padł na Nikaraguę. Jednak w Fargo jakiś wirus totalnie mnie rozłożył i miałem prawie 40 stopni gorączki. Postanowiłem więc wracać bezpośrednio do Polski. A ból uszu podczas lądowania z taką temperaturą i zatkanym nosem to zapamiętam do końca życia...

Wakacje to służbowe wypady do Treviso i Dusseldorfu. Nie jechaliśmy sami nigdzie, bo kupiliśmy bilety do Afryki w biznesie na grudzień-styczeń. Później napiszę o planie.

Wrzesień to wyjazd służbowy do Casablanki! Nie mogłem jednak być sobą, żeby nie wpaść do Fezu.

Image

Image

Image

Obejrzałem też meczet w Casablance, chyba jedyne ciekawe tam miejsce.

Image

Październik to znowu Chicago i po tym jak narobiłem skoków w bok w tym roku to postanowiłem polecieć tylko na 3 dni spotkania... :). Czasami można mieć dość podróży, szczególnie jak dużo się lata long hauli... ;)

Listopad to szybki Amsterdam i... Indie!!!
Miałem być na spotkaniu w Gurgaon niedaleko New Delhi. Poleciałem więc kilka dni wcześniej zobaczyć Agrę.
Pierwsza styczność z Indiami była delikatnym szokiem. Wziąłem najlepszą klasę pociągu za jakieś grosze i rano o świcie byłem jednym z pierwszych by zobaczyć takie cuś:

Image

Image

Image

Image

Coś pięknego. I Czerwony Fort to też coś pięknego...

Image

Image

Image

Miasto zwiedzałem na rowerowej rykszy. Trochę głupio się czułem.

Image

Delhi zwiedzałem z szefem samochodem. Było już trochę inaczej.

Image

Tu też jest Czerwony Fort

Image

A na część służbową przeniosłem się do 4* hotelu. Trochę dziwnie ;)

Do wyjazdu do Afryki zaplanowanego na 18 grudnia nie miałem już żadnej podróży służbowej, a do Senatora brakowało 4k mil. Szkoda było to tak odpuścić. Wykorzystując promocję Lufthansa Italia, poleciałem jednego dnia WAW-MXP-PRG-MXP-WAW za 350 zł i zgarnąłem 3700 mil. Brakowało jeszcze niewiele, więc kupiłem podobnie WAW-POZ-WAW i dobiłem do Senatora przekraczając chyba o 40 mil :)

Czas na wyjazd życia do Afryki, ale o tym w najbliższym odcinku.

Stan na koniec 2010 - 59 krajów i 209 lotów.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
MTalma uważa post za pomocny.
 
 
#40 PostWysłany: 24 Lis 2019 16:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 952
Loty: 96
Kilometry: 130 531
srebrny
apropo zagadki, to ten trik jest stary jak świat :)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group