Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 24 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 20 Lip 2018 12:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
W czerwcu 2016 roku, gdy miałem jechać po raz 12 służbowo do Indii, pomyślałem, że może warto skoczyć gdzieś w bok. Zrobiłem tak przy pierwszym pobycie w Indiach, gdzie pojechałem do Agry, potem drugi raz gdy poleciałem do Kambodży, a teraz była znowu okazja na kilkudniowy wypad. Rozważałem kilka wariantów, ale najciekawszym wydawał się przelot do Bangladeszu. Kupiłem zatem bilety w Turkish (WAW-DAC i powrót BOM-WAW) oraz Biman i Jet Airways by polecieć z Dakki do Bombaju przez Kalkutę (niestety bezpośrednie loty przekraczały mój budżet na bilet).

Krótkie przesiadki były plusem do tego połączenia, ale musiałem lecieć LOTem do Stambułu, bo lecący 2h później Turkish nie zdążyłby na przesiadkę. W Embraerze 175 LOTu było może niecałe 50 osób. Z ichniejszym serwisem, nie mają co konkurować z Turkishem, który zabiera 200 osób i podaje pełny posiłek. Stare regulacje nie pozwalają Turkishowi robić większej ilości rejsów do Warszawy, a chcieliby także otworzyć Kraków. Niemniej jednak w Stambule byłem mniej więcej o czasie i udałem się do wspaniałego saloniku. Zjadłem trochę miejscowych przysmaków i ruszyłem do Airbusa A333, gdzie miałem miejsce przy wyjściu awaryjnym. Samolot był wypełniony w ok. 80%, a oprócz mnie było może z 5 białych, z czego prawie same kobiety o dziwo.

Serwis niestety się pogorszył - dostałem jakiś kiepski makaron, nie było żadnej sałatki czy sera. Drugi serwis przespałem próbując nadrobić trochę snu, bo lądowaliśmy o 4:45 rano. Załoga jak to w Turkishu średnio miła, a jedna stewka wręcz opryskliwa w stosunku do wszystkich pasażerów. Po wylądowaniu udałem się do budki z Visa on Arrival. Siedziało 4 panów, z czego dwóch spało na krzesłach. Zaczęliśmy wypełniać kwity i jak zrobiła się lekka kolejka naszych ok. 8 osób to obudzili w końcu dwóch pozostałych. Trzeba było zapłacić 51$. Policjant pytał się o zaproszenie z firmy. Powiedziałem, że jestem turystycznie. Zapytał zatem o bilet powrotny i rezerwację noclegu. Dobrze, że mam wydruki tego, bo w takich krajach zawsze się przydaje. Jeszcze wymiana kasy w kantorze i wyszedłem poszukać kierowcy, który miał po mnie wyjechać z hotelu. Niestety kierowca się nie pojawił. Taksiarze i tuktuki z obszaru lotniska chcieli 500 taka (ok. 25zł) za podwózkę kilometr do hotelu, więc postanowiłem sie przejść. Był już świt i jeszcze nie tak gorąco.

W hotelu byłem przed 6 i oczywiście był pełen, więc nie miałem szans na wcześniejsze zameldowanie. Powiedzieli bym wrócił koło 10. Przebieram się, zostawiam bagaż i stwierdzam, że pojadę już na miasto. Załatwili mi tuk-tuka do Old Dhaka za 350 taka (17.5zł) i ruszyłem. Te motoryksze w Bangladeszu są dość ciekawe, bo są zakratowane. Nazywają je też CNG, po nazwie gazu na jaki jeżdżą. Ryksza mówi się na rowerową podwózkę. Po pół godzinie byłem pod Lalbagh Fort, ale niestety był jeszcze zamknięty (otwarty od 10, a było przed 8). Co ciekawe, dużo ludzi tam chodziło na morning walk, ale mnie nie chcieli wpuścić.

Zrobiłem tylko zdjęcie z bramy:

Image

Postanowiłem więc pokręcić się po okolicy i zaraz zagadał mnie rykszasz na sightseeing tour za 100 taka za godzinę (5zł). Po usłyszeniu tej kwoty nawet nie próbowałem się targować. Objeździliśmy sporo uliczek, gdzie kwitnie życie, sprzedaż, manufaktura i cokolwiek jeszcze. Fantastyczne klimaty. Wszyscy się uśmiechają, krzyczą hello i nie ma nigdzie żadnego innego turysty. Jest naprawdę fajnie, a jazda taką rykszą była niezłym wysiłkiem dla gościa - często całym ciałem naciskał na pedał by jeździć. Mnie bolała tylko pupa od niewygodnego siedzenia.

Image

Image

Image

Krykiet to najważniejszy sport Bangladeszu:

Image

Image

Miasto budzi się do życia i wszyscy rozkładają się.
Ten pan robi napoje z trzciny cukrowej:

Image

handel owocami:

Image

Image

Duże rzeczy najłatwiej nosi się na głowie. Niczym w Afryce.

Image

Ryksza jest podstawowym środkiem transportowym i wiele z nich przerobionych jest w poniższy sposób. Wydaje mi się, że przy naładowaniu tylu rzeczy, ktoś musi pchać z tyłu, bo nawet jak ja siedziałem (a taki ciężki nie jestem) to mój rykszarz miał problemy z ruszeniem.

Image

Ten pan poprosił o zdjęcie, chyba chciał się hakiem pochwalić.

Image

Image

Po ulicach jeżdżą też takie samoróbki:

Image

Życie toczy się też na torach:

Image

Po 1.5h powiedziałem rykszarzowi by pojechać nad nabrzeże Sandarghat.

Image

Tu złapał mnie jakiś miejscowy przewodnik i zaoferował 30 minutową przejażdżkę łódką po rzece i spacer po stoczni na przeciwnym brzegu. Cena 300 taka (15 zł). Przystaję na propozycję i wsiadam w malutką drewnianą łódkę i płyniemy rzeką na drugą stronę.

Image

Image

Te statki zabierają miejscowych i płyną rzekami w różne miejsca kraju. Bangladesz stoi deltą, więc jest mnóstwo odnóg i dróg rzecznych. Są one też oczywiście wielkim problemem tego kraju, ponieważ często zalewają domostwa. Mówi się, że Bangladesz może być największą ofiarą globalnego ocieplenia, ponieważ może zalać znaczną część kraju.

Image

Wszędzie widać stare statki, które są remontowane i odgłosy bijących młotków - remont polegał na tłuczenie w kadłub, potem czyszczenie i malowanie. Przewodnik bierze mnie na jeden ze statków pooglądać widoki z góry.

Image

Image

Potem chodzimy po slumsach - całe miasteczko ludzi pracujących w stoczni lub gdzie indziej w Dhace. Zaglądamy do kilku domów, gdzie jest bardzo ciasno, jest jedno łóżko do spania dla wszystkich, ale jest też i telewizor. Chodzimy po lokalnym markecie, pijemy herbatę z miejscowymi.

Image

Image

Image

Image

Image

Jest tu i naprawa statków:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Moje pół godziny szybko mija, ale przewodnik chce zabrać mnie dalej. Trochę się waham, ale idę z nim obok do takiego dużego budynku. Tam przewodnik pokazuje mi kilka pokojów ze szwalniami. Małe pokoje, gdzie siedzi dużo ludzi (sporo mężczyzn) i szyją ubrania. Inni je prasują, potem pakują. Jest tego mnóstwo. Każdy pokój to osobna firma, a za maszynami w wielu przypadkach są też niestety dzieci. Jestem zachwycony tym co widziałem z tym przewodnikiem, bo zabrał mnie do miejscowych ludzi i wszystko pokazał. Nigdy bym sam czegoś takiego nie zrobił. Cała wycieczka wyszła 1.5 godziny, więc chciał 900 taka (45zł), ale warto było zapłacić, bo mam fantastyczne zdjęcia ludzi.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po 12 rozstaję się z przewodnikiem, płacę rykszarzowi, który na darmo czekał te 1.5h i jadę CNG do hotelu. Zjadam lunch i padam na łóżko po nieprzespanej nocy. Chciałem wstać o 15 i pojechać z powrotem do miasta, ale nie byłem w stanie ruszyć się z łóżka. Wstałem dopiero o 18 i poszedłem na obiad do jednej z kilku dobrych restauracji, które znajdują się obok mojego hotelu. Obok lotniska jest trochę lepsza dzielnica i bogatsi miejscowi stołują się tutaj. Za pełen obiad z napojami płacę ok. 20 zł, więc nie jest drogo.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
42 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 20 Lip 2018 12:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3065
złoty
nono, najpierw Namibia, teraz Bangladesz, świetna relacja i foty.

W Bangladeszu jest największa na świecie stocznia złomowa. Generalnie Bangladesz ma duży problem z wrakami i odpadami.
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 20 Lip 2018 12:32 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Lis 2012
Posty: 2327
Loty: 232
Kilometry: 373 102
złoty
Zdjęcia klasa, bardzo klimatyczne.
_________________
Azory => Egzotyka tuż za rogiem, czyli azorski "double decker" :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 20 Lip 2018 12:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
Mam jeszcze trochę perełek. W sierpniu może wrzucę Antarktydę ;-)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 20 Lip 2018 12:51 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1089
srebrny
Dzieciaki szyją odzież pewnie na zlecenie...H&M? :x :x :x
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 20 Lip 2018 12:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
Tam tych firm była chyba z setka, szyli dla wielu firm. Od razu składali, pakowali w folie i gotowe mogły wyjechać na rynki. Jak się widzi w jakich warunkach i kto szyje to ma się inną perspektywę na to wszystko... Ja wyszedłem w ciężkim szoku.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
Japonka76 lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 20 Lip 2018 13:00 

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 695
Loty: 34
Kilometry: 85 452
srebrny
HandSome napisał(a):
Dzieciaki szyją odzież pewnie na zlecenie...H&M? :x :x :x

i dużo bardziej... prestiżowe firmy
TO też nie jest tak, że z danej fabryki wyjeżdżają produkty dla konkretnej marki. Wyjeżdżają do rożnych często z całkowicie innych półek cenowych
Góra
 Relacje PM off  
 
#8 PostWysłany: 20 Lip 2018 13:22 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1089
srebrny
10 lat pracowałem dla Firmy z branzy odzieżowej i sami zlecaliśmy w Azji szycie. Problem jest bardzo złożony ale to jest tez business. Patrząc humanitarnie to rzeczywiście dzieciaki są wykorzystywane. Pytanie tylko przez kogo? Można nie zlecac tam produkcji. Wtedy dzieciaki nie będą szyć . Hipokryzja światowa będzie zadowolona ale...te dzieciaki za skromne wynagrodzenie jednak utrzymują swoje rodziny. Zakazać tam produkcji to dla nich głód. Nie kupicie produktów Firm tam szyjących za 10 pln ? Kupicie za 100pln szyte w Polsce? :oops: :oops: :oops:
Góra
 Relacje PM off
dj3500 lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 20 Lip 2018 15:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
Drugi dzień w Bangladeszu rozpoczynam od słabego śniadania w hotelu i ok. 8 rano łapię motorykszę do przystanku autobusowego Gulistan. Tym razem płącę 400 taka (20 zł). Zawsze mają włączony taksometr, ale nigdy nie można się dogadać by go używali. Pisali tak samo w przewodniku. Jadę jednak około 20 kilometrów, na taksometrze wyskakuje zawsze niecałe 300 taka, no a gościu chyba jeszcze jakoś musi wrócić w swój rewir.

Gulistan miał być wielkim dworcem autobusowym i jest jakiś budynek go przypominający, ale chyba stoi pusty. Pytam o autobusy do Sonargaon i prowadzi mnie ktoś 100m wzdłuż ulicy. Jest taki mniejszy, ok. 30 osobowy autobus i o dziwo z klimą. Płacę 45 taka (2,25 zł) i pakuję się do środka, a za 5 minut odjeżdżamy (nie czekał aż się wypełni). Sonargaon jest jakieś 30 km za Dhaką i podróż z rana całkiem sprawnie idzie oprócz niestety ostatnich 10 kilometrów. Coś się chyba stało, bo podjeżdżaliśmy kawałeczek i staliśmy długo. Z 30 minutowej podróży zrobiła się 2.5 godzinna, a ja dziękowałem za klimę. Na drodze panuje totalna wolna amerykanka - droga była dwupasmowa i dwujezdniowa, ale trzeci i czasami nawet czwarty rząd samochodów jechał również poboczem. Zadziwiła mnie ogromna ilość autobusów (totalnie podrapanych i oklepanych) i ciężarówek, a osobowych prawie wcale nie było.

Wysiadam na bardzo ruchliwym skrzyżowaniu w Mograpara i łapię ryksiarza by mnie podwiózł do Sondargaon. Rykszarz jak się okazało miał drugą generację rykszy, czyli zamontowany elektryczny silnik. Miał rower i pedały, ale pedałować nie musiał. W Sonargaon jest kilka rzeczy do zobaczenia, ale rykszasz powiedział, że interesujące są tylko dwie. Najpierw wysadził mnie w Sadarbari, gdzie po opłaceniu wstępu 100 taka (5zł, lokalesi płacą 15) obejrzałem pałac z 1901 roku z ciekawymi wystawami w środku.

Image

Image

Cały obszar ma też jezioro z wysepką ze sztucznymi tygrysami i jakieś place zabaw. Średnio to ciekawe, więc jadę dalej do głównej atrakcji, czyli Panam City. Tu też muszę zapłacić 100 taka i oglądam uliczkę z kilkusetletnimi ceglanymi domami już nieźle rozpadającymi się. Klimat tworzą jednak niesamowity i widać kunszt budowniczych w detalach. Udaje mi się wejść do jednego z domów, gdzie akurat robią jakieś zdjęcia do filmu. Potem jakiś człowiek otwiera kłódkę i wpuszcza mnie do drugiego, ponoć najlepiej zachowanego domu, który kiedyś robił za kościół. Ogólnie super, bardzo mi się podobało, choć za dużo tego nie było. Budowali od XV wieku i widać jak klimat wpływał na budynki - wszystko czernieje. Niepotrzebnie tylko jakiś umyślny puścił linię energetyczną przez środek.

Image

Image

Image

Wróciłem na główne skrzyżowanie, dałem rykszarzowi 200 taka i zauważyłem jakąś restaurację na piętrze. Generalnie ciężko tu coś zauważyć, bo ruch jest przeogromny, a w dole jest jeden wielki targ.

Image

W prostej knajpie mają nawet menu po angielsku i zamawiam smażony ryż z kurczakiem za 220 taka (11zł). Dziwiłem się co tak drogo do momentu gdy nie przynieśli talerza z porcją jak dla 3 osób. Zjadłem ile mogłem i resztę zapakowałem oddając je jakiejś żebrzącej na schodach pani. Szkoda było wyrzucić tyle jedzenia. Odnajduję na ulicy tę samą firmę autobusową i dojeżdżam tym razem w pół godziny do Starej Dhaki, gdzie autobus na dobre utyka w korku. Wysiadam więc i idę w stronę Pink Palace.

Image

Ulice są niemiłosiernie zapchane ludźmi, rykszami, motorykszami i autobusami. Możecie sobie wyobrazić, że każdego dnia na ulice Dhaki wyjeżdża 800 tysięcy ryksz? Same one robią mega korek.

Image

Samochodów osobowych prawie nie widać. Jest po prostu ogrom ryksz - osobowych i dostawczych, które wożą wszelakie towary i aż dziw, że tyle na nie zapakowali. Jak tak sobie chodziłem z aparatem i robiłem zdjęcia nagle aparat odmówił posłuszeństwa. Patrzę na wyświetlacz i zobaczyłem horror każdego fotografa - card error. Poszukałem kawałka miejsca by odpalić laptopa - znalazłem obok bankomatu opuszczone do połowy żaluzje i stołeczek po strażniku. Podłączyłem kartę i laptop ją zobaczył. Zacząłem kopiować zdjęcia i błagać los by się skończyło kopiować. Na szczęście się udało! Zdjęcia ocalone, więc trzeba teraz zająć się kartą. Szybkie formatowanie pokazuje błąd. Robię więc długie formatowanie i nagle przychodzi strażnik z bankomatu. Zsiadam się więc na schodek i tu już jestem widoczny i co chwila zlatują się gapie. Formatowanie trwało już z 15 minut, a ja nie byłem jeszcze w połowie. Pojawia się zaraz policja i od razu ze 20 gapiów, a policjant się pyta co tu robię. Angielski miał jednak fatalny i mało co go rozumiałem. Postanowiłem posiedzieć jeszcze chwilkę i spakowałem w końcu laptopa do plecaka formatując dalej. Niestety pełen format też nie pomógł, zostało mi więc tylko kupienie nowej karty.

Ale gdzie tu kupić nową kartę jak można kupić akurat wszystko inne? Ilość niepotrzebnych rzeczy, jakie są na tych wszystkich kramach jest zatrważająca. Idę dalej i dalej po uliczkach i zauważam kącik z telefonami. Pytam o memory card, wysyłaja mnie gdzieś dalej i jakiś człowiek ma kartę 4GB micro SD za 150 taka (7.5zł) i 16GB za 300 taka. Problem w tym, że nie wiedziałem czy moja micro SD padła, czy też przelotka czy też reader w aparacie. Kupuję więc najtańszą i ufff, działa. Mam 600 zdjęć do zrobienia, więc mi spokojnie starczy.

Uliczki i ulice Starej Dakki po 15 są już zapakowane niemiłosiernie. Są ogromne korki z ryksz, tak, że nawet pieszo za bardzo przejść się nie da. Potok ludzi niesie jeszcze mnóstwo rzeczy na głowach i trzeba uważać, by nic nie potrącić. Dochodzę w końcu do Pink Palace, który niedawno został odmalowany właśnie na różowo. Tylko tylna elewacja została pomarańczowa, ale może od słońca tak zblakła? W środku są przeróżne wystawy lokalne i nie można robić zdjęć.

Image

700 metrów dalej jest kościół ormiański. Tu nikogo nie ma, ale po chwili nadchodzi jednak pan i otwiera mi bramę. Kościół jest z 18 wieku i bardzo ładnie zachowany. Mają na swoim obszarze także cmentarz. Znajduje się też klucz do kościoła, ale w środku jest baaardzo ubogo - tylko obraz i ławki.

Image

Wychodzę do głównej drogi i próbuję złapać rykszarza do Lalbagh , czyli twierdzy, gdzie byłem wczoraj, ale nie mogłem wejść do środka. Nikt nie rozumie o co mi chodzi. Jest to prawie 3km wg mojej mapy, więc nie zamierzam iść w tym skwarze. Pokazanie napisu Lalbagh też nic nie daje, bo oni nie umieją czytać, a tym bardziej po angielsku. Widząc te mega korki i narastający ból głowy z upału powoduje, że postanawiam wracać do hotelu. Tu był kolejny problem, bo nie mogłem złapać CNG. A jak już złapałem to paru chciało kosmiczne pieniądze. Złapałem w końcu gościa za 500 taka (25zł), ale wydostanie się z tego korka to nie lada problem. Jechaliśmy do hotelu zdrowo ponad godzinę i z ulgą wziąłem zimny prysznic dla schłodzenia się. Wieczorkiem wyskoczyłem jeszcze do okolicznej restauracji i zjadłem rybkę z grilla.

Przez 2 dni w Dakce nie widziałem żadnego turysty! Szok. Jutro jestem umówiony z przewodnikiem, którego znalazłem jeszcze przed wyjazdem. Mam całodzienną wycieczkę pod miasto do fabryki mosiądzu i pałacu Baliati.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 20 Lip 2018 18:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
Na trzeci dzień w Bangladeszu zaplanowałem wycieczkę poza miasto. Jeszcze w Polsce dogadałem się z jednym z niewielu agencji turystycznych i zaproponowałem im cenę połowę niższą niż chcieli. 65$ za całodniowy trip jest myślę ceną umiarkowaną i oni taką zaakceptowali. W cenę wchodził kierowca z samochodem (bez klimy), przewodnik i lunch. Zaczęliśmy o 8 rano z mojego hotelu i celem było Dhamrai, jakieś 40 km pod miastem, gdzie jest fabryka mosiądzu. W sumie sam nie wiem dlaczego wybrałem akurat to, ale zależało mi na zobaczeniu zwykłych ludzi w pracy.

Korki w Dhaka są mega już od rana. Właściwie to nie wiem kiedy opuszczamy stolicę, bo nie ma nigdzie żadnych znaków, a zabudowania ciągną się wszędzie. Prawie pod samo Dhamrai mogę obserwować problem przeludnienia tego kraju. Na obszarze ponad 2 razy mniejszym od Polski mieszka tu prawie 160 milionów ludzi i są oni faktycznie na każdym kroku. Podróż każdą drogą jest bardzo długa, bo oprócz ruchu ulicznego są wszędzie ryksze, wzdłuż drogi ciągną się wszelakie sklepy lub ludzie coś produkują. W samej Dhace jest 800 tysięcy ryksz a w kraju 3 miliony! Za miastem krajobrazy kształtują też rzeki i jeziora - w końcu to jedna wielka delta Gangesu i Brahmaputry. Wszędzie też widać cegielnie, a w kilku miejscach widziałem plantacje ryżu. Jednak na przestrzeni tych kilkudziesięciu kilometrów były praktycznie tylko i wyłącznie zabudowania.

Image

Po dojechaniu do jednej z wiosek zatrzymaliśmy się przy drodze i ruszyliśmy w domowe zabudowania. Są tu bardzo wąskie uliczki wyłożone oczywiście cegłami, więc jest chodnik.
Najpierw zaglądamy do jednego człowieka, który odnawia metalowe kubki:

Image

Przewodnik prowadzi mnie od domu do domu, gdzie wszyscy zajmują się wszelakiego rodzaju garncarstwem. Oglądam więc proces powstawania garnków z gliny. Miejscowi muszą kupić glinę (choć z uwagi na rzeki wszędzie jej pełno), przegnieść ją w rękach by wyłapać wszelkie kamyczki i potem formują miski albo całkiem ręcznie albo na kołowrotku. Oglądam z pięć różnych miejsc gdzie to wyrabiają, proces obróbki, robienia zdobień, a także malowania. Widzę też stosy garnków gotowych do wypalania. Przewodnik mówi, że na jednym garnku zarabiają na czysto 1 taka, czyli 5 groszy.

Garnki opala się krowim guano, które się zbiera i suszy:

Image

A tak to wygląda po wypaleniu:

Image

Ręczne formowanie:

Image

Image

Image

Tu na kołowrotku:

Image

Image

Jak tu jest 1000 sztuk to ich zarobek to 50 zł...

Image

Ta pani wyłapuje kamyczki ręcznie przegniatając glinę:

Image

Image

Po obejrzeniu wioski z garncarstwem, pijemy herbatkę na ulicy. Nie wiadomo co tam jest, ale jak tu odmówić?

Image

Następnym przystankiem była atrakcja główna, czyli fabryka rękodzieła z mosiądzu. Jak dla mnie w porównaniu do wcześniejszej atrakcji ta była dość średnia. Właściciel zresztą miał wizytę telewizji i nie miał za bardzo czasu poopowiadać. Rękodzieło natomiast było fantastyczne. To co jest wyrzeźbione z tego metalu robiło wrażenie. Wszystko można było kupić, ale cena i waga przedmiotów były kosmiczne.

Image

Image

Image

Zajeżdżamy jeszcze do jednego z pałaców, ale niestety w niedziele okazało się zamknięte. Przewodnik musiał tu rzadko bywać, bo sam nawet nie wiedział gdzie to jest. W powrocie do Dhaki zaglądamy jeszcze do statuy Natonal Memorial, ale to tylko bryła betonu.

Image

O 16 jestem w hotelu i o mało się przez ten całodniowy upał, smród i hałas nie rozpłynąłem. Fascynujący jest to kraj, ale jednak strasznie męczący do podróży.

Dzień 4 to powrót do Indii.
Po śniadaniu o 7 rano, hotelowy bus podrzucił mnie na lotnisko. Miałem tylko 1.5h do odlotu, a na lotnisku nawet nie było wyświetlonego check-inu do mojego lotu do Kalkuty. Stanąłem więc do ogólnego stanowiska Biman, ale zaraz zgarnął mnie jakiś koleś w białej koszuli i zabrał do stanowiska biznes z drugiej strony. Wypełnił za mnie kartkę imigracyjną i poprosił o tip. Sorry gościu, ale wydałem całą gotówkę już wcześniej. Odszedł więc niepyszny, a koleś w biznes klasie i tak mnie odprawił. Na 30 minut przed odlotem dopiero wyświetlili numer bramki. Co śmieszniejsze, z tej bramki jeszcze boardowali Bangkok i zrobiło się zamieszanie. W końcu o czasie odlotu zaczęli nas pakować do autobusu i tu dopiero widziałem pierwsze białe osoby od 3 dni - były to 2 kobiety i za chwilę powiedziały mi Dzień Dobry. Co śmieszniejsze, okazało się, że są z Lublina, więc z mojego rodzinnego miasta! Przyjechały tu służbowo i miały miejscowego, z którym leciały dalej. Dziwili się, że ja przyjechałem turystycznie.

Boeing 737-800 miał już ponad 20 lat. W środku był wysłużony, a miejsca mało jak w czarterach. Jak powiedziała stewardessa - lot do Kalkuty zajmie inszallah 35 minut. W końcu to tylko 300 kilometrów, a lądem jedzie się 10 godzin. Biman na tym krótkim locie daje pudełeczko z jedzeniem - mini kanapka, kawałeczek ciasta, orzeszki i woda. Wylądowaliśmy w 40 minut, a ja miałem 2h na przesiadkę na lot do Mumbaju. Trochę się obawiałem przelotu na 2 osobnych biletach, dlatego też wziąłem 2.5h przesiadki i odprawiłem się na Jet Airways online. Po przylocie do Kalkuty, na ich ładnym lotnisku poczułem się jakbym wrócił do cywilizacji, a to przecież Indie ;-)

Bangladesz mnie zachwycił, choć jest bardzo męczący. Ma jeszcze kilka atrakcji, jak lasy namorzynowe, plaże w Chittagong czy słynny rejs Rocket Steamerem. Dla mnie jednak to co zobaczyłem było tym, czego szukałem w tym kraju.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 20 Lip 2018 19:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3065
złoty
Zgłosiłem na Relację miesiąca.
Niebanalny kierunek, piękne zdjęcia streetfoto, opowieść przejmująca i od serca. Dziękuję.
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 20 Lip 2018 21:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Fajna relacja. Bangladesz jest wysoko na mojej liście miejsc do zobaczenia. Zachęciłeś mnie do przyspieszenia wyjazdu.
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 20 Lip 2018 21:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Paź 2016
Posty: 469
Loty: 224
Kilometry: 352 430
niebieski
Bardzo dobre zdjęcia. Zawsze mam opory, żeby fotografować ludzi z bliska ale pewnie im bardziej egzotyczny kraj, tym mniej im to przeszkadza.
Super, bardzo ciekawy pomysł, gratulacje
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 20 Lip 2018 21:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
Też mam opory, ale tu jak byłem z przewodnikiem to było mi dużo łatwiej.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 20 Lip 2018 22:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2011
Posty: 603
Loty: 125
Kilometry: 288 984
srebrny
Rewelacja! Dzięki za porcję świetnej inspiracji! (do wrzucenia w kalendarz na przyszły rok, bo pula urlopowa wyzerowana) :D
_________________
Image
Relacja z Malawi
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 20 Lip 2018 23:24 

Rejestracja: 20 Sty 2015
Posty: 48
Loty: 80
Kilometry: 202 107
Piekne zdjecia i ladne opisy. Bardzo ciekawa relacja - masz 'lekkie' pioro
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 21 Lip 2018 01:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1430
Loty: 134
Kilometry: 137 048
srebrny
Świetna relacja i bardzo fajne zdjęcia :) Ogrom ilości ludzi żyjący w tym kraju jest porażający.
_________________
Moja relacja po Gruzji

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#18 PostWysłany: 27 Lip 2018 18:20 
Król Ż
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Paź 2014
Posty: 2797
Loty: 173
Kilometry: 437 133
Świetna relacja choć utwierdzająca mnie po raz kolejny by się nie wybierać w te części świata
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 27 Lip 2018 19:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 714
złoty
Dlaczego? Trochę hardkorowo, ale cichy i przyjemny hotel daje oddech i pozwala odizolować się do następnego dnia.
Ja wracam w te rejony na początku września. Tym razem Bhutan, więc coś zupełnie innego, choć tak blisko do Bangladeszu.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 27 Lip 2018 19:34 

Bangladesz mam w dalszym planach (najpierw ponownie Pakistan). Fajna relacja, kraj wygląda interesująco. Dzięki!
Góra
 PM off  
 
 [ 24 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group