Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 26 Lis 2019 21:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Mam nadzieję, że was nie zanudzam, jeszcze musicie ze mną trochę wytrzymać ;-). Mam dla was zatem coś specjalnego.

Rok 2011 Part 1.

18 grudnia 2010 polecieliśmy w naszą podróż życia - pierwszy raz czarna Afryka. Jak wspominałem, kupiłem bilety za mile w C - WAW-FRA-ADD-KGL i powrót DAR-ZRH-WAW. Planowaliśmy w 25 dni lądem przejechać z Kigali w Rwandzie do Dar es Salaam i zahaczyć o Zanzibar. Przygotowaniom było co nie miara, bo koniecznie chcieliśmy zobaczyć goryle w Rwandzie oraz 6-dniowe safari w Kenii.
Była to chyba najdroższa podróż do tej pory, ale warta każdej złotówki.

Każdy zna historię Rwandy, ale kraj był dla nas zaskakująco przyjazny. Być może dlatego, że każdy chciał po prostu zapomnieć o trudnej przeszłości i skupić się na przyszłości.

Image

Najciekawiej było na prowincji, gdzie wzbudzaliśmy mega zainteresowanie.

Image

Image

A tam w góry się wybieraliśmy:

Image

Pomimo zapłaty 500$ za pozwolenie na oglądanie goryli, trzeba było mieć jeszcze swoją terenówkę. Krzyczeli po 100$, co było dla nas trochę przesadą. Chodząc po wiosce Kinigi i szukając transportu, robiliśmy zdjęcia ciekawskim dzieciakom.

Image

Image

Image

Image

Image

Koniec końców stwierdziliśmy, że jak każdy będzie miał swoją terenówkę to na pewno będą w nich miejsca i zapytamy na miejscu.
Pojawiliśmy się więc rano, była grupka około 30 osób i rozdzielane były pomiędzy różne grupy goryli. Przewodnicy trochę się wkurzyli, że nie mieliśmy swojego samochodu, ale zaraz zagadaliśmy holenderkę i już mieliśmy transport. Pojechaliśmy do największej grupy goryli, z 3 silverbackami i ponad 20 osobnikami.

Przedzieraliśmy się przez dżunglę sporo ponad godzinę. Grupy mają swoich strażników, więc nie szło się w ciemno. Nasz przewodnik przyśpieszał bo chciał byśmy trafili na gorylą siestę. Dlaczego? Bo wtedy leżą sobie i pozują.

Image

Image

Image

Ja od razu oniemiałem. Trzaskałem foty jak głupi.

Image

Image

Image

Potem trochę kręciłem filmu i dalej robiłem foty :D. Silverback spokojnie wszystkich obserwował

Image

Image

Gdy żona kręciła film, jedna gorylica podeszła do niej i chciała wziąć kamerę. Nawet ją dotknęła za rękę! Przewodnik momentalnie kazał się powoli wycofać. Odległość do goryli powinna być co najmniej 5 metrów, a my byliśmy BARDZO blisko.

Image

Image

Z gorylami można przebywać godzinę. 45 minut momentalnie zleciało. Ostatnie 15 minut po prostu się gapiłem na nie.

To drugi silverback

Image

Image

Nagle wszystkie się zebrały i ruszyły dalej. Widać było jak turlają się po dżungli ugniatając liście. Zaczęły też znowu jeść:

Image

Image

Najdroższa, ale i najwspanialsza godzina w moim życiu!!!

Image

Jeżeli ktoś się zastanawia czy warto wydać tyle kasy na goryle to ja odpowiadam, że warto!

Rwandę opuściliśmy na motorkach i tak też dojechaliśmy z granicy nad jezioro Bunyoni w Ugandzie. Słynne jest z tysiąca wysepek.

Image

Zwiedzaliśmy na takich pirogach:

Image

Image

Przez Kampalę pojechaliśmy do wodospadów Murchisona. Tu znowu taksówki chciały po 100$, bo to prawie 100km do przejechania. My ruszyliśmy o świcie i wyprosiliśmy przy bramie Hindusa, który miał samochód UN (Land Cruisera) i jechał z rodziną. Zabrał nas na stopa :D

Image

Image

Image

Image

Podrzucił nas na statek, gdzie można popłynąć do wodospadów od dołu, a sam przeprawił się na drugą stronę. Nie mieliśmy więc powrotu, ale postanowiliśmy się pomartwić tym później.
W rzece widać dużo zwierzyny.

Image

Hipcie zabijają najwięcej ludzi, więc lepiej z nimi nie zadzierać :)

Image

Te stworki też są fajne i to nie wystawka :D

Image

Image

Z góry wodospady jednak lepiej było widać:

Image

Pod koniec rejsu rozglądałem się kogo można zapytać o powrót. Wszyscy mieli samochody. Podszedłem do austriackiej rodziny z 2 małych dzieci, która podróżowała busem i mieli tam dużo miejsca. Na pytanie czy nas zabiorą do bramy od razu się zgodzili. Dojechaliśmy po zmroku. Co za wspaniały i fartowny dzień!

Przemieszczanie się po Ugandzie stanowiło lekkie wyzwanie. Raz wzięliśmy zwykły samochód osobowy, gdzie siedzieliśmy we czwórkę z tyłu. Jeden gość siedział bokiem na podłokietniku! Dwójka na fotelu pasażera. Kierowca twardo jedzie i jak ktoś machnął to się zatrzymał! Pomyśleliśmy gdzie chce wepchać następną osobę..., a on posadził kolesia na fotelu kierowcy, siadł na jego kolanach i tak dojechał do celu. Masakra!

W Ugandzie odwiedziliśmy jeszcze ujście Nilu z jeziora Wiktorii i ruszyliśmy w stronę Kenii.

Image

Po dojechaniu do Nairobi, od razu skierowaliśmy się do naszego biura, gdzie mieliśmy zarezerwowane 6-dniowe safari. Opłaciliśmy i rano następnego dnia ruszyliśmy.

Wiele można mówić o Masai Mara - że komercha, że dużo ludzi, że to i tamto. A ja i tak mam swoje zdanie :D. Już jadąc przed bramami parku widzieliśmy jak dwa gepardy przebiegają nam drogę!

Image

Image

Image

A własne zdanie najlepiej się wyrabia po takich spotkaniach :D

Image

Image

Image

A to wszystko tylko pierwszego wieczoru na game drive! :D

A jak się zaczął drugi dzień? Heh, zobaczcie...

Image

Nasz przewodnik jeździł totalnie na przełaj i nie przejmował się drogami. Spotkaliśmy 3 gepardy i powiedział, że one dzisiaj będą polować, bo mają zapadnięte brzuchy. Zapamiętaliśmy to sobie...

Image

Image

Image

Potem żona wypatrzyła daleko lwy. Od razu pojechaliśmy znowu na przełaj :D

Image

Lwy były dosłownie obok nas

Image

Image

Image

Ale nie tylko lwami człowiek żyje ;-)

Image

Image

Image

Image

To słynna rzeka Mara, gdzie podczas Wielkiej Migracji krokodyle mają ucztę:

Image

Po lunchu wracamy i kogo widzimy? Nasze gepardy najedzone. Porównajcie brzuchy :D

Image

Image

Jako, że mało nam lwów było to spotkaliśmy jeszcze ich trochę:

Image

Na wieczór idę do wioski Masajów. Żona nie chciała iść, bo mówiła, że komercha, ale mi się podobało.

Image

Image

Image

Image

Po Masai Mara pojechaliśmy do Nakuru.

Image

Ogląda się tu ptaszki:

Image

Chodzące po wodzie :D

Image

No i oczywiście nosorożce, których nie widzieliśmy w Masai Mara:

Image

Image

Ostatnie 2 dni to Amboseli, czyli niekończące się stado słoni...

Image

Image

Image

Amboseli nam się trochę dłużyło, bo krajobraz monotonny i tylko słonie ;-)
Nie było też widać Kili...

Ale wstaliśmy o świcie i zobaczyliśmy!

Image

Najważniejsze jednak było zrobić zdjęcie słoni na tle Kili. Trochę się nie udawało, aż w końcu...

Image

Image

I tak kończymy 6-dniowe safari:
Image

Warto było wydać 660$? Oj warto :D

Po 15h przejeździe wylądowaliśmy w Dar, skąd przepłynęliśmy promem na Zanzibar. Mieliśmy najtańsze bilety, ale jak zobaczyli turystów to wygonili nas do pierwszej klasy z klimą.
Stone Town jawił się bardzo zniszczony, choć klimacik super.

Image

No i muzułmański...

Image

Wzięliśmy oczywiście spice tour.

Image

Image

Ostatnie dni odpoczywaliśmy w Jambiani. Pojechaliśmy popływać z delfinami:

Image

oraz na małpki do Jozani:

Image

Image

Image

Tak zakończyliśmy naszą dotychczasową podróż życia. Afryka ma w sobie coś. Chcieliśmy dość szybko wrócić, ale długo się nie udawało.

Ciąg dalszy 2011 roku w następnym odcinku.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
44 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#42 PostWysłany: 26 Lis 2019 22:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1092
Loty: 215
Kilometry: 404 871
platynowy
Brakuje mi możliwości kliknięcia w "zazdroszczę". Proszę modów o dodanie.

Wysłane z mojego Mi MIX 2 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#43 PostWysłany: 26 Lis 2019 22:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Paź 2015
Posty: 412
niebieski
Jeśli można wiedzieć to jaka to była a może i jest nadal praca, która pozwoliła Ci odbyć tyle różnorodnych podróży?
Góra
 Relacje PM off  
 
#44 PostWysłany: 26 Lis 2019 22:45 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 2350
platynowy
On z zawodu jest Dyrektorem ;)

Tapniete z telefonu
Góra
 Relacje PM off
peta lubi ten post.
 
 
#45 PostWysłany: 26 Lis 2019 23:40 

Rejestracja: 21 Wrz 2016
Posty: 116
niebieski
Dyrektorem od spraw map :)
Tak wynika z pierwszych postów.
Góra
 Relacje PM off  
 
#46 PostWysłany: 27 Lis 2019 00:09 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 1658
Loty: 157
Kilometry: 168 592
Mega zazdroszczę możliwości zobaczenia goryli w takim otoczeniu i z takiej odległości. Wszystkie Twoje fotografie trzymają wysoki poziom, zawsze uważałem że dobre zdjęcia to najlepsza pamiątka z podróży :) Od którego roku przeszedłeś z analogowego lustra na cyfrowe?
Góra
 Relacje PM off  
 
#47 PostWysłany: 27 Lis 2019 09:14 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Dyrektorem nie jestem ani nie byłem ;). Miałem też dużo szczęścia, bo w tamtych latach pracowałem w dziale "Global Expansion", więc zasadą generalną było dużo podróży. Od 2007 roku pracuję tylko w międzynarodowym towarzystwie, taka nasza specyfika.

@klapio w 2004 kupiłem Minoltę A2, którą szybko zmieniłem na Canona 300D. Potem miałem Nikona D70, a tę Afrykę robiłem na Canonie 50D, który kupiłem zaraz przed tym wyjazdem razem z 24-105/4 i 70-200/4.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#48 PostWysłany: 28 Lis 2019 11:58 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2011 Part 2

Ledwo wróciłem z Afryki, a już tydzień po tygodniu 2 razy musiałem być w Berlinie. No i stało się, wziąłem nową pozycję w firmie oznaczającą mniej egzotycznych podróży, a więcej Niemiec i USA. Miałem farta, bo pół roku później mój stary dział rozwiązali...

Ostatnia podróż w poprzedniej pozycji to Lizbona. Był koniec stycznia. Jako, że byłem już w Lizbonie to nie mogłem sobie odmówić i kupiłem za 20 euro doloty Easyjetem na Madeire :)

W sumie to nie wiem dlaczego nie wynająłem samochodu. Jeszcze wtedy to nie było dla mnie standardem, a niestety bez samochodu nie da się aż tak dużo zobaczyć.
Postanowiłem zatem na dwie atrakcje - szlak na Ponta de Sao Laurenco oraz na jedną z livadii.

Sam półwysep był dla mnie kosmiczny, co za widoki!

Image

Image

Image

Uwielbiam klify i morze. Odnajduję tam siłę natury, a jednocześnie spokój.

Image

Image

Image

Image

Bardzo lubię też jeździć poza sezonem. Jak się utrafi pogodę to ma się atrakcje dla siebie i ze wspaniałym światłem.

Image

Image

Drugiego dnia wyjechałem autobusem miejskim na górę i ruszyłem szlakiem wzdłuż levadii - czyli systemu wodnego na Madeirze.

Image

Idzie się w dół wzdłuż takich kanałów. Trochę błotka, ale nie jakoś strasznie:

Image

Widoczki z góry na Funchal:

Image

Odwiedzam jeszcze ogród botaniczny:

Image

Opuszczam Madeirę z wielkim niedosytem. Zobaczyłem tylko niewielką część.

Na wiosnę miałem jeszcze dwie podróże do USA oraz dowiedziałem się, że będziemy mieli potomka. Wiedziałem, że przystopuje mnie to trochę, ale może nie aż tak dużo.

Gdy pod koniec sierpnia miałem lecieć po raz 3 do USA, żona mi powiedziała bym skoczył sobie jeszcze gdzieś w bok, bo to moja jedna z ostatnich szans ;)
Wybrałem Yellowstone. Poleciałem do SLC, wynająłem samochód i ruszyłem na północ.
Noclegi zorganizowałem na kempingu wewnątrz parku by nie tracić czasów na dojazdy. Już pierwsze widoki spowodowały, że wiedziałem, że będzie super...

Image

Image

Jet lag i 3 stopnie w nocy spowodowały, że postanowiłem ruszyć na zwiedzanie od razu mglistego ranka...

Image

Potem nie wiedziałem czy to mgła z góry czy z dołu :)

Image

Image

Pogoda się szybko poprawiła i zaczęło się super.

Image

Image

Image

Image

Totalnie moje klimaty! Mamooth Hot Springs!

Image

Image

Image

Jadąc pomiędzy atrakcjami widziałem sporo samochodów zaparkowanych. To zawsze oznacza, że coś się dzieje.
A co się działo??

Image

Widoczki powalały na każdym kroku, zatrzymywałem się co chwilę.

Image

Image

Zrobiłem sobie wielką odbitkę tej fotki, bajka...

Image

a może to też bajka?

Image

Image

Bizonków było mnóstwo:

Image

Image

Image

No i Old Faithful...

Image

Niedaleko jest fajny szlak

Image

Image

Dojeżdżam w końcu do Grand Prismatic Spring:

Image

Image

Image

Wchodzę na górę na przełaj, w totalnym kurzu, ale chyba było warto???

Image

Image

Na koniec wracam w okolice Old Faithful, bo obudził się inny gejzer. Ponoć wybucha raz na kilka miesięcy.
Poszedłem tam i zobaczyłem 30 minutowy SPEKTAKL:

Image

Image

Image

Po zakończeniu spektaklu ludzie bili brawo przez chyba 10 minut. Aktorów nie było, a natura potrafi przedstawić po swojemu.

Byłem totalnie zafascynowany Yellowstone. Do tej pory uważam za top topów parków jakie widziałem.

Następnego dnia pojechałem do Grand Teton.
Tam też było nieźle :)

Image

Image

Poszedłem sobie na szlak:

Image

Jednak wszędzie były ostrzeżenia o niedźwiedziach i widziałem sporo świeżych niedźwiedzich odchodów. Byłem w ogóle nieprzygotowany (brak dzwoneczka czy gazu) i zrezygnowałem.

Image

Image

Image

Do końca roku byłem jeszcze 3 razy w Niemczech i czwarty raz w tym roku w USA. A w grudniu urodził się syn, co oznaczało zmianę dotychczasowego życia.

Stan na koniec 2011: 60 krajów i 248 lotów.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#49 PostWysłany: 28 Lis 2019 14:43 

Rejestracja: 11 Sty 2016
Posty: 114
Loty: 92
Kilometry: 204 188
niebieski
W Kazachstanie naopowiadaliście nam na temat tych goryli, super to wszystko wygląda na tych zdjęciach będzie trzeba się tam kiedyś wybrać:)
Yellowstone jest u mnie na pierwszym miejscu z miejsc które musze odwiedzić ale to dobiero najwcześniej za rok.
Super relacja mam nadzieję że już piszesz kolejny post:)
Góra
 Relacje PM off  
 
#50 PostWysłany: 29 Lis 2019 22:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2012

Ciężki rok od początku, szczególnie że nasz młodzieniec szybko spieszył się na świat, tak z 10 tygodni za szybko i przeleżał grudzień i styczeń w szpitalu. Nie wiadomo było kiedy wyjdzie, a ja pod koniec grudnia dowiedziałem się, że wybrano mnie do setki najlepszych pracowników w firmie. Nagroda to wyjazd do Orlando do Disneylandu, bo akurat tam było jakieś większe spotkanie szefów szefów. Do tego vouchery na wstępy, wydatki, itp. Kocham tę firmę ;)

Zaplanowałem więc sobie jeszcze Miami i Key West :)
Głównym punktem okazał się jednak PN Everglades ze wspaniałymi zwierzakami:

Image

Image

Image

Image

Image

Były naprawdę blisko :)

Image

Everglades to taka zarośnięta rzeka, ale raczej strach tam wejść ;)

Image

Image

Drugiego dnia jadę na sam koniec Key West.

Image

Mimo stycznia, jest 25 stopni i jak w lecie. A w ich lecie musi to być masakra.

Image

Potem zajeżdżam do Miami do Art Deco District. Fajny klimacik ;)

Image

Image

Image

Image

Wracam do Orlando. Dostaję pokój w Boardwalk i mam dwa dni do zagospodarowania na dwa parki tematyczne.

Image

Pierwszego dnia idę do Epcot, które ma motywy z większości krajów świata.

Image

Image

Samych atrakcji z adrenaliną nie było jakoś za dużo, głównie dla małych dzieci.

Image

Image

Image

Drugiego dnia nie wziąłem aparatu, choć oglądaliśmy wspaniałe fajerwerki przy głównym zamku.

Na wiosnę ponownie odwiedziłem Dusseldorf oraz Sankt Petersburg.

A w czerwcu jak młody trochę podrósł to stwierdziliśmy, że zostawimy go u teściów a sami pojedziemy do Szwajcarii na objazdówkę. Bilety kupiłem za mile, hotele zarezerwowałem za punkty i można było Pandą objeździć ;)

Zrobiliśmy objazdówkę, zaczynając od Appenzel:

Image

Potem pojechaliśmy do Liechtensteinu:

Image

Do fantastycznej Lucerny:

Image

No i w góry. Najpierw trochę pecha, bo Interlaken i Lautenbrunnen w chmurach niestety...

Image

Image

A w Bernie zobaczyliśmy niedźwiadki, które robiły ten teges na oczach wszystkich ;). Na pytanie dzieci co oni robią, jacyś rodzice odpowiedzieli "spielen zusammen" ;)
Samego aktu nie uchwyciłem.

Image

No i Zermat... Nie można było tam dojechać samochodem. Musieliśmy zostawić na parkingu 5km przed i przejechać pociągiem. Pamiętam jakieś kosmiczne pieniądze.
No, ale widoki...? Coś tam widać? :)

Image

Image

Podchodzimy pod kolejkę. Wyciąg na 3000 metrów, bo ten na Klein Matterhorn na 3800 nie był jeszcze czynny. Cena 60 CHF za osobę. Zwątpiłem. Rozważamy za i przeciw, bo przecież są chmury. Pytam w końcu pani w kasie czy widać coś na górze, a ona mi pokazuje kamerkę. Oniemiałem. Zapłaciłem. Zobaczyłem!!!

Image

Image

Image

Image

Jak już tak staliśmy tam, to pomyślałem, że raz kozie śmierć. Kupiliśmy mieszkanie, potem dom, urodził się syn, może czas się oświadczyć. No i w cieniu Matterhornu się oświadczyłem ;). Przyjęte ;)

Na koniec dojechaliśmy do Genewy skąd mieliśmy powrót do PL.

Image

Wiedziałem, że na jakiś czas skoki w bok się skończyły, bo zostawiać niemowlaka na dłuższy czas po prostu nie wypada. Byłem jeszcze 2x w Chicago oraz pierwszy raz w Mumbaju. W Indiach dostałem zespół deweloperski i wiedziałem, że jeszcze będę tam wracał nie jeden raz.

Stan na koniec 2012: 62 kraje i 286 lotów.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
 
 
#51 PostWysłany: 01 Gru 2019 10:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Jestem już w drodze do Mumbaju, raczej nie zdążę z relacją na żywo do lotu z milionem mil..

Rok 2013 Part 1

Nie mając widoków na przedłużenie Senatora, postanowiłem od początku 2013 przerzucić się na program United. Mniej mil do statusu, więcej biletów nagród oraz bardzo niskie dopłaty do biletów zdecydowały.

Rok zaczynam od wizyty w Chicago w zimie oraz ponownie Mumbaju. Wizyty są dla mnie już tak standardowe, że zasadniczo nic nie oglądam poza hotelem i biurem.

Na marzec mieliśmy kupione bilety na Cypr w Szalonej Środzie. Miał to być nasz pierwszy wspólny wyjazd z dzieckiem, ale przeziębienie sprawiło, że zostawiliśmy młodego teściom.
Nasze 4 dni na Cyprze podzieliliśmy na część południową i północną po połowie.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Plaży Gubernatora:

Image

Image

Następnie Skała Afrodyty:

Image

Przez Pafos pojechaliśmy w góry Troodos. Tam są małe i urokliwe miejscowości

Image

Wodospad Kaledoński to jedna z atrakcji Cypru. Jakoś generalnie narzekaliśmy trochę na atrakcje w tym kraju.

Image

No był jeszcze klasztor:

Image

Dojeżdżając do Nikozji trochę się nam postrzeganie zmieniło. Nagle zrobiło się dość ciekawie. Wszyscy wiedzą, że miasto jest podzielone, np takimi barierami:

Image

Jeszcze kilka lat temu granica była kompletnie zamknięta. My płacąc 20 euro za ubezpieczenie, wjeżdżamy naszym wynajętym samochodem na drugą stronę. Nikozja nagle zmienia się w muzułmańską:

Image

Image

Image

Jedziemy do Zamku Hilariona, wspaniale położonego.

Image

Image

Na wieczór docieramy do wspaniałej Kyrenii (albo Girne, jak kto woli :) )

Image

Image

Image

Kolejny przystanek to Famagusta ze wspaniałymi ruinami:

Image

Image

Image

No i wracamy na stronę grecką i południem wracamy powoli do Larnaki...

Image

Image

Image

Image

Miesiąc później, znowu zostawiamy młodego teściom i ruszamy na dwa wyjazdy jeden po drugim. Najpierw rozgrzewka, długi weekend na Majorce. To tak na zaproszenie szefa mojej żony, który chciał z nami polecieć tanio w jakieś miejsce. Tanio dolecieliśmy, ale na miejscu on chciał jakiś fajny hotel, więc mieliśmy super hotelik w XVI wiecznym domu w Alcudii, na jego koszt :)

Majorka na wiosnę to super pomysł. Co prawda po przylocie mocno padało, ale potem było już super.

Image

Image

Image

Szef z żoną chodzili swoimi ścieżkami, a my mogliśmy trochę pozwiedzać wyspę, m.in. Torrent de Pereis:

Image

Image

Image

Image

Niedaleko Soller, odwiedziliśmy też restaurację z gwiazdką Michellin. Chef menu z 7 daniami i winem za jakieś 100 euro od osoby. Nie płaciliśmy ;)

Image

Na koniec, oczywiście katedra w Palmie:

Image

Image

Dzień po powrocie nastąpił czas na danie główne - Peru!!! Kupiliśmy bilety z error fare TAM, za niecały tysiąc złotych. Wylot z Paryża, powrót do Londynu. Na doloty wykorzystałem mile M&M, razem z dopłatami, które można było opłacić milami. Do tego krajówka po Peru też za mile.

Było z nami chyba ze 12 Polaków, którzy skorzystali z tego samego deala ;)

Bardzo lubię Amerykę Południową. Super bonusem tego deala był cały dzień w Rio na locie tam, oraz popołudnie w Sao Paulo na powrocie.

Rio, ach to Rio:

Image

Image

Image

Drink i kąpanie na Copacabanie oczywiście obowiązkowe ;)

Image

Potem wjeżdżamy na Corcovado:

Image

Image

Image

Image

Szkoda, że dzień się tak szybko skończył...

W Peru zaczęliśmy od Cuzco. Od razu wbijamy się w klimat kraju, mając widok z hoteliku na miasto

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Autobusikami dojechaliśmy do stacji kolejowej i ostatnie 8 km przeszliśmy z buta wzdłuż torów do Aquas Callientes, bramy do Machu Picchu. Bilety miałem kupione wcześniej, także na górę Wayna Picchu, skąd są piękne widoki. Mnie się miejsce podobało ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Napstrykałem się do woli i można było wracać ;).
Następny punkt to jezioro Titicaca z pływającymi wyspami. Tu też był dość fajny klimacik, no i te jezioro i te góry...

Image

Image

Moje zdjęcie-perełka:

Image

Image

Przez Arequipę ruszyliśmy do Kanionu Colca. No i wariaci chcieliśmy jednego dnia zejść i wejść. Oj powrót był ciężki...

Image

Image

Image

Image

Image

Kondory!

Image

A w Nazca wzięliśmy Cessnę :)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Było wspaniale, ale to jeszcze nie koniec. Jeszcze zwierzaki w Islas Ballestes :)

Image

Image

Image

Image

Co za wspaniały kraj. 2 tygodnie, a tylko kawałek go liznęliśmy...
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
Ruben$ uważa post za pomocny.
 
 
#52 PostWysłany: 01 Gru 2019 11:39 

Rejestracja: 18 Sie 2015
Posty: 2015
platynowy
Właśnie głosowałem na kalendarz, z twoich zdjęć można by zrobić co najmniej kilka, ale wybrać 3 do kalendarza chyba niemożliwe
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#53 PostWysłany: 06 Gru 2019 14:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2013 part 2

Po powrocie z Peru rzuciłem się w wir pracy i znowu dalekich podróży służbowych. Zaliczyłem znowu Indie (Mumbaj), 2x Eindhoven, Chicago, znowu Indie i znowu Eindhoven.
Miałem już tego powoli dość ;), ale jak tyle pośmigałem międzykontynentalnych to nagle otworzyła się szansa na status 1k w United, a on dawał 6 darmowych upgrejdów do biznesa. Szybka kalkulacja planów do końca roku spowodowała, że jeszcze dwa razy musiałem skoczyć gdzieś w bok by "dorobić" mil.

W połowie września ruszyłem więc do Banff i Jasper w Kanadzie! Moje top 5 miejsc :). Wynająłem samochód w Calgary i ruszyłem. Miałem 4 dni.

Pierwsze widoki okolic Banff już rzucały na kolana:

Image

Image

Czysta, nieskazitelna przyroda, no i super pogoda!

Image

To cały czas Minnewanka Lake:

Image

Jet lag jak zwykle mnie dopadł jak lecę na zachód. Ruszam więc już o 6 rano. Są dwa stopnie, ale wiem, że będzie cieplej.
Robię jeszcze przed pełnym wschodem słońca trek do Johnston Canyon:

Image

Image

Image

Image

Image

Można się trochę pobawić długim czasem ;)

Image

Potem wychodzi słońce, robi się pogoda i takie przystanki na trasie :0

Image

Nadjechał pociąg akurat:

Image

Jestem bardzo wcześnie rano, więc mogę bez problemów pojechać do Moraine Lake. Kto był to wie, jakie to widoki. A kto nie był niech popatrzy :)

Image

Kolorów nie kręciłem :)

Image

Image

Wyjeżdżając z Moraine widzę już tłumy. O 10 nie da się dojechać. Zjeżdżam do Lake Louise i tu spędzam trochę czasu.

Image

To ogromny lodowiec nad jeziorem. W ogóle główna droga nazywa się Icefields Parkway - możecie się domyślić dlaczego.

Image

Biorę autostopowiczkę :). Ze Szwajcarii. Chce jechać pod lodowiec Columbia. Mówię jej, że tam dotrzemy, ale jest jeszcze sporo rzeczy po drodze.
Np. Bow Lake:

Image

Image

Image

Image

I hit sezonu, czyli Peyto Lake!!! Jak ktoś nie wierzy w kolory to niech poszuka byle jakich zdjęć na necie. Kolor jest oczywiście z lodowca. Ja jedyne czego żałowałem to braku obiektywu 16mm...

Image

Image

Image

Ponoć teraz szlak na Peyto jest zamknięty...

Jedziemy dalej, następne jezioro Mistaya:

Image

Skąd wychodzi kanion o tej samej nazwie:

Image

Image

Image

Dojeżdżamy w końcu pod lodowiec Columbia Icefields. Trochę na przełaj omijamy bramki. Lodowiec jest strasznie brudny, no i wieje od niego.

Image

Image

Na koniec dnia oglądam Sunwapta Falls:

Image

Śpię w jakimś kempingu w dziczy bez bieżącej wody, ale co tam...
Wjeżdżam do Parku Narodowego Jasper. Wcale nie jest gorzej ;)

Image

Athabasca Falls o poranku:

Image

Image

Image

Image

Jedziemy dalej...

Image

Robię krótki trek do lodowca Edith Cavell:

Image

Dojeżdżam już za miasteczko Jasper, do Maligne Canyon:

Image

Image

No i Maligne Lake. Chciałem nawet wziąć statek, ale cena mnie powaliła ;). Pochodziłem więc wzdłuż jeziorka.

Image

Image

Image

Czy to już koniec? Nie, nie. Wracam kawał drogi, ale zbaczam do Yoho National Park zobaczyć Takkakaw Falls!!!

Image

Image

Image

Na deser Emerald Lake:

Image

Image

Image

Image

No i chyba nie trzeba nikogo przekonywać by tam pojechać ;). Polecam wrzesień, bo jest jeszcze lampa w dzień, a ceny trochę zelżały...

W październiku znowu Mumbai, a potem czas na drugi skok w bok. Poleciałem do Seattle na pół dnia ;). Totalna głupota, ale mil sporo wpadło ;)

W grudniu, lecąc do Poznania i Amsterdamu, udało się wpaść na 100315 mil i mogłem się cieszyć statusem 1k w 2014 roku, z czym się wiązało 6 upgrejdów :)

stan na koniec 2013 - 66 krajów i 349 lotów.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#54 PostWysłany: 08 Gru 2019 11:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Rok 2014

Styczeń jak zwykle zaczynam ostro służbowo - Frankfurt, Eindhoven i Mumbai. Wyjazdy do tego ostatniego są interesujące, bo przy -15 stopniach wybiegłem rano w samej bluzie do taksówki, bo nie było sensu zabierać żadnych ciepłych ubrań. Mumbai, gdzie też jest zima, ale temperatury się troszkę różnią od naszych i jest 25 stopni. Wieczorami nawet lekko rześko było w samym t-shircie przy 21 stopniach ;-)

Pod koniec lutego poleciałem do Chicago. Z powodu mgły, nasz samolot z Monachium poleciał do Gdańska, tym samym nasz lot został odwołany. Do kas Lufthansy ogromna kolejka, ale przebijam się bokiem do klasy biznes. Jako, że miałem zatwierdzony upgrade do biznes w United na locie Monachium - Chicago, próbuję wywalczyć taki sam bilet. Udaje się dostać miejsce na Swiss! 30 min do odlotu, więc bieg przez bramki.
W moim ulubionym Airbusie A330-300 zajmuję miejsce 14B i zobaczymy jak będzie wyglądać lot biznesem Swissem po przerwie od Afryki.
Zjadłem carpaccio na przystawkę i bardzo dobre owoce morza na obiad. Do tego deser. Niestety zaraz po tym czułem, że się rozchorowuje. Ból głowy i gorączka przez dłuższy czas spowodowało, że poprosiłem załogę o jakieś leki, potem ponownie. Byli bardzo pomocni. Dzięki łóżkowi jakoś trochę udało mi się pospać, leki zadziałały i prawie mi przeszło.
Niestety w samym Chicago poważnie mnie rozłożyło i cały poniedziałek spędziłem w hotelu. Wyglądało to na klasyczną "trzydniówkę".
Był to jedyny czas, kiedy zachorowałem z powodu jedzenia podczas wszystkich moich podróży. Co śmieszne, po posiłku w klasie biznes Swiss...

Pod koniec marca poleciałem znowu do Amsterdamu. Byłem w Holandii kilkadziesiąt razy, ale nigdy nic nie pozwiedzałem poza Amsterdamem i Eindhoven. Teraz mając do dyspozycji samochód postanowiłem zobaczyć coś po drodze z AMS do Eindhoven. Pierwotnie chciałem pojechać do Hagi, ale akurat trafiłem na szczyt nuklearny i Obama lądował 50 minut przede mną na Schiphol. Zamknęli też drogi i miasto, bo przecież ogólna wariacja jest jak prezydent US jest w drodze.
Pojechałem zatem najpierw do wioski Zaanse Schans, trochę na północ od Amsterdamu oglądając cepelię z wiatrakami w tle. Mimo wszystko było dojść przyjemnie. Wstęp darmowy, ale parking aż 8 euro, więc sobie odbili. Na miejscu 70% turystów z Japonii, 29% z Rosji i ja ;-)

Image

Image

Image

Image

Image

Następnie pojechałem do miasta Gouda. Zaparkowałem przy polskim sklepie Babuni i uderzyłem na Maarkt. Plac jest piękny, super katedra na środku oraz uliczki. Zajrzałem do sklepu z serami i zaskoczył mnie on ogromnym asortymentem oraz cenami.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Szybki lunch w Subwayu i za chwilę byłem w drodze do Kinderdijk, czyli słynnego miejsca z wiatrakami. Nawigacja prowadziła mnie po super fajnych i klimatycznych miejscowościach, aż tu nagle powiedziała bym wziął prom na drugą stronę. Trochę byłem zdziwiony, ale zawsze to dodatkowa przygoda. Za jedyne 2 euro przejechałem na drugą stronę kanału i za chwilę byłem w Kinderdijk. Spacer wzdłuż kanału z wiatrakami jest darmowy. Ja chciałem wziąć łódkę, ale niestety jeszcze nie ma sezonu, więc nic nie pływało. Pogodę jednak miałem super, zupełnie jak nieholenderską, więc łatwo można było pomyśleć, że jest już maj. Wiatraki fajne, ale z pocztówkowych zdjęć można było wynieść dużo lepsze wrażenie. Klimacik jednak jest.

Image

Image

Image

Image

Image

Po kilku dniach przerwy znowu wróciłem do Holandii. Tym razem duże spotkanie na ponad 30 osób. Oczywiście zwykle przy okazji takich spotkań organizowane są tzw. Team buildings. Nie znoszę tych organizowanych w Stanach, bo np. ostatnio biegaliśmy po Chicago wykonując jakieś głupie zadania. Tutaj wymyślili jeżdżenie segwayami po Utrechcie. Super sprawa. Jak stanąłem na segwaya to nie czułem się zbyt pewnie, ale po dosłownie minucie już wszystko było proste. Jeździliśmy w sporej grupce, ale było bardzo ciekawie. Szefowa mi powiedziała, że rok temu robili wyścigi Fiatami 500 gdzieś w środku Holandii na wydzielonym torze, więc zdecydowanie w tej firmie umieją się bawić :-)

Z 2 latkiem do Gruzji? Czemu nie. Wizzair oferuje teraz bardzo tanie loty wiec skorzystaliśmy. Wieczorem w hotelu czekała nas niespodzianka, bo wszystkie pokoje były zajęte, a właścicielka stwierdziła, ze trzeba było dzwonić. Szukała dla nas miejsca gdzieś indziej, ale było pełno. W końcu oddala nam swój pokój i mogliśmy pójść spać.

Następnego dnia bierzemy taksówkę z ulicy za 40 GEL i objeżdżamy Gelati, Matsemidę i Bagrati.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po południu chodzimy po centrum Kutaisi z fajnym targiem.

Image

Image

Image

Lubię takie klimaty - ziemniaki z bagażnika ;-)

Image

Image

W Gori wysiedliśmy na obwodnicy i utargowaliśmy z taksiarzem na 40 lari by nas zabrał do dobrej knajpy, poczekał, potem do skalnego miasta i wrócił do Gori.
Skalne miasto bardzo fajne - jak dziecko miało trochę problemów z chodzeniem po skalach to go wnosiliśmy.

Image

Image

Image

Trochę to inny styl podróżowania, ale na szczęście w Gruzji jest tanio.

W Tbilisi zatrzymujemy sie w Sheratonie :-). Nie płacimy ani grosza, bo zarezerwowałem 2 noce za punkty, które zebrałem podczas moich służbowych pobytów w Indiach w Westinie. Dostajemy wielki apartament i dodatkowe łózko dla dziecka, jako darmowy upgrade. W przyszłości jeszcze kilka razy nam się zdarzą takie upgrejdy - taki bonus za podróżowanie z dzieckiem :)

Zwiedzamy Mcchetę:

Image

Image

Image

Image

Jvari:

Image

Image

Image

Tbilisi to takie trochę mieszane uczucia - stare, rozpadające się kamienice i nowoczesna architektura.

Image

Image

Image

Image

Na koniec jedziemy do Kazbegi. Zatrzymujemy się w najlepszym hotelu Rooms, gdzie płacimy 100$ za noc. Sporo, ale Sheraton był za darmo więc zaszaleliśmy. Hotel jest super, cały drewniany i ma fantastyczny klimat w środku.
Widoczki też niezgorsze ;-)

Image

Image

Image

Image

Do monastyru chcieliśmy pojechać następnego dnia. Był to głupi pomysł, bo cały następny dzień padało. W górach trzeba jednak korzystać z pogody od razu...
Mogliśmy jednak korzystać z dobrodziejstw typu basen. Każdy wie jakie to zbawienne jak trzeba zabawić dziecko w hotelu cały dzień...

Jak dojechaliśmy do Kazbegi to było 30 stopni, a jak wracaliśmy to było 3 oraz zaczął padać śnieg. Nie było żadnej marszrutki przez 2h i wzięliśmy SUVa do Tbilisi za 100 GEL... Ryzykować z dzieckiem nie chcieliśmy, szczególnie że to pierwsza wyprawa razem. Na przełęczy już stały tiry, więc w ostatniej chwili nam się udało przejechać.

Gruzja pozostanie w naszej pamięci.

Image

Po dwukrotnym majowym pobycie w Chicago przekroczyłem pół miliona mil spędzonych w samolocie.
Kupuję też bilety do Malezji na Święta na 3 tygodnie...

Lipiec to Chicago, Frankfurt i Mumbai. Podczas podróży do tego ostatniego, postanowiłem w końcu zrobić skok w bok i dokupiłem lot za mile do Kambodży. Zawsze chciałem zobaczyć Angkor!

Zaczynam jednak od Phnom Penh:

Image

Image

Image

Image

Po wyjściu zaatakował mnie jeden rykszasz i pojechaliśmy do Wat Phnom - fajna stupa i świątynia. Proponował mi pojechanie na Pola Śmierci, ale nie znoszę takich atrakcji.

O Angkor po raz pierwszy przeczytałem 15 lat temu i od tamtej pory chciałem to miejsce zobaczyć. Oczywiście jak zawsze było szereg trudności, ale w końcu nadszedł ten czas. Z uwagi na dobrą pogodę mój kierowca zaproponował mi pojechanie do najdalszej świątyni - Banteay Srei. Znajduje się ona aż 37km od Angkor Wat i jedziemy tam prawie godzinę. Na miejscu czekało już kilka autokarów z setkami turystów i ciężko było zrobić zdjęcie bez nikogo.

Image

Image

Image

Miejsce dość małe, ale całkiem fajne. Szkoda też, że część jest w remoncie. Jest "tylko" 32 stopnie, ale wilgotność 70% i momentalnie robię się mokry. Za świątynią chwila odpoczynku pod drzewem, gdzie posłuchałem miejscowego zespołu grającego na różnych ciekawych instrumentach. Część z członków zespołu była niestety ofiarą min.

Image

Następnie pojechaliśmy do Ta Prohm, która jest słynna z drzewa, które wrosło w mury.

Image

Image

Image

Image

Potem Ta Keo, gdzie wspinałem się po bardzo stromych schodach, a następnie słynna Bayon, gdzie można podziwiać dziesiątki twarzy.

Image

Image

Image

Po lunchu zostawiłem sobie Angkor Wat, czyli największą i najbardziej znaną świątynię. Jest faktycznie ogromna, choć szkoda, że jednak dość całkiem zniszczona. Zrobić zdjęcie jak na pocztówkach jest praktycznie niemożliwe. Jest mnóstwo ludzi oraz niebo jest białe od zachmurzenia, ale mimo wszystko obchodzę cały kompleks dookoła i na szczęście z boków i tyłu mogę podziwiać wszystko prawie sam.

Image

Image

Image

Image

Image

Drugiego dnia zaczynam zwiedzanie Angkor znowu o 8. Była propozycja by obejrzeć wschód słońca nad Angkor Wat, ale musielibyśmy wyruszyć o 5, a to nie dla mnie ;-). Zaczynam od Angkor Thom, który tak właściwie jest kompleksem kilku świątyń. Oglądam potem jeszcze kilka innych. W tym skwarze i będąc ciągle maksymalnie spoconym, szybko przechodzi mi ochota i kolejne świątynie oglądam właściwie bez większego przejęcia. Wszystkie wyglądają podobnie ;-). Trochę zaczynam żałować, że nie zmieściłem wszystkiego w jeden dzień wyruszając o 6. To byłoby najlepsze rozwiązanie.

Image

Image

Image

Image

Wieczorem lecę do Bangkoku, a rano mam kilka godzin na zwiedzanie miasta. Szybko oblatuję po kilku atrakcjach i wracam do Europy.

Do końca roku miałem jeszcze kilka podróży po EU. 1K nie przedłużyłem, ale miałem Premier Platinum. Nie było źle.

12 grudnia lecimy do Malezji. Czas w końcu polecieć na 3 tygodniowe wakacje. Prawie rok czekaliśmy na ten wyjazd, bo bilety kupiliśmy już w marcu. Bierzemy naszego 3-letniego syna pierwszy raz w tak długą podróż. Korzystając z Point Breaks, za 5k punktów rezerwuję wspaniały kompleks Holiday Inn w Kuala Lumpur. Znowu dostajemy upgrade to fantastycznego apartamentu i korzystamy z uroków tego miejsca.

Image

Zwiedzamy KL.

Image

Image

Image

Potem lecimy do Kota Kinabalu i cały dzień plażujemy w PN Abdul Rahman.

Image

Ten osobnik siedział w klatce...

Image

Z KK mieliśmy płynąć łódką do Brunei, ale się zepsuła. Alternatywa to 9h autobusem albo 20 min samolotem. Wybór był oczywisty...

Image

Image

A to Kampung Ayer, gdzie ludzie mieszkają w domach na palach.

Image

Bierzemy łódkę i pływamy dookoła.

Image

No ale nasz motorniczy chciał nas zabrać na małpki.

Image

Wysoko w drzewach udaje się wypatrzeć nosacze!

Image

Image

Image

Z rzeki widać też kawałek Pałacu Sułtana Brunei...

Image

Wracamy do Kampung Ayer.

Image

Image

Wieczorem jeszcze idę na spacer i następnego dnia ruszamy do Miri w Malezji skąd mamy samolot do Kuching.

Image

Z Kuching jedziemy do Bako na 2 dni, oglądać małpki :)

Image

Głównie jednak nosacze, które nam pozują jak na dłoni..

Image

Image

Image

Image

W Parku widać ogromne pływy, krajobraz jest bardzo ładny.

Image

Image

Image

Image

Do Semenggoh zajeżdżamy 2x, ale orangutanów nie było... A miały być tutaj. Dają im jedzenie, żeby przyszły, ale w grudniu to one mają pełno jedzenia w lesie.

Image

Na Święta jesteśmy w Singapurze. Znowu korzystamy z noclegu za punkty w HIX przy Orchard Road.
Pierwsze zwiedzanie jest nocne, bo wtedy jest najciekawiej.

Image

Image

Cały dzień spędzamy w Sentosa, głównie po to by dzieciak miał zabawę...

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

No i ostatniego dnia trochę spacerujemy po downtown.

Image

Image

Na Sylwestra lecimy na Penang. Znowu za punkty w Holiday Inn Resort spędzamy świetny czas.

Image

Na Penang za 100 zł bierzemy taksówkę na cały dzień do obwożenia po atrakcjach. Niezły deal.

Image

Image

Image

Image

Sylwestra przesypiamy ;-)

Stan na koniec 2014 - 68 krajów i 413 lotów.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#55 PostWysłany: 08 Gru 2019 12:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2014
Posty: 556
Loty: 153
Kilometry: 451 125
srebrny
@cart chyba czas aplikować do Travelers' Century Club ?
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#56 PostWysłany: 08 Gru 2019 12:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Raczej nie. Jestem na MTP i Nomadmania i mi wystarczy ;)
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#57 PostWysłany: 08 Gru 2019 18:48 

Rejestracja: 28 Lis 2017
Posty: 69
Oj tylko pozazdrościć....mieć taką pracę, latać po świecie, zbierać mile i póżniej za nie sobie podróżować.
Góra
 Relacje PM off
michzak lubi ten post.
 
 
#58 PostWysłany: 09 Gru 2019 10:17 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 916
platynowy
Nie wiem, czy jest czego zazdroscic. Po przekroczeniu pewnej masy krytycznej w ilosci podrozy sluzbowych mozna miec juz tego wszyskiego dosc. Co chwila pakowanie, lotniska, kolejki do odprawy, poczucie wiecznego zycia na walizkach, budzisz sie rano i zastanawiasz sie w jakim kraju jestes. Nie wiem, jak @cart ale ja po dwoch latach intensywnego latania sluzbowego (czyli 4-5 wyjazdow w miesiacu) dalem sobie spokoj - nawet nie chcialo mi sie za bardzo leciec gdzies prywatnie.
_________________
Yukon - tworzy sie
Azerbejdżan - zakończona

Laponia | Komory | Bahrajn | Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą

Instagram: @podruuznik
Góra
 Relacje PM off
BrunoJ lubi ten post.
 
 
#59 PostWysłany: 09 Gru 2019 10:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 1011
złoty
Pełna zgoda. Dlatego dla mnie idealnie jak latam raz w miesiącu - taki zdrowy kompromis. Od dłuższego czasu jak mam lecieć tydzień po tygodniu to odmawiam.
U mnie w robocie to tak niektórzy śmigają po 3-4x w miesiącu. Dla mnie to przesada.
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#60 PostWysłany: 09 Gru 2019 12:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Paź 2015
Posty: 412
niebieski
To taki paradoks.
Większość ludzi tej pracy a co za tym idzie możliwości podróży zazdrości a tak naprawdę ona w zbyt dużej intensywności wyjazdów męczy.
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 105 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group