Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 35 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#21 PostWysłany: 01 Lut 2018 16:37 

Rejestracja: 30 Sty 2018
Posty: 12
Kurcze lodowiec wygląda przekozacko, szkoda że nie da się gdzieś bliżej wylądować bo lot z Santiago to 4h a potem 600km
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#22 PostWysłany: 02 Lut 2018 00:17 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 225
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Dla samego lodowca to rzeczywiście trochę za dużo fatygi.

==========================================

Wycieczki pa Atakamie w kilkunastoosobowych grupkach to wcale nie takie złe rozwiązanie.
Wprowadza to oczywiście pewne ograniczenia, czasem chciałoby się gdzieś zatrzymać dłużej
innym razem na odwrót, ale jedna korzyść bije wszystkie niedogodności - są okazje do rozmów
z Chilijczykami.

A gdy już dysputę zaczniemy, możemy być pewni, że w końcu zostaniemy zapytani, czasem nieśmiało,
czasem z zainteresowaniem a czasem tylko zdawkowo: A JAK WAM SIĘ TU U NAS PODOBA?
Kiedy już odpowiemy, że bardzo, bardzo nam się podoba (w tej kwestii, w Chile, nie musieliśmy nawet kłamać),
zostanie przeprowadzony sondaż gdzie to jeszcze mamy zamiar się wybrać później.

I wtedy zawsze, ale to zawsze, bez wyjątku pada stwierdzenie:
- Aaaaa, to doskonale, że do Torres Del Paine.
- Noooo, tam to się dopiero będzie wam podobało.

Bardzo nas te liczne zapewnienia cieszyły, bo wykosztowaliśmy się niezmiernie na samolot do Punta Arenas
i wypożyczony na cztery dni samochód.

Torres można zwiedzić kompleksowo wybierając się na kilkudniowy trek po trasie "W" albo dłuższej "O"
(na mapie mają one kształt tych liter).
Ze względu na wczorajszą niepohamowaną chęć przyglądnięcia się z bliska Perito Moreno i planowanym
na później Santiago i Valparaiso, tutaj mieliśmy do dyspozycji tylko dni dwa.
Żeby nie było, że jesteśmy całkiem leniwi i ociężali - jeden został przeznaczony na wspinaczkę do
Base Torres Del Paine.

Podejście i powrót z góry na dół zajmuje w sumie nieco ponad 8 godzin.
To znaczy nam tyle to zajęło.
Raczej nie był to rekord szlaku, bo gdy opuszczaliśmy Refugio Chileno, wszyscy inni chyba zdążyli już dawno z Torres wyjechać.

Zanim jednak zaczniemy wspinaczkę trzeba z Puerto Natales do Torres dojechać.
Żeby zdążyć z powrotem, przed zmrokiem, do parku powinniśmy wjechać od strony północnej, im wcześniej tym lepiej.
Od skrzyżowania w Cerro Castillo droga raz jest asfaltowa, raz szutrowa.
Za szybko więc jechać się nie da i jeżeli ktoś sobie przyjmie, że na 120 km do przebycia dwie godziny wystarczą aż nadto
- to się pomyli.

Nawet, jeżeli ma zamiłowanie kaskaderskie i za nic całość swojego auta - nic to nie pomoże, bo po drodze są
tabliczki z napisem: "Mirador".
Wtedy trzeba bezwzględnie się zatrzymać, poszukać drugiej tabliczki: "Estacionamiento", tam zaparkować i wysiąść.
Ręczę, że wcale nie będzie się Wam chciało do samochodu za szybko wracać.

Załącznik:
DSC07249.JPG

Załącznik:
DSC07257.JPG


Miradorów było co najmniej kilka, wikunie i guanako grasowały często i w końcu pod górkę ruszyliśmy dopiero koło 11.00.
Samochód trzeba zostawić na parkingu w okolicach hotelu LasTorres, potem jeszcze przedreptać ze dwa, trzy kilometry,
zanim wejdziemy na właściwy szlak.

Załącznik:
DSC07259.JPG

Załącznik:
DSC07272.JPG

Załącznik:
DSC07280.JPG


Szlak jest łatwy, uczęszczany, zabłądzić się raczej nie da, więc bez obaw można wybrać się samodzielnie.
Podejście przez trzy pierwsze godziny ma bardzo bieszczadzki charakter, nawet buki są podobne.
Ostatnia godzina - raczej tatrzański.
Nie ma żadnych urwisk, przepaści.
Idziemy po usypisku kamiennym i wszystkiego, czego możemy się obawiać, to skręcenie kostki.
No chyba, że załamie się nagle pogoda, co tutaj podobno do rzadkości nie należy.

Załącznik:
DSC07299.JPG

Załącznik:
DSC07300.JPG


Zdjęć z Base Torres jest w Internecie na setki.
To co do tej pory oglądaliśmy na tych zdjęciach, zobaczyliśmy w końcu na własne oczy.
W związku z tym też zrobiliśmy zdjęcia, żeby zamieścić je w Internecie.
Skoro zwyczaj taki jest, to trzeba go przestrzegać.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#23 PostWysłany: 03 Lut 2018 18:19 

Rejestracja: 15 Maj 2015
Posty: 86
niebieski
@TikTak zdjęć z Base Torres w internetach nigdy nie za wiele! :) przepięknie!
_________________
Szczypta ironii, garść wzruszeń i baaaardzo duuuuużo zdjęć: Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan - od Wysokiego Pamiru po Morze Aralskie :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#24 PostWysłany: 03 Lut 2018 22:30 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 225
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
To świetnie, bo miałem trochę dyskomfort, że się powtarzam. :?

==========================================================

O jak to dobrze!
O jak to dobrze!
O jak to dobrze, że dzisiaj nigdzie nie będziemy się wspinać!
Spokojnie pozwiedzamy sobie Torres Del Paine samochodem!
I bez niepotrzebnych utrudnień!

Sposób w jaki pokonałem schody w drodze na śniadanie wywołał w Pedro napad wesołości.
W sumie nawet stanowiło to dla mnie źródło satysfakcji - czy może być coś piękniejszego niż sprawianie
ludziom radości?
Bynajmniej jednak nie z tego powodu wszystko powtórzyłem jeszcze raz.
Musiałem wyspinać się na górę i znowu, korzystając ze specjalnie opracowanych kroków,
powrócić na dół- zapomniałem o bateriach do aparatu.

Już wczoraj, w okolicach Refugio Chileno, jakieś dwie i pół godziny przez góry od parkingu,
odkryłem, że kolana, tak lewe jak i prawe, są całkowicie niepotrzebną częścią ludzkiego ciała.
Co najwyżej stanowią tylko źródło różnych przykrych doświadczeń albo wydatków na ortopedów i innych
specjalistów, z którymi ci ortopedzi mają konszachty.

Okazało się, że można doskonale poruszać się nie używając tych przegubów:

Wystarczy stanąć w rozkroku, im szerzej, tym szybciej będziemy kroczyć.
Następnie przenieść ciężar na nogę lewą i zamachnąć się rękami w lewo, co powinno nas trochę
obrócić.
Gdy prawa noga zatoczy łuk, stawiamy ją na ziemi, opieramy na niej cały ciężar iiii...
zamach rękami w prawo, iiii.... w lewo, iiii.... w prawo, iiii.... w lewo
i zanim się obejrzymy - góry za nami a my siedzimy w samochodzie.

Spróbujcie koniecznie- działa niezawodnie.

Nawet grupka japońskich turystów przyglądała mi się przez chwilę bacznie.
Chyba docenili nowatorskie rozwiązanie i gdyby nie ich przewodnik, najwidoczniej o nieco ograniczonym
horyzoncie, który kazał się im pośpieszyć, pewnie poszliby w moje ślady.

Dzisiaj jednak miał być przede wszystkim samochód.
Plan prosty: wjeżdżamy na teren parku od południa, jedziemy, zaliczając kolejne miradory aż dotrzemy
do wyjazdu północnego, tego samego, z którego korzystaliśmy wczoraj.

Jeżeli dojeżdżamy do parku narodowego od południa, ładne widoki i miejsca do zatrzymania pojawiają się
jeszcze przed jego granicami.
Potem - im jesteśmy bliżej tym robi się ładniej i ciekawiej.

Załącznik:
DSC07348.JPG

Załącznik:
DSC07371.JPG


Z ponownym wjazdem na teren Torres Del Paine nie mieliśmy żadnego problemu, ale tylko dzięki własnej
zapobiegliwości w poprzednim dniu:
Kupiony bilet jest ważny przez trzy dni ale nie bezwarunkowo.
Opuszczając park należy podejść do strażnicy i świstek opisać numerem naszego paszportu a następnie
opatrzyć pieczątką.
Poprosiłem o to od razu w chwili zakupu.
Dziewczyna sprzedająca bilety stwierdziła, że dobrze, będzie pieczątka ale przy wyjeździe.

Po chwili nalegań wzniosła cierpiące oczy ku niebu, wykonała ten kawał ciężkiej roboty: przystawiła
stempel pod numerem paszportu, który pracowicie sam przepisałem.
I dobrze się stało- gdy opuszczaliśmy park wszystkie strażnice były pozamykane na głucho
a operatorzy pieczątek dawno już w domu.

Torres Del Paine jest bardzo rozległy i pomimo, że poruszaliśmy się trasą, którą zwykle przewala się
cały autobusowy ruch turystyczny, można powiedzieć, że ludzi prawie nie spotykaliśmy.
A po godzinie 17.00 nie było praktycznie żywego ducha.

Jedyne miejsce, gdzie widać pewne spiętrzenie w tym zakresie, to Salto Grande.
Wodospad jest żelaznym, stałym punktem wszystkich wycieczek.

Załącznik:
DSC07379.JPG

Załącznik:
DSC07384.JPG

Załącznik:
DSC07388.JPG

Załącznik:
DSC07392.JPG

Załącznik:
DSC07396.JPG

Załącznik:
DSC07408.JPG

Załącznik:
DSC07411.JPG

Załącznik:
DSC07416.JPG


Ładny ale specjalnych cudów nie ma.
A może są tylko się trochę rozbestwiliśmy?
Za to od niego zaczyna się bardzo fajny szlak - w stronę Los Cuernos.
Tak jak wczoraj główną atrakcją były Las Torres, dzisiaj - Los Cuernos, czyli, jeżeli Google
Translator znów stanął na wysokości zadania: "Rogi".

Koło południa kolana znowu zaczęły mi działać, postanowiłem więc, że jeszcze je trochę poużywam.
Szlak zaczynający się przy wodospadzie jest wyśmienity.
W dwie strony zajmuje niecałe trzy godziny, jest płaski prawie jak stół i bardzo widowiskowy.
Załącznik:
DSC07420.JPG

Załącznik:
DSC07429.JPG

Załącznik:
DSC07437.JPG

Załącznik:
DSC07439.JPG

Załącznik:
DSC07457.JPG

Załącznik:
DSC07460.JPG



Droga przez Torres wygląda przez cały czas mniej więcej tak, jak na zdjęciu.
Punktów widokowych jest mnóstwo, żaden chyba nas nie rozczarował, więc zatrzymywać się trzeba.
Niektóre z tych miejsc, to szybka sprawa, wystarczy wysiąść z auta.
Inne wymagają przejścia kilkudziesięciu, kilkuset metrów.
Jeszcze inne, jak np. Mirador Del Condor, to spore podejście na parę godzin.

Załącznik:
DSC07475.JPG

Załącznik:
DSC07476.JPG

Załącznik:
DSC07481.JPG

Załącznik:
DSC07482.JPG

Załącznik:
DSC07485.JPG

Załącznik:
DSC07491.JPG

Załącznik:
DSC07493.JPG

Załącznik:
DSC07495.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#25 PostWysłany: 05 Lut 2018 17:28 

Rejestracja: 15 Maj 2015
Posty: 86
niebieski
Chyba po każdym poście będę się powtarzać - bajeczne miejsca! Mój ulubiony typ krajobrazu i jeszcze ten odcień wody... <zachwyt>
_________________
Szczypta ironii, garść wzruszeń i baaaardzo duuuuużo zdjęć: Kirgistan, Uzbekistan, Tadżykistan - od Wysokiego Pamiru po Morze Aralskie :)
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#26 PostWysłany: 20 Lut 2018 03:52 

Rejestracja: 09 Lip 2013
Posty: 12
Dzień Dobry. Gratuluję super podróży i wspaniałej relacji. Rozważam podobną destynację, tylko mam pewne wątpliwości i stąd moje pytanie: "czy ta wysokość ma negatywny wpływ na samopoczucie oraz czy drogi w Patagonii są bardzo urwiste i kręte?" Z góry dziękuję. Grzegorz
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#27 PostWysłany: 22 Lut 2018 16:58 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 225
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Drogi w Patagonii nie są ani trochę kręte lub urwiste.
Najczęściej widok jest taki, jak na załączonych zdjęciach z Ruta Del Fin Del Mundo:
droga prosta, aż po horyzont, wokół step.

W parku narodowym, tak Torres del Paine jak i Los Glaciares trasa jest bardziej urozmaicona,
często szutrowa.
Jednak żadnych ekstremalnych urwisk, zwężeń albo zakrętasów, jak np. w niektórych miejscach w Norwegii - nie ma.

Cały ruch drogowy jest w stu procentach uporządkowany, jak w Europie.
Drogi pooznaczane, opisane, dobrze utrzymane.
Jedyne utrudnienie w podróżowaniu - bardzo rzadko rozlokowane stacje benzynowe.

Oczywiście - Patagonia jest wielka, więc piszę o miejscach, gdzie byłem, czyli takich dla przeciętnego
turysty.

W Patagonii przebywamy na małej wysokości i o złym samopoczuciu z nią związanym raczej nie ma mowy.
Problem dotyczy Atacamy.
Gdy noclegi nie są położone na dużej wysokości, to jednak nie powinno się doświadczać żadnych większych
przykrości.
Jeżeli zatem zamieszkasz w San Pedro (2400 m n.p.m.) a w ciągu dnia wybierzesz się na wycieczkę powyżej
4 tys. nic Ci nie powinno dolegać.

Wyzwaniem będzie natomiast wycieczka do Boliwii, w kierunku Uyuni.
Duża wysokość plus samochód przez przez kilka dni podskakujący na bezdrożach może dać w kość.
Więc jeżeli miałbyś taki plan - wcześniej zaaklimatyzuj się w San Pedro.
Pomocny może być Diuramid (to nasza nazwa, za granicą: Diamox) - lekarz rodzinny może przepisać.

Kiedy byliśmy w Peru, stopniowo przyzwyczajaliśmy się do wysokości.
Jeden dzień lekkich nudności, problemy z zaśnięciem i to wszystko.
Potem tylko obniżona wydolność fizyczna - łatwo o zadyszkę i podwyższone tętno.

W Tybecie natomiast profilaktycznie nafaszerowaliśmy się Diuramidem - i zadziałało.
Żadnych migren, nudności albo koszmarów sennych.

Pozdrawiam
Tomek
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#28 PostWysłany: 22 Lut 2018 17:09 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1040
srebrny
Poprawiłes tymi foto zdecydowanie dzisiejszy nastrój :P
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#29 PostWysłany: 22 Lut 2018 17:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 22 Wrz 2014
Posty: 25
Loty: 27
Kilometry: 69 681
Fantastyczne zdjęcia :) hah, byłam z chłopakiem też w tych miejscach w grudniu 2017, może gdzieś się minęliśmy ;) siedząc w pracy przy biurku ogromnie do tych miejsc tęsknię
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#30 PostWysłany: 23 Lut 2018 18:11 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 225
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Patagonia jest rozległa.
Zatem, żeby wrócić do Santiago znów trzeba poświęcić dzień.
Przejazd z Puerto Natales do Punta Arenas, gdzie jest lotnisko zajmuje trzy godziny.

Osoby o stalowych nerwach, które nie będą się bały, że spóźnią się na samolot
mogą w tym dniu spróbować zaliczyć wycieczkę statkiem na Isla Magdalena.

Jednak wizja patagońskiego sztormu, który odgania statek od portu i w końcu samolot
do Santiago leci bez nas nie pozwoliła nam spotkać się z pingwinami.

Ograniczyliśmy się do przypatrzenia się Punta Arenas.
Miasto jak miasto.
Ale jeżeli uruchomić wyobraźnię i zobaczyć statki wędrujące kiedyś gromadnie Cieśniną Magellana,
wielorybników przybijających, żeby złapać trochę pieniędzy i odpoczynku - wycieczka robi się ciekawa.

Załącznik:
DSC07535.JPG

Załącznik:
DSC07537.JPG

Załącznik:
DSC07542.JPG

Załącznik:
DSC07548.JPG


Jak by nie patrzeć Puntaarenańczycy uważają, że ich miasto jest najbardziej wysuniętym na południe
miastem na świecie.
Gdy ich zapytać: A Ushuaia? od razu powiedzą:
- Phi, to nie żadne miasto tylko wiocha.
- Punta Arenas - to jest miasto!

Załącznik:
DSC07551.JPG

Załącznik:
DSC07553.JPG

Załącznik:
DSC07555.JPG

Załącznik:
DSC07559.JPG

Załącznik:
DSC07563.JPG


Jeżeli pożyczający samochód jest z Polski, jego właściciel - z Chile a w najmie pośredniczy
Airportrentals.com z Nowej Zelandii - nic dobrego z tego nie może wyniknąć.
Odbiór samochodu zajął nam przed kilkoma dniami blisko dwie godziny.
Okazało się, że jego zwrot - to też nie taka prosta sprawa.

W sumie to może nawet trochę dobrego z tego wyszło - nauczyłem się wykłócać o swoje w języku
hiszpańsko-angielskim.
Była też jeszcze jedna korzyść- dyskusja i ustalanie czy najem jest już opłacony czy nie, tak
pochłonęła pracowników wypożyczalni, że zapomnieli zażądać mojego prawa jazdy.
A tego, o wstydzie!, zapomniałem zabrać z domu.

Jeżeli późnym wieczorem przybywacie do Santiago - weźcie taksówkę.
Tak przynajmniej twierdził Francisco, nasz nowy gospodarz.
Najpierw wysłał mi SMS-a z taką radą a później, gdy już wylądowaliśmy - swojego kolegę z taksówką.

Nie żałowałem.

Santiago to olbrzymie miasto, kojarzyło mi się później z Tokio:
chodniki wypełnione po brzegi, metro zapchane do granic wyobraźni, zabudowa nowoczesno-bylejaka.

Ale w sprawach bezpieczeństwa - tu jest chyba inaczej.

Kilkakrotnie byliśmy zaczepiani na ulicy przez życzliwych ludzi:
Mnie radzili, żeby czym prędzej schować aparat fotograficzny, bo takie paradowanie z nim na szyi
to szukanie sobie nieszczęścia.
Żonie zaś - panie podpowiadały, żeby lepiej nie mieć przy sobie torebki a biżuterii to już pod żadnym
pozorem.

Zatem taksówka w wąskich, niekoniecznie najlepiej oświetlonych uliczkach dzielnicy Yungay - nie jest
też pewnie pozbawiona sensu.

Francisco zawiadujący Patio Yungay, kwaterą, jaką przez booking.com znaleźliśmy, okazał się osobowością
nie lada.
Jego rodzina miała kiedyś posiadłość ziemską i dom, który sponiewierało pierwsze trzęsienie ziemi a drugie,
kilkanaście lat później - zniszczyło na amen.
Z innymi składnikami majątku dali sobie radę komuniści Allende a później junta Pinocheta.

Za to, co zostało, Francisco kupił zrujnowaną kamienicę w Santiago, trochę ją odremontował - i teraz prowadzi
mini hotel.
Podobało mi się tu wszystko, każdy zakamarek.

Załącznik:
DSC07572.JPG

Załącznik:
DSC07574.JPG

Załącznik:
DSC07577.JPG


Najbardziej zaimponował mi jednak sufit nad jadalnią: zardzewiała falista blacha, ułożona trochę prosto,
trochę krzywo, tu i ówdzie ciut obwisająca - była podziurawiona jak sito.
Pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy - efekt strzelaniny, pewnie z czasów junty.
Dopiero na drugi dzień załapałem, że to mapa nieba.
Francisco zapragnął mieć u siebie planetarium - wiertarką podziurawił blachę, wiernie odtwarzając mapę
gwiazd południowej półkuli.
I żeby było całkiem ładnie - z drugiej strony blachy zainstalował żarówki, żeby gwiazdy świeciły.

Załącznik:
DSC07579.JPG

Załącznik:
DSC07580.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#31 PostWysłany: 04 Mar 2018 15:52 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 225
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Co robić w stolicy Chile?

Poradników w rodzaju "Santiago Top 10" co najmniej kilka przejrzeliśmy.
I prawdę powiedziawszy- żadna ze wskazywanych atrakcji specjalnie jakoś nie kusiła.
Mało tego, na takiej liście już na trzecim czy czwartym miejscu plasowały się rozrywki
w rodzaju konsumpcji czegoś tam na miejskim targowisku.

Gdy ktoś zatem jest przyjaźnie do świata usposobiony, po takiej lekturze od razu pomyśli sobie:
Ach, trzeba do Santiago się wybrać bo tam mają takie rewelacje do zjedzenia, że hohoho...
Podejrzliwy malkontent natomiast uzna- skoro talerz zupy ma tu być główną atrakcją,
to znaczy, że trzeba jechać w kierunku raczej do Santiago przeciwnym.

Okazało się, że w sprawie tego miasta ani przesadny entuzjazm ani też jego odwrotność
(jak się nazywa odwrotność entuzjazmu ???) - nie jest właściwy.
Dobrze oddaje to relacja @Pbak, w której sporządza on "raport z nudnego miasta" w którym wcale się jednak nie nudzi.

Jeżeli na Santiago chcemy przeznaczyć dzień lub dwa, bez problemu czas zagospodarujemy a recepta
na to jest prosta: trzeba wsiąść do metra, podjechać do Plaza de Armas i kręcić się wokół niego
w promieniu dwóch, trzech kilometrów.

Załącznik:
DSC07593.JPG

Załącznik:
DSC07594.JPG

Załącznik:
DSC07617.JPG


Metro w godzinach porannych i popołudniowych, ok. 17.00, jest zatłoczone ponad wszelką miarę
i wówczas korzystać się z niego nie da.
Bilety są jednorazowe, nie spotkałem jakiejś porywającej oferty na karnet dzienny.
Kupuje się je w okienku, oko w oko z człowiekiem i nie trzeba się martwić, że będziemy zmuszeni
do walki z jakąś bezduszną maszyną.

Jeżeli popatrzeć na internetowe zdjęcia ze stolicy Chile - zachwycają przede wszystkim panoramy
ze wzgórza St. Cristobal: nowoczesne miasto, wieżowce a tło wypełnione skalistymi i ośnieżonymi
górami, wydaje się - tuż, tuż za rogatkami miasta.
Kiedy chcieliśmy wjechać kolejką na górę, żeby zobaczyć to wszystko na własne oczy, okazało się,
że została ona wcześniej unieruchomiona, ze względu na przedsezonowy remont.
Aż tak bardzo nam jednak nie było szkoda - smog nad Santiago, może nie jest taki jak w Pekinie,
ale też całkiem skutecznie psuje widoki i gór za miastem, jeżeli się nie jest pogodowym szczęściarzem,
praktycznie nie widać.

Yungay ogladaliśmy chcąc, nie chcąc - tutaj mieszkaliśmy.
Do niedawna dzielnica nie cieszyła się najlepszą sławą.
W ostatnich latach, jak relacjonował Francisco, całe kwartały z dnia na dzień nagle zmieniają
właściciela, lokatorzy są gdzieś przenoszeni a po kilku miesiącach, zdezelowane kamienice
zamieniają się w drogie apartamenty.

Załącznik:
DSC07588.JPG

Załącznik:
DSC07591.JPG


Jest jednak w Santiago coś, czego jeszcze nie miałem okazji nigdzie zobaczyć:
ULICE TEMATYCZNE.

A co w tym ma być nadzwyczajnego?
Weźmy, dajmy na to - Akihabarę w Tokio.
Tam każda ulica jest tematyczna - elektronika, elektronika, elektronika ...
Również i w Santiago temat niektórych ulic wydaje się banalny.
Może za to imponować skalą.
Przykładem niech posłuży ulica, nie pamiętam nazwy, w dzielnicy Bella Vista, biegnąca od prywatnego
uniwersytetu (okolica stacji metra Baquedano) w stronę St.Cristobal.
Przez blisko kilometr ciągną się nieprzerwanie instytucje zaspokajające podstawowe potrzeby licznych
w okolicy studentów.
Zatem: bary, puby, dyskoteki, jedna przy drugiej.
Wiekszość z nich, obliczona na kilkadziesiąt, kilkaset osób, jest pełna po brzegi, wypełzająca z niemieszczącymi się
w środku ludźmi i stolikami na chodnik i pobocze.
Wrzask, głośna muzyka też uciekają na zewnątrz, walczą ze sobą, tworząc kakofonię, która jak parasol
przykrywa całą, zatłoczoną ulicę - zmieniając ją w jeden wielki festyn.

Zatem jest ciekawie.

W ulicach tematycznych liczy się jednak coś innego: niebanalny temat i specjalizacja.
Pierwsze takie miejsce odkryliśmy całkiem niedaleko od Plaza De Armas:
Sklep przy sklepie, pierwszy, drugi, trzeci, dziesiąty - a w środku włóczka, włóczka i nic poza tym.
No, najwyżej druty lub szydełko do jej plątania.
Potrzebujesz zrobić zakupy do domu - chleb, mleko?, może masz ochotę coś zjeść?
Dobrze, ale sklepu trzeba szukać gdzie indziej.
Tutaj sprzedajemy wyłącznie włóczkę.

Załącznik:
DSC07619.JPG

Załącznik:
DSC07621.JPG


Myślałem, że może w Chile jakoś wyjątkowo lubią robić na drutach czapki, szaliki, sweterki i ciepłe
skarpety i stąd takie specjalne potraktowanie tego towaru.

Myślałem tak do momentu, gdy niedaleko Central Station trafiłem na inną ulicę tematyczną.
Tym razem wszystkie działające tu sklepy skupiły się na cewkach elektrycznych.
Znowu - wystawa za wystawą, drzwi w drzwi, przez kilkasem metrów - nic tylko cewki do rozmaitych urządzeń:
rozruszników samochodowych, pralek, pomp, klimatyzatorów itd. itp.
Duże, średnie, małe, nowe, używane.
Nie wierzę jednak, że przezwajanie cewek elektrycznych może stanowić rodzaj jakiegoś ogólnonarodowego hobby.

Widocznie handel działa tu w taki, dość specyficzny sposób.

Najładniejszym miejscem w Santiago, którego nie można ominąć okazał się park St.Lucia.
Wstęp jest teoretycznie wolny, jakkolwiek przy wejściach są ustawione stoliczki, przy których
odbywa się pozyskiwanie chętnych do sponsorowania różnych, szczytnych, jak zwykle w takich razach bywa celów.
Tak jak autochtoni nie zwracają specjalnie uwagi osoby przy takim stoliczku, tak osoby sprawiające wrażenie
cudzoziemców - tak.
Przy tej okazji, kolejny raz, bo mówili też o tym przygodnie spotkani przechodnie, zostaliśmy powiadomieni,
że aparat fotograficzny lepiej zdjąć z szyi.

Załącznik:
DSC07650.JPG

Załącznik:
DSC07654.JPG

Załącznik:
DSC07655.JPG

Załącznik:
DSC07658.JPG

Załącznik:
DSC07660.JPG

Załącznik:
DSC07661.JPG


Południowe wyjście z St.Lucia prowadzi na Avenida de Libertador Bernardo o'Higgins.
Nazwa jest przydługa i trudno ją zapamiętać ale opłaca się - kawałek za Uniwersytetem Katolickim zaczyna
się skupisko, połączonych w kilka hal i targowisk - sklepów z pamiątkami.
Jest wszystko: figurki pingwinów, takie jak Punta Arenas, miedziane wyroby, takie jak w Calamie,
andyjskie szopki - takie jak wszędzie, pamiątki z Atacamy i Wyspy Wielkanocnej.
Wszystko znacznie taniej i w większym wyborze niż w miejscach dla których zostały dedykowane.
W końcu mieliśmy pamiątki dla znajomych.

Załącznik:
DSC07690.JPG

Załącznik:
DSC07695.JPG


A tutaj ulica Lastarria.
Ładnie? Ładnie.

Załącznik:
DSC07677.JPG

Załącznik:
DSC07678.JPG


No i okolice Museo De Bellas Artes też warto odwiedzić.
Załącznik:
DSC07640.JPG

Załącznik:
DSC07643.JPG

Załącznik:
DSC07647.JPG

Załącznik:
DSC07648.JPG


A bellas artes trafiają się też i po drodze:
Załącznik:
DSC07635.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#32 PostWysłany: 11 Mar 2018 17:01 

Rejestracja: 04 Cze 2015
Posty: 225
Loty: 18
Kilometry: 92 755
niebieski
Ostatni dzień w Chile mieliśmy spędzić w Valparaiso.
Ponieważ Santiago, jak się nam wydawało, nie oglądnęliśmy zbyt dokładnie,
a o Valparaiso sami Chilijczycy z nadmiernym zachwytem nie mówili - popadliśmy
w otchłań zwątpienia w sensowność tego planu.

- Sex, drugs and rock'n'roll, stwierdził krótko Ernesto.
- A! I jeszcze brudno. I okraść mogą, dodał.
- Nie, nie. Valparaiso jest stanowczo przereklamowane, dobił nas do reszty.

Dekadencka atmosfera portowego miasta wydawała się nam jednak nadal trochę kusząca.
Dokonaliśmy tylko jednej korekty - zamiast drogiego aparatu fotograficznego zabraliśmy
aparat mniej drogi i pojechaliśmy oglądać Valparaiso.

Ponieważ to ostatni dzień w Chile, to też i ostatni odcinek relacji.
W związku z tym także ostatnia szansa, żeby w końcu napisać coś pożytecznego.
Dlatego będę się starał bardziej niż do tej pory.

Z Santiago w kierunku morza, opss... - oceanu, najporęczniej pojechać autobusem.
Nie jest prawdą, to co można przeczytać w necie, że do tego celu służy dworzec autobusowy
Pajaritos.
Owszem, tam też możemy załapać się na autobus, ale startuje on spod stacji metra Universidad de Santiago.
W to miejsce właśnie trzeba metrem podjechać, dworzec autokarów jest ze stacją zintegrowany i bez problemu
można go odnaleźć.

Jedyna trudność polega tu na uniknięciu pokusy ze strony licznie nas po drodze napastujących
sprzedawców, proponujących: "Valparaiso, sir, excellent excursion with guide, lunch and muchas
super attracciones, at a ver,very,very low price".
Trzeba znaleźć kasy napopularniejszego tu przewoźnika: Turbus, nie zważając na internetowe
informacje o cenach jego biletów.
Na kursy do Valparaiso obowiązuje tu permanentna promocja i za bilet w dwie strony zapłacimy
ułamek tego, co wynikałoby z podstawowego cennika, czyli równowartość jakiś 30.- PLN.
Bilet powrotny może mieć charakter otwarty, tj. wracasz kiedy chcesz ale wtedy przed wyjazdem
trzeba podejść do kasy, żeby dostać miejscówkę.
Może być też na określoną porę.

Załącznik:
DSC05427.JPG

To nie stacja Universidad tylko Central, tutaj wsiadaliśmy do metra, ciesząc się choinką zwiastującą nadchodzące święta.
Prawda, że palma i choinka pasują do siebie?

Podróż trwa niecałe dwie godziny.
Autobus jest wygodny, można powiedzieć - luksusowy, u nas takich nie ma.
Przyjeżdżamy do Terminal Rodoviario Valparaiso, gdzie funkcjonuje porządna, wielojęzyczna informacja
turystyczna.
Za darmo dostaniemy tam mapkę miasta i powiedzą nam - co warto zobaczyć i jak tam dotrzeć.
W rejony turystyczne najszybciej jest podjechać metrem (faktycznie jest to kolejka naziemna).
Potrzebny jest jednak elektroniczny bilet, który można doładowywać na każdej stacji.

W wynalazek ten wyposażył nas Francisco, więc mieliśmy łatwo.
Alternatywą dla kolejki jest trolejbus - i do niego kieruje wszystkich turystów wspomniana
wcześniej informacja.

Valparaiso jest rozciągnięte na wielu wzgórzach, i ogólnie rzecz biorąc, zwiedzanie miasta polega
na wędrówce pomiędzy tymi wzgórzami.
Jeżeli poszperać w Internecie, chyba najwięcej zdjęć miasta pochodzi z Cerro Artilleria i wydawać się może,
że to zatem najbardziej atrakcyjne miejsce.
Kelner, u którego zasięgnęliśmy języka, stwierdził, że owszem, ładnie tam ale nie jakoś specjalnie.
Natomiast miejsce podobno trefne, położone w "złej dzielnicy" i że szkoda fatygi i zdrowia,
żeby tam specjalnie jechać.

Bez Cerro Artilleria zwiedzanie Valparaiso jest już bardzo łatwe:
Wystarczy podjechać w okolice stacji metra "Puerto", przyjrzeć się puerto właśnie, potem przez
Plaza Sotomayor dojść do Ascensor El Peral, wjechać windą na górę - i już jesteśmy na "Wzgórzach Valparaiso".
W naszym wypadku wyglądało to tak, że szukaliśmy, szukali ascensora, aż w końcu znaleźli.
Tyle tylko, że nie dolną a górną stację kolejki, więc nie było już gdzie wjeżdżać.
Załącznik:
DSC05432.JPG

Załącznik:
DSC05433.JPG

Załącznik:
DSC05436.JPG

Załącznik:
DSC05444.JPG


Wind jest więcej, na każde wzgórze.
Jeżeli jednak chcemy coś zobaczyć - nie ma rady, trzeba chodzić a nie jeździć.
Odległości są nieduże, różnice poziomów, jak na miasto, znaczne, ale bez przesady.
W zamian dostajemy galerię sztuki na wolnym powietrzu.
Wyłącznie duże formaty.
Naszych graficiarzy powinno się tu przywozić na reedukację - jeżeli już muszą smarować ściany, niech to
przynajmniej robią ładnie.
Załącznik:
DSC05458.JPG

Załącznik:
DSC05463.JPG

Załącznik:
DSC05501.JPG

Załącznik:
DSC05503.JPG

Załącznik:
DSC05505.JPG

Załącznik:
DSC05506.JPG

Załącznik:
DSC05507.JPG

Załącznik:
DSC05509.JPG

Załącznik:
DSC05510.JPG

Załącznik:
DSC05511.JPG

Załącznik:
DSC05514.JPG

Załącznik:
DSC05515.JPG


Od południa starówkę Valparaiso okrąża Avenida Alemania.
Droga pnie się stopniowo ku górze a jej przedłużenie prowadzi do domu-muzeum Pabla Nerudy.
Kiedy już wszystkie wzgórza okupowane przez turystów zdążymy obskoczyć - warto się na taką rundę wybrać.
Tutaj też ciekawych graffiti nie brakuje, widoki na port i morze są chyba najładniejsze a ludzi zdecydowanie mniej.
Załącznik:
DSC05523.JPG

Załącznik:
DSC05524.JPG

Załącznik:
DSC05527.JPG

Załącznik:
DSC05528.JPG

Załącznik:
DSC05531.JPG

Załącznik:
DSC05534.JPG

Załącznik:
DSC05535.JPG

Załącznik:
DSC05536.JPG

Załącznik:
DSC05539.JPG

Załącznik:
DSC05541.JPG

Załącznik:
DSC05542.JPG

Załącznik:
DSC05545.JPG

Załącznik:
DSC05546.JPG

Od domu Nerudy prowadzi droga stromo opadająca ku morzu.
Miejscami wiedzie przez malownicze, choć nie jestem pewien, czy do końca bezpieczne zaułki.
Nie wydaje mi się jednak, żeby za dnia rzeczywiście trzeba się czegokolwiek obawiać.
Droga zaprowadzi w okolice stacji Bellavista, skąd wystarczy przejechać tylko dwa przystanki, żeby dotrzeć
to terminala autobusowego (stacja Baron).

Dwa tygodnie w Chile trwały i trwały.
Ciągle nowe miejsca a wraz z nimi wrażenia - rozciągały czas.
Nagle, wieczorem, po powrocie z Valparaiso połapaliśmy się, że to byłoby na tyle.
Koniec - i już.
Na pocieszenie poszliśmy do miasta, na Empanados ze straganu na ulicy.

Jeżeli komuś też zdarzyłoby się, że wycieczka po Chile mu się skończyła -
empanados na pocieszenie bardzo się nadają.

==========================================
Koniec relacji.
Dziękuję za zaglądanie tu, a szczególnie za komentarze.
Pozdrawiam
Tomek


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#33 PostWysłany: 08 Kwi 2018 16:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Lis 2015
Posty: 7
TikTak - świetna relacja, przeczytałam jednym tchem, ubawiwszy się przy tym po pachy :) masz super styl pisania, lekki, dowcipny.
Będę w tych rejonach w sierpniu, tym bardziej wielkie dzięki za dużo informacji.
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#34 PostWysłany: 10 Kwi 2018 22:28 

Rejestracja: 08 Lis 2011
Posty: 416
Loty: 63
Kilometry: 202 612
srebrny
Ciekawe zdjęcia, ŚWIETNE teksty, super wyprawa!
Po przeczytaniu i obejrzeniu tylko jedno w głowie: kiedy najszybciej mogę tam pojechać? W tym roku już zaplanowane, może przyszły...
Dziękuję!
_________________
Image

Moje relacje:
USA - Roadtrip z namiotem na dachu
Seszele Luksusowo? Budżetowo? Panie, a nie można obu? Można!
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
kostek966 uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Chwile w Chile.
#35 PostWysłany: 30 Cze 2019 22:04 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2010
Posty: 173
niebieski
hej! ja też bardzo dzizękuję za relację! tak się składa, że w październiku mam zamiar zrobić bardzo podobną trasę i też w dwa tygodnie.
Obecny plan zakłada dwa dni na aklimatyzację w Santiago de Chile (ewentualnie czekanie na bagaże :lol: bo też mamy kilka przesiadek po drodze), dalej 4 dni na północy baza noclegowa w San Pedro de Atacama, i 5 dni na południu i jeden dzień w Santiago żeby odpocząć przed powrotem. Dziękuję za rady w relacji!
_________________
Image
http://www.facebook.com/lifetripblog
Góra
 Relacje PM off
TikTak lubi ten post.
 
 
 [ 35 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group