Fly4free.pl

Było miło, ale się skończyło. Niektóre miasta i miasteczka już mają dość turystów

wenecja tłumy
Foto: Bestravelvideo / Shutterstock

Amsterdam, Wenecja, ale także Kornwalia i mnóstwo niewielkich miejscowości – otwarcie granic i jako takie poluzowanie obostrzeń sprawiło, że turyści masowo wracają do swoich ulubionych miejsc. Tymczasem, choć może to być zaskakujące – nie wszystkim mieszkańcom się to podoba. A niektórzy mówią wprost – nie chcemy was tu.

Jeszcze do niedawna większość miejscowości turystycznych z utęsknieniem wypatrywała pierwszych turystów. Teraz, gdy te pragnienia zaczęły się spełniać, a liczba odwiedzających wraca do względnej normy, szybko przypomnieli sobie o tym, że były czasy, gdy turyści mocno im zawadzali. I najwyraźniej znów zaczęli.

Wenecja wraca do opłat, Amsterdam walczy jak przed pandemią

Najlepszym przykładem szybkiej zmiany frontu jest Wenecja. Ileż to było lamentu, gdy słynne miasto na wodzie zupełnie opustoszało – najpierw przez wielką powódź, a później przed pandemię. Gdy jednak w końcu turyści wrócili, Wenecja również przypomniała sobie o swoim sztandarowym pomyśle na tłumy – opłacie za wstęp do miasta.

Początkowo odroczona ze względu na brak odwiedzających danina, ostatecznie ma zostać wprowadzona już od początku 2022 roku. Turyści odwiedzający Wenecję będą musieli zapłacić od 3 do 10 EUR – w zależności od sezonu, w jakim odwiedzają miasto. Niedawno burmistrz zapowiedział też, że chciałby wprowadzić możliwość tymczasowego, 10-dniowego aresztu dla najgorzej zachowujących się turystów.

Do ostrej walki wrócił też Amsterdam. W czerwcu kolejny raz mocno odciął się od „imprezowych turystów” i zapewnił, że raz na dobre chce pożegnać się z wizerunkiem miasta grzechu.

– Nigdy więcej nie powinniśmy pozwolić na tłumy tłoczące się w okolicach kanałów, w najgorszym przypadku wymiotujących od alkoholu i narkotyków. Odzyskaliśmy nasze miasto i podoba nam się w tej wersji – komentował jeden z mieszkańców cytowany przez CNN.

Jego zdanie podzielają zresztą władze miasta, które powiedziały wprost, że „odwiedzający, którzy traktują nas i nasze dziedzictwo z brakiem szacunku, nie są pożądani. Mamy dla nich przesłanie: nie przyjeżdżajcie do Amsterdamu”.

To problem tylko dużych miast? Wręcz przeciwnie!

Problem faktycznie najczęściej dotyka tych największych i najpopularniejszych miast. Ale to wcale nie znaczy, że maleńkie miejscowości nie zmagają się z tym samym problemem. Tym bardziej, że tam wcale nie potrzeba setek tysięcy odwiedzających, by nagle było naprawdę tłoczno.

Zaledwie kilka dni temu głośno zrobiło się o niewielkim hiszpańskim miasteczku Ribadesella. Za pośrednictwem swoich profili w mediach społecznościowych władze zaczęły ostrzegać turystów przed… wiejskimi hałasami.

– Mamy tu dzwony kościelne, które regularnie biją, koguty, które pieją wcześnie rano i stada zwierząt, które żyją w pobliżu, a czasem noszą dzwonki i także wydają hałas – czytamy na udostępnionym przez miasteczko plakacie. – Jeśli nie możesz sobie z tym poradzić, prawdopodobnie wybrałeś niewłaściwe miejsce.

Czyli komu się nie podoba, może – kolokwialnie mówiąc – spadać.  Plakaty nie powstały jednak bez powodu. Wielu turystów odwiedzało Ribadesellę szukając sielskich klimatów, a później… to właśnie one były powodem licznych skarg. Nic więc dziwnego, że w końcu miasto powiedziało dość.

Oczywiście temat powraca jak bumerang właśnie teraz, bo gdy zaczął wracać ruch turystyczny wraz z nim wróciły dobrze znane problemy branży. Najwyraźniej miasta i miasteczka szybko zapomniały, jak mocno tęskniły za odwiedzającymi i… ich pieniędzmi. Trzeba jednak zwrócić honor, bo niektóre od razu mówiły, że do stanu sprzed pandemii nie chcą wracać.

Warto jednak zaznaczyć, że były przypadki, gdzie to właśnie pandemia sprawiła, że w rzadko odwiedzanym przez turystów miejscu, nagle zjawiły się tłumy. Tak było chociażby w przypadku niewielkich Wysp Chatham należących do Nowej Zelandii. O sprawie pisaliśmy w listopadzie ubiegłego roku, bowiem było to jedno z nielicznych miast, które w tym czasie narzekało nie na brak a na nadmiar odwiedzających. Wyspy, które mają zaledwie 150 miejsc noclegowych zaczęły przyciągać tłumy w efekcie koronawirusowej polityki Nowej Zelandii. Gdy okazało się, że mieszkańcy nie mogą wyjeżdżać za granicę, zaczęli szukać namiastki wakacji we własnych okolicach.

– Stało się to dość szybko – tłumaczył wtedy Jackie Gurden, menadżer do spraw turystyki na wyspach na łamach CNN. – Przyjazd tutaj jest dość kosztowny, więc zwykle nie przyciągamy młodych ludzi, którzy szukają niskobudżetowych wakacji. Nie mamy nadmorskich kurortów ani niczego takiego – dodaje.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Bla, bla i bla przyjadą, przylecą i wydają kasę i wszyscy będą zadowoleni.  Anetko daj na luz i przestań pierdoli bez sensu..... nie masz na to wpływu i nikt się z tobą nie liczy.......
kika28x, 28 sierpnia 2021, 22:26 | odpowiedz
Avatar użytkownika
 Z tobą też nikt sie nie liczy. Czemu więc ma służyć komentarz w którym obrażasz innych?
kika28x Bla, bla i bla przyjadą, przylecą i wydają kasę i wszyscy będą zadowoleni.  Anetko daj na luz i przestań pierdoli bez sensu..... nie masz na to wpływu i nikt się z tobą nie liczy.......
maverickk, 29 sierpnia 2021, 21:46 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Jeśli czytelnik się z czymś nie zgadza, to może to wyrazić z sensem i konstruktywnie, a nie  za pomocą bezsensownego pierdolenia.
kika28x Bla, bla i bla przyjadą, przylecą i wydają kasę i wszyscy będą zadowoleni.  Anetko daj na luz i przestań pierdoli bez sensu..... nie masz na to wpływu i nikt się z tobą nie liczy.......
Gniewomir Kuciapski, 30 sierpnia 2021, 13:16 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »