Fly4free.pl

Bez turystów wiele miejsc zmienia się nie do poznania. Część nie chce już ich powrotu

Foto: Tatiana Zanon / Unsplash

Beduini wracają do korzeni, mieszkańcy Karaibów nie chcą więcej być „turystycznymi klaunami”, na Sri Lance i Bali trzeba było przypomnieć sobie „stare” metody zarabiania pieniędzy – a to przecież tylko kilka przykładów. Gdy zabrakło turystów, lokalne społeczności mocno się zmieniły. I teraz wcale nie chcą wracać do tego, co było.

Pandemia koronawirusa przyniosła wiele niespodziewanych wydarzeń. Pierwszy raz zobaczyliśmy na przykład, jak to jest, gdy więcej samolotów stoi na ziemi niż lata, przypomnieliśmy sobie, jak wyglądał świat bez galerii handlowych, wielu z nas spędziło kilka miesięcy z dala od rodziny, a często i całe wakacje bez podróży. Zaczęliśmy więcej jeździć po najbliższej okolicy, wróciliśmy do swoich zwyczajów sprzed ery taniego latania i zaczęliśmy doceniać także to, co mamy pod nosem. Ale nie tylko my. Jak się okazuje, coraz więcej społeczności na świecie z powodu braku turystów albo innych skutków pandemii… zaczyna wracać do swoich korzeni.

Beduini przypomnieli sobie życie sprzed turystów

Zaledwie kilka dni temu o takiej sytuacji informowała agencja Reuters. Okazało się bowiem, że Beduini z Egiptu, którzy przecież od lat zarabiają na zapraszaniu turystów do swoich wiosek (choć warto pamiętać, że wiele z nich jest zrobionych specjalnie na potrzeby masowego odbiorcy) czy pracują jako przewodnicy, zaczęli wracać do swoich korzeni.

Gdy w Egipcie z powodu zamkniętych granic, a później obostrzeń, zabrakło turystów – a ci, którzy przyjeżdżają skupiają się na wielogwiazdkowych kurortach, Beduini musieli znaleźć sobie nowy sposób zdobywania pieniędzy. Setki z nich wróciło więc do…uprawy roślin – np. migdałów czy warzyw. Jak sami przyznają, w pełni wystarczy im to, aby się utrzymać i nieco zarobić.

– To jedyna dobra rzecz, jaka się zdarzyła w związku z koronawirusem – komentuje Um Saad, która od lat próbuje nakłonić lokalną społeczność do powrotu do korzeni, choć sama dawniej zarabiała na turystach. – Doświadczyliśmy już tego podczas rewolucji w styczniu 2011 roku i wojny iracko-kuwejckiej – opowiada Ahmed Farhan, który wcześniej przed pandemią pracował jako przewodnik.

I przyznaje, że nie zamierza już wracać do turystyki.

To życie jest naprawdę lepsze. Odżywiam się zdrowo, piję wodę ze studni, zarabiam na uprawach. Czego mogę więcej potrzebować?

„Zrobiliśmy z mieszkańców turystycznych klaunów”

Ale Beduini to nie jedyna społeczność, która wraz z brakiem turystów odwróciła się w stronę swoich korzeni. Na Karaibach również mieszkańcy musieli znaleźć alternatywne sposoby zarabiania pieniędzy i po prostu… wrócili do tego, co już kiedyś robili. Większość zajęła się więc po prostu rybołówstwem lub rolnictwem.

– Covid-19 dał nam możliwość ponownego spojrzenia na samych siebie – mówi Uwahnie Martinez, który prowadzi Instytutu Ekokultury i Rybołówstwa ludu Garifuna. – Turystyka kulturowa ma tak wiele do zaoferowania… ale tak bardzo koncentrujemy się na umieszczaniu rdzennych mieszkańców w roli klaunów cyrkowych, że to się musi skończyć.

Oczywiście tutaj ludzie zdają sobie sprawę, że trudno im będzie na uprawie roślin zarobić tyle samo, co na turystyce, ale gdy koronawirus się skończy, chcą przynajmniej częściowo zostać przy swoich korzeniach i zmienić podejście do turystyki.

– Powrót do korzeni kulturowych może wzmocnić społeczności i zmniejszyć ich zależność ekonomiczną od turystyki prowadzonej przez duże kurorty, których i tak nie obchodzimy – tłumaczył Martinez. – COVID dał nam możliwość prawdziwej oceny samych siebie.

Przykładów jest więcej – Himalaje, Bali, Tajlandia

W Himalajach studenci powracający do swoich wiosek po odwołaniu zajęć, zaczęli edukować lokalną społeczność w kwestiach higieny. Na Bali okazało się, że ratunkiem na brak turystów może być… mangostan – owoc, który ukochali sobie Chińczycy. Jego eksport może być bardzo dochodowym biznesem.

Zmienia się – i obraca w stronę tradycji – nawet Khao San, najsłynniejsza „backpackerska” ulica w Tajlandii, która już dawno stała się jedną wielką imprezownią z globalnymi sieciówkami.

W Kioto, na Santorini czy w Wenecji też zastanawiają się, czy i jak powinno się potraktować masową turystykę po wygaśnięciu pandemii. I choć wszyscy rozumieją, że wraz z turystami przyjeżdżają pieniądze, to coraz częściej mówią wprost, że nie chcą już wracać do stanu sprzed koronawirusa – a już na pewno nie w pełni.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
I słusznie... Wyżej wymienione miejsca powinny być na stałe zamknięte...  Wtedy przyroda odetchnie i wszyscy wrócą do normalnego trybu życia bez zadeptywania siebie nawzajem!
moses, 12 listopada 2020, 12:59 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »