Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 10 Mar 2018 15:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Afryka przyciąga. Jest brudno, głośno, męcząco, ale przede wszystkim interesująco, inaczej. Najchętniej już dzisiaj spakowałbym parę gaci i koszulek do swojego wysłużonego Forclaza 40 i wyruszył w kolejną podróż na Czarny Kontynent. Zastanawiam się, co będę najbardziej pamiętał z tego wyjazdu i stwierdzam, że wszechobecne pozdrowienia miejscowych. Nie tylko tych, którzy chcieli nam coś sprzedać, gdzieś zaprowadzić lub zawieżć, ale przede wszystkim pozdrowienia zwykłych ludzi. Uśmiechnięte twarze, zmęczone od pracy lub picia piwa Chibuku od samego rana. Ci odważniejsi przychodzili i prosili o zdjęcia, ci mniej odważni machali i pozdrawiali z daleka, byli też tacy, którzy chowali się do domów. Wiele tych interakcji zawdzięczamy temu, że pchaliśmy się w miejsca pomijane przez turystów, miejsca w których najłatwiej spotkać zwykłego człowieka.

Czytający moje wcześniejsze relacje wiedzą, że nie umiemy planować. Tak było też tym razem. Ba, do końca nawet nie wiedzieliśmy gdzie polecimy. Jeszcze miesiąc przed wyjazdem wydawało się, że będzie to Rwanda, głównie po to,by zobaczyć goryle górskie w Demokratycznej Republice Konga.

Bilety do Johannesburga i Victoria Falls kupiliśmy tydzień przed wyjazdem. Zobaczenie wodospadów było jedynym pewnym punktem naszej wycieczki. Pytanie co potem: Zambia, Botswana, Zimbabwe a może powrót do RPA? Ustalimy na miejscu. Ostatecznie spędziliśmy 2 noce w Johannesburgu, 2 w Parku Chobe w Botswanie, 11 dni w Zimbabwe i 15 minut w Zambii. Wszędzie zdecydowanie z krótko.

O Zimbabwe wiedzieliśmy niewiele. Słyszeliśmy o hiperinflacji, która była drugą największą w historii, z cenami podwajającymi się co kilkadziesiąt godzin, o odbieraniu majątków ziemskich białym farmerom, czy przede wszystkim o prezydencie Mugabe, który w listopadzie został odsunięty od władzy. Bylismy w kraju ludzi, którzy pełni nadziei a jednocześnie sceptycznie spoglądają w przyszłość. Następcą odchodzącego prezydenta został jeden z jego najbliższych współpracowników.

Wiesz, Mnangagwa (nowy prezydent) stara się teraz pokazać z jak najlepszej strony, dużo obiecuje i próbuje coś zmieniać. Politycy zawsze tak robią, gdy walczą o utrzymanie władzy. Zobaczymy, czy będzie postępował podobnie po wyborach.

Nie martw się, w Europie jest dokładnie tak samo.

W Zimbabwe jest drogo a dolary amerykańskie są oficjalnym środkiem płatniczym i towarem deficytowym. Pod bankami ustawiają się długie kolejki a rząd wciąż się zastanawia, czy południoafrykański rand nie powinien zastąpić dolara jako oficjalnej waluty. Zresztą, RPA jest naturalnym kierunkiem emigracji mieszkańców Zimbabwe i największym partnerem handlowym dla kraju. Bezrobocie wynosi 95%, opieka zdrowotna jest podstawowa, a ekonomiści uważają, że nie można mówić o gospodarce Zimbabwe, gdyż taka praktycznie nie istnieje. Jeśli już, to jest na poziomie Anglii u progu rewolucji przemysłowej. Naród bez własnej waluty, biedny i zapomniany.

Kraj o jednym z najwyższych wskazników zachorowań na AIDS musi sobie też radzić z innymi problemami. Poniżej wypowiedź ministra zdrowia sprzed kilku dni:

Na razie sprowadzamy prezerwatywy z Chin i mężczyźni narzekają, że są one za małe. Musicie być w stanie robić własne prezerwatywy. Jeśli chcecie osiągnąć sukces jako biznesmeni, to róbcie je dla naszego regionu- zachęcał przedsiębiorców.

Załącznik:
P1090578.jpg

Załącznik:
P1090577.jpg

Załącznik:
IMG_20180227_100220.jpg

Załącznik:
DSC02631.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 10 Mar 2018 16:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
igore napisał(a):
Wszędzie zdecydowanie z krótko.

Fajnie sie zapowiada, Afryka rzeczywiscie przyciaga, a wyprawa troche w stylu "SPEED". :D
Pozdrawiam i czekam na cd.
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem, kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 10 Mar 2018 23:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Wodospady Wiktorii


Zawsze chciałem zobaczyć to miejsce. Obok Iguazu i Niagary, chyba najbardziej rozpoznawalny wodospad na świecie. Z Johannesburga do Victoria Falls lecimy linią Fast Jet. Podchodząc do lądowania widzimy ogrome i puste przestrzenie. Na lotnisku spędzamy w towarzystwie pogranicznika jakieś 15 minut, zastanawiając się, która wiza będzie dla nas odpowiednia. Jednokrotna, dwukrotna, Kaza Univisa, dająca możliwość nieograniczonego przekraczania granicy zambijsko- zimbabweńskiej? Zdecydowaliśmy się na wizę dwukrotną, gdyż chcieliśmy pojechać również na parę dni do Botswany.
Przed nami, biała dziewczyna pyta o wizę pracowniczą.

- Po co pani wiza pracownicza?
- Może uda mi się znależć pracę gdzies na plaży...


Mina pogranicznika – bezcenna.

Po przejściu przez kontrolę paszportową, powinniśmy zeskanować bagaże, lecz w związku z tym, że na lotnisku właśnie wyłączono prąd, machnęli ręką i kazali iść dalej.

Załącznik:
IMG_20180219_142849.jpg

Załącznik:
IMG_20180219_142905.jpg

Załącznik:
IMG_20180219_151220.jpg


Do oddalonego o ponad 20 kilometrów miasteczka jedziemy taksówką. Świeżo poznana hiszpańska rodzina twierdzi, że z pobliskiej drogi można dojechać busem za 1.5 USD, ale oni też w końcu się poddają i wybierają taryfę.

Victoria Falls to niewielka mieścina. Znajduje się tu kilka hoteli, restauracje, bary, sklepy i sporo agencji turystycznych. Gdyby nie pobliskie wodospady, wyglądałaby zapewne jak inne wioski w okolicy: parę glinianych chatek krytych słomą, może jakiś sklep i bar.

Idziemy na rekonesans. Towarzyszą nam lokalni mężczyźni probujący sprzedać niezbędne w naszej podróży przedmioty.

Figurki wielkiej piątki – tylko u mnie. Banknoty z czasów hiperinflacji – setki milionów dolarów za jedyne 10 USD.

Paciorki, pierdoły i nie wiadomo co jeszcze. W miarę jak się oddalamy, cena spada. Inni proszą o zakup szamponu, piwa lub czegoś do jedzenia.
W centrum bez problemu można dostrzec białych turystów. Siedzą najczęściej w restauracjach lub barach, obficie spryskując się repelantami przeciwko komarom. Ceny jedzenia i alkoholi w lokalnych przybytkach nie odstają od europejskich.

Idziemy poza centrum, zobaczyć co ciekawego ma jeszcze do zaoferowania miasteczko. Trafiamy na niewielki targ, wymieniamy uprzejmości z miejscowymi, rozdajemy papierosy. Niektorzy z naszych rozmówców ledwo trzymają się na nogach, co oznacza, że w pobliżu jest jakaś knajpa. Nie znależliśmy jej jednak.
Wracamy do centrum. Wchodzimy do pierwszej agencji turystycznej, by dowiedzieć się o ceny wycieczek do parków narodowych Chobe i Hwange. Jest pora deszczowa, turystów niewielu i każdy ma dla nas dużo czasu. Zarządzającej biurem Pretty nigdzie się nie śpieszy. Swoim niskim głosem planuje nam czas na najbliższe dwa tygodnie, co chwilę wybuchając donośnym śmiechem. W międzyczasie odwiedzają nas lokalni sprzedawcy i pomagamy Pretty w zakupie używanych butów dla syna. Całkiem niezłe Nike za 8 USD.

Spędziliśmy w agencji ponad godzinę a mimo to nie zdecydowaliśmy się na żadną opcję. Obiecujemy wrócić jutro, zaraz po odwiedzeniu wodospadów.

Załącznik:
DSC01410.jpg

Załącznik:
DSC01422.jpg

Załącznik:
DSC01423.jpg

Załącznik:
DSC01429.jpg

Załącznik:
DSC01432.jpg

Załącznik:
DSC01433.jpg

Załącznik:
DSC01434.jpg

Załącznik:
DSC01436.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 10 Mar 2018 23:40 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2421
platynowy
Mugabe kiedyś pokrzyżował mi plany i musiałem Zimbabwe ominąć w ostatniej chwili. Z niecierpliwością czekam by dowiedzieć się co straciłem ...
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 11 Mar 2018 10:42 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lut 2015
Posty: 468
Loty: 9
Kilometry: 21 836
srebrny
Czekamy na ciąg dalszy :)
_________________
Jak mawiał Kosio "Kto podróżuje ten dwa razy żyje"
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 11 Mar 2018 14:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Wodospady Wiktorii

Odkryte w 1855 roku przez szkockiego misjonarza Davida Livingstone są największą atrakcja turystyczną Zimbabwe i jedną z największych atrakcji Afryki. Z hotelu do wodospadów mieliśmy 20 minut piechotą. Po drodze nagabują nas ci sami panowie co wczoraj, próbując sprzedać te same unikatowe pierdoły. Jeden z nich – Francis – jest najmniej nachalny i mówi, że gdy będziemy wracać zabierze nas do swojej wioski. Brzmi ciekawie, więc stwierdzamy, że jeśli rzeczywiście trafimy na niego w drodze powrotnej, skorzystamy z tej opcji. Musicie wiedzieć, że Zimbabwe zrobiło z nami coś dziwnego. Staliśmy się bardzo ufni wobec obcych a mój zmysł targowania się został uśpiony. Nie zastanawialiśmy się czy cena którą płacimy jest za wysoka i czy ludzie którzy nam coś oferują mają dobre zamiary. Tak jakoś wyszło.

Mijając stado guźców i liczne pawiany, zmierzamy w stronę najprawdopodobniej największego wodospadu na świecie. Już z daleka widać unoszącą się nad nim mgłę i słychać szum wody. Płacimy po 30 USD i wchodzimy na teren parku. Turystów niewielu, więc możemy w spokoju kontemplować widoki i robić zdjęcia. Poziom wody jest już wysoki i na początku towarzyszy nam lekka mżawka. Widok jest piękny.

Załącznik:
P1070312.jpg

Załącznik:
DSC01442.jpg

Załącznik:
DSC01462.jpg

Załącznik:
DSC01475.jpg

Załącznik:
DSC01478.jpg

Załącznik:
DSC01505.jpg

Załącznik:
DSC01524.jpg


Spacerujemy, robimy zdjęcia, wciąż nie ubierając schowanych w plecaku kurtek przeciwdeszczowych.
Chyba przesadzają z tymi pelerynami – myślimy. Życie szybko zweryfikowało nasze wątpliwości. W pewnym momencie było już za późno, by chronić się przed deszczem. Dosłownie w ułamku sekundy bylismy przemoczeni do suchej nitki. Ubrania przyklejone do ciała, przemoczone aparaty i telefony. I tak trudno byłoby robić zdjęcia. Woda wpada nam do oczu, uszu, nosów i praktycznie nic nie widzimy. Słychać jedynie potężny szum wodospadów. To niesamowite, że przy bezchmurnym niebie leje jak z cebra.
Dopiero kilkaset metrów dalej jest względnie sucho. Widząc jak jesteśmy mokrzy, mijający nas turyści zakładają peleryny przeciwdeszczowe i uśmiechają sie do nas z politowaniem.

Idziemy w stronę mostu, łączącego Zambię i Zimbabwe. Przekraczamy granicę i przez kilkanaście minut znajdujemy się na terenie Zambii. Nie staraliśmy się o wizę, więc możemy dojść tylko do końca mostu. Słońce praży niemiłosiernie i mamy nadzieję, że choć trochę wyschniemy. Namawiają nas na skok na bungee i inne atrakcje, próbują sprzedać kolejne figurki. Odmawiamy wszystkim. How are you? i no, thank you to chyba najczęściej używane przez nas zwroty.

Załącznik:
DSC01559.jpg

Załącznik:
DSC01554.jpg

Załącznik:
DSC01560.jpg

Załącznik:
DSC01572.jpg


Wracamy do miasta. Nie ma Francisa, idziemy więc do Pretty uzgodnić wyjazd do Chobe.
Zdecydowaliśmy się na dwudniowy pobyt w obozie na terenie parku, z wyżywieniem i kilkoma game drives.Nastepnego dnia o 7.30 miał po nas przyjechać kierowca i zawieżć do granicy. Wybieramy się też na popołudniowy rejs po Zambezi – już za godzinę.

Na rejsie zaniżyliśmy średnią wieku o jakieś 30 lat, a nie jesteśmy już pierwszej młodości. Przewodnik rozpoczyna od standardowego zobaczymy, co zaoferuje nam dziś matka natura. Nie wiem, czy była dla nas łaskawa, ale zobaczyliśmy kilka hipopotamów i jednego krokodyla. Sam rejs upłynął w miłej atmosferze z przekąskami i nielimitowanym alkoholem w cenie ( o czym dowiedzieliśmy się dopiero pod koniec wycieczki).

Załącznik:
DSC01585.jpg

Załącznik:
DSC01586.jpg

Załącznik:
DSC01658.jpg

Załącznik:
P1070478.jpg

Załącznik:
P1070503.jpg

Załącznik:
P1070660.jpg

Załącznik:
DSC01689.jpg


Był to ciekawy i obfitujący we wrażenia dzień.
Jak wypadają Wodospady Wiktorii w porównaniu z Iguazu? Cóż, to tak jakby porównać schabowego z kapustą do mielonego z buraczkami – nie jest to łatwe zadanie. Iguazu zwiedzaliśmy z obu stron – brazylijskiej i argentyńskiej, Victoria Falls tylko z jednej. I może właśnie to, plus niesamowita Garganta del Diablo, przechyla nieznacznie szalę na korzyść tych pierwszych.
Parę piw Zambezi, burgery z krokodyla i idziemy spać. Jutro jedziemy wypatrywać zwierząt.


@jasiub Jedź koniecznie, tylko weź dużo dolarów. ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 11 Mar 2018 14:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2055
Loty: 374
Kilometry: 439 419
platynowy
Czyta się wspaniale, aż szkoda że takimi małymi kawałeczkami ją udostępniasz bo chce się więcej.
Mam jednak jedną uwagę: zdanie "dkryte w 1855 roku przez szkockiego misjonarza Davida Livingstone" nie jest najbardziej fortunne - to duża rzecz i stała cały czas odkryta. Tambylcy raczej zdawali sobie sprawę z ich istnienia wcześniej.
1855r jest jedynie datą w której pierwszy przedstawiciel cywilizacji zachodniej zobaczył te wodospady i postanowił się tą informacją podzielić.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 11 Mar 2018 15:42 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2421
platynowy
Heh, gdy w 2008 roku byłem w Livingstone to wszystkie atrakcje kosztowały 100$ lub wielokrotność. @igore, zakładam,że jeśli zmieniło się to tylko na jeszcze gorzej.
Góra
 Relacje PM off  
 
#9 PostWysłany: 11 Mar 2018 18:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
@pabien Pełna zgoda. Zastosowałem skrót myślowy i mam nadzieję, że nikt nie sądzi, że Livingstone odkrył wodospady również dla rdzennej ludności. To teraz miejscowi mają problem z zobaczeniem tychże, gdyż cena bodajże 7 USD jest dla wielu zaporowa. Mówiono nam, że wiele okolicznych dzieciaków widziało wodospady tylko w TV lub na zdjęciach.

@jasiub Aż tak tragicznie nie jest, ale mimo wszystko był to nasz najdroższy wyjazd. Zimbabwe w 2008 - to by była relacja.
Góra
 Relacje PM off
Grzes830324 lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 17 Mar 2018 15:13 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
W poszukiwaniu lwów czyli przyjedźcie lepiej w porze suchej.

Zastanawialiśmy się jak naprawdę będzie wyglądała nasza wycieczka do parku. Z Pretty rozmawialiśmy długo, ale niezbyt konkretnie. Zaczarowała nas swoim ochrypniętym głosem na tyle, że nie zwracaliśmy uwagi na szczegóły. Dostaliśmy jakiś świstek papieru jako potwierdzenie a rano miał nas ktoś odebrać z hotelu.

Kierowca przyjeżdża punktualnie. Mówi, żeby się nie spieszyć bo zabiera tylko nas. Od granicy z Botswaną dzieli nas godzina jazdy. Nie mijamy właściwie żadnych samochodów, ale już tutaj widzimy pojedyncze zwierzęta. Droga przecina Zambezi National Park i nie jest niczym dziwnym, że żyrafa czy słoń wbiegną nam pod koła.
K. śpi a ja wdaję się w rozmowę z kierowcą. Trochę o polityce, trochę o warunkach życia w kraju. W Zimbabwe dominują dwa plemiona: Shona i Ndebele. Victoria Falls to najbardziej turystyczny region kraju, zdominowany przez Ndebele, narzekających że rządzący Shona zawłaszczają sobie owoce ich pracy, są butni i zaborczy.
Dojeżdżamy do granicy. Szybkie formalności i wjeżdżamy na terytorium Botswany. Tu odbiera nas Sylwester, który będzie naszym towarzyszem i przewodnikiem na czas pobytu w parku.

- Co chcecie zobaczyć?
- Przede wszystkim koty. W zeszłym roku w RPA nie udało sie nam na nie trafić.
- Powinniście przyjechać w porze suchej. Zobaczymy co da się zrobić. Powiem wam jedno – Chobe nigdy nie rozczarowuje.


Z parkingu pobliskiego supermarketu zabieramy jeszcze dziewczynę Sylwestra. Nie musieliśmy pytać czy sa parą. Od razu było widać, gdyż nie odzywali się do siebie wcale.

Sylwester jest z wykształcenia mechanikiem samochodowym, który kilka lat temu przebranżowił się i został przewodnikiem. Zresztą w branży turystycznej pracuje większość mieszkańców Kasane i okolic. Mówił z twardym akcentem, do którego na początku trudno się było przyzwyczaić. Nakreślił nam ramowy plan naszego pobytu, który dość szybko się zmienił. Generalnie w cenie wycieczki mieliśmy rejs łodką po rzece Chobe, 2 poranne i dwa popołudniowe game drives, wyżywienie, transport. Tylko pogody i widoku kotów nie mogli nam zagwarantować. A to co najbardziej nam się podobało to fakt, że byliśmy sami. To my decydowaliśmy, gdzie się zatrzymać i na jak długo.

- Możecie pić i palić na łódce, jesteście sami a mnie to nie interesuje.

Zwiedzanie w porze deszczowej ma też swoje zalety.

Chobe jest dużym parkiem, ale tylko część jest dostępna dla turystów. Życie w porze suchej toczy się wokół rzeki, gdzie spragnione zwierzęta przychodzą najczęściej o zmierzchu. Wtedy wystarczy wybrać się na rejs łódką, parę godzin i przy odrobinie szczęścia zobaczycie naprawdę wiele zwierząt.
W porze deszczowej na terenie parku tworzą się małe zbiorniki wodne, niewielkie stawy. Woda jest wszędzie. Jest zielono, a gęsta roślinność nie sprzyja wypatrywaniu zwierzyny.

Co zobaczyliśmy?

Słonie. Chobe jest najprawdopodobniej największym skupiskiem słoni w Afryce. Nietrudno dojrzeć te majestatyczne i piękne zwierzęta. Stada pod przewodnictwem jednej z samic są wszędzie. Byliśmy świadkami słoniowego seksu, widzieliśmy biagającego i trąbiącego na wszystko słonia, który oddzielił się od stada, słonie zażywające kąpieli. Podchodziły naprawdę blisko. Wydawały mi się mniejsze od tych, które widzieliśmy w Parku Krugera.

Załącznik:
DSC01768.jpg

Załącznik:
DSC01784.jpg

Załącznik:
DSC01789.jpg

Załącznik:
DSC01804.jpg

Załącznik:
DSC01856.jpg

Załącznik:
DSC01857.jpg

Załącznik:
DSC01891.jpg

Załącznik:
DSC01892.jpg

Załącznik:
DSC01893.jpg

Załącznik:
DSC01895.jpg

Załącznik:
DSC01896.jpg

Załącznik:
DSC01897.jpg

Załącznik:
DSC01985.jpg

Załącznik:
DSC01986.jpg


Żyrafy. Ulubione zwierzęta K. Tu też nie byliśmy rozczarowani. Jest ich sporo. Mogę godzinami wpatrywać się jak z gracją przemierzają okolicę. Widzieliśmy jak walczą. Stoją obok siebie, co chwilę uderzając się głowami w podbrzusza. Byly praktycznie na wyciągnięcie ręki.

Załącznik:
DSC01839.jpg

Załącznik:
DSC01841.jpg

Załącznik:
DSC01843.jpg

Załącznik:
DSC01845.jpg

Załącznik:
DSC01879.jpg

Załącznik:
DSC01886.jpg

Załącznik:
DSC01888.jpg

Załącznik:
DSC01976.jpg

Załącznik:
DSC01979.jpg

Załącznik:
DSC01982.jpg


Hipopotamy. To najniebezpieczniejsze zwierzęta Afryki. Zdarza się, że przewrócą łodkę z rybakiem, lub wciągną pod wodę piorącą na brzegu kobietę. Na pierwszy rzut oka nieporadne, w rzeczywistości poruszają się dość szybko. Widzieliśmy z bliska kilka grup tych pięknych zwierząt.

Załącznik:
DSC01708.jpg

Załącznik:
DSC01718.jpg

Załącznik:
DSC01751.jpg

Załącznik:
P1070812.jpg


Pawiany. Siedzą przy drodze lub wdrapują sie na szczyty najwyższych drzew w okolicy. Zaatakowały nas podczas lunchu. K. nawet się nie spostrzegła, gdy jeden wyrwał jej z ręki kanapkę. Ja stoczyłem nierówną walkę o cukier z kolejnym. Chyba do końca życia nie zapomnę wpatrzonych we mnie oczu i pawianiej gęby całej w cukrze. Nikt w życiu nie patrzył na mnie z taką nienawiścią.

Załącznik:
DSC01809.jpg

Załącznik:
DSC01869.jpg

Załącznik:
DSC01870.jpg

Załącznik:
DSC01871.jpg


Bawoły. Zawsze w towarzystwie ptaków. Chyba najbardziej zainteresowane nami – odrywały się od skubania trawy i wpatrywały w nas.

Załącznik:
DSC01924.jpg

Załącznik:
DSC01932.jpg

Załącznik:
DSC01933.jpg

Załącznik:
DSC01934.jpg

Załącznik:
DSC01939.jpg


Prócz tego widzieliśmy inne, mniej znane zwierzęta: iguany, szakale, zebry, antylopy, przeróżne ptaki. Kotów niestety nie udało nam się dostrzec. Sylwester za wszelką cenę próbował je dla nas znaleźć. Wjeżdżał w boczne drogi, wypatrywał śladów, kontaktował się przez radio z kolegami. Wszystko na próżno. Może w porze suchej mielbyśmy więcej szczęścia.

Wieczory spędzaliśmy w naszym obozowisku. Mieliśmy dwóch kucharzy, którzy niedawno ukończyli szkołę kulinarną. Jedzenie było wyśmienite, wino również. Ich szef co chwilę dopytywał, czy wszystko nam odpowiada. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy o różnicach kulturowych między Afryką i Europą. Dowiedzieliśmy się, że żona kosztuje w Botswanie 15 krów a jeśli ma już dziecko jest zdecydowanie tańsza. Zdziwiliśmy się, jak wielką rolę odgrywają wodzowie poszczególnych plemion. O karze za wiele drobnych przestępstw wciąż decyduje wódz a nie krajowy wymiar sprawiedliwości. Rozmawialiśmy również o futbolu. Podobno nie mamy szans wygrać z Senegalem podczas najbliższych mistrzostw świata.
Były to ciekawe wieczory. Gdy nie rozmawialiśmy, ukrywaliśmy się przed robactwem. Zastanawialiśmy się, czy lepiej widzieć to co łazi po okolicy, czy lepiej wyłączyć okoliczne światła. Momentem kulminacyjnym było lądowanie na naszym stole żuka wielkości piłki tenisowej. W nocy podobno było słychać ryk lwów, ale my spaliśmy jak zabici.

Załącznik:
DSC01696.jpg

Załącznik:
DSC01703.jpg

Załącznik:
DSC01728.jpg

Załącznik:
DSC01738.jpg

Załącznik:
DSC01861.jpg


Załącznik:
DSC01864.jpg

Załącznik:
DSC01889.jpg

Załącznik:
DSC01915.jpg

Załącznik:
DSC01926.jpg

Załącznik:
DSC01957.jpg

Załącznik:
DSC01960.jpg

Załącznik:
DSC01995.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 17 Mar 2018 15:56 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3588
Loty: 291
Kilometry: 671 565
srebrny
super, byłam na wodospadach w styczniu 2017. Zdecydowanie polecam cześć w Zambii, bo Zimbabwe zwłaszcza w porze deszczowej rozczarowuje ;) poza tym w Livingstone było jakoś przyjemniej, taniej. Fakt, że Zimbabwe bardzo drogie.
Super fotki z Chobe, my nie widziałyśmy żadnych słoni wtedy :( na szczęście były w Krugerze
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 17 Mar 2018 20:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
@maxima Dziwne, że w Chobe nie widziałaś słoni, bo akurat one były wszędzie. Chociaż pierwszego dnia w Hwange też ich nie widzieliśmy, a jest ich tam sporo. ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 17 Mar 2018 21:36 

Rejestracja: 04 Cze 2012
Posty: 3588
Loty: 291
Kilometry: 671 565
srebrny
no też byłam zdziwiona jak na park, w których jest ich ponoć najwięcej :)
ogólnie w styczniu było mało zwierząt - pare żyraf, zebry, hipopotamy, bawoły. Jeden krokodyl podczas rejsu.
Fakt, ze tego dnia pogoda była słaba i do południa praktycznie cały czas padało. Żyrafy i zebry pokazały się później jak wyszło słońce.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 18 Mar 2018 21:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Może zobaczymy je w Hwange...

Chodzi oczywiście o lwy. Nie wiem ile razy powtarzaliśmy, że może uda się je zobaczyć w Hwange. Sylwester tylko kiwał głową, filozoficznie odpowiadając – może.

Wracaliśmy do Zimbabwe. Na granicy szybko i sprawnie, w towarzystwie stada guźców. Tu zwierzęta są dosłownie wszędzie. Słoń w mieście nie jest niczym wyjątkowym, a poprzedniego dnia podobno widziano lwy. Cóż, mogliśmy zaoszczędzić na wizycie w parku i zostać w mieście.

W Victoria Falls zmierzamy do biura Pretty. Uśmiech znów nie znika z jej twarzy. Przemeblowała nam trochę wycieczkę, ale na razie wszystko jest ok. Jedziemy do Hwange z facetem, który ma tam ciotkę i akurat musi jej zawieźć przesyłkę. Po drodze standardowe rozmowy o życiu w Afryce.

- Może chcecie osiedlić się na stałe w Zimbabwe, dam wam tanio ziemię.
- Jaaaasne.


Docieramy do miasteczka Hwange. Na ulicy kobiety już ponad 3 tygodnie protestują przeciwko właścicielom kopalni, która nie wypłaciła w całości pensji ich małżonkom. Od pięciu lat... Smutny widok.

Jedziemy dalej. Okoliczna zabudowa jest typowo afrycza. Małe domki, kryte słomą. Jesteśmy przy głównej drodze, więc nauczyciele z miasta gtowi są tu przyjechać. W obecnej sytuacji gospodarczej, lepiej jest pracowac na prowincji, niż nie pracować w ogóle. Edukacja jest w Zimbabwe płatna i wielu rodziców nie stać, by zapłacić 10-15 USD za naukę latorośli w szkole.

Załącznik:
DSC02006.jpg

Załącznik:
DSC02010.jpg

Załącznik:
DSC02013.jpg


Zatrzymują nas dzieci handlujące owocami. Kupujemy trochę, jemy w ogóle nie przejmując się zasadami higieny. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni raz podczas tego wyjazdu.

Docieramy do parku. Jest pusto, a kobieta zarządzająca recepcją jest rodem z innego świata. Gdy przerzucała ogromne segregatory z miejsca na miejsce, wzbudzając tumany kurzu, czułem się jak bohater kafkowskiej powieści. Była najwolniejszą osobą, jaką kiedykolwiek poznałem, a cały proces kwaterowania zajął nam jakieś 40 minut. Do wyboru są domki ze wspólną łazienką, lub en-suite, odpowiednio 40 i 69 USD. Jednorazowy wstęp do parku kosztuje 10 USD. Na miejscu jest restauracja, w której za to samo płaciliśmy codziennie inną cenę. Sniadanie drożało a alkohol taniał, albo odwrotnie. Afryka. Infrastruktura swoje najlepsze lata ma dawno za sobą.

Jeszcze w Chobe pytaliśmy Sylwestra, która nacja ma największe szczęście w wypatrywaniu zwierząt.

- Hiszpanie. Skurczybyki potrafią przyjechac na parę godzin i zobaczyć wszystko co najlepsze, a do kotów mają wyjątkowe szczęście.

Jedziemy na nasz pierwszy game drive. Towarzyszy nam troje turystów z....Hiszpanii. Po 15 minutach na drodze spotykamy stado lwów.

Załącznik:
DSC02032.jpg

Załącznik:
DSC02035.jpg

Załącznik:
DSC02050.jpg

Załącznik:
DSC02095.jpg


Hwange jest dużym parkiem, całkiem innym niż Chobe. Zwierzęta nie są tak łatwe do wypatrzenia. Mimo wszystko widzieliśmy ich sporo. Już nie jeździmy sami. Każdy z naszych współtowarzyszy oczekuje czegoś innego. Jeden jest zainteresowany ptakami, inny chce zobaczyć dużo słoni. My nie mamy szczególnych preferencji.

Widzimy sporo ptaków, w tym najpopularniejsze – perlice i moje ulubione bocianopodobne, o dziobach jak z klocków lego.

- Wiecie jak gotować perlice? Wrzucacie ją do wody, razem z kamieniem. Gdy kamień jest miękki, gotujecie ją jeszcze trochę i będzie zdatna do jedzenia.

Załącznik:
DSC02063.jpg

Załącznik:
DSC02067.jpg

Załącznik:
DSC02097.jpg

Załącznik:
DSC02098.jpg


Dużo słoni, żyrafy, zebry, kilka rodzajów antylop. Podobało nam się.

Załącznik:
DSC02102.jpg

Załącznik:
DSC02118.jpg

Załącznik:
DSC02119.jpg

Załącznik:
DSC02120.jpg

Załącznik:
DSC02122.jpg

Załącznik:
DSC02125.jpg

Załącznik:
DSC02128.jpg

Załącznik:
DSC02132.jpg

Załącznik:
DSC02137.jpg

Załącznik:
DSC02138.jpg


Wieczory spędzaliśmy w towarzystwie Maćka, rodaka, który od prawie miesiąca podróżuje po Afryce.
Dosyć tych zwierząt. Jedziemy do miasta!

Załącznik:
DSC02147.jpg

Załącznik:
DSC02150.jpg

Załącznik:
DSC02155.jpg

Załącznik:
DSC02159.jpg

Załącznik:
DSC02186.jpg

Załącznik:
DSC02190.jpg

Załącznik:
DSC02203.jpg

Załącznik:
DSC02208.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 20 Mar 2018 21:53 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Bulawayo

Wyjeżdżając z Hwange byliśmy zadowoleni. Zobaczylismy więcej zwierząt, niż się spodziewaliśmy.

Gdyby ktos zapytał, który park podobal się nam najbardziej, trudno byłoby odpowiedzieć. Chobe i Hwange, mimo że znajdują się bardzo blisko siebie, są zdecydowanie inne. Jeszcze inny jest Park Krugera, w którym byliśmy rok wcześniej. W Botswanie widzieliśmy najwięcej zwierząt i to właśnie Chobe polecałbym komuś, kto do tej części Afryki wybiera się tylko jeden raz. W Hwange jest więcej przestrzeni a zwierzęta dużo trudniej wypatrzyć. Mimo wszystko ma to swój urok. W Krugerze jeździmy własnym samochodem, bawiąc się w tropicieli. Zresztą do pozostałych dwóch również można wjechać samodzielnie, ale bez napędu 4x4 raczej się nie obejdzie. Najlepiej zobaczyć wszystkie trzy parki.

W autobusie do Bulawayo jest wyjątkowo spokojnie, w porównaniu do pojazdów, którymi pojedziemy później. Jest głośna muzyka, na dworcach wsiadają handlarze, ale wszystko odbywa się kulturalnie. Zresztą tutejsze dworce to temat na dłuższa opowieść. Na niewielkim obszarze znajduje się zazwyczaj kilka sklepów, koniecznie bar, czasem night club, piekarnia, obowiązkowo rzeźnik. Wszystko w budynkach, które swoją świetność mają już dawno za sobą. Wszystko pośrodku niczego. Ludzie ożywiają się wraz z przyjazdem autobusu. Próbują coś sprzedać, wycyganić papierosa lub po prostu pogadać. Hello, how are you? Where are you from? A potem już tylko wyjaśnianie, że Holland i Poland to dwa różne kraje.

Załącznik:
IMG_20180225_131727.jpg

Załącznik:
IMG_20180225_131549.jpg

Załącznik:
IMG_20180225_131459.jpg


W Bulawayo jesteśmy późnym popołudniem. Idziemy coś zjeść i od razu zauważamy, że ceny w restauracjach są niższe niż w Victoria Falls. W sumie, nie ma się czemu dziwić, turystów nie widzimy żadnych.

Pretty stwierdziła, że na miasto wystarczy nam pół dnia – zobaczymy muzeum, prześpimy się w hotelu za 40 USD i możemy jechać dalej. Nie powiedziała nam jednak o jakie muzeum chodzi (są dwa) a nocleg w hotelu, który polecała kosztuje dwa razy więcej. Musicie wiedzieć, że nie jest łatwo znaleźć dobre lokum w Zimbabwe. Baza hotelowa jest uboga a ceny wysokie. Na pomoc przyszedł nam Bobo, pseudotaksówkarz, który po krótkich negocjacjach zgodzil się zawieźć nas kolejnego dnia do Matopos. Dzięki Bobo nasza podróż nabrała w ogóle innego wymiaru, ale o tym póżniej. Na razie udało nam się zbić cenę noclegu poza centrum o połowę i zrobić pranie, które było tak samo mokre przez najbliższe 3 dni. Recepcjonistka kategorycznie zabroniła nam poruszać się pieszo po zmroku. Podobno okolica jest wyjątkowo niebezpieczna.

Załącznik:
DSC02220.jpg

Załącznik:
DSC02221.jpg

Załącznik:
DSC02223.jpg

Załącznik:
DSC02224.jpg

Załącznik:
DSC02227.jpg

Załącznik:
DSC02230.jpg

Załącznik:
DSC02231.jpg

Załącznik:
DSC02232.jpg

Załącznik:
DSC02235.jpg

Załącznik:
DSC02236.jpg


Idziemy obejrzeć centrum. Kolonialne budynki, zaniedbane ulice. Jest piątkowy popołudnie, lecz tu próżno szukać wystrojonych dziewcząt, które wybierają się na wieczorną imprezę. Nie ma też kawalerów w białych koszulach i lśniących mokasynach. Na ulicach kurz, a na pobliskim targu wciąż toczy się życie. Niektórzy sprzedawcy starają się nas namówić do zakupu owoców, inni nieśmiało ukrywają swe twarze. Jako jedyni biali, czujemy się tu trochę nie na miejscu, ale powoli oswajamy się ze spojrzeniami i uśmiechami miejscowych.

Jest ciemno. Do hostelu wracamy pieszo, mając gdzieś ostrzeżenie recepcjonistki. Nie w takich niejscach się było – upewniamy się nawzajem. W pewnym momencie zatrzymuje się przy nas samochód, z dwojgiem młodych ludzi w środku.

- Tu jest niebezpiecznie, nie możecie tędy iść. Zawieziemy was.

Gdy kilku mieszkańców mówi niezależnie to samo, może warto im zaufać. Podwożą nas kilkaset metrów pod sam hostel.

W pokoju komary, na zawnątrz inne robactwo. Jesteśmy jedynymi klientami. Towarzyszy nam wyłącznie nocny recepcjonista i jego koledzy od butelki. My również jesteśmy dobrze zaopatrzeni i wypijamy po kilka Lionow. Zmęczeni idziemy spać. Kolejnego dnia czeka na nas Matopos. Oczywiście, o ile Bobo przyjedzie.

Załącznik:
DSC02238.jpg

Załącznik:
DSC02240.jpg

Załącznik:
DSC02241.jpg

Załącznik:
DSC02252.jpg

Załącznik:
DSC02253.jpg

Załącznik:
DSC02255.jpg

Załącznik:
DSC02260.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
#16 PostWysłany: 20 Mar 2018 22:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Sty 2012
Posty: 3639
Loty: 3
Kilometry: 1 825
platynowy
Dzieki za ta relacje.
Tym bardziej utwierdzam sie w przekonaniu ze czarny lad to nie moja bajka, no chyba ze byloby jakos super tanio i milowo w porzadku
_________________
Jesli planujesz podroz dookola swiata to poczytaj tu o moich.. >>> Relacje
Image
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 20 Mar 2018 23:44 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 3127
Tyle zwierząt :) ale zazdroszczę Ci tej wyprawy.
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Relacje PM off
igore lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 22 Mar 2018 13:53 

Rejestracja: 14 Maj 2016
Posty: 1110
srebrny
15 cows for wife? Too expensive. Poland is better & cheap
Góra
 Relacje PM off  
 
#19 PostWysłany: 22 Mar 2018 23:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Cały dzień z Bobo

Umawiając się z Bobo, nie spodziewaliśmy się żadnych atrakcji. Ot, facet zawiezie nas do Matopos, pojeździmy po okolicy i każde pójdzie w swoją stronę. Nie wiedzieliśmy, że to on częsciowo zaplanuje nam czas w Bulawayo.
Zaczęło się jednak normalnie. Przyjechał po nas o czasie. Myśleliśmy, że pojedziemy od razu do parku. Gdzie tam, szukamy pieluch. Poznaliśmy pewnie większośc sklepów z pieluchami w mieście. W pierwszym cena wzrosła przez miesiąc o 100%, w drugim jakiś inny problem. W końcu udaje się. Mamy pieluchy dla jednego z synów Bobo. Jedziemy? Chwila zastanowienia.

- Cholera!Nie zabrałem z domu trawy!
- To co, jedziemy po palenie?
- Nie, jakoś wytrzymam.
- Dużo palisz Bobo?
- Niewiele. Na śniadanie, na lunch i na kolację.


W końcu ruszamy w stronę parku. Bobo nie daje wytchnienia samochodowym głośnikom i naszym uszom.

Park Narodowy Matopo jest najstarszym parkiem w Zimbabwe. Słynie z kolorowych granitowych skał i grobu Johna Cecila Rhodesa, którego ciało chciano kiedyś stąd ekshumować i wysłać do Anglii. Nie zgodzil się jednak na to lokalny wódz a i sam prezydent Mugabe nie był temu chętny. Rhodes był orędownikiem idei brytyjskiego imperializmu i to na jego cześć Zambia i Zimbabwe jeszcze nie tak dawno nazywały się Rodezją. Trzeba przyznać, że jego grób leży w pięknym miejscu o nazwie World’s View. Matopo to też największe skupisko malowideł naskalnych w tej części Afryki. Sam park jest wpisany na listę światowego dziedzictwa Unesco.

Załącznik:
DSC02266.jpg

Załącznik:
DSC02282.jpg

Załącznik:
DSC02296.jpg

Załącznik:
DSC02301.jpg

Załącznik:
DSC02302.jpg

Załącznik:
DSC02308.jpg

Załącznik:
DSC02312.jpg

Załącznik:
DSC02313.jpg

Załącznik:
DSC02315.jpg

Załącznik:
DSC02319.jpg

Załącznik:
DSC02320.jpg


Przy odrobinie szczęścia można tu też spotkać zwierzęta. Nam udało się wypatrzyć wyłącznie kilka zebr i impali. Podobno są też nosorożce. Sporo zwierząt padło ofiarą kłusownictwa w okresie najgłębszego kryzysu gospodarczego w latach 2008/2009.

Pogoda nam nie dopisała, ale i tak byliśmy pod wrażeniem parku. Na miejscu spędziliśmy kilka godzin, choć mieliśmy ochotę zostać dłużej. Turystów można było policzyć na palcach jednej ręki.

Załącznik:
DSC02333.jpg

Załącznik:
DSC02334.jpg

Załącznik:
DSC02340.jpg

Załącznik:
DSC02343.jpg

Załącznik:
DSC02348.jpg

Załącznik:
DSC02356.jpg

Załącznik:
DSC02375.jpg

Załącznik:
DSC02384.jpg


Jadąc w stronę Bulawayo musieliśmy się zatrzymać, by kupić piwo. Bobo nie mógł już wytrzymać abstynencji. W samochodzie miał nawet swoją szklankę, która rzadko była pusta. Złamaliśmy tego dnia jedną z naszych zasad – nie jeździj z pijanym kierowcą. Bobo nie miał zbyt wiele zasad – podstawowymi były - More beer - more life!More ganja - more life!More sex - more life! – z naciskiem na tę pierwszą, choć ta ostatnia jest zasadniczo prawdziwa. Często znienacka nam je wykrzykiwał.

Już wcześniej zakomunikował, że wieczorem zabierze nas do swojego getta i do knajpy.Tak też się stało. Zaprosił nas do domu, poznaliśmy jego ojca. Pokazał nam swój pokój – w życiu nie widziałem większego bajzlu. A potem idziemy zobaczyć życie nocne getta.

Podczas podróży dość często zdarza się nam wpaść w złe towarzystwo miejscowych. W Meksyku upijaliśmy się z nimi do dźwięków piosenek Varius Manx, w Gruzji ledwo byliśmy w stanie wsiąść do samolotu... I wciąż nie wyciągamy wniosków. Zimbabwe przebiło jednak wszystko.

Zaczynamy i właściwie kończymy w „beer garden”. W Afryce nazwa ta ma całkiem inny wymiar a przybytek, który widzieliśmy trudno mi nawet opisać. Na sporej powierzchni można kupić typowe piwo Chibuku, które miejscowi piją w ogromnych ilościach, często kupując na kanistry. Smak jest trudny do zdefiniowania, ale przypomina trochę alkohol zmieszany z płatkami śniadaniowymi. Czytałem gdzieś, że w niektórych szkołach zabroniono uczniom przynoszenia płatków śniadaniowych, gdyż produkowali z nich alkohol. Chibuku jest dużo tańsze od zwykłego piwa. W „beer garden” można też coś zjeść – najczęściej bardzo proste potrawy, w tym narodowe danie Zimbabwe – sadzę, robioną z mąki kukurydzianej, jedzona najczęściej z mięsem i szpinakiem. Wydawało mi się, ze na grillu pieką się też szczury.

Nie muszę chyba pisać, że jesteśmy jedynymi białymi w okolicy. Siedzimy, pijemy. Towarzyszą nam głównie nawaleni jak szpadle mężczyźni o na wpół lub całkowiecie obłąkanych obliczach. Większość wpatrzona w ekran telewizora, gdzie dominuje National Geographic. Film o Arktyce, kolejny o Serengeti. W sumie to nie wiem czy oglądają, bo spojrzenia mają zamglone od alkoholu i marihuany. Bobo mówi o nas celebrities, gdyż co chwilę ktoś do nas podchodzi i chce porozmawiać. K. idzie do toalety, Bobo przestawia samochód a ja w mig mam nowych przyjaciół. Jeden bez oka, drugi wykrzykuje, że jest Jezusem Chrystusem, trzeci zaprasza do tańca. Knajpa jest rastafariańska a z głośników sączy się reggae. Jest niesamowicie głośno. Utwór Burning Spears – Africa pobudza większość do zabawy. Robi się tłoczno.



Właściciel decyduje, że skoro jesteśmy biali, zrobi z nami reklamę i zachęci innych do wizyty w knajpie.

- Przynieście najlepszą whisky, przynieście Jamesona – krzyczy.

Ktoś wchodzi na drabinę i ściąga zakurzoną butelkę. Tu nikt nie pije takich rarytasów a najszybciej znikają z półek małpki w plastiku, po dwa dolary każda.

Jeden z pracowników robi nam zdjęcia do „folderu reklamowego”.

- Ty trzymaj butelkę, ty się uśmiechnij. Macie tu piwo. Pijcie!

Paczka papierosów z bezcłówki robi furorę. Ma obrazki, których tu w Afryce nie drukują. Akurat trafiła się impotencja. Paczka wędruje z rąk do rąk i każdy wpatruje si ę z zaciekawieniem. Bobo mówi, że ktoś ją zabierze ze sobą, bedzie wkładał do niej papierosy i chwalił się znajomym, do momentu aż paczka się zniszczy.

Nie wiem ile to trwało, nie pamiętam do końca jak wyszliśmy. Bobo, pijany i z nieodłączną szklanką piwa w ręku, zawiół nas do domu.

- Możecie zostać u mnie jak długo chcecie. Moja mama będzie Wam gotować, udostępnię wam pokój mojej siostry...

Byliśmy naprawdę bliscy skorzystania z tej oferty. Biorąc jednak pod uwagę wiek rodziców Bobo i fakt, że ojciec niedawno miał wylew, zrezygnowaliśmy. Baliśmy się też trochę o to, jakie atrakcje przygotuje dla nas na kolejny dzień.

Nie muszę chyba pisać, że pieluch nie dostarczyliśmy.

(nieliczne zdjęcia robione telefonem,niestety nie oddają klimatu tego miejsca).

Załącznik:
IMG_20180226_172006.jpg

Załącznik:
IMG_20180226_172554.jpg

Załącznik:
IMG_20180226_173618.jpg

Załącznik:
IMG_20180226_181654.jpg


Załącznik:
IMG_20180226_182717.jpg

Załącznik:
IMG_20180226_183631.jpg

Załącznik:
IMG_20180226_184805.jpg

Załącznik:
IMG_20180226_184910.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
12 ludzi lubi ten post.
jerzy5 uważa post za pomocny.
 
 
#20 PostWysłany: 23 Mar 2018 00:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2055
Loty: 374
Kilometry: 439 419
platynowy
Jeden z tych rysunków musiał być inspiracją dla marketingowców Michaela Jordana i jego logo Jordan Air.

Edit: zwierzątka jak to zwierzątka mają nogi, rogi czy skrzydła - nic wielkiego, ale ta impreza to musiało być coś!
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group