Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 26 Mar 2018 01:03 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 125
Loty: 67
Kilometry: 121 216
niebieski
Mega relacja, całkowicie moje klimaty, ciągle na mojej liście marzeń
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 29 Mar 2018 16:09 

Rejestracja: 29 Sty 2018
Posty: 0
byłem w Zimbabwe 30 lat temu i chciałem teraz jeszcze raz pojechać ale po tej relacji odechciało mi się. Za bungalow w Hwange w lipcu (pora sucha) płaciłem ok 2$,hostele w miastach podobnie, wodospady darmo,podróżowałem autostopem więc darmo,jak mi się znudziło autobusem/pociągiem -półdarmo
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 29 Mar 2018 17:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2051
Loty: 374
Kilometry: 439 419
platynowy
No tak, 30 lat temu w Polsce też były takie ceny w dolarach.
Góra
 Relacje PM off
ambush lubi ten post.
 
 
#24 PostWysłany: 29 Mar 2018 22:11 

Rejestracja: 07 Sty 2015
Posty: 1210
srebrny
Jasne, za PRL to było lepiej. Każdy miał paszport i zwitek dolarów w szufladzie. Cały świat stał otworem. :lol:
Góra
 Relacje PM off
ambush lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 01 Kwi 2018 01:52 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 125
Loty: 67
Kilometry: 121 216
niebieski
No dalej moje klimaty, pisz dalej, muszę Cie w Kijowie uściskać, że nie wymiękasz
Góra
 Relacje PM off  
 
#26 PostWysłany: 08 Kwi 2018 20:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Bulawayo

Z samego rana mieliśmy jechać w stonę Masvingo, by zobaczyć ruiny Great Zimbabwe. Postanowiliśmy jednak zostać na kolejny dzień w Bulawayo. No tak, mieliśmy tu być pół dnia i zobaczyć muzeum, ale miasto z nie do końca jasnych powodów bardzo nas zaciekawiło. Muzeum niestety pominęliśmy. Ja żałuję, bo podobno jest bardzo ciekawe. Trudno było mi jednak namówić wegetariankę K. do oglądania wypchanych zwierząt.
Nie poinformowaliśmy o naszych planach Bobo, gdyż chcieliśmy pozwiedzać samodzielnie. On zapewne zapewniłby nam atrakcje na swój sposób.

Bulawayo jest drugim największym miastem Zimbabwe. Podobno mieszka tu prawie 700 tysięcy osób, ale aż trudno w to uwierzyć. Miasto wydaje się być sporo mniejsze.

Zmieniliśmy lokum, gdyż w poprzednim mieliśmy już dość komarów.

Nasze zwiedzanie – jak zwykle – odbywało się dość chaotycznie. Na początku chodziliśmy bez konkretnego celu, przyjmując pozdrowienia miejscowych i robiąc zdjęcia. Miasto wydaje się być jednym wielkim targiem. Chodniki obstawione są stoiskami z warzywami, owocami, ładowarkami do telefonów i powerbankami. Tu i ówdzie stoją ludzie, którzy za niewielką opłatę instalują aplikacje w telefonach. Inni po prostu siedzą. Nie ma tu praktycznie żadnej dynamiki, wszystko odbywa się powoli.

Załącznik:
DSC02394.jpg

Załącznik:
DSC02395.jpg

Załącznik:
DSC02397.jpg

Załącznik:
DSC02398.jpg

Załącznik:
DSC02400.jpg

Załącznik:
DSC02401.jpg

Załącznik:
DSC02405.jpg

Załącznik:
DSC02407.jpg

Załącznik:
DSC02408.jpg

Załącznik:
DSC02412.jpg

Załącznik:
DSC02414.jpg

Załącznik:
DSC02418.jpg

Załącznik:
DSC02420.jpg

Załącznik:
DSC02421.jpg


Wydaje się nam, że jesteśmy jedynymi turystami w mieście. Poprzedniego dnia pytaliśmy Bobo, czy w Bulawayo mieszka dużo białych ludzi. Odpowiedział, że nie ma pojęcia i był niesamowicie zdziwiony, gdy zobaczył ilu świętuje na ulicach odejście Mugabego. Generalnie biali mieszkają w swoich dzielnicach i właściwie wcale nie integrują się z czarną ludnością.

- Wiesz, biały prędzej przewiezie w samochodzie psa, karząc murzynowi jechać w bagażniku lub na przyczepie.

Opuszczamy ścisłe centrum kierując się w stronę targu z rękodziełem. Okolica robi się coraz ciekawsza i typowo afrycza. Wszędzie mnóstwo dzieci, jakbyśmy nagle trafili do kraju, w którym średnia wieku nie przekracza 15 lat. W Afryce Subsaharyjskiej, gdzie AIDS zbiera swoje żniwa nie jest to nic dziwnego i widzieliśmy to już podczas naszej wizyty w Suazi. Jeszcze kilka lat temu, średnia oczekiwana długość życia w Zimbabwe wynosiła 36 lat. Zresztą i teraz kraj w podobnych rankingach wypada bardzo słabo. Ironią losu jest fakt, że główny winowajca takiego stanu rzeczy żyje już 94 lata.

Dzieci. Jak wszędzie bardzo ciekawe, uśmiechają się i pozują do zdjęć. W pewnym momencie muszę wręcz przed nimi uciekać, gdyż zaczynają mnie rozbierać: podnoszą koszulkę i próbują rozpiąć pasek u spodni. Nie wiem jaki miały plan, ale najprawdopodobniej jego częścią było zobaczenie wielkiego białego brzucha.

Załącznik:
DSC02447.jpg

Załącznik:
IMG_20180227_100711.jpg

Załącznik:
DSC02431.jpg

Załącznik:
DSC02435.jpg

Załącznik:
DSC02439.jpg

Załącznik:
DSC02445.jpg

Załącznik:
DSC02448.jpg

Załącznik:
DSC02456.jpg

Załącznik:
DSC02457.jpg

Załącznik:
DSC02458.jpg


Wydaje mi się, że nieliczni turyści przyjeżdżający do Bulawayo nie trafiają w to miejsce. Na poboczach ulic tworzą się małe zakłady fryzjerskie, dzieci biagają boso za zrobioną z reklamówek piłką.

Sam targ rękodzieła okazał się niewielkim budynkiem, w którym studenci miejscowej szkoły artystycznej próbują sprzedać swoje prace. Jest dość tanio, ale wybór niewielki. Latamy z bagażem podręcznym ale i tak postanowiliśmy coś kupić.
Wracamy do centrum. Co jakis czas wdając się w konwersacje z miejscowymi. Niektóre są dosć absurdalne. Dwóch na wpół przytomnych właścicieli zakładu pogrzebowego mówi:

- Zróbcie nam zdjęcie i rozreklamujcie nasz zakład w Polsce. Robimy świetne trumny.

Już widzę oferty polskich biur podróży, oferujących turystykę nagrobkową w Zimbabwe.

Wieczór spędziliśmy w towarzystwie Bobo, odwiedzając tym razem bardziej reprezentacyjne lokale w mieście. jest raczej pusto i w kilku miejscach jesteśmy jedynymi klientami. Niewielu stać na płacenie 2-2.5 USD za piwo. Trudno uwierzyć, że przybytki te wciąż prosperują. Mafia – mówi Bobo.

Zmieniamy plan, którego i tak naprawdę nie było i decydujemy się pominąć Masvingo, a w zamian jechać w góry, aż pod granicę z Mozambikiem. Autobus podobno odjedzie ok. 6 rano.

Załącznik:
DSC02461.jpg

Załącznik:
DSC02462.jpg

Załącznik:
DSC02463.jpg

Załącznik:
DSC02465.jpg

Załącznik:
DSC02466.jpg

Załącznik:
DSC02468.jpg

Załącznik:
DSC02471.jpg

Załącznik:
DSC02479.jpg

Załącznik:
DSC02482.jpg

Załącznik:
DSC02484.jpg

Załącznik:
DSC02487.jpg

Załącznik:
DSC02491.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 08 Maj 2018 19:56 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
W stronę Mutare i Bvumba

Trudno było znaleźć jakiekolwiek informacje na temat autobusów z Bulawayo do Mutare. Jedni mówili, że bez przesiadki się nie da, inni że są trzy autobusy dziennie. Większość pytanych, była prawie pewna, że o 7 rano coś powinno jechać. Umówiiśmy się z Bobo, że przyjedzie po nas i zawiezie na dworzec. Poprzedniego dnia za bardzo zabalowaliśmy a ja źle ustawiłem budzik. Ze snu wyrwał nas dopiero telefon od Bobo . Ehh, 13 nieodebranych połączeń. Do odjazdu mamy 15 minut a Bobo w ogóle się nie śpieszy. Zdążycie. Podoba się nam jego spokój. Autobus łapiemy na ulicy i zajmujemy dwa ostatnie wolne miejsca. Na temat środków transportu w Zimbabwe można napisać osobną relację.

Nikt nie potrafił powiedzieć, jak długo będzie trwała nasza podróż. Jedni mówili, że 6 godzin, inni że 8. Kierowca unikał odpowiedzi. Jako urodzeni pesymiści i tak dodawaliśmy godzinę do najgorszej wersji. Ostatecznie przejazd zajął nam prawie 10 godzin.

Jest głośno. Na ekranie teledyski lokalnych gwiazd muzyki rozrywkowej przeplatane są religijnymi pieśniami. Na początku nawet wydawało nam się to zabawne, lecz po 4 godzinach słuchania tego samego repertuaru zmieniliśmy zdanie. Nie bez znaczenia pozostał fakt, że siedzieliśmy tuż pod głośnikiem. Jeśli ktoś ma ochotę przeżyć to co my, proszę bardzo, to jeden z przykładowych utworów. Proszę słuchać przez 10 godzin i juz nigdy nie będziecie tacy sami.



Na każdym przystanku (i często pomiędzy) do wnętrza pojazdu pakuje się więcej osób niż pasażerów. Sprzedawcy orzeszków, bananów, Coca Coli i Bóg jeden raczy wiedzieć czego jeszcze. Wypracowaliśmy plan, że od razu po zatrzymaniu się autobusu, wychodzimy na zewnątrz, by zapalić i uniknąć nawałnicy sprzedawców. Zwykle wpadaliśmy z deszczu pod rynnę. Jako jedyni biali pasażerowie, byliśmy atakowani z każdej strony. Pytania, pozdrowienia, prośby o papierosy. Jednym słowem – oblężenie.

Załącznik:
IMG_20180228_084441.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_104553.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_120831.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_120833.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_121149.jpg


Po drodze do autobusu wsiadali też ludzie pokrzywdzeni przez los: niewidomi, kalecy, żebracy, ludzie z otwartymi ranami na ciele. Tu, gdzie Europejczyk odwraca wzrok z obrzydzeniem, Afrykańczyk wyraża coraz większe zainteresowanie. Podnosi nogawkę chorego, podwija rękawy koszuli, chce z bliska obejrzeć kalectwo, dotknąć i przekonać się czy warto wspomoć biedaka.

Załącznik:
IMG_20180228_131247.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_131339.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_131531.jpg

Załącznik:
IMG_20180228_131627.jpg


W końcu dojechaliśmy na miejsce. Zdecydowaliśmy się zamieszkać poza Mutare, w górach Bvumba, w miejscu oddalonym od cywilizacji, do którego można dojechać wyłącznie terenowym samochodem. Tym razem będziemy mieszkać u białego mieszkańca kraju, by zobaczyć jak wygląda Zimbabwe z jego perspektywy.

Pogoda nie rozpieszcza. Gdzieś tam, za mgłą są podobno góry i Mozambik.

Załącznik:
DSC02494.jpg


(Niestety rozładowały nam się aparaty, więc zdjęcia wyłącznie z telefonu).


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 08 Maj 2018 20:35 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 31 Sie 2012
Posty: 2051
Loty: 374
Kilometry: 439 419
platynowy
Wreszcie. Długo kazałeś czekać.
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 10 Maj 2018 02:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
@igore, fajna relacja, mialem okazje odwiedzic Zimbabwe w 2011, jeszcze za czasow Mugabe, ale szkoda ze bylem krotko.
Jeden Polak mieszkajacy w RPA, pracujacy od lat jako przewodnik w Afryce twierdzil wtedy, ze Zambia jest bardziej niebezpieczna.

igore napisał(a):
Wybieramy się też na popołudniowy rejs po Zambezi – już za godzinę.

Sam rejs upłynął w miłej atmosferze z przekąskami i nielimitowanym alkoholem w cenie ( o czym dowiedzieliśmy się dopiero pod koniec wycieczki).


Dziwne, nie pamietam czy ten sam stateczek, musialbym poszukac zdjec, ale nas poinformowano na samym poczatku, ze alkohol bez ograniczen, ale po drinkach z lodem wszyscy uczestnicy mieli tzw. sraczke. :D

jasiub napisał(a):
Heh, gdy w 2008 roku byłem w Livingstone to wszystkie atrakcje kosztowały 100$ lub wielokrotność. @igore, zakładam,że jeśli zmieniło się to tylko na jeszcze gorzej.

Pamietam, ze juz wtedy szalala hyperinflacja, placilo sie w USD albo Euro i nie bylo tanio w turystycznych miejscach.
Za rafting po Zambezi czy spacer ze lwami, o ile pamietam to placilem ok. 130 USD.
Za kolacje, gdzie serwowano miedzy innymi mieso z zyrafy zaplacilem ok. 20 USD.
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem, kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off
Grzes830324 lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 20 Maj 2018 20:23 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Mutare jest trzecim pod względem liczby mieszkańców miastem Zimbabwe. Położone wśród malowniczych wzgórz, blisko granicy z Mozambikiem. Na dworcu jak zwykle dopadli nas taksówkarze. Jeden był wyjątkowo natrętny i nie chciał się odczepić. Było gorąco a do centrum miasta mieliśmy kilka kilometrów. Gdy powoli zaczęliśmy iść wzdłuż ulicy, praktycznie wciągnięto nas do przepełnionego busa. Ja siedziałem właściwie na nogach kierowcy, K. wciśnięta gdzieś z tyłu pomiędzy lokalną rodzinę. Po kilku minutach jazdy wysiedliśmy w miejscu, które wydawało nam się być centrum.

Załącznik:
1.jpg

Załącznik:
2.jpg

Załącznik:
3.jpg


Kolejny raz miałem wrażenie, że miasto – biorąc pod uwagę liczbę mieszkańców – wydaje się małe. Na pierwszy rzut oka, wszystko co ważne toczy się tu wzdłuż głównej ulicy. Sklepy, niewielkie targi. Wszystko względnie dobrze utrzymane.

Przyjeżdża po nas Roger, u którego spędzimy najbliższe dwa dni. Roger jest czeskim Żydem, obywatelem Zimbabwe i interesującym człowiekiem. Kilka lat temu stwierdził, że porzuci pracę w banku i przeniesie się w góry Bvumba. Wybudował na miejscu dwie chatki, w których przyjmuje gości. Na razie idzie mu średnio, a my byliśmy jego trzecimi klientami w tym roku. Podobno komplet ma tylko w Wielkanoc i Boże Narodzenie. Chatki są kilkadziesiąt kilometrów od Mutare, a Rogerowi nieustannie towarzyszą dwa owczarki niemieckie, który przygarnął z kopalni diamentów. Gdy jechaliśmy, pogoda zmieniała się jak w kalejdoskopie. Miasto żegnało nas słońcem, potem padał deszcz a na miejscu zastała nas gęsta mgła.

Załącznik:
4.jpg

Załącznik:
5.jpg

Załącznik:
6.jpg

Załącznik:
7.jpg


Kolejnego dnia, nie zważając na deszcz i widoczność bliską zeru, Roger wziął nas na spacer po lesie. Brodziliśmy w błocie, przewracaliśmy się, ale i tak było ciekawie. Widzieliśmy niewielki wodospad, do którego nasz gospodarz sam wytyczył drogę. Nie chciał nią jednak z nami pójść. Nic dziwnego – było mokro i kilka razy o mało nie stoczyliśmy się do wody. Pytaliśmy czy istnieje możliwość pojechania w okolicę najwyższego wodospadu Zimbabwe- Mutarazi, ale Roger stwierdził, że przy obecnej pogodzie jest to niemożliwe.
Po południu pojechaliśmy na wycieczkę po okolicy. Widoki piękne. Jednym z naszych przystanków był Tony’s coffee shop. Na ciastka Tomy’ego przyjeżdżają podobno dyplomaci z Harare. Trafiliśmy do całkiem innego Zimbabwe, swoistej oazy białych. Tu kawa I ciastko kosztują więcej niż opłata za semestr nauki w szkole. Tommy, dość ekscentryczny gej przeczytał nam większość pozycji z liczącego ponad sto rodzajów herbat ręcznie wypisanego menu. Do lokalu weszła biała rodzina z czarnym dzieckiem:

- Skąd wzięłaś tego murzynka?
- To syn mojej pokojówki. Chodził wokól basenu i bałam się, ze się utopi, więc nauczyłam go czytać i pływać. Całkiem zdolny chłopak.

Załącznik:
8.jpg

Załącznik:
9.jpg

Załącznik:
10.jpg


Okoliczne hotele świecą pustkami a przed każdym krząta się obsługa, jakby przygotowywano się na przyjazd brytyjskiej królowej. Turyści jednak nie przyjeżdżają. Mieszka tu sporo białych, głównie ze względu na sprzyjający klimat. W weekendy cżęste są wycieczki do znajdujących się w Mozambiku restauracji, by zjeść tanie owoce morza.
Odwiedzamy jeszcze ogród botaniczny, do którego wchodzimy jako obywatele Zimbabwe. Bilety dla obcokrajowców kosztują 10 USD, a w książce gości z ostatnich tygodni naliczyłem raptem kilka nazwisk. Okoliczne widoki są przepiękne a warunki świetnie nadają się do uprawy kawy.

Myśleliśmy, że w górach trochę odpoczniemy, Roger jednak na to nie pozwolił i zaplanował nam cały pobyt. Wieczory spędzaliśmy jedząc, pijąc i rozmawiając z naszym gospodarzem, Nie kwapił się, by opowiadać o Zimbabwe, wolał słuchać o Polsce, w której zresztą był. Lista krajów, które odwiedził wyglądała imponująco. Nie zrażony brakiem gości Roger, zabiera się do budowania kolejnej chatki. Myślę, że jego aktywność może być wynikiem posiadania o ponad 30 lat młodszej dziewczyny.
Odwożąc nas do Mutare, Roger zatrzymał się, by zabrać czarnoskórego autostopowicza. I stało się to, o czym mówił wcześniej Bobo. Mimo, że w samochodzie obok nas było mnóstwo miejsca, mężczyzna jechał “na pace”, czyli tam gdzie psy. Może takie panują tu zasady.

Załącznik:
11.jpg

Załącznik:
12.jpg

Załącznik:
13.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 20 Maj 2018 21:56 

@igore, fajna relacja, ale wciąż zadaję sobie jedno i to samo pytanie: czy warto tam się fatygować?
Góra
 PM off  
 
#32 PostWysłany: 20 Maj 2018 22:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
@Don_Bartoss Dla mnie było warto, ale ja jestem dość nietypowym turystą. Do Wodospadów Wiktorii i parków narodowych chyba nikogo nie trzeba przekonywać. Jedzenie i alkohol smaczniejsze w RPA, w Zambii taniej, ale znając Twoje upodobania, pewnie z krajów regionu wybrałbyś Angolę. ;) Najciekawsze były spotkania z ludźmi, brak bariery językowej, w wielu miejscach praktycznie zero turystów. Ludzie często dziękowali nam, że odwiedziliśmy Zimbabwe. Wydaje mi się, że daje im to jakąś namiastkę normalności. W swej naiwności mam nadzieję, że po upadku Mugabe sytuacja w kraju zmieni się na lepsze.
Góra
 Relacje PM off
Grzes830324 lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 21 Maj 2018 09:48 

@igore, nie znam się na Afryce ani trochę i nie wiem co bym wybrał. Najbliższej Afryki to byłem na Gibraltarze :)
Może Mozambik, bo słyszałem bardzo dobre opinie.
Góra
 PM off  
 
#34 PostWysłany: 27 Maj 2018 17:39 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Harare

Do stolicy jechaliśmy z innego dworca. Do autobusu odprowadzała nas około dwudziestoosobowa grupa mężczyzn, z których każdy oferował przejazd wygodniej, szybciej i taniej. Ku ich wielkiemu rozczarowaniu nie zdecydowaliśmy się. Podczas jazdy towarzyszyły nam obrazki, które już dobrze znaliśmy: biedne wioski, ludzie sprzedający owoce i warzywa przy drodze, dzieci grające w piłkę, lub po prostu biegające po okolicy. W autobusie standardowa liczba niewidomych, kalekich i sprzedawców.

W Harare taksówkarze byli zdziwieni, że do hotelu chcemy się dostać pieszo. Nie było daleko, mieszkaliśmy właściwie w centrum. Miasto na pierwszy rzut oka wyglądało dość nowocześnie: wysokie budynki banków, szerokie ulice, szkło i beton. Wystarczyło się jednak troche oddalić, by zobaczyć prawdziwy wizerunek miasta. Jest zaniedbane a na podstawowe remonty brakuje pieniędzy. Spacerowaliśmy po centrum, pozowaliśmy do zdjęć z dziećmi, przyglądaliśmy się życiu.

Załącznik:
1.JPG

Załącznik:
2.JPG

Załącznik:
3.JPG

Załącznik:
4.JPG

Załącznik:
5.JPG

Załącznik:
6.JPG

Załącznik:
7.JPG


Postanowiliśmy wybrać się na Mbare Musika Market, największy targ w Harare, który znajduje się przy głównym dworcu autobusowym. Do pokonania mieliśmy kilka kilometrów, nie wiedzieliśmy natomiast, przez jakie tereny będzie nas prowadziła nawigacja. Droga wiodła przez dziwną przemysłową dzielnicę, przy której stały setki straganów z podstawowymi produktami. Byliśmy zapraszani do niewielkich stalowni i tartaków, by przyjrzeć się pracy, częstowano nas jedzeniem i piciem, witano się, proszono o zdjęcia. Te kilka kilometrów szliśmy ponad dwie godziny. Nie jestem pewien czy jacykolwiek turyści kiedykolwiek tam zawitali.

Załącznik:
8.JPG

Załącznik:
9.JPG

Załącznik:
10.JPG

Załącznik:
11.JPG

Załącznik:
12.JPG

Załącznik:
13.JPG

Załącznik:
14.JPG

Załącznik:
15.JPG

Załącznik:
16.JPG


Targ przywitał nas ulewą, co tylko potęgowało nastrój ogólnego chaosu i rozkładu. Brodząc w błocie po kostki próbowaliśmy się w tym wszystkim jakoś odnaleźć. Tu też pozdrowieniom i rozmowom nie było końca. Niektórzy śmiałkowie próbowali nas nawet uczyć języka Szona. Nie brakowało im cierpliwości i zapału, ale nam najwidoczniej brakuje zdolności do nauki egzotycznych języków.

Załącznik:
17.JPG

Załącznik:
18.JPG

Załącznik:
19.JPG

Załącznik:
20.jpg

Załącznik:
21.jpg

Załącznik:
22.jpg

Załącznik:
23.jpg

Załącznik:
24.jpg

Załącznik:
25.jpg

Załącznik:
26.jpg

Załącznik:
27.jpg

Załącznik:
28.jpg

Załącznik:
29.jpg


Jakimś cudem wydostaliśmy się stamtąd i busem dojechaliśmy do dworca Copacabana. Tu również głośno I chaotycznie. Piątkowe popołudnie wypełnione muzyką i tłumem ludzi. Idziemy w stronę Avondale Flea Market. Kierowcy przejeżdżających busów koniecznie chcą, żebyśmy wsiedli do ich pojazdów.

- Nie, chcemy piechotą. Będziemy mieli okazję przyjrzeć się okolicy.
- Ale tu nie ma co oglądać. Poza tym przez okno busa widać dokładnie to samo.


Nie można im było odmówić racji. Okolica była dość nudna. Sam targ nie wyglądał okazale. Kupiliśmy magnesy, jakieś wisiorki i jakimś cudem daliśmy się namówić na zakup ogromnego obrazu, przedstawiającego jeden z lokalnych dworców. Przypominam, że lecieliśmy z niewielkim bagażem. Kolejny raz przekonywano nas też, że na MŚ nie mamy szans wygrać z Senegalem a Sadio Mane strzeli nam kilka bramek.

Do hotelu wróciliśmy samochodem, który pełnił role nieoficjalnej taksówki. 7 osób w Toyocie Yaris – było ciasno, ale tanio.
Wieczorem wybraliśmy się na kolację do portugalskiej restauracji. Mieliśmy już trochę dość zimbabweńskiej kuchni. Przekonałem się co trzeba zrobić, by lokalni kierowcy zatrzymali się, by ustąpić pieszemu. Trzeba być dwumetrowym białym, który w środku nocy, na ciemnej ulicy próbuje w japonkach przeskoczyć ogromną kałużę.

Załącznik:
30.JPG

Załącznik:
31.jpg

Załącznik:
33.JPG



Kolejnego dnia chcieliśmy zobaczyć Domboshava rock. Najłatwiej dostać się tam taksówką, ale my nie lubimy najprostszych rozwiązań.
Odnalezienie właściwego busa zajęło nam prawie godzinę i nie byłoby możliwe, bez pomocy jednego z kierowców, który praktycznie nas do niego zaprowadził. Podróż na miejsce trwała 30 minut.

Nie udaje nam się dojść do skały, bo kierowca pierwszego przejeżdżającego samochodu zabiera nas na pakę. Domboshava to ogromna granitowa skała, jedna z głównych atrakcji okolic Harare. Podobno przyjeżdża tu sporo osób, by wypocząć, podziwiać naskalne malowidła. Trudno mi w to uwierzyć, bo na miejscu byliśmy sami. Warto tu przyjechać.

Załącznik:
34.JPG

Załącznik:
35.JPG

Załącznik:
36.JPG

Załącznik:
37.JPG

Załącznik:
38.JPG


Zostało nam niewiele czasu, by wrócić, odebrać z hotelu bagaże i pojechać na lotnisko. Przejeżdżające busy były przepełnione do granic możliwości. W końcu udaje nam się wsiąść do jednego z nich. W busie 21 calowy telewizor, kierowca, który jedną ręką manewruje kierownicą, a drugą obsługuje pilota do telewizora. Na ekranie oczywiście lokalne hity, które podśpiewuje większość pasażerów.
Zabieramy bagaże i taksówką jedziemy na lotnisko. Na tablicy odlotów ledwie kilka pozycji, niewiele jak na dwumilionowe miasto i stolicę kraju. Połowa samolotów lata stąd do Johannesburga. W terminalu ciemno, niewielu pasażerów jest zajętych robieniem zdjęć. Prawdopodobnie wielu z nich będzie po raz pierwszy lecieć samolotem. Prawie spóźniamy się na pokład, gdyż informacja o naszym locie nie była nigdzie wyświetlona.

Lecimy do największego miasta RPA. To już nasza trzecia wizyta i tym razem planujemy choć trochę mu się przyjrzeć. Niestety czasu mamy mało, więc przyglądać się będziemy z pokładu autobusu hop-on, hop-off.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 27 Maj 2018 17:56 

Zdjęcie z Domestosami rewelacja, podobnie jak zdjęcie kupy mioteł na targu.
Góra
 PM off  
 
#36 PostWysłany: 05 Cze 2018 22:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1053
Loty: 203
Kilometry: 390 087
platynowy
Joburg

Pisanie tej relacji idzie mi dość słabo, więc pora ją zakończyć.

Johannesburg. Już parę razy zbieraliśmy się do zwiedzenia miasta, ale zawsze gdzieś się spieszyliśmy. Zresztą, teraz też nie mieliśmy zbyt wiele czasu, raptem kilka godzin. Nigdy nie spodziewałem się wiele po tej metropolii i nie rozczarowałem się. Pobieżne obserwacje pozwalają mi stwierdzić, że to dość nudny moloch. Nie ma tu uroku Kapsztadu. Samo miasto rozrosło się do gigantycznych rozmiarów z powodu odkrytych złóż złota. Nie jest zbyt przyjazne pieszym a najlepszym środkiem transport jest samochód. My z racji ograniczonego czasu, wybraliśmy busa hop-on hop-off.

Było to nasze pierwsze i zapewne ostatnie doświadczenie z tego typu atrakcją. Nuda, nuda, nuda. W dodatku informacje jakie nam przekazywano były adresowane w sposób sugerujący, że możemy być niedorozwinięci, Jedynym plusem była dość niska cena i możliwość przyjrzenia się chociaż częściowo centrum miasta. Zresztą nie ma tu wiele do oglądania a atrakcje są atrakcjami trochę na wyrost. Mijaliśmy wspaniałe rezydencje ogrodzone wysokimi płotami, w których pobliżu koczowali bezdomni. Ale to w RPA widzieliśmy już wielokrotnie. Może trochę żałuję, że nie wstąpiliśmy do Muzeum Apartheidu. Zwiedziliśmy za to dość dogłębnie browar SAB. Jedynym miejscem, w którym mieliśmy ochotę wysiąść były okolice WitsArt Museum, chociaż tutaj wieloosobowa grupa w oczekiwaniu na policję, przyglądała się leżącym na ulicy zwłokom. Nie wiem jaka była przyczyna zgonu, ale biorąc pod uwagę reputację miasta, nie zdziwiłbym się, gdyby nie była naturalna.

Może nie było aż tak źle, może byliśmy po prostu zmęczeni. Mimo wszystko, nie zapałaliśmy do miasta miłością a ja zrobiłem zaledwie kilka zdjęć, w dodatku telefonem.Plusem Joburga jest znaczna ilość terenów zielonych, dobre jedzenie i wino. Może wieczorem w jednej z knajp bardziej by się nam podobało.

Załącznik:
IMG_20180305_115429.jpg

Załącznik:
IMG_20180305_125745_HDR.jpg

Załącznik:
IMG_20180305_160753.jpg

Załącznik:
IMG_20180305_160821.jpg

Załącznik:
IMG_20180305_162506.jpg


Wracamy Uberem na lotnisko. Kierowca – a jakże – z Zimbabwe. Po raz ostatni słyszymy smutek w głosie osoby, która opowiada o tym, co dzieje się w kraju. Podobnie jak reszta naszych rozmówców ma jednak nadzieję na zmianę. Wedle różnych szacunków w RPA mieszka obecne od 2 do 5 milionów Zimbabweńczyków. Mam nadzieję, że kiedyś wrócą do ojczyzny.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 36 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 6 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group