Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 54 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#21 PostWysłany: 17 Lut 2017 18:55 

Rejestracja: 09 Lip 2016
Posty: 7
krasnal napisał(a):
To dają teraz pieczątki w HK? Bo słyszałem, że od jakiś 3 lat tylko te głupie wydruki.

W maju 2015 r dostałem wydruk.

Wysłane z mojego GT-I9505 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#22 PostWysłany: 17 Lut 2017 19:21 

Rejestracja: 17 Sty 2017
Posty: 0
Zaczęły się przygody, ale dlaczego ten hostel, a nie luksusowy hotel ?
Góra
 Relacje PM off  
 
#23 PostWysłany: 17 Lut 2017 19:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
@BeataC
Czesem jest fajnie sprobowac cos innego. ;)
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem, kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off  
 
#24 PostWysłany: 18 Lut 2017 01:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
krasnal napisał(a):
To dają teraz pieczątki w HK? Bo słyszałem, że od jakiś 3 lat tylko te głupie wydruki.


Racja, z rozpędu napisałem. Poprawiam. Dzięki za czujność :)

Cytuj:
Zaczęły się przygody, ale dlaczego ten hostel, a nie luksusowy hotel ?


Bo liczba punktów do wykorzystania jest ograniczona ;)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#25 PostWysłany: 19 Lut 2017 16:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Budzę się w nocy średnio co godzinę. Nie wiem czy to kwestia jet laga czy podświadomość, że trzeba wcześnie wstać. O 5 rano jestem już na nogach. Pakuję się, sprawdzam pocztę na komputerze i wychodzę, żeby oddać klucze w recepcji. Na zewnątrz panuje idealna temperatura na spacer. Do portu z którego odpływa mój prom do Makau mam według Google Maps około 4,5 kilometra. Zostały mi prawie dwie godziny, więc na nogach podążam do miejsca docelowego. Nie ma jeszcze dużego ruchu, a słońce powoli podnosi się zza budynków. Kilka razy zatrzymuję się, żeby zrobić zdjęcia. Hong Kong jest bardzo dobrze oznakowany. Bez problemu trafiam do portu, gdzie wchodzę poprzez centrum handlowe. Pokazuję paszport i kartę kredytową w okienku, a pani wydaje mi mój bilet do i z Makau. Udaję się na boarding, który przypomina ten, co znamy z lotnisk. Odbywa się tutaj normalna kontrola dokumentów i wcześniej trzeba wypełnić departure card. Bilet kupiłem w klasie ekonomicznej. Dostaję miejsce na końcu kabiny, a wszystkie szyby są bardzo brudne przez co nie mam szans na robienie zdjęć.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po godzinie dopłynęliśmy do wybrzeży Makau. Wszystko przebiegło bardzo płynnie i specjalnie nie bujało. Teraz czekała mnie kolejna kontrola dokumentów i mogłem udać się do stanowiska autobusów, które należą do różnych kombinatów hotelowych i rozwożą gości za darmo. Tym razem wybrałem hotel Conrad Macao, który obsługiwała firma Sands Cotai Central. Odjazdy są co kilkanaście minut. Na początku pojechaliśmy do hotelu Sands, który można podziwiać już dopływając wodolotem do miasta. Po kolejnych 20 minutach dotarłem do swojego hotelu, który mieści się na wyspie Taipa (całe Makau składa się z trzech takich części). Świetne wrażenie robi bardzo długi most, który prowadzi z Makau właśnie do Taipy.

Image

Image

Image

Hotel Conrad mieści się w pobliżu Holiday Inn oraz Sheratona. Wszystkie są połączone ze sobą centrum handlowym, które jest na najniższych piętrach. Od razu udaję się do lobby, które swoim designem robi świetne wrażenie. W recepcji zostaję miło powitany i odprowadzany do Club Lounge, który jest na 39 piętrze i tam odbywa się check in/out gości ze statusem Gold/Diamond. Wcześniej obsługa daje znać koleżankom z góry, kto przyjechał, dzięki czemu jest przyjemny efekt powitania po nazwisku, a nasza karta meldunkowa jest już wydrukowana. Tutaj pokazano mi co warto zobaczyć w mieście, poczęstowano mnie kawą i ciastkami oraz przydzielono upgrade pokoju do apartamentu. Nie był on jeszcze gotowy, ale po skończeniu rozmowy i chwili odpoczynku dostałem karty i mogłem udać się na 22 piętro, gdzie on się znajdował.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Apartament robił kapitalne wrażenie. Wszystko idealnie wykończone i przygotowane. Poza oczywistymi rzeczami czekał na mnie m.in. telefon komórkowy z bezpłatnym dostępem do Internetu czy ekspres do kawy. Jak przystało na hotel marki Conrad otrzymałem również pluszowego misia oraz kaczkę do kąpieli ;) Jedynym minusem był przeciętej szybkości Internet w hotelu. Zdecydowanie lepiej działał mi ten udostępniany ze smartfona. Długo nie czekając, tylko się przebrałem (zapowiadał się gorący dzień) i zainstalowałem na nowym telefonie Ubera, żeby pojechać do kolonialnej dzielnicy Makau. Samochód zjawił się po sześciu minutach pod głównym wejściem do hotelu.

Image

Image

Image

Po około 30 minutach drogi dotarłem pod ruiny katedry św. Pawła, gdzie wysiadłem. Ta spłonęła w roku 1835, ale ostała się jej fasada, którą zabezpieczono. Są też dostępne dla zwiedzających katakumby z zachowanymi kośćmi zakonników. Tuż obok niej jest Tcha Temple – mała świątynia. Uliczki, na których znajdują się sklepy i restauracje są wyłączone z ruchu drogowego.
Samo Makau było portugalską kolonią już w XVI wieku, a teraz jest to Specjalny Region Autonomiczny Makau, czyli działa podobnie jak Hong Kong. Przeciętny mieszkaniec Chin ma tu taki sam dostęp jak do San Francisco czy Nowego Jorku. Jest to najstarsza i ostatnia kolonia europejska w tym rejonie. Istniała ona ponad 400 lat, a została oddana Portugalii za to, że ci walczyli z piratami, którzy panoszyli się na tych terenach.

Image

Image

Image

Następnie skierowałem się w kierunku Mount Fortress, czyli twierdzy Portugalczyków z siedemnastego wieku. Wokół niej można podziwiać piękną egzotyczna roślinność. Z góry można zobaczyć panoramę miasta z każdej strony. Moją uwagę zwróciła dwujęzyczność większości szyldów i tablic, a także lewostronny ruch (tak samo jak w Hong Kongu). Warto pamiętać, że w samych Chinach jeździmy po prawej stronie. Jeżeli więcej mieszkanie Makau chce wjechać na teren Chin musi posiadać dodatkową rejestrację na samochodzie.

Image

Image

Image

Przyglądając się mapie otrzymanej w hotelu spostrzegłem mały park, do którego miałem kilkaset metrów. Okazał się on bardzo przyjemnym miejscem, gdzie znajduje się piękna roślinność, a mieszkańcy miasta przychodzą tutaj na gimnastykę i rozciąganie.
Spacerując trafiłem na znany z przewodników kościół św. Dominika z roku 1587 oraz dalej na plac Senado Square, który sprawił, że przez chwile miałem wątpliwości czy jestem w Azji czy w Portugalii. Na około same stare, kolonialne budynki. Wśród nich np. Holy House of Mercy, który jest miejscem spotkań w sprawach pomagania innym ludziom. Został on zbudowany w XVIII wieku. Obok mamy salę posiedzeń dawnego senatu Makau, która podobno ma przepiękne azulejos w środku (są to malowane płytki, które zobaczycie np. na ulicach Porto). Tutaj na ulicach zresztą też je widać, a nawet nazwy ulic są wykonane w takim stylu.
Nie wszystkie miejsca są tak piękne i kolorowe. Mamy poza centrum także zniszczone domy z okratowanymi balkonami. Jest tam bardzo ciemno i ciasno.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Na koniec docieram do charakterystycznego hotelu Grand Lisboa z wielkim kasynem na dole, gdzie mamy ponad 1000 jednorękich bandytów i 800 stołów do innych gier. Co więcej można tutaj zamówić prawie 15 tysięcy gatunków wina! W oddali widzę Macau Tower, która podobna jest do znanej CN Tower w Toronto. Podobno można z niej skoczyć na bungee. Bliżej wybrzeża stoi sporych gabarytów posąg Buddy pod postacią kobiety. Stąd poszedłem już prosto do hotelu Sands, gdzie akurat odjeżdżał autobus kursujący na trasie do moje hotelu, więc skorzystałem z okazji i pojechałem na popołudniową kawę w saloniku. Do wyboru było kilka ciast, czekoladek, pralinek, owoców, soków itp. Tutaj znowu byłem zaskoczony tym, że każda osoba z obsługi znała moje imię/nazwisko i w ten sposób się do mnie zwracała. Nawet ta część obsługi, którą widziałem po raz pierwszy. Oczywiście poza osobami sprzątającymi pokoje.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Posilony ruszyłem na kolejne zwiedzanie okolicy. Tym razem tej w promieniu jakiegoś kilometra od mojego hotelu. Znajdują się tutaj inne hotele, które stylizowane są na kształt budowli europejskich. Oczywiście mamy tutaj wieżę Eiffla czy słynną wenecką wieżę. To właśnie hotel Venetian zrobił na mnie największe wrażenie, a dokładniej centrum handlowe na jego dolnych poziomach. Jest ono w całości zaprojektowane na wzór weneckich kanałów. Mamy podwieszone niebo z chmurami, sklepy z frontami włoskich domów oraz na środku kanał po którym pływają gondole z turystami. Całość cieszy się takim zainteresowaniem, że na rejs czeka się w długich kolejkach. Klient dodatkowo może zakupić zdjęcie, które robią fotografowie z mostków znajdujących się nad kanałem.

Image

Image

Image

Image

Makau to bardzo ciekawe miasto, które zostało zwrócone Chinom w roku 1999 (Hong Kong w 1997). A jeszcze ciekawsze są fakty dotyczące praw Chińczyków odnośnie wjazdu do tego niego. Mieszkańcy Chin Ludowych muszą otrzymać wizę, żeby mieć prawo przekroczenia granicy Makau. Są one wydawane na okres 1-2 tygodni, ale żeby je otrzymać czekają nawet kilka miesięcy. W dodatku muszę mieć specjalne dokumenty (nie paszport), żeby nie uciekli gdzieś dalej. To samo dotyczy Hong Kongu.

Image

Image

Image

Image

Wieczorem zjadłem w hotelu kolację, a następnie poszedłem na wieczorny spacer zobaczyć jak hotele i kasyna prezentują się po zmierzchu. Nie zawiodłem się :-)

Image

Image

Image
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.


Ostatnio edytowany przez przemos74, 26 Lut 2017 21:19, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
 
 
#26 PostWysłany: 19 Lut 2017 17:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2505
Loty: 432
Kilometry: 1 028 838
złoty
Lokalizacja hotelu zobowiazuje do luksusu i dobrej obslugi :-) Moze wybiore sie tam jeszcze raz i przy okazji powieksze kolekcje pluszakow.
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#27 PostWysłany: 19 Lut 2017 18:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Sty 2012
Posty: 3639
Loty: 3
Kilometry: 1 825
platynowy
Fajnie poczytać i popatrzeć na relacje z kółka, które samo się już prawie 2x kupiło ;) może z innym planem pokręcenia się po Azji SE ale dolot i powrót taki sam.
_________________
Jesli planujesz podroz dookola swiata to poczytaj tu o moich.. >>> Relacje
Image
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#28 PostWysłany: 20 Lut 2017 02:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 3635
platynowy
Mialem okazje odwiedzic HK i Makao w 1995, jeszcze zanim zostaly oddane do Chin
Przypominam sobie, ze Makao bylo troche brudne i zaniedbane, ale widze, ze wiele sie zmienilo. :)
_________________
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się p. tobie oraz nie bądź tchórzem, kłamcą!
Brak ochoty i szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw.

Z Kiruny na Socotrę / zorze polarne
Afryka / Gorilla Trekking
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda / Polska Stacja Arctowski, Czarnobyl
Góra
 Relacje PM off  
 
#29 PostWysłany: 21 Lut 2017 03:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
@‌cccc‌, teraz jest naprawdę elegancko :)

@‌tom971‌, kupuj, warto!

@‌Aga_podrozniczka‌, polecam! W Conrad Pekin mają świetne Pandy słyszałem ;)

@‌Kamil‌, dziękuję :)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
marek2011 lubi ten post.
 
 
#30 PostWysłany: 21 Lut 2017 16:24 

Rejestracja: 12 Sie 2011
Posty: 2
@‌przemos74‌ wielki uśmiech pojawił się na mojej twarzy gdy dziś w pracy zobaczyłam twoją nową relację :) super sprawa, pozdrawiam.
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#31 PostWysłany: 21 Lut 2017 16:40 

Rejestracja: 06 Sie 2012
Posty: 1433
Loty: 97
Kilometry: 200 804
platynowy
przemos74: widzę że płynąłeś TurboJet do Macao, jest drugi przewoźnik Cotai Water Jet - przez ich aplikację mobilną często można kupić sporo taniej bilety na przepłynięcie, zarówno HongKong<->Macao jak i z Macao na lotnisko HKG (odrazu do AirSide).

HongKong odwiedziłem jesienią ale to drugie miejsce po Singapurze gdzie będę chciał wracać :)
Góra
 Relacje PM off
mashacra lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#32 PostWysłany: 21 Lut 2017 21:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Kolejny raz wstałem bardzo wcześnie, bo już przed 7 rano. Wszystko to było spowodowane zakupionym biletem na rejs powrotny do Hong Kongu o 11:30. Z drugiej strony mam dłuższy dzień i mogę więcej zrobić podczas tak krótkiego pobytu w każdym z miejsc na mojej trasie. Poszedłem więc od razu na śniadanie do restauracji, która znajduje się na poziome recepcji. Wcale nie jest łatwo tam trafić, bowiem zlokalizowana jest ona jakby pomiędzy innymi sklepami i restauracjami, które są w centrum handlowym. Dopiero jeden z ochroniarzy skierował mnie we właściwym kierunku (naprzeciwko MCDonalda).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wybór jedzenia zwala z nóg. Mamy wszystko czego dusza zapragnie. Nawet znalazło się miejsce dla kuchni japońskiej, indyjskiej czy chińskiej. Szkoda, że praktycznie nie byłem głody po świetnej kolacji poprzedniego wieczoru. W związku z tym nie zabawiłem tam długo i tylko podpisałem rachunek i poszedłem zobaczyć jak prezentuje się część rekreacyjna hotelu. Zawitałem na basen, gdzie otrzymałem ręcznik i poszedłem poopalać się na leżaku. Pogoda tego dnia była ponownie genialna i można było poczuć się jakby był środek lata.

Image

Image

Image

Po skorzystaniu z basenu i jacuzzi wróciłem do pokoju, żeby zabrać swoje rzeczy i następnie wymeldowałem się z hotelu. Recepcjonistka twierdziła, że mam małe szanse zdążyć na prom (odpływał za 1:15 h) i radzi wziąć taksówkę zamiast czekać na hotelowy autobus. Postanowiłem jednak zaryzykować z tym, że oczekiwałem na jego przyjazd na złym stanowisku (piętro za nisko) i straciłem w ten sposób kolejne 20 minut. Zrobiło się trochę nerwowo, ale po skorygowaniu przystanku od razu wsiadłem i po chwili odjechaliśmy w stronę portu w Macau. Przejazd trwał około 20 minut, a ja od razu po wyjściu lekkim truchtem ruszyłem w kierunku terminalu. Do kontroli nie było kolejki, co sprawiło, że jeszcze przyszło mi czekać na wspomniany prom do Hong Kongu. Płynęliśmy około jednej godzin, nie bujało i na miejsce dotarliśmy o czasie. Tutaj jednak czekały na mnie spore kolejki do kontroli paszportowej.

Image

Image

Image

Po załatwieniu wszystkich formalności przeszedłem do terminalu autobusowego, który znajduje się bardzo blisko przystani promowej. Wsiadłem w autobus numer 111 (koszt 9,3 dolara) i pojechałem w stronę zarezerwowanego na tę noc hotelu Intercontinental Grand Stanford Hong Kong. Przejazd zabrał mi około 25 minut, ale nie był to stracony czas, ponieważ siedziałem na górnym pokładzie w pierwszym rzędzie i miałem świetny widok na miasto. Zresztą zobaczcie sami na zdjęciach.

Image

Image

Image

Image

Z przystanku do hotelu czekał mnie krótki spacer. Po drodze mogłem przyjrzeć się sesji zdjęciowej młodej pary oraz zobaczyć politechnikę w Hong Kongu. Do hotelu dotarłem po godzinie 13. Mój pokój był już gotowy. Oprócz karty wręczono mi także voucher na drinka powitalnego w jednym z dwóch barów. W pokoju wszystko prezentowało się perfekcyjnie, zresztą lobby jak widzicie na zdjęciach także zachwyca. Niestety mój zachwyt szybko minął, kiedy przeczytałem kartę na biurku, że do 20 lutego basen jest nieczynny z powodu pracy z nim związanych. Była jednak adnotacja, że jeżeli ktoś jest zainteresowany skorzystaniem z basenu to ma skontaktować się z Duty Menagerem. Nic mi nie szkodziło, więc sięgnąłem za słuchawkę i zadzwoniłem zapytać. Wyjaśniłem, że przy tak świetnej pogodzie miałem na celu trochę się pokąpać. Dodałem, że szkoda wybrałem właśnie ten hotelu z uwagi na pięknie położony basen. Kobieta o imieniu Katie poprosiła mnie o chwilę cierpliwości. Po 10 minutach oddzwoniła z propozycją – na koszt hotelu mogę jeździć taksówką do położonego 1 km dalej drugiego hotelu Intercontinental i tam do woli korzystać z basenu. Dodatkowo w ramach zadośćuczynienia zaprasza mnie rano na śniadanie do restauracji. Poczułem się jakbym wygrał coś na loterii, bowiem drugi IC wydawał mi się jeszcze lepszy i oferował także genialne widoki z basenu bez krawędzi. Nie wybrałem go planując pobyt w HKG, ponieważ kosztował po ostatnich zmianach 60000 punktów za noc, co wydało mi się zbyt wygórowaną stawką.

Image

Image

Image

Image

To spowodowało, że zmieniłem swoje plany i zamiast wspinać się na wzgórze Wiktorii (na którym także byłem kilka lat temu, ale była mgła), to zdecydowałem się od razu pojechać do drugiego hotelu i wykorzystać słoneczną pogodę na kąpiel. Wziąłem rachunek z taksówki (minimalna stawka 22 HKD) i zameldowałem się w recepcji. Tam już wiedzieli, że basen w IC GS HKG nie jest czynny i że będę ich tymczasowym gościem. W tym miejscu już nic nie trzeba pisać – wystarczy popatrzeć na te widoki. Hong Kong z tej perspektywy zachwyca jeszcze bardziej.

Image

Image

Image

Image

Po niesamowitym relaksie udałem się na spacer po mieście. Uwielbiam obserwować piętrowe autobusy i tramwaje w Hong Kongu. Są niesamowicie klimatyczne. Ludzie czekają na nie ustawieni na przystankach, a kierowca wpuszcza ich do momentu, aż nie uzna, że dany pojazd jest już pełen. Swoją drogą kolorytu temu miastu dokładają także taksówki, którymi są w większości stare Toyoty. Większość z nich jest koloru czerwonego, ale widziałem też niebieskie czy zielone.

Image

Image

Image

Image

Image

Chciałem tego dnia odwiedzić Aleję Gwiazd, czyli Star Avenue, ale jak się okazało jest ona zamknięta. Powstała chyba nowa atrakcja Garden of Stars, gdzie przeniesiono to co kilka lat temu oglądałem właśnie na słynnej alei ciągnącej się wzdłuż wybrzeża. To miejsce, gdzie znani aktorzy chińskiego kina zostawili odciski swoich dłoni. Są też pomniki filmowców czy Bruce Lee, a największym zainteresowaniem cieszą się odciski dłoni Jackie Chana.

Image

Image

Image

Byłem tego dnia bardzo zmęczony, więc wróciłem spacerem do hotelu (nie narażałem już IC na kolejne koszty taksówki ;)) i położyłem się na godzinną drzemkę. Zrobiłem sobie także szybko coś do jedzenia (kupiłem w 7/11). Kiedy zapadł zmierzch, a mi wróciły siły to od razu wziąłem swój sprzęt fotograficzny i poszedłem ponownie na spacer, żeby popstrykać trochę fotek. Udało mi się zobaczyć znany stateczek w chińskim stylu z trzema żaglami, który możecie oglądać na wszystkich widokówkach Hong Kongu. Warto jednak wiedzieć, że całość napędzana jest silnikami, bowiem inaczej nie poruszałby się on z taką prędkością.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Nie zapomniałem jednak o voucherze na napój w barze, więc poszedłem do pubu, który znajdował się na terenie mojego hotelu. Tam grano muzykę na żywo. Zamówiłem piwo San Miguel (znane mi z Filipin) i słuchałem aż do północy, jak niewielki zespół grał dla hotelowych gości. Tak też dobiegł końca mój w sumie drugi już dzień w Hong Kongu.

Image
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#33 PostWysłany: 22 Lut 2017 21:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Dzisiaj odcinek mocno lotniczy, bowiem czekały mnie dwa loty z dosyć ryzykowną przesiadką w Kuala Lumpur. Czy się udało? Zapraszam do dalszej lektury ;)

Moje ostatnie chwile w Hong Kongu. Budzę się o godzinie 7, oczywiście z pomocą budzika. Na łóżkach w hotelach rodziny Intercontinental śpi się tak dobrze, jak na żadnych innych. Mógłbym jeszcze z powodzeniem spędzić tam kilka godzin, ale niestety trzeba wstawać i ruszać dalej. Na początek dnia czekało mnie niespodziewane, darmowe śniadanie od Duty Menagera (pisałem o tym poprzednio). Restauracja robi świetne wrażenie, jest przepięknie urządzona i wykończona, a także oferuje widok na wybrzeże Hong Kongu. Zjadam smacznego omleta, a na deser truskawki z borówkami i gofra. Jestem już w pełni sił do działania. Szkoda mi jednak, że muszę opuszczać Hong Kong, bowiem bardzo mi się tutaj podoba i miasto to spokojnie plasuje się w moim prywatnym rankingu najprzyjemniejszych miejsc, które odwiedziłem. Postanowiłem udać się jeszcze na 45 minutowy spacer, bowiem tyle czasu miałem w zapasie. Następnie wykwaterowałem się i poszedłem na przystanek autobusu A21 (około 400 metrów od hotelu), żeby pojechać na lotnisko. Znowu udało mi się zająć miejsce w pierwszym rzędzie, dzięki czemu przez kolejne 1,5 godziny podziwiałem miasto.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Wracając na lotnisko jechałem przez dzielnicę Mongkok. Jest to część Hong Kongu, która słynie z bardzo gęstej zabudowy i mocno zatłoczonych ulic. Mamy tutaj poupychane sklepy i restauracje jedna koło drugiej. Nad nimi są mieszkania i hotele, które można wynajmować także na godziny. Zaludnienie jest tutaj rekordowe i wynosi 130 tysięcy osób na km kwadratowy. Wspomniane sklepy są tutaj charakterystycznie pogrupowane, co jest dla mnie niekoniecznie zrozumiałe. Każdy ma swój biznes obok konkurenta. Znajdziemy tutaj dosłownie wszystko od sprzętu elektronicznego, po sprzęt sportowy czy sklepy zoologiczne.

Image

Image

Z ciekawostek warto sobie powiedzieć, że liczba turystów przybywających z Chin Ludowych jest ograniczona do kilku tysięcy dziennie. Taka sama sytuacja podobno jest na Tajwanie (tutaj chyba 7k dziennie). Ograniczona jest także liczba pojazdów z Chin na terenie HK. Może ich przebywać maksymalnie 350 sztuk.

Image

Image

Image

Po dotarciu na lotnisko podszedłem do automatu od self check in i odprawiłem się na lot. Wraz z biletem przeszedłem kontrole i udałem się do saloniku The Pier, który znajduje się obok bramki 64. Jest osobna część dla pasażerów klasy pierwszej i dla klasy biznes. Ja z uwagi na srebrny status w BA EC mogłem udać się do tego drugiego. Przypominał mi on dosyć mocno poczekalnię Cathay Pacific z Manili. Tutaj także mieliśmy podział na kilka stref, jednak było ich więcej, a także zdecydowanie szerszy wybór jedzenia i picia. Jest tutaj miejsce dla miłośników picia herbat, bar z najróżniejszymi alkoholami, specjalny bar gdzie serwowane są dania makaronowe, zupy i pierożki, a także strefa wypoczynkowa. Nie zabrakło oczywiście pryszniców. Oczekiwanie na lot minęło mi bardzo szybko i kiedy rozpoczął się boarding ruszyłem do samolotu, który stał przy bramce 41.

Image

Image

Image

Image

Image

Zająłem miejsce w rzędzie przy wyjściu ewakuacyjnym, gdzie miejsce na nogi jest wręcz nieograniczone. W czasie rejsu podano jeden ciepły, skromny, ale bardzo smaczny posiłek. Ja wybrałem kluski z serem i warzywami. Pomimo niewielkiej porcji najadłem się i pozostały czas pracowałem na komputerze. Lot trwał niecałe 4 godzin. Po tym czasie Boeing 777-300 wylądował na lotnisku KLIA w Kuala Lumpur. Byliśmy na płycie 10 minut przed czasem rozkładowym, co zwiastowało powodzenie mojej przesiadki.

Image

Image

Image

Miałem od teraz 1,5 godzin na zmianę terminalu na KLIA2 i lot do Kuching liniami AirAsia. Szybkim krokiem wyszedłem z samolotu i skierowałem się na pociąg, który zawodzi pasażerów de sektora przylotów. Tam musiałem przejść kolejną kontrolę dokumentów. Na szczęście nie miałem bagażu, więc nie musiałem czekać przy taśmach, ale od razu poszedłem na kolejkę pomiędzy terminalami. Bilet na przejazd kosztuje 2 RM (lub 1,8 RM przy płatności kartą). Pociąg zjawił się po około 10 minutach. Swoją drogą było tutaj słychać same polskie głosy. Jakaś duża grupa naszych rodaków w wieku 40-50 lat przybyła na wakacje do Malezji. Bardzo się cieszę, że coraz więcej podróżujemy.

Image

Image

Image

Image

W terminalu KLIA2 zameldowałem się 40 minut przed odlotem. I tutaj mały zonk. Nie można się już odprawić na lot (a zapomniałem to zrobić wcześniej). Udaję się do obsługi, gdzie informują mnie o dopłacie za odprawę po czasie 60 RM! Nie miałem przy sobie gotówki poza 4 RM, które zostały mi z ostatniej wyprawy do Malezji. Czasu też nie miałem żeby szukać kantoru. Pracownik lotniska w końcu wziął ode mnie 4 RM i wydrukował bilet :D Bardzo to miło z jego strony, a ja pełen nadziei ruszyłem w kierunku strefy odlotów krajowych na kolejną kontrolą bagażową. Do odlotu zostało około 20 minut, kiedy to zameldowałem się przy bramce. Trwał już boarding. Lot miał obłożenie praktycznie 100%. Po 1:50 h w końcu wylądowałem po raz pierwszy w swoim życiu na Borneo. Tu o dziwo czekała mnie kolejna kontrola paszportowa (pomimo, że to krajówka).

Image

Image

W holu głównym lotniska poszedłem wypłacić niezbędne Ringi Malezyjskie do bankomatu, a następnie zamówiłem Ubera na transfer do hotelu. Czekając na samochód zaczepił mnie pewien Włoch z propozycją podziału kosztów za taksówkę. Pojechaliśmy razem rozmawiając o podróżach i piłce nożnej. Mieszka on w Napoli i jest wielkim fanem piłki nożnej, a także naszych zawodników (Zielińskiego i Milika). Kierowca nie wiedział, gdzie jest jego hostel, więc wpierw zostawił mnie w hotelu Hilton Kuching, gdzie miałem spędzić jedną noc.

Image

Image

Image

Image

Zakwaterowanie przebiegło sprawnie na 12 piętrze w saloniku Executive Lounge. Otrzymałem upgrade do pokoju Junior Suite z pięknym widokiem na rzekę. Pokój robił dobre wrażenie, chociaż po poprzednich noclegach nie było takiego efektu „wow”. W łazience była zarówno wanna, jak i prysznic. Minibar był zamknięty, a do picia były dwie butelki wody. Jeszcze zdążyłem udać się na wieczorną herbatę, a następnie pójść spać. To był bardzo męczący dzień, ponieważ praktycznie cały spędziłem w podróży. Zmieniła się strefa klimatyczna (ale nie czasowa), a mnie czekało kolejnego dnia zwiedzanie miasta kotów oraz odwiedziny centrum rehabilitacji orangutanów.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#34 PostWysłany: 24 Lut 2017 14:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Pierwszy dzień w Malezji, a dokładniej w Kuching zaczynam od wyłączenia budzika o godzinie 6 i śpię kolejne 45 minut. To powoduje, że nie mam szans zdążyć na autobus o 7:20, którym można dojechać do Semenggoh na karmienie orangutanów. W związku z tym zmieniłem plany i poszedłem na śniadanie do hotelowej restauracji. Oczywiście funkcjonuje tutaj szwedzki stół. Wybór jedzenia, jak przystało na Hiltona był bardzo szeroki. Widząc sushi skupiłem się na nim, chociaż nie było ono tak smaczne jak miałem okazję jeść wcześniej np. w Macau.

Image

Image

Posilony poszedłem na spacer wzdłuż rzeki. Raz w jedną stronę, a raz w drugą. Chciałem jak najlepiej poznać słynne „miasto kotów”. Jest tutaj dużo rzeźb przedstawiających właśnie te ssaki. Poza tym w mieście można odwiedzić muzeum kotów, co zapewne byłoby nie lada gratką dla miłośników tych zwierząt. Ja jednak nie miałem na to czasu, a od kotów wolę psy ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Miasto dzieli się na dwie części za sprawą rzeki Sarawak. Żeby ją przekroczyć możemy skorzystać z jednego z kilku mostów, ale są one oddalone od siebie o kilka kilometrów. Malezyjczycy poradzili sobie z tym i przeprawiają się także łódkami. Po drugiej stronie rzeki, a także z pokoju hotelowego miałem widok na bardzo charakterystyczny budynek o nazwie New Sarawak State Legislatieve Assembly Building. To właśnie w nim zbierają się głowy państwa i rozmawiają na istotne tematy. W mieście można trafić na kilka małych świątyń i to nie tylko w chińskiej dzielnicy. Ta o poranku jest opustoszała, a później możemy tam kupić dosłownie wszystko od ubrań po elektronikę. W mieście najwięcej jest jednak małych sklepików i warsztatów pracy. Nie brakuje także punktów, gdzie możemy się posilić. Ceny są bardzo przystępne.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W pobliżu dworca autobusowego znalazłem ogromny różowy meczet. Obok niego jest chyba cmentarz. Wizualnie robi to ciekawe wrażenie, aczkolwiek nie kusiło mnie, żeby decydować się na dokładniejsze zwiedzanie. Postanowiłem wrócić do hotelu na popołudniową kawę w saloniku i chwilę odetchnąć na basenie. Mój odpoczynek nie trwał długo, ponieważ o 13:00 odjeżdżał drugi (i ostatni) autobus nr. 6 do centrum orangutanów, które tak bardzo chciałem odwiedzić. Tym razem na przystanku byłem przed czasem. Razem ze mną w to miejsce jechało 3 innych Europejczyków. Koszt biletu w jedną stronę to 4 Ringi. Przejazd trwał niecałą godzinę.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Do samej wycieczki podchodziłem z pewnym dystansem. Zdawałem sobie sprawę, że szansa na zobaczenie orangutanów nie jest stuprocentowa. Z drugiej strony musiałem spróbować.

Image

Image

Image

Autobus podjechał pod samo wejście. Cena biletu wstępu to 10 RM od osoby. Karmienie miało odbywać się o godzinie 15:00. Weszliśmy do parku po 14, dzięki czemu był jeszcze czas na krótki spacer. Po drodze można odbić w bok np. do lasu bambusowego. Po około 20 minutach drogi znajdujemy się w miejscu, skąd rozpoczyna się cała ceremonia karmienia. Obsługa przynosi banany i kokosy i zaczyna nawoływać małpy. Po chwili przychodzi jeden jegomość. Wszyscy zaczynają robić zdjęcia. Mamy się jednak odsunąć i dać mu podejść bliżej. Ten bierze kiść bananów i siada na poręczy. Zajada się owocami, a przy tym pozuje do fotek. Kiedy otrzymuje do jedzenia kokosa, wtedy pokazuje swoją siłę rozłupuje go jednym uderzeniem o drzewo.

Image

Image

Image

Za chwilę na drzewie pojawia się drugi orangutan. Ten jednak tylko huśta się na gałęziach, ale nie przychodzi po jedzenie. Nasza grupka zostaje skierowana w głąb lasu, bowiem tam jest szansa zobaczyć kolejne okazy. Idziemy jakieś 10 minut po mokrej ścieżce, aż w końcu trafiamy na platformę, gdzie można wygodnie się oprzeć i obserwować karmienie niczym spektakl w teatrze. Po długim nawoływaniu przychodzi kolejny z orangutanów, tj. przeskakując z drzewa na drzewo dociera w miejsce karmienia. Zaczyna jeść banany i tak już do końca. My słyszymy informację, że jeżeli chcemy zdążyć na autobus miejski do miasta to musimy już iść. Kierowca czeka na nas przed wejściem. Rzeczywiście tak było i punkt 16 ruszyliśmy w drogę powrotną do Kuching. Tym razem przejazd poszedł sprawniej i tuż po 17 byłem w hotelu.

Image

Image

Image

Niestety nie miałem zbyt dużo czasu, ponieważ czekał mnie tego dnia rejs powrotny do Kuala Lumpur o godzinie 19:45. Szybko spakowałem swoje rzeczy i poszedłem się wymeldować. Zamówiłem przejazd Uberem na lotnisko (koszt tym razem to 18 RMB). Z uwagi, że byłem bardzo głodny to szybko przeszedłem wszystkie kontrole i udałem się do saloniku Premium Plaza, gdzie można z karty zamówić dania na ciepło do jedzenia. Wziąłem sobie jakąś lokalną zupę (nie pamiętam teraz nazwy) oraz makaron. Do tego do picia coś na bazie mleka sojowego. Posiłek był bardzo smaczny i pożywny.

Image

Image

Image

Image

Rejs do Kuala Lumpur liniami Air Asia trwał około 1:45 h. Po wylądowaniu poszedłem na autobus do stacji KL Sentral. Koszt takiego przejazdu to obecnie 12 RM. Autobus jechał zaledwie 45 minut. Było już późno, bowiem po 23. Chciałem jednak zrobić sobie spacer po stolicy Malezji, więc pomimo bagażu poszedłem spacerem do hotelu Holiday Inn Express Kuala Lumpur City Center. Znajduje się on blisko wież Petronas Twin Tower, czyli do przejścia miałem blisko 6 kilometrów. Na dodatek w pewnym momencie trochę się zgubiłem przez co zrobiłem jeszcze więcej. Pogoda nie sprzyjała mojemu pomysłowi – był bardzo gorąco i parno.

Image

Image

Image

Powyższy hotel wybrałem z powodu stosunkowo niskiej stawki jak na hotele IHG, a w obecnej promocji Accelerate mam zadanie trzech nocy w hotelach za granicą, więc był to dla mnie wybór właśnie pod to. Niestety na miejscu musiałem czekać około 10 minut, aż recepcjonistka skończy jakąś rozmowę przez telefon. Po tym dostałem kartę do pokoju i poszedłem się wykąpać i szybko spać. Dodam tylko, że otrzymałem tutaj najmniejszy pokój, jaki kiedykolwiek widziałem w hotelu HIX. Mimo to sam obiekt bardzo ładny, czysty, świetnie położony i niczym nie odstaje od innych hoteli tego typu. Mogę spokojnie polecić. W kolejnym poście powiem Wam co było na śniadanie ;)

Kolejnego dnia czekał mnie lot na Mauritius :)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
 
 
#35 PostWysłany: 25 Lut 2017 21:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Kolejna krótka noc. Nie wiem czy przyzwyczaiłem już organizm, że w trakcie tego wyjazdu nie śpię więcej niż 6 godzin. Tym razem położyłem się o 2:30, a wstałem dokładnie o 6:00. Budzik musiał jednak mi pomóc. Pakowania nie miałem zbyt wiele, ponieważ w hotelu spędziłem mało czasu. Ogarnąłem się i zjechałem na poziom recepcji, żeby zjeść śniadanie, które w hotelu Holiday Inn Express Kuala Lumpur City Center serwowane jest od godziny 6:30. Wybór jedzenia przeciętny. To znaczy niezły, ale ostatnio się trochę przyzwyczaiłem do większego wachlarzu potrwa (czyt. Hilton, Conrad, Intercontinental). Dobrze, że specjalnie nie jestem głody, więc po 10 minutach jestem już w samochodzie Ubera i jadę na dworzec KL Sentral, żeby wrócić na lotnisko. Koszt transferu to jedyne 11 RM.

Image

Image

Image

Ponownie wybieram autobus, który jedzie dłużej, ale jest tańszy od KL Express. Oczywiście natychmiast zasypiam i budzę się na lotnisku przy terminalu KLIA2. Tutaj musiałem udać się do kontroli dokumentów, pomimo, że już byłem po odprawie. Trafiło mi się jednak miejsce w samym środku (układ Airbusa A330 AirAsia to 3-3-3). Proszę o jego zmianę przemiłą Azjatkę przy desku. Z uśmiechem pyta jakie miejsce dokładnie sobie życzę. I tak właśnie otrzymuję 3 miejsca, co zaowocuje podniesieniem komfortu mojej podróży na Mauritius.

Tuż przed odlotem wpadam na moment do saloniku Platinum Plaza, który jednak jest niegodny polecenia. Wybór jedzenia prawie żaden, a znalezienie miejsca wolnego o tej porze graniczy z cudem. Internet też działa tutaj gorzej niż w przypadku ogólnolotniskowego WiFi. Przechodzę kontrolę bagażu podręcznego i już na tablicy widzę Last Call. To oznacza, że wylecimy o czasie. Rzeczywiście wszystko przebiegło planowo i po 6,5 h wylądowaliśmy na afrykańskiej ziemi. Widoki przy podejściu były przepiękne, co już mocno mnie nakręciło i chciałem jak najszybciej wyjść z lotniska.

Image

Image

To jednak nie takie proste. Na początku była spora kolejka do kontroli paszportowej. A, kiedy już opuszczałem lotnisko, to zaczepił mnie celnik i zaprosił na dodatkową kontrolą. Był on jednak niesamowicie kulturalny. Zapytał tylko po co przyleciałem, na jak długo i co mam w plecaku. Nie kazał go nawet otwierać, po czym życzył udanego pobytu.

Wyszedłem na zewnątrz Sir Seewoosagur Ramgoolam International Airport i od razu poczułem uderzenie gorącego powietrza. W dodatku miałem na sobie długie spodnie, bo AirAsia postanowiła zamrozić swoich pasażerów. Moim celem było dotarcie do hotelu InterContinental Mauritius Resort Balaclava Fort. Na początku pytam obsługi, gdzie jest przystanek autobusowy. Okazuje się, że nie w strefie przylotów, więc czeka mnie krótki spacer. Na przystanku spotykam człowieka, który pracuje w wypożyczalni samochodów i z nim ucinam sobie pogawędkę dopytując jak dostać się do miasteczka Balaclava. Łatwo nie będzie. Muszę pojechać z dwoma przesiadkami. Pierwszą będę miał w stolicy, gdzie innym autobusem przemieszczę się pomiędzy dworcami, a dalej pojadę do miasteczka Arsenal, skąd już muszę wziąć taksówkę do hotelu (ok. 5 km).

Image

Dobrze, w takim razie nie pozostało mi nic innego jak czekać na autobus numer 198. Ten zjawił się po około 45 minutach. Przejazd trwał prawie 1,5 godziny, ponieważ autobus zatrzymywał się dosyć często, a poza tym nie jechał cały czas główną drogą. Do tego dodajmy jeszcze spore korki tuż przed stolicą wyspy. Po drodze mogłem podziwiać pola trzcinowe i górzyste tereny interioru. Dalej poszło już sprawniej i w końcu znalazłem się na skrzyżowaniu, gdzie był znak kierujący do hotelu IC. Postanowiłem iść pieszo dopóki nie pojedzie jakaś taksówka. Po drodze wszedłem do sklepu na drobne zakupy – od śniadania nic nie jadłem, a powoli zbliżał się zachód słońca. W końcu minął mnie na drodze miejscowy na motorze. Po chwili patrzę i wraca się. Zaproponował, że podrzuci mnie do hotelu. Był to bardzo wesoły i sympatyczny człowiek, który pracuje w innym hotelu na wyspie. Nic nie chciał za tę przysługę. To sprawiło, że cały przejazd do hotelu kosztował mnie poniżej 100 rupii (ok. 9 zł), a taksówką byłby to koszt w graniach 1500 rupii.
W hotelu ochrona nie mogła uwierzyć, że jestem gościem tego obiektu. Nie byłem elegancko ubrany, nie przyjechałem taksówką czy inną limuzyną, a także miałem tylko mały bagaż. Ale… na liście gości jednak widniałem, więc mogłem przekroczyć bramy tego obiektu :D Trochę nie dziwię się takiemu podejściu, ponieważ Mauritius, to w końcu dosyć prestiżowa destynacja i mało backpackerska.

Image

Image

Image

Na dzień dobry przywitano mnie drinkiem z ananasa i zaprowadzono do pokoju. To właśnie w pokoju odbył się właściwy check in. Dosyć ciekawa formuła, ale bardzo sympatyczna. Wszystko mi pokazano i wręczono pyszne czekoladowe ciasto, jako członka sieci IHG, a także talerz z owocami. Ponadto upgrade do pokoju typu Executive z przyjemnym tarasem. Recepcjonistka informuje mnie, że jak tylko będę chciał to mogę zostać w pokoju cały kolejny dzień.

Image

Image

Image

Image

Cały hotel położony jest na terenie tropikalnego ogrodu, który jest idealnie utrzymany. Oczywiście leży przy plaży na wybrzeżu zatoki Balaclava. Z uwagi, że jest on na zachodzie wyspy, to można wieczorem obserwować takie widoki jak widzicie tutaj. Po prostu niesamowita gra kolorów przy zachodzącym słońcu. Wszyscy biegają ze smartfonami i aparatami i robią zdjęcia. Absolutnie im się nie dziwę.

Image

Image

Image

Wieczorem udałem się na show, gdzie był pokaz tańca, a następnie wykąpać się i spać. To był długi i intensywny dzień, ale zakończony bardzo udanie.

Image

Image

Od razu możemy przejść do drugiego dnia, który zacząłem standardowo o 6 rano. Wschód słońca jest tutaj bardzo wcześnie, ale słońce nie oświetla tak idealnie plaży, wody etc. przez co trudno zrobić spektakularne zdjęcia. Nie zapomnę swojego pobytu w Conrad Bali, który znajduje się na wschodzie wyspy. Tam właśnie poranki były najcudowniejszą porą dnia.

Image

Image

Image

Po spacerze poszedłem na śniadanie, gdzie jak się okazało w hotelu przebywa bardzo dużo Polaków. Z tego co zagadałem to przyjechali oni tutaj z biura podróży. Kolejną ciekawostką jest to, że śniadanie w tym Intercontinentalu było wliczone w cenę. W każdym razie nikt nie pytał o numer pokoju ani mnie, ani żadnego innego gościa. To bardzo miły dodatek do pobytu, kiedy opłaca się go punktami (bardzo atrakcyjna stawka 30 tys.). Samo śniadanie doskonałe - największą radość sprawiła mi możliwość samodzielnego komponowania soków z wyciskanych owoców. Poza tym bardzo dużo najróżniejszych potraw do wyboru.

Image

Image

Image

Image

Do godziny 14 przebywałem na terenie hotelu korzystając z pięknej pogody. Udało mi się z pomocą konsjerża zarezerwować samochód na jeden dzień z możliwością zwrotu w innym miejscu. To idealna opcja, jeżeli chce się coś zobaczyć, a także nie stracić znowu kilku godzin na transfer. Koszt takiej usługi to 2200 rupii. Uważam to za rozsądną stawkę. Przy okazji otrzymałem za darmo nawigację. Sam samochód został mi dostarczony w przeciągu 15 minut.

Image

Image

Image

Image

Tak też dobiegł końca mój krótki, ale bardzo udany pobyt w hotelu sieci IHG. Spakowałem swoje rzeczy do samochodu i udałem się na objazd zaplanowanej trasy. O tym czemu praktycznie nic nie zwiedziłem opowiem Wam niebawem.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#36 PostWysłany: 26 Lut 2017 12:12 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3905
HON fly4free
co do nie zwiedzenia zaplanowanej trasy, stawiam na korki i krowy na drogach. Skoro problemy tego typu były już gdy byliśmy tam w 2006 r., to teraz - wraz z nieuniknionym "rozwojem" - jest pewnie gorzej...
Góra
 Relacje PM off  
 
#37 PostWysłany: 26 Lut 2017 13:06 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1630
platynowy
ja obstawiam popsute auto ;)

Wyslane z telefonu.
Góra
 Relacje PM off  
 
#38 PostWysłany: 26 Lut 2017 13:50 

Rejestracja: 14 Lis 2011
Posty: 112
Loty: 89
Kilometry: 200 016
A co, pochwalę się: w Warszawie "takie okrągłe urządzenie, które da nam znać, kiedy nasze dania są gotowe do odbioru" są powszechne w większych "kebabowniach" i innych "chińczykach". Zapraszamy do odwiedzin :-)
Relacjami jestem zafascynowany, ech, gdyby tylko chciało mi się chcieć, tak jak mi się obecnie nie chce ruszać z kanapy...
Góra
 Relacje PM off  
 
#39 PostWysłany: 26 Lut 2017 14:55 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 07 Mar 2014
Posty: 1168
Loty: 93
Kilometry: 181 345
niebieski
@Pan @‌przemos74‌ takie urządzenia są bardzo powszechne. Przemos jesteś z Poznania, tutaj też mamy coś takiego np w City Center knajpy mają.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#40 PostWysłany: 26 Lut 2017 21:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Do dyspozycji otrzymałem bardzo przyzwoity samochód Hyundai Accent z automatyczną skrzynią biegów. Przypomnijmy, że na Mauritiusie jest ruch lewostronny, jednak jakoś nigdy nie mam z tym problemu i mój mózg automatycznie przystosowuje się do nowych warunków. Dodajmy, że miałem już przyjemność jeździć np. w RPA czy w Nowej Zelandii. Pierwszym punktem, który obrałem sobie tego dnia była plaża Trou aux Biches, która znajdowała się zaledwie 10 km na północ od hotelu Intercontinental. Dotarłem tam w kilka minut, zapakowałem samochód na darmowym parkingu przy plaży i udałem się na spacer. I od razu mogę powiedzieć, że była to najpiękniejsza plaża jaką miałem okazję zobaczyć na Mauritiusie. Woda ma tutaj niesamowity kolor i jest bardzo ciepła, a także płytka. Zejście jest łagodne, a wzdłuż plaży ciągną się gęste palmy. Gdybym w przyszłości miał wrócić na wyspę to zapewne poświeciłbym pewien czas na odpoczynek tutaj i kąpiele w oceanie. Tym razem jednak po spacerze ruszyłem dalej.

Image

Image

Image

Image

Drugim punktem była polecana plaża Mont Choisy, która już na mnie takiego wrażenie nie zrobiła. Co prawa jest ona bardzo długa i szeroka, a kolor wody nie odbiega od tego z Troux aux Biches, ale jednak nie mamy tutaj palm, które tworzą klimat pewnego raju. Na koniec podjechałem jeszcze na północ wyspy do Grand Baie, ale to już bardzo tłoczne, głośne i turystyczne miejsce. Znajdziemy tam liczne knajpy, sklepy i bary. Jak widzicie wyspa nie jest wielka, a już na niedużym kawałku zaskakuje różnorodnością. Odcienie błękitu i zieleni zrobiły na mnie niesamowite wrażenie i z tym zawsze będę kojarzył Mauritius.

Image

Image

Image

Godzina była jeszcze całkiem ludzka, więc postanowiłem ruszyć na południe. W nawigacji wpisałem sobie Park Narodowy Chamarel. Chciałem zobaczyć Ziemię Siedmiu Kolorów, która kiedy oświetlana jest przez słońce podobno wygląda bardzo zjawiskowo. Na początku jechało mi się całkiem dobrze, aż w pewnym momencie, już na południe od Port Louis zacząłem coraz dłużej stać w korku. Pojawiła się policja, a także coraz więcej wyznawców hinduizmu spacerujących po ulicy. Tak, dobrze czytacie po ulicy, a nie po poboczu. W zasadzie to nie miało dla nich znaczenia czy idą środkiem pasa, czy pomiędzy pasami czy w ogóle poruszają się wężykiem. Na początku nie miałem pojęcia co tu się wyprawia. Spoglądałem tylko na zegarek i denerwowałem się, że nic nie uda mi się tego dnia zobaczyć. Nie było najmniejsze szansy żeby zawrócić lub pojechać inną drogą. Wszystkie samochody jeden za drugim poruszały się przez dobre 1,5h ze średnią prędkością 5 km/h, a po tym czasie trochę się uspokoiło i można było delikatnie przyspieszyć. Jedynym plusem tego wydarzenia było rozdawane dosłownie co kilkadziesiąt metrów jedzenie i picie – posmakowałem sporo indyjskich potraw i nie byłem głodny do końca dnia. O co jednak w tym wszystkim chodziło?

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Okazuje się, że pod koniec lutego na Mauritiusie, a dokładniej wokół jeziora Grand Bassin ma miejsce Maha Shivahatree. Właśnie wtedy około 300000 hindusów ubranych na biało udaje się oczyścić w „Ganga-Talao”, którego wody są według tradycji w kontakcie z wodami Gangesu w Indiach. To wynika z tego, że w roku 1898 wlano trochę wody z Gangesu właśnie do tego jeziora. Przypomnijmy, że na wyspie około 70% mieszkańców to właśnie hindusi. Cały proceder trwa cztery dni i w jego trakcie pielgrzymi przemierzają na piechotę cały kraj, aby dotrzeć do świętego jeziora. Niosą oni na swoich ramionach Kanwar, czyli taką lekką konstrukcję wykonaną z bambusa i ozdobioną lustrami, papierem i obrazami Shivy. Jest to najważniejsze święto ortodoksyjnych hindusów na Mauritiusie.
Ogólnie rzecz biorąc święto jest to bardzo radosne i kolorowe. Hindusi zapraszają na nie każdego kto tylko ma ochotę uczestniczyć w roztańczonych korowodach. Mauritius jest otwarty na inne kultury i szczery. Wszystko bardzo fajnie, ale na obserwowanie z okien samochodu tego święta straciłem około 3 godzin, co sprawiło, że po dotarciu na samo południe wyspy nawet nie zdążyłem już na zachód słońca i musiałem wracać do hotelu. Przejeżdżałem przez teren Parku Narodowego Black River Gorges, który oferuje 6500 hektarów dzikiej roślinności i egzotycznych gatunków zwierząt. To podobno idealne miejsce na trekking.

Image

Image

Image

Image

Miałem sporo ponad godzinę drogi po zupełnie nie znanych mi drogach, na których panuje totalna ciemność (nie ma lamp wzdłuż). Nie wiedziałem co mnie otacza i tylko sugerowałem się GPSem. W kolejny dzień dopiero dowiedziałem się przez jak malowniczy region przejeżdżałem. Po drodze spotkał mnie deszcz. Taki typowy, który trwał może kilka minut. Przed wjazdem do stolicy jeszcze GPS skierował mnie na zamkniętą drogę, a później non stop kazał mi zawrócić i właśnie nią jechać. Dobrze, że kojarzyłem tę okolicę z przejazdu autobusem i mogłem skierować się do miasta. Tą noc spędziłem w skromnym przybytku w samym centrum stolicy. Dostałem duży przestronny pokój, przestronną łazienkę i szybki dostęp do Internetu. Rano czekało na mnie śniadanie.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 54 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 7 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group