Ograniczenia zanikają, popyt rośnie, ale jest nowy problem. „To może zabić entuzjazm”
Po dwóch bardzo chudych latach dla branży lotniczej i podróżniczej, wreszcie – wraz ze znaczącym złagodzeniem (a często i porzuceniem) restrykcji związanych z koronawirusem, pojawiła się nadzieja na solidną odbudowę zysków. Ale gdy popyt dosłownie wystrzelił, chętnych nie brakuje, a linie lotnicze uzupełniają swoje siatki połączeń, pojawił się zupełnie nowy problem. Jak tych wszystkich ludzi obsłużyć?
Costa Dorada od 2569 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Warszawa – Modlin)
Słoneczny Brzeg od 2519 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Lublin)
Costa Brava od 1829 PLN na 7 dni (lotnisko wylotu: Wrocław)
Gdy nadeszła pandemia, zarówno linie lotnicze jak i lotniska na potęgę zwalniały, wysyłały na bezpłatne urlopy i zawieszały tysiące pracowników. Wielu z nich nie czekało jednak aż sytuacja wraca do normy, tylko po prostu znalazła sobie nową pracę. Zresztą nawet przywrócenie tych, którzy by chcieli, też musi chwilę potrwać.
– Ponieważ bariery w podróżowaniu znikają w większości miejsc, widzimy, że długo oczekiwany wzrost stłumionego popytu w końcu się urzeczywistnia – mówi Willie Walsh, dyrektor generalny IATA. – Niestety obserwujemy również duże opóźnienia na wielu lotniskach, które nie dysponują wystarczającymi zasobami ludzkimi, aby obsłużyć rosnącą liczbę pasażerów.
Efekty takiej sytuacji widzieliśmy np. na lotnisku London Heathrow. W najbardziej dramatycznym momencie, British Airways zdecydował, że przestanie pakować bagaże pasażerów – tylko po to, by chociaż trochę zmniejszyć gigantyczne opóźnienia. Problemy ma też lotnisko Schiphol w Amsterdamie. Linie lotnicze są tak wściekłe, że już teraz domagają się równowartości 4,7 mln PLN za odwołane loty.
– Trzeba się tym pilnie zająć, aby uniknąć frustracji i zabicia entuzjazmu konsumentów, którzy wracają do podróży lotniczych – podsumowuje Walsh.
A jest kogo obsługiwać, bo w Europie wzrost popytu jest wręcz spektakularny. Tylko w marcu ruch pasażerski wzrósł o 425 proc. w porównaniu do marca 2021 roku. Na świecie zanotowano natomiast wzrost o 76 proc. (wciąż jest jednak niższy o 41 proc. w stosunku do 2019 roku). W globalnym ujęciu trzeba jednak pamiętać, że rynki azjatyckie wciąż są mocno ograniczone przez pandemię i wariant omikron, co znacząco wpływa na statystykę.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?