Kto zyskał podczas pandemii? 4 potencjalnych wygranych ery COVID-19 w Polsce
Nikt w branży lotniczej i turystycznej nie cieszy się z pandemii koronawirusa, ale są firmy, które w tym czasie radzą sobie lepiej od innych lub przynajmniej – udało im się w znaczący sposób zminimalizować straty wywołane koronawirusem.
Tytuł tego tekstu jest oczywiście nieco prowokacyjny, bo na wojnie z pandemią są sami przegrani: linie, lotniska, biura podróży i chyba przede wszystkim – sami pasażerowie i turyści. Ale nieco przewrotnie, są też firmy i instytucje, które w tej trudnej sytuacji, w jakiej znalazła się cała branża, potrafiły osiągnąć coś pozytywnego dla siebie – czy to własnym działaniem czy też po prostu zbiegiem pozytywnych okoliczności. Kto to taki? Sprawdźmy.
1. Wizz Air
Kiedy rok temu zaczynała się pandemia koronawirusa, wielu przewoźników prężyło muskuły twierdząc, że są świetnie przygotowani na kryzys. Ale tylko „landrynka” przekuła te słowa w czyn: choć dla linii był to bardzo trudny rok (wielomilionowe straty, konieczność zwalniania pracowników), to jednak udało jej się zminimalizować negatywne efekty pandemii dzięki dużej elastyczności i szybkości podejmowania decyzji.
Najlepszy przykład? Choćby trasy krajowe, które w ciągu ledwie kilku miesięcy Wizz Air rozwinął bardzo mocno w Norwegii i Włoszech, czyli państwach, gdzie ludzie wciąż dużo latają samolotami po kraju. Wizz Air konsekwentnie budował też swoją „drugą nogę”, czyli nową linię lotniczą z siedzibą w Abu Zabi, która w ciągu kilku lat może stać się bardzo ważnym graczem na Bliskim Wschodzie. Ale chyba najważniejsze w czasie trwania pandemii z punktu widzenia pasażerów było jednak sprawienie, że pasażerowie „landrynki” nie chodzili wściekli.
Owszem, tak jak inni, linia odwoływała na potęgę loty w ostatniej chwili. Jasne, przewoźnik niby kusił tanimi biletami, podczas gdy po cichu podniósł dodatkowe opłaty. Ale przy tym wszystkim Wizz Aira trzeba pochwalić przede wszystkim za bardzo sprawny proces zwracania pieniędzy za odwołane loty i wprowadzenie automatycznego mechanizmu, dzięki któremu zwroty są realizowane w ciągu 7 dni od złożenia wniosku. Swoją drogą – to dość straszne, że coś, co powinno być standardem, jest realizowane w porządny sposób zaledwie przez kilka linii z „landrynką” na czele. Inni przewoźnicy mieli ze zwrotami znacznie większe problemy i stąd poważne kłopoty wizerunkowe takich linii jak Ryanair.
Na naszym podwórku dodatkowo widzimy, że Wizz Air stara się dostosować swoją ofertę do obecnej sytuacji i dokłada nowe wakacyjne trasy, ze szczególnym uwzględnieniem Grecji.
2. Lotnisko w Łodzi
W tym przypadku pochwały to oczywiście w dużej mierze „efekt skali”, bo port im. Władysława Reymonta przez lata miał niezwykle skromną siatkę połączeń i był jednym z najmniejszych lotnisk w kraju. Tym bardziej warto podkreślić, że w czasie pandemii, gdy przewoźnicy raczej wycofują się z lotnisk, Łódź stopniowo powiększa listę dostępnych tras i przewoźników. Lotnisku udało się przecież ściągnąć ukraińską linię SkyUp, która poleci stąd do Kijowa i Lwowa, a także linię Lumiwings, która od 1 czerwca uruchomi bezpośrednie połączenie do włoskiego Forli oraz… Trapani na Sycylii. Ta druga trasa jest zresztą dość niezwykła, bo… to po prostu przedłużenie trasy z Łodzi do Forli – samolot będzie miał tu po prostu międzylądowanie i ruszał stąd dalej na Sycylię. Oczywiście, nie należy przeceniać tych sukcesów, ale trzeba mieć nadzieję, że to dopiero początek i już wkrótce w Łodzi pojawią się nowi przewoźnicy i nowe, ekscytujące kierunki lotów.
3. Buzz
Dla Ryanaira minione 12 miesięcy było oczywiście niezwykle trudne, ale z drugiej strony można przekornie powiedzieć, że… jest to duża szansa dla polskiej spółka irlandzkiego przewoźnika. W czasie pandemii rośnie bowiem presja na oszczędność i niższe koszty operacyjne, a nie da się ukryć, że „pszczółka” jest pod tym względem znacznie bardziej ekonomiczna niż choćby spółka-matka, czyli irlandzki Ryanair DAC. Z tego powodu sukcesywnie co kilka miesięcy Buzz „przejmuje” w zarządzanie kolejne bazy operacyjne, na których do tej pory działał zwykły Ryanair. W zeszłe wakacje Buzz uruchomił więc swoje bazy operacyjne w Kownie, Wilnie i Bratysławie, przejmując 6 samolotów. Oprócz tego przewoźnik obsługuje też loty Ryanaira z Budapesztu, Pragi i Sofii. Prawdopodobnie nie jest to zresztą koniec ekspansji „pszczółki”, która docelowo miałaby przejąć operacje Ryanaira w całej Europie Środkowej, a być może także w innych regionach Europy, np. w Skandynawii.
I nie jest tak, że konkurenci nie obawiają się polskiej linii – najlepszym przykładem jest pozew sądowy, jaki Wizz Air złożył przeciwko Ryanairowi na Węgrzech. „Landrynce” udało się przekonać sąd, by Ryanair nie mógł używać nazwy Buzz na Węgrzech, gdyż ponoć jest ona zbyt podobna do nazwy Wizz Air.
4. CPK i poniekąd... lotnisko w Radomiu
Być może to dość kontrowersyjne typy, ale nie da się ukryć, że – nie wchodząc w dywagacje dotyczące sensowności realizacji obu inwestycji – zarówno projekt w Baranowie, jak i lotnisko w Radomiu zyskały dzięki pandemii… trochę czasu. Co to znaczy? Że spowolnienie w branży lotniczej, które ma potrwać przynajmniej przez kilka najbliższych lat działają na korzyść obu portów i w przypadku wystąpienia opóźnień w ich realizacji (co jest najpewniej nieuniknione, bo czy widział ktoś kiedyś jakąkolwiek inwestycję w Polsce wykonaną o czasie?), nie będzie to miało większego znaczenia dla działalności obu lotnisk. To ważne, bo choć obecnie włodarze CPK przekonują, że lotnisko w Baranowie może być gotowe zgodnie z pierwotnymi planami, czyli w 2027 roku, to przecież jeszcze 2 lata temu pojawiały się głosy, że możliwe jest nawet 2-3 letnie opóźnienie. Z obecnej perspektywy całej branży lotniczej wydaje się, że nawet jeśli taki czarny scenariusz się zrealizuje, to nie będzie miał większego znaczenia dla powodzenia projektu. A być może dzięki temu uda się go lepiej dostosować do realiów rynkowych, które czekają nas za kilka lat.
Więcej znaków zapytania dotyczy lotniska w Radomiu: ta inwestycja już teraz jest opóźniona. PPL zakłada, że pierwsze loty z nowego lotniska będą wykonane już pod koniec 2022 roku, ale naprawdę duży wysyp przewoźników i tras zobaczymy dopiero wiosną 2023 roku. I znów: z perspektywy pandemii i zmniejszonej liczby lotów nie ma to większego znaczenia, choć pod dużym znakiem zapytania stoi główne założenie przyświecające budowie portu. Chodzi tu o kwestię odciążenia zapchanego Lotniska Chopina, czyli kwestię, która w najbliższych latach raczej nie będzie problemem dla przewoźników ani zapchanego portu. Czy w tej sytuacji tanie linie lotnicze, biura podróży i czartery (bo to głównie ich miała skusić oferta Radomia) będą skłonne, by przenieść się 100 kilometrów na południe od stolicy? Na razie nic na to nie wskazuje, ale w ciągu najbliższych 2 lat wiele jeszcze może się zmienić.