Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
 Temat postu: Niesamowita Kuba
#1 PostWysłany: 05 Kwi 2016 12:21 

Rejestracja: 30 Sie 2014
Posty: 45
Nie miałem planów, aby kiedykolwiek polecieć na Kubę, ale wiadomo jak to jest z promocjami. Tej nie można bylo przewinąć dalej. Air Europa z Madrytu do Havany w dwie strony za 160 euro. Szybkie sprawdzenie, czy na pewno będzie wolny termin. Okazuje się, że tak. Jak u każdego były problemy z zakupem biletów, ale po dwóch dniach czekania i jednym telefonie do Air Europa, dostaliśmy potwierdzenie rezerwacji. Także Kuba here we come. Planów do zwiedzenia Kuby nie mieliśmy praktycznie żadnych. Totalny spontan. Tam gdzie Nam się spodoba zostaniemy dłużej. Plan wycieczki kreował się następująco:Wylot 27.04 z Modlina do Oslo. Tam krótki postój na kolejny lot do Madrytu. W Madrycie 2 dni i wylot na 2 tygodnie na Kubę.O Madrycie pisać nie będę(chyba, że dla chętnych), ponieważ tam było tylko szybkie zwiedzenie i imprezy w tanich pubach. Polecam piwo z Careffoura Koenigsbier za 54 eurocenty i lokal, który jest niedaleko Gran Via- Mercado Provenzal( piwo 40 eurocentów i całkiem dobre przystawki).

Image

Image



29.04 mieliśmy wylot z Barajas.

Image


Check in bardzo sprawny, około 12-13 otwartych okienek do zdania bagażu i wzięcia karty pokładowej. Na pokładzie Airbusa 2 posiłki. Personel hiszpańskojęzyczny, ale z angielskim też nie było problemu. Niestety samolot ma kiepskie wyposażenie, ale doskonale o tym wiedziałem. Jest jeden ekran co kilka rzędów jak w autokarach. Przez pierwsze 2 godziny leciała jedna reklama Air Europa, a potem jakieś 2 filmy w bardzo kiepskiej jakości. Coś w stylu starych kaset VHS. Jest możliwość podpięcia słuchawek do wejścia w podłokietniku i posłuchania muzyki. Uważajcie na głośność muzyki. Jest albo super głośno, albo nic nie słychać. Jednak nie ma co narzekać. W końcu lecimy do raju.

Image


W Havanie meldujemy się po prawie 10 godzinnym locie. Czytałem wcześniej, że kolejki do odprawy celnej mogą trwać nawet 3 godziny, dlatego szybko wyszliśmy z samolotu. Tutaj pierwszy plus, czekaliśmy w sumie jakieś 10 minut. Potem odbiór bagażu, który już potrwał dłużej.


Wyszliśmy z lotniska, aby wymienić euro na CUC, a potem na cup. CUC wymienili bez problemu. Z CUPami było już gorzej, bo dopiero trzeci kantor zgodził się je wymienić.

1 euro, to jest mniej więcej 1 CUC.

Pierwsze wrażenie z wyjścia na ulicę, to żar z nieba i pełno nagabywaczy, który chcieli Nam wymienić pieniądze lub zaoferować przejazd taksówką do miasta.

Nie chcieliśmy płacić za taksówkę 25 CUC, dlatego popytaliśmy ludzi przed wejściem, czy się z Nami nie zabiorą. Późna pora, nie było sensu iść na autobus pracowniczy, a potem do P12.

Popytaliśmy i zgodziła się Nas zabrać para z Niemiec, która miała już kierowcę załatwionego z casy, w której mieli się zatrzymać. Zabraliśmy się z nimi i pojechaliśmy pod adres ich casy, gdzie mieliśmy do przejścia około 4-5 przecznic.Samochodem była stara Łada, której obrotomierz ruszał od 1,5 tys obrotów. Po przyjeździe okazało się, że Niemka nie chciała żadnych pieniędzy. Kasa zaoszczędzona, oby tak dalej.

Droga do casy była łatwa. Okolica nie wyglądała na zamożną, ale czuliśmy się bardzo bezpiecznie. Szliśmy po nocy ze sporą ilością gotówki w kieszeniach, telefonami i innym sprzętem. Nikt Nas nie zaczepił, nic nie powiedział. Sądząc po zdjęciach z internetu i ogólnej biedzie, można pomyśleć, że kradną na potęgę, ale tam jest bezpieczniej niż gdziekolwiek byłem i tak się czuliśmy. Wiadomo co ich może spotkać za okradzenie turysty, dlatego nikt tego nie robi.


Pierwszej nocy zamieszkaliśmy w casie zarezerwowanej przez internet na stronie casaparticular.com. Była to polecana przez wielu Sarita. Nie zawiedliśmy się. Sarita okazała się być bardzo miła i pomocna. Nie znała angielskiego, ale na migi i z tłumaczem można było się porozumieć. Nocleg kosztował Nas 21 CUC.

Image



Z samego rano postanowiliśmy jechać do Cienfuegos, a potem ruszyć w dalszą drogę.

Pożegnaliśmy się z Saritą i poszliśmy w stronę dworca Viazul, aby pojechać taksówką lub autokarem. Na camion było już za późno, a ze względu na pogodę postanowiliśmy odrzucić pomysł pojechania na autostradę i czekania na stopa. Po drodze przypomnieliśmy sobie zapach dzieciństwa, czyli spaliny, zapach oleju i benzyny. Mało kto ma tutaj katalizator. Wszystkie samochody dosłownie plują dymem. Zostaje po nich tylko chmara czarnego lub szarego dymu.

Po drodze na viazul, postanowiliśmy coś zjeść. Nie jedliśmy nic od obiadu w samolocie. W okolicy nie było żadnego okienka z którego moglibyśmy coś zamówić. Weszliśmy do bardzo obskurnego baru, gdzie od razu powiedziano Nam abyśmy usiedli. W asortymencie mieli tylko kanapki z szynką i refrescę( napój przynoszony w szklance). Jak dla mnie ok, zwykłe śniadanie.


Na dworcu od razu rzucili się na Nas nagabywacze, pośrednicy i taksówkarze. Oczywiście mówili, że viazul już dzisiaj nie pojedzie, że mają bardzo tanio itp

Wiedzieliśmy ile mniej więcej płacili inni, którzy się wybierali do Cienfuegos i ile kosztował autokar. Na początku zaproponowano Nam 100 CUC za 2 osoby. Wiadomo, że na to się nie zgodziliśmy. W takich miejscach można się bardzo dobrze nauczyć targowania.

Stanęło na 25CUC za osobę. Jednak musieliśmy poczekać na jeszcze 2 osoby, które z Nami pojadą. Nie ma problemu.

Po 20 minutach zjawiło się dwóch Duńczyków, którzy jechali do Trynidadu. Ok, jedziemy razem. Wsiadamy i czekamy. Jednak Pan taksówkarz powiedział, że nie opłaca mu się jechać do Cienfuegos. Wolał jechać tylko z Nimi. Dziwne, ponieważ Cienfuegos jest po drodze. Skasował ich na 40 CUC za osobę.

No nic, czekamy dalej. Kolejne półtorej godziny spędziliśmy na robieniu zdjęć tym wszystkim amerykańskim i polskim samochodom.

Image

Jest! Znalazło się dwóch Kubańczyków, którzy jechali do Cienfuegos. Zapłacili oczywiście 1/10 tego co my, albo i mniej. Taka jest już Kuba. Jak najbardziej wydoić turystę.

Pakujemy bagaże do kilkunastoletniego Peugeota 405. Wiadomo, marzył Nam się stary, amerykański Chevrolet lub Ford, ale jeszcze zdążymy się nim przejechać.

Po przejechaniu 300 metrów przebiła się opona i nastąpił niezaplanowany postój. Po przejażdżce z naszym kierowcą, dziękowaliśmy, że to teraz padła, a nie na autostradzie.

Image

Stan dróg jest masakryczny. Po przyjeździe do Polski obiecywałem, że nic złego nie powiem na nasze kochane dziury. Autostrada 2,3 , a nawet 4 pasmowa. Jednak wygląda jak ser szwajcarski. Młody Kubańczyk za kierownicą wyciskał z samochodu siódme poty. 140 cały czas. Po takich drogach, dziurach w drzwiach i braku pasów, czuliśmy się trochę niepewnie.


Na domiar złego po około 40 kilometrach było oberwanie chmury. Jest, w końcu trochę zwolnimy i tyłki odpoczną od tych dziur. Zwolniliśmy, ale do 120. Przez przednią szybę nic nie widać, taksówkarz wyciera szmatą zaparowane okna. Wpadamy co chwila w koleiny kałuży. Trochę Nami rzuca, ale bezpiecznie trafiamy do Cienfuegos.


Po przeczytaniu tematu o noclegach na Kubie, postanowiliśmy zarezerwować tylko pierwszą noc, a później jakoś to poleci. W końcu tutaj każdy się zna.

Trafiliśmy do Roberto Carlosa( nie tego piłkarza). Powiedział Nam, że ma już komplet. Było u niego 5 Polaków. Zadzwonił gdzieś i po 3 minutach zjawiła się właścicielka innej casy. Była to Libia, która mieszkała z mężem Rogue i wnuczkiem. Casa kosztowała 15 CUC za 2 osoby. Standardowa cena w większości miast.

Image

Po szybkim zameldowaniu się, wyszliśmy na miasto, aby poznać okolicę. Po godzinie wróciliśmy do domu. Zaczęło padać. Ja jednak postanowiłem poszukać czegoś do picia. Chcieliśmy się stołować na mieście. Nie w casach, aby móc płacić w cupach, których jak się później okazało, wymieniliśmy za dużo.

Znalazłem mały bar na głównej ulicy Passeo el Prado. Był w barwach Realu Madryt. Postanowiłem wejść. W barze siedziało 3 Kubańczyków i 2 innych stało za barem. Od razu do mnie zagadali skąd jestem i dlaczego akurat Cienfuegos. Po kilku wypitych batido, gadaliśmy już jak starzy kumple. O życiu, piłce nożnej, siatkówce i dalszych planach zwiedzania.


Właściciel baru był wielkim fanem Realu Madryt. Po pokazaniu zdjęcia z Madrytu, gdzie bylem pod stadionem, prawie się rozpłakał, ponieważ wie, że nigdy nie będzie dane mu wyjechać z Kuby i zobaczenie meczu na Santiago Bernabeu.


Pożegnałem się mówiąc, ze na pewno jutro wpadnę.Wziąłem jeszcze batido do butelki, aby podzielić się z dziewczyną. Wracając do domu, trochę się zgubiłem, ponieważ nie miałem adresu. Pamięć fotograficzna trochę zawiodła, a bardziej to, że wszystkie uliczki wyglądają tak samo. Numeracja jak Nowym Jorku. Od 1 ulicy do 76. Pamiętałem drogę do Roberto Carlosa, który okazał się bardzo pomocny. Przyznał mi rację na moje słowa, że wszystkie uliczki wyglądają tak samo. Dał mi kartkę z adresem i wróciłem do casy.


Około 5 rano przeważnie się już budziliśmy. Nie wiedzieliśmy,czy to taki klimat, czy chęć zwiedzenia jak najwięcej. W pokoju na ścianie znajdował się karaluch wielkości pięści. Czegoś takiego w życiu nie widzieliśmy. Czułki długości palca. Szybki strzał butem i po nim. Oboje się nieźle przestraszyliśmy i zdziwiliśmy, że coś takiego żyło koło Nas jak spaliśmy.


Z samego rana, poszliśmy trochę pozwiedzać. Niestety aura Nas zawiodła. Zaczęło znowu kropić.

Image



Zwiedziliśmy najważniejsze budynki i poszliśmy coś w końcu zjeść. O godzinie 8 nic jeszcze nie bylo otwarte. Do tego wypadał wtedy 1 maja, czyli ich święto pracy. Znaleźliśmy tylko pizzerię, gdzie oczywiście musieliśmy zapłacić w cucach. Pizza dla dwóch osób+ 2 napoje 7 CUC.

Image


Do 12 pokręciliśmy się trochę na mieście. Potem szybkie pożegnanie z właścicielami casy i jedziemy dalej. Niestety nie mieliśmy czasu, aby kupić plecaki i musieliśmy wziąć ze sobą walizki. Kółka po jeździe na takich drogach, wyglądały kiepsko. Najgorsze jednak było przed Nami, czyli Trynidad i ich kocie łby.

Image

Postanowiliśmy po drodze skoczyć jeszcze na glówną drogę, aby napić się batido. Niestety było zamknięte. Otwierali dopiero po 15.

Dwa domy dalej znaleźliśmy pizzerię, która oferowała spaghetti i pizzę. Wzięliśmy po jednej o nazwie mixta, czyli szynka warzywa i ser. Najbogatsza wersja. Do tego kilka refresca( napój ze szklanki na miejscu) + napoje w puszce na drogę. Wyszło 86 cup.

Image

Image

Na koniec chcielismy dobić się lodami ze słynnych lodziarni Coppelia. Na wejściu powitał Nas kelner, który od razu pokazał Nam miejsce, gdzie mamy usiąść. Zaproponował najpopularniejsze lody. Wzięliśmy 2 sztuki. Był to pucharek z 3 smakami lodów, do tego 2 wafelki, polewa i sos. Wszystko 3 CUP/osoba! 48 groszy za takie dobrodziejstwo.

Image


Po porządnym posiłku, poszliśmy w stronę dworca, Po drodze oczywiście chęć zabrania Nas wielorakimi taksówkami. Od samochodu po bryczkę.

Na dworcu zaczęliśmy od targowania się z przypadkowym taksówkarzem. Do Tryninadu za kurs chciał 70 CUC, stanęło na 30, co dla Nas i tak było za dużą kwotą.

Image

Image

Poszliśmy sprawdzić cenę viazula. 6 CUC/os i odjazd za 2 godziny. No dobra, zobaczymy co mają w ofercie inni nagabywacze i taksówkarze. Zaczęło się standardowo od 50 CUC. Stanęło na 7 CUC za osobę, ale musimy poczekać na jeszcze 2 osoby. Spoko, lepszy samochód niz autokar.

Po 20 minutach zgłosiła się para Kanadyjczyków, którzy podróżowali z plecakami. Nagabywacz wyśmiał ich, chcieli jechać za 2 CUC/os.
Czekamy dalej. Nagabywacz zaprosił Nas na pizzę i napoje. Po 10 minutach i sprawdzeniu cen Viazula para postanowiła zabrać się z Nami. Wsiedliśmy w końcu do starego, amerykańskiego samochodu. Okazało się, że w środku jest aż 9 miejsc. 3 z przodu, 3 po środku i 3 z tyłu. Nagabywacz zabral się z Nami, Kanadyjczycy usiedli pośrodku, a my na końcu.

Image

W trakcie podróży panowała bardzo miła atmosfera. Kanadyjczycy poczęstowali wszystkim rumem. Nalali Nam do kubeczka sporą ilość alkoholu. W tak starym samochodzie, z morzem za oknem, rum smakował wybornie.

Image

Image

Image

Image



Między Cienfuegos a Trynidadem na odcinku 5 km jest droga koło morza, gdzie na ulicy wylegują się kraby. Nie były to byle jakie kraby, ale wielkości małego kota. Nigdy w życiu nie widzieliśmy takich wielkich krabów. Cała droga była nimi zasypana. Kierowca robił co mógł, aby ich nie przejechać. One widząc samochód stawały na kończynach i były gotowe na bójkę.


Image

Image

W Trynidadzie oczywiście nie mieliśmy zaplanowanego noclegu. Nagabywacz polecił Nam swojego kuzyna, zgodziliśmy sie. 15 CUC za pokój w samym centrum Trynidadu.

Image

Dojechaliśmy bez problemów. Wypakowaliśmy się i postanowiliśmy pójść na miasto napić się jakiegoś alkoholu. W małym barze kupiliśmy sobie po Cristalu. Małym piwie w puszce, które wypiliśmy pod słynnym kościołem.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image


Po drodze do kościoła spotkaliśmy grupę Polaków. Także byli z promocji fly4free. Porozmawialiśmy z 10 minut o wrażeniach i rozeszliśmy się w swoje strony. Potem szybkie fotki i przypadkowo trafiamy na schodki, gdzie gra muzyka na żywo, Kubańczycy tańczą salsę.

Image

Zamówiliśmy Mojito, pooglądaliśmy koncertu na żywo i poszliśmy do naszej casy. Poprosiliśmy naszego gospodarza o zrobienia rano śniadania. Cena 4 CUC/os. Śnadanie było ogromne. Do wyboru sok z gujawy, kawa, ciastka, coś w stylu fish cake'a, którego jedliśmy na Barbadosie, bułki, szynka, ser i owoce. Po takim pożywnym śniadaniu poszliśmy jeszcze raz pozwiedzać. Niestety czas wymeldowania się zbliżał, a my także chcieliśmy zabrać się do kolejnego miasta. Wymeldowaliśmy się, podziękowaliśmy gospodarzowi i poszliśmy w stronę dworca viazul. Po dotarciu na dworzec od razu zaczęliśmy się targować z taksówkarzami. Niestety było ich bardzo mało. Trzymali się też w kupie, co nie ułatwiało negocjacji. Stanęło na 40 CUC za podroż do Ciego de Avilla. Podziękowaliśmy. Niestety tym razem, musieliśmy jechać Viazulem, czego nie chcieliśmy robić. Cena 9CUC/os. Odjazd za 30 minut.



W drodze na przystanek, taksówkarz zaproponował Nam 30 CUC za 2 osoby. Zasmucił się, gdy zobaczył, że mamy bilety na Viazula. Mojego nazwiska na bilecie oczywiście nie mogli poprawnie napisać. Imię w wymowie było dla nich bardzo łatwe. W Stanach nikt nie mógl wymówić Maciek. Najbliżej było do Magic i tak zostało. Tutaj nie było z tym kłopotu.

Autokar podjechał 20 minut przed planowanym odjazdem. Kierowca zabrał bagaże, sprawdził bilety i wsiedliśmy. Po zabraniu wszystkich podróżnych, zamknął drzwi. Podjechaliśmy 300 metrów dalej, aby kierowca zrobił sobie przerwę. Wypalił papierosa, zjadł i mogliśmy jechać.

Niestety w autokarze przez całą drogę śmierdziało moczem. Nie był to lekki odór, ale smród na cały autokar. Trzeba było zatykać nos. Viazul jechał powoli, ale to zrozumiałe. Rozkład, więcej ludzi, trochę większa maszyna. Taksówkarze gnają,aby złapać jak najwięcej kursów w ciągu dnia.

Wysiedliśmy na dworcu w Ciego de Avilla. Na początku chcieliśmy iść do jakiejś casy koło dworca. Jednak po wyglądzie miast z okna autokaru, przeczytaniu w poradniku,co tutaj można zobaczyć, odpuściliśmy sobie Ciego de Avilla i postanowiliśmy od razu jechać do Moron skąd dalej był plan, aby jechać do Cayo Guillermo.

Po drodze do casy zaczepił Nas nagabywacz, który pojechał za Nami na rowerze. Na początku chciał Nam wcisnąć casę od swojego znajomego, ale po kilku zdaniach, że nie jesteśmy zainteresowani i jedziemy do Moron od razu zaproponował Nam cenę 40 CUC za 2 osoby. Viazul nie jeździł do Moron, dlatego nie znaliśmy ceny. Popatrzyliśmy na aplikację w telefonie, ile jest kilometrów do Moron- 39. W życiu za tyle nie pojedziemy. Zaproponowaliśmy 3 CUC za osobę. Odjechał mówiąc, że za tyle nikt nie pojedzie. Po przejściu 100 metrów podszedł kolejny oferując 20 CUC za 2 osoby. Tak szybko tam działa poczta pantoflowa. Nagabywacze w trymiga kontaktują sie ze sobą.

Uznał że jesteśmy Rosjanami, co zdażyło się Nam na wyjeździe jakieś 10 razy. Znając nasze relacje z Rosją i moją niechęć do nich, od razu zacząłem się oburzać. Jednak wiadomo słowiański wygląd, masa Rosjan na Kubie mogła ich zmylić.


Po długich negocjacjach i cenie 4CUC/os , powiedzieliśmy że możemy jechać. Od razu przyjechał kolejny amerykański samochód. Zapakowaliśmy rzeczy i rozsiedliśmy się z tyłu. Po drodze taksówkarz oferował innym czekającym na transport Kubańczykom cenę 50 CUP za osobę. Standardowo musieli na Nas zarobić, ale nikt nie weźmie turystę po taniości. Każdy chce zarobić, a to jest najłatwiejszy cel. W samochodzie podłoga działała jak masaż dla nóg. Trzęsło niemiłosiernie.


Image

Image

Po 30 minutach dojechaliśmy na dworzec w Moron.

Image

Kierowca oczywiście znał kogoś, kto ma casę i chętnie Nas przenocuje. W poradniku znaleźliśmy casę z basenem w cenie 15CUC za 2 osoby, co było wystarczająca zachętą, aby przejść się 400 metrów. Po dotarciu do casy, okazało się, że mają komplet. Tego się spodziewaliśmy. Dom był w starym kolonialnym budownictwie. Ogród, ładny płot. No zupełnie inaczej niż wszystkie casy. Córka właścicielki casy powiedziała, że mają 2 miejsca w hostalu 800 metrów dalej. Poszliśmy więc ciągnąc za sobą walizki, które ciężko znosiły upał. 800 metrów okazało się 1,4 kilometra, kółka nie dały rady. Potopiły się. Tak jest, jak się nie ma czasu, aby kupić porządny plecak tylko jechać jak do Europy z małą walizką.



Okolica nie napawała nas optymizmem, ale w końcu to Kuba- jest bezpiecznie. Poznaliśmy właścicielkę casy. Hostal był wspanialy. Pokój z 4 łóżkami, lodówka, klimatyzacja, łazienka, telewizor, oddzielne wejście, taras, kablówka( co na Kubie jest oznakiem dostatku) i w końcu basen tylko dla Nas. Nie był to basen jaki każdy znamy. Bardziej coś w stylu 5m x 6m, ale jakie było wspaniałe uczucie wskoczyć do basenu po kilkugodzinym transporcie. Hostal San Fernando był wszystkim czego potrzebowaliśmy.

Image

Image


Po rozpakowaniu się, postanowiliśmy pozwiedzać okolice. Moron nie jest miastem docelowym, o którym marzą turyści. Jest bardziej tranzytem do pojechania gdzieś dalej. Dla Nas nie było inaczej. Chcieliśmy zostać na 1-2 dni i ruszyć dalej do Cayo Coco i Cayo Guillermo. Jednak tak Nam się spodobał klimat tego miasta, że zostaliśmy aż 3 dni. Do zwiedzania jest bardzo mało rzeczy. Pomnik Koguta, centrum i okolica wokół dworca kolejowego.

Image
Image

Camjon
Image

Image

Image

Dla mnie nowością były zakupy w kubańskim Pewexie, gdzie można płacić tylko w CUCach. Do wyboru są standardowe produkty jak chleb, masło,jajka, soki. Przyszliśmy po coś zupełnie innego, bo po Colę i rum.
Prawdziwą amerykańską Cole w miejscu, gdzie wszystko co yankeskie to zło. Trochę głupio było mi paradować z tatuażem na łydce ze Statuą Wolności i flagą amerykańską i butelką Coli w ręku.
Po zwiedzaniu nastał czas, aby coś zjeść. Standardowo pizza i refresca z okienka. Cena jakieś 1,40 zł za obiad. Refrescę można pić litrami. Szklanka napoju kosztuje zwykle koło 20 gr. Tak Nam zasmakowała, że przychodziliśmy i braliśmy ją na 2 litrowe butelki. Idealny aperitif pod rum. Podczas tych 3 dni spędzonych w Moron, najbardziej podobał mi się klimat miejsca i zupełny brak turystów. Poczuliśmy prawdziwą Kubę, a nie plastikowe i wychuchane Varadero( dojdziemy do tego później). Facet, który jeździł i sprzedawał pyszne nadziewane ciastka. Jedne były z kokosem, drugie z owocami. Basen do którego można było wskoczyć po całodziennym zwiedzaniu.

W Hostalu San Fernando, po raz pierwszy chcieliśmy spróbować ich słynnych obiadów. Cena za obiad dla 2 osób 12 CUC. Po negocjacjach stanęło na 6 CUC za 2 osoby. Obiad był ogromny. Do syta najadłyby się 4 osoby.

Image


W Moron można zobaczyć cząstkę Czarnobyla. Jest to stare, opuszczone wesołe miasteczko. Skorodowane i zaniedbane maszyny, które stoją. Nikt ich nie rozbierze, nie rozkradnie, nie odda na złom.
Dla fotografów istny raj. Można zrobić świetne zdjęcia. Nawet ja ze swoim iPhonem i kilkunastoma filtrami dawałem radę.

Image
Image
Image

Telewizje na Kubie można oglądać kilka godzin dziennie. Są tylko 2 stacje telewizyjne. Kto nie ma telewizora idzie do sąsiada. Czasem kilkanaście osób siedzi przy jednym. Oglądają wspólnie. Jest powód do spotkania się. Wyjścia do ludzi, a nie siedzieć tylko w swoich 4 ścianach.

Po tych 3 dniach w Moron, nastał czas na lenistwo. Prawdziwe wakacje i istny raj, czyli jedziemy do Cayo Guillermo.

Rano wyruszyliśmy w poszukiwaniu najtańszej taksówki lub camjon, aby dostać się na szereg wysepek.

Camjon nie jeżdżą, ponieważ na wyspy mają dostęp tylko turyści i pracownicy hoteli. Przykre jest to, że normalny Kubańczyk nie może pojechać i pozwiedzać swojego kraju. Gdyby nawet mógł, to raczej nie byłoby go stać chociażby na jedną noc w 4 i 5 gwiazdkowych hotelach. Ceny noclegów w sezonie zaczynają się od 200 zł za dobę.

My nie wiedzieliśmy, czy na pewno pojedziemy na Cayo Coco lub Cayo Guillermo, dlatego nie robiliśmy żadnej rezerwacji.

Podeszliśmy do pierwszego lepszego taksówkarza i spytaliśmy, ile weźmie za kurs na Cayo Guillermo. Cena była zaporowa- 30 CUC/os za 100 km i to po kilkunastominutowych negocjacjach. To dla Nas za wiele. Taksówkarze widać, że byli w zmowie, ponieważ gdy chcieliśmy podejść do kolejnej taksówki, jeden z nich w oddali pokazywał na palcach, ile ma wyjść za kurs. Byliśmy tym wkurzeni i zaczęliśmy łapać taksówki z ulicy. Udało się złapać Ładę. Bardzo łamanym hiszpańskim spytaliśmy po raz kolejny „-Cuanto costa Cayo Guillermo?” „- 60 CUC”. Udało się zbić do 30 CUC. Połowa od pierwotnej ceny, to calkiem dobry deal.


Po drodze na Cayo rozpętała się niezła burza. Niezłe oberwanie chmury. Jazda po grobli 90 km/h. to była istna jazda bez trzymanki.

Image

Z każdej strony leje się woda( brak uszczelek w drzwiach). Widoczność na jakieś 10 metrów. Samochodem rzucało na każdej większej kałuży. Brak jakichkolwiek amortyzatorów z tyłu. Całe życie Nam przeleciało przed oczami. Droga jak to na Kubie, nie była też najwyższej jakości. Do tego szerokość grobli, to jakieś 15 metrów. Byle jaki poślizg i jesteśmy w morzu. Minusem było to, że nie było klamek z tyłu, także naprawdę ciekawa podróż Nam się trafiła. Po przejechaniu około 20 kilometrów grobli ( caly czas miałem telefon w dłoni, aby patrzeć ile zostało tej szaleńczej jazdy), burza trochę odpuściła i mogliśmy zobaczyć, co jest przed i obok Nas. Były to przede wszystkim małe zbiorniki wodne, gdzie było pełno ptaków zwanych Coco. Wyglądały jak nasze czaple lub lemingi.

Image

Dojechaliśmy do Iberostar Daiquiri. Weszliśmy popytać o ceny i trochę Nas zwaliło z nóg. 800 zł za 2 osoby w najtańszym pokoju za dobę. Przez stronę internetową tydzień wcześnie noclegi były za około 150 zł za dwójkę na dobę, ale kto wiedział, że dotrzemy aż tak daleko.

Image

Wcześniej czytałem, że tańszy nocleg można załatwić kilkanaście metrów dalej w punkcie z wycieczkami fakultatywnymi. Jednak na nic się to zdało. Po długich negocjacjach, cena była taka sama.

Postanowiliśmy pójść do innego hotelu. Może mają coś lepszego w ofercie.

Na Cayo Guillermo jest 5 hoteli. Zaryzykowaliśmy z najbliższym czyli Villa Cojimar. Postanowiliśmy iść drogą jaką jechała taksówka. 300 metrów przez deszcz po plaży, jakoś Nam się nie uśmiechało. Lepsza droga jest przez mało uczęszczaną drogą, która prowadzi do hoteli. To był dobry wybór. Wokół Nas same mokradła. Wyglądało to jak rezerwat. W oddali widać było pełno Coco, czyli naszych czapli/ żurawi. Chcieliśmy dojść jak najszybciej, nieźle padało, a do przebycia około 500 metrów.


Ufff, dotarliśmy. Walizki w całości. Można się pytać o cenę. Tutaj cena za nocleg dla dwóch osobę za dobę to 600 zł. Chwila na namowy odnośnie ilości dób i bach rezerwujemy na jedną noc, a potem się pomyśli. Płacimy w CUC, dostajemy opaski all inclusive( Nasz debiut) i po chwili podjeżdża boy hotelowy na melexie. Pakuje nasze walizki i ruszamy w stronę pokoju. Całe szczęście pogoda się trochę uspokoiła i przestało padać.

Wokół nikogo, ani żywej duszy. Czyżby sezon się już skończył? Super, więcej drinków dla Nas. Dotarliśmy do pokoju. Od razu weszliśmy na balkon i ujrzeliśmy ten widok. No nieźle. Mogę się tak codziennie budzić.

Image

Image

Rozpakowiliśmy nasze rzeczy i poszliśmy pozwiedzać. Na około 200-300 pokoi, zajętych może było koło 10-15%. Nie będzie tłumów na leżakach i w basenie. Do tego kameralna i rodzinna atmosfera umilała czas.


3 razy w ciągu dnia były posiłki. Do wyboru mnóstwo jedzenia. Szwedzki stół, napoje i drinki bez limitu. Na obiad wzięliśmy sporo. Kiełbaski, pieczeń, pizza, mnóstwo lokalnych owoców. W końcu można było się porządnie najeść. Do tego standardowo Maranja( Fanta) i Tucola(Cola).Po obiedzie, spacer po plaży. Czuliśmy się jak w raju. Takie obrazki widzieliśmy tylko na pocztówkach lub zdjęciach z Malediwów, Seszeli, Bahamów. Byliśmy 3 miesiące wcześniej na Barbadosie, ale tutaj plaże i infrastruktura hoteli była dużo lepsza. Molo z domkami na końcu, gdzie można było usiąść na leżakach. Woda do kolan po przejściu 40 metrów wgłąb morza. Przejrzystość 100%. Wszędzie małe ławice rybek, rafa koralowa i inne dobrodziejstwa.

Image

Image

Image

Image


Doszliśmy do 2 innych hoteli w tym Iberostar i byliśmy zadowoleni, że dobrze wybraliśmy.

Hotel wyglądał jak moloch. Bez charakteru, ludzie też zupełnie inni. Wiadomo szybka subiektywna opinia, ale za nic byśmy nie zamienili naszego na ten. Standard ten sam, posiłki też, ale brakowało w nim tej rodzinnej atmosfery.

Ściemniało się, postanowiliśmy wrócić, aby się przebrać na wieczorną imprezę. Codziennie były przygotowane jakieś atrakcje dla turystów, aby się rozruszali, a nie tylko siedzieli przy barze lub w basenie.Dzisiaj były to covery Micheala Jacksona wykonane przez jednego z chłopaków z obsługi. Wcześniej jednak jak to typowi Polacy, poszliśmy wysuszyć cały bar. Przy ladzie była karta drinków. " To co po kolei od góry?" "OK!" Tak się zaczęło mieszanie każdego alkoholu w każdej możliwej formie.

Image

Na początek miała pójść Bloody Mary, ale postanowiłem aż tak nie ryzykować. Zaczęło się od najlepszego- Mojito wchodzi na stół. Pycha. Zupełnie inny smak niż w Polsce i innych clubach w Europie. Prawdziwy Rum z Kuby przygotowany przez Kubańczyka, a nie standardowe Bacardi.


Podczas picia trzeciego drinka, mój słuch się wytężył. Razem z Magdą, usłyszeliśmy jakieś polskie słowa . Tak jest. Dwie Polki siedziały same. Poleciały z tej samej promocji co my. Dosiedliśmy się. One tylko regionalne piwka, my już 3 lub 4 drink. Przesiedziliśmy tak z 4 godziny. Opowiadając o sobie, gdzie byliśmy, jakie mamy plany na pobyt. Całe szczęście dziewczyny, mieszkały w Barcelonie, czyli cieszyły się, ze tak dużo zwiedziliśmy, a nie typowo polskie" skąd Oni na to mają?" Dziewczyny też sporo podróżowały po świecie.

Po zapoznaniu ruszyliśmy posłuchać kubańskiego Michaela. Po drodze na koncert, w lobby spotkaliśmy kolejnego Polaka. Wyglądał jak typowy Kubańczyk. W życiu bym nie pomyślał, że może być z Polski. Do tego palił długie cygaro. Zaczęły się znowu drinki i wszystko inne. W końcu pełen all inclusive.Po wypiciu 8 mieliśmy dość. Nie spaliśmy od wczesnego poranka, a już było koło 3 w nocy. Wróciliśmy do pokoju. Włączyłem telewizor i tutaj oferta była dużo lepsza. Kanały z całego świata przez całą dobę.

Image

Rano zeszliśmy na śniadanie.Dosiadły się do Nas Polki spotkane dzień wcześniej.Wziąłem owoce, Maranje, jajecznice robioną na zamówienie . Wybrałem z pomidorami, szynką i serem. Do tego mnóstwo innych rzeczy.

Po śniadaniu narada, co robimy dalej. Plan na dzisiaj- plażowanie, basen, drinki, bilard i jeszcze więcej Mojito. W okolicy były tylko hotele, plaże i morze. Pełen relaks po tych kilku dniach zwiedzania i jeżdżenia po wyspie. Największą atrakcją były plaża, kokosy z palm na wysokości oczu. Można było samemu zrywać. Później bar przy basenie i wielkie dmuchane zjeżdżalnie do basenu.

Image

Image

Image


Wieczorem bar przy basenie zamieniał się w imprezownie. Piana leciała do basenu, każdy mógł się w niej wykąpać. Na wieczorne imprezy przychodzili chyba wszyscy. Sporo ludzi w każdym wieku. Od młodzieży po rodziców z dzieciakami i staruszków z Kanady, którzy chodzili tylko do baru do stolika po zapas piwa. Kubek to było za mało. Wycwanili się i mieli swoje termiczne kubki, ale nie takie jak u Nas. Tylko przynajmniej litrowe. Tak spędzali całe dnie. Posiłki- bar- piwo- basen- spanie.

Image

My piliśmy przeważnie Mojito, aż tak Nam zasmakowało. Wracaliśmy co kilkanaście minut po dolewkę.Po plażowaniu i ogólnym obijaniu przez 2 dni nadszedł czas na Varadero.

Image

Wymeldowaliśmy się przed 12. W lobby czekały na Nas już dziewczyny. Razem postanowilismy taryfę do Varadero. Dziewczyny, które znały perfekcyjnie hiszpański postanowiły zająć się transportem do Varadero. My spokojnie czekając w lobby, popijaliśmy dopiero co zrobione mojito.Po ich przyjściu, dowiedzielismy się, że w tym hotelu istnieje niepisana zasada, czyli do czasu gdy nie zerwiesz opaski all inclusive, możesz pić, jeść i korzystać z całego ośrodka. Super!

Transport postanowiliśmy mieć jak najpóźniej. Zostawiliśmy walizki w pokoju za portiernią, wzięliśmy ręczniki i udaliśmy się na basen.Do godziny 18 zjedliśmy obiad, wypiliśmy sporo drinków, sporo maranjy i tucoli. Korzystaliśmy z basenu, plaży, atrakcji sportowych. Nikt o nic nie pytał, nikt się Nami nie interesował.

Nikt nie chciał wyjeżdżać, zostajemy dlużej i bierzemy transport na 1 w nocy. Oglądamy z leżaków jak ekipa hotelowa podłącza sprzęt do piana party. Zaczyna się impreza. Niestety nie moglismy już wskoczyć do basenu, czy też pozjeżdżać ze zjeżdżalni. Wszystko by było mokre, a przez godzinę by nie wyschło. Szkoda by ubrania zapleśniały przez godzinę zabawy. Oglądamy wszystko na leżakach, pijemy mojito i zwykły rum. Havana Club zaczyna działać.
DJ grał niezłą muzykę. Trochę latino, trochę nowych hitów.


Po godzinie 1 podjeżdża po nas kierowca. Niestety, to koniec przygody na Cayo Guillermo. Wrzucamy walizki do samochodu i pakujemy się do busa. Kierowca do varadero chciał 180 CUC. W życiu. Postanowione. Jedziemy za 7 CUC/os do Ciego de Avilla, a potem o 5 rano mamy Viazula do Varadero. Koszt Viazulem około 17 CUC/os. Razem 24, a nie 45 CUC na osobę. Zawsze 21 CUC zostanie na nocleg w casie.


Dojeżdzamy do Ciego de Avilla około 3 w nocy. Dworzec prawie pusty. Na ulicy jak zawsze bezpiecznie. Po minucie podchodzi nagabywacz i od razu chce Nas zabrać do Varadero lub Cayo Coco/Cayo Guillermo. Cena powala na nogi. W końcu środek nocy i brak konkurencji wokół. Nie skorzystaliśmy. Poszliśmy kupić od razu bilety na busa. Zamknięte. Po 10 minutach ktoś przyszedł i udało się kupić ostatnie miejsca. Viazul jechał z Santiago do Varadero. Także sporo osób wsiadło po drodze.

Przeczekaliśmy, a raczej przespaliśmy półtorej godziny oczekiwania. Dobrze, że nastawiłem budzik na 4:50. Tutaj nikt na Nas by nie czekał.

Kładziemy bagaże do luku i udajemy się do naszej gabloty. Całe szczęście trochę osób wysiadło i mamy 2 miejsca obok siebie.
Prawie 380 km trasy przed Nami. Przez większość drogi śpimy. Budzimy się dopiero z 40 km od Varadero. Wokół tylko pola i zwierzęta. Przed samym Varadero, zatrzymujemy się. Wchodzi dwóch wojskowych i sprawdza Nam dokumenty.

Niestety 90% Kubańczyków zostało wysiedlonych z Varadero. Większość nie ma tam wstępu. Muszą mieć specjalne pozwolenia lub być bogaci. Smutne, ale prawdziwe...

Wysiadamy padnięci na dworcu. Rozdzielamy się z dziewczynami z Barcelony i szukamy z Magdą noclegu. Jeden warunek, jak najbliżej wody.Jednak przecież to Varadero,


Varadero to przede wszystkim jedna długa ulica z kilkudziesięciami bocznymi uliczkami,gdzie z każdej bardzo blisko jest do morza. Numeracja jest wzorowana na Nowy Jork. Jedna główna aleja i ponumerowane od 1 do 64. Hoteli i cas jest mnóstwo. Szukamy jak najtańszej i najlepszej. Wszędzie odpicowane amerykańskie taksówki. Znajdujemy Naszą case za 15 CUC/noc. Bierzemy 2 noce. Wszędzie blisko.


Image
Image
Image

Do dworca jak i parku 5 min piechotą.Jak się okazało do jadlodajni mamy 2 minuty piechotą. Trzy panie gotują na naszych oczach. Standardowo napoje są rozlewane do szklanek. Na taką pogodę, czyli ponad 30 stopni są idealne. Prosto z zamrażarki. Do tego ja biorę hamburgera, a Magda sadzone jajko w bułce. Coś przepysznego. Takie łatwe, a takie dobre. Mistrzostwo świata. Tak przysmażone, tak doprawione, do tego ten klimat, wokół tylko lokalni Kubańczycy. Zero turystów, którzy wolą jeść w restauracji.

Image


Po takim jedzeniu idziemy wzdłuż głównej ulicy, aby poznać okolicę. Wszędzie cud miód i cukierki. Wszystko kolorowe, czyste i na bogato. To nie jest prawdziwa Kuba. To tylko obraz dla turystów, którzy przyjeżdżają tutaj na all inclusive i myślą, że cała Kuba jest taka.


Spacerując co chwila słyszymy klakson, co chwile ktoś Nas nagabuje. Taksówka, nocleg czy też używki. Wolimy jednak inne klimaty.

Image

Image

Image

Wracamy, bierzemy ręczniki, maski do pływania i na plażę. Piasek biały, woda przezroczysta. Wielu uważa plaże w Varadero za jedną z najlepszych na świecie. Po takich widokach, wcale im się nie dziwie.
Maski do pływania były strzałem w dziesiątkę. Pod wodą widać całe ławice ryb, kawałki rafy. Żyć nie umierać.

Image


Wieczorem udajemy się na jakąś imprezę. Trzeba w końcu potańczyć. Znajdujemy lokal 'The Beatles". Muzykę słychać już z daleka, Dzisiaj koncert na żywo. Ktoś gra jakieś covery. My na ławeczce w parku popijamy rum. Po kilku głębszych zaczynamy tańczyć. Tak nam mija cały wieczór i pół nocy. Wracamy w dobrych humorach.

Image

Image


Cały następny dzień spędzamy na plażowaniu i zwiedzaniu urokliwego Varadero. Kupujemy magnesy, pocztówki i inne pamiątki. Będąc w tylu krajach, nie spotkałem się, aby magnesy na lodówkę były tak tanie. Za 7 sztuk zapłacilem 4 zł. Na Barbadosie jeden kosztował około 20-25 zł. Bierzemy duży nadmiar magnesów i dalej na plaże. Jednak po drodze trzeba było skoczyć na batido i hamburgera. Tak mi będzie tego brakować w Polsce.

PS. Po przyjeździe od razu próbowaliśmy odwzorować batido. Lody śmietankowe, kokos. Mieszamy w mikserze i mamy małą namiastkę batido z Kuby.


Po kolejnych dwóch dniach odpoczywania, udajemy się dalej. Jedziemy do Havany. Wcześniej kupujemy bilety na viazula, aby na pewno pojechać tym busem, a nie czekać kilka godzin na dworcu. Koło 17 wsiadamy w autobus i udajemy się do Havany. Wcześniej kupiliśmy 2 litrową butelkę fresci i po 4 paczki lokalnych papierosów. Oczywiście bez filtra. Koszt paczki 80 gr.

Image

Image



Do Havany dojeżdżamy po 2 godzinach. Po 2 sekundach po otwarciu drzwi autobusu, do środka wpadło 5 naganiaczy, którzy oferowali taksówkę i casę. Ceny 25-35 CUC. My już nauczeni, postanowiliśmy sami poszukać czegoś tańszego i w lepszej lokalizacji. Jak zwykle sie nie zawiedliśmy. Znaleźliśmy nocleg przy samym Prado. Do Capitolu 2 minuty piechotą. Cena 15 CUC/ doba. Do tego balkon i widok na główną ulicę. Będąc na balkonie człowiek czuł się jak na starym Stadionie Dziesięciolecia. Każdy coś sprzedawał. A to owoce, jedzenie, napoje z okienka, świeże kokose. Najlepszy i tak był kantor pod bankiem, czyli dwóch mężczyzn, którzy wymieniali dowolną gotówkę. Mieli swoje śmieszne piterki. Wymieniali chętnym CUC na CUP i odwrotnie. CUC na dolary. Ja wolałem jednak skorzystać z banku. Miałem jeszcze mnóstwo CUP, a nie było co z nimi zrobić. Także wolałem wymienić na CUC i zostawić kilkaset CUPów na jedzenie i inne dobrodziejstwa.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W Havanie byliśmy 3 dni. Wszystkie spędziliśmy bardzo aktywnie. Zwiedziliśmy przepiękny Mallecon, groteskową Habana Vieja, malownicze Prado i kubańską wersję amerykańskiego Capitolu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image



W okolicy mieliśmy mnóstwo opcji jedzenia i picia. Pod casą szklanka fresci za 2 CUP, świeży kokos za 0,5 CUC. Ulicę dalej jednak poznaliśmy prawdziwe smaki Kuby. Z okienka Pan sprzedawał pizzę, hamburgery, batido i lody. Niebo w gębie. Chodziliśmy tam 3-4 razy dziennie. Przeważnie po batido. Hamburger wystarczał na całe śniadanie i obiad.

Image

Image



Po 3 dniach zwiedzania, niestety nastał czas na pożegnanie... Wymeldowaliśmy się z przemiłą parą i poszliśmy na przystanek niedaleko Capitolu, aby pojechać autobusem P12 na lotnisko. Nie taksówką, a autobusem. Nadal chcieliśmy żyć jak lokalsi. Wsiedliśmy na pierwszym przystanku. Koszt dowolnego przejazdu to 1 CUP(17groszy). Lepsza opcja niż 25 CUC(100 zł). Z przystanku trzeba przejść około kilometra na terminal.

Po dojściu na lotnisko, zaczęły się schody. Kolejka do check in około 2 godziny, a byliśmy 3 godziny przed odlotem. No ładnie. Zaklepujemy kolejkę przed pijaną już Brytyjką i udajemy się kupić cygara i rum. Zrobiliśmy spore zapasy dla znajomych i rodziny. Zostaje Nam ponad 120 CUC. Zostawiamy sobie po 25 CUC/os na wizę wyjazdową, a z resztą idę do jednego z bankomatów, aby wymienić na euro. Pani w okienku mówi, że nie może tego zrobić. No nic, idę do innego. W każdym tak samo, albo nie mają euro, albo nie mogą. No fajnie, to co ja teraz zrobię z 70 CUC? Przecież wymienić je mogę tylko na Kubie. Jednak przypomina mi się, że jest jeszcze jeden kantor na strefie bezcłowej. Tam może się uda. Wracamy do kolejki.

Image


W kolejce spędzamy jakieś 3 godziny.Za nami kolejka na kolejne 2 godziny czekania .. Nikomu się nie spieszyło. Zostawiamy bagaże,płacimy 25 CUC za wizę wyjazdową, przechodzimy security i idziemy na bezcłówkę. Zonk. Nie wymieniają. No trudno, będzie pamiątka lub sprzedam komuś w Polsce, kto będzie się wybierał. Na forum później czytałem, że zależy to od humoru pracownicy.


Na boarding czekamy godzinę.W głośnikach pojawia się informacja, że Fidel Castro dzisiaj przylatuje i nasz lot będzie opóźniony o 2 godziny. Taaa....Po 4 godzinach opóźnienia w końcu udaje Nam się wylecieć z Havany.



Podróż do Madrytu podobna jak lot do Havany. Do Madrytu lądujemy po prawie 9 godzinach.

Image

Szybkie przejście na tranzyt i czekamy na lot do Warszawy. Tutaj Ryanair za 240 zł/os i po 2.5 godzinach w Modlinie. Pogoda po przylocie nie zachwyca. Tak zakończyła się nasza przygoda z Kubą. Na pewno nie ostatnia.

Kosztorys wyjazdu na 1 osobę.

Wiza Kuba- 115 zł
Wiza wyjazdowa Kuba 25 CUC~ 100 zł

Warszawa - Oslo 39 zł
Oslo - Madryt 135,26 zł
Madryt - Havana - Madryt 703 zł
Madryt - Warszawa 271 zł

Bilety lotnicze- 1148,26 zł

Nocleg w Madrycie -100 zł/ 2 doby

Noclegi na Kubie bez Cayo- 71 CUC=284 zł - 7 dób
Hotel Cayo Guillermo- 118 CUC= 472 zł- 2 doby

Noclegi- 856 zł

Transport taksówkami- 69 CUC =276 zł
Transport VIAZUL- 38 CUC= 152 zł
Transport autobusem na lotnisko 2 CUP=28 groszy

Transport - 428,28 zł

Jedzenie CUC- 31,75 CUC=127 zł
Jedzenie CUP- 318,25 CUP= 46 zł

Jedzenie- 173 zł

Pamiątki 35 CUC=4,95 zł


Razem

2825,49 zł za 1 osobę. 27.04-11.05 ( 14 noclegów)

Bez Cayo by wyszło 2353,49 zł. Jednak bardzo polecam to miejsce. Najlepiej zrobić rezerwację i doba wyjdzie około 100 zł/osoba( all inclusive)



Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie zdjęć mojego autorstwa jest niezgodne z prawem. Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie. Dz. U. 94 Nr 24 poz.83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170.


Ostatnio edytowany przez Strzelec1990 21 Wrz 2019 18:04, edytowano w sumie 4 razy
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
iwcok uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#2 PostWysłany: 05 Kwi 2016 13:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 206
Loty: 244
Kilometry: 376 706
niebieski
Miło spędziłem czas czytając waszą relacje, aż chce się lecieć i zwiedzić jak Wy ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#3 PostWysłany: 05 Kwi 2016 13:17 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 4057
złoty
hehe, fajnie, dzieki za dluga relacje, przypomnial mi sie moj wyjazd na kube, dam glowe uciac ze w barze beatles w varadero bylem i
chyba w tej lodowce chlodzilem piwo u sarity w havanie :-)
nie wiem dlaczego tak bardzo nie podobalo wam sie varadero, plastiku widzialem tam mniej niz w Polsce
nad morzem, mozna spokojnie sobie mieszkac w lokalnej casie za 15 cuc za pokoj i jesc w jadlodalni dla miejscowych
za np. 40 cupow za obiad na wynos ktory sobie zjesz na plazy.
a cuc-i co zostaly to pewnie spokojnie sprzedaz sobie na forum :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#4 PostWysłany: 05 Kwi 2016 15:10 

Rejestracja: 30 Sie 2014
Posty: 45
W Varadero bardzo się podobało. Super miasto, ale zakaz wjazdu dla Kubańczyków wkurza.

Dzięki za miłe słowa. Moja pierwsza relacja i nie wiedziałem jak wyjdzie.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#5 PostWysłany: 25 Kwi 2016 22:32 

Rejestracja: 02 Lut 2014
Posty: 67
Loty: 227
Kilometry: 425 546
Czy w tym kraju jest coś oprócz dobrego alkoholu, jedzenia wątpliwej jakości, bardzo podobnych do siebie miasteczek i kilku plaż jakich są dziesiątki w Azji Południowej?
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#6 PostWysłany: 25 Kwi 2016 22:57 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 4057
złoty
niech sie lepiej inni wypowiedza, bo zaraz bedzie ze jestem nie mily :-) :-)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#7 PostWysłany: 25 Kwi 2016 23:43 

Rejestracja: 28 Sty 2012
Posty: 40
Loty: 155
Kilometry: 279 465
Blister napisał(a):
Czy w tym kraju jest coś oprócz dobrego alkoholu, jedzenia wątpliwej jakości, bardzo podobnych do siebie miasteczek i kilku plaż jakich są dziesiątki w Azji Południowej?


Cóż - oprócz taniego alko, jedzenia róznej jakosci ( zaleznej od ceny), podobnych bo równo obskórnych misteczek i kilku(nastu) w miare ciekawych plaz ( co zwazywszy na długość lini brzegowej Kuby - ponad 3700km - jest parodią ) to mają dwie rzeczy:
- Vinales - to oprócz alkoholu jedyny powód zeby odwiedzic Kube
- Mistrzostwo świata w naciąganiu turystów - niestety tam jestes niczym wiecej niz chodzacym portfelrem - czasami odnosiłem wrazenie ze nie oszukanie turysty byłoby skazą na honorze, skaza tak wielka ze rodzina mogłaby cie w najlepszym przypadku wydziedziczyc - o tych gorszych przypadkach nawet myslec nie chce :)

Byc moze Kuba jest wyjątkowa jeszcze w jednym wzgledzie - nie wypada o niej mówić źle - trzeba sie nią zachwycac. Myśle ze wiele państw wydających mase pieniedzy na poprawe wizerunku moze jej tylko pozazdroscić :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#8 PostWysłany: 26 Kwi 2016 01:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 4155
Ostrzeżenia: 1
platynowy
@Strzelec1990
Dzieki za relacje.
A czy probowaliscie browarek Bucanero, mi smakowal lepiej od Cristala, wiecej % i czy jedliscie owoce morza jak np. langusty?
Ja kupilem pod lada 25-letni Santiago de Cuba i chyba lepszego rumu nie pilem.

De facto, bylem tez w gosciach u przypadkowych biednych ludzi, ktorzy przyjeli mnie b. szczerze i dowiedzialem sie chyba wiecej o calej Cubie niz podczas calej wycieczki. ;)
_________________
Travel is a privilege, not a right.
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się przeciw tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą.

Szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw!

Z Kiruny na Socotrę
Goryle
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda, Stacja Arctowski, Bhutan, Burundi, magic Socotra etc.


Ostatnio edytowany przez cccc 26 Kwi 2016 09:04, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#9 PostWysłany: 26 Kwi 2016 07:46 

Rejestracja: 13 Mar 2012
Posty: 20
Miło powspominać :) jest tyle pięknych miejsc , a jednak drugi raz na Kubę czemu nie?
Góra
 Relacje PM off
cccc lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#10 PostWysłany: 26 Kwi 2016 08:19 

Rejestracja: 29 Gru 2012
Posty: 27
Loty: 87
Kilometry: 252 076
Myślę, że nikt kto nie był na Kubie nie zrozumie, co takiego jest w tym kraju, że większość z tych co tam byli chce wrócić. Nieważne - marne jedzenie, słaby transport, naciągacze. Świetna relacja, bardzo prawdziwa, Kuba ze wszystkimi zaletami i wadami (które dla mnie są również zaletami). Zatęskniłam.
Góra
 Relacje PM off
cccc lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#11 PostWysłany: 26 Kwi 2016 08:51 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 4057
złoty
nowy odkrywca napisał(a):
Miło powspominać :) jest tyle pięknych miejsc , a jednak drugi raz na Kubę czemu nie?

ano temu nie, bo infrastruktura na kubie jest do doopy, do tego ludzie sa upierdliwi, nieszczerzy i na kazdym kroku probuje cie oszukac.
i wbrew pozorom wcale nie jest az tak tanio.
zastanawic sie nad powrotem moze jesli kupisz bilet za np. 160 euro.
przy normalnej cenie z Europy (500 euro i wiecej) wracac na Kube poprostu nie warto.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#12 PostWysłany: 26 Kwi 2016 09:30 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 8187
Mnie w tej relacji nabardziej zaskoczył ten fragment:
Cytuj:
Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich i własności intelektualnej kopiowanie zdjęć mojego autorstwa jest niezgodne z prawem. Wszystkie zdjęcia są moją własnością i nie wyrażam zgody na ich kopiowanie. Dz. U. 94 Nr 24 poz.83, sprost.: Dz. U. 94 Nr 43 poz. 170.


Tego się nie spodziewałem :D

Ale relacja bardzo fajna :)
Góra
 Relacje PM off
cccc lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#13 PostWysłany: 26 Kwi 2016 10:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 4155
Ostrzeżenia: 1
platynowy
michcioj napisał(a):
ano temu nie, bo infrastruktura na kubie jest do doopy, do tego ludzie sa upierdliwi, nieszczerzy i na kazdym kroku probuje cie oszukac.
i wbrew pozorom wcale nie jest az tak tanio.
zastanawic sie nad powrotem moze jesli kupisz bilet za np. 160 euro.
przy normalnej cenie z Europy (500 euro i wiecej) wracac na Kube poprostu nie warto.

Sorry, ze dodam moje 3 grosze, ale zanim zaczniemy krytykowac innych, spojrzmy na siebie, jakim my jestesmy narodem.
Spedzilem sporo czsu za granica i moglbym napisac niejedna historie o uczciwosci i szczerosci naszych rodakach za granica. ;)
De facto, nie przypominam sobie kraju, zebym gdziekolwiek taniej jadl takie super, swieze langusty, albo pil lepsze Mohito za ta cene.
Spotkalismy Kubanczyka w Trinidadzie, ktory zabral nas na plaze amerykanskim autem, w srodku co prawda silnik i wszystko wymienione na Hyundai, ale blachy oryginalne.
Tam wylowil z morza kilka langust. Po plazy zapytalem, czy mozemy pojechac do jakichs miejscowych do domu, zobaczyc jak mieszkaja. Zabral nas do swojej biednej rodziny poza miasto. Ludzie byli tak szczerzy, ze czestowali nas wszystkim, czym mogli. Mieli tylko 2 gniazdka pradowe w calym domu i zeby wlaczyc nam wentylator, musieli wylaczyc czarno-bialy telewizor, gdzie cala rodzina ogladala jakis serial. Do drugiego gniazdka podlaczona byla lodowka. Nie chcieli wziasc od nas pieniedzy, ktore zostawilismy na sile. Ten kierowca tez od nas nic nie chcial, dalismy mu chociaz litrowa butelke 7-letniej Havany Club, z ktorej b. sie ucieszyl. Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.
_________________
Travel is a privilege, not a right.
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się przeciw tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą.

Szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw!

Z Kiruny na Socotrę
Goryle
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda, Stacja Arctowski, Bhutan, Burundi, magic Socotra etc.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#14 PostWysłany: 26 Kwi 2016 11:24 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 4057
złoty
cccc napisał(a):
De facto, nie przypominam sobie kraju, zebym gdziekolwiek taniej jadl takie super, swieze langusty, albo pil lepsze Mohito za ta cene.

fajnie, gratulacje. a pozatym? ile kosztowalo przemieszczanie sie po wyspie, wynajem samochodu, hotel, itd... ?
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#15 PostWysłany: 26 Kwi 2016 11:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Lut 2014
Posty: 1786
Loty: 212
Kilometry: 433 056
złoty
Strzelec1990 napisał(a):
Bez Cayo by wyszło 2353,49 zł. Jednak bardzo polecam to miejsce. Najlepiej zrobić rezerwację i doba wyjdzie około 100 zł/osoba( all inclusive)



Chyba coś ci się pomyliło. Nie ma takich cen. Koszt doby w pokoju dwuosobowym all inclusive to 500-1000 zł. Śledziłam ceny na Cayo Coco i Cayo Guillermo ładnych parę miesięcy. Na różnych portalach.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#16 PostWysłany: 26 Kwi 2016 11:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 4155
Ostrzeżenia: 1
platynowy
michcioj napisał(a):
fajnie, gratulacje. a pozatym? ile kosztowalo przemieszczanie sie po wyspie, wynajem samochodu, hotel, itd... ?


Ja bylem 18 dni na zorganizowanej objazdowce wiosna 2012, ceny nie pamietam, musialbym poszukac rachunku.
_________________
Travel is a privilege, not a right.
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się przeciw tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą.

Szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw!

Z Kiruny na Socotrę
Goryle
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda, Stacja Arctowski, Bhutan, Burundi, magic Socotra etc.


Ostatnio edytowany przez cccc, 26 Kwi 2016 17:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#17 PostWysłany: 26 Kwi 2016 11:47 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 4057
złoty
cccc napisał(a):
Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.

no to fajnie ze sie podobalo i kontakty z miejscowymi byly ok.
ja sie spotkalem z oszukiwaniem na kazdym kroku i propozycjami seksu za pieniadze
od miejscowych dziewczyn, rowniez na normalnych imprezach itd... jak dla mnie to skandal.
miejscowi patrzyli na mnie jak chodzacy bankomat, bez sensu.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#18 PostWysłany: 26 Kwi 2016 13:08 

cccc napisał(a):
Zabral nas do swojej biednej rodziny poza miasto. Ludzie byli tak szczerzy, ze czestowali nas wszystkim, czym mogli. Mieli tylko 2 gniazdka pradowe w calym domu i zeby wlaczyc nam wentylator, musieli wylaczyc czarno-bialy telewizor, gdzie cala rodzina ogladala jakis serial. Do drugiego gniazdka podlaczona byla lodowka. Nie chcieli wziasc od nas pieniedzy, ktore zostawilismy na sile. Ten kierowca tez od nas nic nie chcial, dalismy mu chociaz litrowa butelke 7-letniej Havany Club, z ktorej b. sie ucieszyl. Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.

W czasach internetu, mówić dobrze o innych ludziach jest passe, jesteś jakiś staromodny.
Nie wiem czy Ty się odnajdziesz na tym forum.
Góra
 PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#19 PostWysłany: 26 Kwi 2016 13:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Kwi 2016
Posty: 4155
Ostrzeżenia: 1
platynowy
michcioj napisał(a):
cccc napisał(a):
Niezapomniane wrazenia, z wielka checia pojade jeszcze raz na Cube.

no to fajnie ze sie podobalo i kontakty z miejscowymi byly ok.
ja sie spotkalem z oszukiwaniem na kazdym kroku i propozycjami seksu za pieniadze
od miejscowych dziewczyn, rowniez na normalnych imprezach itd... jak dla mnie to skandal.
miejscowi patrzyli na mnie jak chodzacy bankomat, bez sensu.


Dziwisz sie? Jest popyt, to jest i podaz, temat rzeka. Spotykalem neistety sporo turystow z Europy, nawet z PL, ktorych oprocz zwiedzania interesowal tylko jeden konkretny temat. Poza tym jest to kraj, ktory juz dawno porzadnie splajtowal, gdzie ok. 80% podstawowych produktow zywnosciowych trzeba importowac za dewizy zza granicy, ktorych kraj nie posiada. Kiedys popierala i subwencjonowala ich Rosja, pozniej Chiny ale to sie dawno urwalo. Praktycznie prawie jedynym zrodlem dochodu dewiz dla Cuby i Kubanczykow jest niestety sex, w kraju gdzie przecietna zarobkowa to niespelna 10.-$ pod warunkiem ze ta praca jest, gdzie za piwo na dyskotece czy w jakims clubie trzeba zaplacic 1.5 - 7.-$, nie wspominajac o wstepie. Przecietne jedzenie Kubanczykow to tylko ryz, groch, warzywa, rzadziej jakis kurczaczek, a niektore produkty osiagalne sa tylko za dewizy w kubanskich pewexach. Moze niejeden zapytac swojej mamusi i tatusia, co za glebokiej komuny wyczynialy niektore dziewczyny z arabskimi studentami, czy z turystami z Zachodu dla zdobycia kilku dewiz, kiedy u nas zarabialo sie tylko 10.-$ meisiecznie, sklepy swiecily pustkami, na kartki bylo chyba tylko 1KG miesa na osobe i miesiac, na dodatek nie szlo tego miesa kupic i trzeba bylo stac niekiedy cala noc w kolejce. De facto alkohol, papierosy byly tez na kartki, a oryginalne spodnie Lewis czy Wrangler osiagalne byly tylko za dewizy w polskich pewexach ok. 25.-$ za sztuke.
Dobrze, ze my nie mielismy nigdy takich problemow, jakie ma dzis Cuba... Najlepiej tam nie jezdzic, bo i po co? Po to, zeby posmakowac czym pachnie komunizm, przekonac sie, jak kiedys bylo u nas?
_________________
Travel is a privilege, not a right.
Nie czyń drugiemu co tobie niemiłe, obróci się przeciw tobie i nie bądź tchórzem i kłamcą.

Szkoda czasu na forum, nie odpowiadam na pw!

Z Kiruny na Socotrę
Goryle
Biegun lodołamaczem atomowym, Antarktyda, Stacja Arctowski, Bhutan, Burundi, magic Socotra etc.


Ostatnio edytowany przez cccc 26 Kwi 2016 14:04, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Niesamowita Kuba
#20 PostWysłany: 26 Kwi 2016 14:01 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2013
Posty: 2956
złoty
Nie rozwalajcie koledze pierwszej relacji, bo więcej nic tutaj nie napisze.
Takie uwagi (płatny sex, oszukiwanie, itp.) można odnieść na przykład do połowy Azji.
Jednemu się kraj spodoba, drugiemu nie, normalna sprawa ...
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group