Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 82 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 03 Mar 2016 01:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 227
srebrny
Etiopia pachnie paloną kawą i kurzem. W każdej, nawet najmniejszej wioseczce, unosi się zapach kawy. Ceremonia parzenia może trwać nawet ponad godzinę. Tu wszystko robi się powoli i dostojnie - kobiety powoli rzucają ziarna kawy na patelnię, prażą je, płuczą naczynia nawet i trzy razy, zalewają, przelewają..."Smak potrzebuje czasu, a krótkie odwiedziny, to żadne odwiedziny" - oznajmiła nam pani, gdy próbowaliśmy ją delikatnie pospieszać, tłumacząc, że musimy szybko opuścić jej chatę, bo za parę minut odpływa ostatnia łódź....
A kurz? W Etiopii życie "dzieje się" wzdłuż drogi. Na poboczach siedzą starsi i obserwują "życie". Na poboczach gra się w piłkę, myje, pierze, plotkuje...A co najważniejsze - wzdłuż drogi cały czas maszerują ludzie. Nie wiem dokąd. Wiem tylko, że przy okazji wzbijają w powietrze mnóstwo kurzu i pyłu, który powoli opada na idących i nadaje powietrzu jedyny w swoim rodzaju aromat...
Palona kawa i kurz to swoista mieszanka zapachowa - taka uspokajająca i podniecająca jednocześnie, ciepła i zagadkowa. I taka właśnie okazała się dla mnie Etiopia...

Właściwie mieliśmy mnóstwo czasu, żeby odpowiednio przygotować się do tego wyjazdu. Bilety na styczeń 2016 udało się upolować w maju 2015 (Praga-Stambuł, Stambuł-Addis Abeba, 1495 zł, Turkish Airlines). Harmonogram przygotowań prezentował się następująco:
Maj - o, super! Super! Jedziemy!
Czerwiec - Super! Super! Mamy tyle czasu, że zdążymy wszystko świetnie zaplanować!
Lipiec - O, super! Wakacje! Może gdzieś pojedźmy?
Sierpień - no cóż, na Bałkanach było naprawdę niesamowicie.
Wrzesień - Super, tyle czasu do Etiopii! Zdążymy ze wszystkim!
Październik - O, jakie piękne zdjęcia z Etiopii są na sieci! To teraz sobie tak pooglądajmy, a później posprawdzamy, w jakich miejscach je robiono.
Listopad - Ale fajnie, już niedługo tam będziemy!
Grudzień - Może by tak coś zacząć planować?
Styczeń - O. Styczeń :/ :D :D :D

No, może nie do końca tak to wyglądało - przejrzeliśmy parę blogów, rozmawialiśmy z paroma osobami, które w Etiopii już były, jednak obraz, jaki zaczął nam się wyłaniać po tych historiach, nie był zbyt ciekawy. Gdzieś w okolicy grudnia zaczęła więc nam towarzyszyć myśl "czy na pewno dobrze zrobiliśmy, kupując bilety lotnicze akurat tam?". Nie chcę powielać stereotypów, więc nadmienię tu tylko, że zwłaszcza zaniepokoiła mnie informacja o wysokich cenach dla "białasów" i olbrzymich trudnościach z negocjowaniem (hm...no to faktycznie, idealne miejsce dla mnie :D No nic, zapakowaliśmy dolary (podobno najlepiej jechać z dolarami, ale koniecznie z tymi z "dużą głową"), przewodnik ("Etiopia" Philip Briggs. Bardzo polecam! Wprawdzie jeśli chodzi o informacje praktyczne nie jest już aktualny - ma dobrych parę lat - ale rozdziały o kulturze i życiu Etiopczyków są niesamowite, zwłaszcza rozdział "Jak się zachować"), na kartce spisaliśmy parę miejsc, których "na pewno nie odpuścimy", a ja nauczyłam się na wszelki wypadek słowa Habbiszat (Etiopczyk), które miało zapewnić bezpieczeństwo, gdybyśmy stali się celem "histerii faranji" (grupy biegnących za tobą miejscowych, krzyczących bez końca : Faranji, faranji!!!). Czyli jednym słowem - pełna mobilizacja i przygotowanie :D

Czas pobytu : 16.01.2016 - 28.01.2016
Waluta : Birr. 10 zł = ok. 54 birry
Uczestnicy : Koleżanka Ala, kolega Marcin i ja.

Ponieważ koleżanka kupowała bilety dużo później i nie udało się jej załapać na nasz lot, mieliśmy spotkać się dopiero w Addis. Niestety, ona przylatywała wcześniej, my dopiero o 1.00 w nocy - miała na nas czekać na lotnisku.
Same loty minęły dosyć szybko i przyjemnie. Nie mam żadnych zdjęć kolan, ale mam chociaż to :

Image
Było smaczne :)

Pewnie o tym wiecie, ale dla mnie to było jak objawienie :D Jeśli przesiadka trwa określoną ilość godzin (w Turkish to 4, w Emirates o ile pamiętam 5), to pasażerowi przysługuje voucher na posiłek na lotnisku. Trzeba jednak go sobie samemu załatwić - zgłosić się do biura linii lotniczej. Niestety, tak bardzo się tą tajemną wiedzą podekscytowałam, że lecąc "tam" zupełnie o tym zapomniałam :D

Na lotnisku w Addis trzeba trochę odstać w kolejce po wizę (wiza na miesiąc - 50 dolarów). Podczas procedury trzeba też podać nazwę hotelu, w którym zamierzamy się zatrzymać. Na szczęście przed nami stała wycieczka Niemców i udało się nam sprytnie to podsłuchać :D (i, dzięki przewodnikowi, odpowiednio się do tej rozmowy przygotować). Owa kolejka miała również działanie wybitnie towarzyskie, bo poznaliśmy w niej też dwóch, bardzo sympatycznych Polaków. Okazało się, że, tak, jak i my, chcą poczekać na lotnisku do rana i wyjechać z Addis. Postanowiliśmy połączyć siły. Po przejściu wszystkich kontroli, okazało się, że koleżanka Ala, w ramach walki z nudą (miała biedaczka czekania chyba z 5 godzin), porozmawiała chyba z każdym pracownikiem lotniska i załatwiła nam transport :D Auto do Mekele (ponad 500 km) - 300 dolarów, tylko musimy poczekać, aż wzejdzie słońce. No dobrze, drogo trochę, ale teraz w końcu była nas piątka, więc ustaliliśmy, że to dobra opcja. Ale chyba przez to czekanie wszystko zaczęło się komplikować. Najpierw pani wycofała się z oferty. Później ją ponowiła. Później przyszły inne panie i krzyczały. Później pani powiedziała, że dobrze, ale nie zamówi auta pod lotnisko (była pracownicą agencji turystycznej i prawdopodobnie bała się, żeby nikt nie wiedział, że chce coś zarobić "na boku"), tylko musimy jechać do Addis teraz (było ok. 3.00 w nocy), pod hotel (przeznaczenie - pod ten sam, którego nazwę kłamliwie wymieniliśmy, żeby otrzymać wizę :D i tam podjedzie z kierowcą. Jeszcze później zupełnie się pokomplikowało, bo kazała nam wziąć spod lotniska taksówkę biało-niebieską (bo najtańsza), a stały tam same zielono-żółte :D W końcu jakimś cudem udało się nam podjechać w umówione miejsce (15 dolarów za taksówkę :/ ) (tak, to nie była biało-niebieska:D.
Trochę przestaliśmy pani ufać i postanowiliśmy sami zorganizować sobie wyjazd do Mekele i uzyskać wszystkie informacje od obsługi hotelowej. I gdy je tak sobie uzyskiwaliśmy (ale trochę słabo nam szło :D , znienacka pojawiła się nasza pani, z tym, że...na piechotę :D Kazała iść za nią, a na wszystkie pytania odpowiadała uspokajająco : "Nie martwcie się. Będziecie zadowoleni". Tak. Ponieważ podstawa na takich wyjazdach to zadbanie o własne bezpieczeństwo (przypomnę : noc. Etiopia. Addis. Pierwsze momenty w nieznanym dla nas kraju. Nie mamy pojęcia, gdzie jesteśmy), ruszyliśmy za nią w karnym wężyku :D (a nawet było nam trochę głupio, że próbowaliśmy coś załatwić "na własną rękę" :D.
I szliśmy jakimiś ciemnymi uliczkami, zakrętami, jacyś ludzie podchodzili, klimat nieziemski, nierealny. Potem pani kazała nam stanąć na ulicy i zatrzymała busik, wypchany do ostatniego centymetra pasażerami. I dokonała cudu - cała nasza piątka, a nawet i ona, zmieściła się w środku :D (kosztowało nas to 200 birrów za wszystkich, a naprawdę nie mieliśmy pojęcia, gdzie jedziemy. Tym bardziej, że na każde pytanie "dlaczego samochód nie może tu po nas podjechać?" odpowiadała : "Nie martwcie się. Będziecie zadowoleni" :D Ale było bardzo miło - wszyscy się do nas uśmiechali, nie wiem tylko, dlaczego cały czas mi się wydawało, że na pewno śnię "Niemożliwe, żeby to nie był sen. Przecież na pewno bym czegoś takiego na jawie nie zrobiła" :D

Image
W końcu wysiadka i podprowadzono nas do autobusu, który stał po prostu przy ulicy (autobusu????!?? Mieliśmy jechać autem! :/ :D. O tej porze i w takim stanie umysłu jednak nie dyskutuje się z rzeczywistością :D Kupiliśmy więc grzecznie bilety (500 birrów od osoby), upewniliśmy się, czy na pewno jedzie do Mekele (tak) i kiedy dojedziemy (na wieczór). Pani się z nami pożegnała bardzo serdecznie (szczerze? Gdyby nie ona, nie wyjechalibyśmy tego dnia z Addis. Nie mielibyśmy pojęcia jak i gdzie pójść. W dodatku zaprowadziła nas do autobusu, który nie stał na dworcu, tylko gdzieś na boku i tylko dlatego udało się nam pojechać. Wątpliwe, żeby udało się nam samodzielnie zdobyć bilety na ten poranek). Dodatkowy bonus - w autobusie jechali sami miejscowi. Owszem, przypuszczam, że pani coś na tym zarobiła, ale naprawdę zasłużyła na to. Inna sprawa, że zaraz jak poszła, kierowca kazał nam dopłacić po 100 birrów. Za bagaże.

Image
Jest nawet klimatyzacja :)

Image
I jedziemy. Widoki za okiem cudowne.

Image

Image
Nie da się ukryć, że tak, jak Etiopczycy byli dla nas atrakcją, tak i my byliśmy dużą atrakcją dla naszych współpasażerów.

Image
Pierwszy dzień w Etiopii, więc wszystko było dla nas dziwne, inne, niezrozumiałe...

Image
Jechaliśmy przez cały czas z nosami przy szybach. Wszystko nas zadziwiało.

Image

Image
Pierwszy szok :D Autobus zatrzymał się na postój "toaletowy". Pan kierowca wskazał ręką - panowie na lewo, pani na prawo. Czyli tak jak u nas, prawda? Tylko, że tam nie było się zupełnie gdzie schować :D Panowie stanęli po prostu przy drodze, panie kucnęły obok autobusu. Ten "pierwszy raz" nie był dla mnie zbyt przyjemny. Później? Później już mi było bardziej obojętne :D

Image

Image

Image
Życie wzdłuż drogi :) Chwilę wcześniej przez autobus przeszedł pan biletowy i pozbierał pieniądze do foliowego woreczka. Miejscowi wrzucali drobne monety. My nie - nie wiedzieliśmy jeszcze co robić i jak się zachować. Następnie wyrzucił wypełniony woreczek przez okno. Dopiero później dowiedzieliśmy się, że to jałmużna na kościół. A takie parasole, zdobione bogato brokatem, są oznaką dostojeństwa wśród duchownych etiopskiego kościoła.

Image

Image
Pierwszy postój na jedzenie i kawę.

Image

Image
Jeszcze "nie czuliśmy" tego kraju. Jeszcze trochę obawialiśmy się wchodzić w interakcje (choć to, co zrobiliśmy, żeby dostać się do autobusu z lotniska, można nazwać mega-interakcją :D Staliśmy więc trochę na uboczu i obserwowaliśmy.

Image
Sposób na przewożenie zwierząt.

Image
I pierwsza kawa :) - 5 birrów. Oczywiście w miejscach, gdzie zatrzymują się autobusy na krótką przerwę, panie parzą kawę dużo szybciej. To nie miejsce i czas na rytuały. Ale kawa jest tak samo pyszna :)

Image

C.D.N.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915


Ostatnio edytowany przez pestycyda 20 Sie 2017 17:53, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
48 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 03 Mar 2016 01:54 

Rejestracja: 25 Lut 2012
Posty: 235
Loty: 23
Kilometry: 72 725
niebieski
Ciekawa relacja. Czekam na ciąg dalszy.
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 03 Mar 2016 02:22 

Rejestracja: 17 Sie 2011
Posty: 193
Loty: 107
Kilometry: 118 827
Gdyby nie emotikony w treści, to myslalbym, ze ta Pani was zaatakuje albo okradnie! Taki cykor ze mnie:D

Czekam na wiecej, super relacja!
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 03 Mar 2016 18:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Paź 2013
Posty: 353
Loty: 46
Kilometry: 113 906
srebrny
już śledzę temat :)
_________________
Moje relacje:
2017 - Tajlandia/Kambodża
2016 - Bałkany
2015 - Zachodnie Wybrzeże USA
2014 - Maroko
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 03 Mar 2016 20:56 

Rejestracja: 02 Cze 2014
Posty: 398
niebieski
Ale Was nosi! Już wiem, że będzie fajnie.
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 03 Mar 2016 21:06 

Rejestracja: 09 Lis 2015
Posty: 13
Loty: 2
Kilometry: 1 874
Świetnie napisane a opis przygotowań do podróży fenomenalny, takie to prawdziwe, skąd ja to znam ...? :-)
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 03 Mar 2016 21:14 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 29 Maj 2011
Posty: 6788
Przejeżdżałem po liście nieprzeczytanych, nic nowego, nic nowego, o relacja z Etiopii... W sumie tam się nie wybieram i mnie to nie interesuję i zaczynam patrzeć dalej.
Chwila...
"pestycyda"
hm... Kurczaki... Bałkany... Chyba kojarzę
Zapinam pasy i jedziemy :D
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 03 Mar 2016 22:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1002
Loty: 176
Kilometry: 346 916
platynowy
@pestycyda jak zawsze w formie. Czekam na ciąg dalszy, tym bardziej że Afryka kusi ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#9 PostWysłany: 03 Mar 2016 23:40 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 2124
Loty: 133
Kilometry: 216 722
platynowy
wymiatasz jak zawsze od pierwszego wpisu ! :)
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#10 PostWysłany: 04 Mar 2016 20:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 227
srebrny
Bardzo dziękuję za sympatyczne słowa :) to naprawdę miłe i bardzo pomaga w zebraniu się do dalszego pisania :)

Jestem Wam jeszcze winna pewne wyjaśnienie. Przed wyjazdem zrobiliśmy sobie we trójkę (Marcin, Ala i ja) jedno spotkanie robocze, na którym zgodnie stwierdziliśmy, że dla każdego z nas miejscem w Etiopii, które absolutnie chcielibyśmy odwiedzić (właściwie to jeden z głównych powodów, dla których chcieliśmy tam pojechać), jest Kotlina Danakilska. Najcieplejsze miejsce na ziemi, położone przy granicy z Erytreą i Dżibutii (a także częściowo w tych państwach), zamieszkałe przez plemiona Afarów. Co tam jest takiego ciekawego, że aż tak nas ciągnęło? Pustynia solna, Dallol (wulkan, w którego kraterze znajdują się gorące źródła z siarką i żelazem. Kolory i widoki - nieziemskie) oraz wulkan Erta Ale. No i fakt, że Bear Grylls określił to miejsce jako "najbardziej niegościnne na ziemi" :D
Jest to faktycznie dosyć ryzykowne - bliskość granicy z Erytreą powoduje, że zdarzają się napady, zabójstwa i porwania turystów, Afarowie są określani mianem co najmniej "niegościnnych" (podobno jeszcze do połowy XX wieku najpierw obcinali wkraczającym na ich teren mężczyznom, hmmm, atrybuty płci, a dopiero później pytali, po co przybyli :/ :D
Dodatkowo przewertowaliśmy oferty polskich agencji specjalizujących się w organizowaniu wypraw do Etiopii i wszędzie stało jak byk : wyprawy do Danakil zawieszone do odwołania :/ I choć serce aż się rwało, żeby tam pojechać, rozum starał się w tym przypadku wygrać. Kończąc spotkanie robocze, popatrzyliśmy więc sobie głęboko w oczy i złożyliśmy bardzo poważną obietnicę : "Ponieważ znamy swoje możliwości i podatność na różne, czasem dosyć głupkowate pomysły, obiecajmy sobie, że tym razem nie damy się złamać. I na pewno na miejscu wszyscy będą nam mówić, że spokojnie i bezpiecznie można tam pojechać z akurat ich agencją - wiadomo, każdy chce zarobić - tym razem nie zareagujemy automatycznie i nie zrobimy nic nieprzemyślanego. Czyli, po prostu, obiecajmy sobie, że odpuścimy Danakil". Złożyliśmy tę obietnicę z bólem serca (trochę, ale niewiele, pocieszył nas fakt, że te wyprawy są dosyć drogie :D

Image

Obietnice obietnicami, ale jakoś niedługo przed wyjazdem powstał pomysł, że, no w porządku, Danakil odpuszczamy, ale przecież możemy sobie pojechać do Mekele (miasto z którego najłatwiej zorganizować wyjazd do Kotliny Danakilskiej) i tam sobie tak trochę pochodzić :D I np. popytać się o aktualną sytuację. Tak z ciekawości - bo przecież i tak się tam nie wybieramy :D I o ceny takiej wyprawy. Pewnie będą tak zaporowe, że i tak nie będzie nas na to stać, więc utwierdzimy się tylko w przekonaniu, że decyzja, aby do Danakil nie jechać jest jedyna i słuszna :D

Image

I to był właśnie powód, dla którego zdecydowaliśmy się na to, aby natychmiast po przylocie poszukać transportu do Mekele :D

Image

Image

Publiczny transport w Etiopii zasługuje właściwie na osobnego posta. Jest to doznanie wyjątkowo silne, głębokie i zostające w człowieku na długo :D Ponieważ w autobusie do Mekele musieliśmy dopłacić po 100 birrów za bagaże, uznaliśmy za całkowicie uzasadnione, że nasze plecaki stały sobie obok nas na siedzeniach. Panowie biletowi też uznali, że jest to ok, poza tym początkowo i tak nikt nie chciał koło nas siedzieć :D W miarę upływu czasu i dosiadających się na kolejnych postojach ludzi, plecaki musiały przesiąść się na podłogę w przejściu między siedzeniami - my dalej siedzieliśmy wygodnie na fotelach. Trochę później, niestety wylądowały na dachu autobusu (baliśmy się tego trochę, bo podobno bagaż czasami jest gubiony podczas jazdy. Mieliśmy nawet własny sznurek do mocowania, ale zaobserwowaliśmy, że panowie z autobusu też taki mają i operują nim całkiem sprawnie). Miejscowym przestało już przeszkadzać, że siedzą razem z nami na siedzeniach (w różnych konfiguracjach - np. we czwórkę na dwóch fotelach :D, a w przejściach między siedzeniami zrobił się całkowity tłok - jakimś cudem pojawiły się malutkie stołeczki, beczułki itp. Niektórzy siedzieli wprost na ziemi. Atmosfera genialna - wszyscy się do nas uśmiechali, próbowali rozmawiać, nawiązywać kontakt.

Image
Widoki za oknem dalej cudowne.

Image

Podróż do Mekele nauczyła nas jednego, ale była to bardzo cenna umiejętność, którą później często wykorzystywaliśmy :D Spotkałam się ze stwierdzeniami, że Etiopczycy mają bardzo specyficzne podejście do czasu. Podobno "Europejczycy mają zegarki, a Etiopczycy czas" i nie da się umówić z mieszkańcami tego kraju na konkretną godzinę - zawsze trzeba czekać. Według naszego doświadczenia nie jest to do końca prawda, jednak jedno jest pewne - to, co wolno Etiopczykowi, w przypadku "białasa" jest niedopuszczalne :D Albo coś w tym rodzaju :D Odkryłam to zupełnie przez przypadek i niechcący, ale ta wiedza dawała nam dużą możliwość sterowania sytuacją :D Otóż podczas postojów autobusu wszyscy rozchodzili się w różne strony i, po załatwieniu swoich spraw, powoli wracali do pojazdu. Wyglądało to tak, że gdy prawie wszyscy pasażerowie siedzieli ponownie w autobusie i już-już można było ruszać, nagle połowa z nich przypominała sobie coś bardzo ważnego i, powoli, ponownie wychodziła na zewnątrz :/ Potem następowała wymiana i na zewnątrz wychodziła pozostała połowa, przedłużając postój o kolejne pół godziny :/ (spróbujcie siedzieć dodatkową godzinę w tłoku, to zrozumiecie, dlaczego to może być trochę, hm, irytujące :D Poza tym, spieszyło nam się do Mekele. Nie mogliśmy się już doczekać, żeby załatwić wyprawę....tfu, pochodzić sobie po Mekele :D Więc gdy w którymś momencie postanowiłam wyjść na kolejnego papierosa (w końcu spokojnie będziemy stali w tym miejscu jeszcze z pół godziny), nagle okazało się, że akurat teraz to już musimy szybko jechać. Koniecznie teraz i koniecznie już, bo się bardzo spieszymy :D I wszyscy momentalnie znaleźli się w środku autobusu, a pan kierowca jeszcze mnie popychał, żeby przypadkiem nie stracić na postoju ani sekundy dłużej :D :D :D Poważnie, bardzo przydatna wiedza - podczas całego wyjazdu, gdy byliśmy lekko zdenerwowani przedłużającym się postojem, padało zdanie - idź zapal, bo nigdy nie wyjedziemy. I zawsze działało :D

Image

Image
Byliśmy w Etiopii w porze suchej i takie widoki zdarzały się dosyć często. Wyschnięte koryto rzeki.

Image

Image

Image

Do Mekele mieliśmy dojechać wieczorem i nie mogliśmy się już tego momentu doczekać. W podróży byliśmy od dwóch dni (dojazd do Pragi, dwa loty i autobus) i trochę to nam dało w kość. Jednak, nie wiem dlaczego, coś mnie tknęło i w okolicach późnego południa, w moim podróżnym notesie zapisałam takie zdanie : "Mówili, że na wieczór będziemy w Mekele, ale coś mi to nie wygląda" :D

Image

Tknięta przeczuciem, zapytałam o to pana siedzącego za nami, który rozmawiał z nami po angielsku. "Tak, tak" - potwierdził. - "W Mekele będziemy wieczorem. Ale jutro"...............:D :D

Image
I tak oto dowiedzieliśmy się kolejnej prawdy o publicznym transporcie w Etiopii. W każde miejsce, w zależności od odległości, jedzie się dzień. Albo dwa :D

Image

Image

I faktycznie, nagle autobus zatrzymał się w jakiejś miejscowości na dworcu autobusowym, współpasażerowie momentalnie się gdzieś rozpierzchli, a pan kierowca powiedział nam, że teraz musimy sobie znaleźć jakiś nocleg, a jutro mamy być w tym samym miejscu o 11.00. To nas trochę ucieszyło, bo dawało nadzieję na to, że wreszcie się porządnie wyśpimy :D Na szczęście przypomniałam sobie, że gdzieś coś czytałam o odmiennym liczeniu czasu w Etiopii. I tak, po dyskusji z panem okazało się, że tu czas liczy się od godziny 6.00 rano. Czyli etiopska 11.00 to nasza...5.00 :/ :/ :D Żegnajcie myśli o odpoczynku :D
Nocleg udało nam się znaleźć po jakiejś godzinie. Nie było źle - jeden pokój z dwoma łóżkami (nowo poznani koledzy z Polski posiadali karimaty, więc uznaliśmy, że jakoś się zmieścimy w pięć osób) - 300 birrów za całość.

Image
To nasz hotelik. Jak się wpatrzycie, zobaczycie łazienkę :D Uznaliśmy, że nie będziemy się jakoś szczególnie tym przejmować. Nie jesteśmy jeszcze jakoś strasznie brudni - w końcu myliśmy się jakieś...trzy dni temu, w domu :D Poza tym to duża oszczędność na mydle i szamponie do włosów. Inna sprawa, że wszystkie finansowe nadwyżki trzeba było wpakować w chusteczki nawilżane :D

Image
A to widok z naszego, nie wiem, tarasiku? :D I niby w pokoju nie było klamki, ale pan ją przecież przyniósł za chwilę :D Natomiast na dole był bardzo przyjemny bar, ale gdy dowiedziałam się, ile kosztuje piwo (12 birrów), dotarło do mnie, jak niezbyt trafiony był argument, przy pomocy którego negocjowałam cenę pokoju ( "Przecież panu się to opłaca. Potem zejdziemy do baru i zostawimy tam dużo pieniędzy" :/ :D )

C.D.N.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915


Ostatnio edytowany przez pestycyda, 20 Sie 2017 21:38, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
23 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#11 PostWysłany: 06 Mar 2016 20:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 227
srebrny
Poranek był ciężki, nawet bardzo. Cały czas odczuwaliśmy skutki niedospania z ostatnich dni, poza tym, no cóż, jednak wieczorem trochę pieniędzy udało się nam zostawić panu w barze :) Jakoś, noga za nogą, dowlekliśmy się na dworzec. Idąc w ciemnościach trzeba bardzo uważać - w Etiopii na chodnikach często nagle wyrastają dziury, w dodatku dosyć głębokie - może więc dobrze, że tego ranka nie byliśmy zbyt energiczni :)
Na dworcu stawiliśmy się już przed 5.00, czyli przed 11.00, w dodatku i tak była zmiana czasu w stosunku do polskiego - kręćka można z tym dostać :D Szybka kawa przed dworcem (5 birrów) i byliśmy gotowi do drogi.
Transport publiczny w Etiopii jest, hm..., bardzo specyficzny :) Żaden autobus nie kursuje, gdy jest ciemno. Słyszałam dwa warianty powodów - jedni mówią, że to ze względów bezpieczeństwa (podobno zdarzają się napady na autobusy), inni - że to kwestia złych dróg. Tak więc, gdy tylko nadchodzi zmrok, autobusy zatrzymują się na dworcu, pasażerowie szukają noclegu, a kolejnego dnia ustawiają się przed bramą dworca o 5.00. Właśnie, przed bramą. I nie wiem dlaczego zawsze kierowca każe być tam o 5.00, skoro bramy otwierane są parę minut przed 6.00 :/ Ale jakoś obawiałam się zbuntować :D W każdym razie efekt jest taki, że o godzinie 5.00 pod zamkniętą brama ustawia się tłum, ale taki naprawdę tłum, żadne tam "kilkanaście osób" i czeka. A gdy ktoś przed 6.00 otworzy bramy, nagle wszyscy biegną...Lecą i pędzą do swoich autobusów, z wszystkimi tobołkami, torbami, krzesełkami i często zwierzętami. Etiopczycy rzadko podróżują, dlatego gdy już się tak zdarzy, że gdzieś wyruszają, to robią to "na poważnie" i często zabierają ze sobą dużą część swojego dobytku.

Image

Powiem szczerze - nasi współpasażerowie i kierowcy chyba zapałali do nas jakąś sympatią (pewnie sobie wmawiam :D Raczej było im nas żal - byliśmy jedynymi białasami w tym tłumie i pewnie wyglądaliśmy na mocno zagubionych :/ :D, bo, pewnie z litości, jeden z nich, jeszcze przed otwarciem bram, wprowadził nas jakimś bocznym wejściem na dworzec i odstawił do samego autobusu. Gdyby nie to, raczej wątpliwe, że znaleźlibyśmy nasz autobus. Inna sprawa, że może nie musielibyśmy się tym martwić, bo wątpię, czy w ogóle udałoby się nam wepchnąć na dworzec :D

Image

W ogóle mam wrażenie, że nasz autobus jakoś nas "zaadoptował" :D Wszyscy nas pilnowali, uśmiechali się i, na ile pozwalały umiejętności językowe, próbowali nawiązać kontakt - odbyłam np. bardzo pouczającą rozmowę o bydle (tzn. tak myślę :D Generalnie - naprawdę sympatyczni, ciepli ludzie. Mam wrażenie, że po prostu poczuli się za nas odpowiedzialni.

Image

Jakoś po 6.00 ruszyliśmy w dalszą drogę. Jeszcze wczoraj myśleliśmy, że noc spędzimy w Mekele. A to, co się okazało (nocleg w miejscu, którego nazwy nawet nie znam), uświadomiło nam, że chyba trzeba trochę zmienić podejście - nie porównywać z "naszą" kulturą, nie oczekiwać i nie planować. Czyli "dać na luz" i brać, co życie przyniesie :D

Image

A życie przyniosło niesamowite obrazy za oknem...

Image

Image

Image

Jest jakaś niesamowita mądrość w podejściu Etiopczyków do życia. Jakiś taki spokój i radość z tego, co jest, z tego, co się ma (a ma się, w porównaniu do Europejczyków, naprawdę niewiele...) I w którymś momencie zrobiło się mi naprawdę głupio. Przyjeżdżam z innego kraju, wsiadam do miejscowego autobusu i oczekuję, że wszystko będzie "jak w domu"? Albo, że mi się należy? Miejscowi cierpliwie czekają i dostosowują się do obowiązujących zasad, więc dlaczego ja mam się denerwować, że coś nie działa "po mojej myśli"? Nie po to pojechałam tak daleko, żeby było jak w Polsce i żeby dostawać to, do czego przywykłam. I wiecie co? Takie podejście naprawdę nam pomogło. Do tego stopnia, że nawet nie spytaliśmy, o której będziemy w Mekele. Będziemy, jak będziemy. Np. za dwa dni :D

Image

Postój na posiłek :
Image

Image
I pierwsze miejscowe danie. Spaghetti. Na osławioną injerę jeszcze się nie skusiliśmy :D I ukłon w stronę białasów - dostaliśmy łyżkę. Miejscowi jedli używając do tego pieczywa. No ale wiadomo - białas to i tępy trochę, i zgubić się może, dajmy mu lepiej łyżkę, bo przecież i z tym sobie nie poradzi :D

Image
Naprawdę, cały czas jechaliśmy z nosa przy szybach, nie chcąc stracić nic z tych cudownych widoków. Współpasażerowie polubili nas jeszcze bardziej (albo uznali, że już zupełnie jesteśmy chorzy psychicznie :D, gdy zobaczyli, jak na postoju pieczołowicie myjemy szyby autobusu :D Niestety, nie dało się ich wyczyścić do końca (nawilżane chusteczki jednak trochę rozmazują :D , więc czasami to przeszkadzało w fotografowaniu.

Image
Myślę, że byliby w stanie zaakceptować nasze dziwne zachowanie, gdyby nie fakt, że kolega Marcin się uparł i poszedł też umyć szybę kierowcy :D Bo tam były najlepsze widoki :D

Image

Image

Image
Krajobraz za oknem zmieniał się co chwilę. Właściwie to skakaliśmy z jednego boku autobusu na drugi (ugruntowując opinię o nas w oczach współpasażerów :D

Image

Image

Image
To jest wnętrze naszego autobusu po tym, jak dużo ludzi zostało w miejscowości o nieznanej nazwie (teraz mamy naprawdę super luz :D

Image
Pojemniki na wodę...

I proszę bardzo, jak się już wewnętrznie pogodziliśmy z faktem, że będziemy brać, co los przyniesie, to okazało się, że ta filozofia przynosi niesamowite efekty :D Godzina 12.00 (etiopska 6.00). Mekele.

Image

Image

C.D.N.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915


Ostatnio edytowany przez pestycyda, 20 Sie 2017 22:54, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#12 PostWysłany: 07 Mar 2016 19:22 

Rejestracja: 18 Cze 2015
Posty: 44
Loty: 55
Kilometry: 115 153
Wow wow wow!! Nastepna genialna relacja z Etiopii. Z niecierpliwoscia czekam na ciag dalszy. Trzeba bedzie pomyslec czy nie uwzglednic Etiopii w planach na 2017 :D
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#13 PostWysłany: 07 Mar 2016 20:09 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Sty 2013
Posty: 248
Loty: 726
Kilometry: 1 471 084
niebieski
dokaldnie tez o tym pomyslalam :)
_________________
Image

Same fotki, czyli https://www.instagram.com/atamancia/
Blog o moich podróżach http://dopacanowa.blox.pl/html uwaga, dużo zdjęć ;)


Ostatnio edytowany przez Roku, 14 Mar 2016 23:48, edytowano w sumie 1 raz
Cytowanie - nie cytuj całego postu poprzednika jeżeli zaraz pod nim odpowiadasz
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 10 Mar 2016 23:05 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 227
srebrny
@Antia, @Wojtas_88 - nie ma co myśleć, trzeba pojechać! Niesamowity kraj :)

Mekele. Stolica regionu Tigraj. Duże, cały czas rozwijające się miasto. A przy okazji - pierwsze miejsce, w którym mieliśmy wreszcie "doświadczyć" Etiopii, nie tylko podziwiać z poziomu autobusowej podróży i, wprawdzie przepięknych, ale tylko migających za szybą krajobrazów. Trochę smutno i trochę nieswojo było pożegnać się ze współpasażerami - od teraz, bez ich kojącej opieki, zdani byliśmy tylko na własne siły :)

Image

Najważniejsze wyzwanie - znalezienie hotelu. To akurat było bardzo proste - dworzec autobusowy znajdował się zaraz przy ulicy pełnej takich przybytków. Weszliśmy do pierwszego, który wydawał nam się na oko niezbyt drogi. Pokoje są, cena też atrakcyjna - bierzemy! Podobno jednak podróże kształcą :D I tu właśnie odbyła się nasza pierwsza nauka odnośnie Etiopii. My - na własnych błędach, czytający mogą na naszych :D
1. Etiopia jest bardzo konserwatywnym krajem, a większość Etiopczyków to członkowie Etiopskiego Kościoła Ortodoksyjnego. Jak się to ma do hoteli? Otóż, jak się okazało, ma się, i to bardzo :D Szukaliśmy miejsc dla pięciu osób (dwóch nowych kolegów Polaków i nasza trójka). Nowo poznani koledzy nie mieli żadnego kłopotu z noclegiem - dostali dwuosobowy pokój. My natomiast...trzy dwuosobowe pokoje :D (jedynek, ani żadnych innych pokojów po prostu nie było). Bo tak : mężczyzna z mężczyzną spać w jednym pokoju może, para małżeńska może, natomiast nie ma szans, żeby dwie osoby odmiennej płci nie związane ze sobą węzłem małżeńskim mieszkały w tym samym pomieszczeniu :/ dwie kobiety również :/ I może nawet byśmy nie robili z tego dużego problemu (zawsze lepiej mieć więcej miejsca, zwłaszcza, że ostatnie dwa dni spędziliśmy w autobusowym ścisku), gdyby nie fakt, że trzeba wtedy zapłacić i za drugie, puste łóżko (w sumie logiczne. Biorąc pod uwagę zapatrywania miejscowych, nie ma szans, żeby je wynajęli komuś zupełnie innemu, a dlaczego mają być stratni?). Natomiast trzeba przyznać, że gdy im wytłumaczyliśmy OGROMNĄ pomyłkę, jak zaszła przez niedopatrzenie (czyli, że tak naprawdę jesteśmy rodziną podróżującą wspólnie, a ja koniecznie chcę być w pokoju z "mężem" :D), natychmiast dostaliśmy dwa dwuosobowe pokoje ("siostra" niestety musiała spać sama w dwójce - nie było innej opcji). W sumie kosztowało nas to 600 birrów (po 150 za miejsce). I od tej pory, na cały czas podróży po Etiopii, staliśmy się taką trochę zakłamaną rodziną :D Sprawdzało się za każdym razem - na szczęście nigdzie nie musieliśmy pokazywać wszystkich paszportów (choć tak sobie myślę, że dla miejscowych i tak sprawdzanie podobieństwa naszych nazwisk, byłoby tak samo trudne, jak dla nas ich :D
Wydaje mi się, że to obostrzenie nie działa w luksusowych hotelach, ale pewności nie mam - nie sypiam w takich :D Poza tym, podczas przymusowego postoju na nocleg w podróży, też nikt nam takich problemów nie robił. To jednak mogło wynikać z faktu, że miejscowość była typowo noclegowo-postojowa, a sam hotel, no nie był najwyższej klasy :D

Image

2. Przed wyjazdem ktoś mi poradził - zawsze przed wynajęciem idź obejrzeć pokój. I owszem, trzymaliśmy się tej zasady cały czas. Jednak ten ktoś nie powiedział o najważniejszej sprawie - oprócz obejrzenia SPRAWDŹ łazienkę (a dokładniej : odkręć kran prysznica - jeśli jest, oczywiście :D i, jeśli jest europejska ubikacja, spróbuj spuścić wodę). Za pierwszym razem, ulegając całkiem ładnemu wyglądowi (a mówili - nie oceniaj po wyglądzie :D pokojowej łazienki, trochę to zaniedbaliśmy. W efekcie, po rozmowie na portierni, dowiedzieliśmy się, że na naszym piętrze jest jeden pokój otwarty dla wszystkich mieszkańców, który spełnia rolę łazienki - bo tylko tam jest woda. Natomiast pan zachował się bardzo uprzejmie, bo do spuszczania naszej własnej toalety przyniósł nam wiadro wody :)
Później zawsze pamiętaliśmy o zasadzie "kranowej", ale, no cóż, i tak nie zawsze się sprawdzała (początkowo pytaliśmy : czy jest ciepła woda? Później cieszyliśmy się, jeśli była w określonych godzinach. Jeszcze później sama obecność zimnej wody powodowała, że hotel uznawaliśmy za "luksusowy". Na samy końcu - no cóż, woda w wiadrze też jest ok, grunt, żeby była jakakolwiek :D

Image
Etiopskie rusztowania.

Po rozlokowaniu się w pokojach, ruszyliśmy do miasta. Koledzy z Polski chcieli jak najszybciej pojechać do Aksum, więc wyruszyli na poszukiwania dworca autobusowego, zbadać połączenia (w Mekele są dwa dworce i z każdego z nich odjeżdżają autobusy w inne strony). My mieliśmy trochę inne priorytety :D Chcieliśmy sobie tak pochodzić po Mekele i pozwiedzać i ponapawać się klimatem. No a gdybyśmy tak zupełnie przez przypadek przechodzili koło jakiejś agencji turystycznej, zapytać się o wycieczki do Danakil. Czysto informacyjnie oczywiście, może ktoś znajomy by potrzebował. Bo my się tam przecież wcale nie wybieramy, co to, to nie. Dosyć już ryzykownych zachowań, no i przecież złożyliśmy sobie obietnicę :D Trochę mnie tylko zaniepokoiła myśl, która cały czas kołatała w głowie : "Jak się nie uda, to pojedziemy z chłopakami do Aksum" - zwłaszcza enigmatyczne było : "jak się nie uda" :D

Image
Etiopskie birry. Za 100 dolarów dostawało się prawie 2200 birrów. Grube pliki pieniędzy, trudne do wciśnięcia gdziekolwiek.

Image
I tak, nasza pierwsza injera! :D Trudno to nazwać miłością od pierwszego wejrzenia, a do drugiego nie dopuściłam :D Owszem, to pierwsza i zarazem ostatnia :D Placek ze zboża tef, posiłek, a zarazem sztućce (oderwanymi kawałkami nabiera się sos ze środka. Do tej pory nie wiem, jak miejscowi sobie z tym radzą, bo placek był gumowaty, giętki, namoknięty i zupełnie nie nadawał się do tego, żeby coś nim nabrać :D Gdy przed wyjazdem przeglądałam zdjęcia z Etiopii, od razu mi się nie spodobał :D (dzięki tej awersji zabraliśmy trochę konserw itp. z Polski. Przydały się :D Koleżanka Ala tak bardzo nie polubiła injery "z wyglądu". że nie chciała jej zamawiać nawet po raz pierwszy. Przeczytała, że w Etiopii można zjeść bardzo smaczną (podobno) zupę z fasoli, sziro. I gdy czekała na swoje zamówienie, naprawdę bardzo jej zazdrościłam, biedząc się nad moją potrawą.

Image
I nadszedł czas zemsty! :D Sziro. Na środku injery :D :D :D W Etiopii injera jest bardzo popularnym daniem. Podaje się ją z różnymi sosami, zwiniętą w rulonik, pociętą na kawałeczki...Naprawdę trzeba bardzo uważać, żeby się na nią przypadkiem nie natknąć :D
Dwie ogromne injery (przepraszam! Jedna injera oraz zupa z fasoli :D + 3 herbaty - 100 birrów.

Image
Mieliśmy za to bardzo miłego towarzysza nad stolikiem. Koliber. Chyba :)

I teraz nie wiem, jak to ująć, bo przecież przyjechaliśmy do Mekele się tylko zrelaksować, ale nasze przeznaczenie jakoś nas dogoniło :D Na głównej ulicy, jakieś 200 metrów od wejścia do hotelu, zupełnie nie chcący (przysięgam, nie szukaliśmy specjalnie. Tzn. jeszcze nie zaczęliśmy :D stał zaparkowany samochód terenowy. Z wielkim napisem : Agencja Turystyczna. Wyprawy do Danakil :D :D :D No to przecież zupełną głupotą byłoby nie podejść do pana i nie zapytać, prawda? :D I jakoś tak od słowa do słowa (w całkowicie luźnej, miłej pogawędce - bez żadnych ukrytych motywów :D, dowiedzieliśmy się, że tak, pan jeździ jako kierowca do Danakil. I jakoś zupełnie przypadkiem, wcale przez nas nie ponaglany, zadzwonił do swojej agencji. Jednak cena, którą podał, trochę nas zmroziła - 400 dolarów od osoby, wyjazd na dwa dni i jedną noc (bez wulkanu Erta Ale). I w tym momencie nasza miła pogawędka powinna się zakończyć - osiągnęliśmy cel : ugruntowaliśmy się w przekonaniu, że to bardzo droga wycieczka, więc "z czystym sumieniem" możemy ją odpuścić. Niestety, mamy wiele wad, ale mamy też jedną zaletę (przynajmniej według rekruterów korporacyjnych oraz akwizytorów. Może jednak tam powinniśmy ją uskuteczniać? :D - nie poddajemy się przy byle przeszkodzie :D Więc niestety zapytaliśmy pana nieśmiało, czy, przez przypadek, nie zna może innej agencji, która byłaby tańsza. I proszę - kto szuka, ten znajduje :D Pan oczywiście zna taką i zaraz nas może tam zawieźć...No a skoro już postanowiliśmy brać to, co los przynosi... :D

Image
Z zewnątrz agencja nie wyglądała może imponująco. Natomiast w środku - pełen profesjonalizm. Przemiła pani, posługująca się płynnie językiem angielskim, a na ścianie powieszone rekomendacje uczestników wypraw. I coś, co nas szczególnie ucieszyło - pełna zachwytów rekomendacja napisana po polsku, z budzącym duże nadzieje P.S. Ceny da się negocjować :D Zasiedliśmy więc do owych negocjacji. I tak - do wyboru dwie wycieczki. Jedna, obejmująca wszystko, co chcieliśmy zobaczyć (z wulkanem Erta Ale) - 3 dni, dwie noce - 400 dolarów. Druga, bez wulkanu, dwa dni, jedna noc - 250 dolarów. Dylemat straszliwy - bardzo, ale to bardzo zależało nam na tym, żeby 19 stycznia być w Gonder lub Axum (wtedy właśnie odbywa się Timkat - Święto Objawienia Pańskiego. Podobno najbardziej barwne i klimatyczne święto w Etiopii, zwłaszcza oglądane w którymś z tych dwóch miast). Gdybyśmy wybrali wycieczkę z wulkanem, nawet do Mekele wrócilibyśmy po święcie, a co dopiero mówić o dojeździe do Gonderu :/ Pytaliśmy, błagaliśmy, korzyliśmy się - może da się wszystkie te miejsca zmieścić w dwudniowej wycieczce? Pani jednak była nieubłagana. Natomiast zaproponowała nam inne rozwiązanie - odpuścimy sobie wulkan, pojedziemy na dwudniową wycieczkę, zapłacimy 250 dolarów, a ona dołoży nam jeszcze przewodnika po Mekele, który oprowadzi nas po mieście podczas Timkatu i pokaże prawdziwe obchody, nie takie jak w Gonderze np., no owszem, ładnie tam, ale turystycznie bardzo. A w Mekele jest sama prawda o tym święcie i będziemy bardzo zadowoleni. Szczerze? Mieliśmy ogromny dylemat (jakoś dylemat, czy w ogóle jechać do Danakil ze względów bezpieczeństwa, zniknął nam zupełnie :D - wybór między wulkanem a Timkatem...Jedno i drugie bardzo dla nas ważne... Ciężko było. Ostatecznie przeważył argument zdroworozsądkowy - 400 dolarów, to jednak kupa pieniędzy, a tak, to będziemy mieć trochę jednego i drugiego. Podpisaliśmy umowę, dowiedzieliśmy się, że jutro wyruszymy spod agencji między 9.00, a 10.00 i, zadowoleni z siebie, poszliśmy zwiedzać miasto.

Image

Image
Trafiliśmy na pochód kobiet. Pewnie związany w jakiś sposób z Timkatem, ale w jaki? Nie mam pojęcia :D

Image
Zaczęliśmy zagłębiać się w miasto. Zaczynaliśmy coraz bardziej lubić Etiopczyków. Wszyscy się do nas uśmiechali, machali, w powietrzu było czuć życzliwość, spokój i ciepło.

Image
Ta reklama, ustawiona w takim miejscu, niesamowicie mnie rozczuliła.

Image

Dodatkowo odkryliśmy miejsce, które stało się naszym ulubionym :)
Image

Image
Taki sok, świeżo robiony z mango, ananasów, awokado... - 15 birrów. Bardzo gęsty, na końcu trzeba go jeść łyżeczką. Przepyszny - do końca wyjazdu stał się naszą główną potrawą (w odróżnieniu od injery :D

I teraz mam trochę dylemat, bo nie chciałabym uprawiać jakichś pseudofilozoficznych wywodów. A z drugiej strony chcę ten temat poruszyć. Przed wyjazdem długo zastanawiałam się, co zrobić. Etiopia jest ubogim krajem i bardzo chciałam coś zawieźć, szczególnie dla dzieci. Jednak, przynajmniej dla mnie, nie jest to takie proste. Bo jak to zrobić, żeby nie być protekcjonalnym? Żeby nie dawać w sposób uwłaczający i równocześnie nie przyzwyczajać dzieci do faktu, że "biały" daje (temat poruszany w wielu miejscach - najgorszą formą pomocy jest przyzwyczajanie do "dawania"). Poza tym, jak to zrobić? Iść ulicą i wyciągać rękę raz na prawo, raz na lewo i napawać się swoją dobrocią? Obrzydliwe:/ I w końcu wymyśliłam - wezmę coś, co pozwoli mi nawiązać z dziećmi interakcję, pobawić się z nimi. A jak już będzie nawiązana nić porozumienia, to łatwiej będzie stworzyć sytuację, w której "obdarowanie" nie będzie protekcjonalne. I wiecie co myślę? Te rzeczy, które zabrałam do Etiopii z myślą o dzieciach, w efekcie dały chyba tak naprawdę więcej mi, niż im:) I bardzo mnie to cieszy:)

Image
Bańki mydlane zawsze się sprawdzają. I balony. Pod warunkiem, że nie są rzucone łaskawie w tłum, tylko stanowią pretekst do zabawy. A i tak chyba najlepiej bawiłam się ja:)

Image
I rzecz, która mnie niesamowicie poruszała, to fakt, że gdy trzeba było już iść (zawsze za wcześnie:) , zostawiałam aparacik do baniek grupie dzieci, próbując im tłumaczyć na migi, że jest dla nich wszystkich, do wspólnej zabawy. I nigdy się nie zdarzyło, żeby któreś wyrwało aparat i odbiegło w swoją stronę. Zazwyczaj zabawkę przejmowało jedno ze starszych dzieci i dawało do dmuchania wszystkim po kolei. Pilnując, czy aby na pewno jest sprawiedliwie i po równo...

Image
Wieczór spędziliśmy na pożegnaniu z kolegami z Polski. Oni jutro do Aksum, a my tam, gdzie nas doprowadziło przeznaczenie :D (no i nie wiadomo, czy się jeszcze spotkamy, więc to 100 birrów zostawione w hotelowym barze, było jak najbardziej uzasadnione, prawda? :D (przepraszam, jakoś nie pamiętam ceny jednostkowej :D

C.D.N.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915


Ostatnio edytowany przez pestycyda, 21 Sie 2017 09:33, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
22 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#15 PostWysłany: 13 Mar 2016 19:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 227
srebrny
Kolejnego poranka przepakowaliśmy się do małych plecaków (duże, na czas wycieczki, mogliśmy pozostawić w agencji) i wyruszyliśmy na poszukiwanie śniadania. Chyba nie znam nikogo, z wyjątkiem miejscowych, kto naprawdę polubiłby injerę. Tzn., gdy nie ma nic innego, da się ją oczywiście zjeść, na szczęście w Etiopii jest jeszcze jedna potrawa dostępna prawie wszędzie - jajka.

Image
Najczęściej smażone, z różnymi dodatkami. W charakterze sztućców - oczywiście pieczywo. Od tej pory jajecznica stanowiła podstawę naszego wyżywienia w Etiopii (oczywiście oprócz soków:) Bardzo smaczne. Trzy porcje + trzy herbaty - 75 birrów.
Pod agencją zjawiliśmy się po 9.00 rano (powoli zaczęliśmy przejmować podejście Etiopczyków, więc słowa "wyjazd między 9.00 a 10.00" potraktowaliśmy tak, jak trzeba - czyli z dużym luzem :) Okazało się to słuszne, gdyż pan kierowca nas miło przywitał i poszedł gdzieś sobie :) Szczerze mówiąc, bardzo mi się takie podejście podoba - nic nerwowo, bez stresów. O ile to zdrowsze od wiecznego pośpiechu :)
W końcu (tak, tak, papierosa musiałam zgasić w połowie :D ruszyliśmy.

Image

Image
Panorama Mekele. To naprawdę olbrzymie miasto. Gdzieś majaczy baza wojskowa.

Image
Most widziany niestety tylko podczas jazdy :( Szkoda. Do tej pory jak widzę to zdjęcie, mam olbrzymią ochotę przejść się po nim.

Image
Życie wzdłuż drogi cd. :)

Image
Po drodze zatrzymaliśmy się w małym miasteczku na kawie - prezencie od pana kierowcy, który ustawił dla nas małe stołeczki pod drzewem i gdzieś poszedł :D Zaczęło nam towarzyszyć trochę dziwne uczucie - jedziemy, właściwie do końca nie wiemy dokąd i o której znajdziemy się u celu. Poza tym, naczytaliśmy się przed wyjazdem, że jadąc do Danakil trzeba mieć dwa auta (gdyby jedno się zepsuło np. - trzeba być samowystarczalnym, bo tam po prostu niczego nie ma). Zapas wody mieliśmy - widzieliśmy ją w aucie. Zapasowe koło chyba też (tzn. liczyliśmy, że jest pod plandeką osłaniającą przedmioty na dachu). Ale gdzie jest ochrona, o której rozpisywano się na blogach? :/ Polskie agencje nie organizują wycieczek do Danakil ze względu na bezpieczeństwo, a my sobie tak po prostu jedziemy we czwórkę (nasza trójka + kierowca), jak na imieniny do cioci? :/

Image
Trochę głupio nam było pytać kierowcę o bezpieczeństwo, nie chcieliśmy go urazić. Poza tym, i tak nie było kogo, bo sobie gdzieś poszedł :D Dodatkowo w miasteczku leżącym na granicy z terenami Afarów jakoś w ogóle woleliśmy nikogo nie urażać :D

Image

Image
Etiopczycy są pięknymi ludźmi - zwłaszcza kobiety. Mają bardzo harmonijną budowę ciała, chodzą dumnie wyprostowane, a z całej ich postawy bije godność. A ich fryzury? Niesamowite! (akurat na tym zdjęciu nie widać, natomiast ilość i różnorodność splotów i podpięć robi wrażenie).

Image
Pan wrócił, jedziemy dalej :)

Image
Teraz do Danakil prowadzi nowa droga. Została niedawno ukończona i znacznie ułatwia dotarcie w te tereny. Podobno wcześniej podróżowanie do Depresji Danakilskiej było zmorą wszystkich turystów - jechało się strasznie powoli i bardzo długo, po kamieniach, usypiskach...Teraz już nie ma tego problemu.

Image

Image

Po drodze kolejny postój na podziwianie widoków. Zdjęcia tego nie oddają, ale będąc tam, muszę się zgodzić z przypuszczeniami, że to właśnie w Etiopii był mityczny Eden :)

Image

Image
Im bliżej do granicy, tym kolor skóry ciemniejszy.

Image
Tym mniej żyzna ziemia i jeszcze trudniejsze warunki życia.

I nagle zdarzyło się coś bardzo zaskakującego, coś, co do tej pory widziałam tylko na filmach. W dodatku sensacyjnych :D Nasza droga łączyła się z drugą, bardzo podobną. I gdy dojeżdżaliśmy do miejsca połączenia, zza zakrętu wyłoniła się kawalkada aut, wyglądających dokładnie tak, jak nasze. Przy wjeździe na wspólną już drogę, kawalkada, nie tracąc prędkości, rozstąpiła się i wpuściła nas między siebie. I od tej pory jechaliśmy już jako drudzy, w sznurze aut. Do tej pory nie mogę sobie uzmysłowić, jak była możliwa tak doskonała synchronizacja czasu. Poważnie, to była kwestia sekund, a nasz kierowca ani nigdzie wcześniej nie dzwonił, ani z nikim nie rozmawiał.

Image
No, teraz to już poczuliśmy się trochę bezpieczniej :D
Gdy wszystkie auta zatrzymały się w szeregu na postoju "toaletowym", podszedł do nas mężczyzna i w pięknym angielskim przedstawił się, jako nasz przewodnik i osoba dbająca o bezpieczeństwo. Tak, teraz to już zupełnie zaczęło się nam to podobać - wreszcie znowu ktoś, kto się nami opiekuje i mówi, co mamy robić. Uff, coś, co lubimy :D

Image
Gdzieś w tym miejscu znajdowała się granica z terenem Afarów. Rozciągnięty wzdłuż drogi sznur, trzymany po dwóch stronach przez uzbrojonych mężczyzn. Jadący w pierwszym aucie przewodnik nawet nie wysiadł z pojazdu. Powiedział tylko parę słów przez uchylone okno i "granica", jak i broń, zostały opuszczone. To też nas bardzo ucieszyło - widać było, że przewodnik jest tu nie pierwszy raz i wie, co robi.

Image

Image
Wioski Afarów przy drodze.

Image
Niektóre bardzo małe, zaledwie kilka domów.

Image
Widać jednak było, że jest to region dużo biedniejszy, od widzianych przez nas wcześniej.

Image
Program wycieczki obejmował obiad, na który zjechaliśmy do jednej z afarskich wiosek. Widać było, że akurat ta wioska karmi wycieczki ze wszystkich stron kraju. Nie wiem - czy na podstawie jakiejś wewnętrznej umowy, a może "starsi" wioski znają kogo trzeba? Trudno powiedzieć. W każdym razie, dzięki temu, wioska, a przynajmniej ci, którzy zajmowali się bezpośrednią obsługą turystów, mogli zarobić, więc i sama wioska była bogatsza.

Image

Image
Dla mnie jednak dziwnie wygląda to połączenie zachodniej turystyki z prawdziwym życiem.

Image
Tu mogliśmy też poznać pozostałych członków naszej wycieczki. Okazało się, że agencje doskonale ze sobą współpracują i mają to świetnie zorganizowane. Otóż, auta, które się połączyły, były z różnych agencji i, w zależności od wybranej opcji, na różnych etapach wycieczki. Niektórzy już byli na wulkanie Erta Ale, inni - dopiero zaczynali wyprawę. A tacy jak my, dołączyli tylko na tę część - pustynia solna i Dallol.

Image
I, po raz kolejny, się okazało, że w moim przypadku warto "płynąć z losem" :) Cały czas żałowałam, że nie zdecydowaliśmy się jednak na opcję z wejściem na wulkan i proszę, nie było czego żałować, bo nie był to czas dobry na taka wyprawę. Podobno wulkan był aktualnie wyjątkowo aktywny i można było do niego podejść tylko na 10 km. Czyli tak naprawdę mogłabym zacząć żałować dopiero wtedy, gdybyśmy poświęcili Timkat na rzecz wulkanu widzianego z odległości. Bardzo dużej odległości...

Image
A na środku wioski - taka oto pamiątka.

Image
W wiosce spędziliśmy trochę za dużo czasu. Tu nawet palenie nie pomagało :D Z nudów zaczęliśmy się zajmować naszymi ulubionymi czynnościami gospodarskimi - czyli myciem szyb w aucie :D Ponieważ nie robię zdjęć, musiałam sobie znaleźć inną specjalizację - akurat tu było to łatwe. Po prostu wieszałam gospodyniom pranie, które ciągle spadało - przez wiatr, i przez harce dzieci :D Myślę, że daliśmy się Afarom poznać, jako osoby bardzo pracowite i gospodarne, ale mające trochę "nie po kolei" w głowach :D

Image
Wreszcie jedziemy dalej. Jeszcze tylko toaleta.

Image
Krajobraz coraz bardziej surowy...

I dojechaliśmy. Najdroższy hotel świata :
Image
("Spałam w hotelu pięciogwiazdkowym". "A ja w tysiącgwiazdkowym" :D W pierwszym momencie myśleliśmy, że to jakiś żart. Jednak, gdy się okazało, że w autach są jeszcze materace i śpiwory, pozostało się nam tylko cieszyć - nie wiem, czy będę miała okazję jeszcze doświadczyć czegoś podobnego :)

Image
Wioska, niedaleko której był nasz...hm...obóz? :D

Image

Image

Nie dane nam było jednak nacieszyć się tym miejscem. Szybko wpakowano nas ponownie do aut i ruszyliśmy, jak powiedział pan przewodnik, do wioski militarnej.

Image
Jedno z nielicznych zdjęć, które udało się nam zrobić, nim zostaliśmy pouczeni, że "tu nie wolno fotografować".

Image
A to militarna kantyna, w której, według wskazań przewodnika, mieliśmy się zrelaksować (nawet dobrze nam szło :D 1 szt - 25 birrów :D, podczas gdy on negocjował wynajęcie skautów (znajdowaliśmy się w dużej bliskości do granicy z Erytreą, a mieliśmy zamiar podjechać jeszcze bliżej. Pobyt tu bez ochrony byłby już nawet nie ryzykanctwem. To byłaby po prostu głupota największej miary). Po niecałej godzinie nasza kolumna, powiększona o ośmiu ochroniarzy z bronią, mogła jechać dalej.

Image
Na horyzoncie solna pustynia.

Image

Image
Doskonale rozumiem, dlaczego to miejsce określa się mianem "najbardziej niegościnnego miejsca na ziemi".

Image
To rodzaj złudzenia wzrokowego. Góra odbija się w soli, stwarzając wrażenie, że jest tam woda, a ona sama ma całkowicie obły kształt.

Image
I słona pustynia. Miejsce wydobywania soli. Zupełnie zabrało mi oddech...Nie wierzyłam, że tam będę...

Image
Ogromna, magiczna przestrzeń...

Image
Afarowie kruszą słoną skorupę na prostokątne kawałki. Takie solne prostokąty są później sprzedawane handlarzom soli, którzy transportują je dalej. O ile się nie mylę, na miejscu wydobycia jeden kawałek kosztuje 4 birry...Handlarze po przewiezieniu sprzedają je kolejnym za 12 birrów. W końcu sól trafia do miast - tam cena może skoczyć nawet trzykrotnie.

Image
Karawana idzie do miejsca docelowego dwa dni. Następne dwa wraca, ładuje towar i wszystko zaczyna się od nowa.

Image

Image
Jest to niezmiernie ciężka praca - zarówno dla ludzi, jak i dla zwierząt. I stanąć na wprost takiej karawany, to olbrzymie przeżycie. I tak, bardzo chciałam tam pojechać. Ale...Coś w środku strasznie gniotło, po prostu...Ta świadomość, że karawany z solą to jedna z atrakcji Danakil i po to się tu przyjeżdża, i płaci się za to dosyć dużo, i to jest ok. Ale kto na tym zarabia? Bo chyba nie ci, których katorżnicza praca jest główną atrakcją tego miejsca....

Image

Image
Widzicie płytki soli?

Image

Image

Image

Image
A to nasi ochroniarze. Zdjęcie robione "z biodra". Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czy życzą sobie robienia zdjęć. Później okazało się, że nie tylko sobie życzą, ale wręcz mają aspiracje modelek :D

Image

C.D.N.

P.S. Jeszcze nigdy nie czułam aż takiej złości z bezsilności, że zdjęcia nigdy nie oddają do końca uroku i klimatu miejsc. Nie oddają zapachów, dźwięków, czyli wszystkiego tego, co składa się na cały obraz. To miejsce, ta chwila była wyjątkowa...Musicie uwierzyć...
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915


Ostatnio edytowany przez pestycyda, 21 Sie 2017 11:12, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
31 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#16 PostWysłany: 13 Mar 2016 20:52 

Rejestracja: 25 Paź 2012
Posty: 574
niebieski
Rewelacyjna powieść o egzotycznym kraju! Zdjęcia i tekst super! W realu dla mnie nie do zrobienia, niestety, więc choć tak "pozwiedzam" :) Dziękuję :)
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 13 Mar 2016 21:02 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Paź 2014
Posty: 717
Loty: 110
Kilometry: 166 987
złoty
Niesamowite miejsca! Zdjęcia są naprawdę niezwykłe, a tekst jak zwykle.. najwyższych lotów :D Podziwiam Was za tę wyprawę, bo ja chyba bym się nie odważyła tam jechać, ale może kiedyś :)


PS. A już miałam się dopominać o kolejną część relacji ;)
_________________
оляяв

Moje relacje:
Włochy - Liguria / Indonezja / Malmo+Kopenhaga / Dublin / Sri Lanka+Malediwy / Maroko / Amsterdam
Góra
 Profil Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
      
#18 PostWysłany: 14 Mar 2016 00:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 227
srebrny
@olajaw, @ewaolivka - bardzo Wam dziękuję za miłe słowa i naprawdę, naprawdę polecam Etiopię! Najlepiej szybko kupić bilet, nie zastanawiać się za bardzo i nie oczekiwać :) Mnie trochę nastraszyły niektóre wypowiedzi w sieci, ale rzeczywistość i Briggs (od przewodnika) szybko mnie naprostowali :) Żadna negatywna opinia/stereotyp z blogów, jak dla mnie nie miał odzwierciedlenia w rzeczywistości. Naprawdę - cudowny kraj i cudowni ludzie:) Cieszę się bardzo, że mogę o nim choć trochę opowiedzieć i pokazać:) (i mam taką małą nadzieję, że może kogoś jednak zainspiruję do wyjazdu:) (a, a jeśli to wszystko mało żeby Was zachęcić, to powiem Wam, drogie Panie, że na tym wyjeździe schudłam 4 kg :D Pozdrawiam:*
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Profil Relacje PM off
olajaw lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 14 Mar 2016 16:20 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Kwi 2014
Posty: 2946
O kurcze @pestycyda popłakałam się, jak czytałam Twoją relację :oops:
Wisisz mi paczkę chusteczek.
_________________
Ιαπόνκα76
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#20 PostWysłany: 14 Mar 2016 20:37 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Lis 2015
Posty: 1626
niebieski
Ja nie doszłam do etapu chusteczek, ale musiałam podtrzymywać opadającą dolną szczękę. @pestycyda masz magiczne pióro, godną pozazdroszczenia wrażliwość, a do tego jesteś babką z jajami. Jak Ty to robisz? :-)

(Nie)Cierpliwie ;-) czekam na kolejną dobranockę. :-)
_________________
SOS- MIESZKAŃCY WAWRA RODZICOM Z CZD
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 82 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group