Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 142 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna
Autor Wiadomość
#61 PostWysłany: 26 Lis 2014 01:04 

Rejestracja: 05 Sty 2014
Posty: 118
Jeszcze, jeszcze, jeszcze :)))))
Relacja mistrzowska!!!!
Góra
 Relacje PM off  
 
#62 PostWysłany: 26 Lis 2014 01:32 

Rejestracja: 24 Lis 2014
Posty: 110
Wspaniała relacja! Piękne zdjęcia i w szczególności opisy:)
_________________
Podróżnik
Góra
 Relacje PM off  
 
#63 PostWysłany: 30 Lis 2014 14:06 

Rejestracja: 12 Sty 2014
Posty: 96
Nie będę oryginalna jeśli powiem, że relacja była mega!
Dziękuję, dawno się tak nie uśmiałam!
Góra
 Relacje PM off  
 
#64 PostWysłany: 30 Lis 2014 23:03 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 302
srebrny
Mareckipl napisał(a):
nie wiem czy byłbym skłonny wyskoczyć z łodzi na środku akwenu :D

Byłbyś. Gdybyś się wściekł :D
@olus, sama żałuję, trudno ogarnąć wszystkie miejsca, niestety :( a z Maya Beach masz w 100% rację, więc warto było się przełamać :)
Bardzo wszystkim dziękuję za miłe słowa :)

Po powrocie z wycieczki (i przebraniu ubrań na suche :D powłóczyliśmy się trochę po miasteczku.

Image

Image

Image
Nie widziałam ani jednego samochodu, natomiast rowerów - całkiem sporo :)

W agencji kupiliśmy bilety do Bangkoku na jutro (prom na Krabi + autobus do Bangkoku) - 800 THB (stargowane z 850, było ciężko :)
W ramach oszczędności postanowiliśmy nie spędzać wieczoru w żadnej knajpie - zakupiliśmy dwa piwa w 7 eleven (55 THB sztuka) i poszliśmy na plażę znajdującą się po drugiej stronie miasteczka. A'propos oszczędności - to był wieczór, podczas którego zapoznałam się bliżej z cudownym wynalazkiem, jakim jest "bucket" (wiaderko, do którego barman wlewa alkohol i np. colę. Pije się to przez słomkę) i imprezowaniem w knajpach Koh Phi Phi :D I to tyle, jeśli chodzi o trzymanie się męskich decyzji :D Ale zrobiliśmy to tylko dlatego, że w knajpach na plaży właśnie rozpoczęły się "Fire shows", przysięgam :D I chcieliśmy widzieć to z bliska. Niestety, dla bezpieczeństwa zostawiliśmy aparat fotograficzny w hostelu, więc będziecie musieli uwierzyć mi na słowo - było niesamowicie......
Tajowie są najbardziej sprawnymi i efektownymi tancerzami ognia, jakich widziałam w życiu. Sztuki, jakie wyczyniali, dosłownie powodowały opad szczęki. Do niektórych układów zapraszali widzów - jedną z efektowniejszych rzeczy było odpalanie papierosa siedzącemu na krzesełku turyście, przy pomocy bardzo szybko kręcącej się płonącej pojki - nie zawsze się to udawało, czasem turyści tchórzyli. Tajowie - nigdy.
Każda knajpka miała własną grupę tancerzy, którzy prześcigali się w wielkościach ognia i wybuchach, żeby zwabić do siebie największą liczbę klientów. Niestety - wśród tańczących było wielu chłopców na oko 10-11 lat, uczniów. Jedynym pocieszeniem był fakt, że starsi, bardziej doświadczeni tancerze, dbali o bezpieczeństwo młodszych. Cały czas ich obserwowali, gotowi wkroczyć w niebezpiecznym momencie i pozwalali im na wykonywanie tylko łatwiejszych układów. Im dłużej w noc, tym atmosfera zaczęła się robić gorętsza. Widzowie zaczęli dołączać do tancerzy, próbowali swoich sił w kręceniu pojkami, raczej z marnym skutkiem :) W powietrzu buzowała adrenalina, testosteron i opary alkoholu, co, niestety, dobre nie było, bo ta mieszanka mocno znieczulała. Myślę, że kolejnego dnia niektórzy panowie mocno żałowali swoich wieczornych występów, gdy dotarło do nich, jak mocno bolą oparzenia.
Plażę opuściliśmy późno w nocy. Chyba :D

Image
Ponieważ prom do Krabi mieliśmy o 15.30, zostało nam jeszcze pół dnia na zwiedzanie. Bagaże zostawiliśmy bez problemu w hostelu i ruszyliśmy w miasto.

Image
W niektórych knajpkach mieli bardzo ciekawy pomysł, żeby zachęcić klientów do zakupienia konkretnego dania. Gdy usiedliśmy przy stoliku, pan podał nam plik kartek, na których wypisane były zachwyty odnośnie robionego przez niego Pad Thai. Każdy zachwyt napisany po angielsku przez innego turystę. I każdy podpisany. Nie powiem, zachęciło nas to :) Danie faktycznie dobre, ale o opinię nas nie poproszono :)

Image

Image

Image
I kolejny dowód na genialną logistykę. Kilka godzin temu w tym miejscu stało kilkaset plastikowych krzesełek i bawił się ogromny tłum. Rano, gdy przychodzi przypływ, piaszczyste tarasy knajp zamieniają się w plażę. Krzesełka zastępowane są leżakami aż do wieczora, kiedy to ponownie plaża zmienia się w wielką imprezownię.

Image

Image
Bliskość plaży można rozpoznać po coraz bardziej piaszczystych chodnikach miasteczka :D

Image

Image
Karmienie ryb niedaleko przystani. To jest nie do uwierzenia, ale wystawiały łebki nad wodę i dosłownie jadły z rąk :D

Image

Image

Image

Spacerując wzdłuż brzegu przy którym była przystań promowa, odkryliśmy ciekawe miejsce. Dwie ogromne hale, bez ścian, sam dach. W środku mnóstwo ludzi. I wszyscy jedzą. Najpierw, żeby wybadać, co to jest, nieśmiało obeszliśmy budynki wokół. Ze cztery razy :D W końcu odważyliśmy się wejść i zapytać - okazało się, że to ogromna jadłodajnia, z której korzystają głównie uczestnicy wycieczek zorganizowanych np. z Krabi. W porze obiadowej podpływa łódź i kurczaki mają odpoczynek i jedzenie. I toaletę za darmo (to akurat ważne - w pobliżu opłata za wejście do takiego przybytku kształtowała się pomiędzy 20 a 50 THB). Miła pani powiedziała nam też, że indywidualny klient również może skorzystać - cena to 180 THB za osobę. Warto - zwłaszcza, jeśli jest się dużym i głodnym mężczyzną :D

Image
Samoobsługowy bufet - zupy, mięsa, makarony, warzywa, owoce, no wszystko :) i kawa, herbata, woda. I można siedzieć, ile się chce :)
Dla zainteresowanych - żeby tam trafić, trzeba ustawić się twarzą do przystani promów. I skręcić w prawo.

Image

Image
Dostawa lodu do knajpek.

Image

Image
Pożegnanie z Koh Phi Phi. Nie była to wyspa, w której się zakochałam na śmierć i życie, ale na pewno nie żałuję, że tu byliśmy. W porównaniu do tego, co o niej wcześniej czytałam - miło mnie zaskoczyła. Nie było strasznego tłumu turystów (no ale przecież nie sezon), nie było strasznego naciągania i oszukiwania (nie licząc wycieczki na Maya Beach, która stanowiła 75% naszego pobytu na wyspie :D , ale plaża była tak piękna, że postanowiłam nie liczyć im tego na minus :D Na pewno warto tam być.

Image

Image

Image
Hm, to zdjęcie być może przeczy mojemu stwierdzeniu "nie było turystów". Ale przypominam, że mówiłam, że nie było ich "aż tylu" :D

Image
A tak się kieruje promem :)

Na przystani w Krabi czekał na nas busik, potem przesiadka do autobusu.
Image
Niesamowicie rozśmieszyła mnie jedna ze współtowarzyszek podróży, która wsiadając do takiego busika, z przerażeniem w oczach spytała "Ale chyba tym nie będziemy jechać do Bangkoku?" :D Ewidentnie nie doceniała hodowców i ich logistycznych umiejętności :D
Autobusem dojechaliśmy do głównego dworca autobusowego w Krabi. Był nam już znany, więc wiedzieliśmy czego się możemy spodziewać. Inni - nie :D Więc gdy autobus się zatrzymał i z głośnika popłynął bardzo beznamiętny głos, mówiący : "All. Get. Out.", w autobusie zapadła przerażona cisza :D Zwłaszcza, gdy podróżni wyjrzeli przez okno :D Gdy przetrawili, że może niekoniecznie kierowca chce nas wszystkich wyrzucić gdzieś w polach, okraść i może nawet zabić, autobus zatrząsł się od śmiechu. Ale przez parę pierwszych sekund naprawdę czuć było w powietrzu grozę :)

Image
"Szeroko rozbudowana strefa rozrywki". W wersji - autobus :)
W Bangkoku mieliśmy być o 5.30. Podczas podróży zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze. I okazało się, że przez te parę dni pobytu na wyspach, staliśmy się trochę zbyt niezależnymi kurczakami. Ale szybko przypomniano nam, jakie są zasady :D Kierowca zarządził, że teraz wszyscy idziemy jeść. Trochę to zignorowaliśmy, bo nie byliśmy głodni. Kierowca, niezadowolony, podszedł do nas i podprowadził do baru, mówiąc z naciskiem"teraz macie jeść. Więcej przystanków nie będzie, więc tu jecie" :D Co mieliśmy zrobić? Szybciutko wróciliśmy do jedynej pasującej do nas roli i ustawiliśmy się karnie w kolejce do bufetu :D
Pani sprzedająca jedzenie również postanowiła się nami zaopiekować i w rezultacie odmówiła mi sprzedaży wybranego i pokazanego palcem posiłku, tłumacząc, że tego nie zjem. I dobrze zrobiła (tak, hodowcy ZAWSZE mają rację :D , bo potrawa, którą mi zaproponowała zastępczo, była tak ostra, że nie byłam w stanie jej dokończyć. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak ostry zatem musiał być mój pierwszy wybór :/ :D

W nocy jeszcze jedna przesiadka, prawie przez sen i wreszcie dojechaliśmy do Bangkoku. Wysiadających momentalnie otoczył tłum taksówkarzy i wtedy, doznając jakiegoś olśnienia, powiedziałam : "Widzieliśmy już Black Buddhę, i Happy Buddhę, i nawet Old Buddhę widzieliśmy, a w Bangkoku jesteśmy trzeci raz" :D I wiecie co? Przestali się nami interesować :D
Taksówką, złapaną jakieś 300 metrów dalej, dojechaliśmy na dworzec pociągowy Thon Buri (150 THB - taksówkarze czekający na wysiadających chcieli ze tę odległość 500). Tam okazało się, że wszystko się dobrze składa, bo pociąg do Kanchanaburi mamy już o 7.50.

Image
Bilety kupione w dworcowej kasie, bez żadnych problemów (100 THB).

Image
Targ przy dworcu Thon Buri.

Image

Image

Image

C.d.n.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#65 PostWysłany: 01 Gru 2014 01:54 

Rejestracja: 22 Paź 2011
Posty: 40
kurczak kurczakiem ale z tego co czytam, póki co, nie daliście się namówić na "łooonneee masaaaażżż?" :D :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#66 PostWysłany: 02 Gru 2014 00:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 302
srebrny
Snieguu napisał(a):
kurczak kurczakiem ale z tego co czytam, póki co, nie daliście się namówić na "łooonneee masaaaażżż?" :D :)

No właśnie nie :D ale to nie był nasz jakiś wyjątkowy sukces - po prostu za bardzo nas nikt nie namawiał. Nie wiem, czemu :D

Image
Pociąg do Kanchanaburi z Bangkoku jedzie trochę ponad 2,5 godz.

Image
W kolejnym wagonie jechała dość duża, kolorowa grupka tajskiej młodzieży. Bardzo wesoła, śmiali się, śpiewali z gitarą - robili bardzo pozytywne wrażenie. W pewnym momencie grupa podzieliła się na mniejsze podgrupki i rozpierzchli się po całym pociągu, podchodząc do turystów (w pociągu było ich dość dużo) i nawiązując rozmowę. Po angielsku. Taki typowy standard : gdzie jedziecie? gdzie byliście? czy podoba się wam Tajlandia?itp. Większość pytań mieli napisanych na karteczkach, do których dyskretnie zerkali. Nam trafili się wyjątkowo oryginalni, bo rozmowę zaczęli niestandardowo :D
Oni : Co sądzicie o tajskich studentach?
My (konsternacja) : No...yyyyyy....właściwie to nie znamy żadnych tajskich studentów....
Oni (lekko oburzeni) : To przecież my! :D
My : Yyyy...aha....no to uważamy, że są bardzo sympatyczni :D
Wyglądali na dosyć zadowolonych z odpowiedzi :D

Image

Okazało się, że była to wycieczka z uczelni. Wykładowca grupy kazał im chodzić po pociągu i ćwiczyć angielski (fajny pomysł, swoją drogą). No i bardzo fajni są ci tajscy studenci :)

Image
Studenci dziękują pasażerom za lekcje angielskiego :)

Image

W którymś momencie poszłam zapalić. Pewnym krokiem, bo miałam już doświadczenie w łamaniu zakazów z innego pociągu, podeszłam do drzwi, otworzyłam je i stojąc na schodkach zaciągnęłam się papierosem. Nagle poczułam uderzenie w twarz, tak mocne, że wyrwało mi papierosa z ust - poleciał gdzieś na tory. Dostałam w twarz "z liścia" :D I to tak dosłownie, że bardziej już się nie da :D W Tajlandii nie ma zwyczaju wycinania gałęzi drzew rosnących wzdłuż torów. Są one tak obfite, że po prostu ciągle obijają się o pociąg :D Od tej pory mieliśmy to na uwadze, gdy tylko chcieliśmy siedzieć przy otwartym oknie :D

Image

Image

I wreszcie Kanchanaburi.
Image

Jeszcze na Koh Phi Phi zarezerwowaliśmy przez booking.com dwa noclegi (cena za całość - 1200 THB) i sprawdziliśmy gdzie mniej-więcej mieści się nasz hostel. Trafić nie było trudno - jakieś 15 minut na piechotę od dworca.

Image
Nasz domek.

Image
A tak się do niego dochodziło. Nie powiem - robiło to wrażenie. Do domków szło się metalowym mostkiem - siatką, zbudowanym nad, hm, nie wiem, jak nazwać, rozlewiskiem? Wprawdzie teraz wody tam było bardzo mało (wiadomo - pora deszczowa :D , ale wydaje mi się, że w przypadku większych opadów, domki stoją po prostu na wodzie. Po mostkach biegały stada gekonów, jakieś małe zwierzątka skakały nam spod nóg. Był też nawet wąż. Zielony, o ile się nie mylę, bo bardzo szybko uciekł :D

Image
Widok z naszego balkonu.

Po kąpieli (ciepła woda! I wanna! :D wybraliśmy się na zwiedzanie. Najpierw trafiliśmy do nowszej, zupełnie nieturystycznej części miasteczka (celowaliśmy oczywiście w most na rzece Kwai :D I znaleźliśmy olbrzymi sklep z domkami dla duchów.

Image

Image
Na terenie przed sklepem prezentowane były przeróżne modele - i takie tradycyjne, i takie bardziej nowoczesne.

Image
A to już raczej domki dla duchów nie są. Wygląda mi to bardziej na coś w rodzaju grobowca (?)

Po godzinie plątania się i szukania drogi, w końcu trafiliśmy.

Image
Most na rzece Kwai.

Image

Image
Ponieważ ciągle jest czynny, dla bezpieczeństwa ma pobudowane małe pobocza - niewielkie wnęki, do których można wejść, żeby ukryć się przed jadącym pociągiem. W innych momentach wnęki są wykorzystywane przez różnorodnych artystów.

Image

Mieliśmy szczęście, bo gdy byliśmy na moście, usłyszeliśmy gwizd pociągu. Wprawdzie nie zrobiliśmy sobie najbardziej pożądanej przez turystów, zwłaszcza japońskich, fotki (stawanie na torach przed jadącym pociągiem i rozdziawianie ust w udawanym przerażeniu :D , ale na szczęście mamy te :

Image
Zawsze można wstawić swoją przerażoną twarz w jakimś programie do obróbki :D

Image

Image

Image
Widok z mostu. Powiem szczerze - gdzieś kiedyś przeczytałam, że w Kanchanaburi jest farma krokodyli. Właściwie widoki mogłyby to potwierdzać. Chodziliśmy więc wokół jak głupki i pytaliśmy o nią. Otóż nie ma, bo miejscowi nic o niej nie wiedzą. przynajmniej ci, których pytaliśmy :D Choć nie mogę powiedzieć, żeby rozmowy były w pełni udane, bo na pytanie o krokodyle, każdy odpowiadał : nie, nie ma, spokojnie możecie się kąpać w rzece :D :D :D

Image
Świątynia po drugiej stronie rzeki.

Image

Image

Image

Image

Od samego początku naszego pobytu wszędzie widzieliśmy bilboardy reklamujące Policję Turystyczną, na których przedstawiano sympatyczne twarze ludzi w mundurach, których głównym celem jest pomaganie turystom w różnych ciężkich sprawach. Były wszędzie - na drzewach, płotach, ulicach. No i wiadomo - reklama dźwignią handlu - jak się już tak ciągle na nich natykałam, to i poczułam do nich zaufanie :D A przecież szukanie krokodyli przez turystę, to wyjątkowo ciężka sprawa, więc uznałam, że są naszą ostatnią nadzieją :D A przed mostem stała właśnie okazała budka Policji Turystycznej. Z wielkim bilboardem na dachu. Stwierdziłam, że to przeznaczenie i pognałam do budki. Niestety, tylko po to, żeby pocałować klamkę w drzwiach, w dodatku obrośniętych pajęczynami :D Oj, panowie, nagrabiliście sobie - 10 dni powolnego budowania zaufania rozłożyliście na łopatki w ciągu pięciu minut :D A to, że teraz nie wiemy, czy w Kanchanaburi jest farma krokodyli, to wyłącznie wasza wina! :D

Wracając do hostelu, wstąpiliśmy na jedzenie - sałatka z papai (35 THB), ryba i frytki (wiem, głupota, ale człowiek naprawdę raz na jakiś czas miał ochotę na coś europejskiego) - 79 THB. Generalnie - dużo taniej, niż na wyspach (oczywiście nie mówimy o lokalach na głównej, turystycznej uliczce, tylko o poboczach).

Image
Podróże kształcą. Do tej pory myślałam, że kokos ma twardą, brązową skorupkę i to wszystko. Choć przyznam, że zastanawianie się nad tym nie spędzało mi jakoś snu z powiek :D Widok kobiety biorącej z wielkiego stosu kokosy i przecinającej je maczetą, trochę zatrząsł moim światem :D Taki smakołyk - 20 THB.

Image
Pąki lotosu.

Image
Wracając do hostelu, wstąpiliśmy do 7 eleven na zakupy. Nie powiem Wam czego, bo i tak pewnie już macie o nas dosyć złe zdanie :D (ale tak, też taniej - butelka 45 THB :D

W hostelu napisaliśmy pewnego ważnego maila. Są różne powody, dla których decydujemy się na zwiedzanie właśnie tego, a nie innego kraju. I to był właśnie mój powód - Elephants World (jeszcze raz mocno dziękuję, @olus :* dzięki Tobie dowiedziałam się o tym cudownym miejscu). Ale dużą rolę odegrała też promocyjna cena biletów, znaleziona na fly4free :D Chcieliśmy zostać w Kanchanaburi dwie noce i kolejnego ranka pojechać do Elephants World. I zostać tam na noc.

C.d.n.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#67 PostWysłany: 02 Gru 2014 08:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Wrz 2013
Posty: 494
Loty: 35
Kilometry: 111 384
teraz z jeszcze większą niecierpliwością czekam na kolejną część i info o słoniach;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#68 PostWysłany: 02 Gru 2014 11:01 

Rejestracja: 24 Kwi 2014
Posty: 60
Geniusz pisarstwa drobiowego!! :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#69 PostWysłany: 02 Gru 2014 11:16 

Rejestracja: 03 Gru 2013
Posty: 442
Super relacja, z niecierpliwoscia czekam na kolejne odcinki!!! :)
_________________
Meksyk http://www.fly4free.pl/forum/puerto-aventuras-riviera-maya-na-zywo-luty-2015-2-tyg,210,65109
Wietnam http://www.fly4free.pl/forum/wietnam-na-swieta-bn-i-nowy-rok-2015-2016-relacja-z-wloczegi,216,86193&start=0
Góra
 Relacje PM off  
 
#70 PostWysłany: 02 Gru 2014 11:21 

Rejestracja: 25 Sty 2010
Posty: 303
niebieski
Świetnie się czyta relację, szczególnie świeżo po powrocie z tych samych miejsc. Akurat my byliśmy na wyspach nastawienie bardziej na wypoczynek, więc to bardzo ciekawe zobaczyć co nas ominęło.
Góra
 Relacje PM off  
 
#71 PostWysłany: 02 Gru 2014 12:20 

Rejestracja: 20 Gru 2011
Posty: 2544
platynowy
Dopiero teraz przeczytałem relację. Zdecydowanie dołączam do grona fanów Twojej twórczości :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#72 PostWysłany: 02 Gru 2014 16:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Wrz 2014
Posty: 248
Loty: 29
Kilometry: 73 985
Super relacja, też chcę być kurczakiem!
Na razie dodałem relację do grzędy obserwowanych :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#73 PostWysłany: 02 Gru 2014 16:56 

Rejestracja: 06 Lis 2013
Posty: 210
Loty: 89
Kilometry: 252 650
super relacja! :D chyba najfajniejszą jaką czytałam z Tajlandii, ma coś takiego fajnego, naturalnego w sobie :D no i oczywiście dużo dobrego humoru! miło sobie wiele sytuacji tajskiego życia przypomnieć, a do kilku kolejnych czuję się zmotywowana ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#74 PostWysłany: 04 Gru 2014 16:00 

Rejestracja: 13 Lis 2014
Posty: 108
Fajna relacja. Jakos do tej pory Tajlandia mi nie robila, ale po przeczytaniu Twojej relacji zastanawiam sie czy nie pojechac tam z moim stadem. Musze tylko sie zastanowic, czy 5-latka da rade.
Góra
 Relacje PM off  
 
#75 PostWysłany: 04 Gru 2014 21:29 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 302
srebrny
Dziękuję za wszystkie miłe słowa i polubienia:) Wiem, zawsze piszę to samo, ale to po prostu prawda - takie sygnały są niesamowitą motywacją, żeby wziąć się do roboty :) dziękuję.

Na kolejny dzień w Kanchanaburi zaplanowaliśmy zwiedzanie wodospadów w parku narodowym Erewan. Podbudowani naszą świeżo nabytą umiejętnością organizowania wycieczek (autorzy zachwycającej, niezwykle oryginalnej wycieczki "Bajkowe Koh Samui" :D i teraz postanowiliśmy spróbować własnych sił. Nie bez znaczenia był też fakt, że organizowane przez nas wieczorki integracyjne (fakt, głównie z samymi sobą, ale to też strasznie ważne, bo przecież najlepszą podróż może zepsuć niezintegrowany towarzysz :D , stawały się coraz kosztowniejsze :D
Ceny wycieczek organizowanych przez agencję kształtowały się w okolicach 800 - 1000 THB + bilety wstępu do zwiedzanych miejsc. Więc sami widzicie... :D
Pełni entuzjazmu i wiary we własne siły, pod hostelem wzięliśmy tuk-tuka na dworzec autobusowy (50 THB). Pan na nas popatrzył i...natychmiast się zaopiekował :D Sama już nie wiem, czy to Tajowie są tacy opiekuńczy, czy my emitujemy jakieś wibracje "pooomóż mi...pooomóż..." :D
W każdym razie, pan podwiózł nas pod same drzwi autobusu, do którego mieliśmy wsiąść (myślę, że na poszukiwanie odpowiedniego stracilibyśmy trochę czasu - dworzec jest duży, mnóstwo różnych pojazdów, trudno się w tym rozeznać), poinformował, gdzie i jak kupić bilet (u kierowcy - 50 THB) i o której autobus odjeżdża (o 10.20). Przestrzegł nas też, że ostatni powrotny autobus z parku Erewan odchodzi o 16.00 i musimy na niego zdążyć, bo nie będzie jak wrócić. Odjechał dopiero wtedy, gdy upewnił się, że wszystko zrozumieliśmy (kazał nam dwa razy powtórzyć :D

Image

Do odjazdu autobusu została nam ponad godzina, a bardzo chcieliśmy obejrzeć JEATH War Museum (baliśmy się, że po powrocie może być zamknięte). Wcześniej czytałam, że w Kanchanaburi są dwa takie muzea - stare i nowsze. Według opinii znalezionych na sieci, warto odwiedzić właśnie to stare, które znajduje się niedaleko dworca pociągowego - więc właśnie w nie celowaliśmy. Podeszliśmy do kierowcy stojącego nieopodal tuk-tuka, w mgnieniu oka pojawiło się koło niego mnóstwo kolegów i wszyscy bardzo się przejęli. Odbyli naradę i po paru minutach przekazali nam werdykt - pojedzie z nami jeden z nich, poczeka, aż zwiedzimy muzeum i wróci (w sumie - 100 THB. W ogóle to było dosyć ciekawe - wyglądało na to, że każda droga "w jedną stronę" w Kanchanaburi, niezależnie od odległości, kosztowała 50 THB. W naszym hostelu nawet była reklama tuk-tuków od razu z ceną). Wyglądali na bardzo przejętych, żebyśmy nie spóźnili się na autobus - wybranemu przez nich kierowcy pokazywali najkrótszą drogę i, ponieważ akurat on nie mówił po angielsku, kilkakrotnie przypomnieli mu o której musimy być na dworcu.
Bardzo szybko podjechaliśmy pod muzeum, kupiliśmy bilety (50 THB) i zaczęliśmy zwiedzanie.

Image
Samo muzeum może i jest skromne (jego główna część mieści się w drewnianej chacie, takiej, w jakiej mieszkali jeńcy wojenni), ale robi naprawdę duże wrażenie. Na ścianach chaty umieszczone są zdjęcia przedstawiające rzeczywistość obozową oraz wyroby artystyczne tworzone przez jeńców. Smutne, skłaniające do zadumy i melancholii.

Image
Na tych matach spali jeńcy. Nie chcę podawać jakiejś fałszywej ich ilości, ale jak na miejscu przeliczyłam na szybko, to każdy miał ok. 15-centymetrowy kawałek maty...

Image
Spotkani w muzeum mnisi, objaśniający historię szkolnej wycieczce.

Image

Image

Image

Image
Przy kasie można było dostać informator w wielu językach (polskiego nie było). Był za to po japońsku...Dziwne uczucie.

Image
A to niespodziewany mieszkaniec muzeum :)

Faktycznie, muzeum zwiedzaliśmy bardzo szybko, za szybko nawet. To raczej miejsce do dłuższej kontemplacji, posiedzenia, zastanowienia się...Warto.
Ponieważ pan nas już poganiał, to szybko-szybko pojechaliśmy na dworzec. Po chwili siedzieliśmy wygodnie w naszym autobusie, a koledzy pana gratulowali mu udanej akcji :D

Image

Do parku narodowego Erewan jedzie się około 1,5 godziny. W autobusie było prawie pusto, mieliśmy wygodne miejsca i ciekawe widoki.

Image

Image

Przy wjeździe do parku poczułam się lekko uciskana - bilet wstępu to 200 THB dla cudzoziemców, 20 dla miejscowych :D

Image
Pierwsze wrażenie - kurort, uzdrowisko, kąpielisko i inne epitety :D Wylany betonem duży parking, zastawiony skuterami, busikami i wszystkim, na czym da się jeździć. Duże toalety z prysznicami i przebieralniami. I mnóstwo knajpek z jedzeniem (220 THB na kiełbaski na patykach, kurczaki, sałatki i mrożone herbaty :D No ale wszystko tak cudnie kusiło zapachem i wszyscy jedli...Głupio byłoby się wyróżniać z tłumu :D
Ruszyliśmy w drogę. Wodospady Erewan składają się z siedmiu stopni. O ile mnie pamięć nie myli, to pierwsze dwa (lub jeden - ale skłaniam się do dwóch :D nie znajdują się na terenie ścisłego parku narodowego. Prowadzi do nich asfaltowa droga (bardziej leniwi turyści mogą podjechać tam pojazdami podobnymi do melexów). Miejscowi faktycznie traktują to miejsce jako weekendowe kąpielisko. Nad brzegami mnóstwo piknikujących rodzin, dzieci się kąpią, grają w piłkę itp.

Image

Image

Image

Image
Nie mam pojęcia, co to za owoce, ale stałam pod tym drzewem z rozdziawioną gębą :D

Image
Po przejściu dwóch stopni, dochodzi się do parku "właściwego". Jest większy placyk, sklepik z przekąskami, budka strażników parku...

Image
naturalne prysznice...

Image

Image
...i nawet miejsce dla palaczy (tak, przy tym koszu na śmieci :D W tym miejscu większość (zwłaszcza Tajów) kończy swoją wędrówkę. Tu kończy się asfalt, a zaczyna "prawo dżungli" :D Żeby wejść na kolejne poziomy, trzeba przejść między stanowiskami strażników. I tu kolejne świetne rozwiązanie - teoretycznie na wyższe stopnie wodospadów nie można wnosić jedzenia (mądrze - żeby nie podtruć zwierząt i nie śmiecić) i napojów w plastikowych butelkach (j.w.). Ale w praktyce rozwiązano to tak, że podchodzi się do strażników, pokazuje butelki, za każdą płaci się 20 THB i na każdą dostaje naklejkę (sic! :D Po powrocie pokazuje się butelki i otrzymuje pieniądze z powrotem. Dobre rozwiązanie. I działa :)

Image

Droga w górę początkowo jest ułatwiona drewnianymi stopniami. Później - nie :D

Image

Image

Image
A to coś, co nas niesamowicie intrygowało. W różnych miejscach (nawet w pobliżu uliczki przy której mieszkaliśmy w Bangkoku), do drzew poprzyczepiane były ubrania. Raczej nowe - niektóre jeszcze z metkami. Często na wieszakach. W każdej możliwej sytuacji pytaliśmy o to Tajów, ale "nikt nic nie wiedział, nikt nic nie słyszał".

Image
Kolejne stopnie wodospadu.

Image

Image

Image

Image
Przez pewną część drogi towarzyszyła nam biegnąca po gałęziach rodzina małpek. Zatrzymywała się razem z nami, tylko parę gałązek dalej i ruszała wtedy, kiedy my. Po jakimś czasie niestety nasze drogi się rozminęły :)

Image

Image

Image
Ostatni, najwyższy stopień wodospadów.

Wracając, postanowiliśmy, że nie odpuścimy i też musimy się wykąpać. Znaleźliśmy nadające się do pływania (ehm...jak zwał, tak zwał - mi wystarczyło - do moczenia się :D jeziorko i weszliśmy do niego.

Image
Moja kąpiel trwała dosłownie 2 minuty, bo nagle poczułam, że coś mnie złapało za stopę :D I to nie było byle jakie złapanie :D Po prostu coś otworzyło paszczę tak szeroko, że objęło całą moją piętę :D

Image

Image

Okazało się, że rybki z Erewan też lubią martwy naskórek. Nie chcę nawet myśleć, w jakim stanie w takim razie musiała być moja stopa :D

Image
Nie zauważyliśmy nawet, że czas tak szybko zleciał. Zostało nam jakieś 25 min do odjazdu ostatniego autobusu. Puściliśmy się biegiem w dół i zdążyliśmy dosłownie w ostatnim momencie. Tym razem autobus był przepełniony tak bardzo, że kierowca odwrócił głowę w drugą stronę, jak zobaczył biegnących w jego stronę kolejnych spóźnialskich i pojechał dalej (co przy tajskiej opiekuńczości musiało być dla niego bardzo trudne :D

Image
Porada praktyczna - lepiej jednak przyjść na postój trochę wcześniej, bo tylko wtedy mamy zagwarantowane miejsce w ostatnim autobusie powrotnym.

Przejeżdżając przez Kanchanaburi, wysiedliśmy tym razem przy dworcu pociągowym. Chcieliśmy jeszcze przejść się przez miasteczko. I tak przechodząc sobie, trafiliśmy na targ. Ogromny.
Image

Było na nim wszystko - ubrania, jedzenie...I teraz jak baba pochwalę się, że kupiłam sobie tam prześliczne buciki. Cudowne były :D Niestety, szkoda, że nie mam więcej stereotypowych babskich cech, bo pewnie wtedy, zaraz po przyjściu do hostelu, ponownie bym je przymierzała i podziwiała. A tak, to wrzuciłam je tylko na dno plecaka. I to był duży błąd :D Bo gdy w Polsce ponownie chciałam je popodziwiać, to lekko się zdziwiłam :D Owszem, były cudne, szkoda tylko, że dwa lewe :D (czyżby drobna tajska sugestia, że oprócz dwóch lewych rąk, mam też problem z nogami ? :D

Image

Image

Image
Nie skusiliśmy się jednak :)

Image
Popatrzcie, jakie ceny.....

Image

Image

Image
Kolacja na tym targu kosztowała nas po 55 THB (łącznie z napojami i podwieczorkiem :D

Zadowoleni z zakupów (zwłaszcza ja - ależ koleżanki w Polsce będą zazdrościć bucików :/ :D , pognaliśmy do hostelu (a'propos - bardzo zazdrościły :D Wzięłam się na sposób i pokazywałam im jednego :D

Image
Trochę nerwowo sprawdziliśmy maila. Ale tak! Była odpowiedź! Jutro o 9.00 mamy czekać przy recepcji - przyjadą po nas z Elephants World :)
Dumni z poszerzenia naszej wycieczkowej oferty o "Szumiące fale wodospadów Erewan", postanowiliśmy iść się pobawić "na miasto" :D

Image

Ja bawiłam się nawet za dobrze :/ :D

Image
Muszę Was wyprowadzić z błędu. Tam nie było karaoke :/ :D Sama się wepchnęłam na scenę :/ :D (ale w końcu kto zabroni kobiecie, która PRAWIE przepłynęła ocean :D :D :D

C.d.n.
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#76 PostWysłany: 05 Gru 2014 01:21 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Paź 2014
Posty: 61
Loty: 4
Kilometry: 16 000
Urocze jak dobra powieść....
miałem w planach poczytać wieczorem Dostojewskiego, ale ostatecznie, skończyłem na Być jak kurczak:)
Góra
 Relacje PM off  
 
#77 PostWysłany: 05 Gru 2014 02:33 

Rejestracja: 09 Lut 2012
Posty: 157
Kobieto prosimy o Wiecej. Jak sobie poczytam do poduszki to Potem pol nocy kombonuje jak tam pojechac
Góra
 Relacje PM off  
 
#78 PostWysłany: 05 Gru 2014 16:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 24 Lip 2013
Posty: 11
Wkręciłam się na maxa w tę relację :) Nie znam Cię ale jakoś strasznie Cię polubiłam :) Świetnie się to czyta i już nie mogę się doczekać fragmentu ze słonikami :) A wątek z kapitanem i synkiem mega wzruszający. Tak jak generalnie podczas czytania całej relacji wciąż się uśmiecham... Baaa wręcz zacieszam tak, że najbliżsi zaczynają się o mnie martwić, tak przy tym fragmencie naprawdę zakręciła mi się łezka w oku.... Czekam na więcej :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#79 PostWysłany: 06 Gru 2014 12:16 

Rejestracja: 22 Paź 2013
Posty: 37
Bardzo fajnie czyta się Twoją relację - z taką lekością napisane. I z poczuciem humoru.
Taki pstryczek (malutki) - dlaczego piszesz dworzec pociągowy a nie kolejowy?
Ja rownież dołączam się do grupy niecierpliwie oczekującej na kolejne odsłony Kurczaka :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#80 PostWysłany: 06 Gru 2014 12:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Wrz 2012
Posty: 7688
Loty: 15
Kilometry: 58 252
HON fly4free
:lol: Kurczę :lol: czekam, aż kurczakowi w końcu łeb urwą i stanie się niezależnym indykiem :D
_________________
Dancehall Masak-Rah
Junior Stress - Za Mało Cichej Wody W Rzece
ImageImage
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 142 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group