REKLAMA

Bilety za 1 centa już były. Czy linie będą je rozdawać za darmo? To też passe – ta linia dopłacała pasażerom prawie 400 PLN, żeby tylko chcieli lecieć!

Foto: pio3 / Shutterstock

Ostatnie “szalone” promocje Levela i Laudamotion skłaniają do postawienia sobie pytania: czy rację miał Michael O’Leary twierdząc, że za kilka lat będzie w stanie rozdawać bilety lotnicze za darmo? Okazuje się, że branża zdążyła się posunąć już nieco dalej.

4 PLN – za tyle można było kupić bilety lotnicze na kilkanaście tras z Wiednia w promocji, którą kilkanaście dni temu zorganizował przewoźnik Laudamotion. Efekt można było przewidzieć – masowa histeria, zawieszona strona internetowa pod naporem chętnych, sporo przekleństw i nieliczni szczęśliwcy, którym faktycznie udało się zdobyć bilety w takiej cenie.

Myślicie, że to najtańsze bilety, jakie można było upolować w Europie w ostatnim czasie? A guzik. W lipcu swoją megapromocję zorganizował Level, który z okazji uruchomienia 14 nowych tras z Wiednia zorganizował promocję, w której bilet można było kupić za… 1 eurocenta. I to nie na byle jakich trasach, bo przewoźnik zaoferował ponad 50 tys. miejsc w tej cenie na połączenia do Londynu, Dubrownika, Paryża, Wenecji, Bilbao czy na Ibizę.

To pozornie irracjonalne działania, bo przecież cały czas pisze się o tym, że ropa drożeje, bilety pewnie nie będą tańsze etc. Dlaczego więc wciąż “bilet za złotówkę” święci triumfy?

Przede wszystkim: to fenomenalny marketing, bo o takiej linii jest głośno. Nawet jeśli padną serwery i będziesz przeklinał przewoźnika przez wszystkie deklinacje, to pamiętaj, że z punktu widzenia linii najważniejsze jest, bylebyś tylko nie przekręcał nazwy.

samolot Laudamotion
Foto: Laudamotion

Są bilety za grosze - czy będą... w ujemnych cenach?

Po drugie: linie (zwłaszcza niskokosztowe) dostają mniej lub bardziej ukryte dopłaty do wykonywanych połączeń. Jednocześnie jako nowi przewoźnicy korzystają z ogromnych zniżek i rabatów od lotnisk, często są nawet całkowicie zwolnieni z opłat lotniskowych.

Nie jest przypadkiem, że dwie opisane na początku tekstu promocje dotyczą lotniska w Wiedniu. Jak pisaliśmy już na łamach Fly4free.pl, po upadku linii Air Berlin oraz Niki port w stolicy Austrii mocno otworzył się na tanich przewoźników. Zaoferował im mocno konkurencyjne warunki: każdy przewoźnik, który zbazuje w Wiedniu przynajmniej 3 samoloty i będzie w stanie obsłużyć przynajmniej 750 tys. odlatujących pasażerów rocznie, może liczyć na rabat w opłatach lotniskowych w wysokości 540 EUR za każdych 100 pasażerów.

Od razu zgłosiło się więc mnóstwo przewoźników, którzy zaczęli się prześcigać w liczbie nowych tras i… w cenach, w jakich oferują bilety.

Nic dziwnego, że w niedawnym raporcie bank HSBC stwierdził, że wszystkie nowe linie lotnicze, które pojawiły się w Wiedniu, poniosą dotkliwe straty finansowe. 

Gra jest jednak warta świeczki: można wykosić konkurentów i zdobyć duży kawałek tortu, jakim z pewnością jest zamożny pasażer ze stolicy Austrii. Najpierw trzeba jednak przewieźć określoną liczbę pasażerów, bo bez tego koszty funkcjonowania linii mocno wzrosną, a straty tylko się spotęgują.

Stąd właśnie supertanie bilety, które skłoniły redaktorów niemieckiego serwisu Airliners.de do rozważań na temat tego czy wkrótce linie lotnicze… zaczną oferować darmowe bilety albo nawet dopłaty dla pasażerów, byle tylko Ci zgodzili się wsiąść na pokład.

Okazuje się, że precedens miał już miejsce – jest przewoźnik, i to całkiem znany, który dopłacał pasażerom za to, że wsiadali na pokład.

samolot Flybe
Foto: Vytautas Kielaitis / Shutterstock

Chcesz zarobić kilka stówek? Wystarczy, że się przelecisz

Do pocztu najbardziej absurdalnych lotniczych historii przeszła z pewnością sytuacja z 2008 roku, gdy dość znane brytyjskie linie Flybe płaciły pasażerom nawet 80 GBP dziennie (według dzisiejszego przelicznika to prawie 386 PLN) za to, że przelecą się na trasie z Norwich do Dublina. Brzmi zabawnie? Będzie jeszcze śmieszniej, bo jak się okazało, byli to statyści, wynajęci przez przewoźnika. Zacznijmy jednak od początku.

Linia lotnicza podpisała umowę z lotniskiem, w której zobowiązała się, że w ciągu 12 miesięcy na trasie pomiędzy oboma miastami przewiezie dokładnie 15 tys. pasażerów. Gdyby przewoźnikowi się nie udało, musiałby zapłacić lotnisku umowną karę w wysokości aż 280 tys. GBP.

I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że… Flybe trudno było dotrzymać warunków umowy. Próbowali wszystkiego: linia uruchomiła dodatkowe rejsy, wprowadziła promocję, w której oferowała 200 darmowych biletów na weekend, a także zaalarmowała własnych pracowników, aby w razie czego byli gotowi na loty do Irlandii.

Wszystko na próżno: tuż przed końcem obowiązywania umowy, czyli 31 marca okazało się, że przewoźnikowi brakuje 172 pasażerów do wyrobienia limitu. Bo umówmy się – nic nie ujmując obu miastom, znamy pewnie bardziej atrakcyjne połączenia.

W tej sytuacji przewoźnik sięgnął po broń ostateczną: było nią ogłoszenie na stronie internetowej Flybe, w której linia lotnicza szukała… statystów, którzy w zamian za pieniądze mogliby polecieć do Dublina. W ogłoszeniu znalazła się informacja o tym, że linia potrzebuje ok. 100 osób, a wynagrodzenie wynosi 80 GBP za dzień. Cel?

“Twoim zadaniem będzie wejście na pokład samolotu do Dublina, a następnie powrotny rejs na lotnisko w Norwich. Nie wykluczamy też, że w ciągu dnia trzeba będzie odbyć nawet do 3 takich lotów” – można było przeczytać w ogłoszeniu.

Niestety dla Flybe okazało się, że mamy XXI wiek, a to oznacza, że dostęp do internetu mieli także pracownicy lotniska w Norwich, więc podstęp szybko wyszedł na jaw i rozpętała się afera.

– Naszym zdaniem postawa linii kompletnie nie licuje z warunkami umowy – mówił rzecznik lotniska w Norwich.

Na co linia odpierała zarzuty, twierdząc, że żałuje tego, co zrobiła, ale nie miała wyjścia z powodu “chciwej postawy władz lotniska”.

Sprawa skończyła się w sądzie.

Ten przykład tylko pokazuje, jak dziwnie były i są w dalszym ciągu konstruowane umowy między linią lotniczą a lotniskiem. Wróćmy jednak do głównego pytania.

Michael O'Leary
Foto: katatonia82 / Shutterstock

Czy możliwe są darmowe bilety lotnicze?

Taki scenariusz jeszcze całkiem niedawno wieszczył Michael O’Leary. Zgodził się z nim też Johan Eidhagen z Wizz Aira w rozmowie z Fly4free.pl.

– Potrafię sobie wyobrazić sytuację, w której pasażer zamawia za naszym pośrednictwem nocleg, rezerwuje knajpę i inne usługi, a my w zamian dajemy mu kolejne zniżki na bilet, tak, że w efekcie nie płaci on nic za przelot. W perspektywie kilku lat to jak najbardziej realna wizja.

Kluczowa jest tu kwestia przychodów pozalotniczych i tego, jak szybko rozwijają je przewoźnicy. Przypomnijmy sobie ranking linii lotniczych z największym procentem przychodów pozalotniczych w stosunku do całości przychodów.

Jeśli chodzi o Europę, to bezdyskusyjnym liderem jest islandzki WOW Air – tani przewoźnik zarabia średnio 48,87 USD (180 PLN) na dodatkowych usługach wciskanych każdemu pasażerowi. Islandczykom jest jednak relatywnie łatwo podbijać statystyki, bo sprzedają tanie bilety na trasach z Europy do USA, jednak jeśli chcesz lecieć z bagażem – musisz dopłacić jak za zboże.

Jeśli chodzi o Europę, to chyba najbliższy zaoferowania takich biletów jest Wizz Air, gdzie przychody pozalotnicze stanowią aż 41,6 proc. całości. Jak to wygląda w przeliczeniu na jednego pasażera? Okazuje się, że polując na tanie loty do Kutaisi, Oslo czy innego Londynu Luton statystyczny Kowalski oprócz kupna biletu płaci Wizz Airowi 31,15 USD, czyli ok. 115 PLN.

Na tle Wizz Aira dość skromnie wypada z kolei Ryanaira. Dodatkowe usługi stanowią dla Ryanaira 28,2 proc. wszystkich przychodów, a statystyczny pasażer wydaje na dodatkowy bagaż, priorytetowy boarding i wybór miejsca w samolocie ok. 17,69 USD, czyli 65,7 PLN. Zobaczymy, czy zmiany w Ryanairze dotyczące polityki bagażowej, które wchodzą w życie od 1 listopada, sprawią, że przewoźnik trochę podbije te statystyki. Na razie Ryanair cały czas utrzymuje, że na zmianach będzie raczej tracił niż zyskiwał.

Sprawa jest więc prosta: linie lotnicze już dawno przestały sprzedawać tylko bilety lotnicze, a im więcej dodatkowych usług u nich wykupisz, tym tańszy będzie Twój bilet. Ostatecznie więc i tak zapłacimy więcej, chcąc lecieć w jako takim komforcie. I marną satysfakcją będzie, że za sam przelot zapłacimy magiczne 1 euro czy nawet 1 eurocenta.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


Wybrzeże w Grecji
Najlepsza oferta

Chalkidiki na 3 dni za 364 PLN

Rafał Waśko | 2019-10-14 22:00
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel