Wizz Air ma problemy na swoim największym lotnisku. Bilety mogą podrożeć
Wprowadzony od sierpnia zakaz nocnych lotów nad Budapesztem to kolejny problem dla Wizz Aira, dla którego lotnisko w stolicy Węgier jest największą bazą operacyjną. Poważny, ale nie jedyny, bo w ostatnich tygodniach takich niepokojących informacji dla Wizz Aira jest znacznie więcej. A to może mieć z kolei negatywny wpływ na pasażerów.
Teoretycznie ogłoszony kilka dni temu zakaz prowadzenia jakichkolwiek operacji lotniczych od północy do 5 rano nie powinien mocno uderzać w Wizz Aira – w końcu podobne zakazy mają też inne porty, np. Lotnisko Chopina. Jednak różnica między Warszawą a Budapesztem jest taka, że w Polsce złamanie ciszy nocnej przez przewoźnika wiąże się co najwyżej z pogrożeniem palcem, w stolicy Węgier niestosujące się do nocnego zakazu lotów linie lotnicze mają zaś płacić dotkliwe (choć jeszcze nieokreślone) kary finansowe.
Oczywiście, od zakazu są wyjątki, jednak po północy lądowania samolotów będą dopuszczalne tylko w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak: ekstremalne warunki pogodowe, lądowanie awaryjne czy konieczność udzielenia natychmiastowej pomocy lekarskiej.
Cisza nocna może stanowić bardzo poważny kłopot dla tanich linii lotniczych, a zwłaszcza dla Wizz Aira, dla którego Budapeszt to “domowe” lotnisko – węgierska linia ma zbazowane aż 13 maszyn w stolicy Węgier. Dlaczego to taki problem? Bo tanie linie lotnicze zazwyczaj maksymalnie “żyłują” swoje samoloty i wykorzystują je od świtu do zmierzchu. Szerzej pisaliśmy na ten temat na łamach Fly4free kilka miesięcy temu. Na przykładach widzimy, że samolot Wizz Air zaczyna loty o 6 rano, a kończy je często grubo po 23. I tu właśnie tkwi problem – samolot wykonuje 6-8 rejsów w ciągu dnia, z bardzo krótkimi odstępami czasowymi między wylądowaniem a ponownym startem. Zwykle jest to ledwie kilkadziesiąt minut i nietrudno sobie wyobrazić, że jakiekolwiek opóźnienie w ciągu dnia wywraca do góry nogami cały harmonogram lotów, a w przypadku lotnisk objętych ciszą nocną jak Budapeszt – powoduje, że samolot może nie zdążyć przed założoną granicą.
Co na to Wizz Air? Przewoźnik na razie robi dobrą minę do złej gry.
– Wizz Air jest członkiem Council of Air Travel and Aerospace Industry, która brała udział w negocjacjach w sprawie ograniczeń nocnych lotów na lotnisku w Budapeszcie od sierpnia 2019 roku. Wizz Air popiera planowane zmiany i będzie w pełni współpracował z władzami nad ich wprowadzeniem – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Andras Rado, rzecznik prasowy Wizz Aira.
Ale z naszych informacji wynika, że problem może być, a Wizz Air rozważa kilka scenariuszy. Wśród nich jest m.in. zmiana części rozkładów lotów do Budapesztu, aby zminimalizować możliwość opóźnień w przypadku wieczornych lotów zmierzających do stolicy Węgier. Nie byłoby to zresztą nic dziwnego, bo gdy nocny zakaz wprowadzało Lotnisko Chopina, Wizz Air też bardzo mocno namieszał w rozkładzie lotów z Warszawy.
Nie jest również wykluczone, że przewoźnik może chcieć przerzucić kary na pasażerów, co może oznaczać, że wieczorne loty do Budapesztu będą droższe.
Wszystko będzie w tej sprawie jasne w ciągu kilku tygodni, nie są to natomiast jedyne problemy Wizz Aira w Budapeszcie. Węgierska linia dostaje bowiem rykoszetem z powodu konfliktu węgierskiego rządu z władzami lotniska.
“Barak” zamknięty do końca roku
O sprawie pisaliśmy tydzień temu: chodzi o budapesztański “barak”, czyli namiotowo-kontenerową konstrukcję na lotnisku, z której korzystają tanie linie. To tutaj pasażerowie czekają na wejście na pokład, tu odbywa się boarding, a warunki są delikatnie mówiąc, skandaliczne.
W zeszłym tygodniu przedstawiciele węgierskiego rządu wystosowali do władz portu ultimatum o naprawienie listy 77 uchybień, które powinny być usunięte do końca roku. W przeciwnym razie władze portu mają spotkać “poważne”, choć jeszcze nie sprecyzowane, konsekwencje. Na liście rzeczy do naprawienia znalazł się postulat zlikwidowania prowizorycznego terminala do końca roku, co dla Wizz Aira, Ryanaira i innych przewoźników korzystających z niego, będzie oznaczało wyższe koszty, a w efekcie – zapewne podwyżki cen biletów.
Trzeci problem jest na razie bardzo odległy i wiąże się z planowanymi na jesieni wyborami samorządowymi na Węgrzech.
Burmistrz Budapesztu chce wyrzucić tanie linie
Powodem wprowadzenia ciszy nocnej na lotnisku w Budapeszcie jest oczywiście chęć zapewnienia mieszkańcom okolicznych dzielnic spokojnego snu. Tak przynajmniej przedstawia to burmistrz Budapesztu Istvan Tarlos, który był głównym orędownikiem wprowadzenia zakazu nocnych lotów (a nawet wydłużenia czasu trwania zakazu – już po ogłoszeniu stwierdził, że warto rozważyć, aby obowiązywał on do 7 rano).
Jednak propozycje walczącego o reelekcję burmistrza idą znacznie dalej – w lutym zaproponował on bowiem przeniesienie wszystkich operacji cargo oraz tanich linii lotniczych (a więc także Wizz Aira) z lotniska w Budapeszcie do innego portu lotniczego. Gdzie? Według dziennika “Magyar Nemzet” wśród rozważanych propozycji miałyby się znaleźć lotniska w Kecksemet, Gyor, a nawet… Debreczyn, oddalony od stolicy o ponad 230 kilometrów. Ten szalony plan ma jednak niewielkie szanse na realizację i to z kilku powodów. Przede wszystkim: każde z tych lotnisk musiałoby zostać bardzo mocno rozbudowane, by przyjąć przynajmniej 7-8 mln pasażerów rocznie, którzy obecnie korzystają z tanich linii na lotnisku w Budapeszcie. Po drugie – podpisując umowę z operatorem portu w Budapeszcie, rząd Węgier zagwarantował określoną liczbę pasażerów obsługiwaną przy lotnisku. W przypadku, jeśli nie zostanie ona zrealizowana, rząd ma płacić operatorowi odszkodowanie.
I wreszcie – zamknięcie lotniska im. Ferenca Liszta dla low-costów może oznaczać duże straty dla węgierskiej turystyki. Jak czytamy w serwisie Index.hu, wielu turystów może w tej sytuacji wybrać np. loty do Wiednia (gdzie oferta low-costów jest bogatsza). Może się na to zdecydować także wielu Węgrów, którzy będą woleli stolicę Austrii niż podróż na węgierską prowincję. Nie bez znaczenia jest też fakt, że trwa właśnie rozbudowa lotniska w Budapeszcie, która ma być zakończona w 2024 roku.
Pomysł burmistrza Budapesztu ma więc bardzo nikłe szanse na realizację, ale nie ulega wątpliwości, że na swoim domowym boisku Wizz Air znalazł się na lekkim cenzurowanym. Jest to tym dziwniejsze, że w świetle bankructwa linii Malev, to Wizz Air jest de facto narodowym przewoźnikiem w tym kraju.
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?