Szef Wizz Aira jeszcze nigdy nie używał tak mocnych słów. Kto zalazł mu za skórę?
Miniony rok upłynął w branży lotniczej pod znakiem bankructw linii lotniczych, wśród których na pierwszy plan wysuwają się tak znane marki, jak: Air Berlin, Monarch czy wciąż istniejąca tylko dzięki rządowej kroplówce – Alitalia. I jeśli wierzyć szefowi Wizz Aira, w tym roku czekają nas kolejne spektakularne bankructwa.
– Rosnąca cena ropy pomogła nieco oczyścić branżę lotniczą, ale na rynku wciąż znajduje się wielu przewoźników, którzy właściwie nie powinni już dawno wykonywać operacji lotniczych. To nieefektywne i mało produktywne biznesy, które tracą pieniądze, ale trzymają się na rynku tylko dzięki wsparciom swoich rządów, prywatnych inwestorów czy otoczenia makroekonomicznego. Jednak jeśli cena ropy wzrośnie jeszcze mocniej, wpłynie to na dalszą konsolidację – mówi Varadi.
Cena baryłki ropy wciąż jest daleka od historycznych rekordów, jednak mimo wszystko utrzymuje się obecnie na najwyższym poziomie od 2 lat. Ostatnio za baryłkę trzeba było zapłacić 67 USD.
Ze zdaniem szefa Wizz Aira zgadza się IATA, czyli międzynarodowa organizacja transportu lotniczego. Z jej wyliczeń wynika, że w tym roku linie lotnicze zarobią co prawda rekordowe 38,4 mld USD (o 3,9 mld USD więcej niż rok temu), ale ich marże zostaną drastycznie ścięte przez koszty paliwa. W kolejnych latach może być już tylko gorzej.
Dla szefa Wizz Aira kolejny poważny problem, przed którym staną linie lotnicze w Europie, to brak rąk do pracy.
– Coraz trudniej jest rekrutować pilotów, zwłaszcza przy tak dużej dynamice wzrostu. Myślę, że to będzie poważny problem dla wielu linii lotniczych – mówi Varadi.
W „Telegraph” czytamy też, że poważnym wyzwaniem dla przewoźników będzie również kwestia poprawy warunków zatrudnienia dla swoich pracowników. Wskazuje tu na przykład Ryanaira, który uznał związki zawodowe i prowadzi z nimi rozmowy. „Telegraph” powołując się na eksperckie wyliczenia wskazuje na to, że uznanie związków zawodowych i związane z tym zmiany w zatrudnieniu mogą kosztować Ryanaira aż 220 mln EUR w ciągu 4 lat. To zaś oznaczałoby, że Irlandczycy straciliby dużą część swojej przewagi konkurencyjnej nad innymi liniami, wynikającą z niższych kosztów operacyjnych.
Czy Varadi ma rację?
Szef Wizz Aira jako wolnorynkowiec, od dawna krytykuje „państwowe” linie lotnicze, które nie grają według zasad rynkowych. W sierpniu w rozmowie z „Rzeczpospolitą” bardzo mocno skrytykował LOT.
– LOT skorzystał z pomocy państwa, bo groziło mu bankructwo, co słono kosztowało polskich podatników. Pomyślałem wtedy, że Polska jest bardzo bogatym krajem, że pozwala sobie na taką rozrzutność. Teraz okazuje się, że polski podatnik będzie od maja subsydiował także pasażerów węgierskich. Niektórzy z tak zwanych narodowych przewoźników korzystają z pomocy państwa i nie grają według zasad rynkowych. Wizz Air tymczasem postępuje według takich reguł. Dlatego z jeszcze większą uwagą będę obserwował, czy LOT rzeczywiście będzie w stanie przeżyć o własnych siłach, czy też kolejny raz będzie potrzebował pomocy państwa – mówi Varadi.
A dopytywany o to, czy widzi możliwości współpracy z LOTem, odpowiedział jeszcze bardziej dobitnie.
– Nie mam pewności, czy LOT rzeczywiście przetrwa i bardzo wątpię, czy utrzyma połączenia z Węgier do Stanów Zjednoczonych.
Patrząc na wyniki finansowe LOT można powiedzieć, że firmie nie grozi upadek. Natomiast sam Wizz Air może stać się jednym z konsolidatorów rynku.
Kogo przejmie „landrynka”? Apetyty są duże
Konsolidacja, czyli przejmowanie słabszych linii lotniczych przez hegemonów, wydaje się w Europie nieuniknionym trendem. Najdalej w swoich przewidywaniach posunął się szef Ryanaira, Michael O’Leary. Według niego za kilka lat w Europie będziemy mieli 4, góra 5 dużych grup lotniczych: oprócz irlandzkiej taniej linii, miałyby to być: Lufthansa, Air France/KLM, IAG oraz easyJet.
Ale doniesienia medialne z ostatnich miesięcy wskazują na to, że dużą chęć na przejęcia ma też Wizz Air. Węgierski przewoźnik miał być zainteresowany m.in. przejęciem linii Monarch (ostatecznie przewoźnik zbankrutował), łączono go też z przejęciem udziałów w tureckiej linii BoraJet (informacja została zdementowana przez Wizz Aira), a rumuńskie media pisały o tym, że Węgrzy chcieliby zainwestować w tamtejszego narodowego przewoźnika, czyli Tarom.
Na razie żaden z tych planów się nie urzeczywistnił, ale z pewnością Wizz Air ma ambicje przejmowania konkurentów z branży. Tym bardziej, że linia może liczyć na wsparcie potężnego funduszu inwestycyjnego Indigo Partners, który ma ogromne możliwości. Najlepszy przykład to niedawny zakup nowych samolotów, gdy Indigo podpisało z Airbusem umowę na zakup aż 430 samolotów z rodziny A320neo i A321neo.
Maszyny trafią do przewoźników, w których Indigo jest udziałowcem, a najwięcej, bo aż 146 samolotów, trafi właśnie do Wizz Aira.