Prezes CPK ostro odpowiada szefowi Ryanaira: „Na złodzieju czapka gore”
– Na złodzieju czapka gore. CPK w odróżnieniu od Ryanaira nie uzyskał nigdy nielegalnej pomocy publicznej. Zamiast rezygnacji z CPK polscy podatnicy powinni zaoszczędzić, rezygnując z dotowania lotów Ryanair z portów regionalnych – pisze na Twitterze Mikołaj Wild, prezes Centralnego Portu Komunikacyjnego.
We wtorek Michael O’Leary pojawił się na konferencji prasowej w Warszawie i zrobił to, co umie najlepiej: dużo szumu. Oprócz ogłoszenia zimowej siatki połączeń Ryanaira, zmieszał z błotem drastyczne podwyżki opłat przez PAŻP, budowę lotniska w Radomiu oraz Centralnego Portu Komunikacyjnego. Tę ostatnią inwestycję O’Leary potraktował najostrzej: porównał ją do piramidy finansowej i zaapelował do rządu o to, aby 30 mld zł przeznaczonych na budowę lotniska przeznaczyć raczej na PAŻP, szkoły oraz szpitale.
Na odpowiedź ze strony CPK nie musiał długo czekać – na temat jego komentarzy wypowiedział się zarówno rzecznik spółki, jak i prezes Centralnego Portu Komunikacyjnego.
– Prezes Ryanaira bardzo lubi szokować, a wygłaszając nieprawdziwe tezy niezmiennie forsuje interes swojej linii lotniczej i jest w tym bardzo konsekwentny. Plan budowy CPK nie jest „szalony”. Wręcz przeciwnie – to inwestycja przemyślana, oparta na liczbach i opłacalna dla polskiej gospodarki, a niekoniecznie dla irlandzkiego przewoźnika – przekonuje Konrad Majszyk, rzecznik prasowy Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Jak dodaje, analogii z nowym lotniskiem w Berlinie nie ma, bo CPK to port przesiadkowy, gdzie głównym przewoźnikiem będzie LOT, podczas gdy port w stolicy Niemiec to lotnisko dla połączeń point-to-point.
– Celem naszego projektu jest budowa hubu, który pozwoli wygenerować i obsłużyć ruch przesiadkowy. Chodzi przy tym o ruch znacznie większy niż przed pandemią na Lotnisku Chopina, kiedy warszawski port był na granicy przepustowości, a LOT-owi i innym przewoźnikom brakowało slotów, żeby uruchamiać w falach nowe połączenia (…) W największym skrócie: przewoźnicy regularni, np. LOT, korzystają z hubów, a przewoźnicy niskokosztowi, np. Ryanair, z portów point-to-point. Stąd wynika fundamentalna rozbieżność interesów i brak entuzjazmu Michaela O’Leary dla planów budowy Lotniska Solidarność. Jakoś musimy z tym żyć i z naszych planów z powodu krytyki prezesa Ryanaira nie zrezygnujemy – mówi Majszyk.
Jednocześnie krytykuje on budowę duoportu Modlin-Chopin, który według niego uniemożliwia budowę lotniska przesiadkowego.
– Żaden pasażer nie będzie chciał się przesiadać z jednego samolotu na drugi, jeżdżąc między dwoma lotniskami: Chopinem i Modlinem. Co zrobiłby taki potencjalny pasażer duportu Chopin-Modlin? Otóż wybrałby konkurencyjne połączenie z innych hubów: np. Frankfurtu, Monachium, Amsterdamu, Paryża- De Gaulle’a czy Londynu Heathrow – przekonuje Majszyk.
Jednak oliwy do ognia dodał w piątek rano wpis prezesa Mikołaja Wilda, w którym użył w stosunku do szefa Ryanaira znanego polskiego przysłowia „Na złodzieju czapka gore” i – wpisując się w konwencję wypowiedzi szefa irlandzkiej linii – wezwał polskich podatników, by zaprzestali dotowania lotów Ryanaira z polskich portów regionalnych.
Oczywiście w reakcji na takie słowa Twitter delikatnie się zagotował. Nie brakowało głosów, że porównanie szefa Ryanaira do złodzieja (nawet w przysłowiu) to gruba przesada.
Choć pojawiły się też głosy wspierające Wilda, choćby ze strony prezesa Polskiego Holdingu Hotelowego, Gheorghe Mariana Cristescu.