REKLAMA

Turyści świadomie rezygnują ze „złych” krajów i atrakcji. Nowy podróżniczy trend, którego świat nie widział

dziewczyna w lesie
Foto: Autorstwa Patiwat Sariya / Shutterstock

Szkodliwe składniki w kremie do opalania, opakowanie posiłku na ulicy w Bangkoku, sposób traktowania więźniów, słowa tego czy innego premiera, opinia rybaków na temat fok albo stan zdrowia słoni – brzmi jak stos zupełnie niezwiązanych ze sobą tematów. Tymczasem wszystko to, wpływa dziś na nasze zachowania w podróży.

Kiedyś wakacje to dla większość ludzi były po prostu dni wypełnione słońcem, relaksem, zwiedzaniem i dobrą zabawą jednocześnie. Zwracaliśmy uwagę na ceny, na temperaturę, czasem odpowiednio krótki lot albo żeby ładnie ten cały wyjazd na zdjęciach wyglądał. I choć te czynniki dalej pozostają istotne, doszło do nich wiele spraw, którymi jeszcze 10 czy 15 lat temu prawie nikt nie zawracał sobie głowy.

Nie mam wątpliwości, że wkroczyliśmy w czasy, gdy naprawdę wielu turystów – na niespotykaną wcześniej skalę – podróżuje świadomie. Z poszanowaniem kultury, obyczajów, praw człowieka i środowiska. Czytamy, słuchamy i dowiadujemy się. Rezygnujemy z nieetycznych atrakcji, nie chcemy wspierać reżimów, a przekręcone słowa premiera tego czy owego kraju nawet pod ofertami tanich biletów potrafią wywołać gorącą dyskusję. Turystyczny bojkot pojawia się w mediach coraz częściej. A przyczyn jest więcej niż mogłoby się wydawać.

Atrakcje ze zwierzętami? Obciach

Największą zmianą na przełomie ostatnich lat jest niewątpliwie podejście do zwierząt. Jeszcze kilka lat temu katalogi biur podróży pękały w szwach od zdjęć turystów jeżdżących na słoniach, dzieci ekscytujących się pływaniem z delfinami. Mamy jednak rok 2019 i niemal każdy wie już, że wożenie tyłka na delikatnym kręgosłupie słonia to obciach, płatne zdjęcie z lemurem na łańcuchu jest szczytem głupoty, a słodkie buziaczki, które foka daje opiekunowi obkupione są długimi godzinami katorżniczej tresury.

Od trzech lat nie istnieje już najsłynniejsza „świątynia tygrysów”, czyli Tiger Temple w Kanchanaburi, do której zjeżdżały wycieczki z całego świata, cyrki ze zwierzętami mają coraz mniejszą widownię i w wielu krajach są zakazane przez prawo. Największe firmy w branży turystycznej wycofały się ze sprzedaży wycieczek fakultatywnych opartych na wykorzystywaniu zwierząt.

– Aktywnie współpracowaliśmy z wieloma specjalistami zajmującymi się dobrostanem zwierząt i wzięliśmy pod uwagę dostarczone przez nich dowody naukowe. Otrzymaliśmy również opinie od naszych klientów, z których ponad 90% powiedziało nam, że jest dla nich ważne, aby organizator ich wakacji poważnie podchodził do kwestii dobrostanu zwierząt. To wszystko doprowadziło nas do decyzji, którą podjęliśmy – mówił w ubiegłym roku Peter Frankhauser, dyrektor generalny Thomas Cook Group, do której należy m.in. Neckermann Polska.

Jednocześnie spragnieni kontaktu ze zwierzętami turyści mają wiele alternatyw – rezerwaty, specjalne certyfikowane ośrodki, wolontariaty itd. Oczywiście wciąż wiele pozostaje do zrobienia, dopóki jest popyt, będzie i podaż, ale nie da się nie zauważyć, że przeskok jest gigantyczny, a popyt na szczęście maleje.

– Skontrolowaliśmy 49 atrakcji i usunęliśmy z naszej oferty 29 tych, które nie spełniały minimalnych standardów ABTA (Stowarzyszenie brytyjskich biur podróży – przyp. red.). Z dumą stwierdzamy, że bezpośrednio w wyniku naszego audytu w pozostałych 20-stu wprowadzono znaczące udoskonalenia w sposobie traktowania zwierząt. Zdaliśmy sobie sprawę, że oczekiwania klientów zmieniają się, jeśli chodzi o atrakcje związane ze zwierzętami. Rozmawialiśmy również o ważnej roli, jaką ma do odegrania turystyka w działaniach zmierzających do zaprzestania praktyk, które szkodzą zwierzętom. Nie będziemy też sprzedawać atrakcji do parków, w których orki trzymane są w niewoli (Loro Parque na Teneryfie czy Sea World na Florydzie) – dodał.

Pierwszą firmą, która zajęła stanowcze stanowisko w sprawie zwierząt było australijskie Intrepid Travel. Już w 2014 roku wycofało ze swoich stron wszystkie tego typu atrakcje. W lipcu 2017 roku podobnie postąpiła Expedia, jeden z największych graczy w branży turystycznej, a niewiele wcześniej taką samą deklarację złożył Tripadvisor.

słoń w niewoli
Foto: Serge Vero / Shutterstock

Własna butelka, odpowiednie kremy z filtrem i limity turystów

Nie ma chyba bardziej nagłośnionego trendu w ostatnim czasie niż słynne Zero Waste. Podejście, które ma pozwolić maksymalnie ograniczyć produkowanie śmieci i używanie plastiku, potrzebuje jeszcze wiele lat, by rozgościć się na dobre, ale warto docenić nawet drobne próby.

Z perspektywy przeciętnego Europejczyka cała akcja może się wydawać bzdurną modą, która nic nie zmieni na świecie. Bo przecież „jedna słomka w tą czy w tamtą” nie ma wpływu na plażę na Bali. Tymczasem opublikowana na łamach Fly4free.pl, niedawna relacja Mariusza Piotrowskiego pokazuje, że to, co nam wydaje się hipsterskim trendem, tam jest realnym i GIGANTYCZNYM problemem.

– Urządzamy sobie spacer po plaży. Spacer, który przypomina raczej slalom między stosami kubków, słomek i innych śmieci wydalonych przez morze. W kilku miejscach śmieci są zebrane w pokaźnych rozmiarów stosik, a tuż obok nich walają się kolejne. Sprawia to wrażenie, jakby nikt ich nie zbierał – opowiada w swoim artykule. – Miejscowi przekonują mnie, że to nieprawda, ale też sprzątanie na bieżąco nie ma sensu, bo woda cały czas przynosi kolejne odpadki. Z całą pewnością nie jest to piękny widok, a i doznania z pewnością nie takie, jakich należałoby oczekiwać po miejscu o takiej renomie.

Coraz więcej miejsc wprowadza więc zakazy, które mają pozwolić środowisku złapać trochę oddechu od zalewu śmieci, nieczystości i powiedzmy sobie to wprost – syfu, którym przez lata my, jako ludzie, zalewaliśmy świat. Na Majorce niedozwolone jest używanie jakichkolwiek jednorazowych opakowań, na Bali podobne restrykcje wejdą w życie już w czerwcu.

Turyści chętniej wożą własne wielorazowe butelki, korzystają z materiałowych toreb na zakupy a pad thai zapakowany w 4 reklamówki nieco ich przeraża. Wybierają lokalne jedzenie zamiast produktów, które musiały przelecieć pół świata, by znaleźć się na ich talerzu. Śpią w małych, rodzinnych pensjonatach zamiast w sieciówkach i starają się wydawać pieniądze, by wesprzeć ludzi tu i teraz, a nie wielkie korporacje.

Czasem udaje się doskonale, czasem tylko trochę, a nauki przed nami na pewno całe mnóstwo. Ale wszystko wskazuje na to, że wbrew pozorom nawet drobne zmiany, mają większe znaczenie niż mogło nam się wydawać.  Rajskie miejsca także obudziły się z letargu, a ich władze wreszcie nie boją się już wprowadzać zakazów, limitów, a nawet zamykać najbardziej eksploatowanych obszarów.

W kwietniu ubiegłego roku restrykcje związane z ochroną środowiska zdecydowały się uchwalić także Hawaje. Pierwszy raz w historii prawo zakaże sprzedawania części środków chroniących przed słońcem. Te zawierają bowiem środki chemiczne i niszczą środowisko. Bzdura i niewielki problem? Zdecydowanie nie. Eksperci wyliczyli, że każdego roku na całym świecie 14 000 ton kremu ochronnego działa na rafy koralowe. Podobne kroki wstępnie zadeklarowano też w Meksyku, Belize i na Karaibach.

dziecko na śmieciach
Foto: Insight-Photography / Shutterstock

Reżim, prawa człowieka i wielka polityka

Ale świadome podróżowanie to dziś nie tylko ekologia czy odpowiednie traktowanie zwierząt. Ogromną rolę odgrywa też polityka, funkcjonujące na świecie reżimy i odpowiednie respektowanie praw człowieka.

– Ktoś ma ochotę na wycieczkę do Korei Północnej, która jest rządzona przez fanatyka, grożącego regularnie użyciem broni atomowej – gdzie wybrańcy mieszkają w stolicy, a tysiące osób umierają z głodu na prowincji lub w specjalnych obozach? – zastanawiał się mój redakcyjny kolega Paweł Kunz, w tekście o wycieczkach w kontrowersyjne i niebezpieczne miejsca.

Bo choć polityka danego kraju może nas kompletnie nie interesować,  to czy chcemy czy nie, wiele (a często wszystkie) wydawane przez nas na miejscu pieniądze, po prostu wspierają tę władzę. Nie trzeba jednak szukać skrajnych przykładów jak Korea Północna. Rajska Kuba, ciekawe Chiny, a nawet sąsiedzka Białoruś – to tylko kilka z krajów, które nigdy nie znajdą się na liście najbardziej zaangażowanych społecznie podróżników. Gorące dyskusje toczą się przy okazji wyjazdów chociażby do Dubaju, Rosji czy Izraela.

Niespełna trzy tygodnie temu Amnesty International wezwało turystów do bojkotowana wycieczek na tereny Zachodniego Brzegu Jordanu. Apel skierowano także do dużych międzynarodowych firm z branży – Bookingu, Airbnb, Expedii i Tripadvisora.

Oczywiście setki tysięcy ludzi nadal będą korzystać z możliwości odwiedzania kolejnych krajów, nawet gdy polityka, którą prowadzi tamtejsza władza pozostawia wiele do życzenia z europejskiego punktu widzenia. Nie sądzę, by była to zła wola czy chęć przykładania ręki do łamania praw człowieka, a raczej podróżowanie w myśl zasady: „pojedź i sam zobacz zamiast oceniać na podstawie relacji innych”. Jednocześnie wielu zawzięcie będzie walczyć, by tych, którzy chcą to zrobić, po prostu powstrzymać, przekonać czy namówić do odłożenia planów na „lepsze czasy”.

Ba, istnieją nawet specjalne strony, które tworzą listy najbardziej etycznych kierunków świata. Na przykład organizacja Ethical Traveler bierze pod uwagę trzy główne kategorię: ochronę środowiska, opiekę społeczną i respektowanie praw człowieko. W tegorocznym zestawieniu dziesięć krajów z czołówki to Benin, Kostaryka, Ekwador, Fidżi, Mongolia, Nepal, Palau, Gambia i Urugwaj. Zwycięzcami są jednak kraje, które zrobiły największe postępy, a nie te, które po prostu są najlepsze. Czy to słuszne rozwiązanie? Oceńcie sami.

korea północna
Foto: Leonard Zhukovsky / Shutterstock

Turyści mają moc

Może się wydawać, że zmiana świadomości nastąpiła nieco pod presją ekologów, ekspertów, organizacji międzynarodowych działających na rzecz praw człowieka czy po prostu coraz bardziej widocznych zmian, jakie mniej lub bardziej bezpośrednio były efektem masowej turystyki. Tak, zadeptywaliśmy plaże, niszczyliśmy rafy koralowe, a najpiękniejsze zakątki chociażby Azji Południowo-Wschodniej eksploatowaliśmy do granic możliwości. To turyści do spółki z łasymi na pieniądze mieszkańcami  sprawili, że na wyspie Phi Phi ciężko było włożyć szpilkę, a przepiękna zatoka Ha Long zamienia się w śmietnisko. Ważniejsze było, żeby zabrać do celu każdego chętnego obcokrajowca, zamiast pomyśleć najpierw o infrastrukturze, kanalizacji, przetwarzaniu śmieci i tym, czy syn jednego i drugiego lokalnego przedsiębiorcy będzie miał co pokazywać tym turystom za 10 lat.

A jednocześnie nie znam podróżnika, który „obraziłby” się na decyzję o zamknięciu Boracay na Filipinach czy Maya Bay w Tajlandii. Bo choć przez wiele lat turyści bezmyślnie łazili po najbardziej utartych ścieżkach, dziś mają świadomość, że kilkadziesiąt łodzi każdego dnia niszczy to, co chcieliby zobaczyć. Dziś nie boją się bojkotować atrakcji, gdy te nie spełniają etycznych standardów. Dziś często właśnie pod ich wpływem agencje turystyczne, biura podróży, lokalne firmy zmieniają swoje podejście.

Gdy polscy rybacy w zeszłym roku wprost mówili, że będą brutalnie zabijać foki, bo to zwykłe „tępienie szkodników”, szybko pojawił się pomysł bojkotu wszystkich nadmorskich smażalni. Gdy w 2017 chińscy turyści w związku z napięciami dyplomatycznymi pomiędzy Seulem i Pekinem, znacznie ograniczyli podróże Asiana Airlines, linia musiała zawiesić sześć połączeń międzynarodowych. Gdy kilka dni temu także w Polsce rozgorzała polityczna afera z Izraelem, od razu pod ofertami tanich lotów w tym kierunku pojawiły się komentarze, że „do tego kraju to ja nigdy”!

A może to po prostu przychodzi razem z podróżniczym doświadczeniem? Gdy zobaczysz rezerwaty na Borneo, zaczynasz rozumieć, o co chodzi w tej aferze z olejem palmowym. Gdy nie jesteś w stanie opalać się na swojej wymarzonej, balijskiej plaży, dociera do ciebie, że noszenie butelki, to żaden problem. Gdy widzisz słonia przywiązanego krótkim łańcuchem odkrywasz, że mniej w tym frajdy niż wydawało się ze zdjęć.

Niezależnie od przyczyny warto pamiętać, że turysta zawsze ma coś, co jest silniejsze od wszystkich badań, apeli czy dowodów. Pieniądze. I gdy jedni będą próbować wykorzystać je, by zobaczyć, zrobić czy spróbować tego, co przeczy jakimkolwiek etycznym zachowaniom, drudzy zawsze mogą zrobić coś dokładnie odwrotnego.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Wniosek jest prosty - nie zwiedzać - bo jadąc tam, zużywamy tlen i paliwo w samolocie, na miejscu jeździmy np. tuk-tukiem, przyczyniając się do smogu, a wybierając drogi hotel nabijamy kasę tym bogaczom - właścicielom.
Pit2018, 17 lutego 2019, 20:57 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Dokładnie tak. Osobiście podróżuje mniej. A jak już biorę urlop to w pełni przemyślany. Jeśli urlop nic nie wniesie nowego do mojego życia to z niego rezygnuje - bo jestem świadomy jak bardzo dalekie podróżowanie wpływa negatywnie na środowisko.  Noclegi? Żadne sieciowki. Tylko Guesthousy. Nie dabijam kasy funduszom inwestycyjnym lecz lokalnym hotelarzom 
Pit2018 Wniosek jest prosty - nie zwiedzać - bo jadąc tam, zużywamy tlen i paliwo w samolocie, na miejscu jeździmy np. tuk-tukiem, przyczyniając się do smogu, a wybierając drogi hotel nabijamy kasę tym bogaczom - właścicielom.
roccobarocco, 17 lutego 2019, 21:42 | odpowiedz
Bez przesady :) Nikt nie mówi, żeby nie jeździć, ale czy coś w tym złego, że ludzie ograniczają swój negatywny wpływ na środowisko, społeczność lub infrastrukturę?  Tego "trendu" jeszcze parę lat temu nie było, a już na pewno nie istniał na taką skalę i w takiej sile. 
Pit2018 Wniosek jest prosty - nie zwiedzać - bo jadąc tam, zużywamy tlen i paliwo w samolocie, na miejscu jeździmy np. tuk-tukiem, przyczyniając się do smogu, a wybierając drogi hotel nabijamy kasę tym bogaczom - właścicielom.
Aneta Zając, 17 lutego 2019, 21:57 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Artykuł porusza na pewno niezwykle ważne kwestie związane z podróżowaniem, jednak widzę sporo hipokryzji w akapicie na temat wielkiej polityki, praw człowieka i reżimów. W tym wypadku na swojej prywatnej liście nieetycznych kierunków bardzo wysoko umieścił bym USA (Kara śmierci, stosowanie tortur bez wyroków czy rozpętywanie konfliktów zbrojnych to tylko pierwsze z brzegu przykłady). Jednak łatwiej jest wymienić taką np. Białoruś, prawda?
piotrekpes, 18 lutego 2019, 9:20 | odpowiedz
Wiadomo, że krajów, które z różnych powodów wzbudzają kontrowersje jest o wiele więcej, ale nie da się wymienić wszystkich. USA, Indie, Kambodża to tylko kilka kolejnych z listy. Nie trzeba się tu doszukiwać teorii spiskowej, bo akurat jest Białoruś, a wyżej wymienione nie. 
piotrekpes Artykuł porusza na pewno niezwykle ważne kwestie związane z podróżowaniem, jednak widzę sporo hipokryzji w akapicie na temat wielkiej polityki, praw człowieka i reżimów. W tym wypadku na swojej prywatnej liście nieetycznych kierunków bardzo wysoko umieścił bym USA (Kara śmierci, stosowanie tortur bez wyroków czy rozpętywanie konfliktów zbrojnych to tylko pierwsze z brzegu przykłady). Jednak łatwiej jest wymienić taką np. Białoruś, prawda?
Aneta Zając, 18 lutego 2019, 11:13 | odpowiedz

Alicante aleja w mieście
Najlepsza oferta

Izrael, Włochy i Hiszpania już od 78 PLN

Kamil Walinowicz | 2019-10-21 21:07
REKLAMA
REKLAMA
Nasze najlepsze teksty są tutaj
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel