REKLAMA

Świat rezygnuje z kontrowersyjnych atrakcji turystycznych. A ty? Przeczytaj, zanim skorzystasz

Foto: Camptoloma/shutterstock
Kilka dni temu Baleary wprowadziły nowe przepisy dotyczące korridy. Zakaz zabijania byków na arenie może okazać się przełomem nie tylko dla Hiszpanii, ale i innych kontrowersyjnych atrakcji turystycznych i tradycji na świecie.  

Idą zmiany?

Korrida od lat była powodem sporów między przeciwnikami i zwolennikami tego widowiska. Zabijanie byków dla rozrywki i zasłanianie się tradycją dla wielu ludzi było absolutnie nie do przyjęcia. Z drugiej jednak strony za każdym razem tłumy wypełniają trybuny aren, na których odbywa się krwawy pojedynek. A wśród wiwatującej publiczności nie brakuje turystów.

– Nie jestem zwolennikiem zabijana zwierząt, ale tu nie o to chodzi. Kiedy jesteś w Madrycie powinieneś to zobaczyć – pisze na tripadvisorze turysta z Utah.

Są też skrajnie odmienne opinie.

– Byłam jedyną osobą, która płakała. Zabili 6 byków w trakcie jednego pokazu. Ludzie przychodzili tam ze swoimi dziećmi, a ja byłam w szoku, jak coś takiego może im się podobać – pisze Aliona, inna turystka.

Po licznych protestach i zmaganiach organizacji dbających o ochronę zwierząt powoli zmienia się postrzeganie tej tradycji. Zakaz walki byków wprowadziła Barcelona i Katalonia, jednak w zeszłym roku po protestach hiszpańskiego rządu Trybunał Konstytucyjny obalił lokalne przepisy. Na razie z powodzeniem korridy zabroniono jedynie na Wyspach Kanaryjskich. Teraz do grona przeciwników dołączyły też Baleary. Na Ibizie, Majorce i Menorce nie będzie można zabijać ani nawet ranić byków w trakcie korridy, bo matadorzy i torreadorzy nie będą mogli posiadać żadnych ostrych narzędzi. Cała „walka” z bykiem będzie miała tylko charakter pokazowej zabawy i nie będzie mogła trwać dłużej niż 10 minut. A po zakończonej ceremonii byk cały i zdrowy wróci do swoich właścicieli.

Pogłaskaj kotka, przytul delfina

Kontrowersyjnych atrakcji jest jednak o wiele więcej. Wakacyjne kurorty w Turcji, Meksyku, Grecji, na Malcie czy w Bali za kilkadziesiąt dolarów oferują pływanie z delfinami. Choć spotkanie z tymi niezwykle inteligentnymi ssakami jest niezapomnianym przeżyciem, obrońcy zwierząt zwracają uwagę na warunki, w jakich żyją delfiny. Nie zostawiają też suchej nitki na delfinariach, w których orki i delfiny wykonują cyrkowe sztuczki.

Z kolei Tajlandia słynie ze spotkań z tygrysami, które turyści mogą nie tylko oglądać, ale także głaskać czy karmić. W zeszłym roku po interwencji organizacji broniących praw zwierząt zamknięto słynną Tiger Temple w Kanchanaburi. Okazało się, że popularne wśród turystów miejsce było m.in. przykrywką dla nielegalnego handlu produktami z tygrysów. Na terenie „świątyni” znaleziono też zamrażarki pełne martwych zwierząt – głównie bardzo młodych.

– Bardzo żałuję wizyty tam. Myślałem, że to fajne miejsce, gdzie można spotkać tygrysy, a okazało się, że zwierzęta są naćpane. Nie warto mieć tego doświadczenia na sumieniu – napisał turysta z Brisbane.

Nie trzeba jednak długo szukać zadowolonych turystów.

– Niezwykłe doświadczenie, tygrysy wyglądały świetnie i są pod dobrą opieką. Byłam tam już trzy razy – przekonywała turystka z Londynu.

Kolejnym przykładem dyskusyjnej atrakcji jest jazda na słoniach. Coraz częściej zwraca się uwagę, że te potężne zwierzęta wbrew pozorom nie są przystosowane do wożenia ludzi. Dodatkowo podkreśla się ciężkie warunki, w jakich są tresowane i złe traktowanie w czasie pracy. Takie wycieczki cieszą się ogromną popularnością m.in. w Tajlandii, na Sri Lance czy w Indiach.

– Proszę, nie korzystajcie z tego, personel jest nieludzki. Są bardzo nieostrożni wobec słoni, ciągle proszą o dodatkowe pieniądze na karmienie słonia. Bił słonia! Nie wspierajcie tych ludzi – ostrzega Jenna.

Ale nie wszyscy mają takie doświadczenia.

– To było niesamowite. Słoń był oswojony, mamy cudowne i zabawne zdjęcia. Co prawda trzeba dołożyć jakiś napiwek, żeby mieć fajniejszą zabawę, ale to było tego warte – napisała Lisapoy, z Los Angeles.

Zaopiekuj się słoniem, kup buty z węża

W odpowiedzi na liczne kontrowersje wokół tego typu rozrywki, powstały liczne sierocińce dla słoni, w których turyści przekonywani są o dobrych warunkach i odpowiedniej opiece nad zwierzętami. Choć nie mogą się na nich przejechać, dopuszcza się ludzi do rzeki, gdzie słonie zażywają kąpieli lub pozwala je karmić. Trzeba jednak solidne sprawdzać takie miejsca, bo szansa na to, że jedynie udają spokojne centra wypoczynkowe dla słoni, jest naprawdę duża.

To tylko kilka z najbardziej znanych przykładów atrakcji ze zwierzętami, które budzą spory. Niemal w każdym azjatyckim mieście, ktoś zaoferuje nam zdjęcie z lemurem, przebraną małpką czy kobrą. W sklepach na całym świecie znajdziemy wyroby z kości słoniowej, wężowej skóry czy żółwiej skorupy. Choć nie wolno ich przewozić, chętnych na zakupy nie brakuje. Nawet słynna i potwornie droga kawa kopi luwak – produkowana z odchodów łaskuna, zaczęła być już masowo produkowana, a zwierzęta zamiast żyć na wolności, zamykane są w klatkach.

Kilka dni temu wielki krok w sprawie kontrowersyjnych atrakcji wykonała Expedia – jedna z większych firm podróżniczych na świecie. Przedstawiciele spółki obiecali zrobić dokładny przegląd oferowanych wycieczek i zaprzestać sprzedawania tych, które dotyczą „interakcji z dzikimi zwierzętami”. Wcześniej także biuro podróży Thomas Cook zrezygnowało z oferowania przejażdżek na słoniach i ograniczył atrakcje związane z delfinami.

Podglądaj biedę i wyraź współczucie

Atrakcje ze zwierzętami budzą najwięcej wątpliwości, ale dyskusyjne pozostają też miejsca, w których pracują ludzie. Rozsławiona w świecie wioska kobiet z plemienia Karem, które w ramach tradycji noszą na szyjach obręcze, każdego dnia przeżywa nalot turystów.

Na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się być w porządku. Kobiety zakładają obręcze ze względu na tradycję, turyści chcą to oglądać, kobiety zarabiają, wszyscy są szczęśliwi. Coraz częściej jednak mówi się o tym, że tradycja podtrzymywana jest wyłącznie ze względu na generowanie zysku. Młode pokolenie, choć nie chce już kultywować zwyczaju, zdaje sobie sprawę, że noszenie takich obręczy to łatwy sposób na zarobienie pieniędzy.

Wstęp do wioski kosztuje bowiem 500 THB (ok 50 PLN), co jak na tajskie warunki jest bardzo wysoką ceną. Wielu ludzi mówi wprost, że miejsce przypomina ludzkie zoo, w którym przed kolejnymi kobietami przewija się tłum turystów żądnych jedynie kilku zdjęć.

– Chcieliśmy tam pojechać, bo jestem bardzo zainteresowany tym, jak żyje to plemię. Jedyne co zobaczyliśmy, to stragany ze sprzedawanym rękodziełem. Kobiety były smutne i niechętne do pozowania do zdjęć – opowiada Nella z Malty.

Podobna sytuacja ma miejsce w wielu afrykańskich czy indiańskich wioskach. Turyści zwożeni autokarami przyjeżdżają obejrzeć biedę. Zobaczyć bose dzieci, wrzucić do skarbonki z napisem „na szkołę” parę dolarów, rozdać cukierki. Niestety, niejednokrotnie okazuje się, że w rzeczywistości wioska „rozkłada się” na kilka minut przed przyjazdem busa, a dzieci przyzwyczajone do wzruszonych i hojnych turystów wykazują niezwykłe zdolności biznesowe.

Czyja to wina?

Można oskarżać bezdusznych lokalnych przedsiębiorców, którzy w tresowanych zwierzętach, trudnej do pojęcia tradycji czy pokazywaniu biedy widzą zysk. Ale nie ma wątpliwości, że gdyby nie czuli potencjału w takim biznesie, to prawdopodobnie nigdy by się za niego nie zabrali. Popyt generuje podaż. Dostajemy dokładnie to, z czego chcemy korzystać.

Jednak bezduszne prawa rynku to jedno. Nie można bowiem zapominać, że w wielu biednych regionach świata turyści i ich zachcianki to jedyna możliwość jakiegokolwiek zarobku. Łatwo wydawać wyroki, kiedy nasze podstawowe potrzeby są zaspokojone, siedzimy w wygodnym fotelu i mamy pełną lodówkę. Trudniej jednak dbać o środowisko naturalne, gdy stajemy przed jedyną szansą na wykarmienie dziecka.

Atrakcje są różne – jedne można „ucywilizować”, inne nie. Niektóre prawdopodobnie w ciągu następnych lat przestaną istnieć, inne być może rozwiną się w innym kierunku. Dopóki jednak będą generować zyski, na pewno będą gotowe przyjmować turystów. Decyzje każdy musi podjąć sam.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Korrida to nie jest żadną atrakcją turystyczną tylko jest to miejscowy zwyczaj. To że kilka procent turystów się tym zainteresuje, a eko-wariaci rozdmuchają sprawę żeby tylko zaistnieć i wyciągnąć kasę, to inna sprawa. W Andaluzji czy Madrycie korrida jest dość popularną rozrywką i nie ma to wiele wspólnego z jakąkolwiek turystyką. A co do butów z węża: a torba ze świńskiej skory to już jest OK? Czy jeszcze tylko przez parę lat a potem nie będzie można już stejka usmażyć i zjeść?
namteH, 26 lipca 2017, 19:55 | odpowiedz
Avatar użytkownika
namteH Korrida to nie jest żadną atrakcją turystyczną tylko jest to miejscowy zwyczaj. To że kilka procent turystów się tym zainteresuje, a eko-wariaci rozdmuchają sprawę żeby tylko zaistnieć i wyciągnąć kasę, to inna sprawa. W Andaluzji czy Madrycie korrida jest dość popularną rozrywką i nie ma to wiele wspólnego z jakąkolwiek turystyką.A co do butów z węża: a torba ze świńskiej skory to już jest OK? Czy jeszcze tylko przez parę lat a potem nie będzie można już stejka usmażyć i zjeść?
Szyszko, ty tutaj?!
DJADKJGU, 27 lipca 2017, 9:54 | odpowiedz

Do których krajów pojedziemy bez problemu? Wszystkie obostrzenia w jednym miejscu! »
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.