Jedna z najsłynniejszych plaż świata będzie zamknięta dużo dłużej. „Przynajmniej 2 lata na odbudowanie się przyrody”
Znana z hollywoodzkich hitów, setek pocztówek i miliona kont na Instagramie słynna Maya Bay w Tajlandii nie będzie jeszcze dostępna dla turystów, mimo wcześniejszych obietnic. Właśnie przedłużono tymczasowe zamknięcie, tym razem na czas nieokreślony.
Już w tym miesiącu Maya Bay miała wrócić na turystyczną mapę Tajlandii. We wtorek, 2 października Tajlandzki Departament Parków Narodowych, Ochrony Przyrody i Roślin (DNP) ogłosił, że tak się jednak nie stanie. Pierwotnie zatoka miała być wyłączona z użytku przez cztery miesiące – od 1 czerwca tego roku.
W tym czasie planowano przeprowadzić konieczną modernizację pomostów, do których przybijają łódki. Najważniejsza była jednak ochrona ekosystemu, w tym rafy koralowej czy namorzynów i chwila oddechu od turystycznego zgiełku. W normalnych warunkach na słynną plażę przypływa nawet 5 tys. osób dziennie.
– Ekosystem i fizyczna struktura plaży jeszcze nie wróciły do odpowiedniego stanu – tłumaczy Thania Nethitkammakul, generalny DNP.
Tutejsze plaże rozsławił między innymi hollywoodzki film „Niebiańska Plaża”, w której główną rolę zagrał Leonardo di Caprio. Według najnowszych zapowiedzi rajski zakątek będzie zamknięty do odwołania i „aż zasoby naturalne powrócą do normy”.
– Potrzebujemy co najmniej roku, dwóch lat, a może nawet więcej, aby środowisko mogło się odbudowować – dodał Nethitkammakul.
Szacuje się, że przez nadmierną turystykę, położenie hoteli, wyrzucanie śmieci do morza i zbyt dużą liczbę łodzi w Tajlandii zniszczeniu uległo 80 proc. rafy koralowej.
– Turyści nie zdają sobie sprawy z tego, jak mocno przyczyniają się do obumierania rafy koralowej. Smarują się obficie kremami przeciwsłonecznymi, po czym wchodzą do wody i nurkują. A krem ma destrukcyjny wpływ na rafę – mówił kilka miesięcy temu Jean-Luc Solandt, zajmujący się ochroną przyrody morskiej. – Nie wspominam tu o osobach, które dotykają korali lub nawet próbują je odrywać na pamiątkę – dodał specjalista.
Oczywiście, jak można było się spodziewać, decyzja zirytowała lokalne agencje turystyczne, które zarabiają na wycieczkach do Maya Bay. Wielu turystów nie kryje także rozczarowania. Mało kto myśli o tym, że jeśli teraz nie ograniczymy liczby odwiedzających, to za kilka lat nie będzie co oglądać. Eksperci obawiają się też, że przez przedłużające się zamknięcie zatoki turyści masowo przeniosą się na sąsiednie plaże i wyspy, które już teraz i tak nie należą do opustoszałych.