REKLAMA

“W cenie biletu pasażer powinien mieć tylko fotel”. Tak linie zdzierają z pasażerów

samolot
Foto: FabrikaSimf / Shutterstock

Patrząc na to, jak szybko zwiększa się liczba dodatkowych opłat oraz kwoty, które musimy płacić przewoźnikom za bagaż i inne usługi, wydaje się, że słowa prezesa Wizz Air są jak najbardziej na miejscu. Zwłaszcza w Europie, gdzie rynek dodatkowych usług rośnie w zdecydowanie najszybszym tempie. Zmiany odczuwają też pasażerowie z Polski.

Z najnowszych danych firmy IdeaWorksCompany wynika, że na wszelkiego rodzaju okołolotnicze usługi dodatkowe (czyli w praktyce wszystkie opłaty na rzecz linii lotniczej, które nie są biletem), w zeszłym roku wydaliśmy na całym świecie 64,8 mld USD, czyli aż 247,8 mld PLN. W tej kwocie mieszczą się wszystkie tak lubiane przez nas opłaty: za wybór miejsca w samolocie i możliwość siedzenia obok bliskiej osoby, opłaty bagażowe, napoje i posiłki czy priorytetowy boarding. Z wyliczeń wynika, że rosną one w gigantycznym tempie: w 2014 roku wynosiły one “tylko” 28,5 mld USD, czyli 108,7 mld PLN.

W Europie nas nie oszczędzają

Kto zgarnia najwięcej? Dokładne wyniki poszczególnych linii poznamy w połowie roku, ale już teraz możemy powiedzieć, że zdecydowanie najwięcej dodatkowych opłat zgarniają linie lotnicze w Europie: w 2018 roku z tego tytułu zarobiły one 22,5 mld USD, czyli 85,8 mld PLN.

Skąd to wynika? Oczywiście przede wszystkich z aktywności tanich linii lotniczych, które pod kątem wprowadzania dodatkowych usług i “rozbierania” ceny biletu na czynniki pierwsze nie mają sobie równych. Mam tu na myśli przede wszystkim Ryanaira oraz Wizz Aira i negatywne zmiany w polityce bagażowej, a także wprowadzone niedawno po cichu podwyżki tych usług.

Mocna pozycja linii niskokosztowych w regionie wpływa na wzrost przychodów pozalotniczych i rozwój dodatkowo płatnych usług. Takie linie jak: Norwegian, Eurowings czy WOW Air miały bardzo poważny wpływ na reżim cenowy na trasach międzykontynentalnych. Z kolei w ramach lotów po Europie bardzo aktywne były takie linie jak: easyJet, Ryanair, Volotea, Vueling czy Wizz Air, które wprowadzając usługi a’la carte dają możliwości oszczędzania wielu pasażerom w Europie” – czytamy w raporcie IdeaWorks.

Jest to dość kontrowersyjna teza, ale można się z nią zgodzić – jeśli bowiem ktoś nie potrzebuje lecieć z dużym bagażem i pogodzi się z tym, że przez kilka godzin lotu będzie podróżował z dala od bliskich, to faktycznie – mimo licznych niewygód, może się okazać, że ceny biletów lotniczych utrzymują się na niskim poziomie.

Europa jest bowiem dość unikalna na tle innych kontynentów, bo w ślad za tanimi liniami tradycyjni przewoźnicy dość szybko zaczęli adaptować u siebie politykę rozbierania biletu na czynniki pierwsze i oferowania dodatkowych usług. Chodzi tu przede wszystkim o taryfy typu “basic economy”, które mają w swojej ofercie prawie wszystkie tradycyjne linie. I to nie tylko na krótkich trasach, ale też na połączeniach długodystansowych – oferuje je: Lufthansa, Air France, KLM, Finnair, Alitalia… Cel jest jasny: sprawić, by bazowa cena biletu była jak najniższa.

Zaraz za Europą, najwięcej na pasażerach zarabiają linie azjatyckie i z rejonu Pacyfiku, szczególnie: AirAsia, China Southern i JetStar. W sumie w ubiegłym roku zarobiły 18,8 mld USD tylko z usług dodatkowych. Ostatnia pozycja na podium przypadła przewoźnikom z Ameryki Północnej – zgromadzili w ubiegłym roku 16,5 mld USD. Pod względem dodatkowych opłat królują: American Airlines, Delta i United.

samolot z pieniędzy
Foto: isak55 / Shutterstock

Polacy dopłacają dużo, ale nie najwięcej

Za co dopłacamy najwięcej? W skali globalnej oczywiście za bagaż – wpływy za dokupienie większej walizki stanowią aż 60 proc. wszystkich przychodów pozalotniczych.

15 proc. stanowią „inne usługi do wyboru”, czyli np. pierwszeństwo wejścia na pokład. 12 proc. to możliwość wybrania konkretnego miejsca w samolocie, a 9 proc. usługi na pokładzie, do których zaliczają się: zakupy bezcłowe, jedzenie, dodatkowe miejsce na nogi itd. Najmniejszą grupę usług – 3 proc. stanowi wynajem samochodów, rezerwacja hoteli, biletów na wydarzenia sportowe czy kulturalne itd.

To sprawia, że choć ceny biletów spadają, ostatecznie i tak płacimy więcej niż kiedyś. Według najnowszych danych w Ryanairze przeciętny pasażer dopłaca do samego biletu dodatkowe 17 EUR (ok. 73 PLN), a w Wizz Airze 27,1 EUR (115 PLN). Wyniki rosną, bo pod koniec ubiegłego roku obie linie drastycznie zmieniły politykę bagażową. Teraz wykupienie pierwszeństwa wejścia na pokład oznacza jednocześnie prawo do drugiej sztuki bagażu. A przecież już do marca 2018 roku, jeszcze przed zmianami, w Ryanairze na usługę priority boarding decydował się co piąty pasażer. Dziś na wielu lotach jest wyprzedana z dużym wyprzedzeniem.

Jednak zarówno Wizz Air, jak i Ryanair mogą jedynie pozazdrościć prawdziwemu liderowi. Światowy rekordzista, czyli Spirit Airlines potrafi wyciągnąć średnio 51 USD, czyli nawet 194 PLN, choć jeszcze w 2008 roku było to zaledwie 18,6 USD (70 PLN).

Linie lotnicze mocno strzegą danych na temat swoich przychodów pozalotniczych, ale przyznają jedno: pasażer z Polski wydaje na „dodatki” mniej niż pasażer z Europy Zachodniej. Jest to jednak coraz mniejsza różnica.

– Jeśli chodzi o przychody pozalotnicze, to na pewno średnia kwota wydawana przez pasażera z Europy Zachodniej jest wyższa niż przez pasażera z Polski, ale to nie jest jakaś dramatyczna różnica. I co ważne – wyraźnie widać, że z roku na rok ona coraz bardziej się zmniejsza. Można powiedzieć, że polski pasażer widzi korzyści płynące z takich dodatkowych opłat – kupuje tani bilet i jeśli potrzebuje większej walizki, to po prostu dopłaca. Widzimy też, że znacząco rośnie poziom świadomości pasażerów, pasażer ma coraz większe doświadczenie w kupowaniu i polowaniu na promocje i po prostu z tego korzysta – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Michał Kaczmarzyk, dyrektor Ryanair Sun, który wkrótce zostanie przemianowany na markę „Buzz”.

priority boarding ryanair
Foto: FocusBreatheShoo / Shutterstock

Będzie lepiej? Na pewno nie

W kolejnych latach z pewnością takich dodatkowych opłat będzie jeszcze więcej. To akurat nie jest złe – gorzej, że z pewnością bilet lotniczy będzie coraz bardziej „rozbierany” na czynniki pierwsze. Widać to nawet po deklaracjach obu wiodących tanich linii obecnych na polskim rynku. Ryanair zakłada bowiem, że do 2020 roku chciałby, żeby wpływy pozalotnicze stanowiły 30 proc. wszystkich zysków. Wizz Air, u którego ten współczynnik jest znacznie wyższy i już w tej chwili wynosi prawie 42 proc., też zapowiada wzrost poziomu przychodów pozalotniczych. Zwłaszcza, że jeśli chodzi o politykę bagażową, linie nie postanowiły ze sobą konkurować, a więc i jedna, i druga sporo zyska na zmianach. Zwłaszcza finansowo.

Jeśli więc liczycie, że jest jakiś poziom, którego linie lotnicze nie mogą przekroczyć, to prawdopodobnie jesteście w błędzie. Dodatkowych usług będzie coraz więcej, a rzeczy wliczonych w bilet coraz mniej. Kilka tygodni temu w rozmowie z Fly4free.pl, te przypuszczenia potwierdził prezes Wizz Aira.

– Jedyną rzeczą, którą pasażer powinien mieć zapewnioną kupując bilet, jest fotel, na którym będzie siedział w czasie, gdy przewieziemy go z punktu A do punktu B – powiedział kilka dni temu w rozmowie z Fly4free.pl Jozsef Varadi. – O wszystkim innym powinien decydować pasażer – czy jakaś usługa go interesuje, czy nie i czy chce za nią dodatkowo płacić – dodał.

I przedstawiciel węgierskiej linii nie jest odosobniony w tym poglądzie. Podobne osądy wydawał wielokrotnie chociażby Tim Clark, prezes Emirates – linii, która przecież jest tak daleko od tanich przewoźników, jak to tylko możliwe.

Przewrotnie jednak można założyć, że dodatkowe opłaty… mają dobre strony. Stabilizują bowiem rynek – w sytuacji gwałtownego wzrostu cen ropy i zmasowanej konkurencji pozwalają one liniom lotniczym na utrzymanie niskich cen biletów. I wszystko byłoby dobrze, gdyby tylko linie rezygnowały z tych dodatkowych opłat, gdy cena paliwa zaczyna spadać. Na to chyba jednak nie mamy co liczyć.

Nic więc dziwnego, że także Michael O’Leary niejednokrotnie deklarował, iż w jego opinii bilety lotnicze mogłyby być w przyszłości sprzedawane za grosze, a w szczególnych promocjach nawet rozdawane za darmo. Linia lotnicza przy odpowiednim zarządzaniu usługami i tak będzie znacząco na plusie.

Ale czy takie oferty to rzeczywiście tylko kwestia czasu? Przekonamy się już niedługo.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Nie ma co demonizować tematu. Powtarzam to po raz wtóry. Polityka filmy jest taka, by klient sam wybrał co mu potrzebne. W lotach krótkodystansowych cała otoczka lotu jest zbędna. Potrzebne miejsce i walizka. Na krótko to i mała. A doplata za dużą wcale nie rujnuje.
e-prezes, 21 marca 2019, 20:57 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Jestem za. Jeszcze 10 lat temu nikt by nie pomyślał, że za 100 zł możemy polecieć w obie strony gdziekolwiek samolotem. A teraz staje się to coraz bardziej powszechne. Autobus z Krakowa do Paryża kosztuje około 100€. Za te pieniądze spokojnie można dolecieć nawet z 2 bagażami. 
kroku9292, 22 marca 2019, 0:08 | odpowiedz
Sagrada Familia w Barcelonie
Najlepsza oferta

Vueling Airlines: Barcelona za 248 PLN

Rafał Waśko | 2019-04-22 17:01
REKLAMA
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel