REKLAMA

Te turystyczne raje powoli zamieniają się w piekło. Było pięknie, teraz są tłumy i zakazy. A może być jeszcze gorzej…

tłumy na plaży
Foto: Radu Bercan / Shutterstock

Nie tylko Barcelona i Wenecja. Na liście 10 najszybciej rosnących pod względem liczby turystów krajów świata znalazło się kilka państw, które mocno upodobali sobie Polacy.

Wciąż rosnąca liczba podróżnych w najbardziej atrakcyjnych miejscach świata jest chyba najbardziej palącym problemem globalnej turystyki. W serwisach informacyjnych jest głośno o wojnie, jaką wiele miast wytacza Airbnb i próbach ograniczenia nadciągających ze wszystkich stron tłumów zwiedzających. Gdzie liczba turystów rośnie najszybciej, a rokowania na najbliższe lata są najgorsze? UNWTO opracował listę krajów spośród tych najpopularniejszych na świecie, gdzie liczba turystów od 2010 roku wzrosła najszybciej (dlatego nie znalazła się tam np. Islandia, gdzie choć wzrosty są imponujące, to w liczbach bezwzględnych kraina gejzerów nie może się równać z innymi państwami). Kto znalazł się w ścisłej czołówce?

Kyoto
Foto: javarman / Shutterstock

1. Japonia

W 1995 r. do Kraju Kwitnącej Wiśni przybyło ledwie 3,3 mln turystów – wówczas było ledwie 34 najczęściej odwiedzany przez turystów kraj na świecie. Przez kolejne lata wzrost był stabilny, ale umiarkowany – w latach 2005-2010 liczba turystów wzrosła odpowiednio z 6,7 do 8,6 mln podróżnych z zagranicy. Potem była głośna awaria elektrowni w Fukushimie w marcu 2011 roku, po której siłą rzeczy zainteresowanie turystów zaczęło spadać. Efekt? W 2012 roku liczba zagranicznych turystów spadła do 8,4 mln ludzi. Jednak od tego momentu liczba turystów rośnie w bardzo szybkim tempie, a Kraj Kwitnącej Wiśni stał się najszybciej rosnącą ważną destynacją turystyczną ostatniej dekady. Z danych UNWTO wynika, że w zeszłym roku liczba zagranicznych turystów wyniosła 28,7 mln ludzi, co oznacza wzrost o 334 proc. w stosunku do 2010 roku.

Z czego to wynika? Przede wszystkim z rozluźnienia przepisów wizowych – w 2013 r. Japonia zniosła wizy m.in. dla obywateli Tajlandii, Malezji, Filipin i Wietnamu, a w tym roku m.in. dla obywateli Indii i Ukrainy. Zdecydowanie najszybciej rośnie jednak liczba chińskich turystów. To właśnie Chińczycy i ich rozbudzony apetyt na podróże to głównie “winowajcy” nadmiernego zapychania się niektórych krajów.

Wystarczy spojrzeć na statystyki – na początku XXI wieku na zagraniczne wyprawy decydowało się średnio ok. 10,5 mln obywateli Państwa Środka. W zeszłym roku ta liczba skoczyła drastycznie aż do 145 mln osób – to wzrost aż o 1380 procent. O tym jak bardzo turyści z Chin są pożądani, pisaliśmy już m.in. przy okazji tekstu na temat Finlandii i jej narodowego przewoźnika. Decydującym czynnikiem jest to, jak dużo pieniędzy wydają turyści z tego kraju, zwłaszcza w porównaniu do innych nacji. Znów powołajmy się na dane UNWTO – wynika z nich, że w 2016 r. turyści z Chin wydali zagranicą ponad 261,1 mld USD, a kwoty te oczywiście są coraz wyższe z roku na rok – w zeszłym roku miały przekroczyć 300 mld USD.

Dla porównania – uchodzący za rozrzutnych turyści z USA wydali w zeszłym roku “zaledwie” 123,6 mld USD.

Jak to się ma do Japonii? W 2014 r. Chińczycy stali się największą zagraniczną nacją odwiedzającą ten kraj, wyprzedzając obywateli Korei Południowej. Rocznie do Kraju Kwitnącej Wiśni przybywa ponad 6 mln przybyszów z Chin.

Zbyt wielu turystów spowodowało oczywiście niezadowolenie mieszkańców. Zwłaszcza w tak cennych i wartościowych historycznie miastach jak Kioto, którego władze twierdzą, że powoli jest ono “rozjeżdżane” przez turystów. Władze Japonii niby rozumieją te obawy, ale z drugiej strony nastawiają się na drastyczny wzrost liczby odwiedzających – w 2020 roku, gdy Tokio będzie organizować letnie igrzyska olimpijskie, liczba zagranicznych turystów ma przekroczyć poziom 40 mln osób.

Jak stara się walczyć z nadmiarem turystów Japonia? Są to pomysły, które w największej mierze mają reperować… państwową kasę. Tak jest choćby z tzw. “sayonara tax”, czyli specjalnym podatkiem, który ma być nakładany na wszystkich ludzi, którzy wyjeżdżają z Japonii. Kraj ten wprowadził też drakońskie ograniczenia na Airbnb, które w zamyśle mają nieco “ucywilizować” szarą strefę noclegową. Na razie powodują jednak tylko komplikacje – w weekend z dnia na dzień znany serwis anulował ponad 48 tys. rezerwacji noclegowych w zgodzie z nowymi regulacjami.

Drugim najszybciej rosnącym krajem z grona tych “hitowych” są…

2. Indie

Tu z uwagi na ogromną powierzchnię tego kraju nie możemy mówić jeszcze o nadmiarze odwiedzających, choć najważniejsze miejsca dla turystów już przeżywają spore oblężenie. W okresie od 2010 do 2017 r. liczba zagranicznych turystów odwiedzających Indie wzrosła o 191 proc., wciąż jednak jest to ledwie nieco ponad 10 mln zagranicznych turystów rocznie. Mimo to najbardziej popularne zabytki w Indiach są już tak oblegane, że wprowadza się tam limity i ograniczenia. Tak jest choćby ze słynnym mauzoleum Tadż Mahal w Agrze, gdzie od 1 kwietnia wprowadzono limit czasu zwiedzania dla wszystkich turystów, wynoszący maksymalnie 3 godziny. Powodem wprowadzenia tej decyzji były tłumy ludzi – każdego dnia znany zabytek odwiedza ponad 50 tys. osób.

Wietnam
Foto: Junphoto / Shutterstock

3. Wietnam (wzrost o 158 proc.)

Ten kraj przeżywa rozkwit zainteresowania szczególnie w ostatnich latach. Spójrzmy zresztą na bieżące dane – w zeszłym roku odwiedziło go aż 12,9 mln zagranicznych turystów, czyli aż o 29,1 proc. więcej niż rok wcześniej. A według najnowszych danych – od stycznia do końca maja Wietnam odwiedziło aż 6,7 mln obcokrajowców, czyli… aż o 27 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok temu! Dla porównania: w 2009 roku do Wietnamu przybyło ledwie 3,77 mln podróżnych z zagranicy.

Na tak duże zainteresowanie wpływa swoista moda na ten egzotyczny kraj, jego kulturę i kuchnię – w minionym roku Wietnam znalazł się na listach “top 10 najbardziej polecanych kierunków turystycznych świata” w zestawieniach Lonely Planet, CNN, Guardiana, TripAdvisor i innych tego typu periodyków.

Ale w ślad za tak dużą dynamiką wzrostu nie idzie niestety infrastruktura. Wietnam uchodzi przy tym za kraj relatywnie bezpieczny o stabilnej sytuacji politycznej, jednak z drugiej strony – szczególnie w najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejscach nie brakuje kieszonkowców czy też po prostu miejscowych żerujących na łatwowierności turystów. To jednak kwestia mentalności miejscowych, ale równie ważna jest sama strategia rozwoju turystyki.

Wietnam ma tutaj dwa ambitne cele: po pierwsze, wyciągnąć turystów z najbardziej znanych turystycznych punktów (przy tym najbardziej zatłoczonych) i pokazać im piękno innych części kraju.

– Wszystkie kraje Delty Mekongu mają ten sam problem. Łatwo sprzedają się wycieczki do Angkor Wat czy Siem Reap w Kambodży połączone z innymi największymi atrakcjami w Wietnamie czy innych krajach. Ale prawdziwym wyzwaniem jest połączenie tych atrakcji z mniej znanymi, ale równie atrakcyjnymi miejscami – mówi Jens Thraenhart, dyrektor Mekong Tourism Coordinating Office, w skład którego wchodzą przedstawiciele Tajlandii, Wietnamu, Maynmar, Laosu, Chin i Kambodży.

Drugi cel wydaje się trudniejszy: to sprawienie, by Wietnam stał się atrakcyjny nie tylko dla backpackerów, ale też dla rodzin. A co za tym idzie – aby turyści, którzy odwiedzili Wietnam, chcieli tam wracać.

– To jest coś, co udało się już osiągnąć takim krajom jak Indonezja czy Tajlandia. Z najnowszych danych dla Wietnamu wynika, że liczba zagranicznych turystów, którzy tu wracają, wynosi zaledwie 10 proc. Wszystkich odwiedzających ten kraj. Liczba turystów wciąż rośnie, ale musimy się zacząć przyglądać “jakości” tych turystów, a także temu, ile pieniędzy zostawiają oni w Wietnamie – mówi Ken Atkinson, wiceprezes Vietnam Tourist Advisory Board.

Wietnam planuje, że w 2020 roku przyjmie nawet 20 mln zagranicznych turystów rocznie.

Maya Bay, Tajlandia
Foto: Avatar023 / Shutterstock

4. Tajlandia

Przykład tego kraju najlepiej pokazuje, jak wielkim wyzwaniem, ale jednocześnie pokusą jest nadmiar turystów. Tajlandia przeżywa bowiem w ostatnich latach gigantyczny boom – w 2010 r. odwiedziło ją 15,93 mln zagranicznych turystów, w zeszłym roku – juz 35,38 mln ludzi (w tym aż 9,8 mln Chińczyków).

W tym roku liczba turystów będzie jeszcze większa – w okresie od stycznia do końca kwietnia Tajlandię odwiedziło aż 13,7 mln obcokrajowców, a jeśli myślicie, że to sporo – spójrzcie na oficjalną rządową prognozę. Według szacunków tego kraju – w 2027 roku Tajlandię może odwiedzić aż 67,5 mln turystów z zagranicy!

Efekty turystycznego natłoku są widoczne już teraz. Symbolem tej trudnej sytuacji są zniszczone plaże, m.in. słynna Maya Bay, która kilka dni temu została kompletnie wyłączona z użytkowania na 3 miesiące, czyli do września. Powód? Absolutna degradacja rafy koralowej.

– Turyści nie zdają sobie sprawy z tego, jak mocno przyczyniają się do obumierania rafy koralowej. Smarują się obficie kremami przeciwsłonecznymi, po czym wchodzą do wody i nurkują. A krem ma destrukcyjny wpływ na rafę – mówi Jean-Luc Solandt, zajmujący się ochroną przyrody morskiej. – Nie wspominam tu nawet o osobach, które dotykają korali lub nawet próbują je odrywać na pamiątkę – dodaje specjalista.

Nie jest to zresztą odosobniony przypadek – w 2016 roku w Tajlandii zamknięto 10 popularnych miejsc do nurkowania po tym, jak badania wykazały, że w tych rejonach bieleje nawet 80 proc. raf koralowych.

Tajowie stoją więc w rozkroku – z jednej strony zdają sobie sprawę ze szkód, jakie powoduje nadmiar turystów. Z drugiej – chcieliby ich mieć jak najwięcej. I wydaje się, że zdecydowali się raczej na to, by przyjmować coraz więcej gości z innych krajów. Świadczy o tym choćby niedawna decyzja władz, dotycząca budowy dwóch nowych lotnisk w najbardziej zatłoczonych turystycznie punktach kraju. Jeden port lotniczy powstanie w Chiang Mai, drugi – na wyspie Phuket.

Budowa obu lotnisk ruszy w przyszłym roku i zakończy się za 5-6 lat – każde z lotnisk będzie w stanie przyjąć po 10 mln pasażerów rocznie.

Na piątym miejscu w zestawieniu znajdują się…

5. Zjednoczone Emiraty Arabskie

…gdzie liczba zagranicznych turystów od 2010 r. wzrosła o 116 proc. Jednak w tym przypadku problem jest mniejszy, bo wielu turystów to po prostu pasażerowie transferowi, którzy przesiadają się np. na lotnisku w Dubaju i lecą dalej w świat.

Jednak już kolejny kraj ma problemy bardzo podobne do Tajlandii.

Boracay, Filipiny
Foto: Clinton Jackson / Shutterstock

6. Filipiny (wzrost liczby turystów o 89 proc.)

Tu liczba turystów jest co prawda mniej imponująca niż w Tajlandii (3,5 mln obcokrajowców w 2010 roku kontra 6,62 mln turystów w 2017 roku), jednak też widać już zalążki kłopotów.

Ich symbolem jest zamknięta na sześć miesięcy rajska wyspa Boracay. Powody takie same jak w przypadku Maya Bay, czyli śmieci, zanieczyszczenia i niszczenie unikalnego ekosystemu.

Z powodu zamknięcia wyspy straty hotelarzy z Boracay szacuje się na 250 mln USD. Dodatkowo zagrożonych jest blisko 36 tys. miejsc pracy. Nie było jednak innego wyjścia, bo z powodu fatalnej infrastruktury i braku świadomości ze strony turystów rajska wyspa zaczęła zamieniać się w jeden wielki ściek.

W czołowej dziesiątce rankingu znalazł się też Meksyk (na 9 miejscu, wzrost liczby turystów o 69 proc. w stosunku do 2010 roku), ale dla nas najciekawsze są trzy ostatnie miejsca w zestawieniu, które zdominowali reprezentanci Europy.

Dubrownik
Foto: Roman Babakin / Shutterstock

7. Grecja (wzrost o 83 proc.) i 8. Chorwacja (wzrost liczby turystów o 73 proc.)

O przypadku Grecji rozpisywaliśmy się już w niedzielę, warto natomiast pochylić się nad sytuacją Chorwacji, do której… w dużej mierze doprowadzili Polacy. Jeszcze w 2010 roku Chorwację odwiedzało nieco ponad 10 mln zagranicznych turystów, w zeszłym roku było to aż 17,4 mln osób.

Duża w tym zasługa Polaków, bo jesteśmy piątą nacją najchętniej odwiedzającą ten kraj – w zeszłym roku wczasy w Chorwacji spędziło ponad 934 tys. turystów z naszego kraju. Więcej w Chorwacji było tylko Niemców, Austriaków, Słoweńców i Włochów.

Symbolem kłopotów Chorwacji z nadmiarem turystów jest Dubrownik (na zdjęciu), gdzie władze miasta wprowadziły szereg zakazów i ograniczeń, m.in. maksymalną liczbę turystów, jaka w sezonie letnim może jednocześnie przebywać w murach zapełnionego po brzegi Starego Miasta. Choć problemy z nadmiarem turystów pojawiły się też w innych miastach, na przykład w Splicie.

Z problemu zdaje sobie sprawę minister turystyki Gari Cappeli, który chce napisać na nowo turystyczną strategię kraju. Założenia? Takie same jak w innych krajach: sprawić, by liczba turystów rozkładała się bardziej równomiernie w zależności od pory roku i poszczególnych części kraju. Jak do tego dojść? Chorwacja chce promować niszowe, dotąd nieco pomijane gałęzie turystyki, np. turystykę zdrowotną (tu promowany będzie np. Zagrzeb, choć nie tylko), turystykę rowerową czy też turystyczne szlaki śladami lokalnych kulinarnych specjałów. Ukryty cel jest tu zresztą taki sam jak w innych krajach: sprawić, by turyści wydawali więcej.

Foto: Alfio Finocchiaro / Shutterstock

10. Holandia (wzrost liczby turystów o 64 proc.)

Holandia przyciąga z roku na rok coraz więcej turystów. W zeszłym roku pękł kolejny rekord liczby odwiedzających ten kraj obcokrajowców – liczba turystów wyniosła 17,6 mln osób (wzrost o 11 proc. w skali roku). Tu zdecydowanie najmocniej na najeździe turystów cierpi Amsterdam. Z tego powodu władze miasta wprowadziły dość poważne ograniczenia dla turystów – najmocniej ucierpiał na tym serwis Airbnb i korzystający z niego użytkownicy.

Przedstawiciele miasta zasłynęli zresztą dość mocnymi wypowiedziami na temat natłoku odwiedzających i tego, kto jest winny za ten stan rzeczy.

– Wielu ludzi przyjeżdżających do naszego miasta kompletnie nie szanuje jego charakteru. Zalew turystów sprowadziły na nas tanie linie lotnicze. A najgłośniejsi i najbardziej kłopotliwi są pasażerowie Ryanaira. To samo dotyczy Airbnb. My już naprawdę nie chcemy mieć więcej turystów, bo to nie ma sensu. Jeśli chodzi o Amsterdam, na turystyczną promocję i marketing miasta nie wydajemy już ani jednego euro. Chcemy za to poprawić „jakość” turystów, którzy odwiedzają nasze miasto – chcemy ludzi, których naprawdę interesuje Amsterdam, a nie tych, dla których pobyt w mieście jest tylko pretekstem do imprezowania – powiedział Frans van der Avert, dyrektor ds. Marketingu Amsterdamu.

Jego zdaniem, rozwój Airbnb przyczynia się do tego, że centra europejskich miast powoli umierają.

– Kiedyś ludzie cieszyli się z napływu turystów. Dzisiaj, gdy mówisz im, że turyści dają pracę, oni odpowiadają, że nic ich to nie obchodzi. A my musimy się troszczyć przede wszystkim o mieszkańców, bo to oni są wyborcami i mają decydujący głos. I coraz częściej mówią, że turyści mają zniknąć z Amsterdamu. Dlatego staramy się jakoś wszystko zbilansować, ale jest to trudne: w ścisłym centrum miasta jest tyle ofert wynajmu mieszkań na Airbnb, że wkrótce okolice kanałów będą kompletnie opustoszałe – dodał.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.