REKLAMA

Ostatni kraj w Europie, który nie chce tanich linii i bardzo mu z tym dobrze. Senne marzenie prezesa LOT i twórców CPK

Lotnisko w Helsinkach
Foto: Finavia

Gdyby tylko Finlandia chciała, Laponia mogłaby się stać pod względem popularności drugą Islandią. Sposób, w jaki ten kraj rozwija swoją branżę lotniczą i turystykę, jest imponujący.

Ah, gdyby nie ten cholerny Ryanair i Wizz Air, życie wizjonerów planujących rozwój branży lotniczej w Polsce byłoby dużo prostsze. Nie trzeba by było prowadzić otwartej wojny z Ryanairem w Modlinie i blokować rozwoju lotniska, pewnie nie trzeba by też było budować portu w Radomiu, a może i w kilku innych miastach. No i nie trzeba byłoby się bawić w przenoszenie Wizz Aira i linii czarterowych, bo LOT, nawet rosnąc szybciej od przewidywań, mógłby mieć prawie całe Lotnisko Chopina dla siebie i parkować tam nawet 20 Dreamlinerów w oczekiwaniu na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego.

To oczywiście żart, bo nasz rynek lotniczy nigdy nie byłby w stanie rosnąć tak szybko, gdyby nie tanie linie lotnicze, dzięki którym tak naprawdę wielu Polaków nauczyło się latać i traktować samolot jako środek transportu. Tyle tylko, że teraz, gdy powstał plan uczynienia z LOT regionalnego hegemona i budowy jednego z największych lotnisk w Europie, pojawia się pytanie: jak rozwijać oba te zagadnienia? I tu naturalnym wzorem dla ludzi zarządzających branżą lotniczą w Polsce mogłaby być Finlandia.

Przyjęta w tym kraju strategia nie jest co prawda w każdym elemencie możliwa do zastosowania w Polsce, ale i tak jest bardzo interesującym przypadkiem, który osoby odpowiedzialne za rozwój branży lotniczej powinny wziąć sobie do serca. Na czym się opiera?

Samolot Finnair
Foto: Tannhu / Shutterstock

Tanie linie? Nie zachęcamy jakoś szczególnie

Finlandia ma obecnie 21 lotnisk. Sporo, jak na kraj zamieszkiwany przez ledwie 5,5 mln mieszkańców. Już tutaj pojawiają się też kolejne różnice w porównaniu z Polską, bo wszystkimi lotniskami zarządza jedna firma, czyli państwowa Finavia. Nie mamy takiej sytuacji jak w Polsce, gdzie porty lotnicze należą do rywalizujących ze sobą samorządów. Różnicę widać też w proporcjach wielkości – wszystkie lotniska w 2017 r. obsłużyły łącznie 22,7 mln pasażerów rocznie, ale z tej liczby aż 18,9 mln ludzi przypada na port w Helsinkach.

Różnica jest też taka, że w Finlandii praktycznie nie ma tanich przewoźników. Jest to więc chyba ostatni kraj w Europie (może oprócz Słowenii i Białorusi), który w żaden sposób nie zabiega o low-costy i… wcale mu to nie przeszkadza. Spójrzcie zresztą.

Ryanair lata z Tampere do dwóch dość… egzotycznych kierunków, czyli Bremy i Budapesztu, a także z Lappeenranta do Aten i Bergamo.

Ta ostatnia trasa jest zresztą dość ciekawa, bo Ryanair otworzył ją ze głównie ze względu na… Rosjan, którzy chętnie latają do Grecji – jest to najbliżej położone naszych wschodnich sąsiadów low-costowe lotnisko w Unii Europejskiej.

Wróćmy jednak do naszej wyliczanki. Dalej mamy Wizz Aira, który lata z Turku do Gdańska, a easyJet niedawno otworzył trasę z Helsinek do Berlina. Jest jeszcze Norwegian, ale to by było na tyle z tanich linii. Z czego to wynika?

– Tani przewoźnicy są zainteresowani lotami do Finlandii, ale nasza aktualna strategia opiera się na tym, że oferujemy wszystkim przewoźnikom identyczne warunki i nie planujemy żadnych dodatkowych zachęt czy rabatów dla tanich linii lotniczych. Ale myślę, że dla tanich linii Finlandia może być ciekawym kierunkiem, co pokazuje niedawno otwarta trasa przez easyJet – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Heikki Koski, chief digital officer w Finavii.

– Czy to protekcjonizm? Ostatecznie low-costy nie chcą tu latać, bo jest daleko, ale jednak chyba faworyzujecie w ten sposób Finnaira – pytam.

– To nie tak. Chcemy po prostu być fair, a jeśli zaczniemy modyfikować naszą ofertę dla jednej linii lotniczej, to zaraz pojawią się inne, które będą chciały mieć podobne warunki. To nie jest sposób na zdrowe prowadzenie biznesu – mówi Koski.

Te słowa przy ewentualnych negocjacjach z Ryanairem brzmią jak bluźnierstwo. A akurat w przypadku Irlandczyków niewiele brakowało, aby mocno pojawili się w stolicy Finlandii. Ryanair prowadził bowiem zaawansowane rozmowy z Finnairem w sprawie dowożenia pasażerów tej linii na dalekie trasy do Azji. Sprawy nie udało się jednak doprowadzić do końca, a jednym z powodów jest położenie geograficzne Finlandii. Z jednej strony jest to idealne położenie przy lotach do Azji, bo dzięki temu Finnair oferuje najkrótsze loty z Europy na ten kontynent. Z drugiej strony – loty typu point-to-point z Finlandii do innych krajów są mało efektywne, bo do większości państw Europy Zachodniej podróż samolotem z Finlandii zajmuje przynajmniej 3 godziny. To zaś oznacza, że na wielu trasach w Europie, gdzie samoloty są w stanie zrobić dwie rotacje dziennie, w przypadku trasy do Finlandii maszyna może wykonać tylko jedną.

– Kiepskie położenie Finlandii to duża wada. Dlatego wolimy kierować samoloty do Niemiec Węgier czy innych krajów, gdzie jest większe zainteresowanie ze strony pasażerów – mówi David O’Brien, dyrektor ds. handlowych Ryanaira.

Laponia
Foto: Delpixel / Shutterstock

Laponia drugą Islandią?

A Finlandia z pewnością ma wiele miejsc, które dzięki obecności low-costów mogłyby stać się prawdziwymi hitami wśród turystów w Europie. Choćby Laponia, czyli ojczyzna św. Mikołaja.

– Moim zdaniem to miejsce ma zdecydowanie potencjał, aby stać się drugą Islandią – mówi Arunas Skuja, dyrektor Finnaira odpowiedzialny za Europę Środkowo-Wschodnią.

Brzmi to jak zachęta, ale też trochę jak zagrożenie. Doskonale pamiętamy bowiem, że turystyka, którą przez lata Islandczycy traktowali jak błogosławieństwo, dziś dla wielu z nich jest przekleństwem. I nic dziwnego – skoro liczba turystów przekracza sporo ponad 2 mln ludzi rocznie, czyli 7 razy więcej niż mieszka na tej malowniczej wyspie.

Laponia przyciąga zresztą jak magnes – tylko największe miasto regionu, czyli Rovaniemi, rocznie przyciąga ponad pół miliona turystów rocznie. Czy może być ich więcej? Tak, ale wydaje się, że Finlandia nie chce „przegrzać” koniunktury. I bardzo dobrze. W efekcie zamiast low-costów monopolistą dowożącym pasażerów do krainy św. Mikołaja jest Finnair, który ostatnio zaczął uruchamiać bezpośrednie rejsy z Europy. Tej zimy uruchomi na przykład bezpośrednie połączenie na lotnisko Kittila ze stolicy Estonii – Tallinna. Do tego dochodzi bardzo dużo ruchu przesiadkowego przez Helsinki – Finnair szacuje, że w tym roku zwiększy liczbę dostępnych foteli na trasach do Laponii o 15 proc. w skali roku, o poziomu 480 tys. miejsc.

Chińscy turyści
Foto: Kike Fernandez / Shutterstock

Finowie stawiają na Azję

Oczywiście, w tym miejscu możemy trochę żałować, że nie da się polecieć tanimi liniami z Polski np. do Rovaniemi. Ale z drugiej strony, trzeba docenić ich pomysł biznesowy, który opiera się na prostej zasadzie: promujemy pasażerów, którzy wydają u nas najwięcej pieniędzy. Takimi pasażerami są zaś Azjaci, a przede wszystkim Chińczycy. Liczby nie kłamią: z danych firmy TAK analizującej przychody z turystyki wynika, że przeciętny obcokrajowiec przybywający do Finlandii wydawał w 2016 r. 298 EUR. Z kolei statystyczny turysta z Chin wydawał aż 896 EUR Często zaś są to zdecydowanie wyższe kwoty, bo Finowie na przybyszy z Państwa Środka chuchają i dmuchają.

Finlandia stała się m.in. pierwszym krajem w Europie, który akceptuje AliPay, czyli cyfrowy system płatności, bardzo popularny w Chinach. W Rovaniemi w Laponii można płacić przy pomocy Alipay za wszystko: w kawiarni, restauracji, za saunę, a nawet za wynajęcie piesków i wycieczki saniami po śnieżnej głuszy.

Efekt? Lawinowo rośnie liczba turystów z Chin oraz w Japonii. Widać to po statystykach Finnaira, który przez lata zbudował sobie pozycję bardzo silnego gracza na rynku połączeń Europy z Azją. W zeszłym roku przez lotnisko w Helsinkach przewinęło się ponad 600 tys. Chińczyków i 700 tys. Japończyków. Dla porównania: lotnisko przyjęło też w zeszłym roku 293 tys. pasażerów z Polski (wzrost o 6,4 proc.)

– W tygodniu obsługujemy aż 104 bezpośrednie połączenia z Helsinek do Azji. Nie mamy sobie równych w krajach nordyckich, ale i w całej Europie. Dla porównania: Sztokholm ma 23 połączenia do Azji w tygodniu, Kopenhaga – 45, a Oslo – tylko 7 – mówi Koski.

Lotnisko też się rozbudowuje. Cel? Pasażer ma się czuć dobrze

Lwią część tych połączeń wykonuje Finnair, który ma bardzo silną pozycję na lotnisku w stolicy Finlandii – narodowy przewoźnik tego kraju odpowiada aż za 62 proc. całego ruchu w tym porcie lotniczym.

A szybko rosnący przewoźnik sprawia, że rozbudowywać musi się lotnisko.

I nie chodzi tylko o strefę komercyjną, choć już teraz Helsinki nie mają się czego wstydzić – na terenie lotnisko są 44 sklepy wolnocłowe i 31 restauracji. W ramach rozbudowy portu lotniczego na lotnisku pojawi się więcej miejsc do relaksu i odpoczynku, dużo zieleni i drewnianych elementów, a także nowy centralny punkt lotniska, czyli tzw. plaza – miejsce do złudzenia przypominające miejski skwerek.

– Nasz pasażer transferowy spędza przeciętnie na lotnisku 1,5 do 2 godzin, a najkrótsze przesiadki wynoszą 35 minut. Nie planujemy więc budowy sal kinowych czy lodowisk jak w Azji, ale po prostu przyjemnego miejsca do spędzenia czasu między lotami. Co także może być większą zachęta dla pasażera do zrobienia zakupów – mówi Koski.

Poniżej znajdziecie kilka wizualizacji prezentujących projekt trwającej właśnie rozbudowy lotniska w Helsinkach.

Lotnisko Helsinki
Foto: Finavia
Foto: Finavia
Lotnisko w Helsinkach

W 2017 roku lotnisko w Helsinkach odprawiło 18,9 mln pasażerów. W przyszłym roku planuje przekroczyć poziom 20 mln pasażerów, a w 2025 roku – 25 mln obsłużonych pasażerów rocznie.

Dla porównania: Finnair obsłużył w 2017 roku 11,9 mln ludzi – o  9,6 proc. więcej niż 12 miesięcy wcześniej.

 

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Finowie to jednak madry narod. Moze i kogos bulwersuje ze nie ma "zachet" dla Ryanaira (czyli doplacania irlandzkiemu bandycie by zechcial skierowac tam swoje swinioloty), ale dla mnie to raczej normalna postawa godna pochwaly. Tak samo postawienie na turystow z Azji - oni zwyczajnie wydaja wiecej. Do tego sa spokojni i w miare nie narzucajacy sie swoja obecnoscia. Kto chce, odwiedzi atrakcje Finlandii i tak, a po tym co dzieje sie z Islandia ostroznosc Finow rozumiem doskonale.
otakesan, 3 maja 2018, 10:41 | odpowiedz
Avatar użytkownika
A to Bergamo jest już w Grecji?
obibok, 3 maja 2018, 12:09 | odpowiedz

Do których krajów pojedziemy bez problemu? Wszystkie obostrzenia w jednym miejscu! »
REKLAMA
porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.