Fly4free.pl

Linie w desperacji, by przyciągnąć pasażerów. Gotowe są nawet dopłacać, byle skusić Was do latania

Foto: paparacy / Shutterstock

Nielimitowane loty w weekendy do końca roku za równowartość 1800 PLN czy bilety na święta za równowartość kilkudziesięciu groszy – w ten sposób linie lotnicze w Azji starają się odbudować zaufanie do latania. Niektórym idzie całkiem nieźle, choć płacą za to – dosłownie i w przenośni – bardzo wysoką cenę.

O tym, jak trudny jest to rok dla branży lotniczej i turystycznej w Europie, napisano już całe tomy. Po szalonym okresie wakacyjnym, gdy nastąpiło delikatne odbicie w ruchu lotniczym, nadchodzi jesień i wraz ze zwiększoną liczbą nowych przypadków zachorowań na koronawirusa znów pojawiają się restrykcje i ograniczenia, a linie lotnicze tną swoje siatki połączeń. Co zresztą doskonale widzimy w Polsce, obserwując choćby ruchy Ryanaira i Wizz Aira. W tej sytuacji spoglądamy w stronę Chin czy Azji Południowo-Wschodniej, gdzie – przynajmniej oficjalnie – pandemia koronawirusa jest pod kontrolą, a tamtejsi przewoźnicy desperacko starają się ożywić ruch lotniczy. I idzie im to całkiem dobrze, choć cena, jaką muszą za to zapłacić, jest ogromna. Jakich sposobów imają się linie lotnicze w tym regionie?

Z analizy agencji Reuters wynika, że metoda jest prosta – to bardzo niskie ceny biletów, byle tylko skusić pasażerów do podróży. Przykładów jest sporo: w czerwcu linie China Eastern Airlines zaoferowały swoim pasażerom promocyjne bilety na… nielimitowaną liczbę lotów krajowych w weekendy do końca roku. Zazwyczaj ceny biletów od piątku do niedzieli są znacznie wyższe niż w tygodniu, tym razem cena za pół roku latania bez limitów została określona na nieco ponad 3300 juanów, czyli niewiele ponad 1800 PLN.

Inni przewoźnicy stosują podobne praktyki, sprzedając za bezcen bilety na najbardziej atrakcyjne terminy w ciągu roku. Dobrym przykładem jest tu wietnamska linia VietJet, która kilka tygodni temu ogłosiła, że sprzedaje 1,5 mln biletów na 50 trasach krajowych z centralnej i północnej części kraju na południe w okresie święta Tet, czyli wietnamski Nowy Rok, który w przyszłym roku przypada na 12 lutego. Ceny w tym przypadku zaczynają się od 9 centów, czyli… 34 groszy. Widzimy więc, że desperacja przewoźników, by pobudzić popyt jest duża, ale… czy to im się opłaca?

Rynkowi eksperci nie zostawiają żadnych wątpliwości.

Dochodzimy do momentu, w którym niektóre linie będą dopłacać pasażerom do ich podróży, oferując im darmowe miejsca, a następnie próbując zarabiać na usługach dodatkowych, jednocześnie odbudowując zaufanie ludzi do latania – mówi John Grant, główny analityk firmy badawczej OAG.

Z jakim efektem? Patrząc na oferowanie, nie jest źle – według OAG, chińscy przewoźnicy oferują obecnie 90 procent miejsc w stosunku do analogicznych danych z ubiegłego roku. Zdarzają się nawet takie przypadki jak linia China Southern Airlines, która w sierpniu zanotowała delikatny wzrost liczby przewiezionych pasażerów w stosunku do analogicznego miesiąca sprzed roku. Z drugiej strony – “inwestując” w tańsze bilety, przewoźnicy ponoszą ogromne straty.

W okresie od początku roku do końca czerwca skumulowana strata 3 największych linii lotniczych w Chinach (Air China, China Southern Airlines i China Eastern Airlines) wyniosła aż 3,8 mld USD, w tym 1,8 mld USD w okresie kwiecień-czerwiec, gdy ruch lotniczy zaczął się powoli odbudowywać.

Foto: Sittirak Jadlit / Shutterstock

Eksperci wskazują na to, że dla branży lotniczej nie ma jednak innej drogi, bo kluczowe jest odzyskanie zaufania przez pasażerów. To jest jednak bardzo chwiejne – agencja Reuters wskazuje na przykłady Wietnamu i Nowej Zelandii. To kraje, które praktycznie zamknęły się na międzynarodowy ruch lotniczy, ale dobrze poradziły sobie z koronawirusem, a dodatkowo mają bardzo rozbudowany sektor lotów krajowych, więc w ostatnich miesiącach notowały wzrosty. Gdy jednak liczba nowych zakażeń skoczyła w górę, przewoźnicy niemal z dnia na dzień zaczęli drastycznie redukować liczbę połączeń.

– Patrząc na branżę lotniczą w innych regionach widzimy, że niektóre elementy zastosowane w Chinach mogą posłużyć do odbudowy popytu. Ale wszystkie te działania nie będą miały znaczenia bez efektywnego okiełznania wirusa – mówi Derek Sadubin, dyrektor zarządzający firmy analitycznej CAPA Centre for Aviation.

Spełnia się przepowiednia O’Leary’ego?

Próbując przenieść doświadczenia z Chin i innych krajów Azji Południowo-Wschodniej na europejski grunt widzimy, że w stosunkowo najlepszej sytuacji są tanie linie lotnicze, które do pewnego stopnia uniezależniły się od cen biletów, Zarabiają bowiem na wszelkich dodatkowych usługach: większym bagażu podręcznym czy opcji wyboru miejsca w samolocie. W Europie mistrzem w tej rozgrywce jest Wizz Air, gdzie przychody pozalotnicze (czyli wszystko, co nie jest gołym biletem) zaczynają się zbliżać do 50 procent. Oczywiście, pandemia sprawiła, że niektóre z usług są mniej popularne, ale i tak tanie linie mogą liczyć na nie jako dodatkowe źródło pieniędzy.

Jednocześnie spełnia się prognoza szefa Ryanaira, który kilka lat temu stwierdził, że jego celem jest oferowanie pasażerom darmowych biletów, bo linia będzie zarabiała na dodatkowych usługach.

Oczywiście, kontekst tamtych słów zupełnie nie przystaje do obecnych realiów – O’Leary mówił to bowiem w czasie lotniczej hossy, gdy Ryanair i inne czołowe linie rosły w dwucyfrowym tempie. Dzisiaj okazuje się, że niektórzy przewoźnicy na stałe włączą bilety za bezcen do swojej oferty. I wcale nie dlatego, że taki mają pomysł na biznes. Raczej dlatego, że od tego będzie zależeć ich przyszłość i dalsza egzystencja.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »