Kolejne polskie lotnisko ma duży problem. Miasto zakręca kurek z kasą!
Jeśli marszałek województwa kujawsko-pomorskiego nie wpompuje w lotnisko w Bydgoszczy kolejnych milionów, port lotniczy może jeszcze długo pozostać pusty – czytamy w “Wyborczej”. Samo lotnisko przyznaje, że sytuacja jest trudna. A o co tak naprawdę chodzi? O wielomilionowe dopłaty dla Ryanaira za to, że irlandzka linia wciąż będzie latać z tego lotniska. Jeden z udziałowców lotniska, czyli miasto Toruń, ogłosiło właśnie, że dopłacać do lotów z Bydgoszczy już nie zamierza.
Bydgoskie lotniska jest jednym z najmocniej pokiereszowanych portów w Polsce przez ostatnie cięcia siatki połączeń: po tym, gdy Ryanair zawiesił stąd wszystkie trasy do końca marca, na lotnisku przez kilka tygodni nie będzie żadnych lotów pasażerskich. Sytuacja może się zmienić dopiero na początku marca, bo zgodnie z systemem rezerwacyjnym, wtedy połączenie do Warszawy ma przywrócić LOT (choć w czasie pandemii nic nie jest pewne).
Jednak teraz okazuje się, że większym problemem jest wznowienie lotów przez Ryanaira, który jest zdecydowanie największym przewoźnikiem w Bydgoszczy. I to z kilku powodów: przede wszystkim dlatego, że Ryanair lata stąd do Wielkiej Brytanii i Irlandii, czyli dwóch krajów, w których wprowadzono ostre restrykcje związane z pandemią i nie wiadomo, kiedy zostaną one zakończone.
Drugi powód jest znacznie poważniejszy: jak czytamy w “Wyborczej”, chodzi o umowę na promocję województwa kujawsko-pomorskiego na pokładach samolotów. To jednak tylko swego rodzaju wytrych prawny – tak naprawdę jest dopłata do lotów, dzięki której Ryanair jest w ogóle obecny na bydgoskim lotnisku, ale nie tylko. Podobnie robi też wiele innych samorządów i lotnisk, zwłaszcza mniejszych.
Na czym polega problem? Obecna umowa, zawarta na początku 2018 roku, skończyła się pod koniec października 2020 roku. Ryanair zebrał wówczas 16,5 mln PLN za “promocję”, a zrzucały się na niego solidarnie miasta Bydgoszcz (4,8 mln PLN), Toruń (2,7 mln PLN), resztę zaś dokładał marszałek województwa.
Jednak teraz, gdy nowy przetarg na promocję jest przygotowywany, Toruń już zapowiedział, że nie zamierza dorzucać się do tego projektu. Dlaczego?
– Dotychczasowe efekty promowania Torunia w liniach lotniczych nie przynosiły efektów o spodziewanych rozmiarach, a koszty tej formy promocji były zbyt wysokie, w porównaniu z innymi przedsięwzięciami promocyjnymi, które podejmujemy – mówi Anna Kulbicka-Tondel, rzecznik prezydenta Torunia, cytowana przez “Express Bydgoski”.
Kto dopłaci brakujące pieniądze? Miasto Bydgoszcz już deklaruje, że nie planuje zwiększać swojego wkładu finansowego.
Być może jednak decyzja Torunia ma głębsze podłoże, które jest związane ze sporem o… zmianę nazwy lotniska.
Port lotniczy Bydgoszcz-Toruń? Skandal!
Chodzi o sytuację z 2016 roku, gdy władze Torunia (mającego symboliczne 0,03 proc. Udziałów w lotniskowej spółce) zaoferowały dodatkowe 5 mln PLN dofinansowania dla lotniska, ale w zamian chciały zmiany nazwy lotniska na “Port Lotniczy Bydgoszcz-Toruń”. Zważywszy na to, że oba miasta od lat ze sobą rywalizują, można było się spodziewać, jaka będzie odpowiedź. Bydgoszczanie byli oburzeni, propozycję publicznie obśmiał prezydent miasta, a lokalne media publikowały mnóstwo ostrych listów otwartych w tej sprawie. Pomysł więc upadł, a zadra… została.
Lotnisko ma pieniądze na bieżącą działalność
Obecna sytuacja lotniska jest trudna, choć nie beznadziejna – pod koniec października lotnisko zostało dokapitalizowane przez marszałka kwotą 12 mln PLN, co ma zapewnić spółce środki na funkcjonowanie w 2021 roku. Pytanie tylko, jak będzie wyglądała siatka połączeń?
– Trudno dziś przewidzieć, jaki będzie rok 2021, ze względu na wciąż zmieniające się okoliczności. Podejmowanie długofalowych, strategicznych decyzji w obliczu tylu niewiadomych stanowi ogromne ryzyko, dlatego staramy się działać elastycznie. Jesteśmy przygotowani do powrotu pasażerów, wdrożone są wysokie standardy sanitarne i bezpieczeństwa. Zarówno przewoźnicy rejsowi, jak i touroperatorzy, są zainteresowani kontynuowaniem swej oferty lotów z Bydgoszczy. Wszystko zależy jednak od tego, jak szybko zapanujemy nad pandemią. Pracujemy również nad nowymi strategicznymi celami lotniska, które będą dywersyfikowały nasze przychody, a także rozwijały nasz region – mówi Tomasz Moraczewski, prezes lotniska w Bydgoszczy.
Małe lotniska mają problem
Czas pokaże, w jakiej formie Ryanair wróci do Bydgoszczy, ale nie da się ukryć, że problemy mają też inne lotniska. Nie może być zresztą inaczej – jak pisaliśmy na naszych łamach, w minionych 12 miesiącach polskie lotniska obsłużyły niecałe 30 procent pasażerów z 2019 roku. Nie da się jednak ukryć, że w najgorszej sytuacji są małe lotniska. Można się spodziewać, że coraz więcej samorządów będzie tracić cierpliwość do finansowania takich deficytowych inwestycji, zwłaszcza w czasie pandemii koronawirusa i zmniejszonych przychodów do budżetu. Pierwszy przykład już mamy: władze Łodzi ogłosiły, że mają dość dopłacania milionów złotych do tego projektu, więc będą chciały sprzedać lotnisko jak najszybciej. Szczegółów na razie brakuje, ale władze miasta wspominają o możliwych inwestorach z Chin lub Indii, którzy mogliby tu stworzyć swój hub logistyczny. Wcześniej pojawiały się też informacje o problemach finansowych lotnisk w Modlinie i Goleniowie, jednak w obu tych przypadkach duże znaczenie miał też konflikt udziałowców, a więc PPL i władz lokalnych.