„Testament jest w lewej szufladzie”. Jak się latało w Polsce 90, 60 i 40 lat temu – przeczytaj wspomnienia
„Wniebowzięte” to historia latania w Polsce opowiedziana przez stewardesy – kobiety, które w PRL były obiektem zazdrości wszystkich. Bo z jednej strony nocowały w najlepszych hotelach, zarabiały w dolarach, wyjeżdżały na zachód i kupowały modne ubrania. Ale jest też druga strona medalu – bycie stewardesą w PRL to praca po dwanaście godzin na dobę przez niemal trzydzieści dni w miesiącu, konieczność radzenia sobie ze zmęczeniem, z trudnymi pasażerami, z służbami bezpieczeństwa i celnikami, którzy patrzą na ręce, z chorobami, ze strachem o życie swoje i koleżanek.
Zobaczcie, jak z perspektywy ich oraz pasażerów wyglądało latanie w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
Stewardesy wspominają też pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do Polski z 1979 r., który w drogę powrotną do Rzymu wracał specjalnie przystosowanym Tu-134 LOT.
Kiedy papież wsiadał już do samolotu, jedna ze stewardes uklękła i pocałowała go w pierścień.
- To było automatyczne. Przecież nigdy wcześniej papieża nie spotkałam. Nikt mi nie powiedział, jak się zachować, nie było żadnych instrukcji, żadnej specjalnej etykiety. Koleżanka chyba wiedziała więcej, bo nie pocałowała – wspomina tamto wydarzenie stewardesa.
Nie wiedziała, że gdy leciała z papieżem do Rzymu, w Polsce rozpętała się burza.
"(....)Pełno zagranicznych dziennikarzy widziało, jak pracownik państwowego, komunistycznego przedsiębiorstwa całuje papieża w rękę. Wszystko nagrane, poszło w świat. Ktoś z rządu dzwoni do LOT-u. Już wie, kto pocałował papieża w rękę. „Natychmiast ma być wyrzucona z pracy!” – instruuje.(...)"
Ostatecznie do zwolnienia nie doszło, bo władze zdały sobie sprawę, że mogłoby to wywołać wielki międzynarodowy skandal.
Fot. Wikipedia
