Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 32 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 25 Cze 2018 22:21 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
Po latach obserwowania forum postanowiłem na jego łamach zamieścić relację (mam nadzieję, że prowadzoną w miarę na bieżąco) z wyprawy do Peru i Boliwii na którą ruszam wraz z 12-letnim synem :lol:
Ze względu na tematykę forum czuję się w obowiązku przedstawić trasę naszych lotów i w bardzo ogólnym zarysie planowaną trasę podróży po Peru i Boliwii. Na dzień dzisiejszy plan podróży na miejscu jest bardzo mglisty więc dokładna prezentacja mija się z celem… dla osób ciekawych co z tego wyniknie zapraszam do śledzenia relacji :roll:

Pozdrawiam, Andrzej


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 26 Cze 2018 00:42 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
25.06.2018 (poniedziałek)
Naszą podróż zaczynamy w poniedziałkowy ranek na pl. Defilad w Warszawie;), skąd busem Transway jedziemy do Lublina. Samą podróż lepiej przemilczeć, bo nie była zbyt komfortowa… ale najważniejsze, że chwilę po 10-ej jesteśmy na miejscu. Ponieważ mamy pewien zapas czasu, to najpierw ruszamy na lubelskie Stare Miasto… które rzeczywiście zasługuje na to aby zaliczać je do grona najpiękniejszych w Polsce. Szczególnie jest to duża gratka dla miłośników „pogranicza kultur”.
Załącznik:
20180625_103559c.jpg

Załącznik:
20180625_103857c.jpg

Załącznik:
20180625_104431c.jpg

Po godzinnym spacerze ruszamy na dworzec… co okazuje się sporym wyzwaniem. 3-kilometrowy spacer z plecakami kosztuje nas trochę sił, ale docieramy około 15-minut przed odjazdem pociągu. Na koniec jeszcze czeka nas krótki wyścig na peron nr 4, do którego dojście (raczej chwilowo) jest dość pokrętne Ale ostatecznie jesteśmy 5 minut przed odjazdem pociągu. Dojazd na lotnisko w Świdniku zajmuje jedynie 15 minut i na lotnisku meldujemy się w samo południe. Nadajemy bagaż – dwa plecki (choć tylko jeden mamy opłacony to miła Pani w obsłudze EasyJet namawia nas na nadanie również „podręcznego” plecaka - Forclaz 50).
Załącznik:
20180625_134645cc.jpg

Nasz lot jest opóźniony około 30 minut i w Mediolanie (MXP) lądujemy chwilę przed 16-tą. Dodatkowo opóźnia się wyjście z samolotu, i w końcu bagaż odbieramy dopiero o 16:30, przez co spóźniamy się na nasz hotelowy „shuttle bus” i musimy czekać na następny prawie 45 minut. Do hotelu Hilton Garden Inn, gdzie mamy zarezerwowany nocleg, jedziemy razem z pilotem naszego samolotu :shock:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand 29 Cze 2018 04:55, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 27 Cze 2018 09:42 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
Po krótkim odpoczynku w hotelu ruszamy do miasteczka - Somma Lombardo. To dość spokojna miejscowość, licząca około 15 tys. mieszkańców, nie wyróżniająca się niczym szczególnym... Jedna z ciekawostek jest fakt, ze w tutejszym zamku w 1535 roku urodził się Niccolo Sfondrati, późniejszy papież - Grzegorz IV.
Załącznik:
20180625_190032c.jpg

Załącznik:
20180625_190133c.jpg

Po 3h spacerze i kolacji wracamy do hotelu, i w końcu zabieram się za relację.
Załącznik:
20180625_204819c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand, 27 Cze 2018 18:53, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 27 Cze 2018 12:26 

Rejestracja: 14 Mar 2014
Posty: 1238
Loty: 85
Kilometry: 125 454
srebrny
Fajnie się zapowiada, dobrze słyszeć pozytywne opinie o moim mieście wojewódzkim.
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 27 Cze 2018 19:37 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
26.06.2018 (wtorek)
Dzień zaczynamy wcześnie, bo już o 4:40 i po pół godzinie opuszczamy hotel. Zabieramy się pierwszym kursem hotelowego shuttle bus-a. Na lotnisku jesteśmy po 15 minutach i ekspresowo odprawiamy się na lot do Zurychu. Na śniadanie idziemy do całkiem przyjemnego saloniku Lufthansy, który znajduje się niedaleko naszej bramki.
Załącznik:
20180626_063221c.jpg

Załącznik:
20180626_055805c.jpg

Załącznik:
20180626_055818c.jpg

Sam lot trwa około godziny, a serwis ogranicza się do wody i mundialowych pralinek, ale najlepszy jest widok bajecznych Alp.
Załącznik:
20180626_073919c.jpg

Załącznik:
20180626_073942.jpg

W Zurychu mamy dość mało czasu (około 1,5h), więc żwawym krokiem ruszamy w kierunku terminalu E, skąd odlatuje nasz Airbus
A330 do Nowego Jorku. Po około 30 minutach jesteśmy na miejscu. Dzięki *G w Star Alliance omijamy olbrzymią kolejkę do kontroli imigracyjnej. Niestety po jej przejściu okazuje się, że oznaczenie 'SSSS' znajdujące się na mojej karcie pokładowej oznacza dodatkową kontrolę bezpieczeństwa, którą przechodzi się za czarnym parawanem przy bramce. Po kilku minutach testów strażniczka uznaje, ze nie stanowię zagrożenia dla USA i możemy lecieć. Właśnie zaczyna się boarding. Mamy miejsca w środkowym rzędzie, tuz za bussiness class, więc mamy dużo miejsca na nogi. Niestety po chwili okazuje się, że przez awarię "komputera' sterowania ruchem we Francji lot będzie opóźniony i musimy czekać... Startujemy w końcu o 11:35, ponad 1,5h po planowanym czasie. Serwis i lot jest całkiem przyjemny;)
Załącznik:
20180626_120327c.jpg

Załącznik:
20180626_153144c.jpg

Jest czas na chwile odpoczynku, planowanie i uzupełnienie relacji. System rozrywki pokładowej nie jest może najnowocześniejszy, ale wybór filmów jest dość duży. Oglądam m.in. znakomity dokument 'Dejame Vivir' o niezwykłej pasji biegania po górach. Polecam!
Załącznik:
20180626_141405c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand, 29 Cze 2018 05:00, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 27 Cze 2018 22:22 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
W Nowym Jorku lądujemy na terminalu T4 około 14-ej. Sprawy wizowe załatwiamy dość sprawnie i po odebraniu plecaków ruszamy na poszukiwanie przechowalni bagażu, którą znajdujemy bez większego problemu w hali przylotów na krańcu terminala. Przepakowanie się i załatwienie formalności zajmuje dłuższą chwilę, ale w końcu możemy ruszać. Kolejką AirTrain podjeżdżamy do stacji Jamaica i stamtąd niebieską linią metra (E) jedziemy na Dolny Manhattan.
Załącznik:
20180626_160111c.jpg

W NYC rolę przewodnika wciela się Leon i on bierze sprawy w swoje ręce. Zwiedzanie zaczynamy od World Trade Center, gdzie m.in. wjeżdżamy na 102 piętro One World Observatory (bilety kupiliśmy na miejscu, praktycznie bez kolejki). Naszym zdaniem widok panoramy NYC jest znakomity i warto wydać te 37$.
Załącznik:
20180626_164742c.jpg

Załącznik:
20180626_165108c.jpg

Załącznik:
20180626_173112c.jpg

Załącznik:
20180626_181200c.jpg

Później spacerujemy głównie po Manhattanie podziwiając takie atrakcje jak: Financial District, panoramę nadbrzeża rzeki Hudson, most Brookliński, itd. Oczywiście nie może też zabraknąć wizyty w McDonnaldzie i Starbucksie. Wieczór kończymy na Times Square. W ciągu 6 godzin przeszliśmy 20 km (a rejestrację trasy włączyłem dopiero po wizycie na tarasie widokowym), więc jesteśmy trochę zmęczeni… ale Leo powtarza, że trzeba ćwiczyć przed Peru :)

Załącznik:
20180626_195932c.jpg

Załącznik:
20180626_200720c.jpg

Załącznik:
20180626_212951c.jpg

Załącznik:
20180626_234400c.jpg

Kilka minut po północy wsiadamy w metro E i tą samą trasą co wcześniej wracamy na lotnisko.
Załącznik:
20180627_012145c.jpg

Odbieramy bagaż i idziemy do odprawy linii Avianca, którą polecimy do Limy via Salvador. Na tych odcinkach mamy loty w biznes klasie, więc odprawa nie zajmuje nam dużo czasu i już po chwili jesteśmy po kontroli bezpieczeństwa. Mając jeszcze spory zapas czasu idziemy do saloniku Swissa (na tym terminalu jedynego z sojuszu Star Alliance). Niestety okazuje się, że będzie on czynny jeszcze tylko przez pół godziny, więc nie tracąc czasu posilamy się trochę, gasimy pragnienie i właściwie na nic więcej nie pozostaje nam czasu, choć po całym dniu marzył się jeszcze prysznic 8-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand, 29 Cze 2018 23:32, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 29 Cze 2018 05:12 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
Pozostały czas do odlotu spędzamy w okolicach bramki, gdzie dostępne są stanowiska do ładownia elektroniki i działa internet, więc możemy sprawdzić kilka rzeczy na temat San Salvadoru. Boarding rozpoczyna się prawie na godzinę przed odlotem, więc dość szybko zajmujemy miejsca w samolocie. Niestety nasz A320 nie należy już do najnowszych i biznes klasa nie robi zbyt dużego wrażenia, ale co ważne siedzenia są wygodne i jest mnóstwo miejsca na nogi (praktycznie mogę wyciągnąć się :geek: ). Po długim dniu jesteśmy zmęczeni, więc Leon zasypia jeszcze przed odlotem i śpi snem kamiennym praktycznie przez cały 4h lot, ja natomiast zjadam jeszcze śniadanie (tak, tak… to już ta pora ;) ) i też trochę przysypiam. Serwis na tym locie nie jest szczególnie bogaty, ale obsługa jest bardzo miła.
Załącznik:
20180627_061308c.jpg


27.06.2018 (środa)
W Salwadorze lądujemy około 7:30 (różnica w stosunku do czasu polskiego wynosi -8h). Terminal nie jest zbyt duży, ale dość nowoczesny, z dużą ilością sklepów i barów. Najpierw udajemy się do saloniku Avianki, głównie aby skorzystać z Internetu i sprawdzić informacje na temat dojazdu do centrum miasta.
Załącznik:
20180627_090623c.jpg

Załącznik:
20180627_074218c.jpg

Załącznik:
20180627_135245c.jpg

Po niespełna godzinie jesteśmy gotowi i udajemy się do kontroli paszportowej... a tam spotyka nas nieprzewidziana sytuacja – straż graniczna nie chce wypuścić nas poza teren lotniska. W zamian prowadzą nas do biura podróży, które proponuje zorganizowaną 4-godzinną wycieczkę do stolicy w cenie 40$/osobę. Uznajemy, że to zbyt wygórowana cena i ponownie idziemy „negocjować” ze strażnikami, ale na nic się to zdaje... W końcu dajemy za wygraną i wracamy do saloniku. Wizyta w San Salvador musi poczekać.
W saloniku jest sporo miejsca w kilku salach i choć ze względu na małą ilość lotów w okolicach południa wybór przekąsek był ograniczony, to dość długie oczekiwanie na lot stało się zdecydowanie znośniejsze i czas minął szybko, m.in. obejrzeliśmy mecz Serbia-Brazylia.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 29 Cze 2018 06:34 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
O 14:30 wsiadamy do samolotu Airbus A330. W tych modelach biznes klasa Avianki jest zdecydowanie atrakcyjniejsza, m.in. fotele rozkładają się do pozycji leżącej, a serwis jest dużo bogatszy niż podczas poprzedniego lotu i tak jak poprzednio obsługa jest niezwykle sympatyczna (miłe jest, że wcześniej uczą się imion i nazwisk, i do każdego zwracają się imiennie). Ja na obiad zjadam eskalopki wołowe, a Synek ravioli… mój wybór jest średnio udany, natomiast Leo jest bardzo usatysfakcjonowany :D Stewardessy nie pozwalają też aby kieliszek zbyt długo stał pusty 8-)
Załącznik:
20180627_144022c.jpg

Załącznik:
20180627_144528c.jpg

Załącznik:
20180627_160819c.jpg

Załącznik:
20180627_171845c.jpg

W Limie lądujemy przed godziną 20-tą, gdy jest już ciemno. Kontrola paszportowa jest szybka i bezproblemowa, natomiast chwilę czekamy na bagaż. Do hotelu jedziemy busem, który łapiemy przy drodze przed lotniskiem. Najpierw podjeżdżamy w kierunku dzielnicy Pueblo Libre, a stamtąd autobusem do Plaza Bolognesi (oplata za przejazd jest wręcz symboliczna - 3+1 SOL / osobę).
Załącznik:
20180627_204201c.jpg

Z placu Bolognesi do hotelu Sheraton w którym dziś zatrzymujemy się jest już bardzo blisko. Niestety dość długo trwa meldowanie, ale chwilę po 22-ej dostajemy karty do pokoju. Jesteśmy na miejscu!
Załącznik:
20180628_092744c.jpg

Załącznik:
20180628_092502c.jpg

Załącznik:
20180627_221547c.jpg

Załącznik:
20180627_221638c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 30 Cze 2018 07:37 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
28.06.2018 (czwartek)
O wczorajszym wieczorze po dotarciu do hotelu wiele pisał nie będę, bo trwał… jeden krótki momencik ;) Śpi się nam bardzo dobrze, choć ja budzę się dość wcześnie, bo już przed 5-tą, Synka zaś budzę dopiero około 8-ej. Ranek wykorzystuję na kupienie biletów na dzisiejszą podróż do Paracas (co okazuje się niełatwe, ponieważ albo przewoźnicy nie sprzedają już na dziś biletów, albo już zostały sprzedane). W końcu znajduję bardzo dobre połączenie na 12:45 z PerúBus (cena 32 SOL/osobę), rezerwuję też hotel Bamboo Lodge w Paracas.
Ranek zaczynamy od kawy w hotelowym barze, przy okazji zerkając na mecz Senegal-Kolumbia, który cieszy się tu sporą popularnością i wszyscy kibicują tutaj Kolumbijczykom :roll: Relację z meczu Polska-Japonia możemy śledzić tylko w Internecie :?
Około 9-ej wychodzimy na pierwszy spacer po Limie. Pierwsza rzecz, która rzuca się w oczy to ponura mgła – garúa – unosząca się nad miastem. Jest ciepło, temperatura wynosi około 20 °C i nie ma wiatru. Najpierw kręcimy się wokół hotelu.
Załącznik:
20180628_111643c.jpg

W mieście jest duży ruch, na ulicach mnóstwo straganów na których serwowane są rożne przekąski – najczęściej są to proste kanapki ze świeżej bułki z jakimś dodatkiem – sadzonym jajkiem, omletem, serem, mięsem… i całym mnóstwem różnych rozmaitości :o (cena 1 SOL), do tego sprzedawcy soków i świeżych owoców. Wszystko świeże i pyszne – to nasze dzisiejsze śniadanie.
Załącznik:
20180628_100211c.jpg

Załącznik:
20180628_100827c.jpg

Po złapaniu orientacji ruszamy w kierunku Plaza Mayor. Po drodze przechodzimy przez bardzo ładny plac San Martin otoczony kolonialnymi budynkami, spośród których najbardziej rzuca się w oczy stylowy hotel Gran Bolivar. Na środku placu stoi pomnik kawalerzysty-wyzwoliciela Jose‘a de San Martina, od nazwiska którego pochodzi nazwa placu.
Załącznik:
20180628_103021c.jpg

Załącznik:
20180628_102740c.jpg

Mimo, że dla placu San Martin trudno odmówić uroku, to dopiero na Plaza Mayor wyrywa nam się głośne „wow”! Plac jest przepiękny. Spośród budynków wokół placu najbardziej rzucają się w oczy: katedra, Pałac Arcybiskupi, Pałac Prezydencki i Ratusz. Dziś ograniczamy się do spaceru wokół placu, no szczegółowe zwiedzanie nie mamy czasu (ale jeszcze tu wrócimy :D ).
Załącznik:
20180628_104027c.jpg

Załącznik:
20180628_104245c.jpg

Załącznik:
20180628_104618c.jpg

Załącznik:
20180628_105142c.jpg

Sam środek placu jest zamknięty, nie mamy więc możliwości obejrzenia największej fontanny świata pochodzącej z XVII-wieku. Po jednej ze stron, tuż obok Ratusza, ustawiony jest telebim. Właśnie dobiega końca mecz Senegalu z Kolumbią i oczywiście wokół zebrała się duża grupa kibiców. Plac jest pilnie strzeżony przez policjantów wyposażonych w wielkie tarcze i uzbrojonych.
Załącznik:
20180628_104712c.jpg

Załącznik:
20180628_104531c.jpg

Zaglądamy jeszcze na przyległe uliczki i wracamy do hotelu deptakiem Jiron de La Unión mijając m.in. Bazylikę Matki Bożej Miłosierdzia (Iglesia de la Merced), wpisaną na listę świtowego dziedzictwa UNESCO.
Załącznik:
20180628_105642c.jpg

Po powrocie do hotelu dopakowujemy plecaki i chwilę przed południem ruszamy na Avenida México, gdzie znajduje się dworzec linii PeruBus. Jedziemy szybkim autobusem sieci Metropolitano, poruszają się one specjalnie wydzielonymi pasami, a przystanki przypominają stacje metra (zresztą system ten jest właśnie hybrydą metra i szybkich autobusów). Wejście na peron odbywa się przez klasyczną bramkę na kartę magnetyczną, którą można kupić przy wejściu lub w automacie (koszt 5 SOL). Jeden przejazd kosztuje 2.5 SOL. Na peronie przy stanowiskach dla poszczególnych linii autobusowych stoi kolejka i wejście do autobusu jest bardzo uporządkowane ;)
Załącznik:
20180628_120023c.jpg

Załącznik:
20180628_121249c.jpg

Autobus do Paracas odjeżdża punktualnie, jest bardzo wygodny – ilość miejsca na nogi jest naprawdę duża. Trasa prowadzi panamerykańską "drogą marzeń". Po minięciu zaludnionych przedmieść Limy, okolica staję się coraz bardziej odludna.
Załącznik:
20180628_121801c.jpg

Załącznik:
20180628_124520c.jpg

Załącznik:
20180628_143845c.jpg

Załącznik:
20180628_135158c.jpg

Miasteczko Paracas, a właściwie przystań dla łodzi o wdzięcznej nazwie El Chaco, jest miejscem startu wycieczek na wyspy Islas Ballestas, nazywanych "Galapagos dla ubogich" cieszących się ogromnym zainteresowaniem. Nasza podróż trwa około 4h i na miejscu jesteśmy nawet przed planowanym przyjazdem.
Załącznik:
20180628_175204c.jpg

Nasz hotel Bamboo Lodge znajduje się przy promenadzie nad oceanem i docieramy tam w kilka minut. Nasz pokój jest dość skromny, na przykład nie ma okna, tylko mały świetlik, przy cenie 160 SOL.
Załącznik:
20180628_170707c.jpg

Załącznik:
20180628_165444c.jpg

Po zameldowaniu się od razu ruszamy na zwiedzanie miasteczka, kolację i organizowanie wycieczki na jutrzejszy dzień. Leon najbardziej zainteresowany jest znakami informującymi o zagrożeniu tsunami i drogami ewakuacji. Troska ta wynika z faktu, że w 2007 r. Peru nawiedziło trzęsienie ziemi i wywołane nim tsunami zmyły znaczną część wioski (fale dochodziły do 6 m wysokości) .
Załącznik:
20180628_171028c.jpg

Miejscowość jest stosunkowo niewielka i życie skupia się głównie na jednej ulicy i nadmorskiej promenadzie. Przy wjeździe do miasta znajduje się obelisk upamiętniający lądowanie argentyńskiego wyzwoliciela generała José de San Martín'a. Zachód słońca jest dość wcześnie, bo już około 17:50 :?. My kręcimy się jeszcze po sklepikach i straganach z pamiątkami. Do hotelu wracamy około 19-ej i tam kupujemy wycieczkę na jutro - oczywiście "Galapgaos dla ubogich" :D
Załącznik:
20180628_171312c.jpg

Załącznik:
20180628_175736c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 02 Lip 2018 04:21 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
29.06.2018 (piątek)
Dzień zaczynamy wczesnym śniadaniem (wliczonym w cenę noclegu), które jemy na tarasie hotelu. Niebo jest mocno zachmurzone… ale deszczu nie mamy się co obawiać – roczne opady wnoszą tu około 2mm/rok :lol: Chwilę przed 8-mą ruszamy do przystani, gdzie jest już tłoczno… dziesiątki ludzi oczekuje na wypłynięcie w kierunku wysp Islas Ballestas. Po wniesieniu opłat za wstęp do Parku Narodowego (22 + 8 SOL) przechodzimy na pomost przy którym cumują lodzie i po krótkim oczekiwaniu wsiadamy do jednej z nich, i ruszamy.
Załącznik:
20180629_084916c.jpg

Załącznik:
IMG_4557c.jpg

Pierwszą rzeczą, którą możemy zobaczyć jest El Candelabro - wyryty w piasku na zboczu obraz przedstawiający świecznik lub kaktusa o takim kształcie. Nie wiadomo kto zrobił ten znak i kiedy, ale jest bardzo stary i intrygujący.
Załącznik:
20180629_085703c.jpg

Następnie łódź zbliża się do Islas Ballestas, na które składa się grupa wysepek i skał wystających z wody, które tworzą ciekawe formacje na które składają się też łuki (od których pochodzi nazwa wysepek). Ale to nie skały są tu najważniejsze, one są tylko siedliskiem dla niezliczonej ilości ptaków morskich, wśród których są pelikany, kormorany, głuptaki... i nie wiadomo jakie jeszcze Wszystkie powodują duży harmider. A do tego dochodzą jeszcze urocze pingwiny Humbolda i pocieszne lwy morskie. Widok jest niesamowity!
Załącznik:
20180629_093858c.jpg

Załącznik:
20180629_092021c.jpg

Załącznik:
20180629_093009c.jpg

Załącznik:
IMG_4486c.jpg

Załącznik:
IMG_4499c.jpg

Załącznik:
IMG_4509c.jpg

Załącznik:
IMG_4535c.jpg

Załącznik:
IMG_4548c.jpg

Po powrocie do portu wracamy do hotelu wymeldować się i zostawić bagaże. Po niespełna godzinie ruszamy na kolejną wycieczkę – do rezerwatu na półwyspie Paracas. Znajduje się tam kilka ciekawych punktów widokowych na formacje skalne o które rozbijają się fale oceanu. Do 2007r. najbardziej spektakularną z nich była formacja nazywana La Catedral, będąca olbrzymim łukiem skalnym. Niestety podczas trzęsienia ziemi łuk runął i obecnie pozostała tylko olbrzymia kolumna skalna, wcześniej go podtrzymująca. Obecnie największe wrażenia robi klif Santa Maria, zbudowany ze skały o rdzawo-czerwonym kolorze. Ładna jest też Playa la Mina z czerwonym piaskiem - jedyna w takim kolorze w Peru. Na koniec jedziemy jeszcze do osady Lagunillas, gdzie jest kilka restauracji (niestety drogich i niespecjalnie ciekawych) i kolejny punkt widokowy.
Załącznik:
20180629_124054c.jpg

Załącznik:
20180629_124429c.jpg

Załącznik:
20180629_124959c.jpg

Załącznik:
20180629_132234c.jpg

Załącznik:
20180629_140413c.jpg

Na półwyspie Paracas rozwinęła się jedna ze starszych kultur prehistorycznych z terenów obecnego Peru – odkryte stanowiska archeologiczne dowodzą, że jej początki sięgają nawet 3 tys. lat p.n.e. Jedną z cenniejszych pozostałości po kulturze Paracas są odnalezione tutaj bardzo barwne całuny o wielkości kilku metrów kwadratowych (Mantos) przedstawiające charakterystyczne wzory i symbole, a zachowane dzięki bardzo suchemu klimatowi.
Cała wycieczka po półwyspie zajmuje nam około 4h. Po powrocie zjadamy obiad w jednej z knajpek w bocznej uliczce El Chaco i po krótkim odpoczynku w hotelu ruszamy na przystanek autobusowy. Po drodze spotykamy Polaka (o mieszanych korzeniach polsko-peruwiańskich), który okazuje się być przewodnikiem i pilotem wycieczek po całej Ameryce Południowej i ma duże znajomości, i wiedzę (oczywiście taki kontakt bardzo nam może się przydać). Pan Paweł odprowadza nas na dworzec i co najważniejsze dla nas, wyprowadza nas też z błędu, co do miejsca odjazdu naszego autobusu. Dziś to już druga spotkana osoba, która mówi po polsku – na łodzi do Islas Ballestas spotkaliśmy niezwykle sympatyczną Kolumbijkę, która studiowała w latach 90-tych we Wrocławiu informatykę.
Do Nazca jedziemy autobusem najbardziej renomowanego w Peru przewoźnika autobusowego, czyli Cruz del Sur. Rzeczywiście autobus jest bardzo wygodny, wyposażony w system rozrywki pokładowej i z małym serwisem. Dodatkowo cieszy fakt, ze wczoraj udało nam się kupić dość tanie bilety (jeden za 12, a drugi za 24 SOL). Co ciekawe strona przewoźnika w wersji hiszpańskojęzycznej pokazuje dostępność biletów w promocyjnych cenach, natomiast angielskojęzyczna już nie. Warto więc sprawdzać/kupować bilety po hiszpańsku (nawet nie znając języka daje się to zrobić).
Załącznik:
20180629_192725c.jpg

Ruszamy z małym opóźnieniem, ale ten odcinek podróży nie jest zbyt długi – zajmuje nam około 4,5h, więc jak na standardy Ameryki Południowej jest to bardzo krótka trasa. W Nazca wysiadamy na dworcu znajdującym się blisko centrum i do hotelu – Los Andes – idziemy około 10 minut. Jeszcze przed 22-gą otrzymujemy klucz i możemy odpoczywać.
Załącznik:
20180630_085516c.jpg

Załącznik:
20180630_073356c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 05 Lip 2018 06:10 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
30.06.2018 (sobota)
Dzień zaczynamy śniadaniem, które mamy wliczone w cenę noclegu, co tutaj okazuje sie standardem w hotelach średniej klasy. Na śniadanko dostajemy: świeże owoce – granaty, smażone jajka, świeżutkie bułeczki w dużej ilości, dżem i oczywiście kawę/herbatę. Około 9-ej ruszamy do miasta w poszukiwaniu dobrej oferty na lot nad geoglifami Nazca. Po odwiedzeniu kilku agencji decydujemy sie końcu na ofertę AeroParacas, choć trzeba przyznać, że wszystkie oferty są bardzo zbliżone i trudno dużo z wyjściowej ceny wynegocjować. Płacimy ostatecznie 220 SOL/osobę za lot (do tego dochodzi jeszcze oplata lotniskowa - 30 SOL/osobę). Pędzimy do hotelu spakować się i wymeldować z pokoju, i na 10-ta wracamy do biura AeroParacas.
Załącznik:
20180630_085717c.jpg

Załącznik:
20180630_085951c.jpg

Na lotnisko, znajdujące się tuż za miastem, jedziemy busem. Na miejscu czekamy na lot oglądając mecz Francja-Argentyna. Na lotnisku sama procedura wygląda identycznie jak przy locie rejsowym, czyli jest odprawa biletowo-paszportowa, kontrola bezpieczeństwa i obowiązkowe ważenie (standard przy lotach małymi samolotami).
Załącznik:
20180630_104214c.jpg

Załącznik:
20180630_102236c.jpg

Po godzinie oczekiwania w końcu przychodzi nasza kolej. Lecimy 6-miejscową Cesną C-207 z dwójką, sympatycznych pilotów, z których jeden wciela sie też w funkcję przewodnika.
Załącznik:
20180630_113012c.jpg

Załącznik:
20180630_113324c.jpg

Załącznik:
20180630_114403c.jpg

W sumie przelatujemy nad kilkunastoma geoglifami. Wyglądają rzeczywiście nieziemsko... szczególnie duże wrażenie robią te największe (mające rozmiary nawet do 200 m) i o najbardziej złożonych kształtach - małpa, koliber, kondor czy drzewo. Obecnie archeologowie nie mają wątpliwości, że znaki te zostały stworzone przez ludzi z ludu 'Nazca' w okresie pomiędzy 350 a 900 r n.e. i przedstawiają prawdopodobnie wiedzę astronomiczną ówczesnych ludów, były też formą kalendarzy wskazujących okresy przesilenia słońca lub powiązane z ruchem gwiazd.
Załącznik:
20180630_114939c.jpg

Załącznik:
20180630_120025c.jpg

Załącznik:
IMG_4621c.jpg

Załącznik:
IMG_4611c.jpg

Po powrocie do miasta idziemy na obiad. Ja w końcu testuję tutejsze sztandarowe danie czyli ceviche i od razu trafiam na doskonałą jego wersję w dość obskurnym barze, ale jak dla mnie to niebo w gębie :roll:
Załącznik:
20180630_133349c.jpg

Po południu, nie bacząc na piekielnie mocne słońce, ruszamy na pieszą wycieczkę do kilku stanowisk archeologicznych (na wszystkie obowiązuje wspólny bilet koszujący 10 SOL). Zaczynam od Paredones – ruin budowli z gliny z czasów Inków, będących niegdyś znaczącym centrum tego regionu, z którego do dziś niewiele się zachowało… szczerze nic ciekawego. :?
Załącznik:
20180630_143747c.jpg

Załącznik:
20180630_143711c.jpg

Następnym punktem naszej wycieczki były linie Telar – dwa bardzo proste geoglify, które można obserwować z niedużego wzniesienia, przedstawiające przyrząd do tkania i spiralę (szpulę z przędzą?), choć doszukanie się tych przedmiotów w kilku prostych liniach jest wyzwaniem dość karkołomnym :shock:
Załącznik:
20180630_152831c.jpg

Trzecim i najciekawszym miejscem, które odwiedzamy są kanały wodne Cantayoc, które są bardzo dobrze zachowane (a mające jak się szacuje 1500-2000 lat) i do których można zajrzeć poprzez ogromne szyby w kształcie spirali. Kanałami płynie woda z Andów służąca do nawadniania tutejszych pól.
Załącznik:
20180630_162553c.jpg

Do Nazca wracamy po dobrych 4h spaceru, w czasie których przeszliśmy około 16 km. Wieczór spędzamy w hotelu, skąd około 22 zbieramy się na dworzec – ruszamy do oddalonej o około 570km miejscowości Arequipa. Pojedziemy liniami Civa, a dokładniej EconoCiva i jak sama nazwa wskazuje postawiliśmy na wersję oszczędnościową tego odcinka podróży (bilety kupione w dniu odjazdu kosztowały tylko 50 SOL/osobę). Autobus przyjeżdża z 30 minutowym opóźnieniem i początkowo nie robi dobrego wrażenia ze względu na nieprzyjemny zaduch, ale zaraz po ruszeniu kierowca zwiększa klimatyzację i sytuacja zdecydowanie się poprawia Ponieważ przez większość podróży jechaliśmy nocą to niewiele możemy powiedzieć o widokach, choć końcówka trasy, którą przejeżdżaliśmy po wschodzie słońca była bardzo ciekawa – wiodła przez górzysty teren z widokiem na wulkany Misti, Chachani i Ampato (Arequipa leży na wysokości 2335 m n.p.m.). Podróż trwa około 10h i na miejsce dojeżdżamy przed czasem rozkładowym, tuż przed godziną 10-tą :D
Załącznik:
20180701_091632c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 06 Lip 2018 07:00 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
01.07.2018 (niedziela)
Na dworcu w Arequipie pomimo niedzieli panuje duży ruch, my też na chwilę zatrzymujemy się tutaj. Na jednym ze straganów kupujemy bułeczki i jogurt i zjadamy małe śniadanie. Z dworca do centrum jest dość daleko, ale ponieważ nie spieszymy się szczególnie, to decydujemy się na spacer.
Załącznik:
20180701_091916c.jpg

Załącznik:
20180701_091929c.jpg

Nasz hotel Las Torres de Ugarte znajduje się w Centro Histórico niedaleko głównego placu miasta, więc mamy możliwość od razu obejrzenia fragmentu starej części „Białego Miasta”, bo tak nazywana była niegdyś Arequipa (a nazwa wywodzi się z faktu, że niegdyś zamieszkałe było wyłącznie przez białych). Ponoć stwierdzenie, że jest to jedno z najpiękniejszych miast Peru, jest od dawna passé, to nam podoba się bardzo. Szczególnie Plaza Principal de la Virgen de la Asunción (czyli główny plac miasta) robi niesamowite wrażenie – szczególnie park znajdujący się na jego środku. Niestety zlokalizowana tam fontanna jest w remoncie i jest całkowicie zasłonięta, niemniej niewiele to zmienia w ocenie tego miejsca. No i jest jeszcze okazała katedra zajmująca całą szerokość jednej ze stron placu. Całość robi naprawdę niesamowite wrażenie, podobnie jak zresztą okoliczne uliczki w historycznej części placu. A dodatkowego smaczku nadaje niesamowity widok na ośnieżone szczyty Andów - wulkany Misti (5821 m), Chachani (6075 m) i Pichu Pichu (5664 m).
Załącznik:
20180701_155708c.jpg

Załącznik:
20180701_135621c.jpg

Załącznik:
20180701_132929c.jpg

Załącznik:
20180701_131341c.jpg

Do hotelu docieramy chwilę po 11-ej i możemy od razu zameldować się, dzięki czemu możemy odświeżyć się i odpocząć przed wyruszeniem na dalsze zwiedzanie miasta.
Załącznik:
20180701_123515c.jpg

Załącznik:
20180701_103521c.jpg

Po południu ruszamy ponownie na zwiedzanie przepięknych miejsc tego miasta. A jest tu naprawdę bardzo dużo do obejrzenia, choćby zabytkowe kościoły będące perełkami architektury hiszpańsko-indiańskiej, niezwykły i tajemniczy klasztor Santa Catalina, czy też przepiękne domy z okresu kolonialnego.
Załącznik:
20180701_101530c.jpg

Załącznik:
20180701_124411c.jpg

Załącznik:
20180701_155051c.jpg

Załącznik:
20180701_171743c.jpg

My oprócz podziwiania architektury skupiamy się na poszukiwaniu ofert na trekking do Kanionu Colca i w końcu wybieramy opcję 2-dniową w jednej z agencji mającej siedzibę przy głównym placu (cena 100 SOL/osobę + opata za wstęp do PN – 70 SOL/osobę).
Załącznik:
20180705_230621c.jpg

Ja wieczór spędzam na walce ze stroną internetową przewoźnika Cruz del Sur usiłując kupić drugi bilet na autobus do Puno... Poprzez stronę tego przewoźnika bilety kupuje się pojedynczo i pierwszy kupiłem bez najmniejszych problemów, a podczas kupowania drugiego cały czas przy próbie płatności pojawiały się błędy (niezależnie od użytej karty, wersji językowej). W końcu zirytowany, z jednym biletem położyłem się spać… Leon chyba na dłużej zostanie w Arequipie ;)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 06 Lip 2018 13:38 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
Ta noc jest krótka… dużo za krótka i nie chce się wstawać... ale bezduszny budzik nęka o 2:30 niemiłosiernie i nie daje dłużej pospać. W pół godziny pakujemy się i myjemy, a ja ponownie próbuję kupić bilet na autobus do Puno, ale nadal bezskutecznie. Na trekking zabieramy ze sobą dwa plecaki - jeden mniejszy około 4kg i drugi trochę większy – 5-6kg, natomiast duży plecak zostawiamy na przechowanie w hotelu. Chwilę po 3-ej podjeżdża nasz bus i ruszamy. Do miejscowości Chivay, która jest jednym z węzłów komunikacyjnych w rejonie kanionu dojeżdżamy około 6:30. Już wzeszło słońce, ale jest pioruńsko zimno (około -5 °C).
Załącznik:
20180702_071049c.jpg

Śniadanie zjadamy w dość spartańskich warunkach, w budynku bez ogrzewania. Ale najważniejsze jest ciepła kawa i herbata, więc można ogrzać się. Śniadanie jest w formie bufetu, jest ser, wędlina, warzywa i owoce, można zamówić za dodatkowa oplata jajko smażone (5 SOL). Po śniadaniu ruszamy dalej. Kolejny punkt wycieczki to wioska Maca, w której znajduje się ładny kościół, który niestety mocno ucierpiał podczas trzęsienia ziemi w 1991r. wywołanego wybuchem pobliskiego wulkanu Hualca Hualca (o wysokości ponad 6tys. m. n.p.m.). W drodze do punktów widokowych zlokalizowanych wokół kanionu zatrzymuje się tu mnóstwo wycieczek, więc panuje duży ruch, jest tu kilka straganów z pamiątkami, a nawet małe knajpki.
Załącznik:
20180702_074713c.jpg

Załącznik:
20180702_074827c.jpg

Załącznik:
IMG_4675c.jpg

Jednak dopiero wizyta w Cruz del Condor pozostawia niezapomniane wrażenia. Jest to punkt widokowy zlokalizowany nad kanionem skąd można obserwować kondory wielkie, uważane tutaj za święte ptaki. Robią wrażenie z powodu wielkości (rozpiętość skrzydeł dochodzi do 3.2m, a waga samców do 11kg), ale przede wszystkim ze względu na przepiękny lot do którego wykorzystują prądy powietrzne i dzięki nim mogą wznosić się na wysokość nawet 5tys. metrów. Dzisiaj kondory szybują tuz nad naszymi głowami co nie zdarza się ponoć często. Widok jest naprawdę niesamowity – olbrzymie ptaki na tle przepięknego kanionu... można patrzeć bez końca. Nawet nie przeszkadza w tym tłum turystów, którzy tak jak my przyjechali obejrzeć ten wyjątkowy spektakl.
Załącznik:
IMG_4684c.jpg

Załącznik:
20180702_081749c.jpg

Załącznik:
20180702_084838c.jpg

Załącznik:
IMG_4713c.jpg

Załącznik:
IMG_4727c.jpg

Załącznik:
IMG_4732c.jpg

Po około 20 minutach musimy zbierać się. Z całego busa my i Chinka z San Francisco ruszamy na trekking przez kanion Colca, reszta osób jedzie na wycieczkę objazdowa po punktach widokowych. Busem podjeżdżamy kilka minut do miejsca zbiórki – punktu widokowego San Miguel, gdzie dołączają jeszcze inne osoby. W sumie z tego miejsca rusza dziś około 30 osób podzielone na trzy grupy. Nasza liczy 11 osób z różnych części świata, a przewodniczką jest Karina z Arequipy Po kilku minutach przygotowywania wyruszamy. Dziś mamy do przejścia około 12 km, ale w przeważającej części w dół. Startujemy z poziomu 3380 m n.p.m. Początkowo cała grupa idzie razem, ale po kilkunastu minutach każdy swoim tempem. Na tym etapie idzie się dość łatwo, dokucza jedynie prażące niemiłosiernie słońce. Niektóre z odcinków są dość strome i wówczas robi się trochę trudniej, ale w sumie pierwszy odcinek liczący około 5 km– zejście w dół kanionu (2340 m n.p.m.) – pokonujemy w 1.5h. Robiąc postoje i dziesiątki zdjęć. A jest co podziwiać i fotografować – widoki wręcz oszałamiają, czego niestety nie jestem w stanie ani opisać, ani pokazać na zdjęciach :(
Załącznik:
20180702_101410c.jpg

Załącznik:
20180702_102158c.jpg

Załącznik:
20180702_103332c.jpg

Załącznik:
20180702_105856c.jpg

Załącznik:
20180702_113350c.jpg

Po 30-minutowym odpoczynku przeprawiamy się przez most na rzece Colca i zaczynamy podejście na zbocze po północnej stronie kanionu. Ten 1 km odcinek, tylko w części biegnący pod górę, pokazuje jak wyczerpujące będzie wspinanie się w górę. W wiosce San Juan de Chuccho zawieszonej na zboczu kanionu, zatrzymujemy się na obiad. Po tak intensywnym wysiłku apetyty wszystkim dopisują. Dostajemy zupę warzywną oraz gulasz z alpaki. Wszystko smakuje wybornie :D
Załącznik:
IMG_4783c.jpg

Załącznik:
20180702_135551c.jpg

Stąd kontynuujemy trekking w kierunku oazy Sangalle. Ten odcinek jest mieszany – częściowo prowadzi pod górę, niektóre fragmenty są płaskie, ale zdarza się także, że schodzimy w dół ;) W sumie dojście do Oasis Lodge (znajdującej się po południowej stronie kanionu) zajmuje nam około 2h.
Załącznik:
20180702_151044c.jpg

Załącznik:
20180702_152727c.jpg

Załącznik:
20180702_153934c.jpg

Na dziś to tyle wędrówki i szczerze mówiąc w zupełności wystarczy – każdy przebyty kilometr czujemy w mięśniach. Teraz mamy czas na relaks, a miejsce jest naprawdę urocze – dużo zieleni, ogromne palmy i kolorowe, pachnące kwiaty. Raj! Pomimo, że słońce powoli chowa się za zbocze kanionu, to jest jeszcze stosunkowo ciepło, więc korzystając z okazji wskakujemy do basenu Następne 2h to czas błogiego relaksu w tym rajskim zakątku… i tylko od czasu do czasu tą idyllę zakłóca widok serpentyny wijącej się w stromym zboczu kanionu. Myśl o tym, że jutro będziemy musieli pokonać tą ścianę lekko paraliżuje i cały czas pojawia się myśl – „K… po co było tu schodzić?!”:)
Załącznik:
20180702_165836c.jpg

Załącznik:
IMG_4732c.jpg

O 19-ej mamy kolację na którą ponownie serwowana jest zupa, tym razem ziemniaczana (składająca się z 3-4 gatunków ziemniaków, głównie słodkich batatów) i potrawka z kurczaka z warzywami z ryżem, do popicia wszechobecna tu herbatka z liści koki 8-)
Domki w których śpimy są spartańskie – jedynym ich wyposażeniem są łóżka, ale dziś nic więcej nie będzie nam potrzebne :ugeek: Chwilę po 20-ej, wraz z wyłączeniem prądu, oaza zasypia, a my razem z nią :lol:
Załącznik:
IMG_4825c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 09 Lip 2018 14:49 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
03/07/2018 (wtorek)
Śpimy dziś doskonale i pomimo wczesnej pory (3 nad ranem) wstaje się nam bardzo łatwo. Po 20 minutach ruszamy. Oczywiście jest całkowicie ciemno i zaskakująco ciepło:) Już na starcie pozbywamy się dwóch warstw ubrań i idziemy w t-shirtach. Na początku cała grupa trzyma się razem. Karina narzuca bardzo szybkie tempo, wiec po 15 minutach dyszymy wszyscy jak parowozy. Wczoraj podczas schodzenia, wszyscy wesoło rozprawiali, dziś za to nikt nie ma nic do powiedzenia i słychać tylko nasze krótkie, urywane oddechy. Każdy zachłannie łyka powietrze... trasa wiedzie cały czas ostro pod górę, czasem zdarza się tylko mniej stromy trawers. Po około 45 robi się na tyle jasno, że można wyłączyć latarki i teraz każdy rusza swoim tempem. Grupy mieszają się całkowicie - ja z Leo, Chinką i Francuzem idziemy przez większość czasu równym, tym samym tempem... z każdą minuta zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki... przerwy robimy coraz częściej, najpierw co 7-8 minut, w końcówce podejścia co minutę, a może i częściej. To są chwile kiedy oprócz łapania każdej dostępnej cząsteczki tlenu możemy podziwiać piękno kanionu zmieniającego barwy pod wpływem wschodzącego słońca.
Załącznik:
IMG_4834c.jpg

Załącznik:
20180703_145121c.jpg

Załącznik:
IMG_4859c.jpg

Ostatnie pół godziny podejścia to walka z bólem kolan i mięśni... Synek w końcówce zachowuje zdecydowanie więcej sił... moje przystanki stają się częstsze i dłuższe... na szczyt dochodzę 10-15 minut za nim. Ale to niema żadnego znaczenia... najważniejsze, że obaj daliśmy radę:) Kanion Colca nie pokonał nas... ale szacun dla niego, to był wymagający przeciwnik!
Na górze jest potwornie zimno i wietrznie, nakładamy więc znów wszystkie bluzy, kurtki, czapki i rękawiczki. Dopiero po kilku minutach promienie słońca trochę nas rozgrzewają. Na dojście wszystkich osób z naszej grupy czekamy około 45 minut. Wszyscy pomimo strasznego zmęczenia są uśmiechnięci od ucha do ucha:) To było niezwykle przeżycie, w scenerii godnej nominacji do Oscara! W sumie trasa nie jest długa, bo ma niespełna 4 km, ale pokonuje się różnicę poziomów wynoszącą około tysiąc metrów i kosztuje to sporo sił :(
Około 7:30 ruszamy 'spacerkiem' do wioski Cabanaconde leżącej na poziomie 3300m n.p.m. Tutaj w jednej z 'knajpek', znajdującej się w uliczce przy głównym placu wioski, mamy śniadanie, które mimo prostego menu smakuje wyśmienicie:)
Załącznik:
20180703_090538c.jpg

Załącznik:
IMG_4872c.jpg

Załącznik:
IMG_4880c.jpg

W Cabanaconde cztery osoby z naszej grupy oddzielają się i jadą stąd w inne części Peru. My około 10-ej ruszamy z powrotem, ale najpierw zajeżdżamy na punkt widokowy, skąd bardzo ładnie widać preinkaskie i inkaskie tarasy, które używane były do uprawy głównie kukurydzy, ziemniaków i fasoli.
Załącznik:
20180703_101139c.jpg

Załącznik:
20180703_101143c.jpg

Załącznik:
IMG_4886c.jpg

Następnie kierujemy się do Chivay, w pobliżu której zlokalizowane są źródła termalne La Calera (wstęp 30 SOL/osobę). Mamy tu godzinę na relaks w kilku basenikach o różnych temperaturach wody. Dla obolałego ciała jest to boska terapia:)
Załącznik:
20180703_115957c.jpg

Załącznik:
20180703_111756c.jpg

W Chivay mamy obiad w formie bufetu (nie wliczony w cenę wycieczki, a za który w Arequipie zapłaciliśmy po 25 SOL za osobę, natomiast na miejscu kosztuje 35 SOL, w cenę nie są wliczone napoje). Wybór dań jest bardzo duży i każdy może znaleźć coś dla siebie, i jest smacznie:)
Załącznik:
20180703_131641c.jpg

Załącznik:
20180703_123115c.jpg

Załącznik:
20180703_123317c.jpg

Po błogim obżarstwie jedziemy do znajdującej się na trasie do Arequipy doliny wulkanów, skąd rozpościera się widok na wulkany El Misti (5825 m) i Nevado Chachani (6075 m). Punkt widokowy na którym się zatrzymujemy zlokalizowany jest na wysokości 4872 m. Temperatura tutaj jest poniżej zera (o jakieś 20 °C niższa niż w Chivay) i jest wietrznie. Wysokość robi swoje i odczuwalny jest brak tlenu – krótka przebieżka kończy się straszną zadyszką :? Ale widoki są super!
Załącznik:
20180703_140135c.jpg

Załącznik:
20180703_140814c.jpg

Załącznik:
20180703_140419c.jpg

Załącznik:
IMG_4905c.jpg

Do Arequipy docieramy chwilę po 17-ej. To były wspaniałe dwa dni spędzone w kanionie Colca. Co prawda samego złota nie znaleźliśmy, choć na pewno się tutaj znajduje, bo znaleźli go już Inkowie, ale jak dla nas sam kanion jest złotem Peru.
W Arequipie pierwsze kroki kierujemy do oddziału Cruz del Sur w poszukiwaniu dla Leona biletu do Puno. Ku naszemu zdziwieni bilety jeszcze są i co ciekawsze w tej samej cenie po której chciałem kupić je dwa dni temu (35 SOL), i nawet daje się dokupić bilet na miejsce obok „mojego”. Później spacerujemy jeszcze trochę po mieście, m.in. zwiedzamy katedrę (bo w niedzielę była zamknięta) i odwiedzamy McDonald’s ;)
Załącznik:
IMG_4925c.jpg

Załącznik:
IMG_4934c.jpg

Załącznik:
IMG_4949c.jpg

Około 19-ej idziemy do naszego hotelu Las Torres de Ugarte, gdzie odbieramy pozostawiony bagaż i zostajemy tu na dwie godziny. W tym czasie przepakowujemy się i korzystamy z dostępu do internetu. O 21-ej ruszamy na dworzec, gdzie dojeżdżamy miejskim autobusem płacąc jedynie 2 sole. Stanowiska odpraw i poczekalnia Cruz del Sur znajdują się w nowym terminalu. Przed odprawą należy jeszcze opłacić podatek „terminalowy” (3 SOL/osobę) i możemy jechać 8-)
Podróż autobusem mija bezproblemowo. Leo przesypia całą podróż, nie zjada nawet małej przekąski podanej na samym początku jazdy, ja niestety zasnąć nie mogę, więc oglądam filmy korzystając z dostępnego systemu rozrywki :roll:


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand, 14 Lip 2018 08:18, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#15 PostWysłany: 09 Lip 2018 20:00 

Rejestracja: 05 Mar 2017
Posty: 466
niebieski
no to czekamy, super podróż. Czekam też na podsumowanie
_________________
Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej
Góra
 Relacje PM off  
 
#16 PostWysłany: 09 Lip 2018 20:18 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 86
Loty: 50
Kilometry: 108 659
Podziwiam za decyzję podróży z synem w taką wyprawę , napisz pod koniec również jakie są jego wrażenia :D . Bardzo mi się podoba i czekam na więcej.
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 14 Lip 2018 08:45 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
04/07/2018 (środa)
Do Puno dojeżdżamy około 5-ej rano, więc jest jeszcze ciemno i trochę za wcześnie na zameldowanie w hotelu. Czekamy więc około godziny na dworcu, na którym co prawda jest zimno, ale dużo już się dzieje. Są oczywiście również przedstawiciele biur podróży ze swoją ofertą, więc żeby nie tracić czasu orientujemy się w możliwościach zwiedzenia pływających wysp Uro. Chwilę po 6-ej ruszamy w kierunku hotelu, właśnie zaczyna robić się jasno, ale jest zimno – temperatura jest zdecydowanie poniżej zera :?, i odczuwa się mniejszą ilość tlenu, ze względu na położenie Puno –3827 m nad poziomem morza. Nasz hotel – Colonial Plaza – zlokalizowany jest przy głównym placu starej części miasta – Plaza de Armas, gdzie dochodzimy z dworca w około 25 minut.
Załącznik:
20180704_111757c.jpg

Zakwaterować jeszcze nie możemy się, ale załatwiamy formalności i zostawiamy bagaże i ruszamy do portu nad jeziorem Titicaca. Jest to najwyżej położone żeglowne jezioro na świecie (3819 m n.p.m.), leżące na płaskowyżu Altiplano na pograniczu Peru i Boliwii (na której terenie znajduje się około 30% jego powierzchni). Jezioro Titicaca przez Inków było uznawane za święte, a położone na jego obszarze wyspy Słońca i Księżyca było miejscem kultu. Jedna z legend związanych z tym miejscem mówi, że po podbicie przez Hiszpanów królestwa Inków strażnicy świątyni zatopili w wodach jeziora legendarny złoty skarb świątynny… nie odnaleziony do dzisiaj
W porcie decydujemy się ostatecznie na wycieczkę, ale tylko ze względu na fakt, że od razu możemy odwiedzić zarówno pływające wyspy Uro, jak i leżącą trochę dalej wyspę Taquile (płacimy 35 SOL/osobę, w tym wliczone są opłaty za wizyty na wyspach). Po kilkunastu minutach ruszamy niewielką łodzią, których w porcie stoi kilkadziesiąt.
Załącznik:
IMG_5063c.jpg

Załącznik:
IMG_5019c.jpg

Załącznik:
20180704_075634c.jpg

Najpierw dobijamy do leżącej niedaleko od brzegu wyspy Santa Maria, która została zbudowana na potrzeby turystyki. Pływające wyspy potomków Uro są zbudowane z powiązanych wiązek trzciny totora, która była zresztą stałym elementem życia ludu Uro, z której budowali także chaty, czy łodzie raz była też źródłem pożywienia. Obecnie pływające wyspy są już głównie skansenem, choć nadal niewielka liczba rodzi żyje na wyspach, choć zdecydowana większość spędza tam tylko kilka godzin dziennie podczas wizyty turystów. „Mieszkańcy” wyspy po zacumowaniu naszego stateczku robią małe przedstawienie, demonstrując sposób budowy wysp oraz lokalne zwyczaje, jest też mała część „artystyczna” :roll:
Załącznik:
20180704_080140c.jpg

Załącznik:
IMG_4976c.jpg

Załącznik:
IMG_4990c.jpg

Załącznik:
20180704_080929c.jpg

Załącznik:
20180704_085106c.jpg

Na zakończenie można przepłynąć się jeszcze łodzią totora wokół wyspy (10 SOL/osobę). Niezależnie od tego, że jest to swego rodzaju „cepeliada”, jest to bardzo ciekawe miejsce, gdzie można poznać kulturę oraz zwyczaje niezwykłego „ludu jeziora”. Poza wyspą Santa Maria odwiedzamy jeszcze jedną większą wyspę, gdzie znajduje się kilka sklepów oraz knajpka, gdzie można coś małego zjeść (niestety są dość wysokie).
Załącznik:
20180704_084251c.jpg

Załącznik:
IMG_4961c.jpg

Następne 2,5 godziny zajmuje rejs na wyspę Taquile, która znajduje się około 35 km od Puno. Wyspa ta jest dość górzysta i z małej przystani do głównej części wyspy z Plaza Principal wiodą dość strome schody (ponoć 356 stopni), więc dojście na górę związane jest z dość dużym wysiłkiem. Wyspa jest znana przede wszystkim z dwóch powodów: po pierwsze – do początku lat 80-tych XX wieku była ona zamknięta dla turystów i przez to stanowiła pewnego rodzaju „tajemnicę” dostępną dla nielicznych podróżników, a po drugie ze względu na interesującą wspólnotę zamieszkującą tą wysepkę do dziś żyjącą według tradycyjnego, surowego stylu życiu. Wyspa słynie również z wytwarzania pięknych wyrobów tekstylnych, które robią głównie mężczyźni na drutach. ;)
Załącznik:
20180704_114306c.jpg

Załącznik:
20180704_115227c.jpg

Załącznik:
20180704_115530c.jpg

Załącznik:
20180704_135926c.jpg

Na zwiedzanie wyspy ruszamy samodzielnie, całkowicie rezygnując z wycieczki, która czas spędza głównie w restauracji :shock: My obchodzimy dużą część wyspy obserwując niespieszny tryb życia miejscowych ludzi, bardzo barwnie ubranych.
Załącznik:
20180704_131240c.jpg

Załącznik:
20180704_123333c.jpg

Załącznik:
20180704_132652c.jpg

Załącznik:
20180704_135838c.jpg

Załącznik:
20180704_144249c.jpg

Załącznik:
20180704_140717c.jpg

Z wycieczki na wyspy wracamy dobrze po 17-ej. W hotelu po odebraniu kluczy od pokoju i małym relaksie ruszamy do miasta na spacer i na kolację. Korzystamy z oferty straganów ulicznych, gdzie można zjeść zarówno małe przekąski, np. nadziewane różnościami kulki z ciasta czy też różne dania główne, np. zapiekanki, różnego rodzaju mięsa, czy też ceviche :D
Załącznik:
IMG_5076c.jpg

Załącznik:
IMG_5079c.jpg

Załącznik:
IMG_5084c.jpg

Wieczorem czujemy się tak zmęczeni, że nie pozostaje nam nic innego jak szybko położyć się spać :roll:

PS. Bardzo dziękuję za pozytywne komentarze :D


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 18 Lip 2018 05:29 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
05/07/2018 (czwartek)
Ja tej nocy śpię tragicznie, a właściwie nie śpię. Jest mi duszno, całą noc jestem spragniony… nie wiem czy to wpływ dużej wysokości, zmęczenia, czy też zbyt dużej ilości wypitej wczoraj herbatki z liści koki?! :roll: Wstaję chyba bardziej zmęczony niż się kładłem. Za to Leo śpi znakomicie :) Po śniadaniu, które notabene w hotelu Colonial Plaza jest bardzo przyjemne i serwowane już od 5-ej rano, decydujemy że dziś robimy dzień przerwy w naszym rajdzie i trochę odpoczniemy. Przedłużamy nocleg o kolejną dobę i około 11-ej ruszamy na spacer do miasta.
Załącznik:
20180705_083901c.jpg

Załącznik:
20180705_083904c.jpg

Załącznik:
20180705_112208c.jpg

Załącznik:
20180705_113539c.jpg

Załącznik:
20180705_114219c.jpg

Największą atrakcją Puno jest jego położenie nad jeziorem Titicaca, więc tam najpierw kierujemy nasze kroki. Ulica Tiicaca prowadząca do portu oraz jej okolice to jeden wielki targ. Jest tutaj też duża „strefa gastronomiczna”, choć głównie dość prosta – dominuje kurczak, ale można znaleźć też ceviche ;) W pobliżu portu jest cała alejka z regionalnymi wyborami, głównie tekstyliami i drobnymi pamiątkami, więc trochę czasu tracimy na zakupach :o
Załącznik:
20180705_122832c.jpg

Załącznik:
20180705_123229c.jpg

Załącznik:
20180705_122330c.jpg

Później idziemy na dworzec po bilety do La Paz. Wybieramy przewoźnika Titicaca, którego ulotkę dostaliśmy wczoraj rano. Koszt biletu to 35 soli / osobę. Avenida Simon Bolivar, prowadząca do dworca, to również jeden wielki targ, ale głównie z owocami, warzywami i mięsem.
Załącznik:
20180705_130851c.jpg

Załącznik:
20180705_124617c.jpg

Załącznik:
20180705_125211c.jpg

Załącznik:
20180705_125226c.jpg

W drodze powrotnej zachodzimy jeszcze do katedry z 1754r., która znajduje się pod oknami naszego hotelu.
Załącznik:
20180705_140502c.jpg

Załącznik:
20180705_111714c.jpg

Po południu wracamy do hotelu, a tuż przed zachodem słońca ponownie ruszamy na spacer po mieście i kolację, ponownie korzystając z ulicznej gastronomii 8-) Wieczór spędzamy w hotelu, relaksując się i zbierając siły przed kolejną turą przygód :D
Załącznik:
20180705_120147c.jpg

Załącznik:
20180705_135017c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 19 Lip 2018 00:00 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
06/07/2018 (piątek)
Po dobrze przespanej nocy i porządnym śniadaniu o 6:30 ruszamy na dworzec autobusowy. Pierwotnie planowaliśmy podjechać busem, ale ponieważ czeka nas długa podróż, decydujemy się iść pieszo. Ranek jest rześki, bo temperatura w nocy spada tutaj znacznie poniżej zera. Na dworcu kupujemy znaczek opłaty terminalowej (1,5 SOL), wypełniamy kupę papierów do kontroli granicznej, wpisujemy się do wielkiej księgi i w końcu wsiadamy do autobusu (co rejestrowane jest kamerą przewoźnika, umieszczoną przy drzwiach autobusu, co jest tu dość powszechną praktyką :shock: ). O dziwo nie ma wielu chętnych na tą podróż, oprócz nas jadą jeszcze tylko 3 osoby.
Załącznik:
20180706_094400c.jpg

Ruszamy o 7:30. Trasa wiedzie wzdłuż wybrzeża jeziora Titicaca, więc widoki są bardzo przyjemne. Do przejścia granicznego w Yunguyo dojeżdżamy po około 2h. Tutaj musimy wysiąść z autobusu i pieszo pokonać przejście graniczne. Najpierw idziemy do kontroli granicznej po stronie peruwiańskiej, a następnie boliwijskiej. Po niespełna pół godzinie jesteśmy w Boliwii :D
Załącznik:
20180706_100548c.jpg

Załącznik:
20180706_100624c.jpg

Około 11-ej docieramy do miasteczka Copacabana (3818 m np.p.), gdzie czeka nas dłuższy postój i zmiana autobusu. Ponieważ do odjazdu mamy ponad 2h czasu ruszamy na spacer po mieście (duże plecaki zostawiamy w biurze przewoźnika). Copacabana to miejscowość bardzo turystyczna, wzdłuż Avenida 6 de Agosto, prowadzącej z portu do głównego placu miasta znajduje się liczne knajpki, hostele i hospedaje.
Załącznik:
20180706_124927c.jpg

Załącznik:
20180706_115521c.jpg

Największą atrakcją do zwiedzenia jest bazylika Matki Boskiej Gromnicznej z cudownym obrazem Czarnej Madonny. Wielka Fiesta de la Virgen odbywa się tu 5-6 sierpnia i jest celem tysięcy pielgrzymów i turystów. Zresztą w regionie jeziora Titicaca odbywa się wiele fiest ku czci lokalnych świętych, praktycznie każda miejscowość słynie z jakiegoś święta (najlepszym przykładem może być słynna diablada, obchodzona w Puno).
Załącznik:
20180706_120938c.jpg

Załącznik:
20180706_121411c.jpg

Załącznik:
20180706_121328c.jpg

Załącznik:
20180706_120107c.jpg

Po obejrzeniu katedry, placu i okolicznych uliczek idziemy na autobus. W dalszą podróż ruszamy punktualnie o 13:30, ale nie trwa ona długo, bo po 30 minutach jazdy mamy kolejną przerwę, która tym razem związana jest z przeprawą promową przez jezioro Titicaca w miejscowości Tiquina. Autobus przewożony jest oddzielnie na małej barce, a podróżni łodziami (opłata 2 boliviano / osobę).
Załącznik:
20180706_142836c.jpg

Załącznik:
20180706_142846c.jpg

Załącznik:
20180706_142952c.jpg

Po drugiej stronie jeziora jest dużo stoisk oferujących smażoną rybę podawaną z dodatkami – gotowaną kukurydzą(?), ziemniakiem w mundurku oraz małymi rybkami smażonymi w całości (7 BOB / porcję).
Załącznik:
20180706_144230c.jpg

Po kolejnych około 40 minutach ruszamy „prosto” do La Paz. Podróż trwa około 3 h, szczególnie długo zajmuje przejazd przez sąsiadujące z La Paz miasteczko El Alto. Przedłużającą się podróż wynagradzają widoki – El Alto i La Paz – położone są w górzystym terenie i zbocza zabudowane domami z cegły dają ciekawy krajobraz, a całości dopełnia majaczący w tle ośnieżony szczyt wulkanu Illimani (6349m).
Załącznik:
20180706_171001c.jpg

W końcówce podróży w autobusie zaczyna działać szczątkowy Internet, więc udaje się nam zrobić małe rozeznanie w ofercie hoteli. Terminal de Buses w La Paz znajduje się nieopodal centrum, więc oczywiście nie korzystamy ze środków transportu, tylko zarzucamy plecaki i ruszamy.
Załącznik:
20180706_173505c.jpg

Po 20 minutach wędrówki w dół i w górę po uliczkach miasta docieramy do ulicy Sagarnaga. Zdecydowaliśmy się na nocleg tutaj, ponieważ wzdłuż tej ulicy zlokalizowanych jest dużo agencji turystycznych organizujących zjazd rowerami słynną Drogą Śmierci. Zatrzymujemy się w hotelu o takiej samej nazwie jak rzeczona ulica. Po małych negocjacjach płacimy 240 boliviano za pokój i meldujemy się.
Załącznik:
20180707_072611c.jpg

Chwilę przed 19-tą ruszamy w poszukiwaniu biura na jutrzejszą atrakcję. Po zapoznaniu się z trzema ofertami (szczerze mówiąc trudno znaleźć w nich jakiekolwiek różnice, zarówno pod względem ceny, jak i planu, więc wybór jest czysto subiektywny), wybieramy biuro Space Biking. Płacimy w sumie 800 boliviano – 350 BOB za rower tylko z przednim amortyzatorem, i 450 BOB za rower dla Leona z dwoma amortyzatorami. Po załatwieniu najważniejszej sprawy tego wieczoru idziemy na spacer wzdłuż Paseo El Prado, która jest główną arterią miasta. Na ulicach panuje niesamowity tłok, tysiące ludzi na chodnikach, w kolejkach do busów, przy sklepikach i straganach ustawionych po obu stronach szerokiej ulicy. Nie czuję się tu komfortowo, ta rzeka ludzi przepychających się wzajemnie powoduje, że jeszcze bardziej niż zawsze trzeba pilnować swoich rzeczy :oops: W porównaniu z ulicami Limy czy Arequipy, na ulicach „miasta pokoju” jest znacznie więcej bezdomnych. Natomiast nie widać różnic w sprzedaży ulicznej, w jednym i drugim kraju, szara strefa handlu, tzw. economia popular cieszy się ogromną popularności i dla wielu ludzi jest jedyną szansą na jakiekolwiek dochody. W jednym z barów zjadamy małą kolację i wracamy o 22-ej do hotelu. Czas odpocząć przed jutrzejszą jazdą „bez trzymanki” :lol:
Załącznik:
20180706_195530c.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez ostrand, 18 Sie 2018 17:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 19 Lip 2018 16:38 

Rejestracja: 13 Sie 2013
Posty: 49
niebieski
07/07/2018 (sobota)
O 7-ej rano schodzimy na śniadanie, które nie zachwyca - jest tylko szynka, dżem, pieczywo i napoje, ale poranny głód daje się zaspokoić. Przedłużamy jeszcze nocleg na kolejny dzień, przy czym tym razem rezerwując nocleg przez stronę hotels.com płacimy tylko 180 boliviano ;) Zaraz po załatwieniu noclegu na kolejną noc zjawia sie nasz przewodnik – Ariel i ruszamy ku dzisiejszej przygodzie:)
Załącznik:
20180707_072721c.jpg

Słynna – El Camino de la Muerte – swoją nazwę zawdzięcza żniwu jakie ta trasa (o długości około 30km) zebrała wśród kierowców i pasażerów. Na tym dość krótkim odcinku drogi, położonej na zboczu kanionu rzeki Coroico, ginęło rocznie nawet do 300 osób, dlatego też trasa ta swego czasu została okrzyknięta najbardziej niebezpieczną drogą świata. Obecnie nie jest ona używana przez kierowców, ponieważ w 2006r. po drugiej stronie kanionu oddano asfaltową drogę, a szutrową "Road of Death" pozostawiono jako atrakcję turystyczną, którą obecnie jeżdżą, praktycznie tylko, turyści żądni adrenaliny (czyli my) na rowerach.
Na downhill zdecydowały się jeszcze cztery osoby – młodzi Francuzi. Ruszamy przez La Paz w kierunku kanionu Coroico. Na miejscu startu, które znajduje się na wysokości ponad 4600 m n.p.m. jesteśmy po około 40 minutach. Gdy Ariel z naszym kierowcą przygotowuje sprzęt, my w tym czasie mamy czas na zjedzenia małej przekąski i kilka łyków herbaty z liści koki:) oraz kilka pamiątkowych fotek. A krajobraz okolicy zapiera dech w piersiach – ośnieżone góry i kanion skąpane w porannym słońcu. Cudo!
Załącznik:
DSCN6743c.jpg

Załącznik:
DSCN6764c.jpg

Załącznik:
DSCN6801c.jpg

Załącznik:
20180707_093135c.jpg

Po małym instruktażu zaczynamy szykować się do jazdy. Mamy do nałożenia cały strój ochronny, składający się z ochraniaczy na kolana i łokcie, spodni, bluzy, rękawiczek i kasku. Wszystko jest przygotowane indywidualnie, zgodnie z podanymi wczoraj rozmiarami. Po małym zapoznaniu się z rowerami ruszamy!
Załącznik:
DSCN6738c.jpg

Załącznik:
DSCN6739c.jpg

Załącznik:
DSCN6740c.jpg

Najpierw zjeżdżamy asfaltową szosą prowadzącą w dół po zboczu kanionu. Pomimo początkowych obaw o jeżdżące drogą samochody okazuje się, że w ogóle sobie nie przeszkadzamy. Miejscowi kierowcy wydają się być świadomi najazdu „rowerowych turystów” i zachowują dużą ostrożność. Jedynie samochody ciężarowe ziejące spalinami są nieprzyjemne, ale nie ma ich aż tak wiele. A sama jazda?! Cóż tu dużo mówić… czuć wiatr we włosach, a poziom adrenaliny wyraźnie nam podskoczył :shock:
Załącznik:
DSCN6767c.jpg

Załącznik:
DSCN6775c.jpg

Załącznik:
DSCN6780c.jpg

Załącznik:
DSCN6781c.jpg

Co kilka kilometrów Ariel organizuje zbiórki i postoje. Każdy z naszej grupy jedzie z inną prędkością, przede wszystkim zależną od masy ciała, przez to Leo jest trochę niepocieszony, bo jedzie najwolniej, ale radzi sobie doskonale. Zjazd w dół 20 km odcinka (z kilkoma przystankami) zajmuje nam około godziny i ten etap kończymy na wysokości 3360 m, więc zmiana różnicy wysokości wynosi około 1250 m, ale czujemy się doskonale i nie odczuwamy nawet najmniejszych skutków zmiany wysokości.
Załącznik:
DSCN6806c.jpg

Załącznik:
DSCN6800c.jpg

Wsiadamy ponownie w busa i jedziemy kilkanaście minut w kierunku starej „Drogi śmierci”. Na tej wysokości (3112 m) porośnięte tropikalną roślinnością zbocza kanionu skąpane są w chmurach, które rozpościerają się pod naszymi nogami. Na tej wysokości i poniżej jest już zdecydowanie cieplej, więc zdejmujemy część naszych ubrań.
Załącznik:
20180707_103108c.jpg

Załącznik:
20180707_104227c.jpg

Załącznik:
DSCN6848c.jpg

Niestety podczas postoju Leo przewraca się podczas zbiegania z małego zbocza i paskudnie obciera obie ręce i kolano. Co za pech :( W samochodzie jest apteczka i Synkiem zajął się nasz driver, który przemył rany i tą największą na ręce opatrzył. Leo potrzebuje chwilę czasu na dojście do siebie, więc wsiada do busa. A my ruszamy… karawana jedzie dalej :)
Załącznik:
DSCN6850c.jpg

Załącznik:
DSCN6856c.jpg

Czas zmierzyć się z legendarną El Camino de la Muerte. Początek trasy jest dla mnie dość trudny. Szutrowa, bardzo nierówna i diabelnie stroma droga powoduje, że kilka razy zaliczam niebezpieczne poślizgi, ale cale szczęście za każdym razem udaje mi się wyjść cało. Po pewnym czasie zaczynam „czuć” lepiej tą drogę, ale cały czas dość intensywnie ćwiczę hamulce (całe szczęście te rowery mają bardzo dobre, oba hydrauliczne, reagują na najmniejszy docisk manetki). Po 10 minutach mamy postój, więc mogę sprawdzić co u Leona… całe szczęście już doszedł do siebie i chce już wsiadać na rower, ale Ariel proponuje aby jeszcze jeden, krótki odcinek przejechał w busie. Leo z małymi oporami zgadza się ;) i wsiada ponownie do samochodu, a my ruszamy w dół na naszych „góralach”. Droga jest niesamowita… cały czas wiedzie nad stromym klifem kanionu porośniętego tropikalnym lasem.
Załącznik:
20180707_114921c.jpg

Załącznik:
20180707_121722c.jpg

Na kolejnym postoju Leo z bólem nakłada rękawiczki, wsiada na rower :P i zdeterminowany rusza w dół. Początkowo jadę tuż za nim aby upewnić się, że da radę. Ale po krótkiej chwili Leo odjeżdża mi i widzę tylko jego plecy… Leo jedzie nie używając praktycznie hamulców… dopiero na wywłaszczeniach i niewielkich podjazdach daję radę go dogonić :shock: Mimo obolałych rąk Leon jedzie bardzo dobrze i szybka jazda daje mu dużą frajdę ;)
Załącznik:
DSCN6878c.jpg

Załącznik:
20180707_120258c.jpg

Jazda po tej wąskiej skalnej półce sprawie mu niesamowitą frajdę. A trasa robi się coraz ciekawsza… co chwila drogę przecinają mniejsze lub większe strumienie, a od czasu do czasu dla odmiany woda leje się z góry na nasze głowy. Historię „Drogi śmierci” symbolizują niezliczone ilości krzyży, a opowieści naszego przewodnika o tragicznych wypadkach, które miały tu miejsce dodatkowo wzmacniają jej dramatyczną historię. Jeden z nich związany jest z historią izraelskiego rowerzysty, który runął w przepaść…
Załącznik:
20180707_122508c.jpg

Około 12-ej zatrzymujemy się w przydrożnym barze na dłuższy postój, tutaj mamy przerwę na mały posiłek i uspokojenie rozdygotanych ciał (nie, nie z nerwów ;) , tylko od bardzo intensywnych wstrząsów). Dużą ulgę przynosi zdjęcie kombinezonu, ponieważ w międzyczasie zrobiło się bardzo ciepło. Po 40 minutach jedziemy dalej, ale od tego momentu trasa staje się coraz łagodniejsza i poziom adrenaliny znacząco spada. Zjazd kończymy po pokonaniu około 36km starej, szutrowej trasy na wysokości 1568 m. W sumie na rowerach przejeżdżamy ponad 55 km i różnicę poziomu wysokości – 2800 m. Ale najważniejsze, że cały dość szalony zjazd kończy się szczęśliwie… zadrapania i odciski na rękach (od kurczowego zaciskania ich na kierownicy) miną bezpowrotnie za kila dni, a niesamowite doświadczenie pozostanie na długo. Na koniec „wycieczki” jedziemy na obiad i relaks do kompleksu Dos Rios Camping znajdującego się na dnie kanionu, nad rzeką Coroico. Oprócz relaksu w basenie, możemy tam obejrzeć końcówkę ćwierćfinałowego meczu Rosja-Chorwacja. Do La Paz wracamy dopiero o 19:30. Po pozostawieniu rzeczy w hotelu ruszamy jeszcze na dworzec po bilety na jutrzejszą podróż.
Tak mija kolejny dzień naszej podróży… niby to tylko chwila, ale bez wątpienia ta, którą zapamiętam(y), i która będzie tworzyła historię tej wyprawy.
PS. Być może da osób jeżdżących rowerami na co dzień trasa ta byłaby codzienną przejażdżką, ale dla „niedzielnych” rowerzystów zapewne będzie to niebanalna przejażdżka :D Poniższy zapis ze smartwatcha nie obejmuje całej trasy (zaaferowany startem zapomniałem uruchomić zapis). Całkowita trasa liczyła około 55km.
Załącznik:
Route-El_Camino_de_la_Muerte.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 32 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group