Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 10 Lut 2016 19:40 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
Czołem!
Można powiedzieć, że to miała być nasza podróż życia, tak więc dla potomności, jak i dla siebie samego, spisuję wspomnienia. Postaram się, żeby relacja zawierała trochę informacji praktycznych, tzn. jakie są ceny żywności/alkoholu na miejscu, jaki koszt wstępów do parku, itp.

W niektórych miejscach ta relacja nie będzie w 100% zgodna z mottem "fly4free", (czyli podróżowania jak najtańszym kosztem w całości), ale składam to na karb cen, szczególnie iż byliśmy tam w czasie szczytu sezonu.

Uprzedzam, że (subiektywnie oczywiście) zdjęcia ładne przeplatane będą zdjęciami słabymi :) wybaczcie, fotografujemy tylko dla celów wspomnieniowych, w większości na trybie auto.

Z tej relacji dowiecie się:
1. Jak wyglądała koszulka fly4free na przylądku Horn
2. Jak smakuje whisky on the rocks, z lodem z lodowca Perito Moreno
3. Kto i dlaczego Polak opóźnił o 3 godziny przejazd autobusu na granicy Argentyńsko-Chilijskiej
:)

Ale od początku...
Wszystko zaczęło się od pewnej promocji http://www.fly4free.pl/super-tanie-loty-do-argentyny/, a los chciał, że byliśmy wtedy na weekendówce w Marsylii. Cały dzień zwiedzania miasta, wieczorem winko, piwko, odpoczywamy, a tu nagle taki news! Nie trzeba nikomu wspominać, że z Polski loty na Ziemię Ognistą potrafią kosztować nawet i 5000 zł.. Nie sama cena była bodźcem do kupna biletów, gdzieś z tyłu głowy miałem świadomość (dzięki kapitalnej relacji @BusinessClass), że z Ushuaia jest szansa w dobrej cenie popłynąć na Antarktydę. Nie musiałem długo przekonywać Żony, jednak jedyny warunek jaki postawiła, to niekupowanie więcej innych biletów :) (na szczęście udało się już kupić nastęne loty).
Dziś może trochę żałuję, że strzeliliśmy z terminem na chybił-trafił, zamiast podpasować się pod konkretny statek na Antarktydę, ale cóż, następnym razem! Po początkowych problemach z kupnem na lastminute, w końcu udało się kupić wymarzone bilety za 290€/os na włoskiej expedii. Etickety od razu na mailu, tak więc ahoj przygodo!

Poniżej przedstawiam plan naszej podróży, będę chciał napisać kilka słów o każdym dniu.

18.01 - Wyruszamy, lot FR KRK-BGY, przejazd na MXP, lot MXP-GRU
19.01 - lot GRU-AEP, zwiedzanie Buenos Aires
20.01 - lot AEP - USH, ogarnięcie Ushuaia, rejs na wyspę Martillo z pingwinami
21.01 - cały dzień w parku narodowym Ziemi Ognistej
22.01 - dzień wolny, zaokrętowanie na statek
23.01 - rejs w stronę lodowców
24.01 - zdobycie Przylądka Horn, wyjście na wyspę w Zatoce Wulaia
25.01 - powrót do Ushuaia, Park Natrodowy Ziemi Ognistej
26.01 - całodniowa podróż do Punta Arenas w Chile
27.01 - wolne popołudnie, rejs na wyspę Magdalena z pingwinami, przejazd do Puerto Natales
28.01 - cały dzień w parku Torres Del Paine
29.01 - przejazd do El Calafate, wolne popołudnie
30.01 - dzień wolny, zwiedzanie El Calafate
31.01 - Mini Trekking na lodowcu Perito Moreno
01.02 - lot z El Calafate do Ushuaia, zakupy do domu
02.02 - lot USH-AEP-GRU, boarding na lot do Mediolanu
03.02 - GRU-MXP, nocleg w Mediolanie
04.02 - powrót do domu Ryanair, lot BGY-KRK.

Łącznie, 18 dni w podróże we dwoje. Nasza najdłuższa podróż. Wybraliśmy 13 dni na miejscu, a to dlatego, że liczyliśmy, że w dzień przylotu do Ushuaia uda się kupić prom na Antarktydę "last second", a tym samym spełnić jedno z najskrytszych marzeń.
Dla tych, co wolą oglądać, trasa przedstawia się następująco:
LOTY:
Załącznik:
Untitled.jpg
Untitled.jpg [ 193.33 KiB | Obejrzany 7520 razy ]

ZIEMIA:
Załącznik:
Untitleda.jpg
Untitleda.jpg [ 118.75 KiB | Obejrzany 7520 razy ]

WODA:
Image

CDN..
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
19 ludzi lubi ten post.
tom971 uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 24 Lut 2016 19:33 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
Dzień I

Wyruszamy z akademika "Żaczek", autobusem na lotnisko. Pogoda taka sobie, w Polsce loty odwoływane, samoloty krążą nad lotniskami. Koledze @KyokoMai mało co przepadł wyjazd do Brazylii, właśnie przez pogodę. Szybka kontrola bezpieczeństwa, czekamy, czy nasz samolot w ogóle podstawią. Nie ukrywam, że kupowanie dolotu lowcostem w dzień, kiedy tak naprawdę zaczyna się nasza wyprawa, to specyficzna rosyjska ruletka. Będzie pogoda, uda się. Nie będzie, cały wyjazd przepada, a nawet nie zdążyło sie postawić pierwszego kroku..

Ale wylatujemy, może pół godziny po czasie. Lot do Bergamo bez historii, wita nas ciepłe, południowe słońce. Czekamy niecałą godzinę na autobus, który zawiezie nas prosto na lotnisko Malpensa. Jego koszt to 16 € OW/osoba. Można kombinować tańszy dojazd (4 € do Mediolanu + 8 € na malpensę). Nam podpasowała godzina, więc wybieramy droższą, wygodniejszą opcję. Autobus jedzie niecałe dwie godziny. Po drodze stop w Monzie.

Lotnisko Malpensa robi na nas duże wrażenie. Myślę, że jedno z większych, na jakich byliśmy do tej pory. Z tego co wiem, zostało uznane za najlepsze lotnisko w Europie w 2015 roku (?). Idziemy nadać bagaż oraz odebrać bilety.
Nie czekamy zbyt długo, dostajemy bilety, ale tylko do Buenos. Tam mamy nadać bagaże jeszcze raz. Szybka kontrola bezpieczeństwa, idziemy pod bramkę.

Tu zdajemy sobie sprawę z "siły rażenia" F4F :) co rusz słychać polski głos, rozmowy o planach, a nawet próby poszukiwania chętnych na wspólne zwiedzanie. Naliczyłem 11 osób, do tego w samolocie poznaliśmy jeszcze 2.

OT: czy zauważyliście, że my, polscy podróżnicy, jesteśmy inni niż wszyscy? Słysząc rodzimy język podchodzimy do siebie, zagadujemy. Nie znamy się, ale rozmowa jakoś się klei. Do tego można dowiedzieć się czegoś ciekawego.

Sam lot do Sao Paulo staramy się przespać. Kilka rozmów z nowo poznanymi ( @mmaratonczyk @kefirm i inni ). Jedzenie bez szału, dobre bo ciepłe. Zabawne, że whisky podają albo samą, albo z wodą, albo z herbatą :)
na zdjęciu Ravioli, słodkie ciastko, sałatka, krakersy i serek
Załącznik:
DSC_0001.JPG
DSC_0001.JPG [ 105.46 KiB | Obejrzany 7008 razy ]


Na śniadanie niby omlet, owoce:
Załącznik:
DSC_0003.JPG
DSC_0003.JPG [ 122.16 KiB | Obejrzany 6987 razy ]


Lądujemy w Sao Paulo o czasie; jako że nie opuszczamy strefy tranzytowej, nie musimy wypełniać deklaracji celnych.
Znalazło się i powitanie w języku polskim:
Załącznik:
DSC_0030_4.JPG
DSC_0030_4.JPG [ 85.51 KiB | Obejrzany 7008 razy ]


-- 24 Lut 2016 20:01 --

Dzień II

Koczujemy 6 godzin na terminalu. Internet lotniskowy jest darmowy tylko przez 1 godzinę. Na szczęście w strefie ogólnodostępnej jest Starbucks, a tam internet darmowy i nielimitowany czasowo :) skrzętnie z tego korzystamy. Ruch na lotnisku spory, co rusz startuje jakaś duża maszyna.

Wreszcie czas na nasz lot. Wykonuje TAM. Dostajemy małą przekąskę.
Załącznik:
DSC_0005_1.JPG
DSC_0005_1.JPG [ 104.03 KiB | Obejrzany 6987 razy ]


Lot (poand dwugodzinny) przesypiamy. Lądujemy na lotnisku AEP o czasie. Wita nas niebieskie niebo i słońce, 25 stopni. Szybka kontrola paszportowa, chwilę czekamy na bagaż, czas znaleźć szafki. W międzyczasie wymieniamy dolary na Pesos argentyńskie (ARS). Kurs na lotnisku w porządku, choć całej gotówki bym tu nie wymieniał. 1 $ = 13,2 ARS, 1€ - 13,9 ARS.
W celu oddania bagażu do szafek udajemy się do biura informacji turystycznej. Tam za 35 ARS można oddać bagaż na 12 godzin. Bagaż jest skanowany, a potem ze strażnikiem idzie się do oddzielnej budy, gdzie miła pani przyjmuje bagaże i oznacza je.

Mając przeszło 14 godzin do następnego lotu, postanawiamy udać się na miasto. Możliwości są dwie: albo bus lotniskowy za 30 ARS, z kilkoma przystankami, albo bus miejski, za ~3,70 ARS.
Wybór pada na miejski. Niestety, biletu u kierowcy nie kupimy; musimy poprosić kogoś o odbicie swojej karty za nas. Ludzie są mili, nawet nie chcą od nas pieniędzy.

Jedziemy do centrum. naszym celem jest bar o wdzięcznej nazwie "Krakow". Nawigacja w elefonei trochę szwankuje, ale jakoś docieramy. Niestety, bar był zamknięty. Cóż, idziemy dalej, w okolice hotelu Colon, gdzie mamy zamiar posilić się w polecanym przez kolegę BusinessClass lokalu. Jest to właściwie centralny punkt miasta, dosłownie obok obelisku.

Lokal nazywa się "Pizzeria Del Rey". Zamawiamy dwie empanady plus chopp Quilmesa, czyli 0,33L zimnego, lanego piwa. Cena - 48 ARS, znośnie.
Załącznik:
DSC_0008_1.JPG
DSC_0008_1.JPG [ 110.76 KiB | Obejrzany 6987 razy ]


Zwiedzamy centrum. Wybaczcie brak fotek, na forum są świetne relacje z Buenos. Wymieniamy też trochę gotówki, po lepszym kursie niż na lotnisku. 1$ za 14,20 ARS.
Ok. 19 robi się już szarówka, postanawiamy udać się na lotnisko autobusem miejskim. W tym celu idziemy na dworzec Retiro. Zrobiliśmy jeszcze małe zakupy, żeby jakoś przetrwać noc. Okolice dworca nieprzyjemne, nie chciałbym się tędy przechadzać nocą.
Znów prosimy kogoś o kupno biletu, bez problemu się udaje.
Kilka chwil po 20 jesteśmy już na lotnisku, odbieramy bagaże, szukamy wygodnego miejsca do odświeżenia się (toaleta dla niepełnosprawnych, budząca tak wiele emocji...).
Z miejscem do spania również problem - długich ławek nie ma, fotele z poręczami. Jeszcze chwilka rozmowy z rodakami, próbujemy łapać sen do godziny 2 nad ranem.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#3 PostWysłany: 24 Lut 2016 20:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Gru 2014
Posty: 408
Loty: 90
Kilometry: 125 466
Punkty statusowe: 49
srebrny
No dobra, czy tylko ja czekam na widoczki? :P
_________________
Relacje:

Hornstrandir - Fiordy Zachodnie// Grenlandia kajakiem //Kajakowo - trekkingowa Norwegia // Laugavegur Trail // Islandia zimą x2 // Svalbard // Grenlandia ACT
Góra
 Profil Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
      
#4 PostWysłany: 24 Lut 2016 20:52 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2014
Posty: 887
Punkty statusowe: 29
niebieski
Na razie jemy - potem będziemy oglądać. Świetna trasa :) Zaplanowałabym prawie taką samą więc z przyjemnością poczytam.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
      
#5 PostWysłany: 25 Lut 2016 01:03 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
Dzień III

Wstajemy ok. 2 nad ranem. Szybka odprawa i zdanie bagażu. Dają małą przekąskę (jakby mało było zdjęć jedzenia):
Załącznik:
DSC_0015_1.JPG
DSC_0015_1.JPG [ 126.42 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Przy podchodzeniu do lądowania dosyć dobrze widać Puerto Williams, chilijską osadę, uznawaną (nieofocjalnie) za najbardziej wysuniętą na południe. Póki co, ten tytuł dzierży nasz cel podróży, czyli Ushuaia.

Miękkie lądowanie, wychodzimy, czekamy na bagaże. Jesteśmy trochę podekscytowani - za chwilę okaże się, czy mamy jakąkolwiek szansę na rejs na Antarktydę. Z lotniska do miasta (chyba?) nie jeżdżą żadne busy - tylko taxi. My, wraz z kolegą Kefirm oraz Pauliną i Maćkiem (pozdrawiam Was serdecznie) decydujemy się przejść te 5 km na piechotę.

Jest chłodno, wietrznie. Miasto wydaje się być "wszczepione" do podnóża gór. Podczas wędrówki okazuje się, że Paulina i Maciek też lecą do Tokio z Warszawy, za 700zł, w tych samych co my datach. Niech ktoś mi powie, że ten świat nie jest mały :)
Po ok. 50 minutach spaceru docieramy do centrum. Ulice symetryczne, przecinają się pod kątem prostym. Jest jedna główna aleja, wokół której toczy się całe życie. Wchodzimy do każdego z biur podróży, pytamy, czy jest szansa na Antarktydę "last second". Niestety, zero nadziei. Są dwa promy, ale cena jednego zaporowa (8000$ osoba), a drugi wypływa na 18 dni. No trudno, odkładamy marzenia na nieokreśloną bliżej przyszłość.
Pozostaje nam ogarnięcie się w mieście, wymiana kasy, znalezienie noclegu. Pan z jednego z biur poleca nam hotel Antartida, tam podobno jest kantor. Nie spodziewaliśmy się szału, ale kurs był więcej niż dobry. 1$ za 14, 1€ za 14,6 ARS. Mieliśmy popisany banknot 100dolarowy, pan nawet nie zwrócił na to uwagi.
Dobra, mamy już pieniądze, więc czas coś zjeść; kupujemy bagietki (15 ARS), ażeby skonsumować... pasztet wieziony z Polski, specjalnie na tą okazję, przez Maćka i Paulinę :lol: przy okazji odwiedza nas okoliczna mewa (?)
Załącznik:
DSC_0024_1.JPG
DSC_0024_1.JPG [ 156.37 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Długo się nie zastanawialiśmy, do pasztetu leci winko (50 ARS). Kontretykieta informuje, że jest przeznaczone do wypicia tylko na Ziemi Ognistej.
Załącznik:
DSC_0025_2.JPG
DSC_0025_2.JPG [ 119.2 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Korzystając z okazji, robimy zdjęcie słynnej pamiątkowej tablicy:
Załącznik:
P1200073.JPG
P1200073.JPG [ 243.99 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


A tak wyglądają znaki drogowe w Ushuaia:
Załącznik:
P1200071.JPG
P1200071.JPG [ 198.9 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Tutaj rozstajemy się z nowymi znajomymi, którzy mają lot do El Calafate. Sami udajemy się na poszukiwanie noclegu. Wiedzieliśmy, że jest sezon, że może być problem. W pierwszych 3 hostelach nie było ani jednego wolnego łóżka. W końcu, po uzyskaniu info z biura turystycznego, udało się znaleźć coś w rozsądnej cenie. Hostel Los Lupinos, przecznica wyżej od głównej arterii. Sale 6 łóżek. Osoba + śniadanie - 250 ARS. Cena może jak na hostel duża, ale takie są realia na miejscu. Pierwsza rzecz - prysznic, zmiana odzieży.
Idziemy do marketu, La Anonima. Ten sklep będzie nam towarzyszył aż do końca wyjazdu. Świetne dania gorące na wynos, do tego tanie.

Spotykamy kolegę mmaratonczyk, namawia nas na łódkę/prom na wyspę Martillo, gdzie znajduje się kolonia Pingwinów. Decydujemy się. Koniec końców płyniemy sami, bez mmaratończyk'a.

w końcu jakieś widoczki:
Załącznik:
P1200094.JPG
P1200094.JPG [ 159.9 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Statek jest niewielki, ale ludzi sporo. Najpierw mijamy urokliwą latarnię morską:
Załącznik:
DSC_0028_2.JPG
DSC_0028_2.JPG [ 124.16 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Później wyspa kormoranów:
Załącznik:
P1200091.JPG
P1200091.JPG [ 245.28 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Następnie wyspa i lwy morskie:
Załącznik:
P1200105.JPG
P1200105.JPG [ 231.07 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Załącznik:
P1200108.JPG
P1200108.JPG [ 211.61 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


I wreszcie podpływamy do głównej atrakcji, pingwinów. Mamy szczęście, oprócz pingwinów Magellana (tych małych), na wyspie są 4 pingwiny Królewskie, te z pomarańczowym kolorem pod głową.

Załącznik:
P1200156.JPG
P1200156.JPG [ 248.12 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Załącznik:
P1210172.JPG
P1210172.JPG [ 224.1 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Załącznik:
P1200147.JPG
P1200147.JPG [ 251.29 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Załącznik:
P1200151.JPG
P1200151.JPG [ 225.68 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Zakochaliśmy się w pingwinach od pierwszego wejrzenia. Są trochę niezdarne, nic sobie nie robią z obecności ludzi. W dalszej części relacji będzie więcej lepszych zdjęć z bliska.
Wracamy do portu, podróż mija na łapaniu snu, jesteśmy naprawdę zmęczeni podróżą.

Robimy zakupy w La Anonima, na dobry sen likier Fernet, do tego Coca Cola. To wszystko składniki drinka Fernet con Coca.
Załącznik:
DSC_0001_1.JPG
DSC_0001_1.JPG [ 136.13 KiB | Obejrzany 6924 razy ]


Cenowo: 0,45L za 20 ARS (6zł!!). Niestety, jest to likier ziołowy, totalnie niepijalny :( żona nazwała to milocardinem dla dorosłych. Nawet po rozcieńczeniu z Colą, smak ziółek był bardzo mocny.
Szybko idziemy spać. Na następny dzień w planie Park Narodowy Ziemi Ognistej, a także ogarnięcie promu na Przylądek Horn.

Ps. Obiecuję, że w dalszej części relacji będzie trochę więcej zdjęc widoczków :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#6 PostWysłany: 25 Lut 2016 18:16 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
Dzień IV

Wstajemy wcześnie rano. Od 7 można zejść na śniadanie. Hostel oferuje świeże pieczywo, 7 rodzajów dżemów do wyboru (w tym słynny krem dulce de leche), do tego kawa, herbata, mate, mleko, czekolada. Ot tyle, żeby wstać i wyjść na miasto.
Załącznik:
DSC_0003_1.JPG
DSC_0003_1.JPG [ 121.5 KiB | Obejrzany 6737 razy ]


Już wczoraj zauważyliśmy, że jest szansa na rejs last minute na Przylądek Horn. 3 noce na promie, gwarantowane wejście na Horn (przy dobrej pogodzie), rejs przez Dolinę Lodowców. Długo się nie zastanawiamy, żona będzie obchodzić urodziny na Przylądku :) koszt: 1000USD. Wszystkie formalności załatwiamy w biurze "Freestyle". Polecam, obsługa jest świetna i życzliwa. Bardzo chcieli nam pomóc z Antarktydą, na otarcie łez zaproponowali Horn.
No nic, robimy jakieś mikro zakupy spożywcze, udajemy się do Parku Narodowego Ziemi Ognistej. Jestem Wam dłużny zdjęcie koszy na śmieci. Są umieszczone na wysokich słupach, a to ze względu na wszechobecne psy. Na szczęście, nie robią sobie nic z obecności ludzi, po prostu krążą sobie po mieście.
Załącznik:
P1210184.JPG
P1210184.JPG [ 135.37 KiB | Obejrzany 6737 razy ]


Idziemy na prowizoryczny dworzec autobusowy. Jest kilka busów, cena taka sama - 300 ARS osoba w dwie strony. Busiki jeżdżą co godzinę, najpóźniejszy powrót z Parku o 19.00.
Mamy bus dla siebie, jedziemy. Kierowca zatrzymuje się przy kasach biletowych. Koszt od osoby - 170 ARS. Nie są honorowane zniżki studenckie - tylko dla obywateli argentynskich.
Przy kupnie biletu dostaje się mapkę z zaznaczonymi trasami, opisem, a także długością przejścia. My wcześniej umówiliśmy się z kolegą Kefirm, że zrobimy dwa szlaki, prowadzące nieopodal wybrzeża. Ścieżki są dobrze oznakowane, nie są jakieś super wymagające. Ludzi sporo - widać, że to sezon. Niech przemówią zdjęcia:
Załącznik:
P1210191.JPG
P1210191.JPG [ 96.75 KiB | Obejrzany 6737 razy ]

Załącznik:
P1210192.JPG
P1210192.JPG [ 134.81 KiB | Obejrzany 6737 razy ]

Załącznik:
P1210194.JPG
P1210194.JPG [ 96.4 KiB | Obejrzany 6737 razy ]

Załącznik:
P1210206.JPG
P1210206.JPG [ 109.81 KiB | Obejrzany 6737 razy ]

Załącznik:
P1210218.JPG
P1210218.JPG [ 81.09 KiB | Obejrzany 6737 razy ]

Załącznik:
P1210222.JPG
P1210222.JPG [ 119.34 KiB | Obejrzany 6737 razy ]

Załącznik:
P1210226.JPG
P1210226.JPG [ 157.36 KiB | Obejrzany 6737 razy ]


Idziemy dalej, na jednym ze zdjęć widać ichniejszego lisa, który czaił się na prowiant turystów

Zdjęcie z tablicami przedstawia koniec Ruta Nacional N. 3 - Czyli drogi biegnącej przez całą Argentynę, a będącą częścią tzw. Panamericany (?).
Stąd informacja, że na Alaskę jest ponad 17 tysięcy kilometrów.
To żyjątko w wodzie to najprawdopodobniej meduza :)

Jeszcze rzut oka na Meduzę,
powoli wracamy do umówionego punktu zbiórki.
Chmury tworzą świetne widowisko nad górami.

Załączniki:
P1220418.JPG
P1220418.JPG [ 85.96 KiB | Obejrzany 6725 razy ]
P1220417.JPG
P1220417.JPG [ 85.24 KiB | Obejrzany 6725 razy ]
P1210408.JPG
P1210408.JPG [ 97.82 KiB | Obejrzany 6725 razy ]
P1210403.JPG
P1210403.JPG [ 109.67 KiB | Obejrzany 6725 razy ]
P1210397.JPG
P1210397.JPG [ 127.01 KiB | Obejrzany 6725 razy ]
P1210393.JPG
P1210393.JPG [ 103.4 KiB | Obejrzany 6725 razy ]
P1210381.JPG
P1210381.JPG [ 124 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210369.JPG
P1210369.JPG [ 115.31 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210356.JPG
P1210356.JPG [ 150.54 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210353.JPG
P1210353.JPG [ 126.67 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210352.JPG
P1210352.JPG [ 164.94 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210349.JPG
P1210349.JPG [ 91.53 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210344.JPG
P1210344.JPG [ 171.1 KiB | Obejrzany 6728 razy ]
P1210331.JPG
P1210331.JPG [ 107.93 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210315.JPG
P1210315.JPG [ 131.18 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210313.JPG
P1210313.JPG [ 103.78 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210281.JPG
P1210281.JPG [ 147.89 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210279.JPG
P1210279.JPG [ 111.23 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210268.JPG
P1210268.JPG [ 80.97 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210260.JPG
P1210260.JPG [ 120.38 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210246.JPG
P1210246.JPG [ 209.14 KiB | Obejrzany 6732 razy ]
P1210236.JPG
P1210236.JPG [ 163.76 KiB | Obejrzany 6735 razy ]
P1210232.JPG
P1210232.JPG [ 135.05 KiB | Obejrzany 6735 razy ]
P1210230.JPG
P1210230.JPG [ 104.1 KiB | Obejrzany 6735 razy ]
P1210228.JPG
P1210228.JPG [ 126.09 KiB | Obejrzany 6735 razy ]
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
      
#7 PostWysłany: 28 Lut 2016 12:29 

Rejestracja: 15 Lut 2016
Posty: 171
Punkty statusowe: 12
niebieski
Krajobrazy w Parku Narodowym sprawiają raczej ponure wrażenie i nie chodzi mi o brak słońca itp. Czy to może tylko na zdjęciach? :)
_________________
Alfabet Podróży: Ateny, Brno, Malta, Fryzja, Ryga, Walencja, Promem z Gdyni -> klik!
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#8 PostWysłany: 01 Mar 2016 14:20 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 06 Lut 2014
Posty: 1905
Loty: 105
Kilometry: 188 680
Punkty statusowe: 135
platynowy
ale wysyp relacji z Argentyny :)
widzę, że mieliście niezłą bandę made in f4f w samolotach :)
_________________
W "relacjach": Filipiny (2018), Armenia(2017), Argentyna(2016), Kazachstan (2016) i Maroko(2015).

Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#9 PostWysłany: 01 Mar 2016 14:29 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
@Qba85 miałem takie same odczucia, że jest ponuro. Ale myślę, że to przez pogodę. Następny wypad do parku, już przy niebieskim niebie, zapamiętamy na długo :)

@marcino123 sam byłem w szoku, nie spodziewałem się aż tylu osób.. To jak w tym dealu z Tokio na kilka godzin (7?) z tym, że tutaj nikt się nie umawiał na wspólny lot :)
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 19 Maj 2016 14:28 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ V

Wczorajszy dzień dał nam trochę w kość, postanawiamy pospać chwilkę dłużej. Za wiele dziś nie zobaczymy, gdyż o 16 zaczyna się boarding na prom, a dopiero od 10 można odebrać karty pokładowe.

Rzeczy spakowane, czas wyjść na miasto; może uda się jeszcze wypłacić jakieś pesos.

Image

Zgadnijcie, który to nasz statek ;)

Image

Odbieramy karty pokładowe, zostawiamy bagaże, znajdziemy je już w kabinach na statku. Idziemy troszkę pochodzić po mieście, zrobić ostatnie mikro zakupy w La Anonima, do tego foteczki.

Przy jednym z hosteli znak z odległościami do różnych punktów na świecie; Niech teraz ktoś mi powie, że w Bieszczady ma daleko :)

Image

Miasteczko jest nastawione na turystów płynących na Antarktydę, toteż można spotkać takie kwiatki:

Image

Oczywiście w porcie mała informacja, że Ushuaia to najbardziej aktywny port, jeżeli chodzi o rejsy na Antarktydę. Jest stąd zdecydowanie najbliżej do 7 kontynentu.

Image

W zatoce można spotkać różne statki, m.in. taki wrak

Image

Robimy małe zakupy, jest już po 15, udajemy się w stronę przystani. Po przejściu mikro kontroli (prześwietlenie bagażu podręcznego), wreszcie możemy wsiadać na prom. Pogoda zmianiała się jak w kalejdoskopie, od gorącego słońca po wiatr i deszcz. Jesteśmy pierwszymi osobami, które są wpuszczane na pokład.

Image

Oczywiście wita nas część załogi, a w recepcji przekazywane są klucze oraz dokładny plan rejsu. Mamy szczęście, nasza kajuta znajduje się nieopodal. Standard bardzo ok.

Image

Mamy chwilę czasu dla siebie, idziemy na górny pokład, spojrzeć na oddalający sie port w Ushuaia.

Image

Image

Następnie przewidziana jest uroczysta obiadokolacja:

Image

Wszystko na jak najwyższym poziomie, winko do obiadu nieograniczone. Nasi sąsiedzi przy stole to kolejno: dwie pary ze stanów oraz starsze małżeństwo z Irlandii. Do końca rejsu będą nas traktować jak ubogich krewnych :)

Wieczorem jest czas na małą lekturę, umilaną ginem z tonikiem.

Image

Statkiem troszkę buja, niemniej jednak nie mamy problemów z zaśnięciem. Jutro czeka nas trochę atrakcji do zobaczenia.

DZIEŃ VI

Zaczynamy dosyć obfitym śniadankiem. Noc minęła bardzo spokojnie, statek większą część przestał na wodach należących do Chile. Główną atrakcją dnia miało być wyjście na ląd i przejście do malowncizego wodospadu, już w tzw. Dolinie Lodowców. Niestety, z powodu bardzo silnego wiatru (ponad 130 km/h) postanowiono, że tylko podpłyniemy pod lodowiec na kilka fotek.

Image

Może jednak uda się coś wypatrzeć?

Image

W międzyczasie puszczono nam film o pierwszych odkrywcach, którzy dotarli w te rejony.
Senną atmosferę filmu przerwała członkini załogi, która poinformowała nas o humbakach, które zabawiają się nieopodal statku. Wszyscy jak jeden mąż udali się na górny pokład, robić zdjęcia. No cóż, nie udało mi się złapać całego humbaka, tylko jego części :)

Image

Image

Image

A tutaj wszyscy czatują na wyskok humbaka

Image

Następnie udaliśmy się w stronę kolejnego "zwężenia", z lodowcem w tle. na przykładzie zdjęć widać, że pogoda może zmienić się z ponurej na piękne słońce i genialne chmury. Żeby osłodzić co nieco smutek po nieudanym wyjściu na ląd, załoga zaczęła rozdawać gorącą czekoladę z czerwonym Jasiem. Nie powiem, dosyć dobrze grzało :) garść fotek

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Czasami można też spotkać mniejsze jednostki na horyzoncie

Image

To nie koniec atrakcji dzisiejszego dnia. Płyniemy dalej Doliną Lodowców, aż w końcu docieramy do lodowca Pia. Tu już niezależnie od warunków wsiadamy w pontony i obserwujemy z bliska.

Image

Image

Image

Image

Image

Podczas oglądania lodowca uświadomiono nas, iż barwa lodu zależy od ilości powietrza, które znajduje się wewnątrz.

Image

Image

Image

Po drodze na punkt widokowy

Image

A tutaj widok na nasz statek

Image

Czas goni, będziemy powoli opuszczać Dolinę. Na pożegnanie, pogoda postanowiła zrobić nam psikusa. Wreszcie niebieskie niebo i słońce! Każdy z mijanych lodowców ma swoją nazwę, której już teraz nie pomnę. Przy okazji obsługa rozdaje gorące pączki, pizzę, szampana, drinki. Dosłownie żyć nie umierać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

A tak się żegnamy. Przyznacie, jest w tym ujęciu coś tajemniczego.

Image

Pod koniec dnia wychodzimy jeszcze na górny pokład, złapać zachodzący/wschodzący księżyc. Jutro Przylądek Horn!

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
      
#11 PostWysłany: 19 Maj 2016 20:53 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ VII
Już sam nie wiem, czy te fotki są z poranka, czy wczorajszego wieczora. Postanowiliśmy wybrać się na wschód słońca (ok. 5.40 rano), jednak to co zobaczyliśmy, hmm, nie powaliło nas z nóg. Przez tak wczesną pobudkę resztę dnia będziemy zmęczeni :)

Image

Image

Image

Podobno nie każdy rejs kończy się zdobyciem Przylądka. Jest to miejsce o bardzo nieprzewidywalnej pogodzie. Według słów załogi mamy szczęście, wody są dziś wyjątkowo spokojne. Nasza firma jako jedyna ma zezwolenie na wejście na Horn, inne statki muszą zadowolić się widokiem z daleka.

Image

Image

Sam przylądek - ot, kawałek ziemi, nic szczególnego ;) ażeby nie niszczyć przyrody, postawiono kładki.

Image

Sam pomnik składa się jakoby z dwóch części - ta brakująca jakoby mewa ze środka znajduje się we Francji, a konkretnie w Saint Melo.

Image

Image

Wody są nad wyraz spokojne, ale wiaterek powiewa dość mocno.

Image

Image

Image

Przed pomnikiem znajduje się coś na kształt kompasu z oznaczeniem, jak daleko jest do różnych miejsc na świecie.

Image

Na przylądku roczną wartę pełni chilijski żołnierz, wraz z Rodziną. Jest to oficjalny wymóg, singiel tu się nie dostanie. Zadaniem żołnierza jest odbieranie komunikatów od statków przepływających obok, w tym i na Antarktydę, a także zbieranie danych pogodowych. Do dyspozycji pozostaje najbardziej na południe wysunięty... Kościółek ;)

Image

Image

Image

W trawie znaleźliśmy porzuconą flagę Chile - oczywiście amerykanie zaraz podnieśli larum, żeby coś z tym zrobić.

Image

Osobliwie oznaczono przyrodnicze okazy - ciekawe pod jakim kątem trzeba patrzeć przez te otwory, żeby się nie pomylić.

Image

Image

Image

Image

Image

Mieliśmy szczęście, gdyż udało nam się zagiąć czasoprzestrzeń ;) - za kilka dni na przylądek miała przylecieć Prezydent Chile, z okazji ileś-setnej rocznicy odkrycia, a tabliczka już na nią czekała.

Image

Czas wracać na statek. Przy schodach prowadzących do portu urocza kapliczka

Image

Po powrocie możliwość zwiedzania kapitańskiego mostka; na tych wodach nadal nawiguje się z użyciem kartki papieru ;)

Image

Image

Czas wracać w stronę kontynentu. Statkiem zaczyna trochę bujać, czujemy to na własnej skórze :)
Kolejna wycieczka, popołudniowa, to odwiedzenie wyspy w Wulaia Bay.

Image

Ten straszny budynek to muzeum, mieszczą się w nim informacje o Darwinie i zamieszkująch niegdyś ten teren.

Image

Tak zaznaczono na mapce trasę naszej wędrówki

Image

Po wyjściu na ląd tabliczka informująca, jakie ptactwo możemy spotkać

Image

Podążamy w stronę punktu widokowego, znajdującego się ok. 2 km pod górę. Jest to spokojny marsz, gdzieniegdzie ktoś z załogi opowiada nam o przyrodzie.

Image

Image

Image

Image

Takie mchy są oznaką, że powietrze jest bardzo czyste, nieskażone:

Image

A to z kolei "indiański chleb" - rosnące na drzewach kulki, które kiedyś służyły za pokarm

Image

Warto było się wspinać. Widoki i pogoda tworzą niesamowity speltakl.

Image

Image

Image

Image

Image

Po powrocie jest chwilka, by obejrzeć zaimprowizowane muzeum. Znajduje się tu np. reprodukcja kajaka, używanego dawniej.

Image

Znalazło się miejsce na mapę, na której można oznaczyć swoj kraj macierzysty. Tak, Polacy juz tu byli :)

Image

Wracając na prom, mamy szczęście. Obok nas zaczynają w wodzie bawić się delfiny (butlonosy?). Udaje się je złapać tylko tak:

Image

Image

Jeszcze uroczysta kolacja pożegnalna, jutro po śniadaniu wracamy na ląd.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
Don_Bartoss uważa post za pomocny.
 
      
#12 PostWysłany: 19 Maj 2016 23:35 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ VIII

Żegnamy się z nowo poznanymi, ostatnie świetne śniadanie, czas ruszać w trasę! Po opuszczeniu promu udajemy się do wcześniej zajmowanego hostelu, zostawić rzeczy. Znowu ruszamy do Parku Narodowego, dziś czeka nas naprawdę trudny dzień.

tak wygląda mapka parku z zaznaczonymi trasami. Nas czeka dziś szlak o nazwie Cerro Guanaco oraz Hito XXIV.

Image

Od kogoś w busie dowiadujemy się, iż dobrym zwyczajem jest wpisanie się na listę w schronisku, jeżeli wybieramy się na Guanaco Trail. Z miłą chęcią to czynimy - okazuje się, że pół godziny przed nami na tą samą trasę wybrała się para polaków.

Image

Droga pnie się bardzo powoli, acz stromo pod górę. Po ok. godzinie spotykamy wspomnianych rodaków, wędrujemy z nimi przez jakiś czas. Również lecą "z promocji", tylko spędzają w Ameryce Południowej prawie 1,5 miesiąca... Od nich dowiadujemy się, że, przy odpowiednim ubiorze, moglibyśmy udawać latynosów :)
W połowie drogi widoczki następujące:

Image

Image

Image

Po drodze na szczyt trzeba pokonać małe przeszkody:

Image

Gdzieniegdzie widoczny śnieg

Image

Coraz wyżej i wyżej, do tego garstka roślinności

Image

Image

Image

Aż w końcu szczyt. Ostatnie metry naprawdę ciężko, ostro pod górę. Ale widoki rekomprensują wszystkie trudy

Image

Image

Image

Image

Image

Image



Czas wracać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Szlak swoją nazwę wziął od zamieszkującego nieopodal stadka Guanako. Podobne do naszych saren/jeleni? No dobra, może do lam? :)

Image

Blisko lasu jak w tolkienowskim lesie :)

Image

Jesteśmy zmęczeni, moje kolano daje się we znaki, ale planujemy wykonać założony plan. Ścieżka Hito XXIV cóż, nie powala. Prowadzi do słupka granicznego, wyznaczając granicę chilijsko-argentyńską na jeziorze.

Image

Image

Image

Image

Wracamy do domu. Naszą uwagę przykuwają osobliwe grille - zrobione ze... stalowych beczek?

Image

Z niemałym trudem docieramy do hostelu. Szybki prysznic, następnie udajemy się do sklepu, w koncu jutro czeka nas całodzienna podróż do Punta Arenas.
Warto na chwilę zatrzymać się przy systemie kolejek do kas. Otóż w markecie jest jedna kasa, gdzie każdy stoi tak jak w Polsce. Skorzystanie z 4 innych wymaga oddania takiego oto urządzenia:

Image

Użycie polegało na tym, że wybierało się liczbę artykułów (mniej/więcej niż 20) i orientacyjny czas, jaki zamierzamy być w sklepie. Urządzenie miało zacząć wibrować, gdy jakaś kasa się zwolni. Bardzo możliwe, że coś pochrzaniłem, dlatego też zdjęcie z instrukcją obsługi :)

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#13 PostWysłany: 20 Maj 2016 16:28 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ IX
Dziś pobudka wcześnie rano. Czeka nas całodzienna podróż do Punta Arenas w Chile... Zbiórka przed autokarem o 7 rano. Autobus dość wygodny, siedzenia rozkładane, jedynie ktoś o wzroście ok 190cm może narzekać na brak miejsca na nogi. Przerwy na toaletę, itp. mniej więcej co dwie godziny. Podróż mija bardzo sennie. O ile przy miastach coś można zobaczyć, tak interior to tylko puste pola, ciągnące się aż po horyzont. Gdzieniegdzie tylko mijamy stada guanako.

Wspominałem o kontroli na przejściu granicznym. W ogóle radzę uważać, gdyż kwestia wwozu/wywozu jedzenia jest tu traktowana bardzo poważnie. Bagaże podręczne są skanowane na taśmie, do tego część bagażu głównego (z luku) jest obwąchiwana przez psy. My mieliśmy trochę nerwówki, a to z racji, iż żona jest geologiem, i postanowiła zabrać ze sobą troszkę kamieni. Koniec końców, z nami wszystko poszło gładko. Autokar już niby miał ruszać dalej, ale brakuje na pokładzie jednej osoby. Kogo? Oczywiście polaka. Stało się to jasne po ok. godzinie czekania, jak nie dłużej. Bardzo osobliwy powód, dla którego pan już dłużej z nami nie jechał - otóż okazało się, że chilijska służba graniczna podejrzewała jegomościa o bycie przestępcą, ściganym przez Interpol! Takie informacje przekazała nam dwójka jego znajomych, którzy także z nami jechali. Początkowo chilijscy pogranicznicy chcieli cofnąć do Argentyny cały autokar, ale skończyło się na tym, że ów dziwny jegomość i jego dwóch znajomych wypakowało bagaże, a my z przeszło 3 godzinnym opóźnieniem pojechaliśmy dalej...
Na miejsce docieramy ok. 20, jest już ciemno, działają pojedyncze sklepy. Jedyny nocleg, który udało nam się znaleźć w rozsądnej cenie, znajdował się przeszło 5km od dworca autobusowego. No cóż, ruszamy. Mimo że nie spotkaliśmy nikogo, czuć było lekką atmosferę niepewności. Apartament, a właściwie część domu okazał się bardzo w porządku, ale znajdował się już na obrzeżach miasta, w nieciekawej okolicy. Przekonaliśmy się o tym rano następnego dnia. Póki co zmęczeni kładziemy się spać, jutro Isla Magdalena z pingwinami!

A tutaj nasz prom przez Cieśninę Magellana, do tego garść widoczków

Image

Image

Image

DZIEŃ X

Plan na dziś zakłada zobaczenie pingwinów na wyspie Magdalena, następnie transport do Puerto Natales. Po rozliczeniu się, wracamy z powrotem do miasta, szukać agencji sprzedającej wycieczki.
Widok na miasto, troszkę przygnębiający

Image

Czytaliśmy wcześniej o Turismo Comapa, szczerze polecamy. Za kupno rejsu oraz całodniowej wycieczki do Torres Del Paine dostaliśmy nawet mały rabat.
Jeżeli ktoś wyląduje w Punta Arenas, polecam sieć marketów Unimarc - duży wybór i przystępne ceny.

Ok. 14 boarding na prom. Chętnych jest dużo, często zdarza się tak, że nie można kupić biletów na zaraz. Warto o tym pamiętać, szczególnie będąc w sezonie.

Image

Znalazło się miejsce na mikro kapliczkę

Image

Obok nas zaopatruje się statek do Puerto Williams.

Image

Nie wiem dlaczego jest tu takie uwielbienie dla wraków

Image

Sam rejs jest bardzo monotonny, statek jest dosyć stary (wyprodukowany w latach 80), na dwóch telewizorach lecą stare filmy przyrodnicze.

Oto cel naszej wyprawy

Image

A tutaj... ruszyli!

Image

Na wyspie mamy ok godziny czasu wolnego. Wyznaczono ścieżkę do muzeum na wzgórzu, z której możemy obserwować pingwiny.
Na szczycie znajdują się dwie flagi - Patagonii(?) oraz Chile.

Image

Same pingwiny nic sobie nie robią z ludzkiej obecności, co bardziej ciekawskie pozwolą się nawet dotknąć. Szczególnie urzekły nas te małe, z futerkiem na plecach. Wyspa jest zamieszkiwana przez kilka tysięcy par tych przemiłych stworzeń.
Pingwini bobas

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Rodzina na swoim

Image

Image

Image

Mikro toaleta od Mamy

Image

Image

Tata przy pracy

Image

Czy nie jesteśmy śliczne?

Image

Wszędzie dobrze, ale pod skrzydłem najlepiej:

Image

Tutaj jakiś brzydkie ptaszyska

Image

Image

A podobnie wygląda moja żona, gdy się na mnie obraża :)

Image

Czas szybko mija, trzeba wracać. Podczas powrotu mamy okazję zobaczyć, jak te pingwiny pływają! No, naprawdę nieźle. Są bardzo szybkie, aż nieprawdopodobne, że na brzegu wydają się być takie nieporadne.

Image

Liczyliśmy na punktualne przybycie, gdyż za 45 minut odjeżdżał ostatni autobus do Puerto Natales. Udało się, z pomocą shared-taxi docieramy na dworzec nawet chwilkę przed czasem. Mamy szczęście, dziś świetny zachód słońca. Niestety, zdjęcia tylko zza szyby autobusu.

Image

Image
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
      
#14 PostWysłany: 20 Maj 2016 17:05 

Rejestracja: 20 Lut 2012
Posty: 2545
Punkty statusowe: 83
złoty
super relacja, swietnie sie czyta, kiedy dalsza czesc ? :)
Góra
 Profil Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
      
#15 PostWysłany: 20 Maj 2016 18:19 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Lip 2013
Posty: 3237
Punkty statusowe: 171
platynowy
Pisz dalej @Gadekk, dobra relacja.
_________________
"Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami – daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami." Cyprian Kamil Norwid
Góra
 Profil Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
      
#16 PostWysłany: 31 Maj 2016 15:10 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2011
Posty: 839
@Gadekk - to po prostu skandal, że nie chcesz dokończyć relacji :twisted: . Nafciarz Dukielski za karę na głowę!. Pisz, dawaj fotki!
Góra
 Profil Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 31 Maj 2016 15:18 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Gru 2012
Posty: 476
Loty: 118
Kilometry: 356 733
Punkty statusowe: 18
niebieski
Super, że pogoda pozwoliła wam na rejs na Isla Magdalena! Swoją drogą nie wiem jak przegapiłem pierwsze posty. Już subskrybuję temat :D
_________________
Relacje z podróży, zdjęcia, informacje na blogu.
https://miloszmaslanka.wordpress.com/

Image
Góra
 Profil Relacje PM off
Gadekk lubi ten post.
 
      
#18 PostWysłany: 01 Cze 2016 12:00 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ XI

Późną nocą docieramy do Puerto Natales. Tutaj, o 7 rano, bus z przewodnikiem zabierze nas na całodniowe zwiedzanie parku Torres Del Paine. Meldujemy się w hostelu ok. 23, z dworca autobusowego to ok. 20 minut na piechotę. Czuć, że jest to małe miasto, wydaje się być jakoś bezpieczniej. Pokój w hostelu, ale 2osobowy, więc w końcu trochę prywatności.

Image

Pobudka przed 6, śniadanie z produktów, które zostały nam jeszcze z wczoraj. Kilka chwil po 7 przyjeżdża nasz bus. Okazuje się, że jesteśmy zabierani jako jedni z pierwszych, jeszcze z pół godziny kręcimy się po mieście, w celu zabrania wycieczkowiczów z różnych hoteli. Przekrój gości z całego świata - od Japończyków, przez Amerykanów, do Europejczyków.

Pierwszym punktem wycieczki jest jaskinia Milodona. Nazwa łacińska - Milodon Darvini.

Image

Był to prehistoryczny stwór, zamieszkujący te tereny. Na podstawie badań archeologicznych udało się odtworzyć wygląd tego stworzenia. Wydaje się być niegroźny.

Image

Przed jaskinią dosyć przyjemne widoki

Image

Sama jaskinia jest dosyć monumentalna. Oprócz szczątków Milodona, znaleziono tutaj także ślady obecności innych zwierząt, a także ludzi.

Image

Image

Jedziemy w stronę parku. Zatrzymujemy się (20 minut) na kawę w lokalu pośrodku niczego.

Image

Chyba każda wycieczka tutaj się zatrzymuje. Nasz wzrok przykuwa ogromna butelka wina, znanego nam z sieci sklepów z owadem w logo :)

Image

Droga prowadzi przez dosyć malownicze tereny

Image

Mijamy punkt widokowy. Jakby się dobrze przyjrzeć, widoczne słynne wieże skalne.

Image

Pogoda nas zbytnio nie rozpieszcza, póki co.

Image

Image

Po ok. 40 minutach drogi, meldujemy się u bram parku.
Tutaj, jak gdyby nigdy nic, przechadzają się stada guanako (?)
(swoją drogą, cały czas myślałem, że to są lamy :lol:)

Image

W tle już majaczą góry

Image

Oczywiście obowiązkowy postój na toaletę i kupno biletów. Jedziemy, opad szczęki nr 1

Image

Image

Image

Chmury raz po raz przysłaniały szczyty. Niemniej jednak, sam widok robi wrażenie. Aż chciałoby się tu zostać dłużej, spróbować przejść tygodniowy szlak wokół parku.

Image

Jedziemy dalej. Zatrzymujemy się nieopodal wodospadu, a także kolejnego punktu widokowego.

Image

Image

Wodospad, dosyć rwący

Image

Opad szczęki nr 2

Image

Gra światła na skałach jest niesamowita. Przecież to wygląda, jakby było czarne!

Image

Tutaj trochę zabawy z aparatem

Image

Następnie przewidziany jest obiad, godzinna przerwa. Oczywiście obiad dla chętnych, cena zwala z nóg, przecież jesteśmy w sercu parku. Zamiast restauracji, ławka nieopodal jeziora. Czy można sobie wymarzyć lepsze miejsce na lunch?

Image

Nawet jakieś lokalne ptaszysko przyleciało na okruchy chleba

Image

Ok, pojedzeni, wróciła ochota do życia. Chcąc nie chcąc, znajdujemy świetny punkt, właściwie na pocztówkowe ujęcia.

Image

Image

Image

Świetne chmury, z zabawą w aparacie.

Image

A to pozostałości po ogromnych pożarach, które swego czasu nawiedziły te tereny.

Image

Czas goni, następna atrakcja przed nami. Tym razem jezioro.

Trzeba przejść przez drewniany mostek, dosyć niepewnie wyglądający

Image

Po ok. 20 minutach marszu wyłania się taka oto plaża (?) ;)

Image

Podobno cyklicznie jest ona zalewana przez wody, wtedy nie ma przejścia na drugą stronę.

Image

W tle majaczy czoło lodowca.

Image

Zabaw z aparatem ciąg dalszy.

Image

Image

Czas powoli wracać do Puerto Natales. W drodze powrotnej ostatnie spojrzenie na słynne wieże

Image

Image

Tutaj tablica wyjaśniająca, co jest czym: :)

Image

Po wyjeździe z parku, zasypiamy jak małe dzieci. Czeka nas dwugodzinna droga do domu. Dziś jeszcze musimy się rozejrzeć za autobusem do El Calafate. Do tego małe zakupy żywnościowo-alkoholowe. Dworzec autobusowy w Puerto Natales jest dosyć przestronny. Znajdują się tam stanowiska różnych przewoźników, z wieloma destynacjami. Niestety, nocą żadne autobusy do Argentyny nie jeżdżą, decydujemy się na pierwszy poranny kurs o 7.
A na wieczór to, co tygryski lubią najbardziej -

Image

Jutro pobudka z samego rana, autobus do El Calafate. Argentyno, wracamy!
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
      
#19 PostWysłany: 01 Cze 2016 18:32 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ XII

Kolejny dzień w autobusie. Już prawie sobie obiecujemy, że nigdy więcej komunikacji publicznej :) jedno trzeba latynosom oddać - te autobusy, mimo że dość powolne i stare - są wygodne. Siedzenia szerokie i miękkie, da się przeżyć podróż. Zabawny i godny wspomnienia jest fakt, iż w naszym autobusie był zakaz zdejmowania butów - czyżby backpackerzy aż tak dali się we znaki?
Autobus jest wypełniony może w 80%. Trasa częściowo pokrywa się z wczorajszą, z tym że w miejscu, gdzie znajdował się bar, skręcamy w prawo, w stronę granicy.
Zaprawdę osobliwa to była granica. Budynek pośrodku niczego, szlaban na drodze, a wokół bezkresne przestrzenie - czekające tylko na śmiałków, chcących przedostać się do Argentyny nielegalnie :twisted:
Kontrola odbywa się bardzo powoli. Sprawdzane są te oto karteczki, które dostaliśmy przy wjeździe do Chile

Image

Myślę, że nie warto jej zgubić. Ktoś z naszych nie miał, ale nie wiem, jak to się skończyło. Po ok. 50 minutach, jedziemy. Między państwami znajduje się dosyć długi pas drogi niczyjej. Dojeżdżamy do budek po stronie argentyńskiej. Mamy szczęście, że wchodzimy jako pierwsi - za nami już ustawiła się kolejka ludzi z dwóch autobusów. Żeby było śmieszniej, jest tylko jeden pogranicznik na wjeżdżających, a także jeden na wyjeżdżających. Możecie sobie wyobrazić, że traci się tak naprawdę sporo czasu.

Dojeżdżamy do El Calafate wczesnym popołudniem. Na dworcu autobusowym, podobnie jak w Puerto Natales, znajdują się biura firm turystyczno-transportowych. Zastanawialiśmy się, czy nie wyskoczyć na jeden dzień do El Chalten, zobaczyć trochę inne góry, ale jednak odpuściliśmy. Siedzenia autobusowe zbyt mocno dały się nam we znaki. Poznajemy okolicę, szukamy też internetu - pasuje ogarnąć jakiś nocleg.
Samo miasteczko jest słynne z tego, że położone jest najbliżej lodowca Perito Moreno - najbardziej aktywnego (?) lodowca na świecie.
W centrum nie brakuje odniesień co do innych lodowców

Image

Image

Udało się znaleźć darmowe WiFi. Po pobieżnym przeszukaniu oferty hotelowo-airbnb-hostelowej, najkorzystniej wypada ****gwiazdkowy hotel na obrzeżach. Niestety, skusiliśmy się na niego. Znajdował się on ok. 4 km od centrum miasta, ale na 4 gwiazdki to jeszcze długo nie będzie zasługiwał. Jedyną jego zaletą było położenie nad jeziorem. Po drodze mijamy lokalne ptaszyska (bodajże ibisy?)

Image

No nic, pokój zarezerwowany, pasuje zostać. Może jestem czepialski, ale..

Image

Image

Zostawiamy rzeczy, wracamy do miasta, może i tutaj w markecie La Anonima będzie coś ciepłego do zjedzenia?
Niestety, musimy obejść się smakiem. Robimy tylko drobne zakupy, szukamy jakiejś restauracji/knajpki. Warto w tym miejscu wspomnieć, że w El Calafate jest problem z płatnością kartą Mastercard. Nie wiem dlaczego, ale zadziałała ona tylko w La Anonima, każdy inny sklep/punkt jej nie obsługiwał.
Padło na knajpkę polecaną w Lonely Planet. Wybieramy danie dnia, a może tylko tak nam się wydaje?

Image

Dostajemy makaron z sosem pomidorowym, do tego jakieś bułeczki. Dramat, zwłaszcza gdy widzimy, że na stolikach lokalsów lądują kawałki wołowiny pod stosem frytek. No cóż, jutro już będziemy mądrzejsi. Źli na siebie, wracamy do pokoju.
W międzyczasie zrobiło się już ciemno.

Image

Takie widoki mieliśmy zza okna

Image

A za to zdjęcie pokochałem El Calafate. W ogóle chmury w Patagonii, ich wygląd i kształt to temat na osobną historię.

Image

Moje kolano daje o sobie znać. Dziś zrobiliśmy na piechotę ok. 14km. Wspólnie z żoną postanawiamy, że jutro dzień wolny, to jest błąkamy się po El Calafate, a celem będzie kupno wycieczki - mini-trekkingu - po lodowcu Perito Moreno. Do usłyszenia!
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
      
#20 PostWysłany: 02 Cze 2016 10:57 

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 616
Punkty statusowe: 34
srebrny
DZIEŃ XIII

Zmęczeni po trudach wczorajszej podróży, na przysługujące nam śniadanie wstajemy ok. 9. Śniadanie bardzo kontynentalne, bez żadnych fajerwerków. Tyle dobrze, że duży wybór herbaty. Pogoda dziś jest naszym sprzymierzeńcem - niebieskie niebo, lekki wiaterek, słońce - oby do jutra się utrzymała.
Postanawiamy wyruszyć na miasto, pokręcić się po okolicy, popytać o oferty biur turystycznych.
Tak wygląda nasz ****gwiazdkowy hotel

Image

Image

Tutaj jeszcze rzut oka na miasteczko, ładnie wpasowane w nieckę

Image

Image

Jak wychodziliśmy, dwóch robotników ciągnęło przez korytarz betoniarkę.. Nasze miny bezcenne :)
Udajemy się w stronę Lago Argentino.

Image

Image

Woda krystalicznie czysta, ale jej temperatura wcale nie zachęcała do kąpieli.
Naprzeciw jeziora znajduje się park ptaków (nie mylić z parkiem ptaków, znajdującym się nieopodal Foz Do Iguazu, to zupełnie inna para kaloszy).

Image

Wstęp do parku znajdował się zupełnie z drugiej strony, aczkolwiek udało się wejść przez drewniany tarasik w ogrodzeniu. Żeby nie było zbyt cebulowo, to nadmienię, iż nie tylko my skorzystaliśmy z tego wejścia.

Image

Image

Image

W parku znajdują się również krzewy jagody Calafate. Stąd wzięła się nazwa miasta.

Image

Legenda głosi, że kto zje z tego krzewu, jeszcze tu kiedyś powróci. Nie powiem, owoce dosyć cierpkie w smaku 8-)

W parku snujemy się przeszło godzinę, próbując zobaczyć największą atrakcję, flamingi. Niestety, spłoszone uciekają w siną dal.

Powoli ruszamy w stronę miasta. jeszczy tylko przerwa na piwko w jedynym zacienionym miejscu

Image

Obok nas spacerują samopas konie

Image

Miasto żyje swoim życiem. Trochę nam schodzi na poszukiwaniach bankomatu, który będzie współpracował z kartą kantoru walutowego.
Wszyscy tutaj szczycą się odległościami do innych miast

Image

Image

W międzyczasie udajemy się na obiad, do wspomnianej wczoraj knajpy. Dziś już zjemy trochę lepiej, zdecydowanie smaczniej. Kawalek wołowiny z frytkami, do tego pierożek (empanadas) z nadzieniem mięsnym.

Image

Nie mogliśmy sobie odmówić spróbowania yerba mate. Latynosi mają na jej punkcie świra. Generalnie, co druga osoba ma w ręku/plecaku termos oraz zdobiony kubek. Za jakieś grosze raczymy się ziemisto-trocinowym specyfikiem. W gratisie kurs poprawanego nalewania i parzenia ;)

Image

Po dłuższych pertraktacjach, udaje się namówić żonę na kupno mini-trekkingu na lodowiec. Plan zakładał dłuższy i bardziej wyczerpujący trek, też po lodowcu, jednak ze względu na stan kolana zmuszeni byliśmy odpuścić. Chociaż tyle dobrze, że rano przyjadą po nas pod hotel, więc 4 km mniej do przejścia.
Wracamy do domu. Krótka drzemka, a w międzyczasie chłodzi się co-nieco na wieczór

Image

Taki zestaw w La Anomima, po przecenie, kosztował niecałe 30zł. Bez zastanowienia postanowiliśmy kupić.
Wczesnym wieczorem udaliśmy się w stronę jeziora, przeszliśmy może 4km wzdłuż plaży.
Rozmowy o życiu, wrażeniach z dotychczasowego pobytu, itp. itd. ;)

Image

Żona, po wypiciu 0,7 na dwoje, już się trochę pokładała

Image

Wracamy do pokoju. Jutro ostatni dzień z atrakcjami, później już tylko przelot do Ushuaia, a następnie powrót do Europy.
_________________
Image
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 27 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group