Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 20 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
 Temat postu: Turcja mniej znana
#1 PostWysłany: 08 Maj 2019 17:31 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Turcja jest krajem ogromnie popularnym wśród turystów, a popularnych krajów zwykle nie mam ochoty opisywać wiedząc, że nie będę zbyt odkrywczy, a informacje, które mógłbym zawrzeć, spokojnie można znaleźć gdzie indziej. Popularność Turcji jest jednak mocno selektywna – owszem, wybrzeże Morza Egejskiego i Śródziemnego, a także po części Czarnego, jest w sezonie oblężone przez turystów, ale do tureckiego interioru na wschód od Kapadocji zapuszczają się nieliczni. Część z tego terytorium jest przez nasze MSZ zaznaczona jako czerwona, ale przekonaliśmy się po raz kolejny, że te ostrzeżenia są grubo przesadzone. To już nasza trzecia z rzędu rodzinna podróż do regionów, gdzie MSZ odradza wszelkie podróże, nigdzie nie czuliśmy najmniejszych powodów do niepokoju i tylko raz – w irańskim Beludżystanie i Sistanie - spotkaliśmy się z drobnymi niedogodnościami. Na ogół widok małych dzieci na tylnym siedzeniu zmiękcza wszystkich mundurowych służbistów.

Zapraszam więc do relacji z Turcji mniej znanej czyli z dziewięciu dni niemal bez widoku tureckich mórz.

Cz. I

Biletów szukałem w okolicach lutego i z uwagi na majówkę ceny bezpośrednich lotów z Warszawy do Stambułu były zabójcze. Znacznie taniej wychodziły loty Ukraine International Airlines z długimi przesiadkami w Kijowie, ale raz, że około 3700 zł za 4-osobową rodzinę to też nie tak mało, dwa – z 9 dni majówki na miejscu zostałoby tylko 7. Rozwiązaniem okazała się podróż z Berlina Schonefeld – nie dość, że z Pegasusem bilety kosztowały 2500 zł, to pory lotów sprawiły, że mogliśmy się cieszyć pełnymi dziewięcioma dniami przedłużonego tygodnia majowego. Oczywiście trzeba było doliczyć koszt paliwa i autostrad, ale już nie parkingu – korzystając z porad z forum fly4free zaparkowałem za darmo naprzeciwko salonu Mercedesa przy Hans-Grade-Allee i szczerze polecam to rozwiązanie – samochód stał w oświetlonym miejscu tuż przy ulicy i po dziewięciu dniach zastałem go w stanie nienaruszonym. Do lotniska mieliśmy jakieś 10-15 minut na piechotę.

Samochód rezerwowałem przez Economy Car Rentals i wybrałem droższą, ale lepiej ocenianą opcję z Avec Car Rentals. Dostaliśmy nowiutkiego Peugeota 301 z 6000 km przebiegu i pełnym ubezpieczeniem za ok. 750 zł za 9 dni. Nie prosząc dostałem diesla i był to szczęśliwy traf – olej napędowy w Turcji jest jakieś 20% tańszy. Przy okazji – w Turcji funkcjonuje chyba ze dwadzieścia sieci stacji paliw i ceny na nich potrafią różnić się drastycznie. Najmniej zapłaciłem za litr ropy 5,59 liry, a na niektórych stacjach kosztowała ponad 6,6 liry. Cena benzyny prawie zawsze wynosiła ponad 7 lir za litr.

Żeby nie mieć kłopotów z mapami zakupiłem lokalną kartę SIM – za 150 lir (koło 100 zł) kupiłem kartę Turk Telekom z 8 GB danych. Kiedyś ponoć były problemy z zakupem tureckich kart SIM, ale teraz dawno należą do przeszłości – na lotnisku można było kupić karty różnych operatorów okazując tylko paszport.

___

Pierwszym naszym przystankiem było Safranbolu, oddalone od Stambułu o jakieś 380 km i niecałe 4 godziny jazdy. Większość była po autostradzie, na której nie ma bramek tylko elektroniczne czujniki – firma wynajmująca samochody pobiera po zakończeniu najmu właściwą kwotę z karty. Jazda po autostradzie jest oczywiście bardzo komfortowa, ale autostrad jest w Turcji niewiele – na wschód od Ankary nie ma ich w ogóle. Mimo to niemal cała Turcja jest opasana siecią dwupasmowych dróg z pasem zieleni pośrodku, po których jeździ się bardzo dobrze, a od autostrad różnią się tym, że zdarzają się na nich normalne skrzyżowania i światła.

Wracając do Safranbolu, miasteczko – założone w czasach Bizancjum – jest znane z pięknie zachowanej otomańskiej starówki, wpisanej na listę UNESCO. W sobotnie popołudnie było niezwykle popularne wśród lokalnych turystów i przechadzając się po jego urokliwych ulicach trudno się temu dziwić.

Załącznik:
IMG_7186.JPG

Załącznik:
IMG_7189.JPG

Załącznik:
IMG_7191.JPG

Załącznik:
IMG_7194.JPG

Załącznik:
IMG_7196.JPG

Załącznik:
IMG_7208.JPG


Nazwa miasta wzięła się do szafranu, po dziś dzień uprawianego w okolicy. Upamiętnia to pomnik rośliny w samym centrum miasteczka, w którym można kupić samą przyprawę, a także szafranowe mydełka, szafranowe lody i inne produkty z wykorzystaniem szafranu.

Załącznik:
IMG_7181.JPG


W dalszej drodze zatrzymaliśmy się przy meczecie Mahmuta Beja, niezwykłej konstrukcji z 1366 zbudowanej wyłącznie z drewna, bez użycia cementu i gwoździ (obecnie jest jednak obudowany z zewnątrz). Do meczetu, położonego w maleńkiej wiosce, dotarliśmy po 18, kiedy formalnie wszystko było zamknięte. Zauważył nas jednak miejscowy opiekun, który bez żadnych próśb z naszej strony, z własnej woli wrócił jakieś pół kilometra i otworzył nam meczet. Pierwszy, ale nie ostatni raz spotkaliśmy się z bezinteresowną życzliwością Turków. Meczet w środku wygląda wspaniale i obejrzenie go tylko z zewnątrz byłoby dużą stratą.

Załącznik:
IMG_7210.JPG

Załącznik:
IMG_7215.JPG

Załącznik:
IMG_7218.JPG


Następnego dnia wybraliśmy się do delty Kizilirmak, największej rzeki w Turcji. Kizilirmak w starożytności był traktowany jako rzeka graniczna, oddzielająca Azję Mniejszą (ze znacznymi wpływami greckimi) od Azji właściwej. Dziś delta Kizilirmak to największa w Turcji ostoja ptactwa chroniona parkiem narodowym. Żeby w pełni docenić jej walory, trzeba wybrać się na dłuższą rowerową wycieczkę (samochody na lokalnych drogach gruntowych są zabronione), ale i tak zobaczyliśmy całkiem sporo różnych ptaszorów.

Załącznik:
IMG_7235.JPG

Załącznik:
IMG_7237.JPG

Załącznik:
IMG_7243.JPG


A to moja córka oglądająca wysoko przelatujące kondory ;-)

Załącznik:
IMG_7223.JPG


Dzień zakończyliśmy zwiedzając dwa bardzo ważne stanowiska archeologiczne. Pierwsze z nich to Alaca Hoyuk, znane z bogato wyposażonych grobowców, ale przede wszystkim z bramy wejściowej z dwoma najprawdziwszymi, dobrze zachowanymi sfinksami.

Załącznik:
IMG_7247.JPG

Załącznik:
IMG_7248.JPG

Załącznik:
IMG_7253.JPG


Alaca Hoyuk położone jest kilka kilometrów od Hattusy (Hattuszy), stolicy imperium Hetytów i jednego z najważniejszych starożytnych miast na całym Bliskim Wschodzie. Jak ongiś całe imperium, jego stolica jest bardzo rozległa i można ją zwiedzać samochodem, motocyklem czy rowerem – na piechotę też od biedy by się dało, ale zwiedzanie zajęłoby cały dzień.

Sporo pozostało z Hattusy, ale jest więcej niż pewne, że w niektórych miejscach Turcy pomieszali oryginały z replikami. Cóż mogli zrobić, skoro w czasach upadku imperium osmańskiego archeolodzy (głównie niemieccy) kopali i wywozili z Azji Mniejszej co chcieli i najcenniejsze rzeźby trzymają do tej pory w Muzeum Pergamońskim. Mnie takie pomieszanie jednak trochę razi.


Załącznik:
IMG_7263.JPG

Załącznik:
IMG_7266.JPG

Załącznik:
IMG_7267.JPG

Załącznik:
IMG_7275.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#2 PostWysłany: 08 Maj 2019 18:28 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 159
niebieski
Zaciekawiła mnie ta mniej znana Turcja, więc czekam na ciąg dalszy :)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#3 PostWysłany: 08 Maj 2019 18:52 

Rejestracja: 09 Cze 2015
Posty: 128
Loty: 42
Kilometry: 49 868
Fajna relacja. Również czekam na ciąg dalszy :)
_________________
Ciemność to Twój strach, światło jest wszędzie
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#4 PostWysłany: 15 Maj 2019 06:27 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Pierwszym punktem trzeciego dnia były rzymskie łaźnie w Sarikaya, jeden z najlepiej zachowanych rzymskich zabytków w Turcji. Po łaźniach spodziewałem się sporo, zdjęcia w Internecie były bardzo zachęcające, ale na miejscu okazało się, że kompleks jest dość mały, w dodatku położony w samym centrum miasteczka Sarikaya – ciężko było wykadrować zdjęcie, żeby nie znalazły się na nim młodsze o 2000 lat budynki. Żałowaliśmy trochę, że przyjechaliśmy tam z rana, bo łaźnie wyglądają szczególnie ładnie wieczorem, kiedy światło z iluminacji odbija się od lustra wody. Mimo wszystko nie była to kompletna strata czasu, łaźnie stanowią przyjemny dla oka widok. Podobno woda cały czas naturalnie się tam gotuje, a temperatura wody używanej na powierzchni to 45 stopni.

Załącznik:
IMG_7282.JPG


Po Sarikayi przyszedł czas na coś, co miało być numerem jeden całej wycieczki i, zdaniem wielu, atrakcją numerem jeden w całej Turcji. Mowa oczywiście o Kapadocji, jej skalnych formacjach, kościołach i podziemnych miastach. Kapadocja jest niezmiernie popularna, relacji stamtąd było już sporo, więc – kierowany tytułem własnej relacji - nie będę zanudzał nadmiernymi opisami i zdjęciami. Powiem tylko, że mimo niewątpliwego piękna odbiór miejsca (mowa o parku narodowym Göreme, w innych lokalizacjach było o niebo lepiej) zakłóciły nam dzikie wprost tłumy turystów, głównie miejscowych i chińskich. Obie grupy zachowują się, delikatnie mówiąc, mało odpowiednio, robiąc tysiące selfie w najmniej odpowiednich miejscach. Zauważyłem też tendencję ubierania się kobiet w pełnym makijażu niemalże w suknie balowe i szpilki (strój niezbyt wygodny
do łażenia po skałach), żeby w co ładniejszych miejscach robić zdjęcia w wystudiowanych pozach.

Załącznik:
IMG_7284.JPG

Załącznik:
IMG_7290.JPG

Załącznik:
IMG_7297.JPG

Załącznik:
IMG_7301.JPG

Załącznik:
IMG_7305.JPG


Kapadocja z pewnością zrobiłaby na nas piorunujące wrażenie, gdybyśmy kilka miesięcy wcześniej nie zwiedzili Iranu i tamtejszej Kapadocji w miniaturze – wioski Kandovan nieopodal Tebrizu, a wcześniej Maymandu niedaleko Jazdu. Kapadocja jest znacznie większa i bardziej spektakularna, choć w wioskach irańskich było zdecydowanie mniej komercji. Należy jednak oddać Kapadocji sprawiedliwość – niektóre kościoły wyglądały wspaniale, a widziane przez nas dwa podziemne miasta – Kaymakli i Dernikuyiu – zostały przez nasze dzieci okrzyknięte atrakcją numer jeden całego wyjazdu. Syn narysował swoje wyobrażenie Kaymakli jako atrakcji dnia.

Załącznik:
IMG_7321.JPG

Załącznik:
IMG_7330.JPG

Załącznik:
20190501_213502.jpg


Kolejny dzień to dalszy skok na wschód – zaczęliśmy go w Divrigi, oglądając tamtejszy XIII-wieczny meczet i szpital. Oglądanie sprowadziło się do obejścia zabytku z zewnątrz, bo przechodzi gruntowną renowację i jeszcze długo będzie zamknięty dla zwiedzających. Ale i tak było warto – widziałem już w życiu wiele meczetów, ale fasada żadnego z nich nie była tak kunsztownie rzeźbiona, jak tego w Divrigi. Ekipa budowlana zbudowała specjalne podesty, z których można z bliskiej odległości, ale nie przeszkadzając robotnikom podziwiać detale tego arcydzieła. Divrigi było jednym z trzech miejsc – obok Kapadocji i Stambułu, które jako pierwsze znalazły się na tureckiej liście UNESCO.

Załącznik:
IMG_7338.JPG

Załącznik:
IMG_7341.JPG

Załącznik:
IMG_7347.JPG

Załącznik:
IMG_7351.JPG


Z Divrigi kilkugodzinna przeprawa przez tureckie pustkowia zawiodła nas do miejsca, którego zwiedzenie było jednym z moich marzeń od dzieciństwa. Nemrut Dag, bo o nim mowa, jest położony na górze o wysokości 2134 m. n.p.m. i miałem wcześniej obawy, czy początek maja to nie za wcześnie na zwiedzanie. Uspokoiłem się, kiedy znajomy Turek wrzucił informację, że był tam dwa tygodnie wcześniej. Jechaliśmy z Malatyi, czyli główną drogą od północy, nie widząc żadnych znaków ostrzegawczych, choć coraz to większe pokłady śniegu nie nastrajały optymizmem. Zostało nam pięć kilometrów do szczytu, kiedy to jadąc w wykutym w lodzie, wysokim na kilka metrów tunelu, zauważyliśmy porzuconą w brei ciężarówkę. Dalej jechać się nie dało. Trzeba było wracać, co z dwójką wrażliwych na jazdę po serpentynach dzieci nie należało do przyjemności. Tutaj Turcy mogli się bardziej postarać i umieścić informację o zamkniętej drodze gdzieś na jej początku.

Załącznik:
IMG_7359.JPG


Na szczęście na Nemrut Dag można dostać się kilkoma wjazdami i po przejechaniu kilkunastu kilometrów po polnych drogach znalazłem alternatywę przez wioskę Kocahisar. A propos Kocahisar, naprzeciwko tamtejszego zamku znajduje się knajpa, której właściciel usilnie nas zapraszał na kawę i obiad. Zgodziliśmy się, zjedliśmy, po czym zostaliśmy przez dziada poczęstowani rachunkiem w kwocie 200 lir, średnio dwa razy więcej niż płaciłem za obiad dla naszej czwórki. Na szczęście to był jedyny przypadek, w którym Turcy nas naciągnęli, ale ostrzegam. Jedynym plusem tej knajpy był fantastyczny widok na okoliczny zamek (niestety zamknięty dla turystów). Cała niemiła przygoda z zamkniętą drogą kosztowała nas ostatecznie tylko godzinę dłużej w samochodzie, bo wszystkie drogi południowe na Nemrut Dag były otwarte. Plusem był widok prawdziwych dzikich kozic po drodze.

Załącznik:
20190430_135737.jpg

Załącznik:
IMG_7362.JPG


Mogłem więc spełnić swoje marzenie żeby, jak to czasami bywa przekonać się, że wyobrażenia były nieco lepsze niż rzeczywistość. Nemrut Dag to pomnik króla Antiocha I, władającego w I w. p.n.e. niewielkim królestwem Kommageny. W książce „Cuda świata”, którą w dzieciństwie studiowałem, głowy posągów wydawały się ogromne, podczas gdy w rzeczywistości były mniejsze od człowieka. Same cokoły faktycznie są wielkie i gdyby głowy bogów, ludzi i zwierząt znalazły się na swoich miejscach, robiłyby fantastyczne wrażenie. Niestety, prawdopodobnie podczas jednego z trzęsień ziemi spadły i nie zostały już podniesione.

Załącznik:
20190430_155415.jpg

Załącznik:
IMG_7376.JPG

Załącznik:
IMG_7385.JPG

Załącznik:
IMG_7387.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#5 PostWysłany: 16 Maj 2019 20:14 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Cz. III - Urfa, Göbekli Tepe i Diyarbakir

Ostatnio jeżdżąc z rodziną nie rezerwuję noclegów na dłużej niż dzień przed, ale Turcja trochę mnie pod tym względem zaskoczyła. Z uwagi na zatargi Erdogana z Holandią, będąc w Turcji nie można rezerwować noclegów w tym kraju przez booking.com. Oczywiście da się to obejść, albo skorzystać z innych stron, ale na nich wybór hoteli na tureckiej prowincji jest czasami bardzo słaby. Na przykład w Sanliurfie, dwumilionowym mieście, hotels.com pokazywało nam tylko jeden wolny pokój 3-osobowy, za nieakceptowalną cenę 500 zł. Postanowiliśmy poszukać na miejscu, ale rzeczywiście w dwóch pierwszych hotelach, wliczając w to ogromny 5-gwiazdkowy hotel Nevali, nie było miejsc. Może to zasługa przedświątecznej nocy (1 maja jest w Turcji świętem). Na szczęście w trzecim odwiedzanym hotelu Akgol dostaliśmy duży pokój za 400 lir czyli ok. 270 zł, co i tak było zdecydowanie najwyższą ceną płaconą za nasze noclegi w Turcji.

Sanliurfa (do niedawna nazywana po prostu Urfą i pod tym imieniem funkcjonująca w języku potocznym) miała być w zasadzie tylko sypialnią, ale będąc na miejscu, nie mogłem sobie odmówić zwiedzenia jej największej atrakcji. Niegdyś Urfa (jeszcze wcześniej zwana Edessą – skądś kojarzymy tę nazwę, prawda?), była miastem porównywalnym niemal z Jerozolimą jeśli chodzi o znaczenie dla różnych religii. To tu według tradycji islamskiej urodził się Abraham. Przez wieki Edessa była wielkim ośrodkiem wschodniego chrześcijaństwa, z silną i bogatą diasporą ormiańską. Co się stało z Ormianami wszyscy wiemy, między innymi przez to dziś z wieloreligijności Urfy nie zostało prawie nic.

Symbolem miasta jest Balikligol lub Staw Abrahama, miejsce, gdzie według tradycji Abraham, za burzenie posągów bożków, został przez króla Nemroda wrzucony do płomieni. Bóg zainterweniował i zmienił ogień w wodę, a węgle w karpie . Dziś święte karpie pływają sobie w najlepsze w kanałach Balikligol, a w świąteczny poranek miejsce było bardzo popularne wśród miejscowych.
Załącznik:
IMG_7391.JPG

Załącznik:
IMG_7393.JPG

Załącznik:
IMG_7396.JPG


Różne formy czczenia bóstw w okolicach Urfy nie zaczęły się oczywiście wraz z Abrahamem. Wielu badaczy twierdzi, że religia była z ludźmi niemal od początku ich istnienia, na co dowodów dostarcza położone w okolicach Urfy stanowisko archeologiczne Göbekli Tepe. Odkryte w latach 60-tych XX w. dopiero niedawno, bo kilkanaście lat temu, zostało rozsławione przez niemieckiego archeologa Schmidta. Stanowiska archeologiczne, szczególnie te z czasów prehistorycznych, są zwykle mało ciekawe, ale moim zdaniem Gobekli Tepe jest jednym z kilku miejsc na tyle ważnych w historii świata, że trzeba je zobaczyć. To właśnie tuta znajduje się najstarsze znane miejsce kultu, datowane na około dwanaście tysięcy lat. Odkrycie Gobekli Tepe przedefiniowało wiedzę na temat neolitu, przesuwając mocno wstecz początki zorganizowanych form kultu. Gobekli Tepe zostało w 2018 r. wpisane na listę UNESCO i w ramach tego wpisu powstało na miejscu ciekawe muzeum, z interaktywną prezentacją, która przez nasze dzieci została okrzyknięta jedną z największych atrakcji wyjazdu. Mnie z kolei zaskoczyły, płaskorzeźby zwierząt, świetnie zachowane pomimo upływu kilkunastu tysięcy lat. Prace w Gobekli Tepe trwają nadal i możliwe, że odkryjemy tam jeszcze wiele zmieniających historię artefaktów.
Załącznik:
IMG_7406.JPG

Załącznik:
IMG_7408.JPG

Załącznik:
IMG_7410.JPG

Załącznik:
IMG_7411.JPG


Tego dnia poruszaliśmy się po strefie, którą nasze MSZ uznaje za czerwoną z zaleceniem – nie podróżuj. Tymczasem na miejscu nic nie świadczyło o podwyższonym ryzyku, nie było nawet wzmożonych kontroli policyjnych. Nie inaczej było w Diyarbakir, stolicy tureckiego Kurdystanu, miejscu, gdzie jeszcze parę lat temu rzeczywiście trwały walki z kurdyjskimi separatystami. Dziś na miejscu jest spokojnie, choć zastanawiać mogą spore ilości sił policyjnych – ale może przyczyną był świąteczny dzień 1 maja.

Diyarbakir jest znane ze swoich ogromnych, niemal w całości zachowanych fortyfikacji miejskich, wpisanych w 2015 r. na listę UNESCO. Wpis jest zasłużony, bo niewiele pozostało tak dużych miast, w całości opasanych monumentalnym, grubym murem – i to bardzo starym, bo w większości wybudowanym w IV w. n.e przez cesarzy bizantyjskich. I to w miejscu, które jest regularnie doświadczane niszczycielskimi trzęsieniami ziemi.
Załącznik:
IMG_7413.JPG

Załącznik:
IMG_7420.JPG

Załącznik:
IMG_7423.JPG

Załącznik:
IMG_7428.JPG


Samo miasto szczególnie nie zachwyca – jest może „prawdziwe”, ale mocno podniszczone i wymagające sporych nakładów na renowacje. O ile Turcja w moim przekonaniu wygląda bardziej na kraj europejski niż azjatycki, tutaj wajcha przesuwa się zdecydowanie w stronę Azji.
W Diyarbakirze chyba najbardziej z całej Turcji rzucało się w oczy sporo mieszkańców o rysach ormiańskich. Widać, że czystki sprzed stu lat nie spowodowały kompletnego wyniszczenia tego narodu w Turcji, choć trzeba pamiętać, że mniejszość ormiańska była tam wcześniej bardzo liczna. Drugim charakterystycznym elementem były kościoły chrześcijańskie, których jest w Diyarbakirze kilka. Odwiedziliśmy jeden z nich – syryjski kościół Marii Panny, funkcjonujący w tym mieście od tysiąca siedmiuset lat. Ołtarz tego kościoła to chyba najbardziej niezwykły przykład połączenia architektury wschodniej (perskiej) i chrześcijaństwa. Obok krzyża z Chrystusem w centralnym miejscu umieszczono pięknie rzeźbiony ajwan. Dla mnie cudo!
Załącznik:
IMG_7434.JPG

Załącznik:
IMG_7439.JPG

Załącznik:
IMG_7441.JPG

Załącznik:
IMG_7443.JPG


Diyarbakir leży nad Tygrysem, który jest tutaj dość niewielką, ale ważną rzeką, wokół której rozciągają się znane już od starożytności ogrody Hevsel. Wprawdzie te ogrody to dziś nic niezwykłego, ale z uwagi na historyczną doniosłość zostały wpisane wraz z twierdzą Diyarbakir na listę UNESCO. Przekraczając Tygrys w kierunku wschodnim opuściliśmy historyczną Mezopotamię, krainę, którą też zawsze chciałem odwiedzić. Mam nadzieję, że wkrótce uda się dostać do jej bardziej znanej z lekcji historii dolnej części, tej w Iraku, który stał się ostatnio znacznie bardziej bezpieczny i dostępny dla turystów…
Załącznik:
IMG_7445.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
sko1czek uważa post za pomocny.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#6 PostWysłany: 16 Maj 2019 20:39 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 321
niebieski
Dzięki za ciekawą relację! Byłem w Diyarbakirze w 2001, czyli jak na tamte strony całą epokę temu. Też trafiłem do kościoła, o którym piszesz.
Czytałem, że na przełomie 2015-16 cały wschodni i południowo-wschodni kwartał starego miasta był przez kilka miesięcy oblężony, a potem w trakcie zdobywania przez tureckie wojsko prawie całkowicie zniszczony. Skalę zniszczeń widać na zdjęciu na Google Maps. Jak to teraz wygląda w terenie?
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#7 PostWysłany: 16 Maj 2019 22:00 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Pech (?) chciał, że odwiedziliśmy stare miasto w części zachodniej (bramy Urfa i Cift, baszta Meliksah) i doszliśmy tylko do Gazi Cadesi, czyli dokładnie do środka starówki. Miasto wyglądało dość biednie jak na Turcję, ale nie dramatycznie. Na samym południu jest kwartał zupełnie nowych budynków (widać na zdjęciu poniżej), ale nie wiem, czy ta część miasta też była zniszczona. Wschodnią część widzieliśmy tylko od strony Tygrysu - mury są zachowane, ale całość jest wielkim placem budowy i nie ma tam dostępu od głównej drogi. Ogólnie rzecz biorąc naprawdę nie mieliśmy wrażenia, że trzy lata temu trwała tam regularna wojna.

Załącznik:
IMG_7429.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#8 PostWysłany: 17 Maj 2019 00:38 

Rejestracja: 21 Mar 2018
Posty: 321
niebieski
Trochę informacji o oblężeniu i walkach jest na anglojęzycznej Wikipedii: https://en.wikipedia.org/wiki/Siege_of_Sur_(2016)
Gdzieś potem czytałem, że ślady po zniszczonych kawałkach starego miasta dość szybko pokrywa nowa zabudowa. Nie wiem, jaki tam jest teraz klimat, ale obstawiam, że mocno represyjny, więc miejscowi mogą niespecjalnie chętnie o tym opowiadać. Chociaż z 2001 pamiętam, że dość chętnie z własnej inicjatywy mówili też o drażliwych tematach. W ogóle wtedy i Kurdowie i Turcy (łącznie z mundurowymi) byli do nas bardzo przyjaźnie nastawieni, tylko trzeba było trochę uważać, co się do kogo mówi. Przez kilka lat było odprężenie, do tego stopnia, że w 2003 dało się spokojnie przejechać z Iranu do Van przez przejście Sero/Esendere i widziałem z dołu góry Cilo. Teraz pewnie byłoby znacznie trudniej.
Góra
 Relacje PM off
Woy lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#9 PostWysłany: 20 Maj 2019 19:15 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Będąc kiedyś w Armenii podziwiałem piękne, ale strasznie zapuszczone na brzegach jezioro Sewan. Sewan ma w Armenii jakby szczególny status, stanowiąc namiastkę prawdziwie świętego dla Ormian jeziora, ogromnego Wan, niegdyś w centrum Wielkiej Armenii, dziś w granicach Turcji. Przyjechawszy nad Wan zrozumiałem, dlaczego tak bardzo porusza serca Ormian – jest naprawdę piękne i tak rozległe (prawie cztery razy większe od Sewanu), że w wielu miejscach nie widać drugiego brzegu. Wydaje się, że to właśnie w maju prezentuje się najładniej, kiedy to soczyście zielone brzegi kontrastują z ośnieżonymi szczytami gór.

Nie przyjechaliśmy jednak nad Wan wyłącznie dla widoków. Jakby paradoksalnie nad ormiańskim kiedyś jeziorem znajduje się jeden z najbardziej znaczących pomników kultury Turków Seldżuckich – cmentarz Meydanlink w Ahlacie. Zajmuje rozległy teren kilku hektarów, a jego najstarsze nagrobki pochodzą z XV w. i mają cztery metry wysokości. Niektóre z nich to prawdziwe arcydzieła, a Turcja stara się o wpis tego miejsca na listę UNESCO w przyszłym roku. Mając nieco rozeznania mogę stwierdzić, że wpis jest raczej pewny – praktycznie nie ma na obecnej liście nekropolii, w szczególności związanych z islamem. Poza tym Turcja ma bardzo dobrą historię skutecznego proponowania nowych miejsc. Wpis z pewnością przyciągnie turystów międzynarodowych, ale i obecnie w świąteczny dzień cmentarz jest bardzo popularny wśród miejscowych.

Załącznik:
20190501_174206.jpg

Załącznik:
20190501_174955.jpg

Załącznik:
20190501_175536.jpg

Załącznik:
20190501_175704.jpg

Załącznik:
IMG_7463.JPG

Załącznik:
IMG_7464.JPG


Północny brzeg jeziora Wan poza niewątpliwą urokliwością jest prawdziwą dziurą. W Ahlacie, mieście dwudziestokilkutysięcznym, praktycznie nie ma bazy turystycznej. Zatrzymaliśmy się w hotelu Metropol, jednym z dwóch w mieście, w miejscu, które być może 30 lat temu było szczytem luksusu, ale od tego czasu nie zmieniło się w nim nic. Byliśmy tam jedynymi gośćmi i dostaliśmy najlepszy apartament z pięknym widokiem na jezioro. Wszystko to za cenę 200 lir ze śniadaniem.

Załącznik:
20190501_185126.jpg

Załącznik:
IMG_7449.JPG


Wieczorem poszliśmy zjeść do centrum miasta, a po kolacji, gdy siedząc już w samochodzie szykowaliśmy się do powrotu, z knajpy wyskoczył facet (jak się okazało właściciel), zagadując po rosyjsku i zapraszając na pogawędkę. Kiedyś znałem rosyjski lepiej niż angielski, teraz to już dawno przeszłość, ale do bezproblemowej komunikacji chyba do końca życia wystarczy. Zaakceptowaliśmy zaproszenie, słysząc wiele ciekawych historii – np. taką, że Ahlat jest ulubionym miastem Erdogada, który ma tutaj swoją prywatną rezydencję i często spędza wakacje. Właściciel wiele lat pracował w Turkmenistanie, gdzie mieszka jego siostra, i stąd jego dobra znajomość rosyjskiego.

Pogawędka z właścicielem miała jedną zabawną (?) konsekwencję – nasze dzieci opiły się słodką, mocną turecką herbatą. Żebyście słyszeli moją trzyletnią córkę niemogącą zasnąć i gadającą po dziesiątej zupełnie niestworzone historie. Potem nie pozwalaliśmy im wypić więcej niż jedna mała filiżanka…


Jadąc dalej na wschód przejechaliśmy przez chyba najbrzydsze miasto Turcji – 80-tysięczny Erciş. O ile na ogół tureckie miasta są całkiem ładne i bardzo zwarte, generalnie im bardziej na wschód, tym gorzej. Apogeum przypadło właśnie na Erciş, w którym nie ma kompletnie nic ciekawego, a przez brak obwodnicy nie ma wyjścia i trzeba przejechać przez jego środek. Tylko trochę lepiej jest w Dogubayazit, który ma jednak tę zaletę, że leży u stóp góry Ararat – kolejnej utraconej ormiańskiej świętości. Nie przyjechaliśmy tam, żeby podziwiać Ararat, którego wierzchołek był zresztą zatopiony w chmurach – nieopodal Dogubayazit znajduje się Pałac Ishaka Paszy, jeden z najlepiej zachowanych przykładów architektury islamskiej z XVIII w. we wschodniej części Turcji. Z wyjątkiem wielu dachów, zniszczonych podczas licznych trzęsień ziemi, pałac jest bardzo dobrze zachowany, z bogato rzeźbionym wejściem i zdobnymi pomieszczeniami. Pałac był najbardziej na wschód wysuniętym punktem naszej podróży – dalej nie było po co jechać, chyba że ktoś chce udać się drogą lądową do azerbejdżańskiej eksklawy Nachiczewanu. Nachiczewan chętnie zwiedzę, ale nie tym razem. Co ciekawe, w naszej niedawnej podróży do Iranu odwiedzaliśmy miejsca położone bardziej na zachód niż to, w którym byliśmy teraz.

Załącznik:
IMG_7472.JPG

Załącznik:
IMG_7473.JPG

Załącznik:
IMG_7478.JPG

Załącznik:
IMG_7479.JPG

Załącznik:
IMG_7480.JPG

Załącznik:
IMG_7483.JPG

Załącznik:
IMG_7488.JPG


Dalsza droga powiodła nas na północ, do miejsca leżącego na samiutkiej granicy z Armenią, od prawie 30 lat zupełnie zamkniętej. Obawialiśmy się wzmożonych kontroli policyjnych, ale tak naprawdę najwięcej ich było w pobliżu Dogubayazit i granicy z Iranem i Azerbejdżanem. Kontrolami nie stresujemy się w ogóle – jeśli ktokolwiek prosi nas o paszporty, otwiera się tylna szyba i słychać gromki okrzyk „Heloł! Heloł!”. Urokowi dzieci podda się każdy służbista i najczęściej nie pyta o nic więcej.

Widać, że zamkniętej granicy nie trzeba chyba aż tak pilnować, tym bardziej, gdy jest naturalna – w tym przypadku stanowi ją rzeka Arpacay/Akhurian płynąca w wąwozie o bardzo stromych zboczach.

W tym mało przyjaznym miejscu daleko od wszystkiego położone jest starożytne miasto Ani, stolica potężnego niegdyś ormiańskiego państwa Bagradytów. Ani przeżywało świetność przez około 200 lat, od IX do XI w., kiedy to zostało brutalnie zawojowane przez Turków Seldżuckich. W międzyczasie zostało zarówno świecką, jak i religijną stolicą Armenii. Po podboju wspaniałą katedrę Matki Bożej i większość ormiańskich kościołów (a było ich według podań tysiąc i jeden – i choć to z pewnością przesadzone, było ich bardzo dużo i aż 43 zachowały się do tej pory) zamieniono na meczety. Mimo wszystko chodząc po rozległych ruinach Ani nie ma wątpliwości, że stąpamy po ruinach miasta na wskroś ormiańskiego. Przez wiele lat Ani było zapuszczone, ucierpiało tez potężnie w trzęsieniu ziemi z 1988 r., ale ostatnio nastąpił jakby zwrot. Turcy powoli przyznają się do ormiańskiego dziedzictwa tych ziem, czego przykładem stało się wpisanie Ani na listę UNESCO w 2016 r. Wpis na pewno zasłużony, a Ani odwiedzić warto nie tylko dla zabytków architektury, ale też dla pięknych krajobrazów wokół. Wyobrażam sobie, co czują Ormianie, którzy wchodzą na wzgórza po swojej stronie, na wyciągnięcie ręki mają ruiny będące świadectwem chwały swojego kraju i nie mogą ich zwiedzić…

Załącznik:
IMG_7492.JPG

Załącznik:
IMG_7498.JPG

Załącznik:
IMG_7500.JPG

Załącznik:
IMG_7502.JPG

Załącznik:
IMG_7505.JPG

Załącznik:
IMG_7520.JPG

Załącznik:
IMG_7536.JPG

Załącznik:
IMG_7542.JPG

Załącznik:
IMG_7537.JPG


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#10 PostWysłany: 22 Maj 2019 18:59 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Cz. V – na Zachód

Po zwiedzeniu Ani do Stambułu zostało nam, bagatela, 1400 kilometrów. Rozbiliśmy tę trasę na dwa i pół dnia, odbijając po drodze do monasteru Sumela, jednego z najwspanialszych przykładów klasztorów podwieszonych na skałach, w miejscu tak niedostępnym, że nawet grecka Meteora się przy tym chowa. Dla nas Sumela była największą porażką – nigdzie nie dotarłem do informacji, że klasztor jest zupełnie zamknięty dla zwiedzających, a przez deszczową i mglistą pogodę tylko raz i na chwilę pokazał się nam z punktu widokowego kilometr niżej. Trzeba będzie tam wrócić po skończeniu renowacji.

Załącznik:
IMG_7558.JPG


Niewiele było w naszej podróży na zachód godnych uwagi punktów. W Erzurum zwiedziliśmy starą medresę Yakutije, w Niksar stary most i trochę ruin. Numerem jeden była z pewnością Amasya, niezwykle urokliwe miasteczko położone na zboczu góry Harsena. Amasya była ponad dwa tysiące lat temu przez krótki czas stolicą potężnego i rozległego królestwa Pontu, którego królowie, wzorem królów Perskich, upatrzyli sobie górę Harsena jako miejsce pochówku w skalnych grobowcach. Niestety, te z Amasyi nie równają się wspaniałym grobowcom w irańskim Naksz-e Rosztam, nieopodal Persepolis. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że ładniej prezentują się z dalszej odległości. Wspinaczka nie jest jednak stratą czasu, bo piękna panorama Amasyi wynagradza trochę zawód z oglądania grobowców z bliska.

Załącznik:
IMG_7547.JPG

Załącznik:
IMG_7550.JPG

Załącznik:
IMG_7556.JPG

Załącznik:
IMG_7572.JPG

Załącznik:
IMG_7583.JPG

Załącznik:
IMG_7588.JPG


Kolejnym przystankiem było Mudurnu, miasteczko będące tegorocznym tureckim kandydatem na listę UNESCO (dwa dni temu organizacja podała jednak, że Turcja wycofała kandydaturę z powodu negatywnej rekomendacji organu doradczego co do wpisu). Miasto jest ładne, ale podobnych do niego jest w okolicy bardzo wiele, stąd Turcy wpadli na pomysł powiązania propozycji z Bractwem Ahi, gildii kupców i rzemieślników, cechującej się dużą solidarnością społeczną. Jak widać, to nie wystarczyło, aby przekonać Międzynarodową Radę Ochrony Zabytków. Na razie zagranicznych turystów nie ma tam chyba za wielu, wszystkie tabliczki przed historycznymi budynkami są wyłącznie po turecku. Najbardziej charakterystycznym punktem miasta jest meczet Yildirim Bayezid, rzeczywiście bardzo ładny.

Załącznik:
IMG_7615.JPG

Załącznik:
IMG_7619.JPG


Ostatnim naszym przystankiem był Iznik, niepozorne miasteczko, które na zawsze zapisało się w historii świata. Obecny Iznik to starożytna Nicea, w której Konstantyn Wielki po uczynieniu chrześcijaństwa obowiązującą religią w Cesarstwie Rzymskim zwołał pierwszy sobór powszechny. To w Nicei stworzono podstawy doktryny chrześcijańskiej i ustanowiono datę Wielkiejnocy a tzw. nicejskie wyznanie wiary jest obecne w kościołach Wschodu i Zachodu do dzisiaj. Z dawnych czasów zostały w Izniku dobrze zachowane, potężne mury obronne. Kiedy turecki rząd skończy ich renowację Iznik stanie się jedną z większych atrakcji tego regionu, idealnym miejscem wypadowym na jednodniową wycieczkę ze Stambułu.

Załącznik:
IMG_7622.JPG

Załącznik:
IMG_7630.JPG

Załącznik:
IMG_7631.JPG

Załącznik:
IMG_7635.JPG


To już ostatni wpis z Turcji, kraju przyjaznego i bardzo europejskiego, choć ze sporą nutką azjatyckiej egzotyki. Jedynym aspektem, który mnie zdziwił i trochę przeszkadzał w podróżowaniu, była zaskakująco słaba znajomość angielskiego. Wcale nie przesadzę, gdy powiem, że łatwiej się było dogadać po angielsku w Iranie niż w Turcji. A w samej Turcji więcej osób mówi po rosyjsku niż angielsku, i to nie tylko w turystycznych miejscach na wybrzeżu.


Na zakończenie podsumowanie kosztów. 9-dniowy wyjazd kosztował prawie równo 8 tys. zł na 4-osobową rodzinę, z czego:

310 zł to koszt wiz
2500 zł stanowiły bilety Berlin-Stambuł, plus około 450 zł dojazd do Berlina.
750 zł to wypożyczenie samochodu, 120 zł opłaty drogowe (potrącone z karty przez wypożyczalnię), około 1000 zł paliwo.

Hotele kosztowały w sumie 1400 zł za 8 nocy, najtańszy był nocleg w Ahlacie (200 lir – 130 zł), najdroższy w Sanliurfie (400 lir – 260 zł). Wszystkie noclegi były w pokojach 3-osobowych ze śniadaniem.
Reszta to koszty jedzenia (obiad dla naszej czwórki kosztował w granicach 80-100 lir, czyli 50-70 zł) biletów wstępu i pamiątek. Aha, prawie wszędzie dało się płacić kartą – we wszystkich (prócz jednego) hotelach i stacjach benzynowych, prawie wszystkich restauracjach i większości atrakcji turystycznych.

Dziękuję wszystkim za uwagę i – do następnego razu!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
 
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#11 PostWysłany: 22 Maj 2019 21:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 702
złoty
Celowo odpuściłeś Nemrut Dagi i Kapadocję?
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#12 PostWysłany: 22 Maj 2019 22:10 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sie 2010
Posty: 372
niebieski
wow, - jestem pod wrażeniem, zaliczyliście prawie wszystkie atrakcje Turcji,
te które widziałam i te których "jeszcze" nie widziałam
zabrakło mi tylko Mardin i Midyat
i trochę mnie tylko przeraża liczba przejechanych km
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#13 PostWysłany: 22 Maj 2019 23:10 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
@cart

W obu miejscach byliśmy, zobacz drugą i trzecią część relacji.

@cyberpunk64

Jazdy faktycznie było sporo, ale na dobrych tureckich drogach średnia prędkość wyszła około 90 km/h, więc czasu w samochodzie było mniej, niż się spodziewałem. O Midyacie poważnie myślałem i wyleciał w ostatniej chwili, ale gdybyśmy wiedzieli wcześniej o zamknięciu monasteru Sumela, trafilibyśmy i tam.

A z Turcji trochę jeszcze nam jednak zostało, między innymi cały zachód. W sam raz na kolejną majówkę ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#14 PostWysłany: 24 Maj 2019 09:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Sie 2013
Posty: 702
złoty
ups, ale wtopa, nie wiem dlaczego mi się to nie wyświetliło jako nieprzeczytane :(
_________________
Moje podróże - piotrwasil.com

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#15 PostWysłany: 24 Maj 2019 11:30 
Site Admin
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Sty 2011
Posty: 6424
Loty: 301
Kilometry: 518 862
Fajna wycieczka i relacja, czytając przypomniał się Erasmus i perełki wschodniej Turcji :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#16 PostWysłany: 24 Maj 2019 11:36 

Rejestracja: 24 Paź 2012
Posty: 790
platynowy
Mam tak samo, patrzac na zdjecia lezka sie w oku kreci I przypomina sie pierwsza dalsza podroz poza Europe, wieki temu.
_________________
Azerbejdżan - zakończona
Laponia - zakończona

Komory | Bahrajn | Senegal | Santiago de Chile | Guca | Ladakh | Palestyna | Athos | Ziemia Ognista | Syberia zimą

Instagram: @podruuznik
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#17 PostWysłany: 24 Maj 2019 17:17 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
Dzięki za miłe słowa. @Washington widziałem, że w większości z tych miejsc też byłeś, plus w wielu innych. Też bym z chęcią spędził tam dłuższy czas.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#18 PostWysłany: 08 Cze 2019 16:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 26 Wrz 2012
Posty: 1109
Loty: 404
Kilometry: 638 062
złoty
Bardzo ciekawa ta mniej znana Turcja. I świetna relacja, dzięki.
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#19 PostWysłany: 08 Cze 2019 19:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 03 Sie 2010
Posty: 372
niebieski
ciekawam jeszcze tego cobyś jak bys mógł napisać jakie miejsca zrobily na Tobie, dzieciach i rodzinie :) największe wrażenie, a co rozczarowało
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
 Temat postu: Re: Turcja mniej znana
#20 PostWysłany: 08 Cze 2019 20:11 

Rejestracja: 18 Wrz 2013
Posty: 174
srebrny
@cyberpunk64

U dzieci numerem jeden były podziemne miasta w Kapadocji, szczególnie Kaymakli. Synowi bardzo podobało sie Ani, a zwłaszcza świadomość, że jest na granicy z Armenią, ale to dlatego, że jego najlepszy kolega z przedszkola pochodzi z Armenii. Świetna była też multimedialna prezentacja w Gobekli Tepe - córka najpierw przestraszona wyszła, a potem ciekawie spoglądała i chciała oglądać jeszcze raz.


Dla mnie największym pozytywnym zaskoczeniem było Ani, lepszy od wyobrażeń był cmentarz w Ahlacie. Nic mnie nie zaskoczyło negatywnie, może jedynie Nemrut Dag był nieco mniej spektakularny niż mi się wydawało. Generalnie nieszczególnie wypadają niektóre tureckie miasta - dlatego o Karsie, w którym spędziliśmy popołudnie i noc, nawet nie pisałem. Oczywiście wielkim zawodem był monaster Sumela tym bardziej, że najnowsze raporty sugerują, że wkrótce będzie otwarty. W informacji turystycznej byli bardziej powściągliwi i mówili, że nic nie wiedzą o przewidywanym otwarciu.

A propos Nemrut Dag - synowi chyba się podobało, bo w przedszkolu temat: "Jak spędziłeś majówkę" zinterpretował tak:
Załącznik:
20190507_173908mały.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
cyberpunk64 uważa post za pomocny.
 
 
 [ 20 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group