Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 30 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 08 Cze 2019 17:06 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
Witajcie,

W zamyśle to w zasadzie nie ma być typowa relacja z podróży, a raczej przykład jak wykorzystać parę dni latem w miejscu, które głównie kojarzy się z zimowym polowaniem na zorzę. Choćby w ostatnim czasie pojawiło się kilka wątków pytających o ten kierunek. Zapewne w związku z dość łatwo dostępnymi tanimi biletami z Polski. Postanowiłem więc podzielić się z Wami moim majowym wypadem na rozszerzony weekend. Wypadem dość spontanicznym i zaplanowanym metodą "zobaczy się na miejscu" ;-)

Tromso jako cel podróży zostało wybrane dość przypadkowo. Chciałem wykonać norweską krajówkę za punkty SK, będąc gotów nawet spędzić cały weekend w samolotach i podziwiać okolicę tylko z góry. Oczywiście na pierwszy ogień poszedł Svabald i Lofoty. System jednak zweryfikował plany - ilość lotów za punkty w tych kierunkach jest ograniczona do pojedynczych dni w tygodniu, dodatkowo praktycznie nie da się za punkty polecieć pomiędzy lokalnymi lotniskami na północy. Ostatecznie uznałem, że na pierwszy raz Tromso zupełnie wystarczy. Do wykorzystania miałem na miejscu dwa pełne dni + szczątkowe godziny w dniach dolotowych. Na wyjazd wybrałem przedłużony weekend, korzystając z okazji, że 17 maja (piątek) to norweskie Święto Niepodległości. Wylot dzień wcześniej, 16go późnym popołudniem, prosto z pracy. Piątek i sobota na zwiedzanie, z kolei niedziela na odespanie i powrót, tak żeby jeszcze mieć wieczór dla siebie. Uważny czytelnik zwrócił zapewne uwagę, że pisałem o lotach krajowych. Punktem startu i powrotu było bowiem Stavanger.

Prognozy pogody były całkiem optymistyczne, dając nadzieję na ciekawe widoki w obie strony. Sami oceńcie:

Gdzieś między SVG i BGO
Załącznik:
TOS_Wylot_SVG.jpg


Wcale nie tak często obserwowane z samolotu odbicie chmur w morzu
Załącznik:
TOS_chmurki_w_wodzie.jpg


Granica między piankowcami i fallusami (czy jak sie fachowo nazywają takie chmury... ;-))
Załącznik:
TOS_chmurki_granica.jpg


I wreszcie długo wyczekiwany, aczkolwiek nieco alternatywny, widok na Lofoty.
Załącznik:
TOS_chmurki_lofoty.jpg


I w końcu - po ok 2.5h lotu netto (z jedną przesiadką, w Bergen), ok 22giej, dolatuję do Tromso. Wg prognozy jest 6-8st, możliwe opady. Gdy samolot przebił się pod chmury, pierwsza myśl która przyszła mi do głowy: Hmm, na co mi to było? W Stavanger +20 i czyste niebo...
Załącznik:
TOS_przylot.jpg


Po wylądowaniu udałem się na przystanek Flybussen, który wg internetów powinien mieć przystanek bardzo blisko hotelu. Kierowca od razu jednak uprzedził mnie, że wyjazd za ok 30 minut. Podziękowałem więc grzecznie i odwróciłem się na pięcie i po ok 15 minutowej podróży taksówką byłem już na miejscu. Koszt taksówki to 180nok, więc warto już przy 2 osobach, biorąc pod uwagę że koszt biletu na autobus to 100nok/os. Ewentualnie jest jeszcze wersja dla liczących każdą monetę, nawet kosztem czasu podróży - czyli autobus miejski, ze sporą ilością przystanków i w zależności od pory dnia potencjalnie ograniczonym komfortem podróżowania z walizkami.

Korzystając z faktu że hotel był w samym centrum, wykonałem szybki rekonesans okolicy, po czym udałem się na zasłużony odpoczynek. Będzie w końcu jeszcze czas połazić. W głowie szybko obmyślałem plan jutrzejszego spaceru, licząc, że zgodnie z prognozami pogoda się nieco wyjaśni. Bo wiecie - spontan spontanem - to wcale nie oznacza, że nie przejrzałem dostępnych informacji i szczegółowego planu miasta i okolic ;-)
Załącznik:
TOS_przylot_spacer.jpg


Kolejny dzień rozpoczęty od późnego śniadania i rozeznania się, którędy będzie przechodził pochód. 17 maja to w Norwegii święto narodowe. Obchodzone jest hucznie, a przede wszystkim - na ulicy. Mocno zaangażowane są szkoły - w tym dniu nie ma lekcji, ale odbywają się obowiązkowe pochody - klasa po klasie, szkoła po szkole.
Część z Was pewnie miała okazję uczestniczyć w pochodach 1 maja, w czasach gdy były obowiązkowe, a do niesienia dostawało się niekoniecznie biało-czerwoną flagę... Podobna skala wydarzenia, ale wydźwięk zupełnie inny - radość bez udawania, pełne zaangażowanie. Okazuje się, że pochód wystartuje po 11tej, więc jest jeszcze trochę czasu na szybki spacer po centrum 'za dnia' ;-) Bądźmy szczerzy - centrum miasta nie jest zbyt piękne. Brak harmonii kolorów, brak spektakularnej zabudowy - pojedyncze stare chaty są wymieszane z nowoczesnymi budynkami. Przyjeżdżając ze Stavanger poczułem się trochę, jakbym z Krakowa do Dąbrowy Górniczej pojechał.

Załącznik:
TOS_17_miasto.jpg


Załącznik:
TOS_17_miasto2.jpg


Ale to nie budynki zwracają moją uwagę, nogi same niosą na wybrzeże. Nie dla miasta przecież tu przyjechałem...

Załącznik:
TOS_17_miasto_widok1.jpg


Ok, na widok czas będzie jeszcze później, teraz jeszcze chwilka na explorację miasta. A co to za miasto bez kościoła.

Załącznik:
TOS_17_miasto3.jpg


No dobra - jest kościół, ale.... gdzie są ludzie? Szybkie spojrzenie na zegarek i wszystko jasne, za kilkanaście minut startuje pochód, wiec wszyscy ludzie powinni być... tutaj:
Załącznik:
TOS_17_marsz1.jpg


W tym miejscu następuje przerwa techniczna, jeszcze dziś postaram się dopisać ciąg dalszy.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez BrunoJ, 10 Cze 2019 09:47, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
20 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 09 Cze 2019 00:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
O czym to ja..... a, tak - ludzie, dużo ludzi. Na placu przed szkołą ostatnie ustawianie ekip do przemarszu. A że większość to dzieci szkolne, więc wszędzie dookoła tłumy rodziców chcących pomachać swoim pociechom. Szkoły prowadzone klasa po klasie, od maluchów do najstarszych. A na czele każdej szkoły orkiestra, często okraszona jakąś ekipą artystyczną - wywijanie buławami itp.
Załącznik:
TOS_17_parada6.jpg


Załącznik:
TOS_17_marsz3.jpg


Była też szkoła międzynarodowa, uważny obserwator z łatwością wyłapie polską flagę
Załącznik:
TOS_17_marsz4.jpg


Nie wiem jak u Was, ale ja na takich imprezach lubię wmieszać się w tłum i obserwować ludzi. Być integralną częścią wydarzenia. W szczególności w ten konkretny dzień Norwedzy starają się ubrać w stroje ludowe. Przeróżne, z racji że Norwegia to zlepek różnych społeczności. Naprawdę było co podziwiać, od najmłodszych do najstarszych. Poniżej kilka wybranych, niczym postacie z bajek:

Dość charakterystyczne, chociaż w tym regionie ciągle niezbyt powszechne - Saami
Załącznik:
TOS_17_lokalsi1.jpg


Były też Smerfetki:
Załącznik:
TOS_17_lokalsi_smerf.jpg


I Pocahontas:
Załącznik:
TOS_17_lokalsi_pocah.jpg


I... Guliver??
Załącznik:
TOS_17_lokalsi_guli.jpg


Ej, no zaraz... Gra o Tron?!?
Załącznik:
TOS_17_lokalsi_GoT.jpg


Najwyraźniej pora odpocząć od tego pochodu. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Bowiem pochód przetacza się zygzakami przez całe miasto, a po drodze z innych miejsc dołączają kolejne szkoły. Centrum wygląda więc mniej więcej tak (pamiętacie obrazek z kościołem wcześniej?).
Załącznik:
TOS_17_marsz6_miasto.jpg


Udaje mi się w końcu wyrwać z tłumu, w którym oprócz fanów przemarszu toczy się również typowe życie piknikowe - puby są już oblepione konsumentami złocistego trunku, a wszędzie rozstawione są stragany z cukrową watą, lodami oraz typowymi dla Skandynawii hotdogami z chrupką posypką. Takie święto to okazja, żeby pochwalić się ciekawymi pojazdami, trzymanymi na codzień w garażach. Np Jaguar XT140 - model który zwyciężał Le Mans w latach 51-53
Załącznik:
TOS_17_miasto_auto1.jpg


Czy nawet okazami, które wykraczają poza moją wiedzę i gust motoryzacyjny (aż taki stary nie jestem ;-)
Załącznik:
TOS_17_miasto_auto2.jpg


W ramach oddalania się od centrum imprezy, trafiłem do Centrum/Muzeum Polaria. Wg internetów nie warte pieniędzy, które trzeba zapłacić za wejście. Tyle, że z racji święta wejście było darmowe. Do tego było to chyba jedyne Muzeum które było tego dnia otwarte. Duża część ekspozycji związana z ekologią, rozpuszczaniem się lodowców i zanieczyszczeniem wody przez plastik. Do podziwiania było też parę okazów stworzeń podwodnych.

Żywych (chyba):
Załącznik:
TOS_17_polaria1.jpg


oraz martwych (zdecydowanie):
Załącznik:
TOS_17_polaria5.jpg


* Tutaj od razu skojarzyła mi się relacja koleżanki @pestycyda i jej przygody z nurkowaniem. Ciekawiłaby mnie jej reakcja, gdyby spotkała tam na żywo takiego 30cm pająko-kraba, który mógłby być pierwowzorem dla pośredniej formy Obcego ;-)

Główną atrakcją - oprócz całkiem interesującego, chociaż wykonanego dość dziwną techniką pseudo-panoramy, filmu - było fokarium z pokazem. Foki pływały, grały w piłkę i zjadały rybki, ale bądźmy szczerzy - dobre to może dla 6-latków. Chyba, że ktoś naprawdę nigdy nie widział foki z bliska.
Załącznik:
TOS_17_polaria3.jpg


Dużo ciekawiej wyglądało to od dołu:
Załącznik:
TOS_17_polaria4.jpg


Wejście do Polarii było darmowe, w przeciwieństwie do bufetu i sklepiku. Oczywiście popełniłem jakieś widokówki, magnesy i inne drobiazgi, zostawiając ostatecznie zupełnie okrągła sumkę. Wychodząc już na zewnątrz natknąłem się na jeszcze jedną ciekawostkę - pomnik znanego producenta skandynawskiej odzieży i bielizny sportowej HH.
Załącznik:
TOS_17_pomnik_HH.jpg


Oczywiście jaja sobie robię :-) Helmer Hanssen był pochodzącym z Tromso polarnikiem - uczestnikiem wypraw z Amundsenem na początku zeszłego wieku, w tym pierwszego zdobycia bieguna południowego, czy wypraw morskich w poszukiwaniu szlaków północno-zachodnich. Polecam lekturę zarówno o postaciach takich jak Hanssen, jak i ogólnie o zdobywaniu okolic biegunów, fascynująca historia determinacji i walki ludzi z surowością natury. A w tle najlepiej włączyć sobie jakąś tematyczną balladę czy szantę, np:
NorthWest Passage by Stan Rogers:


czy też ewentualnie polską wersję by Smugglers (lub Ryczące Dwudziestki):


Odnośnie powyższego zdjęcia - warto zwrócić jeszcze uwagę na schowany w hangarze jeden ze statków, na którym odbywały się wyprawy. Ciekawostką dla mnie jest sam hangar - jakby praktykant robił i nie wyliczył dobrze wysokości masztu. Chociaż biorąc pod uwagę, że na maszcie jest zamontowana całkiem współczesna antena, może jest to specjalnie, żeby być "on-line". Powiedzmy, że niestandardowe rozwiązanie... ;-)

A skoro o podbojach mowa, to uznałem, że pora zakosztować trochę okolicy. Postanowiłem więc przejść na drugą stronę mostu, korzystając z możliwości podziwiania Tromso z unikalnej perspektywy znad cieśniny. Przy okazji, widać, że wreszcie zaczyna się przejaśniać, przejrzystość powietrza nie jest idealna, ale chmur stanowczo mniej niż rano.
Załącznik:
TOS_17_most2.jpg


Przy takiej okazji nie sposób nie pobawić się trochę zoomem w aparacie, żeby wyłapać "smaczki" krajobrazu.
Załącznik:
TOS_17_most3.jpg


Ale to, co najbardziej przykuwa uwagę po drugiej stronie mostu to tzw Arctic Church - kosciół wykonany jakby z brył lodu. Stanowczo lepiej prezentuje się zimą, gdy jest oświetlony, a jego biel zlewa się z zalegającym wszędzie śniegiem. Ale teraz również jest interesujący. Podobnie jak góra za nim.
Załącznik:
TOS_17_most1.jpg


Góra ta zaintrygowała mnie na tyle, że postanowiłem wykonać spacer w jej kierunku, żeby się lepiej przyjrzeć. Tym bardziej, że okazało się, że nie działa kolejka na pobliską górę (czyli już wiem co będę robił jutro ;-). Nie pozostało więc nic innego jak pójść ulicą w wyznaczonym kierunku, podziwiając osiedle domków osadzone na zboczu góry. Jak już pewnie się domyśliliście - lubię motoryzację w różnych formach. Dlatego uwagę moją zwrócił Quad-zrób-to-sam
Załącznik:
TOS_17_droga1.jpg


Jak również terenowy microcar, taki na kategorię B1. Chociaż nie wiem czy bardziej zaciekawił mnie samochód czy ... dość spore ilości śniegu wokół domu.
Załącznik:
TOS_17_droga3.jpg


Hmm, skoro tutaj leży śnieg, to jak to będzie wyglądało na szlaku, za miastem? Cóż, sprawa wyjaśniła się niedługo później.
Załącznik:
TOS_17_droga4.jpg


Raki zostały w domu, zresztą nie wiem, czy pozwolono by je przewieźć w podręcznym bagażu. Nie pozostało nic innego jak ostrożnie, ale stanowczo napierać do przodu, momentami zapadając się po kolana w rozmiękniętym już śniegu. Widoki rekompensowały niedogodności (a goretex skutecznie chronił buty przed przemoknięciem, gorzej ze śniegiem który wlatywał górą...).
Załącznik:
TOS_17_droga7.jpg


Załącznik:
TOS_17_droga6.jpg


Poniższy obrazek niezmiennie kojarzy mi się ze scenką "kochanie, znalazłem rower który przypiąłem gdzieś we wrześniu przed pierwszymi opadami"
Załącznik:
TOS_17_droga5.jpg


W końcu udaje mi się dotrzeć do miejsca, gdzie mogę podziwiać JĄ - tajemniczą górę. Jest wyraźnie bliżej, chociaż ciągle daleko.
Załącznik:
TOS_17_droga8.jpg


Ponieważ szlak zaczyna schodzić w dół do wąwozu, w cieniu, przy niemalejącej ilości śniegu, postanawiam odpuścić dalszą trasę, uznając ciekawość za zaspokojoną. Wracając mogę z kolei podziwiać widoki na miasto, a także na góry za tymże, które wcześniej ledwo się majaczyły.
Załącznik:
TOS_17_droga9.jpg


Załącznik:
TOS_17_droga10.jpg


Chmury jakby ktoś zabrał, więc widoki z mostu, te same co wcześniej, były jeszcze bardziej spektakularne
Załącznik:
TOS_17_droga11.jpg


Załącznik:
TOS_17_droga12.jpg


Mimo, że minęły ok 3 godziny od czasu, gdy opuściłem centrum, tutaj cały czas trwała zabawa. A także przemarsze różnych grup, kółek zainteresowań, czy innych klubów. Było więc na wesoło - czyli klauni i cyrkowcy:
Załącznik:
TOS_17_parada1.jpg


I zupełnie na poważnie - czyli ratownicy, na rowerach, w ambulansach, oraz (jak niżej) na super-quadach
Załącznik:
TOS_17_parada2.jpg


I potem znowu na wesoło - klub swinga, czy śpiewający z pół-playbacku chór gospel. Ale... really? klub brazylijskiej samby i tańca brzucha? w zaśnieżonym Tromso?
Załącznik:
TOS_17_parada3.jpg


I w końcu coś dla prawdziwych facetów, czyli kolejne spotkanie z mruczącymi maszynami.
Załącznik:
TOS_17_parada4.jpg


Kawałek dalej młodzież szarpała druty, ku uciesze grupki fanów. Jak widać nie trzeba zapraszać super gwiazd, żeby się dobrze bawić.
Załącznik:
TOS_17_miasto11.jpg


Wracając już, natknąłem się na ciekawą promocję w sklepie - można kupić misia w przecenie ;-)
Załącznik:
TOS_17_mis_w_przecenie.jpg


Po posileniu się nie pozostało mi nic innego, jak przyłączyć się do imprezowania w jednym z lokalnych pubów, wśród chmar coraz mniej trzeźwych mieszkańców. Bardzo przyjaźni ludzie, mili i gościnni. W którymś momencie zostałem zaproszony, żeby przysiąść się do większej grupy, bo co tak będę sam siedział. No to się przyłączyłem i trochę pogadaliśmy sobie o życiu ;-)
Załącznik:
TOS_17_piwko.jpg


Szklankę przywiozłem ze sobą do domu. Spytałem barmana, za ile mogę kupić. A on mi z uśmiechem odpowiedział, że ma dziennie ze 30 stłuczek, więc mam po prostu zabrać. Oczywiście czystą i wysuszoną :) Z imprezy wycofałem się przed północą, w końcu nie po to na dwa dni przyjechałem, żeby jeden zmarnować na dochodzenie do siebie po całonocnym pubbingu. Pubbing to ja już nie raz miałem przyjemność, w przeciwieństwie do Tromso. Ale nie byłbym sobą, gdybym nie wyskoczył jeszcze raz na nabrzeże, sprawdzić jak miasto prezentuje się "nocą".
Załącznik:
TOS_17_wieczor1.jpg


Załącznik:
TOS_17_wieczor2.jpg


Dzień należy podsumować jako intensywny i unikalny, w końcu takie święto trafia się raz do roku.
I tak minęło pół wyjazdu. Miałem już chytry plan na dzień następny, ale o tym w kolejnej części.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez BrunoJ 15 Cze 2019 11:51, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
24 ludzi lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 09 Cze 2019 01:09 

Rejestracja: 27 Lut 2014
Posty: 393
niebieski
Fajnie się ogląda i czyta o tym wszystkim za dnia co ja widziałem tylko nocą.... :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
BrunoJ lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 09 Cze 2019 11:27 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 17 Gru 2014
Posty: 629
Loty: 170
Kilometry: 214 264
srebrny
Uwielbiam NorthWest Passage zarówno w oryginale, jak i polskim wydaniu. ;)

To "gdzieś" między Bergen i Stavanger widziane z samolotu to chyba nieznacznie na południe od Sotry - niezłe na kajak. :P

Fajna relacja z dobrze znanego miejsca, piona! 8-)
_________________
http://www.zb-szwoch.pl
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 09 Cze 2019 12:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
Dzięki. To również mój ulubiony utwór. Z polskich wersji fajna jest też "płytowa" wersja Ryczących Dwudziestek - z nietypowym dla gatunku muzycznego podkładem na pianinie. A że pianino, gitara czy zawodzenie na głosy nie są mi zupełnie obce, więc lubuję się we wszelkiej maści pieśniach szantowo-wędrownych. Zapewne skutki wychowania na kupowanych spod stolika kasetach z Kaczmarskim, czy innych SDMach ;-)

Miejsc do kajakowania w tej okolicy jest mnóstwo, chyba bez problemu dałoby się całą trasę ze Stavanger do Bergen wykonać chowając się między wyspami (ale trzeba by mieć ładnych parę dni). Łapię się na tym że lecąc nad fjordami odruchowo patrzę, którędy dałoby się przepłynąć bez wychodzenia w otwarte morze. I czy są jakieś ciekawe wywijasy na motocykl :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#6 PostWysłany: 09 Cze 2019 18:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Lip 2013
Posty: 302
srebrny
Wciągająca relacja :) Bardzo fajnie się czyta o miejscu, które zazwyczaj jest przedstawiane w inny sposób. Poza tym - kurczę, @BrunoJ, @BooBooZB - NorthWest Passage to też mój ulubiony utwór! Do tej pory jak słyszę "Brnę przez kry na zachód..." to aż mnie ciarki przechodzą :)
A co do pająko-kraba, to byłoby super go spotkać!
Czekam na ciąg dalszy :)
_________________
magiczna-torpeda-akcja-na-dom-dziecka-w-nepalu,18,108915
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 09 Cze 2019 20:48 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 21 Sie 2015
Posty: 36
Loty: 4
Kilometry: 5 372
Ciekawa relacja, mam nadzieję się tam kiedyś wybrać. Po zorzę. Ale widzę że na uroczystości też warto, chociaż skala mniejsza niż w Oslo, gdzie miałam szczęście być.

Wysłane z
Góra
 Relacje PM off
BrunoJ lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 09 Cze 2019 22:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Paź 2011
Posty: 295
niebieski
Co do statku, któremu maszt wystaje z dachu hangaru, to nie wiem kto był pierwszy, ale podobne rozwiązanie można zobaczyć w muzeum okrętu Vasa w Sztokholmie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_Vasa#/media/Plik:Vasamuseet_2008.jpg
_________________
Image

Naprawdę pisze się razem. Naprawdę!
Zresztą zresztą też.
Góra
 Relacje PM off
BrunoJ lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 09 Cze 2019 23:14 

Rejestracja: 25 Sie 2011
Posty: 5690
Loty: 826
Kilometry: 781 864
platynowy
Jako absolwent Skandynawistyki, jestem niejako pół-tamtejszy. Cieszę się zatem, że powstała ta relacja.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
BrunoJ lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 10 Cze 2019 01:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
Kolejny dzień przywitał ciszą (wszyscy odsypiali świętowanie? ;-) więc po śniadaniu bez ociągania wyruszyłem na szersze zapoznanie okolicy. Oczywiście zaczynając od 'technicznego' punktu widokowego, który pozwalał na szybkie rozeznanie się w ogólnie panujących warunkach. Czyli od pobliskiego nabrzeża w centrum.

Załącznik:
TOS_18_objazd1.jpg


Góry mają to do siebie, że ten sam widoczek rzadko wygląda identycznie. Nie wiem dlaczego, ale cały czas mnie to fascynuje. Łapię się na tym, że większość zdjęć w aparacie to te same widoczki, bo się chmurka przesunęła, bo światło trochę inaczej pada. Musicie się więc nastawić, że po dość kolorowych obrazkach z dnia poprzedniego, tym razem będzie monotonnie - woda, góry, góry woda ;-). Żeby jednak urozmaicić choć trochę te widoki, postanowiłem... objechać Tromso dookoła. A konkretnie główną wyspę, na której ulokowane jest miasto. A co! Oczywiście wymagało to zorganizowania pojazdu, o co zadbałem już przed przyjazdem, a 'przyklepałem' dnia poprzedniego (to tak w temacie spontaniczności zwiedzania ;-). Ale ten kto oczekuje teraz zdjęć terenówki, czy innego kabrioletu będzie zapewne zawiedziony. W końcu Norwegia to ekologia. A ekologia to poruszanie się bez spalin. Zresztą, sami zobaczcie.

Załącznik:
TOS_18_objazd2.jpg


Zawiedzeni? ;-) Nie, nie jest to Tesla czy stanowczo bardziej chodzący mi po głowie E-Pace. Zwykła wierchowinka, napęd odczłowieczy. Tutaj kilka słów wyjaśnienia. Rezerwując hotel znalazłem informację o możliwości wypożyczenia roweru, oczywiście w cenie. Po przyjeździe dokonałem rezerwacji, żeby nikt mnie nie ubiegł, szczególnie, że hotel dysponował jedną sztuką. Tłoku jednak nie było, byłem jedynym chętnym. Pani grzecznie uprzedziła mnie, że górki mogą być strome, a w razie wymięknę, to mam przypiąć gdzieś rower i wrócić taksówką, a oni sobie go zabiorą. Nie wiem, czy pani patrząc na moje dobrze rozwinięte mięśnie (piwne ;-)) wątpiła w moje możliwości, czy po prostu miała doświadczenie z wcześniejszymi hotelowymi amatorami dwóch kółek. Wdepnęła mi jednak na ambicję - co? ja nie dam rady?
Na początku jednak było trochę zabawy z samym rowerem, który okazał się mieć poluzowane siodełko i kierownicę, co wymagało zorganizowania jakichś kluczy.
Sam rower zupełnie przyzwoity - turystyczny Trek 7.2. Nie pogniewałbym się na ciut większą ramę, ale ogólnie ok. Na samym początku, blisko centrum, trochę się wpakowałem w jakieś nowo budowane osiedle i musiałem kilka razy zawrócić, trafiając na ślepe zakątki. Ale później trasa prowadziła już praktycznie cały czas przy brzegu, umyślnymi ścieżkami rowerowymi.

Załącznik:
TOS_18_objazd3.jpg


Warto wspomnieć o warunkach do jazdy. Widoki mogą się kojarzyć z latem, które doskwiera nam teraz za oknami w PL. A tymczasem temperatura trzymała się poniżej 10st, wiał lekki wiaterek. Zupełnie przypadkiem miałem ze sobą komplet ubrań, który używam do biegówek ;-). Zestaw ciuchów to długa odzież techniczna w wariancie na łagodną zimę (wełniano-syntetyczna, ale jeszcze bez grubej warstwy ocieplającej), spodnie i kurtka - lekkie, elastyczne, z windstoperami od frontu. Oraz lekkie rękawice i czapka, oczywiście również z windstoperami. Osobiście nie bardzo lubię typowy strój rowerowy w stylu MAMIL (Middle-Age Man In Lycra ;-), więc z typowo rowerowych ciuchów skorzystałem tylko z gatek z "pampersem", które również przypadkiem zaplątały się w moim bagażu... Całość uzupełniał plecak z klującym w oczy żarówiasto-żółtym pokrowcem przeciwdeszczowym. I dobrze, bo rower nie miał na wyposażeniu żadnych mrygających światełek (jak pani w hotelu stwierdzila - "przecież jest cały czas widno"). A w ten sposób miałem pewność, że jednak będę widoczny dla kierowców, nawet jeśli będą mieli słońce w oczy.

Załącznik:
TOS_18_objazd4.jpg


Powyższe widoki pochodzą z południowo-wschodniej części wyspy. Są tam ładne tereny zielone, place zabaw, jakieś malutkie molo. Dużo rodzin z małymi dziećmi, spacerowiczów z psami, niezbyt dużo rowerzystów. Trasa - na co trochę liczyłem - jest w miarę płaska, chociaż przerzutki pracują regularnie, czasem trafiają się niezbyt strome, ale dość długie podjazdy. Stanowczo na plus dla ogólnego komfortu jazdy jest zachowanie kierowców, którzy przepuszczają rowerzystów praktycznie w każdej sytuacji. Pozwala to na płynną jazdę bez zbędnego zwalniania czy zatrzymywania się. Postanawiam się trzymać okolic głównej drogi wiodącej dookoła wyspy. Nawet w mniej zurbanizowanej okolicy cały czas jest porządna ścieżka rowerowa.

Załącznik:
TOS_18_objazd5.jpg


Ścieżek rowerowych możemy po prostu pozazdrościć. Tutaj Stavanger jest dobrym przykładem, w mieście potrafią być ronda rowerowe, nad rondami samochodowymi. Czy ścieżka rowerowa wzdłuż ... autostrady. Tymczasem zbliżam się do lotniska, w pobliżu jest most, którym można przemieścić się do kolejnej 'dzielnicy'. Dość charakterystycznym widokiem jest tam osiedle kolorowych domków - wreszcie typowo norweska zabudowa, której tak bardzo brakuje w centrum. Szkoda, ze "łysa góra" w tle psuje ogólne wrażenie, przynajmniej na zdjęciu.

Załącznik:
TOS_18_objazd11.jpg


Wprawdzie staram się trzymać brzegu i drogi, ale raz czy dwa daję się zwieść 'rozjazdom', w efekcie nagle zaczynam wspinać się na jakieś okrutnie strome wzgórza lokalnymi ścieżkami. Odpuszczam i wracam na główną trasę, w końcu nie przyjechałem tutaj na trening, tylko rekreacyjnie zwiedzić okolicę. Mijam lotnisko, mimo chwili czekania najwidoczniej sobotnie południe nie jest dobrą godziną, żeby ustrzelić coś podczas startu/lądowania.

Załącznik:
TOS_18_objazd6.jpg


Dojeżdzam tym samym do połowy trasy dookoła wyspy. Droga tutaj robi się mniej ciekawa, prowadzi między drzewami, więc nici z widoków, nawet ścieżka rowerowa się w którymś momencie kończy i dalej trzeba już jechać zwykłą drogą. Skłonny jestem nagiąć swój plan i z radością znajduję drogowskaz pokazujący skrót.

Załącznik:
TOS_18_objazd7.jpg


Jakby nie patrzeć, lepiej zrobić 5km niż 20, mając w perspektywie brak spektakularnych widoków. Ale... długo się nie pocieszyłem ze skrótu. Ujechałem może 300 metrów i ....jakby to Siara powiedział - w p[iii] cały misterny plan. Chociaż w zasadzie czego się spodziewałem? Powinienem wyciągnąć wnioski chociażby z poprzedniego dnia. Nie pozostało nic innego jak podkulić ogon, zawrócić i grzecznie przepedałować kolejne naście km wcześniej założoną trasą.

Załącznik:
TOS_18_objazd8.jpg


Dalszy przejazd w zasadzie bez historii, ruch na szczęście niewielki, więc jazda ulicą zupełnie bezpieczna. Docierając na północno-wschodnią część wyspy trafiamy do części przemysłowej, jakieś odkrywki kruszywa i magazyny. A później przemysłowa dzielnica mieszkalna i port towarowy. Staram się wypatrzeć moment, gdy objawi się wreszcie ścieżka, ale zamiast tego zaczynam się nagle poruszać dwupasmówką, na której pojawiają się tiry z kontenerami. Na szczęście jest płasko/z górki, a auta mają ograniczenie do 50km/h, więc przebieram nóżkami, żeby nie być zawalidrogą. Kombinuję jednocześnie, żeby gdzieś zjechać. O! Jest jakiś odjazd w prawo. Okazuje się jednak, że wycelowałem najgorzej jak mogłem - zaraz za zakrętem objawił się... tunel!. Stanowczo zły pomysł, żeby pakować się tam rowerem. Wypatrzyłem ścieżkę już wcześniej, gdzieś z boku i wyżej. A przy wejściu do tunelu na głową mam kładkę, którą poszukiwana ścieżka prowadzi. Zeskakuje więc i wspinam się z rowerem na plecach po nasypie o nachyleniu ze 60st... Przez chwilę mam więc prawdziwe MTB, zaś miny spacerowiczów, którym nagle pojawia się z przepaści zdyszany gość z rowerem - bezcenne. Dalej idzie już gładko, chociaż ciągle nic interesującego - ścieżka przechodzi momentami w chodnik, pojawiają się jakieś światła. Ostatecznie trafiam do punktu, w którym mam zakończyć objazd wyspy. I obrać nowy kierunek, bo przecież nie myślicie chyba, że to już koniec.

Załącznik:
TOS_18_objazd9.jpg


Tak, tak - kierunkiem jest most. Wczoraj zrobiłem go z buta, dziś przyszła pora zmierzyć się na rowerze. Most po obu stronach jezdni ma dość wąskie ścieżki - ta 'prawa' od strony miasta jest dla pieszych, pod drugiej stronie jest tylko dla rowerzystów. Mijanie się jest dość stresującym manewrem. Z jednej strony mamy wspinającego się tempem żółwia, z drugiej pędzącego z górki na luzie szczęśliwca, który właśnie odpoczywa po podjeździe z drugiej strony mostu. A szerokość ścieżki to chyba mniej niż 1.5 metra, więc praktycznie rowery ocierają się kierownicami. Na szczęście ruch niewielki, plus nie ma wyprzedzania, wszyscy ciągną w mniej więcej tym samym tempie pod górkę, z górki mimo wszystko ciut łatwiej to kontrolować. Jakoś poszło, ale trochę dało w kość, zapewne dlatego, że parę km było już w nogach. Po drugiej stronie, już bez zbędnego zatrzymywania się, udałem się wprost na stację kolejki. Spotkałem tam parę Polaków z Koszalina, których już wcześniej wypatrzyłem w hotelu, a także większą wycieczkę studentów z PG (moja uczelnia!), na jakiejś wymianie. Ludzie dość luźno ustawieni do kolejki, warto przypilnować wejścia, bo wagoniki nie są duże. Przy większej ilości ludzi może się okazać, że trzeba trochę poczekać na kolejny wagonik.
Z jednej strony takie wagoniki są w wielu miejscach i atrakcja może wydawać się pospolita. Ale ciągle uważam że warto - widoki, przestrzeń, czy po prostu kawka w fajnym miejscu. Z przyjemnością zakupiłem naleśnika, będąc jednym z nielicznych gości w barze/restauracji z widokiem na 'dolinę'. Zjadałem z ciut mniejsza przyjemnością - ciągle zapominam, że Norwedzy mają tendencje do przesładzania takich dań. A później już tylko delektowanie się widokami.

Załącznik:
TOS_18_wzgorze1.jpg


Załącznik:
TOS_18_wzgorze2.jpg


To ciągle te same góry, pokazywane na wcześniejszych zdjęciach. Ale przecież nie po to wjeżdża się na górę, żeby tylko kilka fotek zrobić (chociaż miałem wrażenie, że sporo ludzi tak własnie robiło). Przecież będąc na górze można... wejść jeszcze wyżej! Ha, łatwo powiedzieć. Tak jak na dole można było dobrać choć trochę trasę tak, żeby przejść suchą nogą, tak tutaj nie ma zmiłuj. Część ludzi miała odpowiedni sprzęt, ale większa grupa to turyści w adidasach. Ze wspomnianą parą Polaków decydujemy, że chociaż kawałek trzeba spróbować. I zaczynami się wspinać. W zasadzie trudność samej trasy 2/10, ot, prosta ścieżka prosto na szczyt. Drobną komplikacją jest jednak zalegająca biała czapa. Śnieg jest częściowo rozpuszczony, trochę mokry, trochę sypki, fundując typowe dla roztopów atrakcje, jak wpadanie po kolana, a czasem nawet pachwiny. Nawet mimo próby chodzenia po czyichś śladach. W efekcie powolne, mozolne wspinanie się, z uważaniem na każdy krok. W którymś momencie udaje mi się wykonać dobry uczynek, zauważam telefon leżący w miejscu, gdzie chwilę wcześniej starsze małżeństwo robiło sobie zdjęcia i kładli plecaki na ziemi. Byli już trochę wyżej, ale usłyszeli nawoływania i zawrócili. Pan był tak wdzięczny, że chciał mnie obdarowywać gotówką, a jak odmówiłem to chociaż suchymi skarpetami, które miał na zapas. Starsza para okazała się być turystami z Austrii, byli stanowczo przygotowani do warunków - wysokie trapery, kijki itp. Szliśmy przez kawałek razem, ale później oddzieliłem się, ponieważ oni wyraźnie zmierzali na szczyt. W wirtualnym notesie pojawiła się nowa pozycja rzeczy, które "przypadkowo" mają trafić do walizki, w przypadku wyjazdów na północ - stuptuty.

Załącznik:
TOS_18_wzgórze3.jpg


Przez jakiś czas myślałem o wejściu na szczyt, ten po prawej. Na oko niedaleko, droga niezbyt skomplikowana. Ale po ocenieniu tempa marszu po śniegu, bieżącej kondycji, oraz rozpuszczonego śniegu w butach, poddałem się, w przeciwieństwie do koleżeństwa z Koszalina. Pochodziłem trochę 'na boki' kontemplując widoki, i do reszty mocząc buty (w niektórych miejscach, po przebiciu się przez śnieg wpadało się do stojącej/płynącej wody...), próbowałem chodzić między plackami suchego gruntu bez śniegu, ale w którymś momencie wyczerpałem możliwości. Jeszcze więc tylko ostatnie zdjęcia widoczków i na dół. A na zdjęciach nie mogło zabraknąć mojej "ulubionej" góry.

Załącznik:
TOS_18_wzgorze11.jpg


Załącznik:
TOS_18_wzgorze4.jpg


Przy okazji robienia tych widoczków, uświadamiam sobie, że opuściłem atrakcję w postaci skoczni narciarskiej. Nie zauważyłem kierunkowskazów z drogi, którą jechałem dookoła wyspy, ale też najzwyczajniej uleciało mi z głowy. Może następnym razem... Zbliżając się z powrotem do górnej stacji, stwierdzam, że jest znacznie więcej ludzi, niż gdy ja przyjechałem na górę. Na dole sytuacja wyjaśniła się, stało kilka pustych autobusów, a kilka kolejnych właśnie podjeżdżało. Wygląda więc, że miałem farta. Sugerowałoby to, że popołudniowe godziny mogą być gorszą opcją na wjazd kolejką, najwyraźniej wycieczki z rana idą do muzeów, a po południu obskakują atrakcję na wolnym powietrzu. Biorąc pod uwagę, że do wagonika wchodzi może 20 osób, kilka takich autobusów może zatkać stację dość konkretne.

Tutaj w zasadzie kończą się zdjęcia, mimo że przejechałem jeszcze dobre kilkanaście km, również z zamysłem poczynienia jakichś kolejnych pejzaży. Nie wracając na główną wyspę udałem się wzdłuż wybrzeża na południe, licząc na ciekawe widoki. Ale tak jak trasa autem prowadzi nad samą wodą, tak ścieżka rowerowa jest puszczona "górą" najpierw między domami, a potem na skraju lasu. Na żywo widoczki były ładne, żaden jednak nie był na tyle fotogeniczny, żeby go tutaj przytoczyć - głównie ze względu na różne krzaki, gałęzie, kominy i inne przeszkadzajki. Zanim się zorientowałem, przejechałem spory kawałek - praktycznie po płaskim, bez dużego wysiłku. Po wyjechaniu z osiedla z praktycznie zerowym ruchem, dalsza trasa prowadziła już regularną drogą, na horyzoncie pojawiły się pierwsze większe podjazdy. To był zdecydowany sygnał, że pora zawrócić. Mimo wszystko miałem świadomość, że sporo przejechałem, a trzeba jeszcze wrócić. Po zawróceniu zrozumiałem dlaczego wcześniej było tak łatwo. Teraz jechałem pod wiatr, a płaski teren okazał się w tę stronę minimalnie pod górkę. Na szczęście powrotne trasy jakoś zawsze szybciej mijają, niż gdy jedziemy nimi pierwszy raz (nawet jeśli zegarek mówi coś innego). Potem już tylko most i - chociaż wstyd przyznać... wymiękłem w połowie podjazdu. Okazało się, że rower prowadzę w takim samym tempie jak podjeżdżam, więc i tak nikt mnie nie wyprzedził, więc liczy się jakbym jechał ;-) Swoje ego mogłem nieco odbudować na drugiej - zjazdowej części mostu. Później już prosto do hotelu. Łączny czas wyprawy to ok 8h, z czego 3 to wjazd kolejką na górę i mały trekking, reszta na rowerze z krótkimi postojami i drobnymi "dygresjami" od głównej trasy. Trasa wyszła mniej więcej taka:

Załącznik:
TOS_18_trasa_rowerem.jpg


Zaznaczone punkty, poza stacją kolejki, są przypadkowe, żeby "narysować" trasę (da się jakoś ukryć nazwy punktów pośrednich?). To raczej ogólny przebieg trasy, ze zgrubnym wyliczeniem dystansu, a nie idealne odwzorowanie. Ale myślę, że na potrzeby niniejszego opisu jest to wystarczające.
Długa linia poza wyspą to ten ostatni odcinek, o którym wspomniałem wyżej, sam się zdziwiłem, ze ujechałem taki kawał drogi. Chciałem tylko dojechać do zakrętu, żeby mieć widok na przeciwległe góry. Na plus tego odcinka - buty wyschły ;-)

Całościowo wypad na rowerze był super. Spore odległości byłoby ciężko pokonać pieszo, część trasy pewnie do zrobienia autobusem, ale z autobusu słabo podziwia się widoki. Trzeba jednak brać pod uwagę, że w miarę płasko jest tylko wzdłuż brzegu, każda próba zapuszczenia się wgłąb lądu to ostra wspinaczka. Również wszelkie dalsze wyjazdy oznaczają poruszanie się normalnymi drogami dla samochodów, w takim przypadku rower zapewne nie jest optymalnym środkiem transportu. Być może ścisłym latem (lipiec?) szlaki wewnątrz wyspy będą zupełnie bez śniegu, wtedy zadziałają różne skróty. Może nawet jest możliwość wykonania jakiejś ciekawej trasy górą - sporo ścieżek nie jest zaznaczonych na mapach, bo to są w zasadzie ścieżki spacerowe, a nie regularne trasy.

Po powrocie do hotelu i oddaniu roweru, postanowiłem zakosztować tutejszej kuchni rybnej. Wydałem więc okrągłą sumkę w drogiej restauracji, delektując się wirtuozerią lokalnego mistrza kuchni. Oczywiście typowe dla takiego miejsca akwarium z homarami. Z pewnym zażenowaniem stwierdzam, że jestem chyba jedynym gościem "bez krawata", a co najmniej bez eleganckiej koszuli. Znając dość luzackie podejście Norwegów do ubioru (np byłem chyba jedyny w garniturze na gwiazdkowym koncercie w dużej hali koncertowej w Stavanger) trochę byłem zaskoczony tym faktem, ale nikt mnie nie wyprosił, a wręcz udało się nawet miło pogadać z młodą kelnerką ze Słowenii. Z ciekawością obserwowałem pobliski stolik, przy którym - o ile mogę się domyślać - siedzieli narzeczeni i jego rodzice. Dziewczyna była wyraźnie skrępowana, a gdy podali "proteiny" (nóżki homara), przyjęła wyraźnie wymuszony uśmiech, a potem udawała, że jej smakuje ;-) Ot, takie scenki rodzajowe... Po restauracji zajrzałem na chwilę do lodowego drink baru - ale nie moje klimaty (przynajmniej nie gdy jestem solo ;). Postanowiłem wypróbować jeszcze jakiś pub, posiłkując się wcześniej internetami wybrałem mocno polecany Bla Rock Pub. Stanowczo nie podzielam opinii o tym miejscu. Stęchłe powietrze, tzw rock był raczej mieszanką punk-techno, na dodatek puszczaną przez DJ w czapeczce z daszkiem do tyłu. Mam jednak inne pojmowanie rocka i miejsce zupełnie mnie nie ujęło, ani wyglądem, ani atmosferą. Chyba nie tylko mnie, no w przeciwieństwie do kilku sąsiednich pubów świeciło raczej pustkami. Pokazuje to tylko, że trzeba ostrożnie czytać internety, a opinie o takich obiektach mogą być nieaktualne, lub sztucznie wykreowane, żeby sobie napędzić klientów. Ostatecznie zagościłem gdzieś na chwilę, ale gdy głowa zaczęła mi opadać nad kuflem uznałem, ze dosyć atrakcji na dziś.

Ostatni dzień sprowadził się do późnego śniadania, spakowania walizki i wyjazdu na lotnisko. Tutaj ewentualną atrakcją był sam przelot. Zarówno z powodów technicznych, jak i - potencjalnie - widokowych. Zacznijmy więc od tych drugich. Ponieważ w stronę "tam" leciałem siedząc od strony morza, więc w stronę "z powrotem" wybrałem miejsca od strony lądu. Wsiadając do samolotu uświadomiłem sobie, że chyba przestrzeliłem, bo pogoda piękna, a będę siedział po przeciwnej stronie niż widok na Lofoty. Na szczęście okazało się, że SAS Plus jest praktycznie pusty, więc zaraz po starcie bezczelnie się przesiadłem. Start z Tromso sam w sobie jest warty wspomnienia. Przy lądowaniu samolot dolatuje dość długo nad fiordem, lecąc bezpośrednio nad wodą. Tymczasem start.....

Załącznik:
TOS_19_wylot.jpg


Załącznik:
TOS_19_wylot1a.jpg


Samolot startuje, po czym od razu ostro skręca, prosto w góry! Zdjęcia tego może nie oddają, ale na żywo wygląda jakby samolot miał skrzydłem zahaczyć o śnieg, a patrząc w przód widać, że samolot leci jakimś kaskaderskim torem, w drobnym wgłębieniu, między znajdującymi się wyżej od niego szczytami pobliskich wzgórz, o wysokich szczytach w tle nawet nie wspominając. Wrażenie .... niepokojące dosyć, nawet dla kogoś kto już trochę wylatał. To może przez te filmy, w których samolot rozbija się na zaśnieżonym pustkowiu, a bohaterowie dzielnie (chociaż nie zawsze skutecznie) walczą o przeżycie. Brrrrr.... Ostatecznie samolot zatacza koło, prześlizgując się tuż nad pagórkami i wreszcie wzbija się trochę wyżej, pozwalając jeszcze ostatni raz rzucić okiem na miasto. Uff, tym razem się udało... ale jak pomyślę, że pilot mógł kichnąć i wykonać niekontrolowany ruch ręką na wolancie.... ;-)

Załącznik:
TOS_19_wylot2.jpg


Kolejne widoczki już z przeciwnej strony samolotu. Mimo spędzenia w tej okolicy dwóch dni, takie zaśnieżone skały wystające wprost z oceanu cały czas jakoś nie pasują mi do miesiąca maja i złudnego widoku pięknej słonecznej pogody.

Załącznik:
TOS_19_wylot3.jpg


Niestety im bliżej Lofotów, tym bardziej spada przejrzystość powietrza i ostatecznie - przynajmniej od strony fotograficznej - widoki nie są idealne. Szyba w samolocie też nie ułatwia zadania. Dość ciężko również ocenić skalę, a przecież Lofoty ciągną się przez dziesiątki kilometrów. Przykładowy widoczek poniżej.

Załącznik:
TOS_19_wylot4_lofoty.jpg


Widoczność stanowczo polepsza się, gdy samolot schodzi niżej, jednak była tam jakaś cienka warstwa chmurek. Tyle, że niżej nie ma już takiej panoramy na cały archipelag. Lądując już w Bodo, bardzo ładnie widać Lofoty, ale jawią się one raczej jako oddalone pasmo górskie, niż wyspy. Ciekawie za to położone jest samo lotnisko, co starałem się uchwycić na poniższym zdjęciu. Już po wylądowaniu, podczas kołowania, na lotnisku lądowały dwa wojskowe myśliwce. Niestety nie wykazałem się refleksem, żeby zrobić zdjęcie. Gdy pierwszy wylądował, to mi nawet przyszło przez głowę, że może warto wyciągnąć aparat, bo zazwyczaj latają parami. Ale jak u niedźwiedzia - zanim synapsy się zderzyły i przekazały odpowiednie impulsy do narządów ruchu, drugi myśliwiec już zdążył wylądować. Czyżby jednak drobne zmęczenie po dwudniowym wypoczynku? ;-)

Załącznik:
TOS_19_wylot5_Bodo.jpg


Tutaj pora przejść do części technicznej. Trasa powrotna składała się z dwóch lotów, z przesiadką w Trondheim. Skąd więc lądowanie w pokazanym wyżej Bodo?
Otóż każdy ze wspomnianych dwóch odcinków miał dodatkowe międzylądowanie. Pierwszy lot miał postój w Bodo, a drugi w Bergen (wcześniej miałem bezpośredni lot z Bergen do Tromso bez przystanków). Co ciekawe - na przesiadkę w Trondheim miałem tylko 30 minut, więc jakby dość wąsko. W samym Trondheim wszystko się wyjaśniło. Otóż okazało się, że kolejny lot jest... tą samą maszyną. Piloci zostali Ci sami, reszta ekipy się zmieniła. Ostatecznie więc wykonałem cztery odcinki tym samym samolotem, na tym samym krześle. Nie było to celem samym w sobie, ale warto wspomnieć, że takie zestawienie odcinków wraz z miejscem w klasie SAS Plus spowodowały, że dostałem "paszę" 3 razy (odcinek BGO-SVG to 35 minut, więc nie ma serwisu). Jedzeniem to bym tego nie nazwał, ale zawsze jakieś rollo, orzeszki i napój. Prawdę mówiąc liczyłem trochę na jakiś mini-lunch w Tromso na lotnisku, sprawdzając wcześniej, że jest tam Lounge SASu. Na miejscu jednak okazało się, że to jest Cafe-Lounge, skończyło się więc na cappuccino... Cała trasa wyglądała tak (białe kreski):

Załącznik:
sk_weekend.png


Z punktu widzenia kresek trochę szkoda, że system nie wypluł trasy SVG-OSL-TOS (taką proponował dzień później). Byłby ładniejszy wzorek na mapie. Coś mi jednak mówi, że jeszcze to nadrobię.

Wspomnieć wypada o kilku szczegółach organizacyjnych, które mogą się komuś przydać.

- przeloty - krajowa trasa RT w SAS Plus to 20k punktów Eurobonus i niecałe 500nok (220PLN) dopłat. W moim przypadku i tak nie było już dostępności na klasę ekonomiczną na trasie "tam", ale teoretycznie taką trasę da się wykonać za 10k punktów + dopłaty.

- dojazdy z lotniska do hotelu/centrum - taxi 180nok, Flybussen 100nok. Potencjalnie możliwość dojazdu miejskim autobusem.

- hotel - bez okazji, z racji rezerwowania kilka dni przed wylotem. Rezerwacja przez Booking, hotel 3* ze śniadaniem, z sieci Smarthotel (o dziwo "geniuszowe" zniżki plus jakaś doraźna promocja dały sporo niższą cenę, niż ta oferowana bezpośrednio przez hotel). Cena to niecałe 1600nok za 3 noce ze śniadaniem, cena podobna za dwie osoby, więc optymalniej byłoby kogoś 'przytulić' na taki wyjazd :roll: . Typowe małe pokoje, ale wygodne łóżko i nowoczesny prysznic. Śniadania całkiem znośne, zauważalnie lepsze niż np w typowym Ibisie, w świąteczny dzień w porze lunchu serwowano mnóstwo różnych ciast i tortów (30nok za wejście). Możliwość wykupienia half-board i innych opcji, chociaż nie po to mieszka się w centrum, żeby optymalizować koszty jedzenia posiłkami w hotelu. Alternatywy w tym standardzie i lokalizacji nie znalazłem - ale jak pisałem - rezerwowałem prawie na ostatnią chwilę. Jakąś opcją mógł być również Radisson za punkty Eurobonus, ale za trzy noce to już robiła się rozrzutność (w sensie ilości zużytych punktów).

wyżywienie
- piwo w pubie, draft, ok 100-110 nok
- kolacja w centrum - spory i smaczny burger z przystawkami i browarkiem w sieci Egon (coś jak u nas Sfinks), ok 400nok
- lunch na górze - naleśniki i napój na górnej stacji kolejki, ok 200nok.
- kolacja w centrum - wykwintna, 3-daniowa w specjalizowanej rybnej restauracji Fiskekompaniet - jakościowo naprawdę top, więc przyjmijmy, że bezcenne ;-)

wydatki inne (bez zakupów pamiątek)
- bilet na kolejkę w obie strony bez zniżek 210nok

Łącznie ciężko nazwać wyjazd budżetowym i nie takie było założenie tego wyjazdu.

Mam nadzieję, że Ci którzy miejsce znają, miło wspominali, przywołując w pamięci swoje pobyty. Zaś u tych, którzy jeszcze nie mieli okazji odwiedzić tej okolicy, lub tylko zimą, udało mi się wzbudzić ciekawość, a być może jakiś pomysł na własną wycieczkę. Z Polski można upolować naprawdę tanie przeloty, a koszty pobytu dopasować do możliwości, szczególnie koszty stałe, przy odpowiednio wczesnym planowaniu.

I tutaj następuje koniec opowieści. Do zobaczenia na szlaku, może nawet North-Westowym ;-)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez BrunoJ, 10 Cze 2019 10:06, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 10 Cze 2019 05:45 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Lip 2012
Posty: 3280
złoty
Ta Twoja ulubiona góra to Tromsdalstinden ;) Byłem wczoraj pod nią, miałem wchodzić, ale ze względu na panujące warunki musiałem zmienić plany, pola śniegowe z rwącymi pod czapą potokami skutecznie mnie zniechęciły. Zero ludzi, nic nie przetarte. Musiałem zejść po kilku kąpielach w potokach :lol: do doliny i właśnie nurze w namiocie. O ile wczoraj była fajna pogoda, nawet się spociłem wbijając się na https://maps.app.goo.gl/RYex5ZuTwtunGuHr6 to od ok. 3.00 godziny łeb urywa, popaduje i temp. 2°C.
Generalnie Tromsdalstinden to był mój cel wyjazdu do Tromso, ale natura zweryfikowała moje plany ;)
Kilka fotek z komórki spod Tromsdalstinden


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
Mam alergię na "witam" i "w mojej ocenie".
Image
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 10 Cze 2019 09:43 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
Pięknie :) Widzę, że przez te kilka tygodni trochę śniegu zeszło, przynajmniej bliżej miasta. Podziel się później informacjami co i jak, bo ta góra naprawdę mnie kusi. Taki lokalny MtEverest, tylko, że nie ma kolejek, co jest - poza paroma obleganymi przez turystów szlakami - fenomenem w Norwegii.
Na moim wypadzie pogoda była przednia, trafiłem idealnie, bo gdy lądowałem to jeszcze były mokre ulice, a gdy wylatywałem zaczynało już przyganiać pierwsze chmury.
Przyjemności :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#13 PostWysłany: 10 Cze 2019 15:07 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
-- 10 Cze 2019 14:51 --

Dziękując wszystkim za miłe słowa, a przede wszystkim za poświęcenie paru chwil na przeczytanie mojej relacji, postaram się zbiorczo odpowiedzieć na niektóre posty:

pestycyda napisał(a):
Wciągająca relacja :) Bardzo fajnie się czyta o miejscu, które zazwyczaj jest przedstawiane w inny sposób. Poza tym - kurczę, @BrunoJ, @BooBooZB - NorthWest Passage to też mój ulubiony utwór! Do tej pory jak słyszę "Brnę przez kry na zachód..." to aż mnie ciarki przechodzą :)
A co do pająko-kraba, to byłoby super go spotkać!

Jeszcze dwie osoby do kompletu i będziemy w stanie wykonać ten utwór w wersji F4F ;-)

-- 10 Cze 2019 15:03 --

Cerro napisał(a):
Ciekawa relacja, mam nadzieję się tam kiedyś wybrać. Po zorzę. Ale widzę że na uroczystości też warto, chociaż skala mniejsza niż w Oslo, gdzie miałam szczęście być.

Wiadomo, zorza to nr 1.
Uroczystości w każdym mieście są trochę inne. W Stavanger bardzo oficjalne, w wielu podmiejscowościach (bo formalnie nie są to dzielnice, tylko osobne miasteczka) są lokalne pochody. Ale nie ma już np sesji popołudniowej i 'fanklubów'. W Tromso, choćby ze względu na (nie)wielkość miejscowości, wszystko toczy się wokół centrum. I pochody, i późniejsze imprezowanie. Nie pokazywałem wszystkiego, ale w paru miejscach były lokalne pod-imprezy, jakieś występy chórów na świeżym powietrzu itp. Z ciekawszych w paradzie to np przejścia klubów sportowych - gimnastycy stawiali co kilkadziesiąt metrów sprzęt i skakali salta, dzieciaki na przyczepie wypełnionej śniegiem jeździli na nartach, czy lokalny dealer KTMa ciągnący przyczepę z motocyklami, na których siedziały miłe dla oka niewiasty w ludowych strojach i robiły wrrrrummm, i inne takie :) No i to czego nie oddają zdjęcia zupełnie - Ci ludzie naprawdę się cieszyli, pokrzykiwali i odkrzykiwali sobie, chyba każdy miał flagę. I żadnych kontr-marszy nie bylo ;-)

-- 10 Cze 2019 15:07 --

Stasiek_T napisał(a):
Co do statku, któremu maszt wystaje z dachu hangaru, to nie wiem kto był pierwszy, ale podobne rozwiązanie można zobaczyć w muzeum okrętu Vasa w Sztokholmie:
https://pl.wikipedia.org/wiki/Muzeum_Vasa#/media/Plik:Vasamuseet_2008.jpg

hehe, w Sztokholmie to wersja hardcore, raczej na pewno zrobione umyslnie, zeby zaciekawić z zewnątrz. Z kolei w Tromso dopatrywałbym się raczej jakichś powodów technicznych (antena, odgromnik, wywietrznik palarni... ;-)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
pestycyda lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 14 Cze 2019 13:30 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2013
Posty: 2950
złoty
-- 14 Cze 2019 13:11 --
cypel napisał(a):
O ile wczoraj była fajna pogoda, nawet się spociłem wbijając się na https://maps.app.goo.gl/RYex5ZuTwtunGuHr6 to od ok. 3.00 godziny łeb urywa, popaduje i temp. 2°C.

Całkiem zapomniałem, że miałeś jechać, a teraz widzę, że chyba lecieliśmy dokładnie w tym samym czasie. Poniedziałek był faktycznie słabiutki. Nie wiem jak wytrzymałeś w namiocie, bo nam było ciężko wyjść na zewnątrz dłużej niż na godzinkę. Łeb urywało nawet w mieście :D


-- 14 Cze 2019 13:30 --
BrunoJ napisał(a):
Załącznik:
capture2.jpg

To jest północna część wyspy Senja - piękne okolice.

Gratuluję wypadu, jak na spontan, wyszło naprawdę baaaardzo ciekawie :)
My byliśmy jakieś 3 tygodnie później i śniegu w samym mieście już praktycznie nigdzie nie było. Co do warunkaów w górach to relację już zdał @cypel :)
Mając rower można było pokusić się o wycieczkę na zachód do Ersfjordbotn, chyba najładniejszy fjord w bliskiej okolicy Tromso. Trasa trochę dłuższa od Twojej wycieczki ale na koniec czekają wspaniałe widoki, chociaż my nie mieliśmy w tym dniu niebieskiego nieba.

Image

Image


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Washington uważa post za pomocny.
 
 
#15 PostWysłany: 14 Cze 2019 13:50 
Redaktor F4F
Awatar użytkownika

Rejestracja: 30 Lip 2011
Posty: 1040
Dobrze, że padła tutaj ta nazwa (wpis @maczala1). Ersfjordbotn. Obowiązkowe must-see dla tych wszystkich, którzy chcą zobaczyć coś poza samym Tromso. Przefajnym pomysłem jest też „postopowanie” na trasie Kaldfjord-Tromvik (i w jedną, i w drugą stronę nie ma z tym żadnych problemów). Albo leniwe włóczenie się po Kvaloyi: w kierunku na Tisnes lub po prostu w pobliżu wody. Przy ewentualnym planowaniu powtórki wyjazdu (jesienią?) można tam natknąć się na pięknych towarzyszy... ;)

_________________
╔═══════════════════════════════════════════════════╗
2b3.in ← życie to podróż. Podróżuj ze mną → ☼ felietony ☼ wywiady ☼ relacje
╚═══════════════════════════════════════════════════╝
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 14 Cze 2019 16:31 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
Dzięki za sugestie. Jest duża szansa, że powtórzę taki wyjazd, tym razem koncentrując się na dalszych okolicach miasta. Lub w ogóle jakieś zestawienie lotów OW, z przejazdem pomiędzy miejscami.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
maczala1 lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 14 Cze 2019 16:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Sty 2013
Posty: 2950
złoty
OradeaOrbea napisał(a):
Przefajnym pomysłem jest też „postopowanie” na trasie Kaldfjord-Tromvik (i w jedną, i w drugą stronę nie ma z tym żadnych problemów).

To chyba jakaś telepatia, bo dokładnie taki plan wykonaliśmy parę dni temu :)
O ile do Ersfjordbotn można by dotrzeć na rowerze, to dalej już potrzebny jest raczej samochód.
Po drodze mijamy fajną plażę w Grotfjord ...

Image

Image

... i sporo innych ciekawych miejsc tuż przy samej drodze.

Image

Image

Image

Image

Image

Sam Tromvik to klimatyczny mały porcik otoczony górami.

Image

Można by jechać jeszcze kawałek dalej i dotrzeć na "koniec świata" do Rekvik, a po drodze przy dobrej pogodzie wejść szlakiem na Brosmetinden. Tej części planu już niestety nie wykonaliśmy.
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
Washington uważa post za pomocny.
 
 
#18 PostWysłany: 21 Cze 2019 23:26 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Gru 2018
Posty: 50
Dzięki za relację i za linka do szantów. Tak mnie zainspirowały że właśnie kupiłam bilety do Tromso na wrzesień ;)
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 22 Cze 2019 11:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Wrz 2014
Posty: 2465
srebrny
Dzięki serdeczne, taki post to chyba najlepszy komplement, jaki można otrzymać po napisaniu relacji :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
maczala1 lubi ten post.
 
 
#20 PostWysłany: 04 Lip 2019 15:34 

Rejestracja: 04 Lip 2019
Posty: 0
Pozdrowienia od pary z Koszalina! ?
Góra
 Relacje PM off
BrunoJ lubi ten post.
 
 
 [ 30 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 0 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group