Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 13 Lip 2016 06:26 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
Cześć,
Chciałabym się z Wami podzielić moimi wrażeniami z klasycznej wyprawy po Zachodzie Stanów Zjednoczonych. Jest to tak klasyczna podróż, że mam wrażenie, że wszystko to już było, zostało napisane, sfotografowane i opowiedziane :D

Podzielę się i tak, a co!

Z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że była to podróż całkiem dobrze zaplanowana. Mimo tego, że wiem, jak zarozumiale to brzmi - naprawdę tak było, choć oczywiście nie obyło się bez kilku rzeczy/potknięć, które można było zaplanować lepiej.

Na koniec relacji z racji takiej, że lubię mapki, listy i wyliczenia :D dodam odpowiedzi na takie pytania:

Które parki narodowe/stanowe oraz inne atrakcje zobaczyliśmy? (spis)
Jaki był koszt wyprawy?
Jak można by obniżyć koszt tej wyprawy?
Gdzie nocowaliśmy i za ile? (spis)
Na co zwróciliśmy lub powinniśmy byli zwrócić uwagę szukając hoteli?
Jak kształtowały się ceny benzyny (z podanymi lokalizacjami, ilość przejechanych km, spalanie, średnia cena galona, cena na km)
Dlaczego jest fajnie jeździć po stanach (zachwyty w obszarze przepisów drogowych)
Dlaczego jest fajnie jeździć automatem (zachwyty autkiem z taką skrzynią biegów)
Jak można taką trasę zobaczyć w mniej dni?
Co bym poprawiła organizacyjnie?
Z czego bym zrezygnowała, gdybym musiała?



Link do posta po zakończeniu relacji pojawi się tutaj ---->>>

stany-stany-fajowa-jazda-po-zachodzie,210,97168?start=20#p795681

Jak zabieraliśmy się za planowanie?

Od odpowiedzi na pytanie: co byś chciała w tym roku zobaczyć: Tajlandię, Nową Zelandię czy Stany? (przed zakupem biletu) Do wyboru koloru walizki i butów trekkingowych (to już po zakupie;) ).

Oczywiście o każdym z tych miejsc wiemy odpowiednio dużo już wcześniej, np. czytając książki Wałkuskiego, oglądając seriale, w tym Kryminalne Zagadki Las Vegas/Miami/NY czy Seks w Wielkim Mieście :D (chodzi mi bardziej o klimat kraju, niż o konkretne miejsca, w które jedziemy) czy czytanie Waszych relacji na forum. Również jesteśmy fanami youtuberów, typu Gonciarz czy Busem przez świat, którzy są kopalnią wiedzy w temacie. Oczywiście wymienione źródła informacji to tylko kropla w morzu ;)

tak btw, jeśli wybieracie się do Nowego Jorku, polecam daily vlog tego pana: Casey Neistat pokaże Wam nie tylko Nowy Jork, ale okazjonalnie SF, LA, RPA i inne. Ale generalnie jest fascynatem NY.

Potem, gdy już zdecydowaliśmy, że będą to Stany, we wrześniu, w marcu postanowiłam, że odchodzę z pracy. Jako, że miałam trochę wolnego w związku z tym (i nadal mam - szukam pracy :D mam 10-letnie biurowe doświadczenie i dużo w CV - gdyby ktoś coś miał :D ) postanowiliśmy polować na bilety jak najszybciej.

Idealny był dla nas maj, ale jak na złość nic się nie pojawiało. Z pomocą przyszło naturalnie fly4free, które jest "sponsorem" (inspiratorem?) już mojej drugiej tegorocznej wyprawy! Gdy byłam na lotnisku i czekałam na samolot na Maltę (dzięki temu, mogę powiedzieć, że było to 13 kwietnia a relację można zobaczyć tutaj tutaj) pojawił się post, że Air France ma tanie połączenia z Berlina do San Francisco. Najlepszy termin, trzy tygodnie wcześniej, niestety był już wykupiony. Przepychanka smsowa "wolisz na 18 czy na 23 dni?" "kredytówka nie działa!" "dzień dobry, chciałabym zwiększyć limit na karcie kredytowej do 4000 zł" oraz "mamy bilety!" spowodowała, że staliśmy się posiadaczami biletów na trasie Berlin (TXL) - Paryż (CDG) - San Francisco (SFO) i z powrotem w dniach 16.06 - 9.07. Za 1710 pln na osobę ;) 23 dni! 22 noclegi!

JEDZIEMY!

Sporo PRZED zakupem biletów dzięki googlowej możliwości dzielenia się dokumentami i mapami, stworzyliśmy sobie wspólną mapę, na którą każde z nas indywidualnie wrzucało swoje "chcę zobaczyć". Były to miejsca różnego typu - piękne drogi, miasta, konkretne atrakcje w tych miastach, parki narodowe, czy knajpa, w której chcieliśmy zjeść. Bardzo przydatna rzecz!

Po zakupie biletu po prostu któregoś dnia pobawiłam się w łączenie tych punktów trasą samochodową i tak okazało się, że jest plan. oto zrzut ekranu z aktualnej wersji:

Załącznik:
mapa google.jpg
mapa google.jpg [ 93.49 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


I dzięki dobremu planowaniu zwiedziliśmy wszystko najważniejsze co chcieliśmy :D

Planowanie ustaliliśmy sobie prostym sposobem: moje czerwone, jego niebieskie (czerwień dominuje, bo ja miałam więcej czasu, nie dlatego, że 4/5 wyprawy to "moje miejsca"!) czarnym zaznaczaliśmy noclegi, a innym kolorem, to już na końcu ja - sklepy walmart i kawiarnie starbucks :D (ot, taka moja niepotrzebna fanaberia). Białe znaczki w trakcie ustalania trasy to miejsca, w które niestety z góry wiedzieliśmy, że nie damy rady już pojechać.

Co postanowiliśmy ominąć i dlaczego?

Los Angeles - to przez Was/dzięki Wam!!! Bo piszecie, że tłok, że nie warto, że wielkie, że nic nie ma. Nie jesteśmy aż takimi fanami filmów amerykańskich, by odwiedzać Universal Studios (przynajmniej nie podczas tej wycieczki, może następnym razem), wolimy zwiedzić więcej natury.

Kanion Antylopy - ze względu na cenę, nieporównywalnie wysoką w stosunku do czasu, jaki spędza się w środku

The Wave - ze względu na wyprzedane już dawno bilety i brak czasu na uczestnictwo w losowaniu pozostałych wejściówek

Droga nr 12 - tego najbardziej żałuję :/ - ponieważ nijak nam nie po drodze, by tamtą drogą pojechać.

Jezioro Tahoe - bo niestety już za daleko od trasy

Sequoia Park - bo tego dnia, gdy będziemy tylko 120 km od parku, będziemy już po zrobionych 500 km od rana. Ale jeśli w wypożyczalni samochodów pójdzie nam sprawnie, odwiedzimy Muir Woods.


Gdy mniej więcej trasa istniała, choć nie wiedzieliśmy do końca jak dokładnie co do dnia przebiegnie, zarezerwowaliśmy noclegi w San Francisco - na końcu i na początku pobytu. Potem z czasem, gdy czytaliśmy o miejscach, analizowaliśmy przebieg kilometrowy, np. gdzie chcemy być na 4.07 (!!!!) rezerwowaliśmy resztę noclegów, już po kolei.

Rezerwacja wszystkich noclegów z wyprzedzeniem odbiera niestety trochę spontaniczności wyprawie, ale wiedzieliśmy, że nie stać nas ani finansowo, ani czasowo, by na bieżąco ich szukać, bo to jest trochę jak rosyjska ruletka. Potwierdzają to Wasze relacje, że czasami traciliście czas, by coś znaleźć, albo nic nie było, trzeba było jechać godzinę do najbliższego noclegu, albo jak już było, to kosztowało $150 za noc, co niestety wykracza znacznie poza nasz budżet. Jednak jeśli dobrze się zaplanuje taką wyprawę, to rezerwacja z wyprzedzeniem nie jest głupim pomysłem, co potwierdzam ja - katraviatta (miejsce na zamaszysty podpis), tym bardziej, jeśli większość noclegów ma możliwość zmiany lub odwołania - a takie staraliśmy się wyszukiwać.

Pierwotnie planowaliśmy kupienie w pierwszym Walmarcie namiotu i śpiworów, by kilka nocy, zwłaszcza w parkach narodowych, zaliczyć budżetowo. Ale zrezygnowaliśmy, gdy okazało się, że wydamy na sprzęt minimum $80, noclegów wzięlibyśmy w taki sposób cztery lub pięć, zasady bookowania miejsc namiotowych nie były dla nas zbyt jasne, a noclegi w hotelach w najdroższych miejscach znaleźliśmy w granicach $100 za pokój za noc. Oglądając po drodze kilka położeń niektórych campingów trochę żałowaliśmy - niektóre scenerie były naprawdę przepiękne.

Tym sposobem ostatni nocleg mieliśmy zarezerwowany miesiąc przed wyjazdem.

W międzyczasie K. zadbał o rezerwację samochodu na 18 dni (gdy już wiedzieliśmy, że na tyle potrzebujemy) płacąc z wyprzedzeniem, bo zniżka. Za samochód klasy hyundai elantra/buick verano na 18 dni wypożyczalnia Budget zażyczyła sobie 1986 zł. (w tym podstawowe ubezpieczenie nieobejmujące stłuczenia szyb, zgubienia kluczyków itd).

Również ponownie pomocne okazało się inne narzędzie google - tym razem wspólnie prowadzony dokument tekstowy, w którym z czasem pojawiały się informacje, które znaleźliśmy wszędzie gdzie się tylko dało. Aktualnie w dokumencie mamy: po datach co danego dnia robimy wraz z opisem noclegu, trasa w milach, jaką danego dnia pokonujemy. np.:

Załącznik:
screen notatnik.jpg
screen notatnik.jpg [ 66.08 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Sami widzicie, bardzo skrótowo i hasłowo, by tylko widzieć co jeszcze zostało do zaplanowania, czy nie za dużo danego dnia i ile jest do przejechania.
W tym samym dokumencie trzymaliśmy również informacje: ile $$ za który hotel i które już są zapłacone oraz czy mają śniadanie, co jeszcze kupić i załatwić przed wyjazdem, co bierzemy i w którym bagażu (podręcznym i rejestrowanym), kto za co już zapłacił, do późniejszego rozliczenia.

I w sumie tyle! rozpisałam się.

To podsumuję :D


Planowanie wyglądało tak:

1. Chcemy do Stanów!
2. Na minimum trzy tygodnie, bo na krócej się nie opłaca
3. To będzie jakieś 8000 zł za osobę
4. Google maps - zaznaczanie punktów zainteresowania
5. Wyrobienie wizy
6. Zakup biletów lotniczych
7. Prowadzenie wspólnego dokumentu gdzie wrzucaliśmy wszelkie info, jakie tylko nam się zachciało wrzucić dot. wyjazdu
8. Rezerwacja wszystkich noclegów
9. Wynajem samochodu
10. W międzyczasie zakup przewodników, butów trekkingowych, walizek itp.
11. JEDZIEMY!

Przechodzę więc już do relacji, bo ileż można.

DZIEŃ 0 (16.06) - PRZYLOT DO SF


Pozwolicie, że nie rozpiszę się na temat lotów, typu samolotów, przesiadek, lotnisk itp, bo sama nie jestem fanem tej części relacji u innych.
Datowo wyglądało to tak: 15.07 o 22:50 wsiedliśmy w nocny bus do Berlina (Lux Express, osobiście nie polecam, PolskiBus ma lepszy kllimat) by o ósmej rano wylądować na dworcu w Berlinie. Szybka kawa z bułką gdzieś w miejscu przesiadkowym na autobus na lotnisko, boarding na Tegel (co za terminal!)

Załącznik:
tegel.jpg
tegel.jpg [ 157.87 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


prawie nieodczuwalna podróż samolotem do Paryża (smaczne kanapki!) o szesnastej już boarding na CDG (całe szczęście terminale są obok siebie - 2E i 2F,
choć nie przeceniajmy własnych sił - przejście z jednego terminala do drugiego zajmuje kwadrans!) trochę jedzenia na pokładzie:

Załącznik:
kolacja samolot.jpg
kolacja samolot.jpg [ 218.05 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
obiad samolot.jpg
obiad samolot.jpg [ 253.35 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


(wszystko było bardzo smaczne - co Francuzi to Francuzi ;) )

Grenlandia:

Załącznik:
Grenlandia.jpg
Grenlandia.jpg [ 213.09 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Ja przespałam ze 4 h w autobusie i z 5 h w samolocie, od lat w takich momentach wspomagam się tabletkami na sen. Od zawsze mam problemy z zasypianiem i jestem raczej sową, więc bez tabletki usnęłabym pewnie w sumie na 4 h albo i wcale :( Jeśli ktoś z Was również ma problem z zasypianiem, nie wahajcie się poprosić lekarza o coś, tabletka jest zbawienna przy jet lagach i długich podróżach. Pamiętajcie tylko, że jest to uzależniające, więc w codziennym życiu nie należy przesadzać ;)

I lądujemy o 19:05 na SFO, jest dziewiąty lipca, dzień 0. Otrzymuję sms-a, że Polska zwycięsko remisuje z Niemcami 0:0 !! ;)

Tutaj chciałam dorzucić jedną poradę, która jest niezgodna z moim sumieniem, ale trudno, pewnie się jeszcze takie trafią parę razy. Po wyjściu z samolotu, niech wyjdzie z Ciebie prawdziwy Polak - wyjątkowo! Nie zatrzymuj się na umycie rąk, czy na toaletę, albo przepakowanie plecaka, tylko pędź, biegnij! do punktu granicznego (Customs and Border Protection), bądź pierwszy lub jednym z pierwszych!!! Toaletę czy ręce można zrobić stojąc już w kolejce do wpuszczenia do Stanów, na zmianę. My tym prostym błędem straciliśmy ponad godzinę, bo cały samolot i połowa następnego stanęła w przedługiej kolejce :/ do kraju zostaliśmy przyjęci przez bardzo miłego urzędnika dopiero ok. 20:40 (!). Plan odsypiania jet laga o godzinie 22:00 już w tym momencie spalił na panewece.

Bycie bardzo miłym w Stanach jak pan ze służby granicznej jest oczywiście normą. To jeden z powodów, dla którego chcieliśmy tu przyjechać - ludzie są uprzejmi, wiele rzeczy działa tutaj na zasadzie wzajemnego zaufania. Bardzo mi się podoba zagadywanie na każdym kroku (choć jestem introwertykiem), chęć pomocy, życzliwość. Trochę smutno wracać do kraju, pod tym względem ;)

Na lotnisku sprawdziliśmy jak dojechać do hotelu. Stanęliśmy do maszyn, które sprzedają bilety na kolejkę BART, po chwilowym drapaniu się w głowę, podeszła do nas pani, zapytała gdzie chcemy jechać (stacja Powell), wstukała kilka razy coś na szybko i tak oto wybrała nam dwa bilety do stacji Powell za 8.95 każdy (nie ma co kombinować, taniej nie ma). Potem, gdy sami to rozpracowywaliśmy, okazało się, że po zaaplikowaniu karty kredytowej lub gotówki, należy wybrać opcję multiple ticket (jeśli na dwie osoby), sprawdzić na przyklejonej do maszyny tabelce ile kosztuje przejazd w interesujące nas miejsce i wybrać odpowiednią kwotę. Startowo jest załadowane $10 na osobę, więc należy sobie dodać lub odjąć $1 lub $0.05 według potrzeby odpowiednim przyciskiem.

Kolejka BART sprawia takie sobie wrażenie. Jest mniej ładna niż najmniej ładne metro jakie w życiu widziałam. To chyba będzie metro w Budapeszcie lub w Pradze, teraz już nie pamiętam dokładnie ;)

Po wyjściu z peronu na powierzchnię San Francisco gdzie mamy się udać? Na "27" gdzieś tu niedaleko. Zaraz przyplątał się do nas bezdomny, gdy zobaczył nasze nosy przyklejone do mapy na przystanku wraz z dwiema pokaźnymi walizami obok. Był bardzo miły, o tak!, na pytanie o bilety okazało się - ja mam bilety! Dał nam jakieś świstki wyglądające jak wycięte z gazety, które trochę ciężko nam było uwierzyć, są biletami na autobus. Oczywiście on nas zaprowadzi i pokaże, chcąc drobne za bilet, bo po co wspierać wielkie firmy, skoro możemy jego (po zapachu jego oddechu mogę wnioskować, że wsparłabym jego radosną część życia).

Wysiedliśmy 8 przystanków za wcześnie, ponieważ nie sprawdziliśmy jak tutaj działają nazwy - podaje się skrzyżowanie dwóch ulic. Gdy tylko usłyszeliśmy nazwę ulicy, która nas interesuje, to wysiedliśmy, myśląc, że to tutaj (to akurat trochę moja wina, K. mówił, że to coś podejrzanie za szybko). Okazało się, że następne 8 przystanków również zawiera ulicę Leavenworth w nazwie i tym sposobem wysiedliśmy o 21:00 w samym centrum jakże niesławnej dzielnicy Tenderloin :D W dodatku trochę nieświadomi tego faktu, skonstatowaliśmy to dopiero następnego dnia. Następny autobus mieliśmy za 20 minut, więc zdecydowaliśmy się przejść piechotą, ponieważ w SF osiem przystanków = 800 metrów. Po drodze wszechogarniający smród dymu marihuany, którego nie znoszę. Ten zapach będzie nam towarzyszył podczas całej wizyty w SF, jednak najwięcej było go zdecydowanie na Tenderloin... Weszliśmy do sklepu po wodę, nieświadomi gdzie jesteśmy, pokazując walizy i dolary w portfelu (1.5 l za $1.79 - nieźle!). Mieliśmy dużo szczęścia, że dotarliśmy do hotelu w jednym kawałku, jedynie z utratą $1.79 i kilku nerwów :D

Więc dobrze tak poradzę, sprawdźcie bardzo dokładnie gdzie jechać, czym i za ile, nawet bym sobie sprawdziła gdzie skręcić na przystanek czy zerknęła na google street view :D Po takich przygodach postanowiłam, że sprawdzamy wszystko dokładnie dzień wcześniej (szybko się okazało, że gdy raz tego nie zrobiliśmy, trochę byliśmy stratni w ilość i jakość zwiedzonych miejsc :D )

Wybraliśmy Cable Car Hotel ($152 za dwie noce, cena już z podatkiem), o którym napiszę więcej po drugim w nim wizycie, bo jest o czym opowiadać. Pokój był na tyle ok i ogólnie nasz dwudniowy pobyt nie dał nam się we znaki na tyle, że nie odwołaliśmy naszej drugiej rezerwacji w tym obiekcie pod koniec naszej wycieczki. Stąd akurat nie mam zdjęcia, ale wygląd pokoi na booking jest rzeczywisty ze stanem faktycznym.

DZIEŃ 1 (17.06) - SAN FRANCISCO: ALCATRAZ, PIER 39, MARKET ST., OKOLICE UNION SQUARE

Bilety do Alcatraz mieliśmy kupione na godzinę 11:00. Nie wiem czemu wydawało nam się, że to wystarczająco późno po takim jet lagu :D Wstaliśmy o 8:30, by o 10:30 być przy pier 33 (bilety trzeba odebrać pół godziny przed czasem), gdzie odpływa prom na Alcatraz. Zaskakująco czuliśmy się wyspani. Spaliśmy jak zabici przeszło 9 h i widocznie to wystarczyło. Szybkie sprawdzenie jak tam się dostać, zapisanie offline w telefonie pdfów z mapkami dojazdów i jesteśmy przy pier 1. Po mapie, którą wzięliśmy za darmo z hotelu, wygląda jakby do pier 33 nie było tak daleko. Wewnątrz budynku przy pier 1, który ma trochę targowy klimat, kupujemy dwie kawy po $5 każda i śniadanie po $5,5 każde. Po tym pomyślałam sobie - jeśli wszędzie będzie tak drogo, to szybko trzeba
będzie oszczędzać! Jeść zupki w proszku czy tynk ze ścian. Bo śniadanie za $5.5 to był english muffin na słodko. Uwaga podaję przepis:
przekrój kajzerkę na pół, podgrzej w tosterze na chrupko, dodaj pojemniczek dżemu wielkości dwóch łyżek stołowych, każ za to zapłacić 22 zł/szt. :D

Na szczęście okazało się, że w innych miejscach kawę da się kupić poniżej $4 (a oboje jesteśmy fanami kawy i jest to dla nas ważne) i tutaj w sukurs często będzie przychodził starbucks :D a śniadania mogą być albo bardzo sycące za niewiele więcej niż $5, albo można dobrze zrobić zakupy i wymyśleć coś pożywnego w hotelu na własną rękę, o ile akurat w tym miejscu nie przysługuje śniadanie ;)

Szybkim marszem, uzbrojeni w kawę i ciepłe drogie angielskie kajzerki, podążyliśmy w kierunku pier 33. Okazało się, że musieliśmy iść naprawdę szybko, bo to jednak było z 2 km. No ale byliśmy na czas, bilety nie przepadły, pan nam powiedział, że jeszcze spokojnie zdążymy zjeść śniadanie.
Pogoda na zwiedzanie Alcatraz była taka sobie, choć przeważnie nie padało (pokrapywało coś tam raz czy dwa).

Informacje w ulotce o Alcatraz, którą się pobiera w kolejce są zawarte dobrze, Alcatraz zwiedza się przyjemnie (ubierzcie się ciepło! i weźcie lornetkę),

osobno zewnętrze, bujną florę, której na wyspie nie brakuje

Załącznik:
IMG_0363 (2).JPG
IMG_0363 (2).JPG [ 712.47 KiB | Obejrzany 10461 razy ]


i faunę

Załącznik:
IMG_0336.JPG
IMG_0336.JPG [ 450.35 KiB | Obejrzany 10461 razy ]


Niestety przez okres lęgowy mew, który akurat trwał, część wyspy była zamknięta (by kolejne mewiątka miały bezpieczniejszy start w życiu).

Zatoka widziana z brzego SF

Załącznik:
sf.JPG
sf.JPG [ 229.67 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


oraz San Francisco widziane z Alcatraz

Załącznik:
SF z Alcatraz.JPG
SF z Alcatraz.JPG [ 193.19 KiB | Obejrzany 11371 razy ]



Samo więzienie zwiedza się z audioguidem. K. za dolara dokupił sobie broszurę o więzieniu (na zasadzie wzajemnego zaufania: zostaw dolar za te mapki, które są niczym niezabezpieczone i możesz ich wziąć i 10, tylko po co.).

Załącznik:
Alcatraz kraty.JPG
Alcatraz kraty.JPG [ 220.88 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
Alcatraz lody.JPG
Alcatraz lody.JPG [ 146.09 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
Alcatraz my.JPG
Alcatraz my.JPG [ 149.73 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
alcatraz pilnik.JPG
alcatraz pilnik.JPG [ 224.28 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
Alcatraz porcje jedzeniowe.JPG
Alcatraz porcje jedzeniowe.JPG [ 241.74 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
Alcatraz więzienie.JPG
Alcatraz więzienie.JPG [ 254.73 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Wyciąg z zasad panujących w więzieniu (idealne na prezent dla mojej siostry - #5 do kuchni, #30 do pokoju jej synów) - jeśli dobrze pamiętam ok $10 za jeden taki w sklepie z pamiątkami :D

Załącznik:
Alcatraz zasady.JPG
Alcatraz zasady.JPG [ 255.13 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Po obejrzeniu 20 min filmu w małej salce kinowej, audioguide zaprowadził nas do więzienia i robił to bardzo logicznie, interesująco i konsekwentnie.

Klimat wyspy widać na zdjęciach powyżej. Alcatraz to również cała historia własności, jak przeszła w ręce Indian, również historia ludzi, którzy tu żyli wraz z rodzinami w trakcie działalności więzienia, to cała galeria roślin i zwierząt, które przybyły wraz z ludźmi.
Całość wyprawy polecam, wraz z przeprawą promem zajęła nam ok. 3,5 h. Bilety należy kupić z wyprzedzeniem i kosztują $33 za osobę.

Potem stwierdziliśmy, że skoro jesteśmy tak blisko - idziemy na pier 39!

Załącznik:
pier 39.jpg
pier 39.jpg [ 230.01 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
pier 39 2.jpg
pier 39 2.jpg [ 237.41 KiB | Obejrzany 11371 razy ]



Festiwal tandety, kiczu, maszynka do zarabiania pieniędzy na turystach! Urzekła nas tutaj amerykańska innowacyjność tytułowania sklepów jak Lefty's (z rzeczami dla leworęcznych), we be knives (z nożami), gadgetronics (to łatwe, zgadnijcie) czy hot lick (też łatwe). Fajnie przyjść i pooglądać, ale tłumy, kolory i wiatr odstraszają szybko. Zjedliśmy za to po hot dogu z jednego stoiska i był bardzo dobry (po kajzerce z dżemikiem ze śniadania już nam trochę burczało w brzuchach, więc wszystko pewnie by smakowało :D )

Wraz z hotdogami wypiłam swoją najdroższą wodę w trakcie całego pobytu. $3.50 za pół litra.

Ja myślałam sobie że może już czas wracać do hotelu, wszak trochę jesteśmy zmęczeni, K. chciał jeszcze zobaczyć Market street i Union Square.

Wszędzie były akcenty nadchodzącej parady równości i wielkiego święta środowisk GLBT!
Złaziliśmy się niezmiernie! Nawet odcisku się nabawiłam. "Zwiedziliśmy" starbucks, Walgreens (to chyba odpowiednik naszej almy albo piotra i pawła - drogie jedzenie, sieciówka) by mieć coś na śniadanie w lepszej jakości niż dziś :D K. chciał zajrzeć do urban outfitters i do converse. Oczywiście wszystko to na Market street i w okolicach :D

Piechotą udaliśmy się do hotelu, chyba też przez Tenderloin, ale obrzeżami.

Załącznik:
IMG_0379.JPG
IMG_0379.JPG [ 478.35 KiB | Obejrzany 10461 razy ]


Miał być spokojny dzień a zrobiliśmy ponad 10km, czego część widać na mapie.

Załącznik:
dzień 1 trasa.jpg
dzień 1 trasa.jpg [ 95.06 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Na kolację złapaliśmy coś z organicznego marketu nieopodal hotelu (Trader Joe's, sieciówka), kupiłam sobie za $3,50 obranego ananasa w kawałkach! pycha :3
Jutro wielki stres - wyjeżdżamy z SF!



DZIEŃ 2 (18.06) - NA LOTNISKO PO SAMOCHÓD, GOLDEN GATE, MUIR WOODS (EWENTUALNIE) ORAZ WALMART


Piękna Pogoda!

Wynajem samochodu mieliśmy wyznaczony na 12:00. Ja koniecznie chciałam, byśmy na miejscu byli już o 11:00, bo naczytałam się w Waszych relacjach, że bywają kolejki. Po wyguglowaniu dojazdu (można nie jechać BARTEM na lotnisko tylko podjechać bezpośrednio pod budynek wypożyczalni autobusem 292 za $4, 20 minut dłużej ale chyba warto, bo jest taniej o $5 i znacznie bliżej do wypożyczalni). Wymeldowaliśmy się, zostawiliśmy walizki w hotelu (w jakże "przyjemnej" piwnicy) i pojechaliśmy. Autobusu 292 nie było zaznaczonego na żadnym przystanku na całej trasie :D podglądaliśmy! Mieliśmy akurat fart, że przyjechał, gdy szukaliśmy miejsca skąd odjeżdża... Nie wiem, może jakaś nowa linia?

W wypożyczalni długość kolejki sprostała moim oczekiwaniom - na pół godziny stania. Kobieta, która nas obsługiwała, naturalnie chciała nam sprzedać szereg różności do naszej opcji (klasa, w której jest np. Buick verano i Hyundai elantra). Gdy powiedziała, że może nam dać hybrydę za $5 dziennie Ford c-max, która w górach mniej spali, K. zaświeciły się oczy, to znacznie nam podwyższy komfort. Gdy pani powiedziała, że ford jest czerwony, K. został ostatecznie kupiony, już wiedziałam, że go bierzemy! Ja nie jestem kierowcą, więc to nie moja wygoda jest priorytetem i to K. ostatecznie się na Forda zdecydował. To była bardzo dobra decyzja, ponieważ K. zszedł ze spalaniem do jakichś śmiesznych wartości (jeszcze nie policzyłam jakich), więc pewnie oszczędziliśmy z $50. Reszta pieniędzy niech będzie dodatkiem do bardziej komfortowego auta ;)

Załącznik:
auto.jpg
auto.jpg [ 203.68 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Potem szybka nauka na automacie na parkingu - słowo na f. pojawiło się niezmiernie małą ilość razy.
Sprytna pani chciała nam również dorzucić GPS za kilka dolarów za dzień. Dobrze, że nie chcieliśmy - gps był wbudowany w komputer pokładowy. Nie ukrywam, że bardzo, ale to bardzo ułatwił nam całą podróż...

Po wyjeździe z wypożyczalni nawet chyba nikt na nas nie zatrąbił, oznacza to, albo a) niezmierną wyrozmumiałość albo b) K. szybko się uczy jeździć automatem :D Mały stres przy parkowaniu pod hotelem, i teraz to już naprawdę z górki. Do końca dnia samochód zostanie względnie opanowany.

Ruszamy przez Golden Gate

Załącznik:
Golden Gate.JPG
Golden Gate.JPG [ 232.2 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


(wyjazd w tę stronę jest bezpłatny, to za powrót do miasta trzeba zapłacić), zatrzymujemy się w punkcie widokowym polecanym przez Busy, korzystamy z pięknego widoku na most, robimy kilka zdjęć i ruszamy dalej.

Załącznik:
Golden Gate widok.JPG
Golden Gate widok.JPG [ 239 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
golden gate widok tabliczka.JPG
golden gate widok tabliczka.JPG [ 211.57 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Żebyście na pewno pamiętali, gdzie należy patrzeć, tabliczki Wam o tym przypomną :D


Następny przystanek: Muir Woods. Zanim tam się dojedzie, droga jest przepiękna, nad urwiskami, wśród tych przewielkich drzew. Z racji tego, że dojechaliśmy tam o 16:00 - parkingi pełne, wszystkie. Szukaliśmy miejsca wzdłuż drogi - nic nie było. Na parkowanie i branie shuttle busów do parku nie mieliśmy aż tyle czasu. Musieliśmy się więc zadowolić oglądaniem sekwoi tych, które rosły przy drodze ;)

Kolejny punkt - Walmart w Richmond. Zrobiliśmy zakupy za $50, głównie słodyczy (ja jestem fanem czekolady hershey's), beef jerky (to znowuż K. jest fanem), wagonów puszek i wody, mac&cheese na tanie kolacje, ja potrzebowałam selfie stick (o nim potem :D ), trochę słodyczy, chipsów i ciastek, które mogły służyć nam za awaryjne jedzenie w najbliższym czasie. Planowaliśmy kupić małą lodówkę, ale odpuściliśmy (za chwilę będziemy tego żałować).

No cóż, z perspektywy pisania relacji dzień średnio interesujący :D

Udajemy się już do Merced (wym. Merse-ed) - tam mamy nocleg w Americas Best Value Inn za $42,99 (bez podatku) i był to jeden z dwóch najprzyjemniejszych moteli, w jakich spaliśmy (a było ich w sumie 11), a z pewnością najprzyjemniejszy jeśli wziąć pod uwagę stosunek jakości do ceny.

Załącznik:
motel merced.jpg
motel merced.jpg [ 245.97 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
Motel Merced 2.jpg
Motel Merced 2.jpg [ 122.63 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Tylko te biegające karaluchy po asfalcie po zachodzie słońca. Czy tak jest wszędzie, czy po prostu trafiliśmy do największych dziur zarośniętych brudem, że te obrzydlistwa chodziły sobie po dworze, a ja mimo ich obecności chwalę obiekt? (kukaracze lub kakaroczes, jak je pieszczotliwie nazywaliśmy NIE chodziły po pokoju ani po okolicach, tylko po asfalcie na podjeździe i w okolicy basenu). Jakoś w Ameryce mniej mnie lakukaraczes obrzydzają, choć nadal. Może dlatego, że pamiętam z How I met your mother - że by zostać prawdziwym nowojorczykiem należy m.in. zabić karalucha gołą ręką. :D :D :D brrrr! (sezon 6 epizod 4). A może dlatego, że w swym 30-cośtamletnim życiu widziałam ich bardzo niewiele, więc strach nie ma jeszcze wielkich oczu :D
Z chęcią dowiem się od was jak to jest z tymi kukaraczes w US.

Nocleg w Merced wybraliśmy jako dogodne miejsce, by stamtąd ruszyć do Yosemite - to następny cel naszej wyprawy. Droga z SF prowadzi przez bezkresne zatrawione wzgórza, pełne wiatraków, marzyłam, by mieć tu zdjęcie, przepiękna sceneria... Nie udało się niestety :( Nie było gdzie się legalnie zatrzymać. W Merced za namową recepcjonistki poszliśmy na kolację do Black Bear Diner. Sieciówka, ale bardzo się nam podobało. Wszystko tam było w niedźwiedzie, nawet szelki kelnera i serwetki. Na ścianach plakat z misiami i hasłem "cave sweet cave" itd itp. To pierwsze burgery w Stanach i pierwsza dolewka napoju <3 Pycha!!! $35 za całość z napiwkami. Spodziewałam się, że będziemy jadać dużo taniej...


Staramy się dawać wszędzie napiwki tam, gdzie się naczytaliśmy, że się daje i w odpowiedniej wysokości - w restauracjach min. 15%, w starbucksach wrzucamy $1. Zapewne gdzieś okazało się, że byliśmy niezwykle nieuprzejmi i nie daliśmy napiwku, ale niestety nie wiem, czy tak było, bo gdybym wiedziała, to bym ten napiwek dała :D

dzisiejsza trasa:

Załącznik:
trasa dzień 2.jpg
trasa dzień 2.jpg [ 194.39 KiB | Obejrzany 11371 razy ]



DZIEŃ 3 (19.06) YOSEMITE - DRIVE THRU


Przepiękna pogoda! Temperatura przekracza 30 stopni, całkowicie słonecznie.

To wcale nie miał być dzień drive thru, ale tak wyszło, ponieważ niewystarczająco dobrze przygotowaliśmy się poprzedniego dnia.

Śniadanie w motelu - wow! samoobsługowa gofrownica :D byliśmy pół godziny przed zakończeniem podawania śniadania, więc musieliśmy odstać kolejkę Azjatów do maszyny (którzy oprócz spożywania na miejscu również pobierali gofry na wynos, zapewne na lunch).

Droga do Yosemite zajęła nam godzinę. To znaczy do pierwszego postoju, gdzie zrobiło się tak pięknie, że zatrzymywaliśmy się już co chwila.
jeszcze wieś, przed Yosemite:

Załącznik:
IMG_0437.JPG
IMG_0437.JPG [ 607.64 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


A to już bliżej

Załącznik:
IMG_0441.JPG
IMG_0441.JPG [ 581.85 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


Przy wjeździe na Visitors point otrzymujemy dwie mapki: jedna w formie gazety, gdzie jest wiele przydatnych informacji nt szlaków i wszystkiego, druga ładniejsza, która jest samą mapką.

Załącznik:
20160712_235041.jpg
20160712_235041.jpg [ 105.79 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


(zagubiła mi się mapka Yosemite, więc załączam przykład mapki Zion ;) )

Kierujemy się na Yosemite Valley, cały czas jeszcze nawet długo przed wjazdem do parku przecinając przepiękną malowniczą Merced river.

Ja cały czas szlifuję moje umiejętności posługiwania się selfie stickiem:

Załącznik:
20160619_123102.jpg
20160619_123102.jpg [ 242.27 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Robimy dwa razy kółko czarną drogą, chcąc wjechać w prawo w północną część drogi, ponieważ "tam na pewno zaczyna się szlak na El Capitan", zanim orientujemy się, że wjazd w prawo jest niemożliwy, bo to droga jednokierunkowa :D

Załącznik:
yosemite valley.jpg
yosemite valley.jpg [ 50.75 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Rezygnujemy - wstaniemy wcześniej i zobaczymy wszystko jutro a dziś pojedźmy dalej zwiedzić resztę z drogi (Olmstead Point, Tenaya Lake) i nad jezioro Mono, jutro reszta.

Plan na dziś wyglądał tak: "ja chcę zobaczyć Half Dome" "chcę dotknąć lodowca na Glacier Point" "podobno na El Capitan szlak jest łatwy, chcę na niego wejść" plus po drodze dwa punkty widokowe - Tenaya Lake i Olmstead Point. Stwierdziliśmy, że po otrzymaniu mapki na visitors point rozkmninimy co w jakiej kolejności zrobić, póki co wiedzieliśmy, że te punkty są blisko siebie i jest to do zrobienia.

otóż:

NIE

Tak nie planujcie :D

1. Na El Captain szlak ma 20 mil i może nie jest najtrudniejszy pod względem wysokości, ale jeśli chodzi o kilometry, to wydaje mi się, że 10 h to minimum by go zrobić. W dodatku nigdzie nie było informacji na temat tego szlaku, gdy już szukaliśmy wieczorem, po fakcie. K. bazował swoją dotychczasową wiedzę na jakimś jednym filmie na youtubie, którego w ogóle by znaleźć musiał się nieźle namęczyć.
2. Droga na Glacier Point prowadzi od południa a my wjechaliśmy od zachodu. Musielibyśmy tam jechać od razu po wjeździe do parku, by miało to sens. W dodatku informacje na temat lodowca były sprzeczne: albo szlak na 8 h albo podejście pół kilometra, bo jest podjazd samochodem prawie do celu. (pewnie zależało to od strony podejścia)
3. A Half Dome była widoczna prawie z całej doliny Yosemite, więc to się zgadzało :D

Lekcja na dziś: naprawdę, dokładnie przygotowujmy się najpóźniej poprzedniego dnia co i jak zobaczyć (choć oczywiście dużo wcześniej trzeba znać zarys, im wyraźniejszy, tym lepiej). Ogólnie to był bardzo udany dzień, ale gdybyśmy pogrzebali w sieci pół godziny dłużej, byłby jeszcze bardziej udany.

Słyszę coraz trudniejsze pytania dotyczące geologii. Na szczęście nawet na niektóre znam odpowiedzi, bo zdawałam pisemną geografię i posiadam w domu dwóch kolejnych geografów z zawodu. No siara byłoby nic nie wiedzieć.
Sierra Nevada to góry młode, ciągle "rosnące". Na każdym kroku można zadać miliony pytań "dlaczego to tak wygląda?" np. dlaczego ten wodospadek jest mały, a tamten większy, dlaczego monolit jest monolitem i co to znaczy? z czego są te góry i jak powstały?
Nie będę się tutaj wymądrzała odpowiedziami, bo by być 100% akuratną, musiałabym wszystko sprawdzać ze źródłami.
Mnie najbardziej fascynowały głazy narzutowe i monolity (a Half Dome jako najciekawszy ich przedstawiciel).
Co ciekawe, mimo, że czasy nauki geografii minęły 13 lat temu, nagle w trakcie zwiedzania przypominają mi się najdziwniejsze terminy: jezioro kosmiczne, stożki piargowe, krasowienie, zlodowacenie, skały osadowe. Drodzy gimnazjaliści/licealiści, uczcie się, bo wiedza może się Wam przydać i Was zaskoczyć wiele, wiele lat później :D :D :D

Yosemite valley:

Załącznik:
IMG_0455.JPG
IMG_0455.JPG [ 556.83 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


Załącznik:
IMG_0461.JPG
IMG_0461.JPG [ 605.2 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


Załącznik:
IMG_0487.JPG
IMG_0487.JPG [ 656.57 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


Olmstead Point:

Załącznik:
IMG_0491.JPG
IMG_0491.JPG [ 407.73 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


Z Olmstead Point zrobiliśmy jedyny "szlaczunio" - jakieś 500 m w jedną stronę. Polecam, bo:

"Look mommy! another beaver!"

Załącznik:
IMG_0497.JPG
IMG_0497.JPG [ 255.01 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Oczywiście K., znawca i miłośnik zwierząt wyrokuje, że jest to świstak.

Jaszczurki też darzy sympatią:

Załącznik:
IMG_0517.JPG
IMG_0517.JPG [ 782.38 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


(czy ona jest niebieskawa???)

Widok z Olmstead Point na Half Dome

Załącznik:
IMG_0509.JPG
IMG_0509.JPG [ 402.13 KiB | Obejrzany 10572 razy ]


A tutaj coming out naszego sprzętu fotograficznego :D

Załącznik:
IMG_0519.JPG
IMG_0519.JPG [ 190.05 KiB | Obejrzany 11371 razy ]



Po trzecim okrążeniu fragmentu Yosemite Valley (tej z czarnego kółka powyżej) ruszamy dalej Tioga Road w stronę wschodniego wyjazdu (a po drodze Olmstead Point właśnie). Na postoju w celu WC gryzie mnie muszka.
Jest tu dużo komarów! Weźcie coś na insekty! W sumie we wszystkich parkach czułam od ludzi zapach środka przeciw komarom, więc jest to problem znany, ale w Yosemite gryzły odczuwalnie. Będzie jeszcze tylko jedno miejsce gdzie przypomnimy sobie o istnieniu komarów.

Zajeżdżamy nad jezioro Mono do Visitors Center.

Jezioro urzeka ciszą, jest jak martwe... A przecież żyje tu tyle gatunków roślin i zwierząt! (o czym sowicie informują tabliczki).

Załącznik:
IMG_0526.JPG
IMG_0526.JPG [ 188.69 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Załącznik:
20160619_172756.jpg
20160619_172756.jpg [ 225.23 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


Po przestudiowaniu mapy chcemy jechać do "South Tufa Area", nad samo jezioro, bo Visitors Center leży jakieś 200-300 m od brzegu w linii prostej. (a idąc krętą ścieżką - jakieś 20 minut w jedną stronę)

Tracimy dużo czasu próbując dostać się nad sam brzeg jeziora. Niestety, droga zamienia się w wyboisty piasek i musimy zrezygnować - C-max to nie 4x4!
Potem okazuje się, że na zachodzie jeziora jest parking zaraz przy innych Tufa... :/

Załącznik:
Mono.jpg
Mono.jpg [ 63.69 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


(więcej o Tufa http://www.monolake.org/about/geotufa)

Po ponownej wizycie w punkcie turystycznym, gdy lornetką wypatrujemy tenże parking, stwierdzamy, że wrócimy tam następnego dnia lub pojutrze.

Nocleg mamy wykupiony w Mammoth Lakes w Cinnamon Bear Inn - dojeżdżamy o 20:00, witają nas zamknięte drzwi do recepcji i koperta z kluczem. K., znany w środowisku miłośnik zwierząt, był zachwycony dołączonymi informacjami o hotelu!

Załącznik:
cinamon.jpg
cinamon.jpg [ 51.76 KiB | Obejrzany 11371 razy ]


To jeden z najdroższych noclegów w całej naszej trasie. Płacimy $180 za dwie noce (już z podatkiem).

Kolację zjedliśmy w meksykańskiej Roberto's Cafe, bo zawiodły nas tam opinie z Foursquare. I słusznie! Pyszne jedzenie, choć może nie najtańsze - za dwa ogromne burritos z niedolewkowymi napojami zapłaciliśmy $30 (kwota już z napiwkiem).

Po kolacji siedliśmy, by ułożyć sobie następny dzień. Okazuje się, że plan jest niewykonalny, więc szukamy szlaku z dostępnych opisanych na dwóch różnych stronach: mnie bardziej odpowiada ta http://www.yosemitehikes.com/hikes.htm K. woli oficjalną NPS. Po dyskusji w napiętej atmosferze - ja nie chciałam iść na trudny szlak jeśli dobrze pamiętam Pohono trail 13 mil w okolicach lodowca, którego start zaczynał się 2,5h od hotelu - wybraliśmy szlak na North Dome, z którego rozpościerał się będzie widok z bardzo bliska na Half Dome. Oznaczony jako średnio trudny, 8.8 mili.
Budziki ustawiamy na 6:30...
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta 25 Kwi 2017 15:01, edytowano w sumie 7 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
4 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#2 PostWysłany: 14 Lip 2016 00:54 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
DZIEŃ 4 (20.06.2016) YOSEMITE - SZLAK NA NORTH DOME 8.8 MILI

Rano okazuje się, że Cinnamon bear inn jako jedyny hotel na naszej trasie serwuje podawane na życzenie śniadania. Pierwszego dnia są to pankejki na słodko, jutro będą to omlety. Miejsce zyskało czwartą gwiazdkę w naszych oczach ;)

Wstępujemy do sklepu dla surferów i wybieram plecak na szlak - bo przyjechałam bez. Przecudnej jest urody!

Załącznik:
plec.jpg
plec.jpg [ 297.25 KiB | Obejrzany 10326 razy ]

Nie wiem, czy mamy takie cholerne szczęście, czy po prostu wszystkie szlaki wszędzie są i będą tak piękne. Szlak na North Dome idealny - polecam! Dobre 7 h w lesie, w niższych, a potem w wyższych górach, niezbyt stromy, ale pod względem odległości dosyć męczący szlak (ale żadne z nas górskie piechury). Przekraczamy kilka razy strumienie, które w drodze powrotnej pomagają napełnić butelki po wodzie. W dodatku dodają uroku całej wyprawie ;) Jest bardzo mało turystów, w sumie może mijamy ich z trzydziestkę, co jak na dosyć długi szlak powoduje, że czujemy się jakbyśmy prawie cały czas byli sami.

Załącznik:
IMG_0538.JPG
IMG_0538.JPG [ 696.7 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Szlak jest nie za dobrze oznaczony, tabliczki wskazujące drogę spotykamy tylko trzy. W drodze powrotnej przez kwadrans szukamy ścieżki ;)

Załącznik:
drogowskaz 1.JPG
drogowskaz 1.JPG [ 831.43 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Załącznik:
drogowskaz 2.JPG
drogowskaz 2.JPG [ 1001.85 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


A co to?

Załącznik:
zwierz.JPG
zwierz.JPG [ 826.38 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Siedziała tak sobie w obie strony gdy szliśmy. Zapewne lokalna gwiazda każdego ujęcia!

Odpoczynek po przebyciu 2.7 mili

Załącznik:
odpoczynek.JPG
odpoczynek.JPG [ 655.44 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


smutny Packman :(

Załącznik:
smutny pacman.JPG
smutny pacman.JPG [ 921.25 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Widoki na North Dome przepiękne, Half Dome rzeczywiście jest bardzo blisko, dużo bliżej, niż wydaje się na zdjęciach.

Załącznik:
na szczycie.JPG
na szczycie.JPG [ 667.17 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Załącznik:
na szczycie 2.jpg
na szczycie 2.jpg [ 456.28 KiB | Obejrzany 10326 razy ]

(gorszej jakości zdjęcie z telefonu).

Po zejściu ze szlaku w samochodzie odkrywamy, że cała czekolada, jaką mieliśmy w podłokietniku zamieniła się w płyn! nie byłoby to smutne, gdyby nie była już otwarta. Szybkie ratowanie kabli - na szczęście ucierpiał tylko jeden i po opłukaniu działał :D
Nie zostawiajcie w samochodzie topliwych rzeczy, zwłaszcza czekolady ;) Nam się upiekło - szkód nie było.

Jeszcze na chwilę zatrzymujemy się nad Tenaya Lake, bo piękne, co nie.


Załącznik:
tenaya.jpg
tenaya.jpg [ 793.35 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Wieczorem oszczędna kolacja, odwiedzamy Subway w Mammoth Lakes (Sub of the day $6).
Mam dobry angielski, ostatnio oceniony na C2. Sprzedawca pyta mnie czy chcę ciepłą kanapkę "Do you want to toast it?". Ja słyszę "Have you ever tasted it?" pomyślałam sobbie, że chciał by miły, zagadać. Widać, że my turyści. Tym sposobem na pytanie o to czy chcę podgrzać kanapkę odpowiedziałam panu "tak, ale nie w tym kraju"

:D

DZIEŃ 5 (21.06.2016) PRZEZ DOLINĘ ŚMIERCI DO LAS VEGAS

Wyruszamy rano, budziki dzwonią o siódmej.

Droga prawie cały czas wiedzie przy pięknych górach Sierra Nevada

Załącznik:
IMG_0586.JPG
IMG_0586.JPG [ 369.84 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Po blisko 3,5h docieramy do Death Valley. To już trzeci dzień, podczas którego żałujemy, że jednak nie kupiliśmy przenośnej lodówki. Mamy przy sobie mnóstwo płynów, ale wszystko po dwóch godzinach jest już ciepłe, a z czasem wręcz gorące! Zgodnie ze wskazówkami na drodze wyłączamy klimatyzację, by samochód się nie przegrzał. Temperatura przekracza 50 stopni Celsjusza. Każde z nas chroni się dwiema chustami oraz filtrem 50+

Załącznik:
chusty.JPG
chusty.JPG [ 618 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Chcieliśmy dużo zobaczyć, nic dziwnego. Niby pustynia, a krajobraz jest bardzo różnorodny. Zatrzymujemy się przy wjeździe,

Załącznik:
wjazd.JPG
wjazd.JPG [ 416.66 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


gdzieś po drodze

Załącznik:
droga.JPG
droga.JPG [ 349.65 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


przy Mesquite Flat Sand Dunes, (tutaj przy Motelu naprzeciw sklepu z pamiątkami jest maszyna z lodem. Drugi raz zachowuję się jak typowy przedstawiciel mej narodowości i pożyczam trochę lodu mimo, że nie jestem zameldowana w motelu :( )

Załącznik:
dunes.JPG
dunes.JPG [ 462 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Ktoś przeprowadził na parkingu nie do końca udany eksperyment z jajkiem :D

Załącznik:
jajko.jpg
jajko.jpg [ 438.85 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Badwater,

Załącznik:
IMG_0668.JPG
IMG_0668.JPG [ 430.53 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Załącznik:
badwater2.jpg
badwater2.jpg [ 422.16 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Zabriskie Point,

Załącznik:
zabriskie 1.JPG
zabriskie 1.JPG [ 486.37 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Załącznik:
zabriskie 2.JPG
zabriskie 2.JPG [ 557.35 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


oraz objeżdżamy Artists Drive.

Załącznik:
artists.JPG
artists.JPG [ 939.41 KiB | Obejrzany 10326 razy ]


Temperatura jest tak nieznośna, że ciężko wytrzymać dłużej niż kwadrans poza klimatyzacją. Najgoręcej było przy wydmach, potem o dziwo było już w miarę znośnie, nawet przy Zabriskie Point, gdzie przecież odnotowano największe upały ever!

To już drugie miejsce z dwóch, w którym chcielibyśmy zostać dłużej :D Dolina Śmierci urzeka swym majestatem, przeraża temperaturą, ja się czuję jak na Marsie, choć nigdy tam nie byłam!

Mapka Doliny:

Załącznik:
mapa DV.jpg
mapa DV.jpg [ 259.88 KiB | Obejrzany 10326 razy ]



Chcieliśmy wyjechać drogą 190, ale z aktualnych informacji wystawionych na drodze wynikało, że jest ona zamknięta, więc wracamy i wyjeżdżamy drogą 95.
Death Valley to park, który nie ma strażników pilnujących opłat za wjazd. Na zasadzie wzajemnego zaufania mamy sobie sami zjechać w dowolny miejscu i wrzucić do dedykowanej skrzynki opłatę. My oczywiście nie musimy, bo mamy Annual Pass. Bardzo mi się podoba w tym kraju!

Po kolejnych 2,5 h, podczas których jemy w przydrożnej meksykańskiej knajpie (dziś po $10.5 na głowę) i tankujemy w Pahrump - różnice w cenach paliw wypiszę na koniec - widzimy panoramę Las Vegas. Wjeżdżamy, gdy już jest ciemno. Ja mam łzy w oczach bo to jedno z moich top 3 ;)

Załącznik:
Vegas.jpg
Vegas.jpg [ 166.8 KiB | Obejrzany 11232 razy ]


Zatrzymujemy się w El Cortez Hotel, $37 za dobę. Przy rezerwacji hoteli w Las Vegas należy doczytać ile wynosi Resort Fee, która nigdy nie wyskakuje w koszcie pokoju. Pierwotnie zarezerwowaliśmy hotel, który doliczał sobie $22 za noc! El Cortez doliczył skromne $8,5.

Hotel widać, że wiekowy (najstarsze nieprzerwanie działające kasyno w Las Vegas), drażnił mnie zapach dymu papierosowego w kasynie, przez które należy naturalnie przejść by się zameldować :D Pokój czysty i przestronny, na 14 piętrze, choć łazienka trąci lekko myszką ;) Najważniejsze dla nas - jest lodówka w pokoju oraz maszyna do lodu na piętrze:D Temperatura w nocy nie spadła poniżej 35 stopni...
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta 03 Sie 2016 19:51, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
      
#3 PostWysłany: 15 Lip 2016 06:08 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
DZIEŃ 6 (22.08) TAMA HOOVERA, DZIEŃ ORGANIZACYJNY I STRIP

Po skwapliwym skorzystaniu z możliwości rozwodowych pokoju:

Załącznik:
pokójLV.JPG
pokójLV.JPG [ 250.52 KiB | Obejrzany 11063 razy ]


..dzień zaczynamy śniadaniem z resztek i poszukiwaniami pralniomatu. Pralniomat według google miał być naprzeciwko hotelu, ale nie było i już! Pralniomatów widzieliśmy dużo po drodze, więc stwierdziliśmy, że zapakujemy pranie do bagażnika i gdzieś na pewno jakiś znajdziemy. W drodze na Tamę Hoovera "pytamy" naszą nawigację samochodową o laundromat, ale wywozi nas na osiedle domków jednorodzinnych :D To pierwszy raz, gdy nawi pokazuje humory! Jednak generalnie ją lubimy, bo poza aktualnie ustawionym miejscem docelowym na ogół umie doradzić najbliższe stacje, restauracje czy kawiarnie.

Parking przy Tamie Hoovera $10 :/

Załącznik:
tama 1.jpg
tama 1.jpg [ 368.15 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
tama 2.JPG
tama 2.JPG [ 606.69 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
tama 3.JPG
tama 3.JPG [ 566.13 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Taka atrakcja na pół godziny, można zrezygnować, jeśli ma się napięty grafik i w zamian pojechać np. do Red Rock Canyon, na który znowu my nie mieliśmy czasu bo woleliśmy połazić po mieście.
Spodziewałam się, że tama będzie wyższa :D
Jeśli chce się zwiedzić tamę z dołu - koszt wynosi $20 za osobę.

Resztę dnia poświęciliśmy na "sprawy organizacyjne".
W drodze powrotnej z tamy znaleźliśmy pralniomat. Trochę przerażeni, bo nie wyglądało to przyjaźnie, a w środku ni żywej duszy z obsługi. Zaraz jednak pojawił się starszy klient i na pytanie "is it easy?" odpowiedział "very easy". Potem nam generalnie pomógł na każdym etapie prania. Taka niby prosta czynność a człowiek się nagle drapie po głowie :D W pralniomatach są wymieniarki banknotów na ćwierćdolarówki, które są podstawową walutą tutaj. Z iluż seriali i filmów znamy te obiekty! Ja osobiście najbardziej z

, w którym Ross prał z Rachel swoim super męskim detergentem!
Najpierw w maszynie vendingowej kupujemy za $1 detergent, może nie aż tak męski (chyba że ktoś przywiezie swój proszek z PL, ale no bez przesady :D ). Maszynę widać w linku powyżej w tle!

Samo pranie kosztuje $2 i trwa pół godziny. Potem suszenie - 0.25$ za każde 6 minut. Sympatyczny pan który nam wszystko tłumaczył podarował nam dwie chusteczki zapachowe do suszenia i polecił wrzucić 1.25, my wrzuciliśmy $1 bo czas! ale ubrania były po tym czasie prawie suche.

Załącznik:
laundromat.jpg
laundromat.jpg [ 271.13 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Potem czas na shopping! Udajemy się do Las Vegas North Premium Outlets i poza sklepem Conversa nic tam ciekawego nie ma.

Dużo przyjaźniejszym i na naszą kieszeń wydaje się centrum handlowe Fashion Show, które polecam, ale niestety jesteśmy już wtedy dosyć zmęczeni i wchodzimy prawie nigdzie.

W międzyczasie wpadamy do Walmarta by uzupełnić zapas Beef Jerky, puszek oraz wreszcie nabyć małą lodówkę i dwa wkłady!
W ogóle Beef Jerky (czyli suszona wołowina) okazał się świetną przekąską na szlaku i generalnie w ciągu dnia. W naszym przypadku kompletnie nie sprawdziły się gotowe ciastka z nadzieniem czy batony zbożowe. A wołowina jest słona i bogata w białko, które dobrze syci! Beef jerky nie jest najtańsze - $7-8 za opakowanie 160 g, ale wystarczało nam na dwa-trzy dni dla dwóch osób. Taka moja sekretna porada dotycząca jedzenia w trakcie zwiedzania :D
Prawie jak zwyczajna nad Morskim Okiem, czy jajko na twardo w pociągu!

Załącznik:
20160715_060240.jpg
20160715_060240.jpg [ 217.84 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Wieczorem udajemy się w dół Stripu, którego najsławniejszy fragment oddalony jest o ok. 7 km od naszego hotelu, zobaczyć fontanny i poczuć atmosferę Las Vegas. Pytamy na przystanku policjanta(?) o bilety autobusowe, zaprowadza nas do maszyny. Tam nabywamy dwa za $6 ważne przez dwie godziny. No bo po co na dłużej brać bilety? Droga zajmie kwadrans, godzinkę pochodzimy, przegramy dolar i wracamy.

Otóż,

NIE :D

Autobus jedzie baardzo powoli, 40 minut w jedną stronę, są straszne korki. Nie załapaliśmy się nawet na pokaz fontann pod Bellagio, akurat się skończył a nie mieliśmy czasu by czekać na następny pokaz. Wracamy więc w stronę Downtown. Iluż tu świrów, prawie nieubranych ludzi, gołych pośladków! Ludzie są dziwni, przekrój wiekowy mnie szokuje. Ceny drinków również. Pod hotelem Mirage czekamy na przystanku by zabrać się z powrotem do hotelu. Ostatnie 15 minut przejeżdżamy nielegalnie (upłynął czas naszego biletu). Vegas nas w ogóle nie zachwyciło. Zobaczyć trzeba, po czym jak najszybciej uciec ;) Choć z drugiej strony widziałam masy ludzi wyglądające jakby się szampańsko bawiły (pewnie lokalne wieczory panieńskie i kawalerskie). Może to ze mnie taki marny tygrys imprezowy...

Las Vegas wielkim hukiem spada z mojego podestu na niskie miejsce, jeszcze nie wiem na które.

Załącznik:
vegas kon.jpg
vegas kon.jpg [ 397.16 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Po powrocie do hotelu biorę $5 celem wygrania miliona i schodzę sama.

Przegrałam te moje $5 szybciej niż K. obejrzał na Youtubie kompilację Fails of the week.

Może następnym razem ;)

DZIEŃ 7 23.06 - DOLINA OGNIA I ZION (EMERALD POOLS)

Nie pamiętam kto zachęcił mnie do odwiedzenia Valley of Fire, być może była to @karpik :D na pewno też widziałam jakieś drive thru na youtubie. Wjechaliśmy od strony Las Vegas, na punkcie kontrolnym otrzymujemy mapkę i płacimy $10 (Valley of Fire to park stanowy, annual pass nie obowiązuje).

Załącznik:
IMG_0747.JPG
IMG_0747.JPG [ 262.2 KiB | Obejrzany 10342 razy ]


Z racji tego, że niestety nie możemy spędzić tutaj całego dnia (bo "nie chcemy" nigdy nie jest właściwym zwrotem :D ) przejeżdżamy park w swoim tempie. Rzeczywiście park urzeka swoją urodą, Visitors Center profesjonalizmem - very informative! "Właśnie patrzysz na skały powstałe x mln lat temu, po których biegały sobie dinozaury"!!! Dostajemy również mnóstwo informacji które skały tu występują, dlaczego jest tak czerwono i dlaczego skały mają tak psychodeliczny kształt!! (podpowiedź: wiatr) Otrzymujemy również informacje jakie zwierzęta tu występują i przez co możemy aktualnie na tym skrawku ziemi zostać śmiertelnie ukąszeni... Nie wiedziałam że brązowa wdowa jest groźniejsza od czarnej :( (nie ma na nią znanego antidotum)


Na dłużej zatrzymujemy się przy dwóch punktach: seven sisters i elephant rock.

Seven Sisters (jak dla mnie to one się tu całują!)

Załącznik:
sisters.JPG
sisters.JPG [ 320.16 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
vof2.JPG
vof2.JPG [ 411.04 KiB | Obejrzany 11068 razy ]



Przy siostrach próbuję robić sobie selfie i wychodzi takie:

Załącznik:
selfie.jpg
selfie.jpg [ 650.74 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


rozbawia mnie to tak bardzo, że natychmiast puszczam zdjęcie w świat :D
#nieumiemselfie #sprzedamselfiestick

Oprócz psychodelicznych kształtów, dziur i niesamowitego koloru urzekają jeszcze krzywe "nawarstwienia" - tutaj polegam z geologią, nie wiem jak to się profesjonalnie nazywa :D chodzi mi o to, że warstwy skał są przechylone od poziomu w bardzo wielu miejscach o tak:

Załącznik:
IMG_0739.JPG
IMG_0739.JPG [ 306.02 KiB | Obejrzany 10342 razy ]


Elephant rock:

Załącznik:
słoń.JPG
słoń.JPG [ 390.89 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Świetnie spędzone trzy godziny i na pewno lepiej wydane $10 niż na wczorajszy parking na Tamie Hoovera.

Załącznik:
vof3.JPG
vof3.JPG [ 501.18 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Po wyjeździe z Doliny Ognia krajobraz znacznie się zmienia:

Załącznik:
pom vof a zion.JPG
pom vof a zion.JPG [ 323.11 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
pom vof a zion 2.jpg
pom vof a zion 2.jpg [ 243.72 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Kolejny nocleg mamy w miejscowości St. George jako baza wypadowa do Zion (a w planach i Bryce).
Na miejsce dotarliśmy przed 16:00, co pozwoliło nam na szybką decyzję: już dziś jedźmy do Zionu! W decyzji pomaga fakt, że na Bryce i Zion mieliśmy zaplanowany jeden (następny) dzień. O my naiwni!

Podróż do bram parku zajmuje godzinę, na bramce kontrolującej bilety otrzymujemy mapkę i gazetkę oraz informację, że zaraz za bramką możemy zaparkować i stamtąd wziąć shuttle bus, który kursuje po całej tej części parku. Na krótką pozostałość dnia wybieramy szlak Emerald Pools.

Wzdłuż doliny widok z autobusku:

Załącznik:
wzdłuż zion.JPG
wzdłuż zion.JPG [ 507.21 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Autobusy jeżdżą bardzo często, choć powoli. Na początek szlaku docieramy po osiemnastej. Park urzeka nas swoim połączeniem przewysokich czerwonych skał i zieleni w dolinie rzeki. Czuć tu jednocześnie chłód i upał. Fantastyczne miejsce!

Szlak z wodospadami jest bardzo fajnie zaplanowany, bo dzieli się na trzy etapy: łatwy, średni i trudny. W momencie dotarcia do końca jednego etapu można po prostu albo zawrócić albo kontynuować szlak.

Załącznik:
pools2.JPG
pools2.JPG [ 490.75 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
pools.JPG
pools.JPG [ 476.57 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
moose.JPG
moose.JPG [ 544.7 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Myślałam, że damy radę zobaczyć tylko średni szlak (ostatni shuttle bus odjeżdża o 21:15), ale w niecałe trzy godziny spokojnie zwiedzamy wszystko i wsiadamy w przedostatni autobus.

Kierowca autobusu przez mikrofon opowiada co widać po której stronie autobusu, wliczając w to napotkane zwierzęta (np. dzikie indyki)

Załącznik:
indyk.JPG
indyk.JPG [ 334.4 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Zaczynam się ponownie zastanawiać, czy mamy takie szczęście do wybierania szlaków czy naprawdę tutaj jest wszędzie tak bardzo pięknie...

Wieczorem mamy trudną decyzję do podjęcia: co z następnym dniem? Przed dobrym zbadaniem tematu przeznaczyliśmy na Bryce i Zion jeden dzień, a nie mieliśmy jeszcze świadomości, że tak, Bryce leży niedaleko Zion, ale wjazd do niego znajduje się bardzo na północy! Oraz że te dwa parki są naprawdę piękne i trochę grzech robić je oba (!) jednego dnia...

Podejmujemy męską decyzję: jutro Zion, pojutrze w dalszej drodze Bryce.
K. zaskakująco dobrze czuje się z automatyczną skrzynią i mówi, że w ogóle nie czuje, że na liczniku mamy już 1500 km! Więc osoby nowe, nie jeżdżące na co dzień automatem: przejedziecie więcej niż Wam się wydaje, bo nie ma strachu ani przesadnego zmęczenia za kierownicą.

Nocujemy w Coronada Inn za $47 za noc, w jednym z mniej reprezentatywnych miejsc na naszej trasie ;) mebel ala późny Gierek, przegłośny wiatrak w łazience i kakaroczes przy ulicy, ale za to ze śniadaniem!

Załącznik:
pokój 1.jpg
pokój 1.jpg [ 190.83 KiB | Obejrzany 11068 razy ]




Nie ma czasu na wychodzenie na kolację - zapychamy się dziś beef jerky i chipsami :D

DZIEŃ 8 24.06 ZION (THE NARROWS)


Zdecydowaliśmy się na the Narrows, porządny, trudny i ciekawy szlak ze względu na swoją ciekawą specyfikę spędzenia całego dnia po kostki, jak nie głębiej, w wodzie :D

Szlak = spacer z nurtem rzeki, więc należy się do tego specyficznie przygotować. Nie wybieramy przestromego szlaku Angels Landing, ponieważ mam poważne problemy z lękiem wysokości i nie za dobry zmysł równowagi :D

Na śniadanie tosty, płatki lub gofry <3 tym razem biorę lekcję od spotkanych w Merced Azjatów - robię dodatkową porcję gofrów na lunch!

Przed wyjściem chcę zabrać mój zapas spreju na komary. Szukam i.... łoooo q! Uświadamiam sobie, że nie opróżniłam jednej szuflady w hotelu w Vegas i gorączkowo myślę, co ja mogłam w niej mieć poza tym sprejem!!!!

Dokładnie w tym momencie, o godzinie 00:10 w dniu 15.07.2016 zmraża mnie podejrzenie, że mogłam tam też zostawić mp4 :/

Po drodze do Zion wstępujemy do przydrożnej wypożyczalni po kije do brodzenia w rzece. Za $6 od sztuki za dzień. Niezły biznes na kijach od łopaty ;) Jeśli macie kijki do nordic walking, albo inne kijki teleskopowe, można zapakować do bagażu, przecież miejsca nie zajmują.
Kije i dobre buty trekkingowe to podstawowe wyposażenie na ten szlak. Żadnych butów do wody ani innego obuwia! Po drodze do parku są sklepy gdzie można wypożyczyć buty, również na przystanku nr 1 shuttle busa do Springdale jest spora wypożyczalnia.
Należy też wziąć skarpy i bieliznę na zmianę, spodnie i ręcznik też się przydadzą (oczywiście wszystko może zostać w bagażniku).
Przed samym wjazdem do Zion mój mózg otrzymuje informację:

PASZPORT!!!!!!

Chyba w tej szufladzie zostawiłam paszport!!! Zawracanie teraz do motelu jest bez sensu, przecież kilka godzin niczego nie zmieni, jeśli został w Vegas... Cały dzień mam więc zepsuty i w ciszy, skupieniu i wku**wie napawam się szlakiem the Narrows.
Humory jeszcze komplikuje fakt, że parking, mimo że jest ogromny, jest za-pcha-ny. Cofamy się do Springdale zaraz przed wjazdem do parku, z którego też odchodzą Shuttle busy i w odległości kilometra znajdujemy miejsce przy drodze. Modlimy się o wyrozumiałość lokalnych władz, bo samochód zostawiamy wzdłuż drogi na piaszczystym poboczu, podobnie jak 4820809 innych samochodów. Całe jechanie jednym shuttle busem ze Springdale, potem przejście przez bramki piechotą, potem 40 minut w drugim shuttle bus, trwa to strasznie długo! Na szlaku lądujemy dwie godziny później niż myślałam.

Wszystkie te drobiażdżki wynagradza naturalnie natura... Jest piękna pogoda, szanse na powodzie błyskawiczne (flash floods) są bliskie zeru.

Droga do szlaku:

Załącznik:
1.jpg
1.jpg [ 581.26 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
2.jpg
2.jpg [ 647.64 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Ładowanie baterii przed rozpoczęciem szlaku z moją nową koleżanką:

Załącznik:
3.JPG
3.JPG [ 528.42 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


O! Gdy patrzę na to zdjęcie przypomina mi się jeszcze jedna rzecz: woda. Od Merced, czyli od sześciu dni walczymy z upałami, prawie cały czas jest ponad 30 stopni, w nocy nie jest chłodniej nic! Woda jest ciepła już po dwóch godzinach. Dziś wpadłam na pomysł, że zamrożę dwie 0.7 wody i z takimi kostkami lodu w formie butelek poszliśmy na szlak. Rozmrażało się powoli, gdy upijaliśmy, dolewaliśmy ciepłej wody z dwóch pozostałych bidonów :D Woda była zimna do końca dnia.

Szlak jest zatłoczony, nie liczcie tutaj na prywatność! Przynajmniej nie przez pierwszy kilometr w wodzie, potem jest już coraz mniej ludzi.

Załącznik:
4.jpg
4.jpg [ 543.57 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Dzisiejsze selfie:

Załącznik:
5.jpg
5.jpg [ 376.7 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Koniec czerwca to bardzo dobry okres na przejście Narrows - woda nie była nigdzie tak głęboka by...zamoczyć nam bieliznę :D w Dodatku dzięki niskiemu poziomowi wody sporo zakoli było odsłoniętych.
Idzie się powoli, nie ma co liczyć na rekordy odległości, pierwsza część jest pod prąd, więc jest tym bardziej trudno, trzeba dobrze macać kijem podłoże i stabilizować się. Choć widzę wieeeele upadków innych. Niestety nie będę poprawna politycznie - samych bab!

Załącznik:
7.JPG
7.JPG [ 523.13 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Załącznik:
8.JPG
8.JPG [ 642.15 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


Szlak ma to do siebie, że można iść tak długo jak się chce (by potem zawrócić). Doszliśmy dosyć daleko, ale ciągle spotykaliśmy grupki turystów, choć znacznie, znacznie mniej. Przy rozgałęzieniu rzek wybraliśmy prawą, Orderville Canyon, bo była węższa i bardzo malownicza. Ale przez to dużo bardziej porywista. Przeszliśmy jeszcze kilometr i zawróciliśmy, bo średnio byliśmy zabezpieczeni na wypadek zamoczenia sprzętu ;)

To już Orderville, widać, że wąsko!

Załącznik:
ost.jpg
ost.jpg [ 267.06 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


prawie jak Kanion Antylopy :D

Załącznik:
antel.JPG
antel.JPG [ 584.95 KiB | Obejrzany 11068 razy ]


W drodze powrotnej jedyne o czym myślałam to paszport. Chciałam zajrzeć do motelu najpierw, mimo że byliśmy głodni jak dwa wilki. Na szczęście paszport miałam w walizce!

Na kolację wybraliśmy Wendy's, chciałam popróbować te wszystkie słynne sieciówki amerykańskie. Wendy's ma coś takiego jak $4 for 4 (coś chyba jak mcdonaldowe 2 for you). Trochę straciłam cierpliwość przy zamawianiu, pani zamiast skonstatowć, że wyraźnie jesteśmy z zagranicy twardo recytowała pełne nazwy wszystkiego i wszelkie możliwe wyuczone formułki, zamiast zwyczajnie zapytać: chicken beef or bacon? :D
Za $4 dawno tak dobrze nie zjadłam, ale obsługa mnie zraziła. Aha, Wendy's ma tę maszynę, jest nawet powerade, piwo korzenne i ice tea, a wszystko w miliardzie smaków.

Trochę jesteśmy skołowani zmianą czasu w Utah, cieszymy się, że jutro zyskamy godzinę wracając do Arizony!
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta 03 Sie 2016 19:57, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Ruben$ uważa post za pomocny.
 
      
#4 PostWysłany: 15 Lip 2016 08:04 

Rejestracja: 14 Lis 2010
Posty: 341
Loty: 116
Kilometry: 151 005
Ale fajnie się czytało, przypomniałaś mi dużo drobnych ciekawostek, które też mnie rozbawiły, jak np. bilety w SF które wyglądały jak wycięte z Faktu :P

Z kolejkami na SFO słuszna uwaga. My na dodatek wychodziliśmy z ostatniego rzędu w samolocie + w tym samym momencie wylądowały 2x A380 (nasz z Londynu i drugi z Chin), przez co mieliśmy baaaardzo dużo czasu na rozprostowanie nóg po 11h locie :/

A po przypłynięciu do Alcatraz robił przemowę Dziadzia-Zgrywusek, były więzień? ;)

No tak, beef jerky, mój chłop nie raz i nie dwa kazał mi się zatrzymywać gdzieś pośrodku niczego, bo akurat gdzieś w oddali zauważył lokalną "suszarnię"

No i pralniomat <3

P.S. Czekam na ciąg dalszy, podoba mi sie Twój lekki styl pisania ;)
_________________
Image

*Karpik też jest kobietą, powtarzam, Karpik też jest kobietą* ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
Ruben$ lubi ten post.
Ruben$ uważa post za pomocny.
 
      
#5 PostWysłany: 15 Lip 2016 08:29 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
karpik napisał(a):
Ale fajnie się czytało, przypomniałaś mi dużo drobnych ciekawostek, które też mnie rozbawiły, jak np. bilety w SF które wyglądały jak wycięte z Faktu :P

Z kolejkami na SFO słuszna uwaga. My na dodatek wychodziliśmy z ostatniego rzędu w samolocie + w tym samym momencie wylądowały 2x A380 (nasz z Londynu i drugi z Chin), przez co mieliśmy baaaardzo dużo czasu na rozprostowanie nóg po 11h locie :/

A po przypłynięciu do Alcatraz robił przemowę Dziadzia-Zgrywusek, były więzień? ;)

No tak, beef jerky, mój chłop nie raz i nie dwa kazał mi się zatrzymywać gdzieś pośrodku niczego, bo akurat gdzieś w oddali zauważył lokalną "suszarnię"

No i pralniomat <3

P.S. Czekam na ciąg dalszy, podoba mi sie Twój lekki styl pisania ;)


Dzięki Karp! Pisanie jest czasochłonne, ale robię co mogę by dokończyć (na szczęście jestem na mini-emeryturze, więc mam czas)

Więcej spostrzeżeń z SFO podrzucę na koniec, bo tam byliśmy ostatnie dni, ale taaaak! Zapomniałam o przemowie na początku zwiedzania Alcatraz! Nie było więźnia, ale prowadzący ranger zapytał zgromadzonych skąd są itd., jeden pan powiedział, że mieszka 40 lat w San Francisco i pierwszy raz wybrał się do Alcatraz. Naturalnie dostał brawa.

A suszarnie... ehh lepiej żeby tego K. nie przeczytał bo się zapłacze :/ nabywaliśmy tylko z torebki...
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#6 PostWysłany: 17 Lip 2016 20:31 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
DZIEŃ 9 (25.06) - BRYCE, GLEN CANYON DAM, HORSESHOE BEND, NAVAJO BRIDGE

Planujemy dziś przejechać dużo ale też i dużo zobaczyć.

Nasza dotychczasowa trasa od Merced

Załącznik:
trasa2.jpg
trasa2.jpg [ 126.94 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Po śniadaniu uciekamy z St. George w stronę parku Bryce. Chcieliśmy zatrzymać się gdzieś na kawę, więc znajduję z google starbucksa w Cedar City. Nawigacja ponownie wywozi nas na osiedle domków jednorodzinnych :D lądujemy więc przypadkowo w sklepie Dollar i od tej pory będziemy w tej sieci częstym gościem (jest tak tanio, że kupujemy "some shit" za 16 dolarów, w tym dwie mrożone kawy). Wjeżdżamy na Scenic byway nr 12, fajnie, że przejedziemy jej chociaż kawałek!

Załącznik:
scenic byway.jpg
scenic byway.jpg [ 414.89 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


przy Red Canyon, takie tam skałki przy drodze

Załącznik:
red canyon 12.JPG
red canyon 12.JPG [ 372.68 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Bryce jest parkiem dużo kameralniejszym od Zionu, nie jest podzielony na części, shuttle bus jeździ szybko (pętlą), bo do pokonania ma mniejszą odległość.

Załącznik:
20160717_191752.jpg
20160717_191752.jpg [ 225.63 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Bez problemu udało nam się znaleźć miejsce na parkingu mimo, że jest już późna godzina jak na rozpoczęcie zwiedzania. W Bryce nie należy się więc spinać by być wcześniej by zaparkować, w Zion wydaje mi się, że nie ma czego szukać na parkingu po 10:00, można od razu parkować wzdłuż drogi w Springdale...

W shuttle busie pani z dwoma synami zawstydza mnie - przed sobą ma przewodnik Lonely Planet Bryce & Zion. Trochę zabawnie przy moim "Southwest USA" który zawiera pięć stanów :D (przewodniki sprzedaję tutaj)

Ze względu na to, że będziemy chcieli potem zobaczyć coś jeszcze, na Bryce poświęcamy tylko pół dnia. Tym bardziej, że buty po wczorajszym the Narrows wyschły w 90%.

Oczywistym wyborem jest więc reprezentatywny popularny Navajo loop, 2,16 km oceniony jako średniotrudny (długość wydawać się może skromna, ale spadek jest dosyć spory)
Pozwolę, by zdjęcia przemówiły same.

Tak wygląda szlak:

Załącznik:
Bryce szlak.jpg
Bryce szlak.jpg [ 464.09 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


widok z góry:

Załącznik:
Bryce z góry.jpg
Bryce z góry.jpg [ 551.07 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Załącznik:
bryce z góry 2.JPG
bryce z góry 2.JPG [ 562.73 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Na szlaku:

Załącznik:
bryce na szlaku.JPG
bryce na szlaku.JPG [ 415.14 KiB | Obejrzany 10836 razy ]




Załącznik:
bryce na szlaku 2.JPG
bryce na szlaku 2.JPG [ 498.45 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Na dole:

Załącznik:
bryce na dole.JPG
bryce na dole.JPG [ 601.84 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


na dole kanionu ja chcę byśmy poszli jeszcze trochę dalej kolejnym szlakiem, pochodzili po tzw. amfiteatrze, ale po mniej niż kilometrze zawracamy - wilgotne buty no i ten strach o odciski.

Całość wraz z dojazem shuttle busem (duuużo szybszym niż w Zion) zajmuje nam więc 3-4h.

Bryce to park narodowy, gdzie widzimy względnie te same formacje tylko z różnej perspektywy przez cały czas. Jak dla mnie można spokojnie założyć pół dnia na zwiedzenie go (choć rzeczywiście, poszłabym na jakiś jeszcze w jakieś miejsce, np. Sunset Point czy Inspiration Point). Jednakowoż mimo, że piszę, że pfff pół dnia, to jednak gdybym miała rysować trasę od nowa absolutnie bym nie zrezygnowała z tego parku! To było przepiękne pół dnia.
Byliśmy w kosmosie!

Załącznik:
bryce marsjanin.JPG
bryce marsjanin.JPG [ 519.43 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Po wyjeździe z parku zaczęłam sprawdzać czy może nie da się jednak pojechać dalej piękną drogą nr 12 i stamtąd jakoś logicznie odbić w kierunku Page. Nawigacja oraz mapa google w moim telefonie na szybko mi powiedziały, że nie ma takiej drogi bliżej niż przez Hanksville :( . Grzecznie więc zawróciliśmy i pojechaliśmy dołem... Teraz sobie tak myślę, że mogliśmy po prostu poświęcić 2 h i pojechać jeszcze z 40 km i po prostu zawrócić. A przez Page pojechać pojutrze. Na tym odcinku nasza trasa nie była idealna :(

Tutaj poświęcę trzy zdania mapom. Otóż - kupcie. Te papierowe. Dostałam jedną na urodziny i przydała się bardzo. Jeden rzut na płachtę i ma się obraz sytuacji. Niestety nie mieliśmy mapy Utah i California a przydałaby się! Mapy można kupić na stacjach na miejscu albo u nas w Internetach. Cena wychodzi podobnie (6-8$), ale jednak gdy już byliśmy na stacji to za późno by daną mapę kupić, trochę szkoda.

Ja miałam tę i sprawdziła się super :!:

Załącznik:
20160717_192046.jpg
20160717_192046.jpg [ 274.7 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Zatankowaliśmy w Kanab. Katraviatka grzecznie pamiętała z jakiejś relacji, że w Page jest bardzo droga benzyna, więc trzeba zatankować wcześniej. Naturalnie okazało się, że pamiętała źle - benzyna była tam tak tania jak w całym Utah/Arizonie :D

W Page zatrzymujemy się na zaporze (Glen Canyon Dam), ale tylko na kilka minut. Od zachodu jest parking i visitors center, który jest zapewne płatny - nie mogę znaleźć teraz tej informacji w sieci. Od wschodniej strony jest po prostu żwirowe zakole po obu stronach, gdzie można zaparkować bezpłatnie. Idealnie dla nas, chcących zatrzymać się na pięć minut.

Załącznik:
glen canyon dam.JPG
glen canyon dam.JPG [ 403.5 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Podążamy dalej drogą 89 na południe, więc nie może zabraknąć postoju na Horseshoe Bend :D Myślałam, że to jest jakoś zaraz przy drodze! Okazuje się że jest to mini szlak i na całość należy poświęcić minimum 45 minut. Mimo, że atrakcja jest bezpłatna, jest pod opieką NPS. Rangersi uprzedzają wszystkich, każdego z osobna(!), że jest tam upalnie i przypominają o wzięciu butelki wody. Jesteśmy zachwyceni jak Ameryka promuje swoją przyrodę, po raz kolejny oczywiście.

Zabawne, K. w ogóle nie wiedział co to jest ta podkowa, więc mu mówię, że "to takie miejsce, gdzie rzeka Colorado malowniczo zakręca tworząc zakole" K. nieprzygotowany wizualnie na to co nastąpi - nie widział żadnych zdjęć w sieci - zbiera szczękę z podłogi jeszcze zanim docieramy na miejsce.

Załącznik:
horseshoe bend szlak.JPG
horseshoe bend szlak.JPG [ 468.01 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Ja naturalnie biorę koc i podczołguję się pod samą krawędź (dzięki @Maxima0909), by zrobić odpowiednie zdjęcie oraz wejść w kadr dziesięciu innym osobom :D
K. się dziwi - po co, "przecież stąd dobrze widać" :D oto jego fota:

Załącznik:
horseshoe k.JPG
horseshoe k.JPG [ 479.76 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Gdy widzi moje zdjęcie dopiero pojmuje, w czym rzecz. Oczywiście moje zdjęcie to pikuś przy ujęciach niektórych, ale nie wymagajmy panoramy od aparatu za 269 zł, w dodatku akurat z wyczerpaną baterią ;)

Załącznik:
horseshoe ja.JPG
horseshoe ja.JPG [ 717.07 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Z drogi 89 odbijamy w drogę 89A.
Po drodze zatrzymujemy się na Navajo Bridge.

Załącznik:
navajo.jpg
navajo.jpg [ 454.35 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Po przejechaniu mostu droga robi się całkowicie opustoszała! Po prawej stronie mamy cały czas malownicze Vermillion Cliffs, ja cały czas mam wrażenie, że to jest koniec świata i zaraz spadniemy w przepaść!

Załącznik:
vermillion.jpg
vermillion.jpg [ 249.45 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Załącznik:
vermillion2.jpg
vermillion2.jpg [ 313.61 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Serio, ta droga tak ciągle wyglądała, jakby prowadziła donikąd lub do przepaści kanionu Colorado, w pobliżu którego się znajdowaliśmy.
Tak, zmierzamy w kierunku Wielkiego Kanionu, by zobaczyć go od Północnej strony. Ależ z nas wywrotowcy :D
Tylko 10% osób, które chcą zobaczyć Kanion decyduje się na zobaczenie go od północy.

Coraz bliżej kanionu robi się już przepięknie (ta, jakby do tej pory było obrzydliwie). Wszędzie mijamy połacie powalonych drzew. Ja twierdzę, że to jest spowodowane pożarami, K. obstawia huragany. W końcu zapomnieliśmy się zapytać lokalnych. Ktoś zna odpowiedź?

Załącznik:
las.jpg
las.jpg [ 388.17 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Nocleg znaleźliśmy w obiekcie Jacob Lake Inn w miejscowości Jacob Lake właśnie. I nie oszukujmy się, jest to jedyne miejsce, gdzie można się zatrzymać chcąc zwiedzić północ Kanionu :D (jest jeszcze jeden camping dla namiotów i drugi dla przyczep). Mimo tego, że miejsce zdaje się mieć monopol, nie wykorzystuje tego w większym stopniu. Domki są malutkie, ale bardzo przyjemne. Koszt nienajniższy ($102 za noc) i rzeczywiście jest to nasz najdroższy nocleg w tej podróży, ale jest tak uroczo, w lesie, z werandą, zapachem drewna, wiewiórami i ptakami... że naprawdę warto! K. ubolewa, że niedźwiedzia brak, ale reklamacji na takie rzeczy chyba wnosić nie można.

Załącznik:
jacob lake inn pokój.jpg
jacob lake inn pokój.jpg [ 360.34 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Załącznik:
jacob lake front.jpg
jacob lake front.jpg [ 527.18 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


(Dla bardziej wymagających obiekt ma też kilkanaście pokoi normalnego typu w większym pawilonie)
Jacob Lake Inn urzeka nas też ogólną częścią - restauracja ma przemiłą obsługę, wyśmienite steki (tutaj jemy też najdroższą kolację na wycieczce), a część jadłodajnej restauracji jest w formie baru (siada się naokoło kelnerów) i tutaj można zjeść taniej. Miejsce serwuje również własne słodkie wypieki i sprzedaje bardzo ciekawe pamiątki zrobione przez Indian. Np. dywanik za bagatela $1200 :D Ja poprzestaję na koralikach za $6.

W całym obiekcie absolutnie nie ma Wi-fi. No i dobrze, odpoczniemy trochę od komputera ;)

Dzisiejsze osiągnięcie:

Załącznik:
trasa 3.jpg
trasa 3.jpg [ 77.67 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


DZIEŃ 10 (26.6) - GRAND KANION, NORTH RIM

Po przepysznym śniadaniu kupujemy lokalne ciacha (nietanio, sztuka $1.89) i udajemy się zobaczyć jedną z największych dum Amerykanów! Kanion znajduje się zarówno u mnie jak i u K. w top 3.

Po otrzymaniu mapki na punkcie kontrolnym

Załącznik:
20160717_191900.jpg
20160717_191900.jpg [ 240.59 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


wybieramy w pierwszej kolejności Bright Angel Point. Jest to must see północnej części. Trochę jesteśmy zdziwieni infrastrukturą - po lekturze przewodników nastawialiśmy się, że będzie tu NIC, a tymczasem jak w każdym innym miejscu jest visitors center, toalety, źródełko do napełniania wody (z kanionowych Roar Springs!), nawet maszyna z lodem! Na Bright Angel idzie się właśnie od Visitors Center.

Załącznik:
Angel.jpg
Angel.jpg [ 373.42 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Nie wiem, czy można to nazwać szlakiem, bo całość ma jakieś 600 m w jedną stronę ;) Na horyzoncie można dostrzec odległe o 100 km szczyty pasma San Francisco Peaks (niedaleko Flagstaff). Mamy szczęście, bo dziś jest dobry dzień jeśli chodzi o mejskie zanieczyszczenia, które wpływają na widoczność.

Lornetka obowiązkowym wyposażeniem!

Załącznik:
IMG_0972.JPG
IMG_0972.JPG [ 593.54 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Załącznik:
greand.JPG
greand.JPG [ 662.07 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Zaskakuje mnie tutaj ilość ludzi. Jeśli tutaj jest 10% to jak wygląda dziewięciokrotnie większy tłum na południu :o

Kanion widać stamtąd pięknie (tak, zostaje on u nas w top 3!) ale z Bright Angel Point uciekamy szybko.

Wybieramy szlak "Uncle Jim's". Nie jakiś tam karkołomny - 2.5 mili. Wybieramy go ze względu na to, że jest pętlą, a takie szlaki wolimy zamiast wracać się tą samą drogą. Ten sam szlak wybierają bardzo nieliczni turyści (spotkaliśmy ich w sumie może z 10 osób) oraz muły :D Na szlaku spotykamy kilka śmierdzących "prezentów", niestety.
Ja się trochę irytuję "gdzie ten kanion??" bo droga prowadzi przez las. Ale dochodzimy w końcu do punktu widokowego.

Załącznik:
grand 2.JPG
grand 2.JPG [ 535.1 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Nagle słyszymy bzyczenie jakby wielka osa albo mały helikopterek. No cóż, w obu było trochę racji.
KOLIBER!

Załącznik:
koliber.JPG
koliber.JPG [ 237.17 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Przysiadamy potem na zwalonym pniu, gdzie konstatuję, że kupiony wczoraj w sklepie Dollar bidon za, a jakże, jeden dolar, zalewa mi całą zawartość plecaka w tym paszport :/

Droga powrotna w większości prowadzi już wzdłuż kanionu. Jeśli więc ktoś zdecyduje się na ten szlak, bo go mimo wszystko polecam, to tylko jeśli w obie strony pójdzie północną odnogą (chyba, że ktoś przyjechał nad Kanion, by patrzeć na las ;) )

Jedziemy jeszcze na Point Imperial by popodziwiać kanion stamtąd. Ludzie na turystycznych krzesełkach biwakują wzdłuż krawędzi i czytają książki ;)

Załącznik:
grand3.JPG
grand3.JPG [ 460.86 KiB | Obejrzany 10836 razy ]


Nie spędzamy tam dużo czasu, bo obojgu nam zaczyna się dawać we znaki zmęczenie. Nie to dzisiejsze zmęczenie, ale zmęczenie po całej dotychczasowej wycieczce. Nie ma co ukrywać, od tygodnia żyjemy na pustyni, robimy dziennie często pieszo powyżej 10 km, spędzamy w trasie lub na szlakach czasami i 12 h. Ja w drodze powrotnej przysypiam. Po drodze do Jacob Lake Inn mijamy kilka znaków ostrzegawczych z różnymi zwierzętami: żubr, kozica górska, jeleń, krowa... Nie spotykamy żadnego z wymienionych :(
Tym sposobem lądujemy już o 16:00 w domku. No cóż, należy nam się trochę odpoczynku, tym bardziej, że sceneria jest naprawdę urocza. Ja biorę lornetkę i idę na ganek wypatrywać kondorów :D

p.s. - paszport wysechł i nie ma śladu po zalaniu!

A wieczorem jakże legitne lokalne piwo..

Załączniki:
piwo.jpg
piwo.jpg [ 231.3 KiB | Obejrzany 10836 razy ]
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta 03 Sie 2016 20:03, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
      
#7 PostWysłany: 18 Lip 2016 08:18 

Rejestracja: 14 Lis 2010
Posty: 341
Loty: 116
Kilometry: 151 005
Poważnie czasami mam wrażenie, że byliśmy na tej samej wycieczce. Nawet z przewodnika korzystaliśmy tego samego ;)
Ale tego, że się nie jaracie Vegas, to nie wybaczam [ foch! ] :P
_________________
Image

*Karpik też jest kobietą, powtarzam, Karpik też jest kobietą* ;)
Góra
 Profil Relacje PM off
Złoty lubi ten post.
 
      
#8 PostWysłany: 19 Lip 2016 01:14 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
@karpik, ja też ubolewam nad Vegas i chciałabym tam wrócić, tym razem śpiąc w jakimś znanym hotelu choćby stratosfera, organizując dojazd lepiej, może z osobą, która lubi Vegas :D
Dużo jednak zależy od emocji, w jakich się nurkuje zwiedzając dane miejsce, o emocjach będzie w dniu nr 12 ;)

A że droga taka sama? Widocznie jest to dobra droga :D
Busy przez świat jechały też bardzo podobną, co skonstatowałam po ułożeniu naszej (!) więc coś w tym musi być.

DZIEŃ 11 (27.06) ZNOWU W DROGĘ! (I MONUMENT VALLEY)

Ten dzień mogę opisać powiedzeniem KARMA WRACA. Do nas natychmiast.

Dziś do przejechania mamy 350 mil a do zobaczenia "niewiele" to znaczy tylko jedną atrakcję - Monument Valley.
Ruszamy drogą w kierunku Page. Tam zatrzymujemy się na tankowanie i kawę. Okazuje się, że ekspres jest zepsuty, więc nie dostajemy do końca tej kawy, którą chcemy. Ale karma wraca natychmiast - wchodzimy do Dollara tuż obok, który właśnie się likwiduje. Kupujemy na drogę słodycze: m&ms, snickersa i Mały Hershey's - łącznie za $.1.58 ;) 70% off na likwidacji sklepu.

Jedziemy drogą 98, ledwie za Kaibito - karambol. Widzimy z daleka dopiero co odjeżdżający helikopter - zapewne z rannymi. Ciężarówka leży w poprzek ulicy. Po szybkim rekonesansie okazuje się, że zostanie sprzątnięta za 5 (słownie: pięć) godzin! Szybka komunikacja z innymi kierowcami - okazuje się, że oczywiście wszyscy są turystami i jadą do Monument Valley :D - ktoś tam mówi że poprowadzi boczną drogą tak, że wyjedziemy w Tonalea do drogi nr 160 i stamtąd już prosta droga do parku. Ja patrzę na moją papierową mapę - ok, droga jest, ale przerywana. Czyli piach! Wjeżdżamy w tę drogę i patrzymy, że kierowcy w ogóle skręcają w jakieś całkowite odnogi, których nie mamy na żadnej z map, nawet w nawigacji! Postanawiam więc naruszyć prywatność na okolicznym osiedlu rdzennych mieszkańców, rodziny, którą widzę na podwórzu. No dobra, mówią że droga przejezdna i że dobrze wyjedziemy tak jak moja mapa pokazuje (a nie tak jak tamci pojechali!) i że nie ma żadnego zamkniętego mostu (jak pokazywał elektroniczny znak na drodze! "bridge closed, road nieprzejezdna :| " - pewnie chodziło o jakiś dalszy most).

Po pięciu kilometrach okazuje się, że droga zamienia się w piękną nową asfaltową drogę stanową. Tracimy pół godziny, ale za to lądujemy na stacji, gdzie K. odnajduje polecane gdzieś przez kogoś Ice Tea firmy Arizona. Będzie je już popijał do końca wyjazdu w różnych smakach - $0.99 za 568 ml za puszkę.

Załącznik:
20160703_174726.jpg
20160703_174726.jpg [ 132.67 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
monument droga.JPG
monument droga.JPG [ 285.48 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Gdy widać już z daleka Monument Valley, wjeżdżamy na pierwszy skręt w prawo, który z daleka wyglądał dla nas jak wjazd do parku. Szukamy budki, gdzie należy uiścić opłatę - własność Navajo, Annual Pass nie obowiązuje - ale nie widzimy. Podchodzi do nas para w naszym wieku, która wyglądała na równie skołowaną co my. Okazuje się, że oni właśnie wyjechali z Monument Valley i chcieli nam dać bilet, na który możemy jeszcze do końca dnia wjechać.

Więc po karambolu - Karma wraca!

Monument Valley zwiedzamy więc w stylu polskim - na cwaniaka, za darmoszkę, hajs się zgadza (na tym kończy się moja znajomość podwórkowej nowomowy).
W ramach rekompensaty oboje postanawiamy wydać każde po $10 na pamiątki ze straganów, które są tam w każdym punkcie widokowym.

Załącznik:
monument stragany.jpg
monument stragany.jpg [ 300.05 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Trochę mamy wyrzuty sumienia, że tak wjeżdżamy tu jak do Luwru (patent na zwiedzanie Luwru zna chyba cały świat - wszyscy poza pracownikami Luwru), więc na pierwszym postoju wydajemy te $20 od razu ;)

Najpierw oglądamy Dolinę z poziomu Visitors Center, potem jedziemy szlakiem, niestety piaskowym, ale nie jest jakiś straszny, C-max daje radę.

Załącznik:
monument.JPG
monument.JPG [ 418.52 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
monument .JPG
monument .JPG [ 330.49 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
monument 3.JPG
monument 3.JPG [ 266.92 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
monument elephant.JPG
monument elephant.JPG [ 474.66 KiB | Obejrzany 10626 razy ]



Dolina to esencja dzikiego zachodu. Słyszę w głowie gwizdanie z westernów i wyobrażam sobie

!

Forrest Gump, który zawrócił po przebiegnięciu połowy świata właśnie w tym miejscu jest jednym z naszych ulubionych filmów (kogo nie jest).

Jeszcze po drodze Mexican Hat

Załącznik:
mexican hat.JPG
mexican hat.JPG [ 367.39 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


I po kolejnych dwóch godzinach docieramy do Moab.

Szczerze powiem, że jak Kalifornijska jedynka jest najpiękniejszą drogą w tamtym stanie, Arizony flagową jest fragment Route 66, tak Utah ma oprócz dwunastki jeszcze drogę nr 191. Feera barw, kształtów, znienacka kanionów i gór w oddali, łuków, osuwisk, czerwieni, czerwieni, czerwieni! uderza nas z każdej strony. Lub całe Utah jest takie piękne - mnie tam wszystko jedno :D
Nie zatrzymujemy się nigdzie, po prostu napawamy się widokiem - czas nagli, a 350 mil samo się nie zrobi ;)

Gdy docieramy do Moab, logujemy się w domku w Moab Valley RV Resort. Tu znowuż jest klimatycznie z innego powodu: czujemy się jak na campingu :D w koło rzędy namiotów, stołów piknikowych, osobno dzielnica przyczep. Dostajemy domek na 6 osób (mniejszych nie ma) ale też za taki płacimy - $83 za noc. Łazienka wspólna, brak ręczników! (weźcie średni ręcznik, nie wiadomo kiedy się przyda) To drugie miejsce podczas całej wyprawy, gdzie komary dają się we znaki. Zaraz czuję kilka bąbli!

Pomimo drobnych niedogodności, miejsce mi się podobało. W sumie znaleźliśmy je przez przypadek: Szukaliśmy normalnego noclegu w Moab i na booking czy na expedii zawsze jako pierwsze najtańsze wyskakiwały oczywiście pola namiotowe! Okazało się, że forma mieszana (domki, rv i miejsca namiotowe) jest tutaj bardzo popularna. Wystarczyło kliknąć kilka takich najtańszych miejsc, a tam okazywało się, że w rodzajach zakwaterowania domki co prawda były droższe niż miejsce namiotowe (toć odkrycia roku dokonałam), ale nadal były sporo tańsze niż pokoje motelowe w okolicy.

Na kolację wybraliśmy drugą sieciówkę, której nazwę kojarzyliśmy jeszcze z PL: po Wendy's przyszedł czas na Denny's.
I to był strzał w 10! Właśnie tego szukaliśmy - typowego dinera, który nienajdrożej będzie serwował amerykańskie dania, jak hash browns, pankejki, smażony bekon, burgery, kawę z dolewką(!!) itp.

Nie mówię, że nie ma lepszych dinerów. Nam po prostu po poznaniu tego nie chciało się już eksperymentować ;)


DZIEŃ 12 (28.06) CANYONLANDS & ARCHES (PLUS TROCHĘ MOAB), URODZINY MOJEJ MAMY

Załącznik:
mama.jpg
mama.jpg [ 266.21 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


(p.s.: zdjęcie z campingu! takie widoki!)

Ambitnie zaplanowaliśmy dwa parki jednego dnia, w dodatku przed i po dniu, w którym jedziemy najwięcej podczas całej podróży. Najpierw Canyonlands. Park, który swoją urodą ma po trochu wszystkiego z do tej pory widzianych - kanion, formacje skalne, czerwień, zieleń, ciekawe rośliny... Jeśli masz dwa dni na zwiedzenie Stanów - wybierz Canyonlands :D W dodatku park jest przyjazny swoim układem naszemu skedżulowi - objeżdżamy prawie wszystkie punkty z mapy w 2,5 h. Z racji tego, że nie mamy 4x4, zwiedzamy odnogę o nazwie Island in the Sky. Needles, południowa odnoga, już jest nie dla naszego forda.

Załącznik:
canyonlands.JPG
canyonlands.JPG [ 630.82 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Ta linia biegnąca przez środek - to właśnie chyba to Needles. 100 mil drogi piaszczystej, którą można pokonać samochodem, rowerem...pieszo chyba nie bardzo ;)

Załącznik:
canyonlands arch.JPG
canyonlands arch.JPG [ 564.04 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands arch 3.jpg
canyonlands arch 3.jpg [ 338.08 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands arch 2.JPG
canyonlands arch 2.JPG [ 653.73 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands 2.JPG
canyonlands 2.JPG [ 485.24 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands 4.JPG
canyonlands 4.JPG [ 500.68 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands 5.JPG
canyonlands 5.JPG [ 576.26 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands 6.JPG
canyonlands 6.JPG [ 599.69 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands 7.JPG
canyonlands 7.JPG [ 499.93 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


ja nadal ćwiczę selfie
#nineumiemselfie #sprzedamselfiestick

Załącznik:
canyonlands selfie cw.jpg
canyonlands selfie cw.jpg [ 220.55 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
canyonlands selfie.jpg
canyonlands selfie.jpg [ 339.34 KiB | Obejrzany 10626 razy ]

(a tutaj ręka mi wyszła grubo jakbym 150kg ważyła)

Potem przychodzi czas na odpoczynek na mieście. Szwendamy się po mieście, wysyłamy pocztówki (koszt do UE: $1.20), kupujemy pamiątki w licznych sklepikach z tymiże właśnie.

K. w księgarni kupuje mi prezent:

Załącznik:
grumpy.jpg
grumpy.jpg [ 188.94 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Przed sklepem siadamy na ławce i zgodnie popłakujemy ze śmiechu :D (nie zdradzę zawartości, zakupcie!)

Po południu Czas na Arches! Park wygląda swoją urodą na podobny do Canyonlands - dużo punktów widokowych, krótkie szlaczunie.
Zatrzymujemy się przy Balanced Rock

Załącznik:
arches balanced rock.jpg
arches balanced rock.jpg [ 306.26 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
arches balanced selfie.jpg
arches balanced selfie.jpg [ 300.09 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Pogoda zaczyna się robić coś nie ten-teges :D

Ja chcę zobaczyć Delicate Arch. Patrzę, że szlak trzy mile - w godzinkę zrobimy! no, 1:20... Co prawda oznaczony jako trudny, ale przecież ile to jest 146 metrów wzniesienia? Niedużo jakoś.

Przejście tego szlaku pokazuje nam jak bardzo wiele czynników składa się na odbiór otoczenia, jak bardzo emocje odgrywają rolę, to jak pamięta się dany fragment doświadczenia.
Na parkingu przed rozpoczęciem szlaku widzimy już ciężkie chmury burzowe. Mocno pokrapuje. W samochodzie obok rodzina niezadowolonych Japończyków nie wyściubia nosa. Dosyć wieje, ale ubieramy się ciepło w bluzy i postanawiamy ruszać. Jako jedni z bardzo nielicznych. Po 10 minutach gdy myślałam, że jesteśmy prawie na miejscu, przed nami ukazał się szlak właściwy. Dojście na ten szczyt dowolną drogą miałam nadzieję, oznaczał będzie koniec trasy.

Załącznik:
arches szlak poczatek.jpg
arches szlak poczatek.jpg [ 237.54 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Nie oznaczał!

Dojście na szczyt to jakaś jedna trzecia całości.

Po drodze nabieram pietra, bo wracający mówią be careful - widzieliśmy burzę w oddali. Nie lubię burz i od razu szukam miejsc odpowiednich do schronienia się na wypadek piorunów. Na przemian pokrapuje lub nie.

Załącznik:
arches szlak 4.jpg
arches szlak 4.jpg [ 240.65 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
arches szlak 5.jpg
arches szlak 5.jpg [ 199.72 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


jenga na szlaku:

Załącznik:
arches jenga.jpg
arches jenga.jpg [ 403.65 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Często to widzimy. Czy ktoś wie, czy to jest taki zwyczaj na szlakach? Czy np. każdy przechodzący ma dołożyć jeden kamień, a ten komu się przewróci przegrywa? :D

Załącznik:
arches szlak 7.JPG
arches szlak 7.JPG [ 464.79 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
arches szlak 8.JPG
arches szlak 8.JPG [ 665.41 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
arches szlak 9.JPG
arches szlak 9.JPG [ 481.91 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Po dotarciu na szczyt, okazuje sie, że jeszcze tylko kolejne 15 minut wąską półką skalną,

Załącznik:
arches trasa półka.JPG
arches trasa półka.JPG [ 413.72 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


kolejna wielka góra i już jesteśmy przy Delikatnym Łuku! :D

Załącznik:
arches delicate.JPG
arches delicate.JPG [ 358.15 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Pomijając już ten cały delikatny łuk - zanim doszliśmy do niego mieliśmy wystarczająco wrażeń. Szlak sam w sobie poza tym, że jednak męczący, to naprawdę jest przepiękny. Traci wiele ten, który idzie zobaczyć ten łuk z drugiej strony z punktu widokowego.
Gdy docieramy pod łuk, robię dwa zdjęcia i zrywa się tak mocny wiatr, że aż siadam. Dwunastoletni dzieciak na wielkiej płaskiej półce skalnej pod łukiem prawie się kładzie w obawie że spadnie. A ja jeszcze wcześniej widziałam dwójkę młodzieży hasającą poza szlakiem po skałkach górą!
Wstaję, chcę udać się w drogę powrotną, ale osobiście mam spore lęki że mnie zwieje z tej półki skalnej (a nie ważę 40 kg...) Nie przechodzimy dziesięciu minut, gdy widzimy zbiegowisko, podchodzimy bliżej - kobieta leży, noga już opatrzona, krew. Spadła ze szlaku i złamała nogę. Wyglądało to bardzo groźnie, ja szczerze mówiąc myślałam, że ona nie żyje :|

Coś jednak jest w tych ostrzeżeniach pogodowych, może jednak należałoby ich słuchać :/

Oczywiście nie ma jak wezwać pomocy bo nikt nie ma zasięgu.
Ogólnie postawa ludzi na szlaku - fantastyczna, teraz nawet mam łzy w oczach. Wszyscy chcą być supermenami, oferują wodę, każdy sprawdza ten zasięg, każdy chce pomóc. Kobieta od razu od lokalnego amatora otrzymała fachową pomoc i diagnozę - clean fracture - jedyne czego dla niej nie miał - to noszy. Ciągle piździ jak w Keleckim (przepraszam Kielecczan, ale takie powiedzenie) a chmury są coraz niżej.

Mijamy zaraz pierwszego ratownika, mówimy mu gdzie leży kobieta, a gdy docieramy na parking - karetka już czeka na nią.
Po takich emocjach czujemy się wyczerpani, postanawiamy wybrać się jeszcze tylko w jedno miejsce - Devil's Garden czyli Ogród Szatana!

Załącznik:
devils garden szatan.jpg
devils garden szatan.jpg [ 158.54 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
devils garden.jpg
devils garden.jpg [ 169.76 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
devils garden4.JPG
devils garden4.JPG [ 303.92 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
devils garden 3.jpg
devils garden 3.jpg [ 203.77 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


Załącznik:
devils garden 2.JPG
devils garden 2.JPG [ 231.96 KiB | Obejrzany 10626 razy ]


ale za to z dwoma łukami: Pine Tree Arch i Tunnel Arch. To będzie już na tyle wrażeń na dziś, bo za godzinę się ściemni.

Łuki bardzo urodziwe, różnorodne, ale zdjęcia słabej jakości ze względu na nadchodzącą noc.


Wstukujemy w nawigację nasz camping, a ona śmie twierdzić, że do domu mamy 1:45 h. Jakim cudem do cholery, skoro mieszkamy 3 km od wjazdu??
Nawigacja zaraz nam każe skręcać w prawo w drogę, którą jeszcze nie jechaliśmy. Jaką? Ano piaszczystą oczywiście. Rzuca nami jak pchłą po kołnierzu od wyboi, kilka razy znacznie spada teren, ja już mam wizje apokaliptyczne, co jeśli będziemy musieli wracać i nie damy rady podjechać? Zaczynam studiować dogłębnie mapę i widzę, że nawigacja chce nas wywieźć drogą Salt Valley wgłąb parku i tam po jedynych 30 km znajdziemy się na drodze stanowej :D Teraz, gdy próbuję odtworzyć tę drogę na google maps, to najkrótszą znajduję na 2:30h :D

Ja tym razem wykazuję się stanowczością: zawróćmy i pojedźmy normalnie. Bo co jeśli po godzinie okaże się, że stamtąd nie ma wyjazdu z parku? Okazało się, że po wróceniu na główną drogę z 1:45h nagle do domu zrobiło się 20 minut. I po przygodzie.

Załącznik:
Bez tytułu.jpg
Bez tytułu.jpg [ 69.88 KiB | Obejrzany 10626 razy ]




Ależ to był fajny dzień...

wczorajsza trasa plus dzisiejsze parki:

Załącznik:
trasa4.jpg
trasa4.jpg [ 81.91 KiB | Obejrzany 10217 razy ]
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta 03 Sie 2016 19:18, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
      
#9 PostWysłany: 19 Lip 2016 08:52 

Rejestracja: 14 Lis 2010
Posty: 341
Loty: 116
Kilometry: 151 005
katraviatta napisał(a):
może z osobą, która lubi Vegas :D


Polecam się :P

A Wasza droga już zaczyna odbiegać od naszej, bo niestety aż tak daleko się nie zapuściliśmy. Czekam z niecierpliwością na Wasz powrót w zachodnie rejony :P

I nie chcę znowu zamartwiać K, ale Arizonę to można w PiPie dostać bez najmniejszego problemu, a od czasu do czasu to i nawet w Lidlu jest w tygodniu amerykańskim... :P

Dla równie zaintrygowanych: książka Grumpy Cata jest na Allegro, rozważam :P
_________________
Image

*Karpik też jest kobietą, powtarzam, Karpik też jest kobietą* ;)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#10 PostWysłany: 19 Lip 2016 10:04 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
karpik napisał(a):

Dla równie zaintrygowanych: książka Grumpy Cata jest na Allegro, rozważam :P


Poniżej wstęp do książki (dalej jest już tylko lepiej).
Do końca naszej wycieczki dozowałam sobie po jedną-dwie strony, żeby szybko się nie skończyło.

Drodzy @Admini (nie znam Was jeszcze z nicków),
przepraszam za offtop, ale rozumiecie - taka potrzeba.
Zaraz wracam do relacji

Załącznik:
20160719_095117.jpg
20160719_095117.jpg [ 235.68 KiB | Obejrzany 10526 razy ]
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#11 PostWysłany: 19 Lip 2016 10:28 

Rejestracja: 22 Cze 2012
Posty: 222
niebieski
Może się wam albo komuś następnemu przyda - w Moab jest bardzo tani hostel o przyzwoitym standardzie - Lazy Lizard. Spalismy tam w 2008 roku, było oki. Teraz widze jest drożej, ale nadal bardzo tanio (34$ za dwojkę).
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#12 PostWysłany: 19 Lip 2016 17:07 

Rejestracja: 30 Wrz 2011
Posty: 351
Super opis! Stany już chodzą mi po głowie dobre parę lat i taka trasa
_________________
https://www.youtube.com/user/MrDziewon
Życie w Andaluzji

www.amigoucieka.blogspot.com
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#13 PostWysłany: 20 Lip 2016 04:50 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
DZIEŃ 13 (29.06.2016) CANYON DE CHELLY & 89ALT

Dziś czeka nas najdłuższa planowana przeprawa samochodowa podczas całej wyprawy. Tankowanie w Moab, śniadanie w Denny's i w drogę!

Jeszcze dwa zdania o samym Moab: to mekka hipsterów! Zapewne z powodu wielu aktywności, jakie można tutaj popełniać na powietrzu. Jest mnóstwo kawiarni, knajpek i różnej maści sklepów - miasto ma swój urok bycia jedynym w swoim rodzaju.

Jedyne trzy i pół godziny na południe i jesteśmy u bram Canyon De Chelly.

W Visitors Center od razu uderza nas cisza - widać, że nie jest to miejsce tak popularne, jak pozostałe parki, w których byliśmy. Wszyscy rangerzy są Navajo i widać, że są dumni z tego kim są i gdzie pracują! W trakcie dwuminutowej wizyty w visitors center trzy osoby zachęcają nas do wysłuchania pogadanki o tradycyjnym życiu Navajos w pobliskiej tradycyjnej budowli zwanej hoganem :D

Czujemy, że nie możemy nie skorzystać :D

Kilka ciekawostek o Kanionie:

1. Reprezentatywna skała Spider's Rock jest prawie tak wysoka jak Pałac Kultury

Załącznik:
IMG_1129.JPG
IMG_1129.JPG [ 507.96 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


2. w dole kanionu normalnie żyją Navajos

Załącznik:
20160629_153619.jpg
20160629_153619.jpg [ 286.86 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


Załącznik:
20160629_155726.jpg
20160629_155726.jpg [ 284.98 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


3. Park nie ma szlaków, na które można udać się samodzielnie (poza krótkim White House Trail) - trzeba wynająć lokalnego przewodnika, jest to podkreślane wszędzie! (money money money ♪♪)
4. Park w ogóle nie ma szlaków (poza już wspomnianym), zwiedza się z ustalonych punktów widokowych
5. Nie wolno robić zdjęć mieszkańcom i ich gospodarstwom bez pozwolenia!
6. Massacre Cave jest miejscem upamiętniającym Navajo, którzy zostali zagonieni i wybici przez ekspedycję Hiszpan w 1805

Chcieliśmy zwiedzić obie odnogi parku, ale z racji tego, że przed nami kolejne prawie cztery godziny podróży - przejeżdżamy tylko południową część :(

Załącznik:
20160629_153313.jpg
20160629_153313.jpg [ 255.93 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


Załącznik:
20160629_153744.jpg
20160629_153744.jpg [ 273.46 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


kolejna modelka!

Załącznik:
20160629_153838.jpg
20160629_153838.jpg [ 290.79 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


Prawie wszystkie zdjęcia z dziś - z telefonu. K. coś nie chciał bawić się naszym canonkiem.

Po pokonaniu dojazdu do autostrady 40, podczas którego nic się nie działo (aczkolwiek nawet załapaliśmy się na korki, wahadło i burzę) na horyzoncie zaczynają się nam majaczyć San Francisco Peaks, widziane kilka dni temu z Wielkiego Kanionu. Znak, że dojeżdżamy do Flagstaff!

Załącznik:
20160629_194025.jpg
20160629_194025.jpg [ 116.79 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


Naszym dzisiejszym noclegowym celem jest Sedona. Odbijamy więc z autostrady na drogę 89A, która sama w sobie podobno jest atrakcją. Nie będziemy mieli okazji jednak napawać się tąże atrakcją dzisiaj, bo jest po dwudziestej i szybko się ściemnia.

A raczej tak myśleliśmy :D

Akurat gdy dojeżdżaliśmy do Sedony widok nawigacji mieliśmy ustawiony na bardzo oddalony (bez detali) więc nie wiedzieliśmy, że czeka nas TO:

Załącznik:
droga sedona.jpg
droga sedona.jpg [ 23.6 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


Po przejechaniu blisko 450 mil dzisiejszego dnia na deser dostajemy zjazd serpentyną w dóóóóóół niczym rajdowiec z gry komputerowej. Spadek wyrażony w metrach jest bardzo duży, jak dla mnie z 400 metrów, choć pewnie przesadzam. Za dnia droga jest przepiękna i wygląda tak:

Załącznik:
street view sedona.jpg
street view sedona.jpg [ 218.38 KiB | Obejrzany 10348 razy ]


Już wiedzieliśmy, że pogłoski o urodzie Sedony nie są mocno przesadzone!

Po chwili potwierdza to samo miasteczko, które nawet po ciemku wygląda uroczo, jak Szklarska czy Krynica (albo tak mi się przynajmniej wydaje, nie byłam z 12 lat :D )

Nocleg mamy w Sugar Loaf Lodge, moim zdaniem jeden z najładniejszych moteli na naszej trasie. Wita nas koperta z kluczem i kilka lakukaraczes na chodniku przy ulicy, które z satysfakcją zabijam znajdując przy tym $0.25!

p.s. nie ubezpieczajcie bagażu w pzu, kompletna strata pieniędzy. W ogóle omijajcie tego wojażera szerokim łukiem, oraz pzu. Masakra jakaś! Nie napiszę więcej na razie, bo oni czytają takie fora.
p.s.2 dzięki @KKL właśnie takie porady chciałam spotkać na swej drodze przed podróżą, mam nadzieję, że komu innemu przyda się ten namiar
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta, 03 Sie 2016 19:20, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#14 PostWysłany: 22 Lip 2016 06:25 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
DZIEŃ 14 (30.06) SEDONA

W trakcie wymyślania trasy, plany na Sedonę były ambitne. Rzeczywistość je zweryfikowała pod wieloma względami. Po pierwsze - zmęczenie. Wstajemy rano i jedyne co myślimy, że damy radę zobaczyć to kościół, może ten przeogromny sklep w Cottonwood z antykami i... tyle.
Po odwiedzeniu recepcji w celu zapłacenia, pan raczy nas mapką i opisem kilku fantastycznych szlaków. Normalnie wybralibyśmy któryś, zwłaszcza po obejrzeniu zdjęć w sieci - Te okolice naprawdę są przemalownicze! Jednak dziś wybieramy rozwiązanie na lenia: kawa, pranie i potem poszukanie czegoś do zjedzenia na mieście. Dodatkowo pogoda po raz pierwszy nie sprzyja zwiedzaniu, jest 20 stopni, pochmurno, siąpi deszcz.

Nie znaleźliśmy niczego co by nam pasowało by wpaść tam na późne śniadanie, więc prosta decyzja: Denny's. Jedziemy do Cottonwood, gdzie planujemy też zobaczyć sklep z antykami.

Podczas posiłku ja zaczynam się zwijać z bólu. Nie mogę powiedzieć, że był to przypadek - po przebudzeniu zjadłam na pusty żołądek pół paczki ostrych pysznych chipsów :D Zamiast więc do sklepu z antykami zawijamy się do hotelu gdzie przesypiam popołudnie co bardzo pomaga na samopoczucie.
Wypogadza się, więc jedziemy zobaczyć kościół.

Załącznik:
kościół.jpg
kościół.jpg [ 286.68 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Chcieliśmy też wrócić do Cottonwood, ale sklep z antykami otwarty był dziś do 17:00.

W związku z tym, że nie mam z dziś za dużo zdjęć, zamieszczę zbiorczo "zdjęcia kotletów ze wszystkich stron" - dzięki @namteH za inspirację, uśmiałam się :D

oraz gratuluję zwycięzcy relacji czerwcowej!

Załącznik:
dennys skillet.jpg
dennys skillet.jpg [ 258.87 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
dennys eggs.jpg
dennys eggs.jpg [ 263.82 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
dennys burger.jpg
dennys burger.jpg [ 273.42 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Denny's ma oprócz normalnych pozycji również dollar menu $2, $4, $6, $8. Najciekawszym daniem wg mnie jest "all you can eat pancakes" za $4 :D Dostaje się trzy pankejki (na zdjęciu są tylko dwa bo jeden już pochłonęłam), a potem pani przychodzi i pyta, czy jeszcze mam ochotę na więcej (nie miałam! byłam pełna!). Do pankejków dostaje się syrop klonowy i kulkę śmietany, a na stole zawsze są galaretki i dżemy, których też można zużyć dowolną ilość.

Załącznik:
dennys pancakes.jpg
dennys pancakes.jpg [ 295.86 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


A ten zestaw (całość) kosztował $7.59 Nie dałam rady zjeść wszystkiego na raz i poprosiłam pudełko na wynos. Dzięki czemu mieliśmy lancz w postaci pankejków ;)

Załącznik:
dennys zestaw śniad.jpg
dennys zestaw śniad.jpg [ 311.46 KiB | Obejrzany 10154 razy ]



DZIEŃ 15 (1.07) 89A SOUTH ZA DNIA!, BEARIZONA, SELIGMAN, HUCKBERRY, KINGMAN, OATMAN - FESTIWAL KICZU!

Dzisiejsza trasa brzmi ambitnie!

Najpierw wyjazd po spektakularnym fragmencie 89a: wyjazd z doliny pod górę dostarcza stanowczo mniej adrenaliny niż zjazd w dół, ale za to dla odmiany możemy cieszyć się pięknymi widokami :D

Zaczynamy od zjechania do hmm czegoś w rodzaju zoo, co zwie się Bearizona.
Niby zwierzęta są trzymane w zamknięciu, ale ideą parku jest, by wygląło jakby były uwolnione, plus przejeżdża się faktycznie przez wybiegi tych zwierząt. Uiszczamy niemałą opłatę ($44 za dwie osoby) a pani nas instruuje byśmy przy młodych niedźwiedziach nie otwierali lepiej okien i się nie zatrzymywali, bo "są ciekawskie i mogą być niegrzeczne".
Na ogół zwierzęta okazują się bardzo grzeczne, a większość śpi ;)

Załącznik:
bearizona wilk.JPG
bearizona wilk.JPG [ 286.71 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
bearizona mlody mis.JPG
bearizona mlody mis.JPG [ 778.31 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
bearizona duży mis.JPG
bearizona duży mis.JPG [ 747.42 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
bearizona kozy.JPG
bearizona kozy.JPG [ 601.06 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Po przejechaniu kilku wybiegów z lisami, niedźwiedziami, bizonami, wilkami, kozicami, jest część "normalnego" zoo - czyli lokalne drobniejsze zwierzęta na wybiegach.
Myśleliśmy, że te zwierzęta są "dużo bardziej" na wolności, a tymczasem to takie trochę bardziej nietypowe zoo.
Ja zwierzętami w ogóle się nie zachwycam, więc jestem tylko osobą towarzyszącą, ale bizony uważam, że wyglądają nieźle!

Załącznik:
bearizona bizony.JPG
bearizona bizony.JPG [ 523.04 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Potem jadąc na zachód autostradą 40 usilnie próbujemy zjechać na route 66 i powiem, że nie jest to łatwe. Mimo googlowania przed wyjazdem, pobieżnego googlowania dzień wcześniej - byliśmy niedostatecznie przygotowani do poruszania się po route 66 - ciężko na nią zjechać na odcinku za Flagstaff!
Przygotujcie się do tego zawczasu, albo baaardzo dokładnie googlując trasę albo wręcz kupcie mapę (w sklepach z pamiątkami widzieliśmy potem taką mapę za jakieś zawrotne $12).

Pierwszy punkt, gdzie udaje nam się zjechać to Williams, ale trasa zaraz się kończy - bez sensu.

Pierwszy raz porządnie i udanie odbijamy jakieś 20 km przed Seligman. W Seligman zatrzymujemy się na spacer, hotdoga i pamiątki. Zwiedzamy wschodnią część miasteczka, nie docieramy do polecanego wszędzie Roadkill Cafe.

Załącznik:
seligman.jpg
seligman.jpg [ 335.28 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
seligman 2.jpg
seligman 2.jpg [ 269.77 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Następne miejsce, w którym się zatrzymujemy to Huckberry Store i jest to mega wizytówka route 66. Dla osób, które mają napięty harmonogram dnia - najlepsze miejsce na kilka pamiątkowych zdjęć ;)

Załącznik:
huck.jpg
huck.jpg [ 316.8 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
huck2.jpg
huck2.jpg [ 320.82 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
huck3.jpg
huck3.jpg [ 328.27 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
huck 4.JPG
huck 4.JPG [ 699.96 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Potem przychodzi czas na Kingman, którego w ogóle nie zwiedzamy - ale wpisaną w plan wycieczki mamy polecaną przez wszystkich knajpę Mr Dz i żałujemy, że nie jesteśmy jeszcze wściekle głodni, a jedynie średnio głodni. Wystrój rzeczywiście typowy dla lat 50', jedzenie pyszne i w znośnej cenie (burger z frytami, hotdog z frytami, kawa i napój z dolewką - $21), więc umacniam polecenia pozostałych by się tam zatrzymać :D

Załącznik:
mr dz.jpg
mr dz.jpg [ 298.2 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Dalej kierujemy się na Oatman, dochodzi dziewiętnasta, więc nie liczymy na ustawiane strzelaniny rodem z Dzikiego Zachodu. Liczymy na spotkanie dzikich osłów, potomków swych praprapradziadów z gorączki kamieni szlachetnych i nie zawodzimy się. Trzy sztuki jeszcze przed miastem witają nas na drodze, jeden prawie wsadza łeb do samochodu :D

Załącznik:
oatman osły.JPG
oatman osły.JPG [ 270.24 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Teraz trochę żałuję, że nie zatrzymujemy się w mieście, bo wygląda najbardziej pocztówkowo ze wszystkich, które dotychczas mijamy. Sama trasa prowadzi nas pod górę bardzo malowniczą, stromą, bezbarierkową! drogą, więc choćby dlatego warto odbić na ten odcinek trasy!

Załącznik:
oatman droga.JPG
oatman droga.JPG [ 238.34 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Załącznik:
oatman droga 2.JPG
oatman droga 2.JPG [ 230.01 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


wrak samochodu:

Załącznik:
oatman wrak.JPG
oatman wrak.JPG [ 597.89 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Po wyjechaniu z Oatman odbijamy na zachód. Gdy mijamy granicę stanu, uderza nas cena benzyny!

Załącznik:
benzyna.jpg
benzyna.jpg [ 296.17 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Te dwa zdjęcia zostały zrobione w odległości mniejszej niż 5 mil :D

Jutro wrócimy do Arizony by ostatni raz zatankować za przyzwoite pieniądze ;)

Po przejechaniu łącznie 240 mil, nocleg mamy dziś w Needles, w kolejnej sieciówce Americas Best Value. Dobra cena - $55.

Bardzo przyjazny recepcjonista potwierdza, że wszyscy z Kalifornii jadą tankować do Arizony lub Nevady oraz namawia nas na odwiedziny całodobowego basenu.

Rzeczywiście, jest gorąco! Gdy chcę wyjść z pokoju sprawdzić ten basen - uderza mnie w twarz chmara latających owadów, które swoją bazę miały przy lampie nad drzwiami! Do pokoju wpada fafernaście latających mrówek :/ potem znajduję konika polnego(!) Oboje nie możemy usnąć, bo wpuściłam coś, co trzepocze przy oknie, pewnie ćmę :D

Nigdy nie wiadomo jaki drobiazg będzie w stanie wpłynąć na odbiór miejsca ;)

Ależ tu amerykańsko i na końcu świata!

Załącznik:
needles flaga.JPG
needles flaga.JPG [ 343.27 KiB | Obejrzany 10154 razy ]


Przedwczorajsza i dzisiejsza trasa:

Załącznik:
trasa5.jpg
trasa5.jpg [ 125.38 KiB | Obejrzany 10154 razy ]
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta, 03 Sie 2016 19:23, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
Złoty uważa post za pomocny.
 
      
#15 PostWysłany: 26 Lip 2016 10:16 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
Super relacja! Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg!:) We wrześniu wyruszam z mężem na podobną wyprawę, więc czytam z zapartym tchem:)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#16 PostWysłany: 26 Lip 2016 18:22 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
NorwegianWood napisał(a):
Super relacja! Czekam z niecierpliwością na dalszy ciąg!:) We wrześniu wyruszam z mężem na podobną wyprawę, więc czytam z zapartym tchem:)


Dzięki @NorwegianWood, masz w czym wybierać - na f4f jest wiele dobrych relacji, a w innej sekcji ludzie doradzają w kwestii układania tras ;)

DZIEŃ 16 (2.07) - KELSO DUNES, CALICO GHOST TOWN - FESTIWAL FAŁSZU


Dziś do pokonania mamy znowu ponad 300 mil, dlatego niewiele zaplanowane do zobaczenia.
W Needles wreszcie udaje się znaleźć przyzwoity znak, którego zrobienie zdjęcia nie zagraża życiu ni zdrowiu ;)

Załącznik:
1a.jpg
1a.jpg [ 493.8 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


W ogóle od Needles znaki na zjazdy do Route 66 są częstsze, zjechanie jest więc dużo łatwiejsze. My łapiemy jednak tylko nieduży odcinek od Klinefelter do Fenner. Dalej musimy wrócić na autostradę, bo chcemy pojechać na szumiące wydmy.

Za skrętem w stronę Mojave Desert znak: uwaga na żółwie! Wypatrywałam całą drogę, ale nawet nie wiedziałam jakiego koloru ma być żółw ani wielkości :(
W toalecie przy wejściu na Kelso Dunes nawiązujemy przyjaźnie:

Załącznik:
1pajak.JPG
1pajak.JPG [ 320.55 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


W trawie dojrzałam ślady życia!

to żółw!

Załącznik:
1zolw.jpg
1zolw.jpg [ 337.5 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1b.jpg
1b.jpg [ 204.64 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1c.jpg
1c.jpg [ 230.37 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1d.JPG
1d.JPG [ 399.91 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1e.JPG
1e.JPG [ 473.7 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Następnie wróciliśmy na drogę nr 40. Na tym odcinku też są dobrze zaznaczone zjazdy na route 66, ale już nie zjeżdżamy.

Zjeżdżamy za to do zabytkowego Calico by ostatni raz ucieszyć oczy dzikim zachodem. Po zapłaceniu $8 od samochodu od razu żałujemy. Miasteczko trąci fałszem na kilometr, mimo że na zdjęciu prezentuje się ładnie. Wszystkie dodatkowe atrakcje oprócz wałęsania po mieście są naturalnie płatne.

Załącznik:
1g.JPG
1g.JPG [ 432.24 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1h.JPG
1h.JPG [ 481.71 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1i.JPG
1i.JPG [ 431.53 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1j.JPG
1j.JPG [ 481.99 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1k.JPG
1k.JPG [ 433.86 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Po czterdziestu minutach wracamy na autostradę. Krajobraz zaczyna być coraz bardziej... amerykański. To najlepsze słowo jakie przychodzi mi do głowy. Na początku wycieczki co jakiś czas powtarzałam że jakoś nie czuję się, jakbym była w Stanach, to nie wydaje się prawdziwe... Od wczoraj, gdy zjechaliśmy do Needles na środek niczego wreszcie to czuję! Krajobraz z dzisiejszego popołudnia tylko to potęguje:

Załącznik:
1l.JPG
1l.JPG [ 412.76 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1m.JPG
1m.JPG [ 309.58 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1n.JPG
1n.JPG [ 388.24 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
1o.JPG
1o.JPG [ 265.33 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Przypominają mi się z dzieciństwa oglądane fragmenty filmów amerykańskich kręcone na pustyni choć żadnego tytułu nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Jak czuło się wtedy ten żar z kadru, tak teraz ten żar był prawdziwy!

Zatrzymujemy się na stacji benzynowej, skąd razem z nami rusza kilkanaście wozów strażackich, to już w ogóle sprawia, że czujemy się jak w Ameryce :D Jest drugi lipca, więc wiadomo w jakim celu się przemieszczają :D

W czterdziestostopniowym upale zajeżdżamy do najbardziej klasycznego motelu w Ameryce. Który oczywiście też stoi praktycznie na pustyni.

Załącznik:
20160702_195826.jpg
20160702_195826.jpg [ 199.92 KiB | Obejrzany 9803 razy ]


Tutaj nie mogę się oprzeć i idę skorzystać z basenu!

W miejscowości Buttonwillow Motel 6 jest naprawdę klasa! Niczego mu nie brakowało, nawet dobrej ceny ($48)!
Za kilka dni kończymy wyprawę, a ja dopiero poczułam, że jestem w USA - lepiej późno, niż wcale ;)

DZIEŃ 17 (3.07) BIG SUR, MONTEREY

Najpiew szybkie śniadanie, dziś wybieramy Carl's Jr. - sieciówka z fastfoodami zaserwowała nam kawę z dolewką i jeśli dobrze pamiętam - english tost, z jajkiem, boczkiem i serem. Nie pamiętam tego śniadania, co oznacza że było ok, a jakość do ceny była odpowiednia :D

Gdy ustawiliśmy cel podróży wybrzeże oceaniczne - zdecydowaliśmy, że jedziemy w linii prostej - nad Morro Bay - nawigacja pokazała że to jeszcze 2h! Pełna zawiedzenia byłam, no ale co zrobić. Droga wiodła ponownie przez wzgórza, i pustynię.
Gdy oglądam wszystkie zdjęcia z całej wyprawy, te właśnie z tych niby nieatrakcyjnych bezdroży wzbudzają we mnie najwięcej emocji. Byłam tam!

Załącznik:
2a.JPG
2a.JPG [ 300.77 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2b.JPG
2b.JPG [ 348.72 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


ale im bliżej wybrzeża tym zimniej się robiło i tym więcej plantacji wieeeelohektarowych mijaliśmy. Nie potrafię powiedzieć czy na pewno pomarańczy, niektóre te krzewy i drzewa nijak nie wyglądały jakby mogły tam rosnąć pomarańcze. Gdy dojechaliśmy do Morro Bay przywitało nas 18 stopni i gęste deszczowe chmury (które naturalnie kończyły się nad górami, z których przed chwilą zjeżdżaliśmy). Co ciekawe, ja chciałam się dziś wykąpać :D Nastawiałam się na co najmniej 30 stopni, palmy i plaże! no cóż, palmy i plaże były :D Tak wychodzi właśnie niedokładne przygotowanie. Nie pomyślałabym, że skoro w Santa Monica, Malibu czy w LA jest prawie zawsze upał, to 100 km na północ już niekoniecznie :D Wycofałabym się z niechęci odwiedzenia LA. Może nie samego miasta - ale choćby połówki dnia na plaży...

Zatrzymaliśmy się na chwilę na Morro Bay

Załącznik:
2c.jpg
2c.jpg [ 329.25 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Na szczęście zaraz się wypogodziło i kalifornijską jedynkę podziwiać będziemy w pięknych warunkach pogodowych, z najbłękitniejszym niebem jak to tylko możliwe.

Załącznik:
2d.jpg
2d.jpg [ 317.9 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2e.jpg
2e.jpg [ 453.23 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Generalnie zasada taka: tam gdzie można i pięknie, to się zatrzymywaliśmy :D "tam gdzie można" jest utrudnione, ponieważ większość parkingów jest naszykowana od strony morza, naturalnie, a my jedziemy od południa. Nie mogliśmy więc w wielu miejscach nagle skręcić w lewo na postój. Wygodniej byłoby zwiedzać Big Sur jadąc od północy, zdecydowanie. Z drugiej strony, jeśli ktoś miałby za dużo zmieniać by tylko jechać od północy, to zdecydowanie za dużo zachodu na to.

Jedyne miejsca, które mieliśmy ustawione to McWay Falls i Bixby Bridge. Z racji takiej, że zwiedzaliśmy w świąteczny weekend, ruch był ogrooomny. Przy Bixby Bridge nie mieliśmy szans na postój w promieniu dwóch kilometrów.

McWay Falls:

Załącznik:
2o.JPG
2o.JPG [ 744.65 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Big Sur to jedno z moich top 3 tej wyprawy i dokładnie tutaj zostaje :)

Mimo, że ostatnią godzinę przed wjazdem do Monterey odstaliśmy w korkach.

Załącznik:
2f.JPG
2f.JPG [ 509.86 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2g.JPG
2g.JPG [ 474.29 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2h.jpg
2h.jpg [ 397.16 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2i.jpg
2i.jpg [ 453.96 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2j.JPG
2j.JPG [ 556.09 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2k.jpg
2k.jpg [ 447.21 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2l.JPG
2l.JPG [ 616.56 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2m.jpg
2m.jpg [ 404.64 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2n.JPG
2n.JPG [ 627.59 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2p.JPG
2p.JPG [ 483.92 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2r.jpg
2r.jpg [ 389.66 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2s.jpg
2s.jpg [ 384.84 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


im bliżej Monterey tym więcej chmur na nowo ;)

Załącznik:
2t.JPG
2t.JPG [ 514.65 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
2u.JPG
2u.JPG [ 512.79 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Po południu po zalogowaniu idziemy zobaczyć centum Monterey - główny deptak, fisherman's wharf. Jest mnóstwo ludzi, czuć, że w większości turystów - jutro przecież święto! Monterey już tego jednego popołudnia zyskuje sobie u mnie miano najładniejszego miasteczka w Ameryce. Wiem, że widziałam ich tylko kilka, ale zyskuje! Przepyszna kolacja w Johny Rockets (polecam) i możemy się mentalnie przygotowywać na świętowanie dnia niepodległości wraz z wszystkimi wokół następnego dnia!

DZIEŃ 18 (4.07) DZIEŃ NIEPODLEGŁOŚCI, MONTEREY

Od rana słyszymy jak wszyscy życzą sobie "happy Independence day"!

Dziś pierwsze kroki kierujemy na świąteczne śniadanie. I na tę okoliczność czekało się kilka minut na stolik, nawet w sieciówce Denny's. Dowiedzieliśmy się od kelnerki, że miasto zrezygnowało z puszczania fajerwerków już w zeszłym roku. Miny nam trochę zrzedły bo dosyć intensywnie cieszyliśmy się na ujrzenie tej wielkiej fiesty wszystkich Amerykanów.

Postanawiamy zwiedzić latarnię. Było jeszcze zamknięte więc posiedzieliśmy nad malowniczym brzegiem oceanu.

Załącznik:
3a.JPG
3a.JPG [ 499.34 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


możliwości świeżo nabytego ajfona:

Załącznik:
3b.JPG
3b.JPG [ 171.9 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


latarnia:

Załącznik:
3c.JPG
3c.JPG [ 481.26 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Latarnia jest miejscem bardzo przyjemnym, warto wpaść rzucić okiem. Staff jest bardzo pomocny, zapytałam panią o fajerwerki i powiedziała mi że w miejscowości Marina albo w Seaside mogą dziś być bo słyszała to w radio i zaczęła nam mapki rysować. Pojechaliśmy tam nawet wieczorem, ale trafiliśmy na domki jednorodzinne, a jedyne dwie osoby, jakie tam spotkaliśmy to byli turyści, który znowuż słyszeli że fajerwerki będą w Monterey :D

Poszliśmy jeszcze do domu Stevensona. Dom był zamknięty to choć pobuszowaliśmy w ogrodzie ;)

Załącznik:
3d.JPG
3d.JPG [ 743.27 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
3e.jpg
3e.jpg [ 552.96 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Dzień upłynął świątecznie: wędrowaliśmy po straganach celem zakupienia amerykańskich pamiątek, wpadliśmy na kawkę na molo, popatrzyliśmy w wodę ;) Amerykanie chodzą pozaznaczani symbolami flagi w każdy możliwy sposób.

Załącznik:
3g.JPG
3g.JPG [ 358.39 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
3h.jpg
3h.jpg [ 296.52 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
3f.JPG
3f.JPG [ 311.35 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


To miejsce jest w samym centrum miasta!

Załącznik:
3i.JPG
3i.JPG [ 513.91 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Wieczorem, okazało się, że pani z latarni miała rację - fajerwerki strzelały jakieś 3 mile o nas w stronę Mariny i Seaside. Były ładnie widoczne, ale jednak to nie to samo, co gdy strzela zaraz obok ;)

DZIEŃ 19 (5.07) ODDAJEMY SAMOCHÓD

Ale zanim to zrobimy, wstajemy 7:30, szybki paking, łapiemy kawę i po bułce w motelu (tyle przysługiwało) i w drogę!
za Monterey szukamy ostatniej stacji i płacimy 3.05 za galon. Jedziemy na Gilroy, chcemy zobaczyć czy coś outletowo-ciuchowego by dla nas nie było. Niestety przyjeżdżamy za wcześnie - jest 9:30, a sklepy otwierają o 10, nie mamy czasu by tyle czekać :( Zakupy ubraniowe więc pozostaną w strefie legend o dobrobycie i cenach :D

Przy oddaniu samochodu wszystko poszło sprawnie. Obsługa poprosiła by ustawić się w linii za innymi pojazdami, usunąć swoje rzeczy, dostaliśmy rachunek na którym był przebieg, dopłata za upgrade (niższa niż zakładaliśmy) info, że jest bak pełen i tyle. Ja jeszcze tylko zostawiłam telefon w samochodzie, ale dzięki przyjaznym ludziom, którzy pracują w Bugdet w 10 minut miałam go z powrotem ;)

Bierzemy ponownie kolejkę BART i logujemy się w tym samym hotelu.

Nie chce nam się za bardzo ruszać. Bo teraz już wiemy, że za dużo dni zaplanowaliśmy na San Francisco, to nigdzie nam się nie spieszy ;) W promieniu stu metrów od hotelu znajdujemy przewspaniałą chińską restaurację Golden Horse, gdzie tak nam smakuje i jest tak autentycznie, że będziemy tam już jeść do końca pobytu.

Załącznik:
4a.jpg
4a.jpg [ 251.17 KiB | Obejrzany 9826 razy ]



Zielona herbata i ciasteczko z wróżbą gratis ;)

Załącznik:
4b.jpg
4b.jpg [ 286.23 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


Załącznik:
4c.jpg
4c.jpg [ 191.31 KiB | Obejrzany 9826 razy ]



Dwie osoby najedzą się tutaj za mniej niż $15.

Wieczorem w promieniu, a jakże, stu metrów od hotelu znajdujemy bar z kraftowymi piwami Liquid Gold. Nie można nie iść na piwo w SF będąc, to tutaj przecież narodziła się piwna rewolucja! Wszystkie piwa były pyszne! Były też najdroższe jakie piłam w życiu - $6 za niecałe pół litra + $1 napiwku :D

Najpierw wzięłam cztery testowe (taka deska kosztuje $12).

Załącznik:
4d.jpg
4d.jpg [ 301.22 KiB | Obejrzany 9826 razy ]


I tak sobie piliśmy oglądając mecz baseballu, z którego absolutnie nic nie rozumieliśmy.


Dziś na kolację, z racji tego że jest mirofalka, robimy zapasy w Trader Joe's (również 100 m od hotelu ;) ) Pizza na ciepło współgra z wypitym piwem jak śmietana z lodami! A na śniadanie będą mikrofalkowe gofry.

Trasa z ostatnich trzech dni: postój w Buttonwillow, Monterey i SF.

Załącznik:
trasa 6.jpg
trasa 6.jpg [ 80.94 KiB | Obejrzany 9826 razy ]
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta 03 Sie 2016 19:28, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Profil Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
      
#17 PostWysłany: 27 Lip 2016 13:11 

Rejestracja: 26 Lip 2016
Posty: 33
Super:) Najbardziej nie mogę doczekać się właśnie podróży HighWay1 :)
Dzięki za wskazówki! Zanotowałam ich mnóstwo:)!
Trochę się boję zaglądać na podforum planowania trasy, bo mój entuzjazm mógłby osłabnąć jednakże czytając relacje innych podróżników wiem, że można w kilkanaście dni przejechać mnóstwo mil i zwiedzić kawał Ameryki:)
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#18 PostWysłany: 27 Lip 2016 13:51 

Rejestracja: 18 Sty 2016
Posty: 152
Oczywiście, że można. My w sumie przez 13 dni zrobiliśmy prawie 3000 mil :) Zobaczysz w całej naszej relacji. Chociaż oczywiście mamy w głowach to, że na pewno wrócimy na zachód bo zobaczyć można dużo więcej. Przede wszystkim zobaczyć Arches, Canyonlands i Yellowstone. Na to nam brakło czasu...
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#19 PostWysłany: 27 Lip 2016 15:53 

Rejestracja: 27 Lis 2015
Posty: 122
Fajna relacja, przeczytałem wszystko!

Na przyszłość mogę polecić do zobaczenia White Pocket (moim zdaniem ciekawsze od The Wave, no i nie trzeba zezwolenia) oraz Edmaier's Secret. Na każdy z tych punktów trzeba zaplanować po całym dniu.
_________________
Islandzki album: https://www.flickr.com/photos/jaz99/alb ... 7963495014
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
#20 PostWysłany: 27 Lip 2016 16:44 

Rejestracja: 05 Lut 2014
Posty: 111
Loty: 35
Kilometry: 71 245
niebieski
Nas trochę ograniczyła liczba kierowców: 1
W sumie zrobiliśmy więcej km niż Ty @Ruben$ w te nasze 18 dni, ale ostatni tydzień naprawdę sobie odpuściliśmy: potrafiliśmy być już o 18:00-19:00 w hotelu, wyjeżdżając o 9:00 - skromnie ;) Ostatnie dwa dni mi zostały do napisania i nie wiem jak będę żyć gdy skończę! Fajnie się pisze. Chyba trzeba będzie się gdzieś znowu udać.
@NorwegianWood skorzystaj z układania trasy, tam Ci nikt głowy nie zmyje :D a jeśli zmyje - to przynajmniej będziesz realnie wiedziała czego nie zdążysz zobaczyć
_________________
moje relacje:

Malta
Stany - Zachodnie Wybrzeże
Słowenia

zapytaj mnie o: Słowenię, Kambodżę, Paryż, Budapeszt, Porto, Pragę, Berlin, Tallinn, Warszawę, Stany, Maltę


Ostatnio edytowany przez katraviatta, 28 Lip 2016 11:29, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Profil Relacje PM off  
      
Wyświetl posty z poprzednich:  Sortuj według  
Napisz nowy temat Odpowiedz  [ 45 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

Przeszukaj temat:
  
phpBB® Forum Software © phpBB Group