Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 91 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna
Autor Wiadomość
#41 PostWysłany: 23 Mar 2018 20:47 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 11 Paź 2015
Posty: 209
niebieski
Podróż mega zajebi***, tylko pozazdrościć bo niestety dla mnie taka wyprawa może pozostać w sferze marzeń.
Czekam na kolejne wpisy, kolejne dni podróży.
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#42 PostWysłany: 23 Mar 2018 21:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
-- 23 Mar 2018 20:57 --

@peta dziękuję, kiedyś też tak myślałem, a dzisiaj spokojnie ją realizuję, więc wszystkie marzenia można spełnić:)
@correos dziękuję, bardzo miłe to co piszesz.
@Legion1 dzięki! :)
@madziaro obecnie mam ze sobą: Galaxy J5 2017, Canona 700D z obiektywem EF 24-105 f/4.0L IS USM i kamerkę Xiaomi Yi 4K
@SJK komentarz miazga! :D a będzie jeszcze gorzej niż w tym hostelu :D i ale nie wiem czy lepiej niż w tym IC ;)

-- 23 Mar 2018 21:54 --

Island Hopper 8-)

Dzień zaczynam o 4:30, kiedy to budzę się bez użycia budzika. Cieszy mnie, to bo nie będzie on nikogo budził w naszej hostelowej sali. W pokoju jest dosyć jasno, więc zdejmuję pościel z łóżka, pakuję się, szybka łazienka i idę piętro niżej się wymeldować. Proszę o zamówienie taksówki na lotnisko, która ma przyjechać za 20 minut. Sprawdziłem w między czasie Ubera, ale ten kosztował o tej godzinie od 55 do 80 dolarów. Ja mam zapłacić 30 dolarów. Autobus nie jest opcją o tej godzinie, bowiem odjeżdża pierwszy o 5:30, a przy czasie przejazdu min. 1 h to niestety tylko dla osób o stalowych nerwach.

Image

W przypadku taksówki też trzeba mieć dużo cierpliwości, ponieważ czekam 30 minut i nikogo nie ma… W końcu pojawia się koleżanka z pokoju obok i okazuje się, że ona ze swoim kolegą także będzie jechała na lotnisko, więc jeżeli zechcę zaczekać to możemy jechać razem. Oczywiście zgadzam się, a w między czasie zagaduje do mnie inny taksówkarz czy nie potrzebuję transportu. Zgadzamy się z miejsca na taką samą cenę i już po chwili wszyscy razem jedziemy do porty lotniczego w Honolulu. Droga mija bardzo szybko, bo cały czas rozmawiamy o podróżach. Moi towarzysze mają lot nawet wcześniej ode mnie, a polecą na inną hawajską wyspę Maui. Staram się im dać kilka rekomendacji dotyczących tego miejsca, ponieważ byłem tam kilka lat temu. Są to Francuzi, którzy mieszkają w Montrealu.

Image

Image

Na lotnisku od razu kieruję się do odprawy United, gdzie po przejściu wszystkich ekranów pojawia się ostatni, żółty, że mam czekać na kogoś z obsługi linii lotniczej w celu weryfikacji dokumentów. Taką sytuację ma co najmniej 5 innych osób obok mnie. Blokujemy kioski do odprawy, a z United przez 20 minut nikt nie przychodzi. W końcu są 2-3 osoby. Ja muszę być odprawiony przez nich manualnie, pytają mnie m.in. o wizę do Hong Kongu, który jest destynacją widoczną w systemie. Po wyjaśnieniu wszystkie dostaję TYLKO dwa bilety: HNL-GUM i GUM-HKG, niestety nie mam pozostałych odcinków Island Hoppera wyszczególnionych na osobnych druczkach. Ale dlaczego tak jest chyba wyjaśnił @Yossarian

Image

Mój czas jest nie najlepszy biorąc pod uwagę, że chciałem zjeść w saloniku śniadanie przed 15 godzinami w samolocie, gdzie po serwisie nie spodziewam się niczego dobrego. Wbiegam do saloniku, robię szybką kawę, wypijam szklankę soku i zjadam owsiankę z żurawiną. Nie lubię jeść w pośpiechu więc wrzucam na toster dwa bajgle i zabieram je ze sobą do samolotu. To był świetny wybór, jak się okazało…

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Boarding rusza 10 minut później, niż pokazano to na bilecie, ale jest sprawny. Zajmuję miejsce 11F, które będę miał do końca podroży Island Hopperem. Jak już pewnie wiecie 11A nie ma okna i rzeczywiście tamten rząd przez większość lotu był pusty. Teraz pojawia się problem, ponieważ czekamy na jakiś bagaż i wszystko się znacznie opóźnia. Ostatecznie wyruszamy z prawie godzinnym poślizgiem. Na początku rejsu można ładnie podziwiać zieloną wyspę Kauai, a dalej raczej nic się nie dzieje do momentu lądowania na Majuro (po około 4 godzinach). Tutaj też mamy możliwość opuszczenia samolotu i nawet wejścia do hali odlotów, gdzie jest mała budka z napojami i jedzeniem. Robię fotki przy tablicy z nazwą lotniska. Po chwili zgaduję się z jednym z pasażerów, który jak się okazuje też jest na pokładzie z uwagi na samą ideę Island Hoppera. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie zapytał mnie nagle czy to mój nick (w tym momencie wyciąg wydrukowaną kartkę, gdzie są m.in. moje posty z FlyerTalka). Nie mogłem uwierzyć własnym oczom, ale tak! Jaki zbieg okoliczności! Razem jesteśmy w wielkim szoku. On leci na trasie Washington DC – Honolulu – Hong Kong i będzie wracał przez Tokyo do bodajże Philadelphii. Oczywiście rozmawiamy o podróżowaniu, milach, punktach etc.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Czasu nie mamy raczej dobrego, bo i tutaj mam wrażenie byliśmy dłużej niż rozkładowy czas pozwala. Poza tym przed Majuro przekroczyliśmy linię zmiany daty, więc nagle z 18 marca zrobił się 19 marca. W związku z tym 18 marca to zdecydowanie mój najkrótszy dzień w tym roku. Nie trwał nawet 12 godzin. Za to tych długich dni miałem już sporo ;) Następnym punktem jest wyspa Kwajalein, która także należy do Wysp Marshalla. Widoki ponownie świetne podczas lądowania, ale tutaj nie ma zgody na wyjście z samolotu, więc musimy zostać w środku. Za to wchodzi obsługa i sprawdza wszystkie luki bagażowe, mają być one puste w trakcie postoju, jak nie są to bagaż jest wyciągany i trzeba się po niego zgłosić. Tutaj też dosiada się spora liczba nowych pasażerów. Ja na szczęście cały czas mam miejsce obok siebie wolne, więc leci mi się komfortowo. Dodatkowo Economy Plus dla osoby o moim wzroście to spore udogodnienie. Lepiej trafić chyba już nie mogłem (PS. First jest pełen).

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Trzecią wysepką, która podoba mi się najbardziej jest Kosrae. Jest ona przepięknie zielona, a przy lądowaniu można podziwiać cudowny kolor wody i rafę koralową. Robi to kapitalne wrażenie! Niestety tutaj także, z powodu opóźnienia nie ma pozwolenia na opuszczenie samolotu przez osoby, które lecą dalej.

Image

Image

Image

Image

Image

Czwartym miejscem, gdzie lądujemy jest Pohnpei. Tutaj ważnym odnotowania faktem jest duży zasięg WiFi, przez co mogę szybko sprawdzić status mojego kolejnego lotu do Hong Kongu. Niestety ponownie opóźnienie zwiększa się, więc nie ma możliwości opuszczenia samolotu, co więcej z uwagi na taki stan rzeczy będziemy lecieli już bezpośrednio na Guam, omijając Chuuk. Osoby, których destynacją była właśnie ta wyspa otrzymają nocleg i polecą tam kolejnego dnia rano.

Image

Image

Image

Ostatni odcinek do Guam nie oferuje specjalnych widoków do momentu lądowania. Wyspa jest niesamowicie zielona, czego się nie spodziewałem. Już nie mogę się doczekać powrotu tutaj za kilka dni. Patrzę na zegarek i wychodzi na to, że na przesiadkę będę miał dosłownie 30 minut, nie mam pewności czy jest to do zrobienia. Muszę przejść imigration, ponownie kontrolę bagażu podręcznego i pobiec do bramki numer 12, która jest dosyć daleko. Ostatecznie jestem aż 15 minut przed rozkładowym czasem odlotu, więc jeszcze chwilę czekam w samolocie na resztę pasażerów. Tym razem lot jest prawie pusty, a LF na poziomie 25%. Mam trzy miejsca dla siebie, więc dosyć wygodnie przesypiam większość rejsu. Nie wiem czy był serwis i co podano. United niestety po raz kolejny próbuje zamrozić pasażerów – zakładam dwie bluzy i przykrywam się kocem, ale to nadal niewiele daje. Eh, chyba zaczęli wzorować się na Cebu ;)

W Hong Kongu lądujemy idealnie o czasie, chociaż nad miastem byliśmy już dużo wcześniej to robimy jedno dodatkowe kółeczko w oczekiwaniu na możliwość lądowania. Podjeżdżamy pod rękaw i po kolejnych 10 minutach jestem już po stronie landside. Kupuję bilet na autobus A11, który jak się okazuje zatrzymuje się dosłownie pod moim hotelem, który zarezerwowałem na stronie Accorhotels. Będzie to Ibis Hong Kong North Point, który kosztował 2000 punktów + ok. 70 złotych. Dojazd do niego zajął mniej niż godzinę. Przypomnę tylko, że w autobusach kursujących na tej trasie jest darmowe i szybkie WiFi, więc czas mija bardzo fajnie, tym bardziej po jakiś 16 godzinach w samolocie :D W hotelu szybko otrzymuję kartę od pokoju i mogę odpocząć. Zasypiam po 2:30 w nocy, a budzik mam ustawiony już na 6:00, żeby zrobić ekspresowy jogging po Hong Kongu z aparatem na szyi.

Image

Image

Mimo tylu godzin nic nierobienia czuję się zmęczony tą podróżą, a z drugiej strony bardzo usatysfakcjonowany, ponieważ do tej pory plan jest w pełni realizowany i po prostu nie mogę się nudzić. Na trasie nie było jeszcze nowych dla mnie miejsc, przez co może podchodzę do tematu trochę zbyt ogólnie, ale Seul i Guam już blisko!
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
30 ludzi lubi ten post.
3 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#43 PostWysłany: 23 Mar 2018 23:25 

Rejestracja: 31 Sty 2014
Posty: 1878
złoty
Na Oahu taksówkarze są wyjątkowo wyluzowani - kilka lat temu jak jechałem na lotnisko też przyjechał prawie z godzinnym opóźnieniem i był zdziwiony że się niepokoiliśmy ;-p
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#44 PostWysłany: 24 Mar 2018 16:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Pobudka zgodnie z planem o 6 rano, mam wrażenie, że pada deszcz, albo może chciałbym, żeby tak było, żeby jeszcze pospać. Nic z tych rzeczy, zjadam banana i ruszam w stronę Wzgórza Wiktorii. To kilka kilometrów od mojego hotelu, więc truchtam, żeby zdobyć szczyt jak najwcześniej. Trasa, którą sobie obrałem, trochę przypadkowo wiedzie przez Pinewood Battery. To miejsce związane z historią miasta, ulokowane 307 metrów nad poziomem morza, które powstało na początku 20 wieku. Do ruin prowadzą strome schody, które staram się pokonać jak najszybciej. Tutaj bardzo dużo mieszkańców wychodzi ze swoimi pupilami na spacer, jest też specjalna trasa dla osób, które robią poranny rozruch. Nie zabrakło również siłowni na świeżym powietrzu.

Image

Image

Image

Image

W końcu docieram do miejsca, z którego doskonale widać miasto. Nie jest to co prawda sam punkt widokowy, za wejście na który się płaci, ale również doskonała lokalizacja do obserwacji. O poranku było jeszcze dosyć mgliście, ale z minuty na minutę pogoda się poprawiała. Samo wzgórze The Peak znajduje się na środku wyspy Hongkong i jest pokryte roślinnością subtropikalną. Ja obiegam szczyt ulicą Lugard Road, skąd jest właśnie większość moich zdjęć. Dla wygodnych jest oczywiście kolejka, która jedzie po torach o kącie nachylenia 45 stopni.

Image

Image

Image

Image

Image

W drodze powrotnej zahaczam jeszcze o dwa parki. Wchodzę do pierwszego z nich i patrzę, a tu zoo, głównie jakieś ptaki, ale jest i lemur! Idę dalej do drugiego o nazwie Hong Kong Park, który znajduje się także w północnej części wyspy za budynkami Bank of China czy HSBC.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W nim znajdziemy kilka fontann, skwerki, Tai Chi Garden, wodospad, żółwie i oczka wodne. Wszystko to świetnie kontrastuje z nowoczesną zabudową miasta. Postanawiam wrócić z Central do hotelu, ale tutaj także nie mogę się nadziwić wieżowcom, które mnie otaczają. Liczne drapacze chmur, nowoczesna architektura i tłumy ludzi, którzy cały czas gdzieś się spieszą. Ja powoli też zaczynam. Kupuję bilet i jadę na stację North Point, która jest dosłownie obok Ibisa, skąd biorę rzeczy i oddaję kartę. Miła pani w recepcji informuje mnie, że najłatwiej do centrum dojadę busem A11, który rusza praktycznie z pod hotelu i jedzie bezpośrednio na miejsce. Jego cena to 40 HKD, a czas przejazdu to w praktyce około 1:10 h, chociaż Google Map sugeruje 1:42 h. Po drodze oczywiście można podziwiać świetne widoki i panoramę miasta. Siedzę w pierwszym rzędzie z aparatem w ręku i pstrykam i pstrykam.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po dotarciu na lotnisko, od razu przechodzę kontrolę z biletem w aplikacji mobilnej Cathay Pacific. Dzisiaj czeka mnie rejs do Hong Kongu na pokładzie Airbusa A330-300. Wcześniej idę na obiad do saloniku Premium Plaza, gdzie tuż obok otworzono drugi taki sam lounge. Jest dużo więcej przestrzeni, fotele zapewniające doskonałą prywatność, bardzo smaczne jedzie (i spory wybór) i dobrze działający Internet. Trzeba przyznać, że solidna oferta, po tym jak zniknęło z aplikacji kilka saloników w HKG (a były naprawdę świetne) to ten godnie je zastępuje.

Image

Image

Boarding na lot zaczyna się punktualnie, podobnie jak odlot. Rzeczywiście czas przelotu to 3 godziny, jednak musimy w stolicy Tajlandii cofnąć wskazówki zegara o jedną godzinę, w związku z czym przylatuję parę minut po 16 czasu miejscowego. W trakcie rejsu były bardzo fajne widoki m.in. na wyspę Hainan, która uchodzi za chińskie Hawaje. Podczas lotu podano obiad – do wyboru kurczak z makaronem lub wołowina z ryżem. Postawiłem na to drugie i było bardzo smaczne, do picia także szeroki wybór od soków, poprzez kawę i herbatę, aż po alkohole. Siedzenia w klasie ekonomicznej są wyjątkowo wygodne, a stolik naprawdę szeroki i pozwalający wygodnie pracować. W wielu liniach lotniczych tak wygląda Economy Premium, za co trzeb Cathaya naprawdę mocno pochwalić.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po dotarciu do Bangkoku niestety czeka mnie około 30 minut oczekiwania w kolejce do kontroli paszportowej, widocznie w tym samym czasie wylądował jeszcze inny samolot. Tutaj bez żadnych pytać, od razu pieczątka i można udać się na pociąg do miasta, co jest chyba najszybszą opcją. Koszt to 40 THB (ok. 4,5 zł). W kolejce słyszę sporo polskich głosów, podgląda skąd lecą, czy to jakiś czarter z Warszawy, ale to nic innego jak lot z Dubaju liniami Emirates. Widać, że ten kierunek cieszy się w Polsce bardzo dużą popularnością. I trudno się dziwić.

Image

Wysiadam dwie stacje przed końcem. Stąd idę do hotelu Conrad Banokok, który zarezerwowałem za 30k punktów Honors. W zasadzie to chciałem podjechać taksówką, ale dwóch zatrzymanych kierowców nie miało pojęcia o co pytam, więc żeby nie tracić czasu wziąłem nogi za pas i przemierzyłem 3 kilometry w totalnym upale, wśród zapachów gotowanego na ulicy jedzenia i głośnych klaksonów. Do tego długie spodnie, bluza i plecak, który sprawia wrażenie coraz cięższego ;) Okay, po około 30 minutach szybkiego marszu dotarłem do celu. Na miejscu recepcjonistka informuje mnie o podwyższeniu kategorii pokoju do Executive King Suite, który znajduje się na 31 piętrze. Dostaję kartę i szybko idę się wykąpać, a następnie zaglądam do saloniku na kolację. Trzeba przyznać, że widok z lounge jest świetny, przez co też cieszy się on dużą popularnością, bowiem jest tutaj dużo gości. Serwowanych jest trochę potraw na ciepło, zimnych przekąsek i słodyczy.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Ja głównie cieszę się z wina musującego i sushi, którego dawno nie jadłem. Po jakiś 30 minutach postanawiam wybrać się na spacer po mieście, ale nie biorę ze sobą aparatu. Do hotelu wracam około 3 w nocy, Bangkok rzeczywiście chodzi późno spać! Jestem wykończony, myślę, że tego dnia pokonałem pomiędzy 30-40 km na nogach, czas odpocząć.

Image

Oczywiście kolejnego dnia wybieram się na zwiedzanie Bangkoku! :D O tym napiszę Wam już niebawem:)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
37 ludzi lubi ten post.
Tancereczka14 uważa post za pomocny.
 
 
#45 PostWysłany: 25 Mar 2018 00:44 

Rejestracja: 10 Mar 2018
Posty: 2
madziaro napisał(a):
Świetne fotki przemo, czym cykasz??


Tez bardzo przykuwają moją uwagę :) :)
Z pewnością, nie sam aparat takie zdjęcia też wykona ;-)
Góra
 Relacje PM off  
 
#46 PostWysłany: 25 Mar 2018 17:11 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Mój dzień w Bangkoku (w zasadzie cały, bo lot mam dopiero tuż przed północą) rozpoczynam śniadaniem w hotelowej restauracji, która znajduje się na pierwszym piętrze. O dziwo nie jest ona jakaś olbrzymia, ale raczej kameralna, z podziałem na kilka stref, gdzie znajdziemy zarówno jedzenie europejskie, jak i azjatyckie. Oczywiście prym w mojej diecie wiodą tutaj owoce, uwielbiam dragon fruita czy też mango, a do tego świeżo wyciskane soki (jest wyciskarka, której możemy użyć). Same pyszne rzeczy. Do tego zjadam zupę z kulkami rybnymi i tofu, a także omlet, który jest oczywiście robiony przez kucharkę na odpowiednej stacji. Po takim posiłku pewnie nie będę długo głodny.

Image

Image

Image

Postanawiam zapytać w recepcji do której godziny będę mógł maksymalnie zostać w pokoju. Niestety najpóźniej do 14, ponieważ wszystkie apartamenty są na dzisiaj zarezerwowane i muszą być gotowe dla kolejnych gości na 15. W związku z tym postanawiam teraz udać się na spacer po turystycznej dzielnicy Bangkoku, a wrócić przed wykwaterowaniem. Sprawdzam na telefonie dostępność Ubera i jest dokonała. Koszt przejazdu pod Wat Arun to około 160 THB, brzmi rozsądnie. Zamawiamy kierowcę i czekam w hotelowym holu. Do centrum jedziemy około 35 minut. Już mi się podoba – Bangkok od zawsze zaskakuje mnie swoją niesamowitą energią, zapachami i temperamentem.

Image

Image

Image

Docieramy ostatecznie na drugi brzeg rzeki, dokładnie visa vi Wat Arun, czyli świątyni świtu, która przez długi czas była w budowie i pomimo, że byłem już w stolicy Tajlandii pewnie więcej niż 5 razy, to nigdy nie udało mi się jej uwiecznić na zdjęciu. Do dzisiaj. Innym miejscem, którego nigdy dokładnie nie zwiedziłem jest Wielki Pałac Królewski, obok którego przejeżdżamy. Znam go z zewnątrz i rzeczywiście prezentuje się niesamowicie – pełen orientalnego przepychu i ciekawej zbitki kolorów. Oczywiście w pobliżu mamy znaną wszystkim Świątynię Leżącego Buddy, czyli Wat Pho. To obowiązkowy punkt każdego turysty. Wstęp tutaj kosztuje bodajże 100 THB (z butelką wody w komplecie) i rzeczywiście warto to miejsce zobaczyć. Ja robiłem to już kilka raz, więc teraz z uwagi na napięty grafik odpuszczam i idę dalej.

Image

Image

Image

Image

Oczywiście nie sposób nie wspomnieć o mijanych przeze mnie co chwilę straganach z jedzeniem. Bangkok to jedna wielka stołówka, gdzie dostaniemy wszystko – od smażonego makaronu, po egzotyczne soki, aż po słodkie desery. Tutaj nikt specjalnie nie przejmuje się higieną – talerze myte są w wiadrze ze stojącą wodą, tak żeby posiłek był gotowy jak najszybciej. O dziwo do tej pory jedząc tak i w Bangkoku i innych krajach nie miałem żadnych problemów z żołądkiem. Pomimo, że w kilku miejscach uśmiecha się do mnie fantastyczny Pad Thai czy zupka Tom Kha Kai to niestety pasuję, po śniadaniu nie jestem już w stanie nic zjeść.

Image

Image

Image

Image

Kolejną rzeczą, której nie unikniemy w stolicy Tajlandii są masaże. Punktów, gdzie świadczone są taki usługi jest multum. Pamiętajcie jednak, że masaż tajski jest dosyć specyficzny i trochę może przypominać łamanie kości, ale po takim zabiegu każdy czuje się zrelaksowany.

Pewnie wszystko co Wam tu piszę, to już dobrze wiecie, bo o Bangkoku napisano wszystko. Miasto Aniołów to bardzo popularne miejsce wśród polskich i nie tylko turystów, czego dowód miałem dnia poprzedniego na lotnisku spotykając grupy naszych rodaków. Z ciekawostek warto dodać, że nazwa tego miasta trafiła do Księgi Rekordów Guinnessa, gdyż jego pełna nazwa składa się z 20 słów i jest najdłuższą nazwą geograficzną na świecie.

Image

Image

Image

Image

Jako punkt końcowy mojego spaceru obieram sobie dwie świątynie po drugiej stronie rzeki, które dojrzałem z okna Ubera i wydały mi się całkiem ciekawe. Zaznaczyłem je szybko na mapie, stąd też wiem, że mam do nich około 4 kilometrów, więc właśnie kieruję się w ich stronę, oglądając po drodze życie mieszkańców. Teraz postanawiam przetestować taksówkę i łapię różowy samochód, upewniam się, że taksometr jest włączony i jadę Conrada. I jak się okazuje tym razem koszt przejazdu to 100 THB, czyli znacznie taniej! Wniosek z tego taki, że w przypadku Bangkoku klasyczna taksówka jest lepszym rozwiązaniem, chociaż… przeczytajcie dalej ;)

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

W hotelu udaje się do saloniku na tzw. Afternoon Tea, gdzie serwowane są drobne przekąski do kawy. Nie mam już dużo czasu, więc dosyć szybko urywam się do pokoju, pakuję swoje rzeczy i idę zostawić plecak w przechowalni bagażu. Jest 14, więc mam sporo czasu, który pożytkuję na relaks na basenie, który znajduje się na czwartym piętrze hotelu. Oprócz tego są tam też dwa korty tenisowe i brodzik dla dzieci. Całość otoczona palmami prezentuje się naprawdę świetnie i można rzeczywiście odpocząć z uwagi na małą liczbę ludzi i co idzie za tym ciszę (o którą w Bangkoku trudno).

Image

Powyżej wstawka do pokoju.

Image

Image

Widok z pokoju.

Image

Image

Kiedy zbliża się godzina 18 postanawiam wybrać się na jeszcze jeden spacer po mieście, ponownie bez aparatu. Włóczę się małymi uliczkami, raz skręcając w prawo, a raz w lewo. Przechodzą obok miejsc, które kojarzę ze swoich poprzednich pobytów tutaj. Wracam do hotelu przed godziną 20, odbieram bagaż i proszę o zamówienie taksówki na najbliższą stację Airport City Line, skąd pojadę na lotnisko Suvarnabhumi. Wiem, że nie jest to daleko i taki przejazd powinien kosztować maksymalnie 50 THB, ale nie chcę po raz kolejny iść w tej duchocie z pełnym plecakiem. Taryfa podjeżdża po dobrych 20 minutach, ale trudno się dziwić, bo w mieście panują niesamowite korki. I tutaj ujawnia się moja amatorszczyzna, a może i naiwność – zakładam, że jak hotel zamówił mi taksę, to ta będzie jechała z włączonym taksometrem. Nic bardziej mylnego. Urządzenie mierzące jest ładnie zasłonięte przez pachnący listek z licznymi ozdobami, przez co wiem że coś tam się wyświetla, ale nie wiem czy liczy. Taksówkarz proponuje, że podrzuci mnie na samo lotnisko, ale odmawiam. Coś tam zagaduje, że ominie korek etc. Dobra w końcu dojeżdżamy na stację, gdzie dnia poprzedniego wysiadałem, więc mam pewność, że to dobre miejsce. Wtedy też słyszę magiczne 200 THB do zapłaty. No tak, ładnie się dałem zrobić. Szybko otwieram drzwi (żeby mi ich nie zablokował, nie odjechał etc.) i informuję go, że taki przejazd może kosztować maksymalnie 50 THB. On swoje, ja swoje. W końcu nie wytrzymuję tej słownej przepychanki i wysiadam, po czym słyszę „OK, OK”. Niestety nie mam drobnych… Daję stówkę, dostaję z powrotem 40 THB i słyszę odjazd z piskiem opon. Bardzo nie lubię tego typu sytuacji, ale też nie dam się świadomie oszukiwać.

Lekko poirytowany są sytuację idę schodami do góry na stację, gdzie kupuję żeton na pociąg. Ten dosłownie minutę później podjeżdża, więc po kolejnym pół godziny jestem na lotnisku, gdzie udaję się do punktu odprawy pasażerów biznes klasy Thai Airways. Dzisiaj czeka mnie rejs do Seulu, który potrwa około 5 godzin na pokładzie nowego Airbusa A350-900. Jeszcze kilka tygodni temu miał to być stary 747, ale w pierwszej klasie, więc niestety (lub stety) spotkał mnie downgrade, ale tym samym oddano połowę mil, przez co ostatecznie jestem zadowolony.

Image

Image

Image

Odprawa przebiega bardzo szybko. Pani chce tylko zobaczyć mój bilet powrotny z Seulu, informuje ją, że będę tam tylko 14 godzin i lecę dalej na Guam. Pokazuję jej mój plan w TripIt, ona spisuje numer rejsu i drukuje mi bilet z zaproszeniem do poczekalni Royal Silk. Jest także dedykowane Priority Lane dla Star Alliance Gold i pasażerów klas premium. Rzeczywiście przechodzi się je bez oczekiwania i od razu, ruchomymi schodami można zjechać do saloniku. Tutaj od razu po prawej stronie (jeszcze przed recepcją) znajduje się bar z napojami. Kiedy pójdziecie w lewo, to traficie do kilku sali, które oferują wyspy z jedzeniem i automaty do kawy/herbaty, a także lodówki z napojami bezalkoholowymi (poza piwem). Niestety lounge jest bardzo zatłoczony i trudno znaleźć tutaj znaleźć dogodne miejsce. Mam tutaj tylko godzinę czasu, kiedy to głównie zajadam się tajskimi, ostrymi zupkami, których jestem zwolennikiem. Kiedy zbliża się północ ruszam do gate’u na lot do stolicy Korei Południowej (to będzie mój pierwszy raz w tym mieście). Z uwagi, że to już kolejny dzień, to o samym locie i nowej klasie biznes u tajskiego przewoźnika napiszę Wam niebawem.

PS. Idę spać u mnie już 2:13 ;)
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
26 ludzi lubi ten post.
 
 
#47 PostWysłany: 25 Mar 2018 17:36 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Mar 2016
Posty: 648
Loty: 57
Kilometry: 111 075
srebrny
Takie relacje sprawiają, że głupio mi patrzeć na moje podróże na pokładach FR czy tam innym W6!

Świetna sprawa, kolejna piękna wyprawa. Piękne zdjęcia.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#48 PostWysłany: 25 Mar 2018 18:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 01 Wrz 2012
Posty: 943
Loty: 101
Kilometry: 164 561
niebieski
@makdeb mam takie same odczucia ;)
@przemos74, która część takiej wyprawy sprawia Ci największą przyjemność i frajdę ? :)
_________________
Zapraszam na moją stronę! :) https://www.facebook.com/zyjipodrozujzp ... page_panel

Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#49 PostWysłany: 26 Mar 2018 01:28 

Rejestracja: 25 Wrz 2015
Posty: 125
Loty: 67
Kilometry: 121 216
niebieski
Pisz dalej, takie relacje mobilizują mnie, że nie mogę spocząć na laurach
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#50 PostWysłany: 27 Mar 2018 13:14 

Rejestracja: 03 Lut 2016
Posty: 41
Przemos74 jak zawsze w formie :) Kibicuję i czekam na więcej.
Góra
 Relacje PM off
przemos74 lubi ten post.
 
 
#51 PostWysłany: 27 Mar 2018 13:51 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
To jedziemy dalej – teraz na tapetę idzie lot w klasie biznes tajlandzkich linii lotniczych, która tutaj nazywa się Royal Silk Class. Mam to szczęście, że będę podróżował nowym Airbusem A350-900. Oczywiście w środku dominuje kolor purpurowo-fioletowy, do czego ten przewoźnik nas przyzwyczaił, a ma to związek z barwą orchidei, która jest uprawiana w Tajlandii. Na pokładzie mamy znany i wygodny układ siedzeń 1-2-1, który pozwala bez problemu każdemu dostać się do korytarza. Ja wybrałem miejsce przy oknie, ponieważ podróżuję sam.

Image

Image

Image

Image

Zastosowane tutaj fotele są bardzo wygodne i przypominają nieco te z Etihadu czy Air Canada. Wymieniam celowo te linie, ponieważ opisywałem je tutaj właśnie lecąc klasą biznes. Posiadają one regulację ustawienia aż do pozycji zupełne płaskiej, co pozwala nam nie tylko wygodnie siedzieć, ale i spać. Do tego przed siedzeniem jest duży ekran dotykowy, są dostępne gniazdka elektryczne i USB.

Image

Image

Tuż przed serwisem poczęstowany zostaję kieliszkiem szampana Veuve Clicquot Brut i dostaję także ładną kosmetyczkę z podstawowymi rzeczami, które mogą się przydać w trakcie rejsu. Nie zabrakło dodatkowo słuchawek, poduszki i bardzo przyjemnego w dotyku koca.

Image

Image

Wystartowaliśmy kilka minut po rozkładowym czasie – ogólnie bardzo lubię stary A350, zawsze są takie płynne i delikatne (może mam po prostu szczęście). Kilka minut po tym stewardesa przynosi mi ciepły ręcznik odświeżający oraz menu. Do wyboru jest kilka opcji śniadaniowych, które będą zrealizowane na 1h przed lądowaniem. Decyduję się na omleta, zupę rybną i kapustę w stylu tajskim. Dla osób, które są wcześniej głodne jest także menu z zupami, z którego można zamówić potrawę o dowolnej porze. Oczywiście nie zabrakło w menu szerokiej gamy napojów alkoholowych i bezalkoholowych, jednak ja po całym, męczącym dniu w Bangkoku marzyłem tylko żeby wypocząć przed lądowaniem w Seulu, bowiem odwiedzałem to miasto po raz pierwszy i miałem bardzo ochocze plany na długie zwiedzanie.

Image

Image

Oczywiście IFE działa jak należy, ale nie mam czasu nic obejrzeć. Obsługa jest profesjonalna i bardzo uprzejma, oceniłbym ją nawet wyżej niż ekipę z Etihadu podczas ostatniego mojego rejsu, ale oczywiście tutaj nie możemy generalizować. Jedzenie było smaczne i dobrze doprawione.

Image

W Korei wylądowaliśmy zgodnie z czasem rozkładowym, więc miałem około 14 godzin na poznanie stolicy tego kraju. Niestety termometry wskazywały 0 st. C, a ja swoją kurtkę zostawiłem kilka dni, żeby nie nosić jej po miejscach, gdzie jest ponad 30 stopni, a jakoś o Seulu zapomniałem. Kontrola paszportowa przebiegła bardzo sprawnie, więc od razu udałem się na poszukiwanie punktu, gdzie mogę zostawić swój bagaż. Przechowalnia jest na 3 piętrze blisko stanowisk A, a koszt przechowania przez cały dzień to ok. 30 złotych. Założyłem na siebie dwie bluzy i liczyłem, że to okaże się wystarczające. Od razu Wam zdradzę, że tak było, bo w Seulu trafiłem na piękny słoneczny dzień, przez co temperatura w południe wynosiła nawet 10 stopni Celsjusza, a ja mogłem zdjąć z głowy kaptur.

Image

Image

Do centrum jadę pociągiem, który zatrzymuje się na kilku stacjach po drodze. Wysiadam na stacji centralnej i wychodzę na zewnątrz. Pierwsze co stwierdzam, że czuję się jak w Pekinie. To zdanie jednak zmieniam dosyć szybko, spacerując po uliczkach miasta, starego miasta. Jego historia jest bardzo długa, a po wojnach czy okupacji japońskiej zostało tutaj wiele zabytków, które warto zwiedzić. Ostatecznie dochodzę do wniosku, że Seul (może cała Korea) ma sporo z Chin i sporo z Japonii, jest jakby pomiędzy. Widać jednak, ze Koreańczycy cenią sobie swoją odrębną kulturę i historię. Absolutnie czułem się tutaj bardzo bezpieczny.

Image

Image

Image

Pierwszym punktem, który jest istatni w tym mieście, a ja na niego trafiam kierując się w stronę innych zabytków jest brama Sungnyemun. Akurat z daleka mam okazję obserwować zmianę warty.

Image

Image

Image

Image

Kolejnym miejscem, które robi na mnie świetne wrażenie jest Deoksugung, gdzie płacę 1000 KRW i wchodzę na jego terem. Jest tutaj kompleks budynków, które są wykonane w specyficznym stylu, a w ich tle widać nowoczesną zabudowę miasta. Oczywiście pałac ten, podobnie jak inne ucierpiał w czasie wojny koreańskiej. Budynki zazwyczaj udało się odbudować, jednak wnętrza pałaców są ogołocone przez najeźdźców i wyglądają mało imponująco.

Image

Image

Image

Kolejną ciekawostką jest możliwość spotkania w mieście, na lotnisku i w wielu innych punktach maskotek z niedawno zakończonych igrzysk olimpijskich.

Image

Image

Image

Image

Kieruję się dalej, po drodze mając okazję zobaczyć w oddali wieżę widokową N o wysokości 236 metrów, niestety tym razem nie będę miał okazji podziwiać z niej panoramy miasta. Poza tym wstępuję także do jednego z muzeów, a kiedy robię się głodny to odwiedzam KFC. Tutaj czuję się jak w dobrej restauracji – nie muszę szukać czystego stołu i omijać bezdomnych przy wejściu (jak np. w Nowym Jorku). Tutaj jest wszystko w idealnym stanie. Ludzie mają tutaj nawet spotkania biznesowe, pracują na laptopach itp. Jestem pod dużym wrażeniem, bo spodziewałem się czegoś przeciętnego. Poza tym ceny są także niezłe – za duży zestaw płacę 5000 wonów, czyli ok. 15 złotych.

Image

Image

Image

Image

W końcu docieram do Gyeongbokgung, czyli przez wielu ocenianego jako najpiękniejszy z pięciu cesarskich pałaców. Wiele osób zwiedza go w tradycyjnych koreańskich strojach, które podobno można wypożyczyć w specjalnych sklepach. Pierwowzór tego pałacu został wybudowany w 1395 roku, ale później zniszczony przez pożar w XV wieku. Odbudowano go za dynastii Jeseon w 1867 roku, ale ponownie został zdewastowany przez Japończyków w czasie II wojny światowej. Obecna rekonstrukcja z 2009 roku przedstawia tylko 40% oryginału. Mamy tutaj do odwiedzenia kilka pawilonów, które rozmieszczone są na sztucznych wyspach. Jest także Muzeum Narodowe Korei. Pałac Wielce Błogosławiony przez Niebo, bo taka jest jego pełna nazwa można odwiedzić płacąc w kasie 3000 wonów. Przed wejściem udaje mi się ponownie mieć okazję obejrzeć zmianę warty. Dodajmy, że od jego północnej strony mieści się pałac prezydencki, który nazywany jest Błękitnym Pałacem.

Image

Image

Image

Image

Niestety nie mam już czasu, żeby wybrać się do pałacu Changdeokgung, który wpisany jest na Światową Listę Dziedzictwa UNESCO, ale może to dobrze, bo będę miał powód, żeby tutaj wrócić.

Image

Image

Image

Image

Image

Zbliża się godzina 16, więc ja spaceruję w kierunku najbliższej stacji metra, żeby wrócić na lotnisko. Udaje mi się to jedną przesiadką, a koszt biletu to ok. 14 złotych. Odbieram swój plecak i ruszam do automatów, żeby odprawić się na lot na…. Guam. Tak jest, wracam na Guam. Kilka dni temu miałem tam tylko transfer, a teraz spędzę tam 1,5 dnia. Niestety linia Air Seoul pozwala na odprawę w automatach tylko na wybrane rejsy, więc oczywiście tych do USA tutaj zabrakło. Muszę poczekać jeszcze ok. 30 minut na otwarcie stanowisk odprawy. Tutaj jest już długa kolejka, ale nie mam wyjścia. Już w kolejce obsługa sprawdza dokumenty, miejsce pobytu na Guam i bilety powrotny.

Image

Na 2 godziny przed rejsem idę na kolację do saloniku Asiana, gdzie niestety na Priority Pass nie udaje mi się wejść. Rzeczywiście jest tam adnotacja, że lot musi być wykonywany przez Asianę. Myślałem, że może z uwagi na partnerstwo z Air Seoul będzie to możliwe, ale jednak nie. W takim układzie idę do poczekalni Matina Lounge, która co prawda wygląda nieszczególnie, ale oferuje doskonałe jedzenie (po względem wyboru i jakości potraw). Jestem mile zaskoczony. Co prawda miejsc do siedzenia trochę brakuje, są to mało wygodne krzesła, a obsługa nie nadąża ze sprzątaniem, ale absolutnie tutaj wrócę, kiedy tylko będę miał okazję – dla świetnego kurczaka, ryby i owoców na deser.

Image

Lot Air Seoul był… hmm.. tak powinienem skończyć to zdanie, bo zasnąłem przed startem, a obudziłem się po lądowaniu o 2:30 w nocy.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#52 PostWysłany: 27 Mar 2018 13:59 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 18 Sie 2011
Posty: 3907
HON fly4free
Podziękowałem, bo sporo informacji o Seulu przyda mi się w czasie layoveru w październiku. Teraz widzę, że zamiast niecałych 9 h mogłem może jednak wziąć ok. 14 h. Trzeba się będzie mocniej sprężyć i pewnie z tego i owego zrezygnować... Gdybyś miał coś sobie odpuścić z tego, co widziałeś w Seulu, co by to było?

Wysłane z mojego P9 przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#53 PostWysłany: 27 Mar 2018 14:43 

Rejestracja: 07 Cze 2011
Posty: 27
kolejna super relacja, pozazdrościć. W zbieraniu mil i punktów jestem jednak przeciętniakiem. Wiem jedynie, że można sobie kupić status Hhonors na ebay :D
Góra
 Relacje PM off  
 
#54 PostWysłany: 27 Mar 2018 19:29 

Rejestracja: 18 Gru 2015
Posty: 92
Loty: 50
Kilometry: 108 659
Podziwiam, połowę nie rozumiem o co chodzi w tej relacji 8-) ;) ;) ;) ;) :lol: :lol: :lol: te saloniki, szybkie odprawy, zmiany biletów, ubery, taksówki, mile, upgreaty...... :oops: :oops: Podziwiam, ogląda się zdjęcia i czyta ;) ;) fantasycznie!!!
Góra
 Relacje PM off  
 
#55 PostWysłany: 27 Mar 2018 21:15 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2506
Loty: 432
Kilometry: 1 028 838
złoty
@tropikey , zatrzymaj sie kiedys w Seulu na pare dni, tak na pare godzin to mozna liznac jakis palac, niewiele wiecej. Conrad w Seulu jest bardzo dobry :-) Bede w Korei za tydzien i musialam cwiczyc silna wole, zeby go nie zarezerwowac, tylko jechac w teren zwiedzac.

@przemos74 a juz sie zastanawialam gdzie Cie wcielo, bo dawno nie bylo relacji. Spodobal mi sie pomysl z Island Hopper, bede miala na oku promocje na tej trasie, chociaz ja bym chciala zatrzymac sie gdzies po drodze. Byla kolejka do paszportow w Seulu? 2 lata temu stalam tam godzine i zastanawiam sie czy znowu mnie to czeka. Lece tym samym lotem, wiec bede dokladnie o tej samej godzinie co poprzednio, moze to jakas szczegolna kombinacja przylotow, a moze mialam pecha.
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Relacje PM off
tropikey lubi ten post.
 
 
#56 PostWysłany: 28 Mar 2018 04:17 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
@tropikey pewnie odpuściłbym muzeum, bo reszta naprawdę ciekawa i warta odwiedzenia.
@adamgrzyb, @bozenak dzięki :)
@Aga_podrozniczka nic się nie zmieniło, tylko trudno się zmobilizować do relacji live;) W Seulu kolejka na jakieś 5 minut, ale przylot był ok. 6 rano.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off  
 
#57 PostWysłany: 29 Mar 2018 05:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Jeszcze celem uzupełnienia poprzedniego wpisu – zdążyłem przed zaśnięciem zrobić kilka fotek w kabinie Air Seoul, więc poniżej załączam fotki.

Image

Image

Image

Na wyspę Guam docieram o godzinie 2:40 w nocy. Tak, jak wspomniałem będą jeszcze gorsze noclegi, niż ten hostel w Honolulu, bo np. tutaj czekał mnie pobyt na lotnisku. Zacząłem szukać dogodnego miejsca i wcale to nie było łatwe. WiFi łapało mi tylko w jednym miejscu, ale znowu tam klimatyzatory były ustawione tak, że mógłbym zamarznąć. Zanim więc obszedłem całe lotnisko dwa razy to już trochę czasu minęło. Niestety nie spałem. Kiedy nadeszła godzina 6:30 zebrałem się i widząc, że słońce wstaje poszedłem pieszo w stronę hotelu. Nocleg miałem zarezerwowany w Hilton Guam, który znajduje się około 4 kilometrów od lotniska, a droga jest dosyć prosta.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Docieram tam około godziny 8 i jak się spodziewałem nie ma dla mnie pokoju, ale nie szkodzi, bo przecież i tak nie będę w nim siedział. Zostawiam bagaż w przechowalni, a pani zaprasza mnie na śniadanie do saloniku na 7 piętrze (jak się okazało tylko tam mogłem jeść śniadania (jako statusowiec), a w restauracji było dodatkowo płatne). Wybór jedzenia bardzo skromny tj. jajecznica, kiełbaski, sery, wędliny, dżemy, owoce, płatki itp. Do tego sporo napojów jak np. soki owocowe, cola, spirte, kawy i herbaty. Jestem bardzo szczęśliwy, że udało mi się coś zjeść i to tym bardziej z tak fenomenalnym widokiem, jaki rozpościera się z okien. Można też wyjść na zewnątrz, ale wiatr jest bardzo silny, więc wszyscy są w środku.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po około 2 godzinach otrzymuję kartę do pokoju, który jest na 6 piętrze. Największym jego plusem jest oczywiście fantastyczny widok i taras. Dodatkowo jako wstawkę dostaję dwa napoje gazowane i wino. Trudno mi ocenić czy był to upgrade, czy też nie, wydaje mi się, że dostałem taki pokój jaki zarezerwowałem (za 40 tysięcy punktów). Warto jednak dodać, że zrobiłem to 3 miesiące wcześniej, a później jak sprawdzałem to nie było zupełnie dostępności.

Zmęczenie było na tyle mocne, że postanowiłem uciąć sobie krótką drzemkę. Nastawiłem budzik na 13 i zasnąłem w kilka sekund. Od razu poczułem więcej sił i ruszyłem na spacer po Tumon Bay, którą obszedłem od początku do końca. A na jej końcu znajduje się Two Lovers Point, czyli miejsce, gdzie według legendy w przepaść skoczyła para, której rodzice nie pozwolili się pobrać.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Chodząc po plaży nie mogę nacieszyć wzroku widokami, jakie tutaj można podziwiać. Naprawdę plaża ta należy do mojej ścisłej czołówki najpiękniejszych na świecie. Na chwilę zmienia się gwałtownie pogoda i rozpoczyna się ulewa – chowam się pod palmą i po 5 minutach jest już po wszystkim, można iść dalej.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Do hotelu wracam około godziny 18, kiedy to też robię się głodny, a wiem, że w saloniku będzie serwowana kolacja. Rzeczywiście dostępnych jest kilka dań na ciepło (pierogi, mięso etc.) oraz przekąski. Do picia są także napoje alkoholowe, które można zamawiać z karty, obsługa zdecydowanie nie szczędzi i co 10 minut przechodzi przez salonik dolewając do niepełnych kieliszków. Trzeba przyznać, że lounge był prawie pełen, co świadczy, że rzeczywiście hotel ma spore obłożenie i stąd też ten brak wolnych pokoi.

Image

Image

Po kolacji udaję się do pokoju i zasypiam po 22. W końcu mam normalne, wygodne łóżko (przyp. ostatnią noc spędziłem na lotnisku, a przedostatnią w samolocie).

Wstaję wcześnie, bo już około 4 rano – chyba wszelkie zmiany czasu powodują lekkie rozregulowanie mojego organizmu. Ale nie szkodzi, bo mam trochę pracy, więc zajmuję się tym do pory śniadania, które ponownie zjadam w saloniku. Warto wspomnieć jeszcze o niesamowitym wschodzie słońca, który podziwiałem z tarasu. Kolory, które można było obserwować wydawały się wręcz nierealne. Po tym udaję się na basen, gdzie znajduje się także jacuzzi z ciepłą wodą oraz mniejszy infinity pool. Na basenie rano nie ma praktycznie ludzi. Ręcznik otrzymuje się wymieniając otrzymaną przy check in kartę, którą oczywiście musimy oddać przy check out, żeby nie zostać obciążonym 25 dolarami kary.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Przedłużam sobie dobę hotelową do godziny 13 i punktualnie o tej wychodzę. Idę ponownie pieszo na lotnisko, ponieważ o 15:25 mam lot do Taipei. To taki składak zarezerwowany za 12500 mil Flying Blue, który docelowo pozwoli mi wylądować w Nowej Kaledonii i spędzić cały dzień w Brisbane. Ogólnie doskonały sposób spożytkowania punktów. Szkoda tylko, że klasa biznes była trzykrotnie droższa, a aż tyle mil nie miałem, tym bardziej, że kolejne 12500 potrzebowałem na powrót.

Image

Image

W południe jest gorąco przez co mój spacer okazuje się nieco męczący. Ruch na drodze jest także zdecydowanie większy niż rano. Po około godzinie docieram na lotnisko i od razu idę do stanowiska check in, gdzie otrzymuję swój bilet do Taipei oraz drugi do Brisbane. Czasu już nie mam dużo, więc szybkim krokiem idę do kontroli paszportowej i dalej do saloniku, który akurat jest otwarty między 13-15 i można wejść do niego na kartę Priority Pass. Niestety mam dosyć pilną sprawę do zrobienia na komputerze, a jeszcze WiFi działa fatalnie, więc praktycznie nic nie jem, wypijam jakiś sok i biegnę na boarding, który rozpoczął się 10 minut temu, a bramka jest dokładnie na drugim końcu lotniska.

Image

Image

Docieram do gate’u kiedy już wszyscy są w samolocie, ale jeszcze czasu do odlotu sporo. Wnętrze samolotu już dosyć leciwe, brak indywidualnego systemu rozrywki (tylko monitorki nad głowami), ale poza tym same pozytywy. Lot przebiegał prawidłowo, w jego trakcie podano obiad na którym wybrałem kurczaka z makaronem. Do tego był kawałek jakiegoś ciasta, którego nie zjadałem i owoce. Na pozostałe 2 godziny lotu poszedłem spać, a tuż przed lądowaniem w Taipei siedziałem przyklejony do okna licząc na jakieś fajne widoki, ale niestety podejście było od mniej atrakcyjnej strony. Niemniej cieszyłem się, że lądujemy tylko z 15 minutowym opóźnieniem, ponieważ to daje mi 6 godzin na miejscu, które wykorzystam na dojazd do centrum i spacer tam.

W kolejnym wpisie pokażę Wam kilka zdjęć ze stolicy Tajwanu, w której byłem w zeszłym roku dosyć długo, więc czułem dużą łatwość w poruszaniu się oraz z lotu do Brisbane, a także już z samej Australii.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
27 ludzi lubi ten post.
 
 
#58 PostWysłany: 30 Mar 2018 01:57 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
Szybka pieczątka do paszportu, nie szukam nawet przechowalni bagażu i biegnę na pociąg do miasta. Po drodze tylko wypłacam za pomocą Revoluta trochę pieniędzy z bankomatu (swoją drogą Revolut podczas całej tej podróży jeszcze mnie nie zawiódł!). Pociąg do centrum jedzie około 40 minut i zatrzymuje się na kilku stacjach. Możliwy jest także przejazd ekspresem w tej samej cenie (wychodzi około 16 złotych w jedną stronę), co robię podczas powrotu.

Image

Image

Image

Image

Dojeżdżam do stacji Taipei Central, skąd ruszam na szybką przechadzkę po uliczkach miasta. Pierwszym ważniejszym punktem, który odhaczam jest North Gate. Później kieruję się do Pałacu Prezydenckiego, a w oddali podziwiam ponad 500-metrówą Taipei 101. Nie wiem, czy wiecie, ale winda w tym drapaczu chmur jest w księdze rekordów Guniessa jako najszybsza na świecie – 1 km w ciągu 1 minuty. Wchodzę także do Parku Pokoju (2-28), gdzie znajduje się monument upamiętniający masakrę z 28 lutego 1947 roku. Miejsce to jest popularnym miejscem wśród praktykujących tai chi czy seniorów grających tutaj w madżonga. Znajduje się w nim kilka świątynek i pawilonów, fontann i oczek wodnych. Ogólnie przyjemne miejsce, chociaż lepiej prezentuje się w dzień. Tak też robię kółko i wracam pod budynek dworca. Jadę z powrotem na lotnisko, GPS pokazuje 7 km pokonane pieszo.

Image

Image

Image

Image

Tajpej na początku pewnie nikogo nie zachwyci, ale jak pobędzie się tu dłużej to trudno je opuścić i coś o tym wiem. Tęskni się za ulicznym jedzeniem, dobrą herbatą i niskimi cenami. Widać, że Tajwan odciął się od zwierzchności Chin i jest zupełnie inny, chociaż nadal wszystkie państwa tego nie uznają.

Image

Image

Image

Na lotnisku nie ma kolejek, więc wszelkie odprawy przechodzę szybko i udaję się do saloniku Premium Plaza, gdzie jem kolację. Kolejny raz ta sieć miło mnie zaskakuje – wybór jedzenia bardzo przyzwoity, można zamówić kilka rzeczy z menu. Może nie są to tak smaczne potrawy jak np. w poczekalniach Cathaya, ale nie narzekałbym, gdyby takie były np. w Polsce😉. Wychodzę zdecydowanie najedzony i kieruję się do bramki na rejs do Brisbane, który jest punktualnie o czasie. Oczywiście idę spać i budzę się rano na śniadanie. Można wybrać coś ala omlet lub makaron z jakimś mięsem (danie typowo wschodnie), więc próbuję to drugie i nie jest najgorsze. Lądowanie w Australii zgodnie z rozkładem i trzeba przyznać, że to jedno z lepszych lądowań, jakich doświadczyłem w swoim życiu. Po prostu idealne, płynne, bez żadnego uderzenia. Jakbym spał to na pewno bym się nie obudził.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Jest godzina 11 przed południem, a mój kolejny lot (cały czas na jednej rezerwacji od Guam) mam o 20:50, więc sporo czasu na zwiedzanie Brisbane. Wpierw muszę kilka spraw ogarnąć na komputerze, więc schodzi mi godzinka i idę na pociąg do centrum miasta. Bilet w dwie strony kosztuje 35 AUD i można płacić kartą lub gotówką. Ponownie Revolut nie zawodzi, a ja po 20 minutach jestem już na stacji centralnej i ruszam na spacer po Brisbane, gdzie byłem już kilka lat temu 2 dni.

Image
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
15 ludzi lubi ten post.
 
 
#59 PostWysłany: 30 Mar 2018 02:35 

Rejestracja: 06 Lip 2011
Posty: 2722
złoty
Nurtuje mnie pytanie @przemos74 czy po takich kilku RTW będziesz umiał/chciał tak na tydzień wczasów do Bułgarii/Chorwacji pojechać, czy też już nie ma odwrotu i człowiek pragnie tylko takich wyjazdów i nie wyobraża sobie innych :-).
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#60 PostWysłany: 30 Mar 2018 11:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 10 Cze 2013
Posty: 1896
Loty: 651
Kilometry: 1 617 242
złoty
@greg1291 hehe, wczasy w Bułgarii czy Chorwacji są także fajną opcją, chociaż mi trudno wysiedzieć na tyłu czy poleżeć dłużej niż godzinę na plaży ;) w tym wypadku to już wszystko zależy od towarzystwa, sam bym nie leciał.
_________________
Relacje: weekend w Australii i na Alasce.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
 [ 91 posty(ów) ]  Idź do strony Poprzednia  1, 2, 3, 4, 5  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 3 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group