Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 14 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 08 Paź 2018 20:28 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
Akurat na początku września zdarzyło mi się zaliczyć last-minutową trochę nietypową co do formy (przynajmniej na F4F) wycieczkę małym stateczkiem wycieczkowym po dolinie Renu i Mozeli. Nietypową również pod tym względem, że nie wiedziałem, gdzie wrzucić tę relację. Ostatecznie umieściłem ją dziale rejsów ale jeśli moderatorzy uznają inaczej to mam wielką prośbę o jej przerzucenie do części forum dotyczącej Niemiec.

Wyjazd zarezerwowałem dość spontanicznie z kilkutygodniowym wyprzedzeniem przez niemieckie biuro podróży. Szybka operacja - zajęło to 15 minut włącznie z płatnością. Na tydzień przed wyjazdem dostałem mailem bilet w PDF wraz z kompletem informacji i nie pozostało nic innego tylko pakować się i jechać.

Skąd ten pomysł ? Byłem na wielu rejsach pełnomorskich i nasłuchawszy się od współrejsowiczów o rejsach rzecznych stwierdziłem, że trzeba w końcu spróbować – a gdy trafił się rejs-kandydat w rozsądnej cenie, terminie i atrakcyjnym regionie, nie było się nad czym zastanawiać.

Jednostka, na której wszystko się odbywało parostatkiem oczywiście nie była…ale jak zobaczyłem tabliczkę z jej rocznikiem od razu przypomniała mi się piosenka Krzysztofa Krawczyka, która zresztą powstała gdy ten statek pływał już od ładnych kilku lat:

Image

Jak na swój wiek, statek okazał się być utrzymany w bardzo dobrym stanie chociaż staromodne i ciężkie meble mnie trochę raziły - ale pewnie taki styl lubi armator :-)

Nie ukrywam, że akurat ten rejs wybrałem w dużej mierze dzięki jednej z najbardziej popularnych i malowniczych tras nurtem Renu wraz z małym "skokiem w bok" w Mozelę. Dokładna trasa rejsu wyglądała tak:

Image

Całość obejmowała 5 noclegów na statku i była zorganizowana o tyle fajnie, że ze względu na niewielkie dystanse pomiędzy poszczególnymi stopami, statek płynął w całości tylko przez pierwszą i ostatnią noc. Pozostałe spędziliśmy w małych i malowniczych portach w Winningen, Braubach i Ruedesheim – w każdym z nich po kolacji można było coś zobaczyć albo przynajmniej poczuć klimat miejsca. W dalszy rejs statek wyruszał następnego dnia rano.

Poza tym na trasie zaliczyliśmy całodniowe pobytu w Koblencji i Moguncji a także po pół dnia w Cochem i Ruedesheim. Całość dopełniały dwa bardzo malownicze odcinki, które pokonywaliśmy za dnia: z Cochem do Braubach oraz z Braubach do Ruedesheim – szczególnie ten drugi okazał się być prawdziwą perełką, o czym będzie mowa dalej.

Na mapce całość wyglądała następująco (poszczególne postoje oznaczone są kolejnymi numerkami):

Image

Cała zabawa zaczęła się w Kolonii, do której dostać się z Polski jest bardzo łatwo. Ja akurat ze względu na brak lotów bezpośrednich w interesujące mnie dni poleciałem do Dortmundu a stamtąd Flixbusem przemieściłem się do Leverkusen położonego na obrzeżach Kolonii, skąd do centrum miasta co chwilę kursują pociągi S-Bahn. Wyszło to prosto, szybko, bezproblemowo i całkiem rozsądnie cenowo. Ponieważ w Kolonii byłem wiele razy, tym razem sobie ją odpuściłem – miałem w planie prosto po przyjeździe do miasta zameldować się na statku. A ponieważ Kolonia jest jednym z najbardziej popularnych w Niemczech portów, z których zaczynają się rejsy rzeczne – tak na południe jak i na północ, statki wycieczkowe cumują tam dosłownie wszędzie. Zgodnie z otrzymanymi instrukcjami prosto z dworca Koeln Hbf brzegiem Renu zrobiłem sobie spacerek do miejsca, gdzie miał cumować mój "parostatek".

A to pierwsze nasze spotkanie:

Image

Jego najwyższy pokład stanowiła część wypoczynkowo-integracyjno-obserwacyjna. Ze względu na jej wielkość praktycznie nigdy nie było tu tłoku i nie brakowało miejsca:

Image

Image

I jeszcze kilka zdjęć ze środka ze wspomnianymi już staromodnym (jak dla mnie) designem:

Image

Image

Image

Image

Sama kabina (moja była najmniejsza z dostępnych) miała ok. 10m2 wraz z łazienką. Na początek może wyglądała trochę klaustrofobicznie ale szybko się do niej przyzwyczaiłem – poza tym jak się okazało później i tak poza nocą nie spędzałem w niej praktycznie w ogóle czasu:

Image

Image

Z reporterskiego obowiązku jeszcze kilka zdjęć z Kolonii. Złośliwi mówią, że w Kolonii jest tylko jeden zabytek – Katedra więc skupiam się na nim:

Image

Image

Image

I drugi bardzo rozpoznawalny symbol Kolonii - most kolejowy:

Image

Tak jak na rejsie pełnomorskim dostaliśmy program dnia:

Image

….a wieczorem wyruszyliśmy w trasę. Kolonia za nami:

Image

W kolejnych kilku postach skupię się na fotorelacji z poszczególnych odwiedzanych miejsc – część z nich okazała się na tyle malownicza, że pomimo dziesiątków wcześniejszych wyjazdów do Niemiec jakoś nie zdawałem sobie sprawy, że w tym kraju może być tak ładnie.

Co do samego rejsu, gdyby ktoś miał pytania dotyczące jego organizacji i jak funkcjonuje taki statek od środka, oczywiście postaram się odpowiedzieć na wszystkie pytania. Najważniejsze informacje – w szczególności koncentrujące się na różnicach pomiędzy rejsem pełnomorskim a rejsem rzecznym zebrałem w formie słowniczka w osobnym wątku, który można znaleźć tutaj: rejsy-rzeczne-wielodniowe-czym-to-sie-je,1614,133193

C.D.N.


Ostatnio edytowany przez greg2014, 08 Paź 2018 20:41, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 08 Paź 2018 20:36 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1509
złoty
Jak zwykle świetnie! Czekam na dalszy ciąg. Ile pasażerów?

Wysłane z taptaka.
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 08 Paź 2018 20:39 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
Niewiele.
Przy założeniu 2 osób na kabinę, maksymalna liczba pasażerów na tym stateczku to 184.
Było trochę mniej bo niektóre były zajmowane w pojedynkę.
Wszystkie kabiny w każdym razie były zajęte.
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 08 Paź 2018 20:41 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 02 Maj 2013
Posty: 1039
srebrny
Zapowiada się ciekawie. W podsumowaniu rozliczenie kosztowe pls :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#5 PostWysłany: 08 Paź 2018 22:14 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
@danziger - jasne, nie ma problemu.Zbiorę to na końcu.

Drobne koszty typu ceny biletów wstępu do poszczególnych atrakcji czy kolejek linowych, z których korzystałem będę wrzucał na bieżąco w ramach relacji dot. poszczególnych miejsc.
Góra
 Relacje PM off
danziger lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 09 Paź 2018 08:49 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Mar 2013
Posty: 2439
Loty: 432
Kilometry: 1 028 838
złoty
To czekamy na ciag dalszy, bo to bardzo malownicze okolice. Ja jade po raz kolejny do Cochem juz za 2 dni. Hotel mam nad rzeka i bede obserwowac takie stateczki.
_________________
Carpe Diem.
Góra
 Relacje PM off  
 
#7 PostWysłany: 13 Paź 2018 13:31 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
-- 09 Paź 2018 19:10 --

Pierwszym punktem na naszej trasie była Koblencja – ok. 100 tysięczne miasto położone w widłach Renu i Mozeli, którego masa zabytków została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Trochę późną pobudkę zrobiły mi łabędzie pływające tuż za oknem mojej kabiny:

Image

Szybkie śniadanko, zabrałem mapkę miasta z recepcji i można było wyruszać na zwiedzanie.

Okazało się, że statek zacumował niemal naprzeciw stoczni rzecznej położonej u ujścia Mozeli do Renu – praktycznie w samym centrum miasta.

Koblencja należy do najstarszych miast Niemiec – jej korzenie sięgają czasów rzymskich. Ma ona kilka wizytówek-znaków rozpoznawczych umieszczanych obowiązkowo na wszystkich widokówkach.

Pierwszym z nich jest monumentalna twierdza Ehrenbreitstein usytuowana na szczycie nadreńskiego wzgórza – praktycznie na wprost ujścia Mozeli do Renu. Jest to podobno drugi pod względem wielkości zachowany zamek obronny w Europie. Rozmiary faktycznie ma słuszne – do tego stopnia, że trudno mi go było objąć w całości w jednym kadrze :-)

Image

Do twierdzy najłatwiej dostać się kolejką linową:

Image

Bilet łączony obejmujący wjazd, zjazd oraz zwiedzanie twierdzy kosztuje 13,8 EUR.

Sam wyjazd na górę zajmuje kilka minut. Przejście od stacji kolejki do głównej bramy zamku to kolejne 5 minut. Jeśli ktoś chce ją obejść, może to zająć dobrą chwilę – wnętrze twierdzy to całkiem konkretny labirynt przejść pomiędzy którymi ulokowanych jest ileś budynków, które w przeszłości pełniły różnego rodzaju funkcje militarne. Obecnie część jest dostępna dla zwiedzających – ulokowano w nich różnego rodzaju muzea i wystawy, z których najbardziej podobała mi się wystawa poświęcona tradycjom winiarskim Nadrenii.

Poniżej załączam kilka zdjęć wykonanych po wejściu na teren Ehrenbreitstein:

Image

Image

Image

Image
Image

Wielką zaletą wizyty w twierdzy są niesamowite widoki jakie roztaczają się z niej na Koblencję, Ren (w kierunku południowym) oraz Mozelę. Szczególnie charakterystyczny przy tym jest cypel Deutsches Eck, przy którym wody Mozeli wpływają do Renu:

Image

Deutsches Eck jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych symbolów Koblencji. Pod koniec XIX wieku postawiono na nim monumentalny pomnik cesarza Wilhelma I, który po II WŚ popadł w ruinę i został odbudowany dopiero po zjednoczeniu Niemiec stanowiąc obecnie jeden z symboli jedności kraju:

Image

Image

Akurat dzień przed naszym pobytem w Koblencji, na Deutsches Eck była organizowana jakaś duża impreza – stąd widoczek zaśmiecony jest resztkami sceny, tirami zbierającymi trybuny, kibelki i resztę pozostałego po imprezie bajzlu.

Po opuszczeniu twierdzy, można jeszcze wyjść na położoną w pobliżu platformę widokową (wstęp wolny):

Image

…z której roztacza się widok na Ren w kierunku północnym:

Image

Po powrocie kolejką linową na drugi brzeg Renu warto zafundować sobie spacerek brzegiem tej rzeki. W trakcie takiego spacerku nie sposób nie zauważyć m.in. szacownego budynku należącego kiedyś do lokalnych władz pruskich:

Image

…a także monumentalnego pałacu elektorskiego, którego jednymi z gospodarzy byli polscy książęta należący do rodu Wettynów:

Image

Image

Swój urok ma też położone w bezpośrednim sąsiedztwie Stare Miasto, z labiryntem uliczek i mnóstwem malowniczych kamienic:

Image

Image

W centrum miasta można również zobaczyć oryginalny zabytek: kolumnę-fontannę o nazwie "Historiensäule" (dosł. kolumna historyczna) prezentującą na kilku poziomach historię miasta: od przybyłych tutaj łodziami rzymian, którzy zapoczątkowali historię miasta – po płonące budynku po bombardowaniach miasta w czasie II Wojny Światowej:

Image

Wracając na statek zahaczyłem jeszcze o Bazylikę św. Kastora – najstarszą świątynię miasta, której początki sięgają XII wieku:

Image

Miasto (a przynajmniej większość jego głównych atrakcji turystycznych) jest bardzo kompaktowe i praktycznie najłatwiej zwiedzać je pieszo dołączając do tego wyjazd/zjazd na wzgórze po przeciwnej stronie Renu, gdzie położona jest twierdza Ehrenbreitstein. Dodając do tego fakt, że wszystkie statki wycieczkowe zatrzymują się w odległości krótkiego spacerku od Deutsches Eck, muszę powiedzieć, że wizyta w tym miejscu nie wymagała żadnej logistyki ani specjalnych zabiegów.

Wieczorem ruszyliśmy dalej – ruszyliśmy wgłąb Mozeli i po przejściu olbrzymiej śluzy, która jest położona na peryferiach Koblencji, popłynęliśmy w kierunku naszego nocnego miejsca postojowego w Winningen.

C.D.N.

-- 10 Paź 2018 12:42 --

Drugi nocleg przypadł na Winningen – małą miejscowość położoną kilkanaście kilometrów za Koblencją. Niestety na spacerek, na który wybrałem się po kolacji nie zabrałem aparatu a zdjęcia z telefonu dalekie są od doskonałości. Przynajmniej jednak odrobinę oddają klimat miejsca:

Image

Image

Centrum Winningen (zresztą chyba cała miejscowość składa się tylko z centrum :-)), to kilkanaście uliczek przecinających się pod kątem prostym. Zabudowa jest niska a na każdym kroku na gości czekają otwarte winiarnie – aż trudno uwierzyć, ale widziałem tu więcej miejsc , w którym dominującym napitkiem było wino a nie piwo – aż trudno w to uwierzyć w Niemczech. Lokalny klimat podkreślają wszechobecne winorośle – na ścianach domów, pomiędzy budynkami, nad uliczkami, w ogródkach czy na różnego rodzaju pergolach i gankach. Naprawdę bardzo ładne miejsce.

Ale to był tylko postój na nocleg. W samym Winningen żadnych wielkich planów nie było i może przy okazji jakiejś bardziej tradycyjnej wycieczki z Koblencji do Cochem warto się tutaj zatrzymać. Zresztą wzdłuż Mozeli biegnie linia kolejowa, którą jak przekonałem się następnego dnia co chwilę kursują lokalne pociągi z Koblencji z w kierunku Trewiru – przystanki są zarówno w Winningen jak i Cochem.

Następnego dnia rankiem przybiliśmy do Cochem. To nieduże kilkutysięczne miasteczko położone przy Mozeli, co roku odwiedzane jest przez setki tysięcy turystów.

Ponieważ nasz pobyt w Cochem był stosunkowo krótki (do 13), miałem dylemat, czy zostać na miejscu czy wybrać się na wycieczkę do oddalonego o ok. 30 km zamku Eltz. Po dyskusji podczas kolacji z Niemcami, z którymi dzieliłem stolik zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie. Wyszedłem z założenia, że do Cochem jeszcze na pewno przyjadę na jakąś objazdówkę w połączeniu z Trewirem, a akurat do tego miasta jest się łatwiej dostać niż do położonego trochę na odludziu zamku Eltz.

Z Cochem zamieszam zatem tylko kilka fotek z górującym nad miastem zamkiem Reichsburg Cochem z XI wieku:

Image

Image

Image

Pisząc o Cochem, warto również wspomnieć, że z jest ono położone stosunkowo blisko od lotniska Frankfurt-Hahn (ok. 40 km), do którego chyba jeszcze cały czas latają niektórzy tani przewoźnicy. Można się stamtąd stosunkowo łatwo dostać do Trewiru, który może być fajnym punktem wypadowym na wycieczkę po dolinie Mozeli.

C.D.N.

-- 12 Paź 2018 12:21 --

Zamek Eltz położony jest w odległości niespełna 30 km od Cochem. Początkowo droga do niego prowadzi wzdłuż Mozeli, po czym trzeba nieco odbić w bok. Generalnie niespecjalnie zawracałem sobie tym głowę bardziej próbując zrozumieć co mówi przewodniczka niż kontrolując (bo i po co) trasę :-)

Zamek położony jest jak dla mnie dość dziwnie. Nie wiedzieć czemu przyzwyczaiłem się, że jak coś jest zamkiem to powinno stać na jakimś najlepiej trudno dostępnym wzgórzu i być widoczne z daleka, odstraszając swoim ogromem ewentualnych wrogów. Tymczasem zamek Eltz dla niepoznaki chyba został zbudowany na czymś w kształcie pagórka wewnątrz kotliny i jak mało który można go podziwiać również z góry idąc drogą prowadzącą z parkingu.

Image

A tu już trochę bliżej:

Image

Zamek wygląda jak dla mnie trochę bajkowo i trzeba przyznać, że zasłużenie jest dużą atrakcją turystyczną w tej części Niemiec. Co ciekawe w porównaniu do innych zamków w okolicy historia obeszła się z nim w miarę litościwie – najpoważniejsze uszkodzenia odniósł w XVIII wieku ale późniejsze renowacje pozwoliły przywrócić jego kształt. Na tle wielu innych zamków położonych w Nadrenii miał dużo szczęścia.

Jak do każdej szanującej się warowni, główne wejście prowadziło przez wąską bramę i most:

Image

Wśród innych ciekawostek warto wspomnieć, że zamek od początku swojego istnienia należy do rodu Eltz, skąd wziął nazwę – a w zasadzie jego trzech gałęzi, z których każda gospodarowała jego częścią rozbudowując ją na swoją modłę w postaci wysokich, wielokondygnacyjnych wież.
Całość łączy dziedziniec o nieregularnych kształtach:

Image

Image

Bezpośrednio u podnóża wież zlokalizowanych jest kilka budynków, które w przeszłości pełniły funkcje gospodarcze a obecnie zlokalizowane są w nich m.in. sklepik, kasy, toalety czy restauracja:

Image


Image

Zamek można zwiedzać (cena biletu – 10 EUR). Niestety we wnętrzach obowiązuje całkowity zakaz fotografowania – w związku z tym zainteresowanych odsyłam do strony internetowej (https://www.burg-eltz.de/de/) lub do odwiedzenia zamku na miejscu. Nam przejście całości z przewodnikiem zajęło nieco ponad godzinę.

Miejsce moim zdaniem naprawdę warte zobaczenia.

C.D.N.

-- 13 Paź 2018 13:31 --

Wycieczka na zamku Eltz zakończona. Ruszamy dalej :-)
Jeszcze jedno spojrzenie na Cochem i odpływamy:

Image

Powrotny rejs Mozelą z Cochem do Koblencji trwa kilka godzin. Po drodze rozciągają się malownicze niewielkie miejscowości oraz liczne winnice (oczywiście z wielkimi napisami, żeby każdy wiedział, że tu powstaje takie czy inne wino mozelskie). No i pola kampingowe – ciągną się co chwilę dosłownie kilometrami:

Image

Image

Image

Image

Winnice zajmują praktycznie wyłącznie lewy brzeg Mozeli, na którym intensywnie pracuje słońce. W niektórych miejscach są one naprawdę nieźle sterasowane:

Image

Image

Image

Na tym odcinku co jakiś czas można zobaczyć jakiś zamek (chociaż częściej jego ruiny), pałacyk albo urokliwy kościół. W okolicach Klotten pojawiły się ruiny zamku Coraidelstein, którego udokumentowane początki sięgają XIII wieku:

Image

Nieco dalej - w okolicy Moselkern - pojawia się nieco starszy zamek Bischofstein z towarzyszącym mu poniżej malowniczym kościółkiem:

Image

Image

Żegluga po Mozeli przerywana jest co jakiś czas przerwami na śluzowanie. W sumie na odcinku z Cochem do Koblencji przepływa się przez trzy śluzy. To pierwsza z nich - w Mueden:

Image

Image

Image

Image

Rozmiary statku są dopasowane idealnie do rozmiarów śluzy – wejście do niej to niezła sztuka biorąc pod uwagę, że po każdej stronie statku pozostaje dosłownie po kilkanaście centymetrów luzu:

Image

Co ciekawe, statek wchodzi do śluzy z wykorzystaniem własnego napędu i odpowiada za to kapitan jednostki – inaczej niż w przypadku Kanału Panamskiego, gdzie jest wciągany do śluzy przez kilka lokomotyw. No ale rozmiar i statku i śluzy są zupełnie inne…

A tymczasem na horyzoncie Zamek Thurant w Alken:

Image

Image

Zresztą mniejszych lub większych ruin lub wystających z lasu pozostałości po jakichś twierdzach czy zamkach mijaliśmy więcej – często nie są nawet zaznaczone na mapach google i ciężko określić ich nazwę. Te na przykład pochodzą z okolic Winningen:

Image

Image

Image

Płynąc po Mozeli trzeba przyznać, że ruch na rzece jest bardzo duży – oprócz licznych statków wycieczkowych mijały nas dziesiątki barek, jachtów, motorówek - o małych łódkach nie wspominając. Dla zaspokojenia ich potrzeb można po drodze można zobaczyć jedyne w swoim rodzaju pływające stacje benzynowe i sklepy:

Image

Jeszcze wejście na ostatnią śluzę w Koblencji:

Image

Tu różnica poziomów jest zdecydowanie największa. Żeby przejść pod wielką belką połączoną z mostkiem dla pieszych konieczne było złożenie wszystkich daszków na górnym pokładzie oraz schowanie mostka kapitańskiego:

Image

A tu jesteśmy tuż po wyjściu ze śluzy – po stronie Koblencji. Teraz widać najlepiej jak duża jest różnica poziomów na tej śluzie. Niebieska belka, która wcześniej nam przeszkadzała, teraz jest na wysokości wielu metrów powyżej nowego poziomu wody:

Image

Na horyzoncie pojawia się Koblencja, którą zwiedzaliśmy kilka dni wcześniej. A to twierdza Ehrenbreitstein , o której pisałem wcześniej – tym razem w pełnej okazałości:

Image

Image

Mijamy Deutsches Ecke i żegnamy się z Mozelą, jesteśmy już na Renie. Tym razem Deutsches Ecke jest już posprzątany po imprezie a cesarz na koniu prezentuje się jak należy:

Image

Image

Nasz nocleg był zaplanowany w Braubach – praktycznie tuż za Koblencją.
Po drodze mijamy jeszcze zamek Lahneck z XIII wieku:

Image

…oraz średniowieczną fortecę Stolzfells, która w kolejnych wiekach została zamieniona w pałac cesarski:

Image

Image

W końcu na wzgórzu pojawił się zamek Marksburg – kolejna średniowieczna forteca z XIII wieku – w przeszłości m.in. siedziba rodu von Eppstein:

Image

I w ten sposób dotarliśmy do Braubach. W dalszej części wrzucę jeszcze kilka zdjęć z tego malowniczego miasteczka. Dodam również, że opisany powyżej fragment rejsu był dopiero uwerturą – kolejnego dnia od zamków (wliczając w to ruiny) można było dostać momentami oczopląsu.

C.D.N.

PS. Nie wiem dlaczego kolejne posty dopisują się do poprzednich tworząc coraz trudniejszy do przeglądania mega-post. W kolejnej części mam zamiar wrzucić znowu sporo zdjęć i mam nadzieję, że już tak nie będzie :-)
Góra
 Relacje PM off
13 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 14 Paź 2018 19:20 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
Braubach to malutka ale bardzo klimatyczna mieścinka. Niestety spacerek na Marksburg nie za bardzo wchodził już w rachubę – robiło się ciemno a najbardziej popularna trasa prowadzi przez las i jest nieoświetlona. Zresztą zamek i tak był już zamknięty – można było co najwyżej przywitać się z zamkową klamką :-)

Poniżej wzucam parę fotek z wieczornego spacerku po Braubach:

Image

Image

Image

Image

Image

Image

A kolejnego dnia rano w planie mieliśmy kilkugodzinny rejs podobno (nie mam porównania) najładniejszym odcinkiem Renu z Braubach do Ruedesheim.

C.D.N.

PS. Wielkie podziękowania dla @Zeus za przerwanie poprzedniego mega-postu. Ten się już nie dokleił do poprzedniego :-)
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 16 Paź 2018 10:14 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
Z Braubach wyruszyliśmy w okolicach 8 rano. Rano było bardzo zimno a wiatr na górnym pokładzie smagał zimnymi biczami i tylko potęgował uczucie zimna. Potem się poprawiło, a w okolicach 12-ej pogoda była już znakomita – do późnych godzin popołudniowych temperatura wahała się w okolicach 30 stopni.

Ze względu na to, że w godzinach porannych słońce po prawej (wschodniej) stronie Renu było jeszcze stosunkowo nisko, pierwsze zdjęcia nie są najpiękniejsze – ale lepsze takie niż żadne :-)

Gdy po śniadaniu pozbierałem się do kupy, wyszedłem na pokład zewnętrzny i oswoiłem z zimnem i wiatrem, na horyzoncie pokazała się pierwsza ruinka. Zamek Sterrenberg (a w zasadzie to co z niego zostało) zlokalizowany jest na prawym brzegu w okolicach Kamp-Bornhofen. Jego początki sięgają XII wieku, obecnie jest częściowo zagospodarowany na potrzeby turystyczne:

Image

Kawałek dalej, dosłownie po sąsiedzku, po tej samej stronie rzeki można zobaczyć kolejną – nieco młodszą ruinę – pozostałości po zamku Liebenstein z XIII wieku:

Image

Oba zamki zgodnie z niemiecką legendą są określane jako "bracia – wrogowie". Poniżej widać je razem:

Image

Kawałek dalej – znowu na prawym brzegu można było zobaczyć pięknie odnowiony zamek Maus z XIV wieku (tak na marginesie jest on jednym z niewielu zamków w dolinie Renu, z którymi historia obeszła się bardzo litościwie i które nie zostały nigdy poważnie zniszczone):

Image


Kolejny zamek – tym razem po lewej stronie rzeki to Burg Rheinfels z XIII wieku. Bezdyskusyjnie piękna ruina:

Image

Image

Image

Image

Image

Zresztą tak jak my zazwyczaj zwalamy winę za wszystkie historyczne zniszczenia i grabieże na Niemców, Rosjan czy Szwedów, w dolinie Renu dyżurnym grabieżcą byli Francuzi – to ich ciężkiej pracy w XVIII wieku zamek Rheinfels zawdzięcza swoją obecną postać.

Położony na prawym brzegu w okolicy St.Goar kolejny zamek - Burg Katz z XIV wieku też oczywiście ucierpiał (nie piszę już od kogo) ale został odbudowany. Obecnie stanowi własność prywatną i nie jest dostępny dla turystów:

Image

Zapomniałem napisać, że wzdłuż obu brzegów Renu biegną bardzo uczęszczane linie kolejowe. Kursują nimi dosłownie co chwilę pociągi lokalne, którymi można łatwo i szybko przemierzyć dolinę od Moguncji do Koblencji. Jest to dobre rozwiązanie jeśli ktoś chciałby skorzystać z dziennego rejsu statkiem na tej trasie (lub jakimś jej odcinku) – korzystając z pociągu można łatwo wrócić do początkowego punktu wycieczki. Sama trasa kolejowa po obu stronach biegnie na długich odcinkach tunelami, do których wjazdy mają też "zamkowe" klimaty:

Image

Image

W międzyczasie minęliśmy położoną również w okolicy St.Goar malowniczą skałę Loreley, z którą związana jest masa niemieckich legend, pieśni i przeróżnej twórczości. Zgodnie z jedną z legend, na jej szczycie przesiadywała panna o imieniu Loreley, która śpiewała rzewne pieśni, na których dźwięk żeglarze zapominali o wszystkim i rozbijali swoje statki o wysoką skałę:

Image

Image

Jak już jestem przy legendach to warto jeszcze wspomnieć o zdradliwych Siedmiu Pannach – wystających (albo i nie – zależy od poziomu wody) skałach pośrodku nurtu Renu, które rzekomo są zamienionymi w skały siedmioma pannami, które miały serca twarde jak kamień. Są równie zdradliwe (o ile nawet nie bardziej) jak wspomniana wcześniej Loreley:

Image

A tymczasem na horyzoncie pojawiła się wieża Ochsenturm w Oberwesel :

Image

Wkrótce potem na lewym brzegu pojawiło się samo miasteczko Oberwesel, którego dominantą są dwa kościoły. Jako pierwszy pokazał się kościół św. Marcina (tzw. biały kościół – pochodzi z XIV wieku). Samo Oberwesel było kiedyś ufortyfikowane – do dziś zachowały się fragmenty murów miejskich:

Image

Image

Zachowały się także niektóre z miejskich bram:

Image

Dosłownie kawałek dalej pojawiła się druga dominanta – tym razem "czerwony kościół" Liebfrauenkirche (XIV wiek ale na fundamentach świątyni z VI wieku) oraz położony na wzgórzu zamek Schönburg z XII wieku:

Image

Image

Image

Jak łatwo się domyślić do stanu ruiny (tylko częściowo odrestaurowanej) zamek doprowadzili Francuzi :-)

Dosłownie kawałek dalej – ale tym razem na prawym brzegu - w Kaub można zobaczyć ruinę zamku Gutenfells z XIII wieku, którą częściowo zaadaptowano na hotel :

Image

Image

Poniżej zamku Gutenfalls, na wyspie pośrodku środku rzeki zbudowano z kolei niewielki zamek Pfalzgrafenstein (XIV wiek), którego głównym zadaniem była kontrola żeglugi na Renie oraz pobieranie ceł i wszelkiej maści opłat od żeglarzy:

Image

Wracamy na lewy brzeg. Kolejna miejscowość to Bacharach. Jej znak rozpoznawczy to resztki kościoła (pozostały tylko niektóre ściany) – Wernerkapelle:

Image

…oraz zamek Stahleck z przełomu XI/XII wieku:

Image

Image

Image

Nieco dalej – w okolicy Rheindiebach (również na lewym brzegu) straszą zarośnięte ruiny zamku Fürstenberg z XIII wieku. Nie będę powtarzał kto go zburzył, jak widać nikomu nie przyszło do głowy odbudowywać zamku:

Image

Image

Przy zamku Fürstenberg, ruiny kolejnej twierdzy – tym razem położonego na przeciwnym brzegu zamku Nollig z przełomu XIV/XV wieku nie robią wrażenia i wyglądają niewinnie:

Image

Powyższa lista jeszcze nie wyczerpuje listy zamków i ruin w dolinie środkowego Renu. Do Ruedesheim został nam jeszcze spory kawałek…

C.D.N.

-- 16 Paź 2018 10:14 --

Płyniemy dalej.

Dosłownie po kilku minutach na lewym brzegu, w Niederheimbach L wyłania się Zamek Heimburg z XIII wieku:

Image

Image

…a niewiele później pochodzący z tego samego okresu Zamek Sooneck:

Image

Image

Na tym odcinku na lewym brzegu Renu zamek goni zamek: kolejny jest pochodzący z XIII wieku potężny Burg Reichenstein przez niektórych nazywany również Zamkiem Falkenburg. Wizualnie składa się jakby z dwóch części:

Image

Image

Image

Image

I jeszcze jeden zamek na lewym brzegu - Burg Rheinstein. Powstał w XIV wieku jednak obecny kształt pochodzi z XIX wieku, kiedy został podniesiony z całkowitej ruiny:

Image

Image

Kolejna ruina jest jak z obrazka – dosłownie nic jej nie brakuje. Tym razem jest to położona na prawym brzegu pozostałość po Zamku Ehrenfels z XII wieku. Jesteśmy już w okolicy Ruedesheim:

Image

Image

Naprzeciwko zamku Ehrenfels, na wyspie pośrodku rzeki samotnie sterczy Wieża Mysia (Binger Mäuseturm), która w przeszłości pełniła funkcję posterunku celnego:

Image

Obecny kształt wieży pochodzi z XIX wieku, oryginalna wieża została zniszczona przez wojska francuskie w XVII wieku.

Na lewym brzegu pojawia się Bingen - stosunkowo duże miasteczko, oprócz tradycji winnych znane również z zamku Klopp z XIII wieku:

Image

A to widok na centrum Bingen ze starym (pochodzącym z XV wieku – obecnie jest to tylko rekonstrukcja) dźwigiem służącym do załadunku i rozładunku statków:

Image

No i w końcu dotarliśmy prawie do naszego celu w tym dniu – miasteczka Ruedesheim położonego niemal dokładnie naprzeciwko Bingen, na prawym brzegu Renu. Nad miastem góruje potężny pomnik Niederwald wzniesiony dla uczczenia zwycięstwa w wojnie z Francją w 1871 roku oraz utworzenia Cesarstwa Niemieckiego:

Image

Zresztą samo Ruedesheim oraz jego okolice okazały się bardzo malownicze i interesujące. Ale o tym napiszę w kolejnej części.

C.D.N.
Góra
 Relacje PM off
8 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 17 Paź 2018 08:09 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
Ruedesheim to niewielkie (ok. 10 tys. mieszkańców) miasteczko położone na lewym brzegu Renu. Znane jest głównie (jak zresztą cała okolica) z tradycji winiarskich oraz monumentalnego pomnika Niederwald, o którym pisałem wcześniej i do którego co roku "kolędują" dziesiątki tysięcy turystów. Sam pomnik (szczególnie ze względu na swoje rozmiary) może być interesujący. Dla Niemców ma on zresztą duże znaczenie historyczne oraz przede wszystkim symboliczne. Na mnie jednak mówiąc szczerze, znacznie większe wrażenie zrobiła przepiękna panorama Renu, którą można podziwiać z góry.

Na miejsce można udać się na piechotę lub kolejką linową:

Image

Wiszące kabiny bardziej przypominały mi wagoniki na węgiel niż wagoniki nowoczesnej kolejki liniowej:

Image

Sam pomnik Niederwald widać z daleka – dominuje on zdecydowanie nad okolicą i nie ma niczego co mogłoby nawet próbować z nim konkurować:

Image

Prawdziwe jego rozmiary widać dopiero z bliska:

Image

W sąsiedztwie pomnika powstała również m.in. mała świątynia dumania oraz całe zaplecze gastronomiczne, plac zabaw itd.:

Image

Spod pomnika prowadzi zresztą cała pajęczyna ścieżek spacerowych, którymi można dotrzeć do kilku punktów widokowych a także do innej kolejki linowej, którą można zjechać do miejscowości Assmannshausen, położonej niemal naprzeciwko zamku Rheinstein, o którym wspominałem w poprzedniej części relacji.

Pierwszym punktem widokowym jest jednak taras położony bezpośrednio u stóp pomnika. Widoki na Ruedesheim , Ren i porastające okoliczne wzgórza winnice są stąd powalające:

Image

Image

Image

Spod pomnika można przejść (ok. 20 minut spacerku leśną drogą) do położonych w bliskiej odległości od siebie trzech punktów widokowych: Naheblick, Rossel oraz Rittersaal. Z Rossel roztacza się przepiękny widok na wspominaną wcześniej Wieżę Mysią oraz ruiny zamku Ehrenfels:

Image

…a także na położone po drugiej stronie Renu Bingen oraz mendrujący dopływ Renu – rzekę Nahe:

Image

Zresztą sam punkt widokowy Rossel to też ciekawy obiekt – również ruina ale "sztuczna" – powstał od początku w takiej formie i pełnił funkcje romantycznego punktu widokowego na Ren:

Image

Z kolei z kolejnego punktu widokowego - Rittersaal roztacza się widok na inny fragment Renu z widocznymi w oddali zamkami Rheinstein oraz Reichenstein:

Image

W powrotną drogę do Ruedesheim udałem się pieszo przez winnice. Akurat było tuż przed winobraniem – winorośle wręcz uginały się od rozkosznie słodkich owoców – nie omieszkałem spróbować :-) :

Image

Image

Image

Image

Przy okazji miałem okazję przyjrzeć się jak zbudowane są terasy – dopiero z bliska widać, że to całkiem poważna konstrukcja z drogami, schodami na poszczególne poziomy winnic oraz kamiennymi pomieszczeniami – schronami dla pracowników:

Image

Image

Przy okazji jeszcze jeden widok na zamek w Bingen:

Image

…i jak się okazało niedostępne do zwiedzania ruiny zamku Ehrenfels, obok którego wcześniej przepływaliśmy:

Image

Image

Image

Samo Ruedesheim jest również warte zwiedzenia – szczególnie jego centrum z labiryntem wąskich uliczek, nad którymi na każdym kroku zwisają winorośle:

Image

Image

Image

Na uwagę zwraca również dziwaczny budynek muzeum instrumentów muzycznych:

Image

…jedna z najstarszych winnic w mieście:

Image

…oraz budynek muzeum winiarstwa, którego fundamenty pochodzą z okolic IX-X wieku:

Image

Powolutku wróciłem na kolację na statek. Jak się okazało do naszej jednostki "przytulił" się inny statek wycieczkowy:

Image

Tymczasem mój rejs powoli dobiega końca. Następnego dnia pozostała nam jeszcze całodniowa wizyta w Moguncji i trzeba będzie myśleć o powrocie do domu.

C.D.N.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 17 Paź 2018 08:13 

Rejestracja: 20 Lis 2014
Posty: 1509
złoty
Piękne okolice i piękna pogoda sie trafiła. Odnosnie rzeki czy poziom wody pozwala na transport towarow? Bylo widać jakieś barki, jesli tak to co transportowaly?

Wysłane z mojego SM-G960F przy użyciu Tapatalka
Góra
 Relacje PM off  
 
#12 PostWysłany: 17 Paź 2018 08:41 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
@brzemia - okolica jest naprawdę bardzo ładna i mogę ją spokojnie polecić. A pogodę miałem jak z bajki. Dopiero ostatniego dnia zrobiło się trochę chłodniej - ale i tak nie było na co narzekać.

Co do barek to ruch na Renie jest nieprawdopodobny - w czasie naszego rejsu na tym odcinku był on żeglowny. Miejscami płynęły one dosłownie jedna za drugą.
Transportowały chyba wszystko co można - najwięcej było widać kontenerów, węgla, jakichś wielkogabarytowych konstrukcji stalowych. Czasami zdarzało się, że barka płynęła pusta lub miała zamknięte ładownie więc nie było widać co jest w środku.

Jak widać na poniższym zdjęciu, praktycznie każda barka transportowała również kilka samochodów - zapewne kogoś z załogi.

Image

Generalnie zarówno Ren jak i Mozela to taka autostrada na wodzie. Dosłownie :-)
Góra
 Relacje PM off
danziger lubi ten post.
brzemia uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 18 Paź 2018 08:29 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
Ostatni dzień wycieczki przypadł na Moguncję – jedno z najstarszych miast Niemiec. Spędziliśmy tam cały dzień. Statek zacumował praktycznie w centrum miasta – piechotą na starówkę nie było więcej niż 10 minut.

Moguncja to miasto nieprawdopodobnej ilości interesujących ilości kościołów różnych wyznań. Jako pierwszy odwiedziłem ewangelicki Christuskirche z charakterystyczną wysoką wieżą:

Image

Ponieważ w czasie ostatniej wojny Moguncja została dotkliwie zniszczona, warto wspomnieć, że większość starówki stanowią budynki odrestaurowane a nie oryginalne. Jedna ze świątyń – kościół św. Krzysztofa został jednak (po odpowiednim wzmocnieniu) pozostawiony w stanie ruiny przypominającej o zniszczeniach wojennych – jest w nim zlokalizowana galeria obrazująca zniszczenia wojenne oraz zdjęcia miasta sprzed wojny:

Image

Image

Kolejną atrakcją miasta jest dawny pałac książąt elektorów:

Image

Image

Był on wielokrotnie przebudowywany. Aktualnie mieści się w nim Muzeum Historii Rzymsko-Germańskiej.
W bezpośrednim sąsiedztwie pałacu można również zostawić odrestaurowaną replikę bramy w formie łuku przypominających o rzymskich korzeniach miasta (zostało ono założone w I wieku p.n.e. i stosunkowo szybko włączone do Imperium Rzymskiego, w którym stanowiło stolicę prowincji germańskiej):

Image

Oryginał bramy jest udostępniony w muzeum miejskim Moguncji.

Kolejnym kościołem jest dawny miejski kościół farny - St.Peter:

Image

…czy gotycki kościół św. Kwintyna:

Image

Największe wrażenie robi jednak gigantyczna katedra z licznymi przybudówkami, którą trudno objąć jednym kadrem:

Image

Katedra pochodzi z XI wieku. Duże wrażenie wewnątrz robią bogato zdobione płyty nagrobne arcybiskupów mogunckich rozmieszczone w różnych częściach świątyni:

Image

Image

Image

Do katedry przylega ogród oraz krużganki, w których wyeksponowano starsze i mniej reprezentacyjne płyty nagrobne oraz rzeźby a także zlokalizowano muzeum katedralne:

Image

Image

Image

W położonej z kolei pod głównym ołtarzem krypcie znajdują się grobowce ostatnich arcybiskupów Moguncji:

Image

Warto wspomnieć również o tym, że w przeszłości w Moguncji mieszkała bardzo duża diaspora żydowska, która w zdecydowanej większości nie przetrwała czasów hitlerowskich. Przypominają o niej umieszczone przed niektórymi kamienicami tabliczki pamiątkowe informujące o ich byłych mieszkańcach:

Image

Na tyłach katedry zlokalizowana jest osobliwa drewniana kolumna ponabijana gwoździami (Nagelsäule). - Kolumna z gwoździami

Image

Image
Powstała w latach 1915-1916 i upamiętnia zbiórkę funduszy na pomoc ofiarom wojny – każdy darczyńca mógł wbić w kolumnę swój własny gwóźdź.

Wracając do świątyń warto jeszcze wspomnieć o ewangelickim kościele św. Jana, który pełnił funkcję katedry Moguncji przed wybudowaniem obecnej katedry. Aktualnie w kościele prowadzone są prace archeologiczne, które mają na celu odsłonięcie jego fundamentów oraz odtworzenie pierwotnego układu świątyni. Uważa się, że jest to najstarsza świątynia chrześcijańska na północ od Alp:

Image

Image

Generalnie kościół ten jest niedostępny dla zwiedzania – nieświadomy tego wszedłem do środka z jakąś większą grupą jak się okazało historyków, dla których akurat odbywała się tam jakaś prezentacja.

Ostatnim odwiedzoną przeze mnie świątynią był kościół św. Szczepana znany z współczesnych witraży Marca Chagalla nadających jego wnętrzu charakterystyczną niebieską poświatę:

Image

Image

Niestety zdjęcia samych witraży zupełnie mi nie wyszły.

Do świątyni przylega nieduży dziedziniec z krużgankami:

Image

Image

Image

…a w jej pobliżu znajduje się dawna twierdza miejska – Cytadela, w której siedzibę aktualnie ma wiele firm. Jest to całkiem spory obiekt z kilkoma bramami wejściowymi:

Image

Niestety najładniejsze budynki oraz bramy cytadeli w czasie mojego pobytu były w trakcie renowacji pozasłaniane rusztowaniami w związku z czym nie były zbyt fotogeniczne :-)

W zasadzie wszystkie wymienione atrakcje (może z wyjątkiem nieco oddalonego kościoła św. Szczepana oraz cytadeli) znajdują się w zasięgu krótkiego spaceru w obrębie starego miasta. Mówiąc o starym mieście warto wspomnieć również o ulokowanym w bezpośrednim sąsiedztwie katedry niewielkim rynku z pięknymi kamieniczkami:

Image

a także równie pięknymi budynkami poza samym rynkiem – ale cały czas w obrębie starego miasta:

Image

Image

Niestety zdecydowana większość z nich stanowią rekonstrukcje – mogunckie stare miasto w czasie ostatniej wojny zostało prawie doszczętnie zniszczone.

Najbardziej znaną osobą pochodzącą z Moguncji jest Gutenberg, którego uhonorowano pokaźnym pomnikiem w pobliżu teatru:

Image

Na tyłach katedry zlokalizowane jest z kolei Muzeum Gutenberga:

Image

Bilet wstępu do muzeum kosztuje 5 EUR i moim zdaniem jest tego naprawdę warty. Zgromadzone tutaj zbiory są podzielone na kilka bardzo dużych działów, świetnie opisane a dodatkowo co jakiś czas (20-30 minut) organizowane jest grupowe zwiedzanie z przewodnikiem. Największe wrażenie robią oryginalne biblie Gutenberga – jedne z niewielu, które przetrwały do dzisiejszych czasów, które przechowywane są w specjalnym pomieszczeniu do którego wchodzi się przez drzwi przypominające wrota do olbrzymiego sejfu. Niestety w muzeum obowiązuje całkowity zakaz wykonywania zdjęć. W mojej ocenie jest to jedna z największych atrakcji Moguncji, w której ktoś zainteresowany historią oraz techniką druku a także ogólnie piśmiennictwem może spokojnie spędzić 5-6 godzin. Zdecydowanie polecam.

Nie ma średniowiecznego miasta bez bram. W Moguncji natknąłem się na dwie – Holzturm oraz Eisenturm – ich nazwy nawiązywały do materiałów z których pierwotnie były zbudowane (drewna i stali):

Image

Image

Wracając na statek minąłem jeszcze zupełnie nie pasujący (przynajmniej moim zdaniem) do klimatu miasta budynek ratusza:

Image

A tymczasem do kabiny dostarczono mi program zakończenia rejsu oraz zejścia ze statku:

Image

…i trzeba było się powoli pakować.
W nocy statek zaliczył ostatni odcinek naszej trasy – tym razem z Moguncji do Kolonii, gdzie zakończyłem wycieczkę. Krótkie podsumowanie umieszczę w kolejnym poście.
C.D.N.
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#14 PostWysłany: 19 Paź 2018 08:50 

Rejestracja: 06 Gru 2015
Posty: 941
platynowy
I w ten sposób mój krótki lastminutowy i trochę niestandardowy wypad do Niemiec dobiegł końca. W Kolonii statek przybił do nabrzeża w niewielkiej odległości od dworca kolejowego. Samo rozliczenie konta i zejście ze statku przebiegło tak sprawnie jak tylko sobie można wyobrazić.
Podobnie jak na statkach morskich, bagaże zostały odebrane z kabin (ale dla odróżnienia dopiero rano; na statkach morskich trzeba je z reguły wystawić za drzwi kabiny kładąc się spać na ostatnią noc) i czekały ustawione w rzędzie na nabrzeżu. Dla zainteresowanych statek organizował jakieś transfery, zamawiał taksówki itp. i trudno się było od tej strony do czegokolwiek przyczepić.

Jeszcze ostatni widok na Kolonię już z okna z pociągu. Najpierw katedra:

Image

….i jeszcze Ren. Jak widać most kolejowy jest obwieszony kłódkami zakochanych :-) W oddali po lewej stronie widać było nasz statek oczekujący na kolejny komplet pasażerów – tym razem płynął na północ do Amsterdamu:

Image


Powrót był prosty, chociaż środków transportu zaliczyłem kilka: pociąg do Leverkusen, Flixbus do Dortmundu, potem metro+autobus na lotnisko. W końcu samolot do Katowic i powrót autem z lotniska do Krakowa. Dokładając do tego statek na początku dnia był to jeden z tych rzadkich dni, w którym mam okazję podróżować bardzo intermodalnie :-)

I krótkie podsumowanie kosztów na koniec:

Bilety lotnicze z Katowic do Dortmundu i z powrotem (z bagażem rejestrowanym) kosztowały ok. 480 zł (Wizz, zakup ok. 3 tygodnie wcześniej bez żadnej promocji).
Bilety Flixbusa Dortmund-Leverkusen-Dortmund (kupowane w tym samym czasie) kosztowały w sumie 38 zł.
Koszt samego rejsu to 279 EUR z dopłatą za kabinę 1os (bez dopłaty cena wynosiła 249 EUR/os.). Cena obejmowała pełne wyżywienie bez napojów – te można było kupować na bieżąco (przeciętne ceny niemieckie), ewentualnie można było kupić pakiet napojów na czas całego rejsu za 99 EUR.
Wycieczka ze statku z Cochem na zamek Eltz kosztowała 39 EUR.

Na koniec pozdrawiam wszystkich śledzących tę relację i do następnego razu. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało.
Góra
 Relacje PM off
danziger lubi ten post.
2 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
 [ 14 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group