Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 12 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 16 Cze 2017 12:38 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
Nepal był na mojej liście miejsc do zobaczenia już od dłuższego czasu. Słynne Himalaje, które jak magnes przyciągają turystów, były jednym z powodów dla których chciałem tam jechać. Dolina Katmandu, będąca epicentrum tamtejszej buddyjskiej kultury z licznymi zabytkami kusiła samymi zdjęciami. Oraz pomysł spaceru po Parku Narodowym Chitwan, gdzie można oglądać piękne dziko żyjące zwierzęta bez ograniczeń. Wszystko to sprawiło, że Nepal stał się jednym z miejsc do których musiałem się wybrać!

Dzień 0 04.03.17
Moją przygodę zacząłem bardzo pozytywnie już na samym początku. O mały włos, a nie zdążyłbym na transport na lotnisko. Dlatego też zawsze podczas podróżowania obawiam się czy zdążę na mój samolot. Moje obawy wynikają z braku dobrej organizacji. Tym, że zapomnę przygotować bilet na lot albo pomylę godzinę odlotu. Dlatego już na samym początku moja przygoda mogła nie dojść do skutku.
Dotarcie do Katmandu zajęło mi niespełna dwa dni. Leciałem z dwoma przesiadkami - jedną w Londynie i drugą w Stambule. Emocje na szczęście nie topniały podczas długich oczekiwań między lotami.

Dzień 1 05.03.17
W Anglii wylądowałem późną porą. A od kolejnego lotu dzieliło mnie kilka godzin oraz dystans kilkudziesięciu kilometrów do przebycia by dostać się na kolejne lotnisko.
Zorganizowałem sobie transfer autobusowy z przesiadką w centrum Londynu z chwilą na rzucenie oka na miasto. Czasu nie było wiele, ale starczyło go na zobaczenie Big Bena oraz Parlamentu Zjednoczonego Królestwa. Mogłem też pozwolić sobie na krótki spacer wzdłuż Tamizy. A jako, że była to noc, nie musiałem borykać się z zatłoczonym miastem.
Image
Image
Image
Image
Image
Na lotnisko Gatwick, pod Londynem dotarłem parę godzin przed kolejnym lotem. Usadowiłem się wygodnie na fotelu i przeczekałem w półśnie kilka kolejnych godzin.
Punktualnie o czasie byłem już na pokładzie tureckich linii lotniczych. Tym razem lot trwał dłużej, a ten czas spędziłem na ostatecznym rozplanowaniu podróży oraz na oglądaniu filmów dostępnych w samolocie.
Na lotnisku w Stambule czekała mnie 9 godzinna przerwa przed ostatnim lotem do Katmandu. Portu lotniczego przez ten czas opuścić nie mogłem, ale gigantyczna powierzchnia tego obiektu dawała wiele możliwości by zająć sobie czas.
Image
Image

Dzień 2 06.03.17 Przylot do Katmandu

Chwilę po północy miałem samolot ze Stambułu prosto do stolicy Nepalu. Tym razem lot tureckimi liniami zaoferował mi 7 godzin podróży. Kiedy nadeszła pora lądowania każdy z pasażerów, jeszcze na pokładzie, otrzymał do wypełnienia kartę wizową, potrzebną by przebywać w kraju.
Lotnisko w Katmandu jest małe, a lotów do tego kraju nie ma wiele. Jednak każdy samolot sprowadza do hali przylotów tłumy turystów.
Większość z podróżnych dopiero w budynku zaczęła wypełniać wnioski wizowe otrzymane jeszcze na pokładzie samolotu. Osoby, które ten proces miały już za sobą ruszyły w stronę terminali komputerowych. Do komputera wprowadzało się identyczne dane jak te na papierze. Ale nie trwało to wcale szybciej. Wiele z tych informacji mogło zostać wypełnianych pobieżnie, gdyż i tak nikt tego ostatecznie nie weryfikował.
Następnie trzeba było uiścić opłatę wizową oraz przejść ostateczną weryfikacje czy wszystkie poprzednie czynności zostały spełnione. Kiedy wiza została wbita do paszportu można było ruszyć ku wyjściu.
Na sam koniec, gdy kierowałem się do sali odbioru bagaży, poznałem szwedzką grupę rockową. Robili nie małe zainteresowanie wśród pozostałych pasażerów lotu. Gdyż zespół składała się z trzech identycznych bliźniaków, cali wytatuowani oraz ubrani na styl amerykańskich kowboi. Byli również sympatyczni i otwarci. Jeden z nich podczas rozmowy ze mną stwierdził, że najwyraźniej ich kariera muzyczna nie ma dużej przyszłości i skupią się teraz na podróżowaniu po świecie.

Image

W samej hali bagażowej był niesamowity ścisk i chaos. Ledwo znalazłem drogę do wyjścia. Przed lotniskiem sytuacja podobna. Tłumy taksówkarzy, kierowników hoteli oraz wielkie nepalskie rodziny czekały na swych bliskich. Ci pierwsi, widząc turystę, od razu namawiają do skorzystania z ich usług. Nie zważając na zaczepki szedłem przed siebie . Chciałem się tylko dostać do miasta pieszo.
Z lotniska do centrum Katmandu dzieli dystans zaledwie 5 kilometrów. Taka odległość jest doskonałą możliwością by przejść przez miasto spacerkiem, a dzięki temu pozwala poznać uliczną kulturę i klimat kraju nim trafi się do miejsca przepełnionego turystami. Dodatkowo pogoda w Nepalu bardzo rozpieszcza, kiedy to z zimnej i chłodnej Polski z połowy marca przylatuje do państwa gdzie temperatura przekracza ponad 20 stopni.

Image

Na wymianę pieniędzy na tamtejszą walutę, zdecydowałem się w pierwszym lepszym banku. Cały proces trwał jednak strasznie długo. W późniejszym czasie zauważyłem, że sytuacji można było uniknąć. Korzystając z turystycznych kantorów w centrum miasta zaoszczędziłoby się dużo więcej czasu, a i kurs wymiany nie byłby gorszy. Nawet wymiana pieniędzy na lotnisku wydała się być bardzo atrakcyjny, czego nie spotka się w żadnym europejskim mieście.
Zaraz po wymianie pieniędzy chciałem uzyskać dostęp do nepalskiego numeru telefonicznego. W pierwszym lepszym salonie telefonii komórkowej obsługiwał młody chłopak. Nepalczyk rozpromienił się na mój widok kiedy tylko przekroczyłem próg. Było po nim widać, że sam był bardziej przejęty tym, że to obcokrajowca wszedł do tego lokalu niż po mnie jak wylądowałem w Nepalu. Kiedy uzupełniałem formalności konieczne do założenia numeru, chłopak często zadawał mi mnóstwo pytań skąd pochodzę i jak wygląda Polska. Wychodząc z salonu miałem wrażenie, że to on dziękował mi za to spotkanie niż ja mu za jego pomoc.

Image
Image
Image

Koło południa dotarłem do centrum stolicy. Następną rzeczą którą musiałem zrobić było uzyskanie pozwoleń na trekking po Himalajach. Bez nich w górach mogłaby mnie czekać wysoka grzywna. Owe uprawnienia mogłem tylko załatwić w Katmandu albo w Pokharze. Kolejna biurokratyczna formalność zajmowała sporo czasu. Zaczynałem zauważać pewien wzorzec w tego typu posadach państwowych. Nikt na takich stanowiskach nikt najwyraźniej się nigdy nie śpieszył.
Pół godziny później przemierzałem ciasne uliczki Thamelu, przy okazji przyglądając się kolorowym wystawą.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

W pewnym momencie zostałem zaczepiony przez młodego Nepalczyka. Chłopak przywitał mnie serdecznym Namaste, oraz grzecznie zapytał skąd pochodzę. Zaczął opowiadać mi o swoim pięknym kraju, o buddyzmie i o tym czym się zajmuje. Kaasim okazał się być uczniem studiującym buddyzm. Rozmawialiśmy tak przez chwilę na ulicy po czym zaprosił mnie bym odwiedził jego szkołę.
Na miejscu poznałem kolejnego ucznia tej szkoły - Mausam'a. Oboje na początek zaprezentowali mnie Mandale, a następnie buddyjskie Koło Życia czyli Bhavacakra. Skrupulatnie opowiedzieli mi o znaczeniu każdego szczegółu na obrazach oraz o celu działania ich szkoły.

Image
Image
Image
Image
Image

Okazało się, że sama szkoła zrzesza kilkudziesięciu, czasem nawet i 40, młodych ludzi. Wszyscy pilnie zajmują się poznawaniem buddyzmu poprzez tworzenie sztuki pod opieką tylko 3 nauczycieli, na wzór samego Dalajlamy. A ich nauka trwa blisko 10 lat.

Image

Po odwiedzeniu szkoły, Kaasim jeszcze przez pewien czas oprowadzał mnie po mieście. Zaproponował nawet bym wstąpił do niego na herbatę oraz bym poznał jego liczną rodzinę. Ja niestety z braku czasu odmówiłem. Przed pożegnaniem się poruszyliśmy jeszcze wątek trzęsienia ziemi z sprzed dwóch lat w Katmandu.
Trzęsienie ziemi w Nepalu, które nastąpiło 25 kwietnia 2015 pochłonęło wiele istnień i budynków. W jego wyniku uległo bezpowrotnie zniszczeniu wiele pięknych zabytków oraz poniosło śmierć tysiące osób. Trzęsienie to dotknęło głównie dolinę Katmandu i było jedną z największych tragedii na świecie.
Kaasim opowiadał o tym wydarzeniu z wielkim przejęciem, gdyż sam dobrze pamiętał tamten dzień kiedy to jego rodzina została bez dachu nad głową. Kiedy wspomniał o swoim ojcu, na jego twarzy pojawiły się łzy. Ojciec Kaasima niestety sam został przysypany gruzem własnego domu, podczas tamtego zdarzenia. W Kaasimie było widać wielką pokorę, a także pogodzenie się z przyszłością. Sam mówił, że jego misją jest czynić tyle dobra ile sam będzie wstanie to robić. Kiedy się z nim żegnałem zdałem sobie sprawę, że chłopak swoim nastawieniem naprawdę mnie poruszył.

Image
Image
Image

Kiedy dotarłem na dworzec autobusowy na ulicach zrobiło się ciemno. Szukałem jakiegoś nocnego połączenia stolicy z Pokharą. Nie musiałem długo czekać nim odnalazły mnie właściwe osoby, które nie dość, że pomogły mi załatwić bilet to jeszcze zaprowadziły mnie do odpowiedniego autobusu. Po chwili cały pojazd zapełnił się Nepalczykami i ruszył w swój kurs. W trasę która biegła bo dziurawych drogach przez blisko 10 godzin, a to tylko po to by pokonać 300 kilometrów.

Image

Ciąg dalszy nastąpi...
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 24 Cze 2017 15:04 

Rejestracja: 17 Sty 2017
Posty: 26
Też mnie zaczepił uczeń tej szkoły. 15 minut musiałem mu tłumaczyć (oraz jego nauczycielowi), że nie jestem zainteresowany kupnem mandali. Następnie na chwilę wpadłem do niego na herbatę, poprosił mnie abym kupił jakiś ryż i mleko dla dziecka - powiedziałem, że nie ma sprawy. Poszliśmy więc do sklepu, a on...Załadował na ladę zakupy za ponad 150$! Najpierw się uśmiechnąłem, a następnie powiedziałem, że chyba zaszło jakieś nieporozumienie. Dałem mu 10$ i odwróciłem się na pięcie. Dziwnym sposobem nagle przestał się uśmiechać i mówić jaką jestem wspaniałą osobą. Chyba się zdenerwował, że zmarnował te 3-4 godziny
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 26 Cze 2017 15:15 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
@tymeq1 Szczerze Ci powiem, że trafiłem dwukrotnie na uczniów różnych szkół. I z jednymi i drugimi posiedziałem parę godzin. Za pierwszym razem jak byłem w Katmandu to poznałem właśnie ucznia wyżej opisanej nepalskiej szkoły. Chłopak nie był natarczywy, utrzymuję z nim kontakt do dzisiaj. W drodze powrotnej jak odwiedzałem Katmandu po raz kolejny, trafiłem na innego ucznia innej szkoły. Ten był już bardzo namolny i jak opuszczałem go z niczym był mniej przyjazny. :)
A o sytuacjach z mlekiem dla dziecka słyszałem ale nie spotkała mnie. W takim przypadku zawsze trzeba się pytać sprzedawcy przed kupnem ile co kosztuje bo nawet głupie mleko okaże się majątkiem. :)
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 28 Cze 2017 10:54 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
Dzień 3 07.03.17 I dzień trekkingu Ghode Pani
Ze snu budzą mnie koleiny na drodze i donośne rozmowy. Uświadamiam sobie, że w dalszym ciągu jestem w autobusie do którego wsiadłem w Katmandu. Za oknem kompletna ciemność, jednak ożywienie współpasażerów mówi mi, że lada moment będziemy na dworcu autobusowym w Pokarze.
5 minut później wszyscy już staliśmy przed pojazdem. Ciemność otaczała całą okolicę, a w pobliżu nie było żadnej latarni dającej jakiekolwiek światło. Nim wzrok przyzwyczaił się do otaczających warunków dotarło do mnie, lodowate powietrze tamtego poranka. Po chwili doskoczyło do mnie paru niskich Nepalczyków.
Domyśliłem się od razu, że to taksówkarze albo jacyś pośrednicy oferujący lokum. Nie myliłem się, ale najwyraźniej każdy z nich był lekko zdziwiony moją osobą, bo żaden nie spodziewał się, że z autobusu wysiądzie jakiś turysta. Odprawiłem ich równie szybko jak się pojawili chociaż zupełnie nie rozumieli co do nich mówię.
Nikt w okolicy nie potrafił mówić po angielsku, a potrzebowałem dowiedzieć się skąd odjeżdża mój kolejny transport. Dopiero po 10 minutach znalazłem młodego chłopaka który wskazał mi na mapie oddalony o jakieś 3 km kolejny dworzec autobusowy. Dokładnie też tyle czasu potrzebowało słońce by wyjrzeć zza Himalajów i sprawić, że zrobiło się widno.
Image
Była 6 rano. Wszystko dookoła wydawało się jeszcze spać. Co najwyżej dzieci wychodziły z domów do szkół i co niektórzy otwierali sklepy. Nikt mnie nie zaczepiał, a ja mogłem obserwować jak miasto budzi się do życia.
Image
Image
Po godzinie dotarłem na kolejny dworzec. Mój autobus właśnie miał odjeżdżać. Jednak kiedy to pojawiłem się na placu, jakiś młody chłopak zapytał gdzie się wybieram. Słysząc moją odpowiedź szybko zatrzymano wyjeżdżający autobus. Miałem szczęście, nie dość, że nie musiałem czekać na odjazd to jeszcze znalazłem ostatnie wolne miejsce w pojeździe. Po raz kolejny jechałem z samymi Nepalczykami.
Po drodze zatrzymaliśmy się przy gastronomii będącej biznesem rodzinnym kierowcy. Korzystając z okazji dołączyłem do posiłku ze współtowarzyszami podróży. Nie wiedząc co jest serwowane poprosiłem wskazując ręką o to samo co brał mój poprzednik. Dostałem więc słodką herbatę i dwa placki chapati, czyli okrągłe chlebki z mąki pszennej.
W czasie jedzenia zagadał do mnie Nepalczyk niewiele starszy ode mnie. Strasznie chciał się dowiedzieć jak wygląda Polska, czym się różni do tutejszego klimatu, czy jest tam ciepło oraz jacy są ludzie. Z zaciekawieniem zbiegli się pozostali klienci lokalu aby również podsłuchać rozmowę. Chociaż większość z nich nic nie rozumiała. Kiedy lokal powoli zrobił się pusty klepnął mnie w ramię kierownik autobusy bym skończył jedzenie, bo trzeba ruszać.
Image
Image
Po prawie dwóch godzinach drogi odkąd wyjechałem z Podhary dotarłem do Naya Pul. Z autobusu wyskakuję na krętej drodze. Rozglądam się za jakimś znakiem w stronę szlaku ale nic nie znajduję. Po chwili jeden ze sklepikarzy widząc zagubionego turystę wskazuje mi trasę.
Droga wiodła przez wioskę z gęsto rozstawionymi budynkami. A każdy z nich z podpiętym straganem. Zakupiłem tam butelkę wody, która już w tedy była ponad dwa razy droższa niż w samej Podharze czy stolicy.
Image
Po kilkunastu metrach natrafiam na punkt kontrolny gdzie musiałem okazać zezwolenia na trekking. Chwilę później mogłem ruszyć w dalszą drogę wąską guzowatą ścieżką. Parę set metrów dalej zatrzymuje mnie jednak kolejny punkt kontrolny. Kiedy podchodziłem, strażnik kończył spisywać jakiegoś turystę. Po czym zwrócił się do mnie.
- Dokąd się wybierasz?
- Poon Hill, Ghandruk, gorące źródła w Jhinu i może ABC. - odpowiadam, a ten skrupulatnie wszystko notuje.
Na chwilę zadał pytanie mojemu poprzednikowi.
- Czemu nie wynająłeś przewodnika?
- Bo nie ma takiej potrzeby - odpowiada.
Wymownie spojrzał na mnie ale wiedział, że otrzyma taką samą odpowiedź. Kończąc na tym swoje pytania, puścił nas dalej.

Na szlaku lokalni mieszkańcy wiosek zaczynali się ze mną witać. Zarówno ci najmłodsi jak i starsi. Dostrzegłem tendencję, że im bardziej oddalałem się od cywilizacji tym ludzie chętniej wymieniali się ze mną uprzejmościami. Cieszyło mnie to, bo spodziewałem się jakiegokolwiek zaczepiania w stylu "Mister one dolar please" albo "Candy, candy!".
Image
Image
Image
Podczas mojej drogi w górę spotykałem częściej mieszkańców wiosek niż turystów, gdyż pora turystyczna dopiero co miała się zacząć. Jednym z ciekawszych przypadków nastąpił kiedy trafiłem na dwójką Portugalczyków idących wraz z przewodnikiem. Szło im naprawdę świetnie. Praktycznie cały czas się mijaliśmy, a kondycyjnie wydawali się sprawniejsi niż ja. Mogliby być daleko przede mną gdyby nie fakt, że sam tragarz nie nadążał za nimi. Nie raz się pytali mnie czy gdzieś nie mijałem ich przewodnika.
Trasa wiodła mnie przez liczne mniejsze wioski, gdzie praktycznie co godzinę można było zakupić potrzebne zapasy. Należało jednak pamiętać, że cena z każdym przebytym krokiem rośnie ze względu na odległość od drogi dostawczej. Tu na przykład za wodę mineralną w butelce trzeba by było zapłacić już prawi 10 razy więcej niż w dużych miastach.
Wędrując przez małe wioski chodziło się po kamiennych płytach. Często zaraz za osadami zaczynały się ostre podejścia po piaszczystym gruncie. A innym razem mijało się strumienie czy wielkie przepaście przechodząc podwieszanym mostem.
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Praktycznie odkąd opuściłem Polskę nie przespałem dobrze ani jednej nocy. Zazwyczaj było to parę godzin to tu to tam. Dlatego też ostatnie dwie godziny wspinaczki były dla mnie torturą, a na trasie byłem od 10 godzin. Każdy przebyty krok zdawał się być trudniejszy, a krótkie przerwy robione średnio co 10 minut przynosiły ulgę tylko na chwilę.
Zaczynałem odczuwać podnoszące się ciśnienie w mojej głowie, tak jakby miała zaraz eksplodować. Zakładałem, że może być to spowodowane nie przyzwyczajeniem się do takiej wysokości w tak krótkim czasie. Wszak mój trekking rozpocząłem na wysokości 1070 m n.p.m. w Naya Pul, a lada moment miałem osiągnąć 2855 m n.p.m. w Ghode Pani.
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Przed zapadnięciem zmroku udało mi się osiągnąć cel. Po paru chwilach spędzonych na podziwianiu widoków okolicy wszedłem do pierwszej lepszego Guest House. Jako że były jeszcze wolne miejsca to zająłem pierwsze lepsze łóżko bez wahania. Chwilę później dostrzegłem Australijczyka z którym raz czy dwa minąłem się na szlaku. Również w tej samej sali zauważyłem Szwajcarkę, którą też tego dnia poznałem. Po rozpakowaniu swoich manatków w pokoju i wzięciu chłodnego prysznica wróciłem do sali jadalnej, będącej również halą spotkań, w której znajdował się wielki piec grzewczy po środku. Brakowało tylko światła, na którego włączenie gospodarz czekał do momentu zapadnięcia całkowitego zmroku.
Wszyscy goście prędzej czy później zebrali się wokół pieca i każdy po kolei zaczął opowiadać skąd jest i jakie ma plany co do Nepalu. Zrobiła się naprawdę przyjacielska atmosfera, z umilającym ciepłem buchającym z pieca. Jeden z gości oświadczył, że przyjechał do Nepalu jako wolontariusz by pomóc jednej ze szkół w Podharze. Gdyż do owej szkoły uczestniczyły tylko biedne dzieci z tybetańskich rodzin. Ktoś inny, że jest w trakcie swojej wielkiej przygody podróżniczej po świecie. Jeszcze inny, że to tylko przerwa po studiach nim zacznie pracę. Rozmawiało się praktycznie do momentu kiedy nie przyniesiono każdemu zamówionego posiłku. Wtedy wszyscy usiedli przy stolikach by zjeść jeszcze ciepłe dania. Kiedy każdy napełnił swój brzuch było widać, że nie ma się już siły na dalsze rozmowy. Mi samemu oczy się już same zamykały, a kolejnego dnia musiałem wstać dwie godziny przed wschodem słońca by zobaczyć to po co tu przyjechałem...

Dzień 4 08.03.17 II dzień trekkingu Tada Pani
Wstałem przed 5 rano. Za oknem było bardzo ciemno, ale był to idealny moment by wyruszyć na Poon Hill.
Poon Hill jest punktem widokowym na wysokości 3210 metrach. Z jego wierzchołka niesie się niesamowity widok na ośmiotysięcznik Annapurna oraz sąsiednie szczyty. Dodatkowo jest to miejsce z którego najlepiej ogląda się wschód słońca.
O tej porze na dworze było zimno, jednak wspinaczka na sam szczyt jest bardzo rozgrzewająca. Lecz kiedy człowiek przestanie pracować to odczuje cały ten chłód poranka. By dostać się do punktu widokowego trzeba wspiąć po bardzo stromych schodach oraz uiścić opłatę zaledwie 50 NPR.
Wejście na Poon Hill z Ghode Pani zajęło około 45 minut. W tym czasie nie raz zatrzymując się by spojrzeć na kontury gór zza których miało wyjrzeć słońce.
Image
Image
Gdy wszedłem na szczyt, do wschodu słońca pozostać zaledwie kwadrans, postanowiłem wykorzystać ten czas aby zakupić sobie gorącą czekoladę.
Image
Na szczycie znajdowały już się małe grupy turystów również chcące zobaczyć wschód słońca z Poon Hill, zaczęli oni zajmować miejsca na wieży widokowej, murku i na ławeczkach.
Image
Ja sam usadowiłem się w wygodnym miejscu z kubkiem gorącego kakao i rozkoszowałem się widokami.
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Przed zejściem z Poon Hill spotkałem Valerie i Shane - Szwajcarkę i Australijczyka z którymi się bliżej zżyłem w hostelu. Na pamiątkę naszej znajomości zrobiliśmy sobie razem pamiątkowe zdjęcie po czym ruszyliśmy razem do wioski.
Image
Image
Image
Image
Image
Image
W naszej noclegowni czekało na nas już śniadanie, które zamawiało się jeszcze poprzedniego wieczoru. W trójkę wspólnie zjedliśmy razem nasz posiłek. Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę po czym każdy z nas ruszył dalej w drogę.

Moja trasa wiodła mnie tym razem w stronę Annapurna Base Camp (ABC) znajdujący się na wysokości 4130 m n.p.m. i miałem szczerą nadzieję, że ten cel osiągnę. Jednak od celu dzieliły mnie w najlepszym wypadku dwa lub trzy dni drogi. Wiedziałem natomiast, że trzeba zejść na wysokość ok. 2000 metrów. Co oznaczało, że będzie znów dużo wspinaczki.
Image
Image
Image
Na trasie zacząłem spotykać mnóstwo turystów z różnych krajów. Wszyscy byli zawsze bardzo mili. Jednak najbardziej mnie niepokoił sporadyczny widok turysty idący z małym plecakiem, a zaraz za nim maszerował nepalski tragarz z resztą jego ciężkiego dobytku. Nepalczycy traktowali to jako swoje główne źródło dochodu.
Image
Mijałem kolejne wioski, a w większości z nich pod Guest Housami stały stragany z kolorową ręcznie robioną biżuterią i odzieżą. Każdy z budynków na drodze serwował dodatkowo posiłek czy napoje, zarówno ciepłe jak i te zimne.
Image
Image
Image
Image
Image
W połowie dnia nagle niespodziewanie pogorszyła się pogoda, nastąpiło gwałtowne zachmurzenie i spadła temperatura powietrza. 5 minut później zaczął padać ulewny deszcze, który po pewnym czasie przemienił się w śnieg. Na moje szczęście w okolicy znajdowała się wioska, więc szybko schowałem się w sali obiadowej jednego z hotelików. W środku zebrali się wszyscy amatorzy himalajskiego trekkingu zapędzeni przez pogodę by odnaleźć odrobinę ciepła i się skryć przed deszczem.
Image
Image
Miałem czas by chwilę pogadać i dowiedzieć o prognozach pogodowych z pewnych źródeł. Jako, że w Himalajach warunki atmosferyczne potrafią być złośliwe i trudne do przewidzenia to zawsze trzeba być przygotowanym na wszystkie możliwe scenariusze. W Himalajach również jest wszechobecny brak zasięgu w telefonach komórkowych, więc każda zebrana informacja była dla mnie na wagę złota.
Niestety prognozy wskazywały, że pogoda w ciągu paru następnych dni miała się pogorszyć i mogłoby się skończyć na tym, że utknąłbym w wyższych partiach gór na dłużej. To zaczęło mi komplikować moje plany, bo chciałem się dostać do podnóża samej góry Annapurna.
W ciepłej sali spędziłem dobrą godzinę, podczas której odpocząłem i się ogrzałem. W pewnym momencie na chwilę deszcz ze śniegiem ustał. Ruszyłem więc w drogę. Niestety po 10 minutach wędrówki pogoda się pogorszyła. Po przebyciu kilkunastu metrów postanowiłem wrócić gdyż znów byłem cały mokry.
Image
Image
Sala którą opuściłem wcześniej była już pełna. Zaszedłem więc do pierwszego lepszego Guest House by jednak się gdzieś zakwaterować, okazało się, że wszystkie pokoje były już zajęte. Zaprowadzono mnie za to do sąsiedniego budynku, ale odstraszyła mnie cena noclegu. Nepalczyk widząc że się zacząłem zbierać automatycznie zbił cenę o połowę. Chwile później pojawiła się Amerykanka w towarzystwie swego przewodnika. Zgodziła się na pokój bez żadnej próby targowania.
Resztę wieczoru spędziłem na oglądaniu trzech kotów ganiających za sobą w jadalni mojego hoteliku. Przysłuchiwałem się rozmowom zebranych oraz zastanawianiu się nad kolejnymi dniami. Rozważałem czy warto ryzykować podejście na wysokość ponad 4000 metrów w tak nieprzewidywalną pogodę. Kiedy to za oknem cała okolica była usypana śniegiem...
Image

Ciąg dalszy nastąpi...
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 02 Lip 2017 09:51 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
Nepalskie Himalaje dały mi się poznać do tej pory jako bardzo piękne i kapryśne góry. Miałem już za sobą oglądanie niesamowitego masywu górskiego Annapurna z Poon Hill oraz niespodziewane załamanie pogody. Czekało mnie jeszcze mnóstwo atrakcji po drodze nim miałem z powrotem wrócić do cywilizacji.

Dzień 5 09.03.17 III dzień trekkingu Landruk
Nad ranem cała okolica Ghodepani była pokryta śniegiem. Sceneria gór zmieniła się nie do poznania w ciągu ostatnich 12 godzin. Zdecydowałem, że nie będę ryzykował marszu podczas niepewnej pogody w Himalajach i skrócę swój trekking. Postanowiłem, że ominę jeden punkt mojej trasy i od razu ruszę w stronę gorących źródeł w Jhinudandu.

Image
Image

Ścieżka która miała mnie zaprowadzić do Ghandruk była w większości zasypana śniegiem. Kamienne schody były bardzo śliskie, a niebo przysłaniały chmury.

Image
Image
Image
Image

Po pewnym czasie gdy słońce sięgnęło zenitu zrobiło się bardzo gorąco. Z nieba zniknęły wszystkie chmury, a po śniegu nie pozostało żadnego śladu.
Z czasem krajobraz zaczął się zmieniać. Na drodze pojawiały się przydrożne kapliczki, mijałem kolejne górskie wioski i obserwowałem ludzi pracujących na polach.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

nim dotarłem do koryta rzeki przy Jhinudandu. Droga zaczęła się rozdzielać, a mój szlak prowadził mnie kompletnie zniszczoną ścieżką. Wpierw musiałem pokonać uskok skalny, by po paru krokach znaleźć się na skraju urwiska z odsuniętym zboczem. Gdy ostrożnie pokonałem ten odcinek odkryłem, że ta ścieżka od dłuższego czasu jest zastąpiona drogą biegnącą parę metrów nade mną.
Przygody się nie kończyły. Najmniej problemów sprawiło mi przekroczenie koryta rzecznego po starym spróchniałym moście. Chwilę później czekało mnie długie i ostre wzniesienie, które okazało się nie małą przeszkodą. Na sam koniec odbyłem już tylko krótki spacerek po lesie by znaleźć się przy gorących źródłach.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Gorące źródła ściągają rzesze turystów. Temperatura samej wody sięga około 30 stopni i spływa prosto z głębi gór.
Po przyjemnej odświeżającej kąpieli przyszła pora by wrócić tą samą ścieżka którą przybyłem, a przynajmniej cofnąć się do miejsca w którym przekraczałem koryto rzeczne i urwisko. Tym razem jednak postanowiłem ominąć urwisko ominąłem bezpieczną ścieżką.
Przez dłuższy czas wędrowałem wzdłuż strumienia wody, aż dotarłem do kolejnej wioski Himalpani. Tym razem czekał mnie spacer po podwieszanym moście o długości około 100 metrów. Most wyglądał jakby zaraz miał się zarwać. Liczne dziury w deskach, stare liny i silny wiatr bujający mostem sprawiał, że przejście nie wyglądało pewnie. Kiedy przekroczyłem most i przeszedłem kilkaset metrów dalej odkryłem, że w okolicy znajdował się nowy i lepiej prezentujący się bliźniaczy most.

Image
Image
Image
Image

Miałem za sobą już 10 godzin wędrówki kiedy wkroczyłem do Landruk. Z jednej z pierwszych chatek wioski wyłoniła się młoda dziewczyna, która sama zaproponowała mi nocleg. Chwilę pogadaliśmy, po czym udało mi się utargować korzystną cenę pokoju z niesamowitym widok na całą okolicę. Wieczór mogłem spędzić pijąc herbatę podczas planowania kolejnego dnia wyprawy oraz na podziwianiu zapadającego zmroku nad Himalajami.

Image
Image
Image
Image
Image

Dzień 6 10.03.17 IV dzień trekkingu Pokhara
Obudziły mnie odgłos ciężkich kropel deszczu spadające na dach mojego pokoju. Po raz kolejny przekonałem się, że pogoda w Himalajach jest trudna do przewidzenia. Była godzina 4 rano, a całą okolicę spowijał mrok. Schowałem głowę w śpiworów i liczyłem na poprawę pogody do rana.
Trzy godziny później deszcz dalej nie przestawał padać. Gospodyni uświadomiła mnie, że pogoda nie poprawi się tego dnia.

Image

Do Pokhary pozostało mi zaledwie kilka godzin drogi. Zdecydowałem, że ten ostatni odcinek trekkingu pokonam w deszczu. Moje przeczucie sprzed paru dni, by nie iść w wyższe partie gór, nie zawiodło mnie. Jak się później dowiedziałem pogoda na wysokości 4000 metrach, dokąd początkowo zmierzałem, była naprawdę zła jak na ten okres.
Z Landruk do cywilizacji wiodła szeroka gruntowna drogą przeznaczona dla samochodów terenowych i pieszych turystów. Oznaczało to, że trasa nie będzie wybitnie wymagająca.
Pogoda ani na chwilę się nie poprawiała. Cały dzień maszerowałem w deszczu, a niebo było pokryte ciemnymi chmurami. Zimny wiatr dawał się we znaki, a po drodze przez większość czasu nie spotkałem nikogo.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Po paru godzinach zszedłem ze szlaku na główną drogę wiodącą prosto do Pokhary. Liczyłem, że złapie jakiś autobus który zabierze mnie do miasta. Okazało się, że transport publiczny w ten dzień jeździł bardzo rzadko. Stałem więc na drodze i mokłem. Niektórzy Nepalczycy widząc mnie na poboczu zatrzymywali się swoimi osobistymi samochodami by zaoferować mi transport do miasta. Każdy rzucał nie małą kwotę za swoją usługę. Kiedy zatrzymywała się przy mnie taksówka od razu chciałem ją odprawić. Taksówkarz sam zaczął się ze mną targować i szybko zszedł z ceny. W taką pogodę moja pozycja do targowania nie była zbyt silna więc przystałem na jego propozycję.
W mieście również lało. Na dziurawych drogach powstawało wiele kałuż. Taksówkarz jechał przed siebie nie zważając na konsekwencje. Nie liczył się ani z samochodem, ani z pasażerami. Chwilę mu zajęło i znaleźliśmy się w centrum miasta, po czym stanął gdzieś na drodze i zwrócił się do mnie:
- Koniec trasy. Musisz tu wysiąść.
- Dlaczego? - zapytałem z lekkim nastawieniem bojowym.
- Bo za te pieniądze to ja cię dalej nie zawiozę.
- Nie taka była umowa! - postawiłem się.
- Dasz więcej to podrzucę Cię do hotelu.
- Może jak dam mniej to ty mnie już dalej nie będziesz musiał podwozić.
Nepalczyk był w szoku, a ja podirytowany. Nie kontynuowałem rozmowy tylko zapłaciłem ustaloną kwotę i ruszyłem w drogę. GPS wskazał mi drogę do najbliższego hostelu, który znajdował się około 500 metrów od miejsca w którym wysiadłem z samochodu.
Kiedy dotarłem do hostelu, okazało się, że nie pozostało w nim wiele miejsc wolnych. Wziąłem jedno z ostatnich wolnych łóżek w pokoju wieloosobowych, po czym przywitałem się grzecznie ze współlokatorami a następnie wypakowałem wszystkie moje rzeczy na łóżko. Jedyne o czym wtedy marzyłem to by wziąć gorący prysznic i założyć suche ciuchy. Ubrania na szczęście nie zamokły ale ciepłego prysznica nie uświadczyłem. Nie pozostało mi nic innego jak ogrzewać się pod kocem przez resztę dnia.

Ciąg dalszy nastąpi...
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
Wojtas_88 lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 10 Lip 2017 09:45 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
Miałem za sobą już cały trekking po Himalajach. Praktycznie w każdych warunkach atmosferycznych. Oglądałem wschód słońca nad Annapurną oraz kąpałem się w gorących źródłach. Teraz przyszedł czas by wziąć udział w święcie Holi, jednym z najwspanialszych festiwali kolorów na świecie.

Dzień 7 11.03.17 World Peace Pagoda
Po deszczowej nocy przyszedł czas na bardzo słoneczny dzień. Nie sądziłem, że pogoda w Nepalu po raz kolejny może się tak diametralnie zmienić. W Pokharze zrobiło się ciepło i przytulnie, tylko czasem słońce chowało się za chmurami. Pierwszym miejscem które postanowiłem odwiedzić było jezioro Phewa. Miejscem bardzo popularnym wśród turystów i mieszkańców Nepalu, gdyż zachwyca niesamowitymi widokami kolorowych łodzi na tle majestatycznych gór.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Wzdłuż wschodniej części tego jeziora ciągnie się wypoczynkowy obszar. Funkcjonuje tam wiele kawiarń, restauracji i pubów, a na bulwarze kręci się wielu spacerowiczów. Na samym jeziorze znajduje się wyspa, a na niej świątynia Tal Barahi Temple. Tłumy chętnych ustawiają się w długie kolejki aby dostać się tam łodzią.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Wolnym krokiem szedłem wzdłuż Phewy, gdzie dotarłem do wzgórza na którym znajdowała się buddyjska wieżą World Peace Pagoda. Pagoda ta jest symbolem pokoju i pomnikiem Buddy, którą zwiedzający mogą podziwiać jedynie z zewnątrz. Dodatkowo świątynia góruje nad całym miastem, co pozwala podziwiać piękną panoramę okolicy wraz z doliną Pokhary.

Image
Image
Image
Image
Image

Z buddyjskiej pagody poprowadziła mnie ścieżka w stronę głośnej i ruchliwej ulicy miasta. Przy której znajdowała się jaskinia Gupteshwor Mahadev, będąca również podziemną świątynią Śiwy. Do jaskini spada piękny wodospad, który zamienia się w podwodną rzekę. Ze skał wystają stalagmity i stalaktyty, a uroku dodaje jeszcze odgłos kropli, który roznosi się po jaskini.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Na powierzchni, zaraz po drugiej stronie ulicy, na terenie małego parku, znajduje się Davis Falls - wspomniany wcześniej wodospad. Parkowa skarpa jest natomiast idealnym miejscem by zobaczyć jak woda kaskadowo spływa do najdłuższej jaskini w Nepalu.

Image
Image
Image
Image

Po całodniowym spacerze skorzystałem z ulicznej knajpy, skąd skosztowałem krajowej potrawy Momo. Danie będące polskim odpowiednikiem pierogów, tyle, że robione gównie z mięsem bawoła lub kurczaka oraz podawane prawie zawsze na ostro. Często sięgałem do tej potrawy stołując się w Nepalu.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Dzień 8 12.03.17 Festiwal Holi
To był dzień na który czekał cały kraj z niecierpliwością. Miał się właśnie zacząć najpiękniejszy na świecie festiwal kolorów - Holi. Najmłodsi mieszkańcy Nepalu specjalnie na tą okazje wyczekiwali cały rok.

Image
Image
Image

Holi jest świętem hucznie obchodzonym w Nepalu i w Indiach, a wszyscy wokół z tej okazji malują się kolorową farbą. W ostatnich czasach w Polsce podobne festiwale tej tematyki stały się popularne. Jednak w hinduskich krajach ma on duże większe znaczenie gdyż symbolizuje wyższość dobra nad złem. Festiwal odbywa się w marcu w dniu pełni księżyca i oznacza rozpoczęcie wiosny.
Osobiście byłem bardzo ciekawy jak wygląda takie święto w Azji. Jednak z okna mojego pokoju wydawało się, że rytm miasta toczy się zwyczajnie. Zastanawiałem się czy może jednak tradycja festiwalu poniekąd wygasła. Wątpliwości zostały rozwiane gdy do dormitorium wbiegła dziewczyna z twarzą wymalowaną całą paletą kolorów i z entuzjazmem namawia wszystkich do udziału w zabawie.
Okazało się, że wzdłuż głównej drogi Pokhary oraz przy brzegu Phewy można było spotkać wszystkich festiwalowiczów bawiących się w najlepsze. Najmłodsi byli bardzo pomysłowi gdyż korzystali z pistoletów na wodę z domieszką farby koloryzującej. Trochę starsi Nepalczycy często tworzyli grupy i kupowali farbujący proszek z ulicznych straganów, a następnie z uśmiechem na twarzy rozrzucali na mijanych przechodniów, głośno krzycząc "Happy Holi". Wszyscy bez wyjątku, od najmłodszych do najstarszych, bawili się świetnie. A w szczególności nepalskie dzieciaki, które upodobały sobie za cel młode turystki. Nie raz z zaskoczenia podbiegły do dziewczyn i wsypywali im kolorowy proszek za kołnierz.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Wieczorem, kiedy miasto się uspokoiło, a ja spłukałem z siebie całą kolorową farbę, przyszła pora, aby zobaczyć jak wyglądają ulice po tym święcie. Okazało się, że szare kolory ustąpiły miejsca żywym i ciepłym barwą. Na ulicy spotkać można było pomalowane zwierzęta, a wszyscy chodzili uśmiechnięci i zadowoleni. Zaraz przy promenadzie rozstawiono dużą scenę skąd rozpoczęła się impreza muzyczna. Właśnie tam zebrała się głównie młodzież, która bawiła się jeszcze długo po zachodzie słońca.

Image
Image
Image
Image
Image

Dzień 9 13.03.17 Droga do Chitwan
Wstałem prze świtem by zdążyć na transport.
Image
Image

Do Parku Narodowego Chitwan pojechałem autobusem turystycznym. Transport ten jest chętniej wybierany przez turystów, ze względu na wyższy komfort jazdy oraz bezpośredni kurs do celu. W porównaniu do regularnych odpowiedników jest on za to troszkę droższy.
Kiedy autobus zaczynał zapełniać się podróżnymi, rozpoznałem wśród nich dwóch Portugalczyków z trasy trekkingowej na Poon Hill. Pamiętałem, że ich przewodnik często nie nadążał za nimi, przez to zostali gdzieś w tyle na szlaku. Podczas rozmowy przyznali, że opiekun był im trochę zbędny na tej trasie, bo szlak był bardzo dobrze oznakowany. Zaraz po górach mieli wybrać się do nepalskiej dżungli podobnie jak ja, dlatego też znaleźliśmy się w tym samym autobusie.
Gdy w pojeździe zapełniły się wszystkie wolne miejsca ruszyliśmy do miasteczka Sauraha, zatrzymując się po drodze, raz czy dwa, na posiłek. Podczas podróży autobusem kolejny raz doświadczyłem, że drogi w Nepalu nie są najlepszej jakości. Częstotliwość występowania dziur na jezdni nie pozwalał na przymrużenie oka chociażby na chwilę.

Image
Image
Image
Image
Image

W momencie kiedy dojechaliśmy do miasteczka leżącego przy granicy parku, wszyscy pasażerowie zostali wysadzeni gdzieś między polami uprawnymi. Na miejscu byli tylko kierownicy pensjonatów czekający już na przyjezdnych. Ja nie miałem żadnej rezerwacji, ale skorzystałem z pierwszej lepszej propozycji noclegu. Zapakowałem się na skrzynię ładunkową za kabiną pasażerską jeepa i z całym moim bagażem pojechaliśmy w stronę pensjonatu leżącego zaraz obok parku.

Image

Po zakwaterowaniu zająłem się zorganizowaniem biletów do Parku Narodowego Chitwan. Cena za bilet wstępu do parku była stała, ale dodatkowo potrzebni mi byli przewodnicy. Pozostawała więc kwestia wynajęcia dwóch opiekunów, a w tym miejscu trzeba było wykazać się umiejętnością dobrego targowania. Przejrzałem ofertę 5 różnych biur, nim wreszcie otrzymałem cenę którą byłem w stanie zaakceptować. Przewodnik poinstruował mnie bym dnia następnego był przygotowany na 12 godziny marsz po dżungli oraz posiadał przy sobie zapas wody wraz z prowiantem. Po załatwieniu wszystkich formalności mogłem sobie pozwolić na krótki spacer po miasteczku. Jednak wiedząc, że kolejnego dnia czeka mnie długa wędrówka, musiałem położyć się wcześniej spać aby być wypoczęty.

Image
Image
Image
Image

Ciąg dalszy nastąpi...
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
Wojtas_88 lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 17 Lip 2017 08:48 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
Najpiękniejszy festiwal kolorów Holi miałem już za sobą. Czekał mnie teraz całodniowy marsz po dżungli by móc zobaczyć najciekawsze zwierzęta tego regionu w naturalnym środowisku.

Dzień 10 14.03.17 Jungle Walk
Wycieczkę po safari miałem umówioną na 7 rano. Chwilę po ustalonej godzinie zjawiło się dwóch Nepalczyków ubranych w ciemno zielone stroje, z chustami na głowach oraz z bambusowymi kijami przy boku. Moim przewodnikiem na tą wyprawę okazał się doświadczony opiekun z wieloletnim stażem - Maya oraz jego uśmiechnięty i wesoły młody pomocnik - Anish. Z biura owych panów ruszyliśmy na nabrzeże, z którego odbywał się transport do Parku Narodowego Chitwan (PNC). Przed przeprawą na drugi brzeg, przewodnicy musieli przekazać wszystkie informacje o wyprawie pobliskiemu posterunkowi wojskowemu. Miejsce to było zarazem punktem zbiórki wielu innych wypraw. Kiedy wszystkie formalności urzędowe zostały dopełnione czekał nas transport długimi drewnianymi dłubankami na drugi brzeg. Rzeka nie była głęboka, ale tworzyła pewnego rodzaju granicę między parkiem a osadnictwem.

Image
Image
Image
Image

Zwiedzanie parku mogło odbyć się w różnych wariantach programowych. Mogło to być trzy dniowe safari głośnym jeepem, który spłoszy każde zwierze w promieniu paru kilometrów. Bądź też całodniowa przejażdżka na słoniu popędzanym cienkim bambusowym kijem. Czy ostatecznie kilkunasto godzinny spacer po gęstej dżungli, mokradłach i wypalonej słońcem sawannie by móc przebywać w parku bez większej ingerencji w życie zwierząt. Mnie czekała właśnie ta ostatnia opcja.

Image
Image

Kiedy stanęliśmy już na terenie parku, wszystko musiało przebiegać wedle regulaminu. Przede wszystkim trzeba było zachowywać ciszę i nie opuszczać przewodników. Co jakiś czas Maya starał się opowiadać ciekawsze rzeczy o PNC i zwierzętach występujących w nim.
Park Narodowy Chitwan jest jednym z największych w Nepalu i jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Leży przy granicy z Indiami, a teren parku często zmienia się z mokradeł w wypalone słońcem równiny. Występuje tu ponad 700 różnych gatunków zwierząt. Najpopularniejszymi okazami są: tygrysy bengalskie, nosorożce indyjskie, lamparty czy krokodyle. Park ten jest drugim co do wielkości siedliskiem nosorożców na świecie. Dodatkowo znajduje się tam aż 130 okazów tygrysa bengalskiego będącego gatunkiem zagrożonym.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Po 10 godzinach spędzonych w parku wielokrotnie spotykałem nosorożce, krokodyle i inne małe lub średnie zwierzęta. Często szło się długo leśną ścieżką by chwilę później skryć się w krzakach i czekać aż pojawi się jakiś okaz. Tygrys bengalski jest najbardziej wyczekiwanym stworzeniem, którego chcą spotkać turyści, jednak prawdopodobieństwo zobaczenia go jest małe. Sam przewodnik stwierdził, że podczas swojego kilkuletniego stażu spotkał to zwierze zaledwie 5 razy. Mi natomiast udało się złapać w parku aż 3 kleszcze.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Gdy słońce zaczynało zachodzić wróciliśmy do miasta. Maya i Anish zakończyli swoje obowiązki na ten dzień. Ja jednak ruszyłem brzegiem rzeki by jeszcze poobserwować zachód i krokodyle wylegujące się w okolicy. W drodze powrotnej trafiłem na farmę słoni z której nieszczęsne zwierzęta służą często jako transport turystyczny.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Po powrocie do mojego pokoju skorzystałem z prysznica. Ledwo co skończyłem kąpiel, a z podwórka zaczął dobiegać donośny dźwięk uderzania o garnki kuchenne. Na zewnątrz robiło się ciemno, jednak zaalarmowany wyszedłem na ganek, na którym stali już sąsiedzi. Ci uświadomili mnie, że gdzieś w okolicy krąży nosorożec, a jedynym sposobem by go spłoszyć było narobienie hałasu. Czasami tak się zdarzy, że jakieś dzikie zwierze wkroczy do miasta prosto z parku. Dlatego też miejscowi alarmują całą okolicę w taki sposób.


Dzień 11 15.03.17 Powrót do Katmandu
Transport autobusowy do stolicy Nepalu zorganizowało mi to samo biuro, które dzień wcześniej oferowało wyprawę do dżungli. Nepalczycy z miejsca potrafią załatwić nocleg, transport czy wycieczkę otrzymując dzięki temu małą prowizję. Więc i przewodnicy, którzy na co dzień zajmują się oprowadzaniem turystów, tak dorobią pośrednicząc.

Image
Image
Image

Żegnam się z południową, najcieplejszą częścią Nepalu, by ostatecznie ruszyć do stolicy. Trasa po raz kolejny trwa wiele godzin, chociaż sam odcinek nie jest długi. Autobus na drodze mija wiele kolorowych ciężarówek o zdobionych kabinach i z wielkimi napisami typu "Road King" czy "Speed Demon". A kiedy ruch na drodze zaczął gęstnieć oznaczało to, że zaczęliśmy się zbliżać do przemieść Katmandu.

Image
Image
Image

Po pokonaniu kilkugodzinnego korku drogowego autobus zatrzymał się w turystycznej części stolicy, dzielnicy Thamel. Zakwaterowałem się w klimatycznym backpacker'skim hostelu z imprezowym i wypoczynkowym dachem, będącym również punktem panoramicznym na miasto. Po tym samym budynku biegał również mały sympatyczny pies Momo (nazwany identycznie jak nepalskie pierożki), który czasem potrafił pozostawić po sobie mały bałagan.
Jeszcze przed zachodem słońca wyszedłem na miasto. Ruchliwe i hałaśliwe Katmandu pokazało, że nie ma drugiego tak głośnego miejsca w tym kraju. Na dodatek kurz unoszący się nad miastem sprawiał, że po godzinie człowiek czuł się brudny, a niestety po raz kolejny ciepłej wody w hostelowym kranie brakowało.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image


Dzień 12 16.03.17 Patan i Zoo
Przemierzając wcześnie rano ulicę Katmandu zdałem sobie sprawę, że miasto jest jeszcze spokojne. Porównywalnie do wieczornego ruchu uliczki były ciche i puste, a wszechobecny pył jeszcze nie gryzł w oczy. Mieszkańcy leniwie zaczynali dopiero zabierać się do swoich prac.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Planowałem spędzić parę kolejnych dni w Dolinie Katmandu. W pierwszej kolejności postanowiłem zwiedzić miasto Patan, a zacząłem od odwiedzenia miejscowego zoo. Bilet wstępu do parku kosztował mnie blisko 10 razy więcej niż rdzennego mieszkańca tego kraju. Tego typu różnice cenowe dotyczą większości atrakcji turystycznych w Nepalu, ale z drugiej strony są one tego warte. Duża część kwoty biletu jest przeznaczana na odbudowe kraju. Park zoologiczny okazał się cichym i spokojnym miejsce w centrum tłocznego miasta. Czas spędzony w nim pozwolił na poznanie mnóstwa różnych zwierząt azjatyckich oraz parę innych gatunków z innych części świata. Wśród przybyłych do parku dzieci największą atrakcje robił jednak plac zabaw. Huśtawki i zjeżdżalnie odkładały na drugi plan zwierzęta w zoo.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Niedaleko parku zoologicznego znajdowało się stare miasto, Patan Durbar Square. Niestety większość zabytków w tym regionie zostało zniszczonych po trzęsieniu ziemi z 2015 roku, ale w okolicy zachowało się kilka świątyń oraz kompleks pałacowy z trzema dużymi dziedzińcami. Sam pałac służy jako muzeum w którego skład wchodzą piękne rzeźby, starożytna architektura Newari oraz sanktuaria religijne na które warto poświęcić trochę czasu.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Droga powrotna do stolicy okazał się trudniejsza. Wzmógł się ruch drogowy i wielokrotne manewrowanie między motocyklami i samochodami było nie lada wyzwaniem. Ciągłe klaksony wydobywające się zza pleców irytowały na każdym kroku. A przechodzenie przez pasy zmuszało do całkowitej czujności. W momencie kiedy odbijało się od głównej drogi miasta otoczenie się zmieniało. Szare barwy zaczynały ustępować kolorom, pojazdy ludziom, skrzyżowania świątyniom, a hałas stawał się odległym echem. Wszystko w stolicy trwało tak od świtu do zmroku, by o brzasku dzień mógł zacząć się na nowo.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Ciąg dalszy nastąpi...
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 24 Lip 2017 09:08 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
Po górskiej wyprawie po Himalajach, święcie Holi i spacerze do dżungli pozostało tylko dobre wspomnienie. Niebawem miałem opuścić Nepal. Wcześniej jednak czekało mnie odwiedzenie kilku miast leżących w Dolinie Katmandu oraz poznanie historii, kultury i architektury ze środkowej Azji.

Dzień 13 17.03.17 Swayambhu Stupa - Świątynia małp
Nad ranem, zaraz po przebudzeniu, zastała mnie mała niespodzianka. W nocy ktoś dobrał się do mojej torby i podkradł mi cały mój suchy prowiant. Od razu domyśliłem się kto mógł to zrobić, jak tylko usłyszałem szczekanie hostelowego szczeniaka Momo gdzieś w budynku. Tym razem dzień musiałem rozpocząć bez śniadania.

Image

Plan tego dnia obejmował zwiedzenie świątyni - Swayambhu Stupa. Trasa do niej, jaką przypadkowo obrałem, wiodła przez biedną dzielnicę Katmandu. Stolica Nepalu nie cieszy się dobrą opinią na temat czystości ulic, jednak ta część miasta była znacznie gorsza pod tym względem. Wszędzie obecny był brud i nieprzyjemny zapach. Dodatkowo na wysypisku śmieci, zaraz przy osiedlu mieszkaniowym, żerowały świnie.

Image
Image
Image
Image
Image

Dopiero na obrzeżach w zachodniej części stolicy zrobiło się przyjemniej. To też tam górowała świątynia małp. Wzniesienie było otoczone murem młynków modlitewnych, a nad głowami między gałęziami drzew ciągnęły się tybetańskie kolorowe flagi. Dookoła kręciły się makaki i rezusy, które zawsze chętnie wyciągały swoje ręce po jedzenie przechodniów.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Do samego szczytu prowadzi 300 stromych schodów, na którego końcu znajduje się śnieżnobiała kopuła stupy i rozciąga się panorama na całe miasto. Sama kopuła jest symbolem stworzenia i ozdobiona posągami Buddy, będąca bardzo ważnym ośrodkiem religijnym w tym kraju z wieloletnią tradycją. Istnieje nawet legenda tego miejsca która mówi, że kiedyś Dolina Katmandu była wielkim jeziorem, a Swayambhu była wyspą. Pewnego dnia bodhisattwa Mańdżuśri osuszył dolinę, a kwiat lotosu który osiadł na wzgórzu przemienił się w stupę czyli w sakralną budowlę buddyjską. Teraz Swayambhu widać z prawie każdego miejsca w stolicy.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Wieczór po raz kolejny spędziłem w centrum miasta, by zobaczyć jak zapada zmrok nad stolicą.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Dzień 14 18.03.17 Bhaktapur
Rankiem dojechałem ciasnym i głośnym autobusem miejskim do Bhaktapur, wyjątkowego historycznego miasta Doliny Katmandu. Przez jej centrum prowadziły mnie małe i wąskie uliczki kompletnie niedostępne dla pojazdów silnikowych. Buduje to wrażenie spokojnej i cichej miejscowości, a średniowieczna architektura sprawia, że czas stanął w miejscu. Durbar Square w Bhaktapur wydaje się być najładniejszym ośrodkiem historycznym w całej Dolinie Katmandu. Na placu stoi XV w. pałac królewski zwany Pałacem 55 Okien, piękna zdobiona Złota Brama, buddyjskie i hinduskie świątynie Taleju i Vatsala oraz rzeźbione posągi bóstw.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Na jednym z bliźniaczych placów miasta zachowała się pięciopoziomowa świątynia Nyatapola umieszczona na wysokich fundamentach, która została zbudowana w rekordowym czasie 17 miesięcy. Świątynia poświęcona jest Lakszmi, bogini szczęścia, bogactwa i piękna.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

We wschodniej części Bhaktapur znajduje się XV w. trzypiętrowa świątynia Dattatreya, której ściany zdobią rzeźby erotycznych scen. Przed budynkiem stoją wielkie posągi zapaśników Malla, które strzegą wejścia.

Image
Image
Image
Image

W drodze powrotnej do stolicy zauważyłem, że Nepalczycy chętnie dosiadają się do mnie w autobusie. Wolnych miejsc nigdy nie brakuje ale gdy tylko miejsce obok mnie jest puste ktoś je zajmuje. W większości bywały to dzieci, które cały czas się uśmiechały i przyglądały mi się bez słowa.
Idąc z dworca autobusowego do hostelu zaszedłem na chwilę na Tundikhel, będącym największym placem w stolicy, który znajdujący się w jego centrum. Południowa części tego placu służy do grania w krykieta oraz w piłkę nożną. Kiedy dzieciaki widziały mnie z aparatem prosiły o zrobienie zdjęć podczas grania w ich ulubiony sport. Północna cześć placu jest natomiast zamknięta i wykorzystywana głównie w czasie ćwiczeń wojskowych oraz dużych imprez.

Image
Image
Image
Image

Koło południa nad miastem rozeszła się ulewa, która uśpiła stolicę na kilka godzin. Ulicę opustoszały i zamiast miejskiego hałasu słychać był tylko odgłos ciężkich kropel uderzających w okna. Kiedy wieczorem deszcz ustąpił życie wróciło na swój poprzedni tor i znów zapanował gwar na ulicach.

Image
Image
Image
Image
Image
Image



Dzień 15 19.03.17 Świątynia Paśupatinath i Katmandu Durbar Square
Ostatni dzień w stolicy pozostawiłem na odwiedzenie we wschodniej części miasta Katmandu Paśupatinath. Jest to hinduistyczna świątynia uważana za najświętszy przybytek Śiwy w Nepalu. W granicach tego sanktuarium przebywają pątnicy ubrani w żółto-pomarańczowe stroje. Są to Sadhu, hinduscy wędrowni asceci, z długimi związanymi włosami i wymalowanymi twarzami. Siedząc na okolicznych murkach chętnie dają się fotografować przez turystów za pieniądze. Świątynia Pashupatinath słynie z ceremonii kremacji, które odbywają się wzdłuż rzeki Bagmati, której nurt niesie prochy zmarłych do świętej dla hindusów rzeki Ganges. Hindusi wierzą, że dzięki temu zmarli odrodzą się w przyszłości w nowym wcieleniu.

Image
Image
Image
Image

W drugiej części dnia zdecydowałem się zobaczyć pałac przy Durbar Square Katmandu. Konkretnie kompleks pałacowo-świątynny, Hanuman Dhoka, który został wybudowany w XVI w., a następnie rozbudowywany przez kolejne dziesiątki lat. Cały kompleks jest podzielony na kilka części. Na jego początku znajduje się brama wjazdowa do pałacu Hanuman. Zaraz za nią dziedziniec Nasal Chok, na którym przez setki lat odbywały się koronacje królewskie. W tym samym miejscu widnieją portrety wszystkich władców z dynastii Malla, a nad dziedzińcem góruje dziewięciokondycyjna wieża Basantapur. Kolejnym dziedzińcem jest Mul Chok z pałacem dedykowanym Taleju Bhawani, opiekuńczej bogini rodziny Malla. Na samym końcu znajduje się mieszkalna rezydencja Mohan Chok dla kolejnych królów Malla.

Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image
Image

Kiedy zapadł zmierzch zrobiłem sobie spacer ciasnymi uliczkami Katmandu, by po raz ostatni przyjrzeć się beztroskim twarzom Nepalczyków i pożegnać się z tym głośnym ale naprawdę ciekawym i pięknym krajem.

Image
Image
Image
Image
Image
Image


Dzień 16 i 17 20-21.03.17 Powrót
Kiedy ruszyłem na lotnisko większość stolicy jeszcze spała. Gdzieś w połowie drogi minąłem królewski pałac Narayanhiti, skrywający się za wysokim murem. Z tym miejscem wiąże się mroczna historia, która zdarzyła się ponad 15 lat temu. 1 czerwca 2001 roku zginął tu ówczesny król Nepalu wraz z najbliższą rodziną z rąk innego członka rodziny królewskiej pod pretekstem zemsty. Rzekoma zemsta dotyczyła odmówienia królewiczowi wybrania sobie własnej wybranki na żonę. Królewski zabójca rządził przez kolejne 3 dni po czym popełnił samobójstwo. Sytuacja ta wprowadziła chaos na cały kraj przez następne parę lat. Pałac w dalszym ciągu funkcjonuje, a część tego budynku została wydzielona na publiczne muzeum.

Image
Image
Image
Image
Image

Gdy dotarłem na lotnisko potrzebowałem skorzystać z punktu informacyjnego. Na miejscu okazało się, że niestety nikt po angielsku nie potrafił mówić. Odesłano mnie do podobnego miejsca w innej części budynku, gdzie trafiłem na gadatliwego młodego Nepalczyka. Ten chętnie mi pomógł, jednak nim uzyskałem odpowiedź musiałem odbyć krótką rozmowę towarzyską oraz nawiązać kontakt facebook'owy.
W momencie kiedy przechodziłem przez nepalską kontrole bezpieczeństwa miałem wrażenie, że procedury działania dalece odbiegają od europejskich. Czasem kiedy turyści przekraczali piszczącą bramkę albo obchodzili ją bokiem nikt nie reagował. Zwyczajnie Nepalczycy pracowali dalej po swojemu.

Image
Image
Image

Po odbyciu lotu z przesiadką w Stambule, doleciałem po wielu godzinach do stolicy Wielkiej Brytanii. W Londynie miałem ponownie parę godzin by przejść się nocą nad Tamizę. Tym razem czasu starczyło by rzucić okiem na pięknie oświetlony London Bridge.

Image
Image
Image
Image
Image
Image

Ostatni lot do rodzinnego miasta był już tylko formalnością, ale przygody z centralnej Azji okazały się jedne z najciekawszych jakie dane mi było doświadczyć. Nepal okazał się niesamowicie przyjaznym krajem, a ludzie na ulicach byli zawsze mili, uprzejmi i chętni do nawiązywania kontaktów. Podróżnicy są zawsze w Nepalu gorąco witani i często rozpytywani przez Nepalczyków o inne części świata. Godzinami można by rozmawiać z mieszkańcami o kulturze, buddyzmie czy o własnym domu. Każdy dzień spędzony w tym kraju pokazał mi dziesiątki pięknych miast i wsi, setki nowo poznanych osób i świątyń oraz tysiące niezapomnianych przygód, które chętnie bym przeżywał każdego dnia raz jeszcze.
Będąc w Himalajach doświadczyłem niesamowitej wędrówki, poczułem ducha tych pięknych gór. Pogoda nie zawsze była idealna, ale zawsze widok najwyższych gór świata zapierał dech w piersiach. Nie bez powodu Nepal nazywa się krajem Na dachu świata.

Koniec.

Niebawem postaram się wrzucić kosztorys wyprawy.
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 28 Lip 2017 18:03 

Rejestracja: 18 Cze 2015
Posty: 44
Loty: 55
Kilometry: 115 153
Ekstra relacja! Byłem prawie dokładnie w tym samym momencie w Nepalu co ty ;-) Od 1 do 21 marca. byliśmy na Everest base camp trek, ale oczywiście dorwało nas to samo pogorszenie pogody... Prognozy były na tyle złe, że zdecydowaliśmy się zrobić odwrót z Dingboche do Namche, w którym potem padał śnieg przez 2 dni. Poza tym wszechobecne zimno też dało się we znaki, czapki zimowej nie zdjąlem przez 4 dni. Miejscowi mówili że ten marzec jest najzimniejszy jaki kojarzą. Ale wspomnienia i wyprawa przecudowne. Święto Hali spędziliśmy w Kathmandu, coś niesamowitego, tysiące ludzi szło przez całe miasto aby spotkać się i świętować na Durbar Sqare. A w Bhaktapur byliśmy tego samego dnia heh ;-) pozdrawiam
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 28 Lip 2017 20:44 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 13 Lip 2011
Posty: 643
Loty: 125
Kilometry: 288 984
niebieski
Piękne fotografie! Pamiętam, że Nepal był moim jednym z pierwszych podróżniczych marzeń :) (do dziś zresztą niespełnionym..)
_________________
Image
Relacja z Malawi
Góra
 Relacje PM off  
 
#11 PostWysłany: 31 Lip 2017 13:42 

Rejestracja: 01 Lip 2013
Posty: 44
-- 31 Lip 2017 14:26 --

@gecko Dzięki! Za rok musisz się tam wybrać! Przygoda życia! :)
@Wojtas_88 Dzięki również. Coś czuję że gdzieś na pewno minęliśmy w Nepalu. A pogoda w górach była dość nieprzyjemna ale i tak była to bardzo fajnie wyprawa :) Masz gdzieś swoją relacje? Bo chętnie bym poczytał i obejrzał zdjęcia z tego samego okresu innym okiem :)

-- 31 Lip 2017 14:42 --

Na sam koniec mój krótki film z Nepalu



oraz kosztorys prawie 3-tygodniowego wyjazdu
Transport:
340 NPR bus nocny Kathmandu - Pokhara
150 NPR bus Pokhara - Nayapol
350 NPR transport Phedi - Pokhara
700 NPR bus turystyczny Pokhara - Chitwan
600 NPR - bust turystyczny Chitwan Kathmandu
50 NPR bilet do Bhaktapur i spowrotem

Zezwolenia atrakcje:
2000 NPR Annapourna
2000 NPR TIMS
50 NPR wejście na Poon hill
100 NPR Jhinu Danda - Hot Springs
100 NPR - Gupteshwor Mahadev Cave
30 NPR - Devi's Falls
1650 NPR - wstęp do parku Chitwan
3000 NPR - opłata za przewodników
1000 NPR - Kathmandu Dubar Square
750 NPR - Zoo Patan
1000 NPR - Patan dubar square

Noclegi z posiłkami:
1440 NPR Ghode Pani - nocleg (100), kolacja i śniadanie, woda (2x80)
1280 NPR Tadapani nocleg (200) kolacja, śniadanie, woda (80)
1050 NPR Landrug - nocleg (100), kolacja, śniadanie, woda (80)
1350 NPR - Pokhara 3 noce
800 NPR - Chitwan 2 noce
1750 NPR - nocleg w Tample

1335 NPR - Knajpy
1575 NPR - Prowiant, woda itp.
500 NPR - karta SIM i internet

Razem w Nepalu:
24950 NPR - ok. 1000 zł

$25 - wiza
2350 zł transport Polska-Nepal-Polska

Razem ok.:
3450 zł
_________________
Blog
http://www.poznajmojaprzygode.pl/

FB
https://www.facebook.com/poznajmojaprzygode/
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 03 Sie 2017 09:49 

Rejestracja: 18 Cze 2015
Posty: 44
Loty: 55
Kilometry: 115 153
Cytuj:
-- 31 Lip 2017 14:26 --

@Wojtas_88 Dzięki również. Coś czuję że gdzieś na pewno minęliśmy w Nepalu. A pogoda w górach była dość nieprzyjemna ale i tak była to bardzo fajnie wyprawa :) Masz gdzieś swoją relacje? Bo chętnie bym poczytał i obejrzał zdjęcia z tego samego okresu innym okiem :)


Niestety nie zrobiłem relacji. Ciągle brak czasu, ale może i mnie zainspirujesz i postaram się kiedyś coś napisać :) Przed wyjazdem bałem się, że będzie potem takie uczucie, że po zobaczeniu Himalajów już żadne góry nie będą mnie kręciły, ale na szczęście tak nie jest. Himalaje są niesamowite, trzeba je zobaczyć na własne oczy. To uczucie kiedy musisz wysoko zadrzeć głowę, widzisz góry, nad górami chmury a potem jeszcze nad tymi chmurami wystają ośnieżone szczyty - bajka. Chyba też trochę uzależniają, bo już na 2018 planuje znowu lecieć do Nepalu z żoną :D

Ucieczka z Dingboche przez załamaniem pogody
Image

A tak wygląda ucieczka z Namche Bazaar następnego dnia ;)
Image

Pozdrawiam i masz mój głos na relację miesiąca ;)
Góra
 Relacje PM off
DanMat lubi ten post.
 
 
 [ 12 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group