Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 41 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 12 Kwi 2017 12:45 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Kuba.


Kraj o którym nie miałem bladego pojęcia. O historii, o geografii.
Wina edukacji w Grecji, ze nigdy nie dotarliśmy do rozdziału o Kryzysie Kubańskim (pretekst III Wojny Światowej) na zajęciach historii albo z geografii ze Kuba to największa wysp Morza Karaibskiego.

Jedynie co znałem, to opowieści mojego ojca o Fidelu, o wojnę w Zatokę Świn i o cygarach. No i kult Che Guevary, którego w Grecji można go znaleźć wszędzie. Od plakatów, po T-shirty, plakatów lub tatuaży.

I tak by było, przez parę lat, dopóki nie poznałem Greka, który wyemigrował na Kubę (wiem ze to dziwne) w 2000 roku i pisał relacje z tego kraju jak tylko mógł. Poznałem go w 2009 roku, podarował mi książkę: Historia Kuby i wtedy zaciekawiłem się tym krajem. Dowiedziałem się czemu lotnisko Hawany to Jose Marti, a nie Che Guevara, czemu miasto nazwano Cienfuegos, co się stało w Santa Clara, kto to Batista był albo o niewolnictwie.

Marzenie powstało, zobaczyć Kubę, zobaczyć inny kraj od tych które widziałem do 2009 r. (a była sama Europa).

Raul Castro, staje się prezydentem Kuby.
Raul Castro, daje możliwości używania Internetu na Kubie (pierwszy dzwonek, pakuj kiedy tylko możesz)
Raul Castro, zaprasza Baracka Obamę na Kubę, poprawiają się stosunki Kuba - USA, połączenia lotnicze Kuba - USA, Amerykanie mogą podróżować swobodnie i powstaje airbnb (to 2 dzwonek, na 3 zaczyna się seans i muszę lecieć)
@horacy19(nie Raul tym razem) znajduje świetną cenę z Amsterdamu do Hawany, w datach które mi pasowały jak ulał (ams-havana-1170zl,232,101951#p830393) więc 3 dzwonek wybił i wtedy miałem e-tixy i byłem gotowy do podróży.

I powstanie relacja. Co widziałem. Co przeżyłem. Hektolitry rumu. Co to Tu-Cola. Czemu tyle Maluchów na ulicach Kuby i jak wygląda Kuba parę miesięcy po śmierci Fidela Castro. Kraj wszystkiego i niczego.

Bienvenidos!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
18 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 12 Kwi 2017 13:25 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Sty 2012
Posty: 3852
Loty: 1
Kilometry: 1 599
srebrny
Jedziesz @Zeus , szczególnie:
Jak widzisz serwis AM i ich 787?
Jaka strategie miałeś na zakup dolotów i powrotu z AMS? (szczególnie ciekawe w kontekście aktualnych poszukiwań do LUX, FLR i innych..)
_________________
Jesli planujesz podroz dookola swiata to poczytaj tu o moich.. >>> Relacje
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 12 Kwi 2017 14:06 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
O Aeromexico i 788/789 będą innych rozdziałach ;)
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 13 Kwi 2017 11:06 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Pre-Game

Pre-Game, czyli de facto najważniejszy punkt każdego meczu. Przygotowanie się do gry, a tu do podróży.
Tutaj można powiedzieć ze było trochę trudniej niż w innych wyjazdach.

Powiem szczerze, Kuba to nie kraj dla wszystkich, a szczególnie dla "nowych" podróżników. Podwójna waluta, brak strony z hotelami (typu booking), jak autobus zostanie wysprzedany, to nie jest jak z Polskim Busem, ze będzie Bis. Po prostu, wykaż się hiszpańskim i poszukaj taxi-collectivo.

Ale o tym, będzie dużo później :)

Tym razem podróż odbędzie się (raczej odbyła się) z moim nowym Passepartout. Była dla niej pierwsza taka daleka podróż a zarazem pierwszy raz opuszczenia Europy (Maroka nie liczę za "opuszczenie" ;) ) i spotkanie się z czymś nowym.

Ogromny plus nowego Passepartout , było to ze tym razem nie musieliśmy szukać momentu do spotkania się przez Skype, ale spotkać się na żywo i zaplanować wszystkiego.

Więc plan powstał, przy pomocy przewodników, blogów i różnych wideo z neta.
Trasa typu "Gringo Trail" jak w każdym kraju Ameryki Łacińskiej. Czyli zobaczyć jak najwięcej, i zdobyć punkty UNESCO (wiem, trochę to brzmi po japońsku :) )

I tak w styczniu powstała trasa

Habana
Viñales
Trinidad
Cienfuegos
Varadero
Habana

Załącznik:
1.jpg


Noclegami zajmowaliśmy się po troszku, bazując w dobrych cenach jakie Kubańczycy dawali w AirBnb żeby zachęcić ludzi do skorzystania z oferty (chociaż był nie jeden problem, ale o tym także później :) )

Plan jest, noclegi są, mapa Kuby także tak samo jak zainstalowana mapa Kuby na maps.me. Czyli wsio.
W sumie, trochę kasy by się przydała. Tak żeby nie czekać przy kantorze lotniskowym. I tutaj mi pomógł @‌sebastianp79‌ który mi dostarczył sporą ilość CUC i CUPy na moje pierwsze potrzeby na Kubie.

Załącznik:
2.jpg


Wiza także dostarczona (kolega dostał gratis w samolocie AirCanada, więc kolejny problem z głowy), i wypełniona

Załącznik:
3.jpg


Więc tylko poczekać na lot z Berlina do Amsterdamu.
Ale, hola, za kolorowo wszystko jest, i fajnie ci idzie. Powstał pierwszy, a zarazem chyba najważniejszy problem tego wyjazdu. Strajk pracowników lotniska w Berlinie, czyli odwołanie wszystkich lotów z Berlina, i był zagrożony nasz lot także.

Szybka kalkulacja, i plan B, na wszelki wypadek jak coś pójdzie nie tak. Czyli awaryjnie, z SXF do AMS dojedziemy taksą (mieliśmy spory zapas, na wszelki wypadek).

22 marca

Pożegnalne piwko(a) z grupą krakowską (latamy-z-krakowa-planowanie-wyjazdow-spotkania-w-realu,1564,20687?start=1520#p904575) i wio do Berlina PB


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
5 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 15 Kwi 2017 17:27 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
O kolejny Lewandowki na Kubę...

23 marca

Po długiej podróży, dojechaliśmy do pierwszego punktu naszego wyjazdu. Czyli słynny w naszym gronie F4F, lotnisko Berlin-Schönefeld.
Dużo nim pisać nie muszę, bo każdy zna jak wygląda, i jak okropny ono jest. Mało miejsca, mało sklepików i tragiczny lounge. Ale co tam.
Za niedługo lot Easyjet do Amsterdamu, pogoda zapowiada się nadzwyczajnie dobra jak na Amsterdam, więc tylko czekać niecierpliwie.

Lot, jak Easyjet, trochę opóźniony (czekaliśmy na płycie SXF trochę czasu, na OK z AMS, bo nie było miejsca dla nas ( :O )) ale nić zaskakująco nie stało. No dobra, straciłem słuch na jedno ucho, w skutkach przeziębienia się przed wylotem. Będzie okazja skorzystać uważanej jako najlepszej służby zdrowia na świecie, na Kubie.

O Amsterdamie dużo się nie rozpiszę. To była moja 6 albo 7 wyżyta w tym mieście, wszystko zostało już zwiedzone, więc dziś będzie spotkanie z koleżanką z czasów kiedy mieszkałem w Grecji, frytki, "kawa" w coffeesshopie i włóczenie się po mieście.
No i test przejazdu autobusu 69 z lotniska do centrum.

Muszę przyznać ze opcja przejazdu tym busem była bardzo spoko, i cenowo o wiele taniej niż obiecany pociąg.

Szybki prysznic u niej w mieszkaniu, kawusia i idziemy na miasto pogubić się i porobić zdjęcia, ale zawsze z porcją frytek.

Załącznik:
1.1.jpg


Dziś nie było klasyczne z majonezem, ale ichniejszym przysmakiem, ciepłym sosem orzechowym.
Muszę przyznać ze było aż smaczne. I to całkiem dobre. W życiu nie powiedziałbym ze można coś takiego można by połączyć.

Do tego nowe piwo do mojej piwnej kolekcji, Jopen

Załącznik:
1.jpg


i ostatni zachód słońca w Europie dla nas

Załącznik:
2.jpg


I wracamy do lotniska, przygotować się do naszego kolejnego długiego lotu (dla mojego Passepartout pierwszy taki długi i przelot nad Atlantykiem) do Ciudad de Mexico. 12h godzin latającym Meksykaninem. I niestety sporo infantów do tego lotu. I pech chciał ze jeden był za nami a drugi w przodu. Liczyłem na spanie, ale prawo Murphiego chciał żeby moje ucho odetkało w niewłaściwym momencie, czyli na starcje. Nici z spania. Może narodowy drink Meksyku pomoże w spaniu.

Muszę przyznać ze 787 był bardzo wygodny, ale serwis przypominał typowy styl tych krajów: mañana.
Jedzonko, 2 setki tequily, i jakoś wyspałem tą podróż.

Przylot o czasie, kontrola paszportowa sprawna, ale przy kontroli celnej, dostałem czerwone światełko.
Oho, będzie darmowa kolonoskopia (tak jak ktoś napisał na forum: kontrola-osobista-cancun,770,108754), ale chyba trafiłem na znudzonych pracowników, i nawet nie chciało im się plecaka otworzyć. Co za skandal!

Niestety, pomyśl dojechania do miasta, odpadł, bo za ciemno było i nie chciało nam się targać tam plecaki. Spędzimy czas na lotnisku. Coś znajdziemy do zjedzenia, pospacerujemy, check in do HAV zrobimy. Jakoś to będzie.

Dojeżdżamy do Terminalu 1 darmowym sky train, i szukamy coś na szamę.
I jest. Mały lokalik, ceny 50 MXN za danie (nie drogo, chociaż wiem ze na mieście będzie taniej), ale mam moje Huevos don Juan

Załącznik:
2.1.jpg


Przypominało jajka po benedyktyńsku, ale troszeczkę pikantnych. Do tego jakiś mlekowaty drink, do zgaszenie pragnienie.

Po śniadaniu, wracamy do 2 terminalu, pospacerować, poglądac z zewnątrz jak się jedzie, żyje w tym kraju.

Załącznik:
3.jpg


O 10:29 był drugi lot tym razem do Hawany.
Czas spędzony w saloniku AeroMexico (trochę tragiczny) z dwoma użytkownikami z tego forum ( @‌CamperWestfalia‌ i @‌mik111‌) i także o czas wylecieliśmy z MEX do HAV.

Załącznik:
4.jpg


Lot spokojny, serwis spoko, tylko niestety okno trochę "nie za czysty" więc zdjęcia nie wyszły takie jak chciałem.

Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


I o 15 już byliśmy w Hawanie. Kontrola celna szybka, lotnisko beż klimy, widać "wiek", i kontrola paszportowa szybka, z komentarzem strażnika:

O, otro Lewandowski en Cuba...


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 17 Kwi 2017 11:44 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Hawana, powrót do przeszłości cz.1


Po kontroli, z bagażami, i kombinujemy jak dojechać do centrum. Oczywyscie jak przystało, wybieramy najtańszą opcję, czyli autobus miejski P12. Nie oszukujmy, cena robi różnicę.

Cena za taksówkę za osobę to około 310 peso national a autobus 1 peso.
Można powiedzieć ze przypomina ona inflację Grecji.

Niestety było za ciepło, więc musiałem jakoś zgasić pragnienie, więc skoczyłem do sklepiku i kupno pierwszego piwka na Kubie.
Żałowałem po pierwszym łyku, ale to była jedyna opcja, wypicia coś zimnego i nie słodkiego.

Załącznik:
1.jpg

Sklepik lotniskowy

Po wypiciu, bierzemy manatki i idziemy wdłuz ulicy do przystanku.
Jest ciepło, taksiarze patrzą na nas krzywo, ze odbyło nam dosłownie ze nam się chce iść autokarem a nie kulturalnie taksówką jak każdy inny turysta.
O nie, nie ma takiej opcji! Każde peso zaoszczędzone pójdzie na rum/cygaro.

Po 30 minutach docieramy do przystanku. Pierwszy szok, widzimy jak przyjeżdża autobus nabity na maks, ze ludzie aż stoją za drzwiami.

O kurcze, taki hardkor? Czekamy na drugi autobus. Przyjeżdża dosłownie po 3 minutach, całkowicie pusty. Płacimy ten jeden CUP, idziemy do tyłu i oglądamy. Jak ludzie są ubrani, jak się zachowują w autobusie. No i co oni prowadzą i jak prowadzą.

Załącznik:
2.jpg


40 minut jażdży i jesteśmy obok Placu Rewolucji i naszej casy. Dochodzimy, wpisujemy się do książki, właściciel casy opowiada nam co zobaczyć, o różnicach CUC i CUPy, gdzie można kupić tanio jedzenie, cygara.

Ι to widoki z naszego pokoju:

Załącznik:
32.jpg

Capitolio de La Habana

Załącznik:
33.jpg

Estadio Latinoamericano, stadion bejzbolowy

Idziemy po pierwszą pizze kubańską. Cena to 10 CUP, czyli niecałe 2 zeta. Trzeba przyznać, była dobra. Aż za dobra jak za 2 zeta. Wystarczająca do zwiedzania po mieście, o dojście pod Kapitol, tak jak byliśmy omówieni z ekipą z samolotu na pierwsze mojito.

Załącznik:
3.jpg

Okolice naszej casy

Załącznik:
4.jpg

Okolice naszej casy

Załącznik:
5.jpg

Szpital

Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg

Muzeum Masonów

Załącznik:
8.jpg

Kościół Jezuicki

Załącznik:
9.jpg

Kościół Jezuicki

Załącznik:
10.jpg

Teatro Cubano

Załącznik:
11.jpg

Starówka

Załącznik:
12.jpg

Jedna z licznych księgarni

Załącznik:
13.jpg

I pierwsze mojito!

I obowiązkowo salsa z muzyką kubańską

Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


O 22, zmęczenie już dawało w znać, i powróciliśmy do naszej casy, na zasłużone spanie. Jutro zapowiada się ciężki dzień, szukania biletów, kantoru i ogólnie zapoznania się z miastem.

Załącznik:
17.jpg


Drugi dzień na Kubie. Dzień zapoznawszy z tym miastem i zarazem nowym krajem.

Ale pierwsze to wymiana waluty, i kupno biletów do Viñales.

Załącznik:
18.jpg

Okolice naszej casy

Pierwsze spotkanie z kantorem, okazała nam, co znaczy Kuba. Pracownik powiedział nam wprost ze pieniądze się skończyły (po 4h pracy) i jutro niech przyjdziemy znowu.
Nie no fajnie, jeszcze coś takiego nie miałem w moim życiu, żeby w kantorze zabrakło kasy.

Maps.me i szukamy kolejnego kantora. Jest, koło Capitolio. W pakujemy się w autobus i jedziemy. Obok widziałem ze jest biuro Infotour, i jak twierdzi mój przewodnik, kupimy tam bilety Viazula.

Załącznik:
19.jpg

Back in time

Załącznik:
20.jpg

Polaquito

Polaquito to nić innego, jak nasz Fiat 126P, lub potoczni znany jako Maluch. W czasach PRL, Polska eksportowała i pomagała Kubie, jak tylko mogła z embargiem. Kraj nie miał dostępu do nowych aut, z innych krajów, więc Układ Warszawski im pomagał. Dlatego oprócz klasycznych Amerykańskich samochodów, można spotkać (w zadziwiającym bardzo dobrym stanie) Lady, Moskwicz, Niva no i Malucha.
Samochody są wzorowo zadbane, i drogie. Obecnie cena jednego Fiata 126P to 5000 CUC, czyli 20000 złoty.

Załącznik:
21.jpg

Szukamy kantora

Kolejne zaskoczenie. To kolejki. Kolejki do wszystkiego. Do wejścia do autobusu (ludki z Polskiego Busa mogli się sporo nauczyć), do sklepu, do urzędu albo do kantoru. Po prostu nie masz wyjścia. Jak ci nie podoba, to nie dostaniesz kasę. To ze kolejka idzie strasznie wolno, to inna sprawa.

Wymiana pierwszych euro, zajęło nam ponad godzinę. Ale udało nam się przed ich przerwą na obiad. Teraz kupić bilet do Viñales. Nowy zong, Infotour nie sprzedaje bilety, trzeba pofatygować do dworca Viazula, który, niestety blisko centrum nie jest.

Znowu w autobus, i jedziemy. Na dworcu dowiadujemy się, ze biletów do Viazula nie ma do 2 dni do przodu. Już się robi wesoło, drugi dzień na Kubie, i wszystko nam idzie źle. Trzeba coś przygotować. Jakiś plan B, ale lepiej przy obiedzie.
W trakcje obiadku dostajemy propozycje collectivo do Viñales, za niecałe 20 CUC. Door-to-door.
Nie tanio, ale już siły nie mieliśmy.

Dobra, jak wszystko mamy, idziemy wreszcie na spokojnie zwiedzać!

Czasu mieliśmy aż za dużo, więc do placu Rewolucji (Plaza de la Revolución) idziemy piechotą, odwiedzając lokalne markety, i kupowaniu produktów do naszej kolacji dziś przy Maleconie, albo znanym, jako promenada.

Załącznik:
22.jpg

Dworzec

Załącznik:
23.jpg

Polaquito

Załącznik:
24.jpg


Załącznik:
25.jpg

Fidel wiecznie żywy

I robimy zakupy do naszej kolacji

Załącznik:
26.jpg

Sklep Habanos

Załącznik:
27.jpg


Załącznik:
28.jpg


Załącznik:
29.jpg


Załącznik:
30.jpg

Dla całego świata, pop-kultura, dla nich bohater narodowy

Załącznik:
31.jpg


Plaza de revolucion

Załącznik:
34.jpg


Plaża Rewolucji. Dawna Plaza Cívica, dziś staje jedna z najpopularniejszy atrakcji Hawany, ale także Kuby. Miejsce odegrało dość ważną rolę w Rewolucji Kuby ale i potem.
W tym miejscu, Fidel Castro przemawiał godzinami do jego ludu. Turaj także św. Jan Paweł II i papież Franciszek odprawiali mszy przy ich wizytach na Kubie.

Załącznik:
35.jpg

Che Guevara, Camilo Cienfuegos i Cadillac

Oprócz pomnika i memoriala słynnego kubańskiego poety, Jose Marti znajdziemy i budynki ministerstw Spraw Wewnętrznych i Komunikacji. A w nim, „narysowane” najważniejsze twarze Rewolucji: Che Guevara i jego motto, Hasta la Victoria Siempre (Do zwycięstwa aż po kres!) Camila Cienfuegos, Vas bien, Fidel (Dobrze ci idzie, Fidel).

Załącznik:
36.jpg

Jose Marti

Załącznik:
37.jpg

Che

I nasza kolacja

Załącznik:
38.jpg


Załącznik:
39.jpg


Kolacja jest, więc idziemy powolutku do Maleconu, omijając po drodze Kapitol (taki sam jak w Waszyngtonie), Wielki Teatr Hawany, dawne mieszkanie Batisty (obecnie muzeum Rewolucji) starówkę i dojście, do Maleconu.

Załącznik:
40.jpg

Jakiś zgubiony Fidel

Załącznik:
41.jpg

Capitolio de La Habana

Załącznik:
42.jpg


Załącznik:
43.jpg


Załącznik:
44.jpg

Teatr Narodowy

Załącznik:
45.jpg


Załącznik:
46.jpg

Muzeum Rewolucji

I dotarliśmy do Maleconu

Załącznik:
47.jpg



Ludzi sporo, wszyscy przyszli na to samo, co my. Zobaczyć zachód słońca, niestety przy kompani lokalnych grajków, którzy grali to samo. Non stop. W stopniu ze teraz nie cierpię 3 kawałków, które nasłuchałem tam prawie codziennie a te są: Chan Chan, Guantanamera i Bailando. Basta. Chcę spokojnie wypić rum. I posłuchać fale. Nić więcej.

Załącznik:
48.jpg


Załącznik:
49.jpg

Fale

Załącznik:
50.jpg


No i wrócić do domu, przygotować się do naszego wyjazdu do Vinales.

Załącznik:
51.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
17 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 23 Kwi 2017 14:44 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Viñales
Czy miałeś kiedyś doczynienia z koniami?


Viñales to nie duże miasteczko, jakieś 150km od Hawany. Takie Zakopane, które żyje z turystyki i stało się słynne za plantacje tytoniu, kawy i wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO w 1999. No i ze było ulubione miejsce Fidela Castra.

Dojechać tam można busem lub taxi-colectivo. Jako ze autobusu nie było, jedyna opcja to była taksówka.

O 11 nasz stary Ford (z 49) przyjechał pod naszej Casy, i jechaliśmy do centrum Hawany, po kolejne osoby.
Samochód oczywiście przerobiony, z 5os na 9 (3 z przodu, 3 w środku i 3 w tyle) no i oczywiście beż pasów bezpieczeństwa. No bo po co. Ale za to drzwiami które lubią się otwierać w trakcje jazdy.

Przejażdżka ulicami Hawany.

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
4.jpg


Załącznik:
5.jpg


Tak jak pisałem, samochód z lat 40, ale za to bardzo dobrym staniu. Zadbane jak mało co.

Załącznik:
3.jpg

Nie wiem czy kiedykolwiek użył defrost na Kubie

Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Oczywiście, prędkościomierz nie działał, ale za to miał aplikację do mierzenia km na godzinę (kij wie jak, i czy działał), ale pokazywał ze jechaliśmy 120km/h. W samochodzie, gdzie drzwi się otwierały w trakcje jazdy. Beż pasów bezpieczeństwa. Czyli jak otworzą się, to ja bym poleciał parę km do tyłu.

Ale nić złego się nie stało, i dotarliśmy pod naszą casą w Viñales. Odpakujemy się w naszej Casie (Sol de Caribe) i właścicielka przygotowuje dla nas kawę i proponuje wycieczki i co ciekawego można zrobić w Viñales.
Zgadzamy się na wycieczkę konną następnego dnia za 15 CUC (4h) po okolicznych fincas i jeziorze, dowiadujemy się ze dziś festyn jakiś w Viñales, z muzyką, atrakcjami i ulicznym jedzeniem.

Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg


Załącznik:
19.jpg


I idziemy po zupkę ananasową, po "meczącej" podróży.

Załącznik:
Piña colada.jpg


Wieczorem odpoczywanie przy Plazie

Załącznik:
23.jpg


Oglądając zachód słońca

Załącznik:
24.jpg


I koncerty muzyki kubańskiej

Załącznik:
20.jpg


I lokalnych atrakcji

Załącznik:
21.jpg


Załącznik:
22.jpg


Wracamy do casy na odpoczynek.

Snur lewo, koń skręca w lewo

Dzień zaczął się pysznym śniadaniem sponsorowany przez Cubana Aviacion

Załącznik:
IMG_20170327_084633.jpg

Sponsor

Załącznik:
IMG_20170327_142323.jpg

Desayuno

O 8 przyszedł Jorge, nasz przewodnik i weterynarz, który oprowadzi nas konno po dolinie.
I wpada wtedy pytanie:

-Czy kiedykolwiek jechałeś konno?
-W sumie, to dobre 22 lata kiedy ostatni raz jechałem.
-Aha, czyli nie miałeś do czynienia z koniami od tamtej pory?
-Nie no miałem. Jakiś pół roku temu jadłem kabanosy z koniny.

Docieramy do rancha, gdzie dostaniemy nasze koniki.

Załącznik:
8.jpg


Jako ze jedyny facet z grupy, dostaję największego, Negro i szkolenie BHP.
-Snur lewo, koń skręca lewo. Snur prawo, koń skręca prawo. Snur do tyłu, koń zatrzymuje się. Uderzasz snur, koń idzie.

I tyle. W ciągu 2 minut stałem się ekspertem jazdy konno.

Załącznik:
9.jpg


Pierwsza postój, to była plantacja i suszarnia tytoniu. Chyba najważniejszy produkt eksportowy Kuby, czyli cygara.

Tam, miejscowy cowboy, przypominający marną kopie cowboya z Malboro, oprowadził po plantacji i suszarni, tłumacząc różnice cygar, smaków, jak każde z nich się robi.

Załącznik:
10.jpg

Plantacja

Załącznik:
11.jpg

Suszarnia

No i pokaż cygar-mastera, jak się cygaro skręca.

Załącznik:
12.jpg

Przypominało to sushi mastera, ale whatewah

I upominek do palenia
Załącznik:
13.jpg


Jedziemy znów konno do następnego punktu. Zwiedzanie fincy z kawą

Załącznik:
14.jpg


Tutaj się rozczarowałem. Liczyłem ze będzie podobny standard, jak przy mojej ostatniej podróży w Kolumbii, perdon-ktoredy-do-el-dorado,212,83291?start=40#p683017
Ale było marnie. Przygotowani tylko na turystów, z wysokimi cenami za kawę (7 CUC za butelkę 0.5l) i nawet nie było poczęstunku żeby ją spróbować.

Więc szybko poszło nam, przeszliśmy kawałek do góry z małą jaskinią, która także odpuściliśmy (koszt 2 CUC, zeby zobaczyć małą jaskinię uważam za wysoką) dlatego woleliśmy spędzić więcej czasu w jeziorku.

Załącznik:
15.jpg


I powrót do miasta

Załącznik:
16.jpg


Obiadek, czyli tym razem Ropa vieja. Nazwa może nie zachęca (po hiszpańsku to stare ubrania), ale to rodzaj gulaszu, wołowe mięso gotowane tak długo, aż samo rozpada się na długie włókna. Smakuje jak smakuje, ale to była z nielicznych potraw które mi smakowały na Kubę.

Załącznik:
ropa vieja.jpg


Do tego sok z guayabo (Gujawa pospolita)

Załącznik:
jugo.jpg


I na dobitkę, na naszej werandzie, mojito z cygarem.

Załącznik:
mojito.jpg


Jutro poranna pobudka, do naszego drugiego colectivo, do Trinidadu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 06 Maj 2017 17:22 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
To jest Trinidad.
Dawna stolica cukro-baronów


Do Trinidadu się jedzie pozwiedzać architekturę kolonialną. Spróbować ogarnąć ich dialekt. No i zobaczyć pobliskie plaży, co na Kubę cięzko to nie jest.

Dojedziemy tam taxi/bus - Collectivo. Viazula nie było na nasz dzień, a cena collectivo taka sama co Viazul i do tego point-to-point więc, idealnie!

Koło 9, po śniadaniu przyjeżdża nasz bus, pakujemy się i jedziemy. Miejsce muszę przyznać ze miałem bardzo dobre, bo miałem cały korytarz dla mnie. Ale to nie na długo....

Po 2h jazdy (trochę za Hawaną) dowiadujemy się ze mamy przesiadkę, na drugi autobus, bardziej luksusowy...

Załącznik:
2.jpg

Postój

Nasz bus

Załącznik:
7.jpg


No i cargo na górze

Załącznik:
6.jpg


I co mamy się oczekiwać z naszego busa

Załącznik:
1.jpg


@Polskibus.com mógłby się wstydzić, jak by to było prawdą, ale tam ciaśniej niż samym PB

Załącznik:
3.jpg


Jedziemy tak ponad 2h, kiedy, przed "Australią" robimy kolejny postój do wyprostowania kości

Załącznik:
4.jpg


I obowiązkowa propaganda

Załącznik:
5.jpg


Jedziemy kolejne 2 godziny do Trinidadu, w ciasnocie, z zmęczenia. Ale już dojechaliśmy! Czuć różnicę temperatury (jest upalnie porównując z Vinales) ale widać morze.

Pierwsza rzecz, idziemy do dworca, po kupno biletów Viazula do Cienfuegos i potem do Varadero. Zong pierwszy, stanowisko zamknięte. Dobra, przyjdziemy jutro. Idziemy do casy.

Docieramy, casa jest niby otwarta, nikogo nie ma. Przychodzi koleś z casy obok, i mówi nam, ze tej osoby nie będzie, i załatwili spanie u niego.
Nic o tym nam nie wiadomo. Żadnego smsa, maila lub informacji pewnej. Gadka smatka, zmuszamy do przybycia właściciela casy, żebyśmy dogadali co i jak (opłacone przez airbnb), bo nie wiadomo, czy później bym nam kazali dopłacić, zapłacić 2 raz.

Ok, ok będę za 2h. Idźcie na obiad, i pogadamy.

Bueno!
Zostawiamy plecaki, i idziemy do centrum.

Decyzja wpada, na polecaną przez Rough Guides, Taberna La Botija.

Muszę przyznać ze wystrój jest dość ciekawy (niby dawne miejsce gdzie mieszkali niewolnicy), do tego pracownicy w ubraniach niewolników

Załącznik:
knajpka.jpg


Zamawiam tylko piwko, bo nie mam siły jest (były objawy ze zachorowałem, ale jednak to przemęczenie)

Załącznik:
piwo2.jpg


Wracamy do casy, i był nasz właściciel. Gadka smatka, okazało się ze ma overbooking, i możemy spać u jego kolegi. I dostaniemy gratis śniadanie w ramach przeprosin, w ramach dobrej recenzji.
Win-win :D Do tego mamy całe górne piętro, z krzesłami do huśtania się i widokiem nad morze.

Odpakujemy się, i idziemy znów na wieczorny spacer.

Załącznik:
8.jpg


Kupujemy mojito przy placu, i siedzimy przy schodkach obok casa de musica

Załącznik:
9.jpg


Plaza Mayro

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Gubimy się w uliczkach

Załącznik:
12.jpg


I docieramy do głównej atrakcji Trinidadu, czyli kościół San Francisco de Asis (Święty Franciszek z Asyżu)

Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


Dziś jednak króluje zimne piwko

Załącznik:
piwo1.jpg


Wracamy do casy, odespać i wyprostować nogi, po podróży busem

Dzień piwa

Dziś wstałem spragniony. Ale to mega. Nie wiem czemu, ale cały dzień chciało mi się pić. I nie wiem, jak, ale w kraju rumu miałem okropny smak na piwo, które jest okropne.

Śniadanie było uboższe od tego z Vinales, ale dobre, żebyśmy mogli zwiedzić w dniu Trinidad.
Ale pierwsze, to dworzec autobusowy, i kupno biletów do Cienfuegos i przy okazji kolejnych.

Dowiadujemy się ze do Cienfuegos wszystko jest pełne, ale są miejsca na busa z Cienfuegos do Varadero i Varadero - Habana. Kupujemy żeby mieć to z głowy i gubimy się znowu w mieście.

Co nam zrobiło wielkie zdziwienie to miłość Kubańczyków do Beatlesów
Wszędzie znajdziemy lokale z tematyką Beatles albo nawet pomnika John Lennona w Hawanie

Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg


Załącznik:
19.jpg


I gubimy się...

Załącznik:
20.jpg


Załącznik:
21.jpg


Załącznik:
22.jpg


... żeby się znaleźć przy Plaza Carillo

Załącznik:
23.jpg


Załącznik:
24.jpg


I pora obiadowa, w tym samym miejscu, Taberna La Botija

Dziś wybieramy tapas, które się okazują spore porcje do zjedzenia.

Za 2-3 CUCy mamy talerz tapas, i po prostu wybieramy najdziwniejsze i zwykłe, jak makaron z ananasem i szynka, krewetki koktajlowe

Załącznik:
jedzenie.jpg


Sałatka krabow

Załącznik:
jedzenie2.jpg


I po obiadku idziemy zwiedzić okoliczną plażę, La Boca

Załącznik:
25.jpg


Załącznik:
26.jpg

kościół San Francisco de Asis

Załącznik:
27.jpg


Załącznik:
28.jpg


Załącznik:
29.jpg


Załącznik:
30.jpg


I plaza

Załącznik:
31.jpg


Ładna ona to nie była, do tego brudna przez Kubańczyków, ale fajne miejsce spróbować kolejne piwo

Załącznik:
piwo3.jpg


I zobaczyć zachód słońca

Załącznik:
32.jpg


Dzień się skończył przy kolejnym piwem gdzieś na głównym placu

Załącznik:
piwo4.jpg


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
9 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 14 Maj 2017 20:07 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Trinidad - Cienfuegos
0-2
La Perla del Sur


Nie wiemy czemu wzięliśmy tylko jeden nocleg w Cienfuegos. A nie 2 jak w Trinidadzie.
Chyba coś nie doczytaliśmy. Albo ominęło nam.
Ale czemu, to potem będzie.

Poranek taki sam jak ostatnie, czyli dzień zaczynamy śniadaniem na naszym tarasie.

O 9 byliśmy omówieni z taksówkarzem, żeby nasz podwiózł do Ciefuegos.
Liczyliśmy na amerykańskie stare auto, a tu zong, bo nowy Hyundai Atos, do tego z pasami bezpieczeństwa!

Podróż cały czas przy wybrzeżu, z widokiem na plaży. Dojeżdżamy do naszej casy, przed czasem zameldowania się. Jako ze czasu mieliśmy trochę, do check in, zrobiliśmy małą przerwę w "narodowej" lodziarni Copelia.

Załącznik:
lody.jpg


Cennik

Oczywiście, nie liczmy na poradę pracowników. Trzeba wybierać to co mają, nawet nie wiedząc co bierze się

Załącznik:
lody1.jpg


Ja wybrałem jakieś lody Arlekin, z truskawką. Super to one nie były (porównując z tymi co je się w Europie) ale za cenę parę CUP to nawet machnąłem ręką. Godzina 11, godzina naszego check-inu a tu kolejny zong.

Dowiadujemy się ze właściciel casy, nie prowadzi noclegów przez AirBnb od paru dobrych tygodni (ale oczywiście naszego noclegu nie skasował) ale w ramach dobrej chęci pomaga nam znaleźć inny lokum (który się okazał nielegalny) do przespania jednej nocy. Oczywiście prosząc żeby mu pozytywną opinię napisać. Po raz drugi machnęliśmy ręką, zostawiamy manatki i idziemy zwiedzić miasto.

Cienfuegos to dość ciekawie miasto. Można powiedzieć trochę inne niż pozostałe kubańskie miasta. Króluje tutaj francuski akcent. I to dość mocno szczególnie budynkach. Nie beż powodu nazywa się Perłą Południa.

Załącznik:
1.jpg


Odpoczynek przy graniu szachach

Załącznik:
2.jpg


Wujek Che

Załącznik:
3.jpg


I zwrot w prawo, żeby wejść na stare miasto i do głównego placu (Plaza Marti)

Palacio de Gobierno/Pałać Gubernatora

Załącznik:
4.jpg


I jego wnętrza

Załącznik:
12.jpg


Catedral de la Purísima Concepción

Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Teatr Terry

Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Pomnik Jose Marti

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Po godzince spacerku, idziemy dalej, strony Palacio de Valle

Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


Załącznik:
17.jpg


I tak aż do krańca Paseo del Prado, gdzie znajduje się pałać de Valle.

Załącznik:
18.jpg


Zbudowany na początku 20 wieku, uchodzący za jeden z najpiękniejszych budynków na Kubie, w stylu elektycznym dużą nutą północnej afryki i Włoch.

Dziś, pałać pełni funkcji renomowanej restauracji, ale każdy może wejść i pozwiedzać pokoje albo widok na tarasie.

Załącznik:
19.jpg


Widok

Załącznik:
20.jpg


Załącznik:
21.jpg


Załącznik:
22.jpg


I wnętrza pałacu

Załącznik:
23.jpg


Załącznik:
24.jpg


Załącznik:
25.jpg


Załącznik:
26.jpg


I jako ze pora zbliżała się do zachodu, szliśmy dalej aż do końca do La Putna

Załącznik:
27.jpg


Po to żeby zobaczyć kolejny piękny zachód słońca

Załącznik:
28.jpg


I powolutku wracać do miasta po obiadokolacje

Załącznik:
29.jpg

Palacio de Valle

Załącznik:
obiad.jpg

Krewetki w sosie ajo, czyli papryka/czosnek i coś jeszcze

I klasyczne lody przy Copellia

Załącznik:
lody2.jpg


Załącznik:
30.jpg


Wracamy do casy, na odpoczynek, na jutrzejszy daleką podróż.

Cienfuegos, zaskoczył nam bardzo pozytywnie. Jest zupełnie inny, niż Trinidad. Drogi zadbane, łatwiejsza orientacja w terenie. Ogólnie inna Kuba można powiedzieć.

Niestety ładne plaże znajdzie się poza Cienfuegos, ale warto tam przyjechać chociaż na jeden pełny dzień.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#10 PostWysłany: 04 Cze 2017 13:54 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Władysławowo Kuby
Albo nazwane potocznie Varadero


Do Varadero nie miałem aż taką ochotę jechać. Wolałbym zobaczyć słynne Santiago de Cuba. Ale koleżanka nalegała, ze chce zobaczyć plażę i odpocząć od pracy w Korpo.

Byłe małe zamieszanie, ile dni tam być. Ja 2 ona 4, ale w końcu ustalone były 3 dni. Pokąpać, snorkeling, drinki i smazing, bo o Łomżingu nie było opcji.

Z Cienfuegos wybraliśmy opcję Viazula do transportu. No i tu pierwsze schodki się zaczęły. Autobusy niby nowe, ale widać ze Made in China, for China. Jak ktoś narzekał ze w Polskim Busie nie ma miejsca, to polecam przejażdżkę Viazulem, i zakocha się do miejsca w Polskim Busie.

Kolejna niespodzianka, to droga na około, którą Viazul miał. Myśleliśmy ze przejażdżka będzie przez Santa Clare, a tu zong, jedziemy na około przez Zatoce Świń (Playa Girón). Trasa prawie 6h, z przerwą obiadową przy drogiej restauracji, czyli klasycznie, kierowcy jedzą za free, a turyści dopłacają do interesu.

Koło 13 jesteśmy w Władysławowie. Dworzec przypominający lotniska w Atenach. Brak klimy, okien, czyli wszystko na hura!

Lokujemy się w Casie (chyba najlepszej pokój jaki mieliśmy po całej Kubie), klima, telewizja i po raz pierwszy wygodne łózko.

Zostawiamy manatki, i uderzamy na plażę. Z nią nie cięzko. Mamy ją prawie 20km. Więc każdy znajdzie swoje miejsce. Spacerujemy góra i w dół i czujemy Karaibski klimat ale także klimatu All Inclusive. Czyi europejczyków, z bransoletką na jedzenie i termosem z piciem z hotelu, żeby broń boże nie musieli wejść do sklepiku Kubańczyka i musieli by użyć 3-4 słowa po hiszpańsku.

I tak siedzimy przy plażie, do wieczora, popijając Cuba Libre, i patrząc na zachód słońca

Załącznik:
1.jpg


Wieczorem sączymy kolejne drinki w klubie The Beatles, a kompani mużyki na żywo z lat 80.

Kolejny dzień zaczynamy znów od plażingu.

Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg


Załącznik:
4.jpg


I zwiedzaniu miasteczka. Miasteczko zbudowane w latach 10, 20 wieku, przy pomocy mafii Amerykańskiej. Także, najsłynniejszy bywalec Varadero, był sam Al Capone. Po rewolucji, całe Varadero przekształcono na miejsce dla Kubańczyków, z licznimy koncertami, spotkaniami młodzieży komunistycznej. Ponownie wielki bum powstał w latach 90, kiedy Kuba otworzyła się turystycznie, i różny Tur Operatorzy zaczęły budować kolejny ogromne hotele.

Załącznik:
5.jpg


Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Załącznik:
8.jpg


Do ciekawostek. W Varadero, faktycznie kupimy najtańsze pamiątki. A do tego jest sporo i znajdziemy w każdym placu Targ Artefaktów.

Załącznik:
9.jpg


Wracamy dziś wcześniej do domu, jako ze pogoda się pogorszyła, i spędzamy czas oglądając propagandową Kubańską Telewizję.

Dziś miało być snorkeling. Byliśmy omówiony, na 0845 pod bramą hotelu. Bo przez 45 minut, nikt się nie zjawił. W sumie, dobrze ze nie daliśmy pieniędzy, i mieliśmy na dobre śniadanie.

I ponownie plażing i smażing dziś.

Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg


Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


A następny dzień, powrót do Hawany.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
JIK uważa post za pomocny.
 
 
#11 PostWysłany: 04 Cze 2017 15:50 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 223
Fajna relacja. Na luzie i z humorem.
Czekam na dalszy ciąg :)
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
#12 PostWysłany: 17 Cze 2017 12:12 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Hawana, powrót do przeszłości cz.2

Ostatni punkt naszego wojażu. Powrót do stolicy na te ostatnie 2 nocki. Po zakupy. Pospacerować po ulicach. Do wypicia parę litrów rumu.

Dziś znów mamy tylko opcję Viazula do Hawany. I znowu ten sam nieprzyjemny, niewygodny bus. Ale dobrze ze to tylko 3 godzinki jazdy.

Droga pusta przez cały czas (tak jak na całej Kubie), przejeżdżamy Matanzas i cały czas koło wybrzeża aż do Vedado w Hawanie gdzie wysiadamy i idziemy spacerkiem do nowej casy.

Casa jak casa. Nic nadzwyczajnego. Szybki check in, podanie paszportów i wychodzimy na miasto.

Pierwszy nasz punkt, to Chińska Dzielnica (Barrio chino de La Habana). Do dziś jedynie, parę rozwalonych budynków zostało, i ciut innych którzy rząd Fidela próbował odnowić, jako atrakcja turystyczna.

Załącznik:
1.jpg


Załącznik:
2.jpg


Załącznik:
3.jpg

Brama do Barrio chino de La Habana[/i

I idziemy do starego miasta, żeby skończyć dzień przy zachodzie słońca przy Maleconie.

Załącznik:
4.jpg


Uliczki zawsze pełne ludzi. Turyści, handlarze, chodzące knajpki.

Załącznik:
5.jpg

[i]Plac drugiego bohatera, Don Quijote, Sancho Panza


Znów gubimy się ponownie w uliczkach Habana Vieja

Załącznik:
6.jpg


Załącznik:
7.jpg


Docieramy do portu, i widać po drugiej strony fort, Castillo de los Tres Reyes Magos del Morro albo w skrócie Zamek Morro.
Obecny zamek, odegrał poważną rolę w 7 letniej wojnie z Anglią, a obecnie jest ważny ośrodek wojskowy. Także zamek brał "udział" w grze komputerowej Assassin's Creed IV.

Jako ze kraj katolicki, pomnik Jezusa musi być.

Załącznik:
8.jpg


Załącznik:
9.jpg


Załącznik:
10.jpg


Załącznik:
11.jpg


Załącznik:
12.jpg

Fort El Morro

Wieczorem, Hawana zmienia się o 100%. Nie jest szaro, nie widać syfu (w tym Kubańczycy są mistrzami) ludzie tańczą na ulicach, śpiewają, cieszą się życiem.

Załącznik:
13.jpg


Załącznik:
14.jpg


Załącznik:
15.jpg


Załącznik:
16.jpg


Załącznik:
17.jpg


Załącznik:
18.jpg

Niech żyje baaaaaaal....

Załącznik:
19.jpg

I słynna opera

Powrót do haciendy, spanko bo jutro czeka nas długi dzień.

Pobudka! Szybkie pakowanie wody, kanapka z jajecznicą, i wracamy do Habany Vieja. Zobaczyć inne zakamarki, starego miasta, i przy okazji zwiedzić parę ciekawych kościołów.

Pierwszy nasz punkt, to Iglesia Del Sagrado Corazon de Jesus, przy ulicy Bolivar. Kościół pod wezwaniem Jezuitów, zbudowany w stylu neogotyckim, i dość nowy, bo zbudowany na początku 20 wieku.

Załącznik:
22.jpg


Spotykamy się z księdzem parafii, żeby porozmawiać i przy okazji przeznaczyć nasze ciuchy stare, które nie bierzemy z powrotem do Polski, żeby mieć miejsca na rum. Taki win-win

Załącznik:
23.jpg

Dziedziniec kościoła

Załącznik:
20.jpg


Załącznik:
21.jpg

Ironia?

Załącznik:
24.jpg


Załącznik:
25.jpg


Załącznik:
26.jpg

It's only teenage wasteland

Punkt, taki niby obowiązkowy dla nas był, zwiedzanie Muzeum Rewolucji. W przewodniku pisali o nim, ze to lekcja historii, z sporą dawką kiczu, a no i kosztował 5 CUC. Więc nie było takiej tragedii.
Przechodzimy tam, a się okazało ze koszt to 10 CUC. Szybka kalkulacja, ze jednak nie opila się. Lepiej dobrą kolację zjeść niż tam zobaczyć, i oglądamy z zewnątrz.

Załącznik:
27.jpg


Habana Vieja, po raz 5-6

Załącznik:
28.jpg


Załącznik:
29.jpg

Papa Juan Pablo II

I Archikatedra Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny w Hawanie
La Catedral de la Virgen María de la Concepción Inmaculada de La Habana, prawie jak telenowela

Załącznik:
31.jpg


Załącznik:
30.jpg


Warto pospacerować po Parku Katedralnym. Znajdziemy liczne kolonialne domy, w pięknym stanie (jak na Kubę)

Załącznik:
32.jpg


Ale też pomnik kolejnego słynnego Polaka

Załącznik:
33.jpg

Frédéric Chopin

Punkt kolejny, w naszego spaceru, to hotel Raquel

Załącznik:
34.jpg


Załącznik:
35.jpg


Załącznik:
36.jpg


Załącznik:
37.jpg


Kościół Santo Cristo del Buen Viaje (Święty Jezus udanej podróży)

Załącznik:
38.jpg


Po tym wszystkim, udajemy się, na zasłużony odpoczynek, czyli mroźnego i mocnego drinka.

Załącznik:
39.jpg


Załącznik:
40.jpg


Na drinka w Hawanie, tylko jedno miejsce zasługuje na to. To żadne inne, jak nie Słynna El Floridita, gdzie Ernest Hemingway przesiadywał całymi dniami, pijąc Dajquiry. No ba, nawet ma własny rekord tam! Wypił 16 daiquiry, beż cukru i to z podwójnym rumem!

Jako wprawiony "drinker" chciałem pobić ten rekord, dopóki nie dowiedziałem się ile kosztuje jeden drink. 6 CUC, czyli około 30 zeta.

Grzecznie podziękowaliśmy, porobiliśmy parę zdjęć

Załącznik:
41.jpg


Załącznik:
42.jpg


Idziemy dalej, szukając naszego Grala!

Wpadamy, do Hotelu-Restauracji Ambos Mundos, przy ulicy Obispo.

Patrzymy, ze 2.5 CUC, za drinka. Cena dobra, nawet jak będzie jakiś gorszy gatunek.

Zamawiamy po daiquiry. Kelner, zajęty podrywem turystek, zapomniał ile polał rumu (bez kozery powiem że było ponad 100ml) więc maję potrójnego daiqury niż Ernest (ha!)

Załącznik:
IMG_20170404_142505.jpg


Popijamy drinki, oglądamy tanieć, zamawiamy małe burgerki (sliders) i wracamy na Malecon.

Znajdujemy miejsce fajne, otwieramy rum

Załącznik:
IMG_20170404_193237.jpg


I przy Cuba(s) Libre(s) oglądamy zachód słońca

Załącznik:
43.jpg


Załącznik:
44.jpg


Załącznik:
45.jpg


Załącznik:
46.jpg


Zbieramy się, do haciendy, z przerwą na kolację, żeby zacząć się pakować do podróży dalszej, czyli do domu.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez Zeus, 18 Cze 2017 11:46, edytowano w sumie 1 raz
Wypowiedź z błędami językowymi lub niezrozumiała – błędy ortograficzne/stylistyczne/interpunkcyjne.
Góra
 Relacje PM off
10 ludzi lubi ten post.
boots uważa post za pomocny.
 
 
#13 PostWysłany: 17 Cze 2017 13:41 

Rejestracja: 29 Cze 2015
Posty: 6839
srebrny
Bardzo fajna relacja i preludium do tego, czego wkrótce sam doświadczę. A pomyłki językowe dodają opisom swoistego smaczku. Ale jednak muszę napisać, że Plaza to nie plaża, a Cava to nie kawa. ;)
Góra
 Relacje PM off
Zeus uważa post za pomocny.
 
 
#14 PostWysłany: 17 Cze 2017 13:48 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Dzięki :D
Tak jak pisałem w innych tematach, zapraszam do poprawienia mi błędów :)

Sent from my Nokia 3330 using Tapatalk
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 17 Cze 2017 13:54 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 15 Sty 2015
Posty: 1275
Loty: 253
Kilometry: 457 424
złoty
Ładne zachody słońca. Może mi się wydaje, ale z relacji przebija chyba lekkie rozczarowanie Kubą. ;)
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 17 Cze 2017 15:08 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 223
Rum, cygara i Hemingway. To moje skojarzenia na temat Hawany.
Czy byliście może w Finca Vigia pod Hawaną - w domu, w którym mieszkał Hemingway?
Bo w relacji nie mogłam znaleźć.
Poza tym bardzo fajna relacja i zdjęcia :)
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
#17 PostWysłany: 17 Cze 2017 17:34 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
Nie dałem rady :( za mało czasu a komunikacją to trzeba doliczyć jakieś 30 60 minut w jedną stronę :(

Sent from my Nokia 3330 using Tapatalk
Góra
 Relacje PM off
firley7 lubi ten post.
 
 
#18 PostWysłany: 06 Lip 2017 13:51 
Sezonowy Cebulion
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lis 2011
Posty: 18268
FIN

Jak w tych regionach, słowo dość popularne w telenowela. Koniec. A jak w telenowelach, no muszy być z rozmachem!

Powrót na lotnisko. W Hawanie. Będzie tak samo ciekawe jak dojście do miasta z lotniska. Wpakujemy ostatnie graty, tfu, to znaczy cygara, kanapki z jajecznicą, kawusia, gazetka Granma (jako prezent) i na przystanek P12.

-Buenos dias, 1 peso, bienvenido i jedziemy. Przy kompanii nieszczęsnej piosenki, Despacito, która leci teraz leci wszędzie i zawsze. Ale dobra, damy radę. Szybko na lotnisko, zmiana ubrań na zimowych (tzn Europejskich - wiosennych) Ciudad de Mexico i na miasto.

Dojeżdżamy do przystanku, gdzie piechotą idziemy na lotnisko. Oczywiście życzliwi taksówkarze proponują nam podwózkę za 4-5 CUC na lotnisko (czyt. to 2km) aż do dojazdu autobusu który łączy terminale za 1 CUP.

Hop - despacito - siup i jesteśmy na terminalu 3, gdzie operuje AeroMexico. Piwko na czekanie, wyzerowanie Kubusia z cola, i stanie w kolejce do Check - inu.
Szybka zmiana zdań, prośba o naklejkę ze łatwe do rozbicia (trochę tego rumu tam było...), dostajemy bilety i proszeni jesteśmy do kontroli paszportowej.

Kontrola paszportowa - bardziej okazja pracownika do oglądania moich pieczątek - wiz niż co robiłem w tym kraju. Poszło, kartka migracyjna odebrana, zapraszam do kontroli bezpieczeństwa.

W sumie, nazwałbym ją: kontroli z Flip i Flapem. Trzeba wejść na bosaka (nawet jak się ma klapki) ale oczywiście można nosić przy sobie butelkę Kubusia beż żadnego problemu.

Już po sprawie, teraz to można ostatnie dutki - CUCy oddać w sklepiku. W jedynym. Beż klimy. Ale czasu jest, więc czemu nie. Kupić kawę kubańską (za co Fidel walczył parę lat, żeby Kuba stała się liderem w tych krajach), kolejne rumito. Dopóki nie widziałem kolejkę. I to jaką! Jakby w Biedrze były Crocy za 5 zeta! Ludzie krzyczą ze stoją od godziny, dzieci płacą, amerykanie plują ze w Wall-Marcie można szybciej, za ladami Kubańska pani Grażyna rozmawia spokojnie z Kunanską panią Dorotę, jakby nic.

Po 50 minutach (i wypicia parę drinków z innymi pasażerami w kolejce) docieram do kasy, gdzie zauważam ze worek w jednej kawie jest otwarta.

Pani Dorota, spokojnym głosem:
-Tienes tempo, i pokazuje koniec kolejki

Ale nie beż powodu jestem Sezonowym Cebulionem, i po 3 minutach kłótni, i przyniosła mi nowy woreczek. Zapłacone i wracam do mojego Passepartout, która martwiła się, gdzie tak długo byłem. I czemu śmierdzę rumem, jak byłem tylko w sklepie.

No nić, wracamy pod naszym gatem, czekając niecierpliwie na nasz lot. Ale tu Kuba dała nam nową niespodziankę, w tytule: Będziecie pamiętać o nas! Lotnisko stare i nie przygotowane na taki ruch. No i wszystkie loty opóźnione do 2h. Tak jak i nasz, który lądował w Cancun, jako lotnisko w Hawanie był pełny.
Jako ze jesteśmy na Kubie, więc z opóźnienia (3h) nie dostaliśmy nić, postanowiliśmy wziąć sprawy w własne ręce, i kupić podstawowe produkty do przeżycia. Czyli: butelka 0.7 rumu Havana i litrowa Tu-Cola. Nie było łatwo, ale do samolotu przeżyliśmy.

-Bienvenidos, bienvenidos.
-Bienvenidos, yo quiero una tequila por favor.
-No problemo senor!

I tak przyszła do mojego krzesła przed startem, duża dawka złotej tequily. Tak do zabicia "strachu przed lataniem"

Spokojny lot, kanapka i jogurcik i lądowanie w MEX, niestety opóźniony o 3h, więc nici z naszego wypadu na miasto.

Kontrola paszportowa, odbieranie - nadanie ponownie bagażu i szukamy lokum do zjedzenia czegoś. Dobrego. Z przyprawami. I nie ma zmiłuj, jak na kubie: Ni ma, Ni ma, jak Smoleń opowiadał w kabarecie.

-Vamos Tacos? Mówię do Passepartout?
-Evet!

I to był strzał w dziesiątkę!

Załącznik:
IMG_20170405_211940.jpg


Tęskniłem za dobre mięso. Dobrze doprawione. Za dobrym piwem (wiem ze to sikacz, ale nawet jak Heinekena dostałem w Amsterdamie to się cieszyłem jak głupy!) i zupa z tortilla!
No nić dodać, nić ująć. I tak sporo zostawiłem bo już byłem napakowany.

Lot, jak większość ludzi wie, jest o północy do Amsterdamu, więc trochę czasu zostało (ponad 90 minut) na szukanie pamiątek w lotnisku i korzystania na 100% z internetu.

Wchodzimy do samolotu, kolejna tequila, filmik i do spania, bo podróż ciut długa.

Przylot o czasie w Amsterdamie, kontrola graniczna dość dziwna można powiedzieć, jako ze Passepartout z nie UE-Paszportem załatwiła szybciej niż ja, jako ze mnie maglowali z pytaniami - czego, dlaczego, na ile, do kiedy. Ale zostałem wpuszczony do UE, i po odbiorze bagażu mieliśmy 2 nocki w Holandii (jedna w Amsterdamie druga w Eindhoven) do odpoczęcia i powrócić do normalności przed naszym lotem do Modlina i potem do Krakowa!


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#19 PostWysłany: 06 Lip 2017 17:00 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 12 Paź 2014
Posty: 223
Faktycznie, zakończenie wyprawy z rozmachem!
Szacun :)
Góra
 Relacje PM off  
 
#20 PostWysłany: 06 Lip 2017 19:52 

Rejestracja: 29 Cze 2015
Posty: 6839
srebrny
@Zeus

Czy mógłbyś napisać, jak wyglądają ceny i dostępność w sklepach artykułów spożywczych i kosmetyczno - chemicznych w Hawanie?
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
 [ 41 posty(ów) ]  Idź do strony 1, 2, 3  Następna

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 2 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group