Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 9 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 24 Paź 2023 18:00 

Rejestracja: 23 Maj 2015
Posty: 81
Loty: 166
Kilometry: 250 975
niebieski
Hmm, chyba przypadkiem napisałem trylogie.

„Za jakiś czas planuje podobnego durnotripa, ale A343/B748”

Jest to ostatnie zdanie relacji http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/85-podroze_lotnicze/282-raporty_z_podrozy/102417-do_bostonu_na_28_godzin.html
Oraz jednocześnie pierwsze i ostatnie zdanie kolejnej https://www.fly4free.pl/forum/if-you-re-going-non-rev-to-san-francisco,210,170926

Do trzech razy sztuka. Dotrzymałem słowa! W podróży którą zaraz tutaj przytocze pojawił się zarówno A340-300 jak i 747-8. Ale w przeciwieństwie do poprzednich wypadów- tym razem nie miało dla mnie prawie żadnego znaczenia którym typem polece. Poprostu tak wyszło, bo scenariusz napisało samo życie 😊 A tak poza tym, nie był to tym razem żaden durnotrip, a raczej cudowny wyjazd który zostanie w mojej/naszej pamięci do końca.
Relacje które pisze są dla mnie czymś w rodzaju pamiętnika- chętnie do nich wracam po latach- zatem uprzedzam że będzie czasem troche personalnie.

Prolog (skąd sie wzięła ta podróż)
Wakacje w tym roku odkładaliśmy na jesień- konkretnie na październik. Złożyło sie na to wiele czynników, m.in to, że w lato tego roku kupowaliśmy mieszkanie, oraz miałem nadzieje na to że październiku będzie już nieco luźniej na pokładach. Miało to znaczenie bo zamierzałem po raz pierwszy wybrać się poza kontynent „stendbajem” wraz z moją drugą połówką. Planujemy Azje- konkretnie Filipiny lub Indonezje. I tak sobie powtarzamy. A tu- w połowie lata życie spłatało cudownego figla. Na wiosne przyszłego roku, jak wszystko sie dobrze potoczy (trzymać kciuki)- będę mieć potomka!
Niestety z tego powodu Azja odpada. Ale trzeba gdzieś pojechać, gdzieś daleko- bo później przez dłuższy czas nie będzie jak.
Trzeba znaleźć jakieś bezpieczne miejsce dla kobiety w drugim trymestrze ciąży, poza Europą, które jednocześnie spełni jakieś moje i Jej marzenie... Ponadto musi latać tam LH i to dosyć często i grubo żeby sie znalazło miejsce.
Wybór więc pada na Nowy Jork, gdzie oboje jeszcze nie byliśmy. Ale o tej porze troche już tam zimno, więc podlecimy jeszcze do Los Angeles. Budżet jest ograniczony (tak jak wspominałem, świeży kredyt na karku (ale bez żadnych rządowych „pomocy” ;) )) więc po estymacji kosztów, trzeba będzie całą podróż zawrzeć w tydzień.

Przygotowania do podróży
Miesiąc przed wylotem jest zielone światło- wszystko jest ok i możemy planować wyjazd. Niestety ceny noclegów troche zwalają z nóg. W obu miejscach 200$ za noc za hotel typu „dupy nie urywa”. Ale przynajmniej udaje sie je oba dostać w miare spoko lokalizacji, z oceną powyżej 7.0 i ze śniadaniem.
Ciąg dalszy przygotowań. W Nowym Jorku bierzemy Citypass. Jest to pakiet 5 biletów do różnych atrakcji za 138$. Dwie są obowiązkowe- Muzeum Historii Naturalnej oraz Empire State Building. Dobieramy do tego muzeum Intrepid, rejs Circle Line dookoła Manhattanu i statuły wolności, oraz wizyte na Top of the Rock. Do tego, Citypass daje zniżke na Broadway- kupujemy bilety na sztuke „Chicago” po 110$ od osoby.
W LA natomiast wypożyczamy auto. Tutaj dałem dupy po całości- znalazłem Mustanga za 130$ na trzy doby, ale go nie zarezerwowałem od razu. Dwa tygodnie później, gdy sie za to wziąłem- w tej cenie był już tylko wybór „Economy”. Jako że jedziemy we dwójke i będziemy sie kręcić tylko po LA, klepnąłem to.

Dzień -1
Chcemy wylecieć w niedziele. Na dwa dni przed podróżą sytuacja wygląda dobrze, bez problemu powinniśmy polecieć i to Biznesem. Do NY jest w ciągu dnia 5 połączeń samej Lufthansy: 2x FRA-JFK (A343), 1x FRA-EWR (B748), 1x MUC-JFK (A388), 1x MUC-EWR (A346). Postaramy sie dostać pierwszym FRA-JFK, bo hotel mamy na Brooklynie i będzie dobry dojazd. Pewny siebie, rezerwuje bilety.

Dzień 0
Sobota. Sytuacja sie pogarsza z godziny na godzine. Obecnie wszystkie loty sie świecą na czerwono, czyli możemy liczyć co najwyżej na poleceniu na miejscu osób które nie zdążą na przesiadke. A mamy zarezerwowany hotel i wszystkie atrakcje, nie chce ryzykować. Musze szczerze przyznać że pod wieczór, na 12 godzin przed wylotem- troche zacząłem panikować. Ostatnio mój organizm troche gorzej radzi sobie ze stresem. Nigdy sie niczym nie przejmowałem lecąc sam. Ale tutaj mam pod opieką ciężarną ukochaną, co wszystko zmienia. Z pomocą w wyjściu z „widzenia tunelowego” przychodzi kolega z niemiec, który mi podpowiada aby najpierw polecieć wpierw do Waszyngtonu, a potem złapać jakiś samolot do NY. Jest to spoko pomysł bo oprócz tego, że na FRA-IAD jest całkiem sporo wolnych miejsc, to do tego odlatuje on z FRA już o 10:30 co sprawi że zarówno będziemy mieli krótką przesiadke w Niemczech, jak i stosunkowo wcześnie przylecimy do Stanów. Nauczony doświadczeniem z kwietnia, sprawdzam jeszcze jak dokładnie wygląda lot z Waszyngtonu do Nowego Jorku (konkretnie to na La Guardie)- mimo że leci E175 i tak bez problemu sie powinno udać. Mimo wszystko, nocka mało przespana.

Dzień 1
Pobudka na poranny lot do Frankfurtu. Mieszkamy bardzo blisko lotniska, zatem z domu wychodzimy na godzinne przed odlotem. Bagaż tylko podręczny. Zostawiam auto na lotniskowym parkingu, na check-inie pan potwierdza to samo co widze w systemie- że do Waszyngtonu bez problemu powinno sie udać. Do FRA mamy zarezerwowany Ekonomik, z FRA do IAD Business.
To mój 30-ty raz w CRJtce LH. Troche już przestaje zauważać te loty.

Image

Natomiast ogromnie mnie wk**ia to, że regularnie (jakieś 4 na 5 razy) loty z Wrocławia, pomimo deboardingu autobusem, pomimo tego że samolot staje w zachodniej części lotniska (koło LH Cargo), pasażerowie zostają zawożeni na terminal B i do głównej części T2 trzeba zasuwać kilometry tunelem pod ziemią. Tym razem czasu mamy sporo, ale nie zawsze tak jest. Mniejsza.

Image

Przechodzimy przez bramki automatyczne i już po chwili meldujemy sie w mojej ulubionej części terminala- bramkach Z. Nasz lot do IAD odlatuje, jak nie inaczej, z samego końca- z Z69.
Niestety nici z Business- kilka paxów z ekonomika dostało upgrade i dla nas miejsce sie znajdzie tylko z tyłu. Nie mam z tym problemu- w końcu to oni płacą moją pensje. Ale człowiek sie troche nastawił.

To miała być nasza awaryjna opcja: B748 do EWR:
Image

Ale zamiast tego lecimy A343 do IAD:
Image

Szeroki uśmiech do załogi z gate i przynajmniej mamy wspaniałe miejsca- dwójeczke obok siebie przy oknie (konfiguracja A340-300 to 2-4-2). Miejsca 27AC- ostatni rząd przed wyjściem 3L.
Na minus- nadrabiamy drogi. Przelecimy dosłownie nad Nowym Jorkiem, a później będziemy musieli sie do niego wrócić. Jednak najważniejsze jest to, że sie uda już dzisiaj przedostać do USA.
Koniec boardingu. Miejsca są do policzenia na palcach jednej dłoni. Troche niefortunny termin sobie wybraliśmy- zwłaszcza że mieliśmy pełną elastyczność.

Image

Image

Image

Image

Lot do USA za dnia- więc sie nie śpi. Oglądamy po dwa firmy, reszta zlatuje na gierkach i sitcomach. Za oknem zero przelotówek ani widoków- wysokie chmury. Ogólnie- 9 godzin „do wysiedzenia” 😊 Jedzonko po starcie- smaczne. Przed lądowaniem- empanada na ciepło, też całkiem ok. Udaje sie wyprosić dodatkową porcje :)

Image

To że wlatujemy do USA w IAD ma też swoje plusy- przylatujemy jako jedyny lot międzynarodowy o tej porze, zatem w 15 minut jesteśmy już po immigration. Bardzo ciekawy jest system transportu pomiędzy głównym budynkiem a terminalami-satelitami. Pełnią go samobieżne saloniki (Mobile Lounges)- jest na zdjęciu poniżej:

Image

Przylecieliśmy o 14:00 miejscowego czasu. Po przejściu security i immigration, na airside jesteśmy z powrotem o godz. 15:10. Na tablicy odlotów odnajdujemy info o tym że nasz lot do LGA o 16:35 jest opóźniony o prawie 3 godziny. Szlag by to. Idziemy do gate skąd ma odlatywać inny lot- do EWR (o 17:00) i pytam czy będzie na nim dla nas miejsce.
(Tutaj napomne że mam szczegółowy wgląd tylko w rejsy LH, na lotach innych przewoźników- tylko pobieżny)
Załoga gate odpowiada że ma 9 wolnych miejsc, ale jest na nim 30 non-revów. Pytam też o kolejny lot do LGA (o 17:35), pani odpowiada że ma na nim 1 wolne miejsce i 9 non-revów, a ponadto część z osób które nie poleci na EWR sie przebookuje na ten LGA. Zadaje kolejne pytanie, tym razem nieco dziwne: „What would you do?”. Pani odpowiada że wypożyczyłaby auto albo spróbowała pojechać autobusem lub pociągiem. Odległość z Waszyngtonu do Nowego Jorku to ok. 4-5 godzin jazdy.
Po sprawdzeniu opcji autobus, pociąg- z powodu tego, że najpierw musimy sie dostać z lotniska IAD do miasta- wychodzi na to że najwcześniej moglibyśmy być w NY o północy. Odpada.
Podejmujemy decyzje że wypożyczymy auto. Online nie znajduje żadnej opcji, udajemy sie do biura wypożyczalni. Ale tam dostajemy wycene na 350$ za jeden dzień wypożyczenia (z oddaniem auta w NY). Ponadto musiałbym prowadzić przez 5 godzin po locie long-haul, bez internetu. Jednak odpada.
Kończą nam sie opcje, a czas ucieka. Nie jestem z tego dumny ale szczerze przyznaje- że to ja źle zniosłem tą sytuacje. Bo ziściły sie wszystkie moje obawy i czułem na sobie obowiązek wyciągnięcia nas z bagna. Na szczęście druga strona trzymała fason 😊 Tak, byłem uspokajany przez kobiete w ciąży. Jesteście Panie niesamowite.
Po raz drugi wchodzimy na airside. Jako ostatnia deska ratunku, idziemy do gate skąd ma odlatywać nasz opóźniony, pierwotny lot do LGA- z planowym odlotem o 19:10 zamiast o 16:35. Tam- pojawia sie iskierka nadziei, bo Pani na gate mówi że „powinno być ok”. Spotykamy pozostałych dwóch non-revów. Również z grupy LH. Polka oraz Włoch (serdecznie Was pozdrawiam). Opowiadają że od 24h próbują się wydostać z Waszyngtonu do Nowego Jorku. Niestety mamy wyższy status od nich i wyższe prawdopodobieństwo wejścia na pokład. Staramy sie rozmawiać normalnie ale idzie wyczuć w powietrzu napięcie- wszak jeśli sie okaże że są tylko dwa miejsca, będziemy o nie rywalizować. A ja, wioząc ciężarną i mając w Nowym Jorku opłacony hotel za 200$ za noc, nie zamierzam odpuszczać. W pewnych sytuacjach włączają się instynkty przetrwaniowe :/

Ale zdarza sie coś cudownego- koniec check-inu, początek boardingu- i okazuje sie że dla nas wszystkich znajdzie sie miejsce. Ewidentnie złożyło sie na to wiele czynników- ktokolwiek mógł, widząc 3-godzinne opóźnienie tego lotu- poleciał wcześniejszymi lotami do EWR lub LGA. Inni- porezygnowali. Nikt dodatkowy nie mógł sie już na ten lot dorzucić, bo było już po orginalnej godzinie odlotu. Podczas boardingu, z radości uściskałem Panią z gate.

Image

Image

Image

Po zajęciu miejsc w samolocie kolejny zawał serca (nie licze już który raz w przeciągu ostatnich 24 godzin) bo gdy już siedzimy na swoich miejscach i jest już dawno po nowej godzinie odlotu, do kokpitu wchodzi MESA Airlines Maintenance a załoga nie daje żadnych komunikatów.
Mój wszechświat sie rozczepia na dwie części. W jednej z nich kapitan po chwili oznajmia że jest usterka, mamy wrócić z powrotem do terminala a lot jest odwołany.
Na szczęście wydarzyła sie ta druga- i tam po 10 minutach Maintenance wyszedł w kokpitu, i Kapitan powiedział żeby zapinać pasy i lecimy.
24 godziny temu w życiu bym nie pomyślał że będę leciał z IAD na La Guardie. Podróże Stand-By bywają skrajnie emocjonujące. Niby leci sie po kosztach, ale czasem wolałoby sie zapłacić więcej i mieć pewne miejsce. Nie chciałbym aby w komentarzach wywiązała się dyskusja na temat podejmowanych wyborów- były podejmowane najlepsze jakie sie da, nie o wszystkich składowych pisze w tej relacji😊
Lot przebiega ekspresowo. W powietrzu nadrabiamy pół godziny opóźnienia. Załoga poi nas wodą. Lądowanie na La Guardii z pięknym widokiem na Manhattan nocą. Co za piękny wstęp do Nowego Jorku. Przynajmniej nie będziemy teraz musieli przechodzić immigration!

Image

Po lądowaniu, m.in z powodu zmęczenia, nawet nie rozważamy jazdy do hotelu zbiorkomem. Bierzemy Ubera za 51$ i po 40 minutach jazdy meldujemy sie na Brooklynie. Do pokoju wchodzimy o 21:30, po 7,5 godziny od wylądowaniu w Waszyngtonie. Od tamtej pory moja głowa sie wzbogaciła o kolejny pęk siwych włosów. Oby od tej pory wszystko szło jak po maśle.

Pokój po 200$ za noc:
Image

Koniec części pierwszej!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
14 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 24 Paź 2023 18:16 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 20 Lip 2018
Posty: 2024
Loty: 177
Kilometry: 410 606
platynowy
sevenfiftyseven napisał(a):
zamierzałem po raz pierwszy wybrać się poza kontynent „stendbajem”


Czy mógłbyś wytłumaczyć na czym to polega i z czym to się je?
Edyta: Już kumam z wpisu na konkurencyjnym forum. ;)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off  
 
#3 PostWysłany: 26 Paź 2023 15:13 

Rejestracja: 23 Maj 2015
Posty: 81
Loty: 166
Kilometry: 250 975
niebieski
Dzień 2:
Wczorajsza podróż dała nam bardzo w kość, ale liczy sie jedno- dotarliśmy do NY na czas. W Waszyngtonie dzień się dla nas ciągnął w nieskończoność- ale po dotarciu do hotelu udało się pójść spać już o 22, zatem o 7 byliśmy już na nogach.
Idziemy na śniadanie- i tam niestety okazuje sie że jest to typowo amerykańskie słodkie śniadanie. Ponadto hotel przyoszczędza na myciu talerzy, i wszystko sie odbywa na jednorazówkach.

Image

Po śniadaniu bierzemy kawke z hotelu na wynos i udajemy na stacje metra (36St), dokąd mamy niecałe 4 minuty pieszo.

Jeśli chodzi o bilety MTA (Metropolitan Transportation Authority)- to w Nowym Jorku od niedawna zaczął działać system OMNI- który nie wymaga wykupienia jakichkolwiek fizycznych biletów, bo kodują sie one na twojej karcie płatniczej. Ponadto- płaci sie tylko za pierwsze 12 przejazdów w ciągu tygodnia (licząc od poniedziałku do niedzieli), wszystkie przejazdy od 13-tego w góre są za darmo. Jest również możliwość nielimitowanych przesiadek. My się jednak zdecydowaliśmy zakupić fizyczną karte Metrocard z 7-Day unlimited pass, która kosztuje 35$- czyli praktycznie tyle samo co 12 biletów po 2.70$. Daje te same korzyści, a nie trzeba w metrze co chwile machać swoją kartą płatniczą 😊 Proces zakupu biletów był jednak troche problematyczny, bo automat odrzucił mojego Revoluta.

Jak to bywa w pierwszy dzień- nie uniknie sie głupich pomyłek. Tak też my- jadąc na manhattan, wsiedliśmy do linii lokalnej, a nie expressowej- przez co zatrzymywaliśmy sie po drodze na każdej jednej stacji. Zatem podróż na manhattan tym razem trwała nie 20, a 45 minut. Zupełnie nie byłem świadomy tego, że w NY na większości stacji metra są po 4 perony (po 2 w każdym kierunku). Na początku człowiek się bardzo zdziwić jak pociągi metra się wyprzedzają jadąc w tym samą stronę.

O godz. 11:30 rusza nasz rejs „Circle Line Sightseeing”, I do tej pory chcemy troche pospacerować żeby troche poczuć miasto. Wysiadamy więc koło Rockefeller Plaza, i po kolei poprzez Flatiron Building, Grand Central Station, Times Square- kierujemy się w strone 88th Pier skąd będziemy odpływać.

Flatiron niestety w remoncie ☹

Image

Grand Central station:

Image

Image

Times Square:

Image

Image

Dochodzimy do Hudson River. Stoi lotniskowiec Intrepid, na którego wejdziemy pojutrze.
Image

Rozpoczynamy półtora godzinny rejs dookoła Manhattanu. Mimo niebieskiego nieba pogoda już jest mocno październikowa, więc od czasu do czasu trzeba się z otwartego pokładu chować do środka aby sie ogrzać i nie pokrzyżować planów na reszte urlopu. Statek przepływa aż pod most Williamsburgski, zahaczając w drodze powrotnej o Statue Wolności.

Williamsburg Bridge (łączy środkowy Manhattan z Queens)
Image

Druga po Empire State Building najbardziej obfotografowywana atrakcja NY, czyli most Brooklynski:
Image

Statua (zdecydowalismy sie na nią nie płynąć osobnym rejsem, skoro widzieliśmy już ją z bliska)
Image

Image

Financial district z królującym nad nim One World Trade Center. Najwyższy budynek na półkuli zachodniej. Wierzchołek jest na wysokości 546m (dach jest na 417m)

Image

Całość rejsu była uświetniona przyjemnym komentarzem w wykonaniu przewodnika. Po rejsie idziemy coś zjeść, a już o 15 mamy wejście na Empire State Building. Zanim wjeżdża sie windą na 86-te piętro, przechodzi sie przez ekspozycje opowiadającą o historii budynku. Tego jak był budowany, kiedy, w jakich filmach wystąpił, ogólnie jedno wielkie puszenie piórek- ale przedstawione w interesującej formie :) Ale trzeba przyznać że to imponujące, że ESB powstał raptem w 13 miesięcy, oraz że przez prawie 40 lat dzierżył tytuł najwyższego budynku na świecie.

Image

Natomiast jako taras widokowy, bardziej od tego na Empire polecany jest taras na Rockefeller Plaza. Właśnie z powodu, że z tego drugiego widać Empire :)

Image

Image

Image

Po zejściu z Empire musimy iść troche odsapnąć, bo tempo zwiedzania było zbyt intensywne. Znajdujemy miejsce w kawiarni na rogu koło Bryant Park. Po nieco ponad dwóch godzinkach baterie troche podładowane. Słońce już zaszło, a my możemy pójść skorzystać z drugiego wejścia na Empire które przysługuje tego samego dnia- już nie na konkretną godzine, ale o dowolnej porze po godz. 19.

Image

Image

Image

Image

Dzień 3:

Kolejny dzień rozpoczynamy od Brooklynu- przejścia sie promenadą wzdłuż East River z panoramą Manhattanu na horyzoncie. Jest tutaj dużo przyjemniej niż na Manhattanie.

Image

Image

Image

Spacerujemy sobie powolnym tempem popijając kawke, dochodząc ostatecznie do Dumbo- Down Under the Manhattan Bridge Overpass.

Image

Image

Nieopodal znajduje sie wejście na most Brooklynski, którym przechodzimy na Manhattan. Całe szczęście ścieżka rowerowa została już przeniesiona z wyniesionego deptaka na jezdnie poziom niżej.

Image

Image

Po przejściu mostu, idziemy pieszo w strone Financial District- wpierw zachaczając o fontanny upamiętające wieże WTC, a następnie na Wall Street.

Image

Image

Image

Do zrobienia sobie zdjęcie z byczkiem przy Wall Street, ustawia sie kolejka i od przodu i od tyłu. Dłuższa jest ta od tyłu (aby dotknąć jajec, co ma dać powodzenie finansowe). Kolejka na 40 minut stania.

Image

Image

Zamiast tego idziemy na bajgle. Nie wiedziałem że da rade upchać w kanapce tyle bekonu ile było w mojej :)

Image

Wychodząc, mija nas prawdziwy symbol Nowego Jorku, o którego niestety jest coraz ciężej- żółta taksówka Ford Crown Victoria.

Image

Trinity Church. Na cmentarzu przy kościele, są groby z XVII i XVIII wieku. Wartość terenu jaki zajmuje pojedyncza mogiła, oscyluje pewnie w okolicach 20000$ :)

Image

Pora w końcu na Central Park. Nie mamy ochoty na jazde rowerem, zatem eksplorujemy park pieszo. Ma ponad 4km długości, i pierwszego dnia udało sie nam zwiedzić może z 25%.

Image

Image

Znowu trzeba odpocząć, tym razem wracamy do hotelu. Na szczęście linią ekspresową, zajmuje nam to tylko pół godziny- ale troche żałujemy że nie mamy noclegu na manhattanie.

Wracamy na Times Square o 18:45, dlatego że o 19:00 rozpoczyna się sztuka na Broadway na którą mamy bilety. Jak to bywa- miejsca przed nami zajmują inni Polacy na kilkudniowym wypadzie do NY- którzy we Wrocławiu mieszkają dzielnice obok.

Musical był bardzo przyjemny- ale byłem szczerze zaskoczony tym jak mała faktycznie była ta sala. Przy kupowaniu biletów zdawało sie że jest duża jak Narodowe Forum Muzyki. Faktycznie- była rozmiaru przeciętnej sali kinowej, a miejsca mieliśmy prawie przy samej scenie.

Image

Dzień 4:

Image

Image

Dzień rozpoczynamy od wizyty na Top of The Rock o 9:00. Wcześniej sie nie dało :)

Rzeczywiście- widok na Empire czyni całą panorame ciekawszą. Oprócz tego- jest bardzo dobry widok na Central Park

Image

Image

Image

Widok z TOTR nas na tyle usatysfakcjonował, że postanowiliśmy jednak nie wjeżdżać na The Edge. Tam jest dodatkowa atrakcja w postaci pochyłej, przeszklonej barierki jak i "szklanej podłogi" ale na 3-dniowy wypad dwie wizyty na wieżowcach nam starczą.

Zaraz po Top of The Rock, podjeżdżamy autobusem znowu w okolice Hudson River. Tym razem- wchodzimy na Intrepid. Jest to lotniskowiec który służył w IIWW, oraz później również w trakcie wojny Wietnamskiej. W trakcie tego pierwszego konfliktu wbiły sie w niego dwa Japońskie Kamikaze.

Image

Główny punkt programu- SR71 Blackbird. Najszybszy samolot jaki kiedykolwiek powstał, osiągał Mach 3.3. Nieważne co mu zagrażało- plan ratunkowy zawsze był ten sam- rura do przodu i prześcignąć zagrożenie, nieważne czy to był wrogi myśliwiec czy rakieta. Ciekawostka- poszycie samolotu przy prędkości przelotowej się bardzo nagrzewało przez tarcie cząsteczek powietrza. W wyniku tego- podobnie jak Concorde, samolot istotnie się wydłużał. Z tego powodu był zaprojektowany tak, aby być szczelny podczas przelotu. Natomiast na ziemi, przed odlotem- ciekło z niego paliwo na potęgę, ponieważ uszczelniał się dopiero po rozgrzaniu.

Image

Fajnie było też zobaczyć inne ikony lotniskowców:
F-4, F,14, Harrier

Image

Image

Image

Na lotniskowcu znajduje sie też pawilon z wachadłowcem Enterprise- to mój drugi, zostały jeszcze dwa do zobaczenia

Image

Pod pokładem, w hangarze- również znajdują się ekspozyty oraz edukacjne ekspozycje.

Image

Niestety dla nas- inna ikona która normalnie sie znajduje na wystawie- Concorde- przechodzi remont który potrwa aż do wiosny.
Osobiście byłem nieco rozczarowany Intrepid- ale to raczej z powodu moich bardzo wysokich oczekiwań. Było to bardzo ciekawe przeżycie, ale naprawde mi szkoda tego Concorde :(

Później przejechaliśmy do China Town, gdzie zachaczyliśmy o jakieś jedzonko...

Image

"Jenga Tower"
Image

A potem kontynuacja Central Parku. Po parku biega niesamowita ilość wiewiórek, oraz sesji ślubnych. W jednym momencie, na tarasie Bethesda- było 5 par młodych, wszystkie w trakcie sesji.

Image

Image

Koniec części 2- Nowego Jorku. W kolejnej- LA oraz powrót :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 26 Paź 2023 15:55 

Rejestracja: 07 Gru 2012
Posty: 470
niebieski
Cytuj:
Widok z TOTR nas na tyle usatysfakcjonował, że postanowiliśmy jednak nie wjeżdżać na The Edge. Tam jest dodatkowa atrakcja w postaci pochyłej, przeszklonej barierki jak i "szklanej podłogi" ale na 3-dniowy wypad dwie wizyty na wieżowcach nam starczą.


Coś się zmieniło i na stronie jest nieaktualna informacja, czy to miała być oddzielnie płatna atrakcja?


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.


Ostatnio edytowany przez hank 26 Paź 2023 16:54, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
sevenfiftyseven uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 26 Paź 2023 16:12 

Rejestracja: 23 Maj 2015
Posty: 81
Loty: 166
Kilometry: 250 975
niebieski
Wszystko sie zgadza. Nie ma The Edge w Citypass. Planowaliśmy dokupić osobno jeśli nam sie jeszcze będzie chciało :)
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
hank uważa post za pomocny.
 
 
#6 PostWysłany: 27 Paź 2023 16:40 

Rejestracja: 27 Lis 2017
Posty: 105
Loty: 85
Kilometry: 175 417
Z wypiekami na twarzy czytałam o perypetiach na stanbayu aż przypomniał mi się mój pierwszy lot w tej formule. Niestety zakończony lotem dopiero 24 h później :(
Czekam na ciąg dalszy.
Góra
 Relacje PM off
sevenfiftyseven lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 31 Paź 2023 08:37 

Rejestracja: 23 Maj 2015
Posty: 81
Loty: 166
Kilometry: 250 975
niebieski
Dzień 5:

Dzisiaj sie jakoś musimy przedostać na zachodnie wybrzeże. Trasa do pokonania to prawdziwa klasyka gatunku: Nowy Jork - Los Angeles. Możliwości mamy do wyboru do koloru- United, American, Delta, Jetblue... Wbierw wybierzmy skąd chcemy lecieć. JFK czy EWR.
Hotel mamy na Brooklynie, więc nie uśmiecha mi się jechać do New Jersey, na Newark. Zatem United Airlines odpada (a wyszedłby nas taniej ze względu na Joint-Venture LH/UA).
Polecimy z JFK. Aż trzy linie lotnicze konkurują ze sobą na tej trasie. Dla nas najkorzystniej wypada Delta- bo puszcza na tej trasie zarówno A330 jak i B767. Są to oczywiście szerokie kadłuby, czyli na pokładzie miejsca powinno być sporo. Jedząc porannego bajgla na słodko, kupuje bilety i nas odprawiam.
Śniadanko, pakowanko i przed 10:00 opuszczamy hotel żeby bez pośpiechu udać sie na lotnisko które jest prawdziwą ikoną- JFK. Stamtąd o 12:55 odlatuje nasz lot DL516 do LAX. Udamy sie na lotnisko zbiorkomem. Najpierw podjeżdżamy metrem na Atlantic Terminal, a tam przesiadka na pociąg LIRR (Long Island RailRoad) którym mamy jechać do Jamaica Station. W pociągu okazuje się że popełniliśmy gafe zakładając że LIRR też możemy jeździć na Metrocard (pociąg również jest oznaczony logiem MTA- stąd takie założenie). Konduktor nas jednak uświadomił że nie można, ale na szczęście tylko pouczył.

Image

Image

Na dworcu Jamaica doładowujemy nasze Metrocardy po 8.25$ od osoby, bo ostatni odcinek- AirTrain z Jamaica Station na lotnisko JFK również jest dodatkowo płatny- nie jest zawarty w "7-day Unlimited pass". Po kilkunastu minutach wysiadamy na Terminalu 4. Okazuje sie że naprawde bardzo dużo czasu straciliśmy na samo dostanie sie na lotnisko- w momencie wyjścia z Airtrain, boarding naszego lotu zacznie się już za godzine. Na szczęście karty pokładowe mam już na telefonie, a nie nadajemy bagażu.

Mało sprawna podróż na lotnisko zjadła cały nasz bufor czasowy. Na security jest już troche nerwowo. Nie przewidziałem tego że o podobnej porze co nasz, z tego samego terminala odlatywały dwa Boeingi 777 Air India. Samoloty lecące do Indii lub Pakistanu regularnie mają po 100 PRMów na lot (Pasażerów o Ograniczonej Mobilności). Najczęściej to są osoby starsze, które chcą aby ktoś je przeprowadził przez całość podróży. Niestety dla nas- mają priorytet do security oraz tone bagażu- nasza kolejka się przedłużała w nieskończoność. Musiałem pomóc trochę szczęściu, czego nie będę tutaj opowiadał ;)
Po tej gehennie, jak to pięknie opisuje Prawo Murphiego, bramka skąd odlatywał nasz A330-900 również okazała się znajdować się na samym końcu terminala. Trzeba jednak przyznać że mieliśmy szczęście- doszliśmy do niej na sam koniec boardingu. Czyli ledwo co zdążyliśmy. Gdyby nie lekki "cheating" na security- nie zdążylibyśmy i musiałbym przebookować nas na kolejny lot, na którym sytuacja już wyglądała gorzej. I to wszystko pomimo tego, że z hotelu wyszliśmy ponad 3 godziny przed lotem.
Z plusów- przynajmniej nie było czasu na nerwówke "czy lecimy, czy nie lecimy" pod gate, bo system już zdążył automatycznie przydzielić nam miejsca. Zagranie było vabank- po prostu przyłożyłem karte pokładową oznaczoną jako „Standby- no seat assigned” i wydrukowały nam się świstki „seat change” 😊. Niestety nasze walizki z automatu poszły do luku, bo na pokładzie już nie będzie dla nich miejsca. Lecimy w ostatnim rzędzie samolotu- 57AC.

Image

Image

Image

To jest mój pierwszy lot A330NEO. Samolot ma nieco ponad rok- i zazwyczaj lata na dużo dłuższych trasach od tej. Konfiguracja w ekonomicznej to 2-4-2, ale w naszym rzędzie jest już tylko 2-3-2 z powodu zwężania sie kadłuba idąc ku ogonowi. Po zajęciu miejsc jestem bardzo pozytywnie zaskoczony komfortem foteli- są one naprawde wygodne. Miękkie, skórzane. Z minusów- monitorek IFE wbudowany w poprzedzający fotel (nie odchyla sie) oraz to, że podczas całego lotu jest brak możliwości kupienia czegokolwiek na ciepło do jedzenia.

Ponadto jeśli chodzi o serwis- załoga podczas lotu kilkukrotnie przechodzi z wózkiem z napojami (zimne, ciepłe, alkohol dodatkowo płatny). Częstują też przekąskami. Są one również wyłożone w tylnej Galley. Niestety pomimo sporej nadziei na widoczki- prawie przez całą długość lotu lecieliśmy ponad grubą warstwą chmur- jedynie nad Kansas było widać cokolwiek na ziemi. Nad Rockies tradycyjnie nas wytrzęsło, ale musze przyznać ze dużo mniej niż gdy leciałem w kwietniu z Atlanty do San Francisco. Wielkość samolotu robi znaczenie. W Los Angeles wylądowaliśmy ponad pół godziny przed planowanym czasem przylotu, przez co trzeba było chwile czekać na zwolnienie sie miejsca postojowego.

Image

Image

Image

Image

Całe szczęście w ostatniej chwili sobie przypominam że wciąż nie pobrałem mapy offline Los Angeles. Na szczęście internet działał stosunkowo szybko i 286MB sie pobierało tylko 3 minuty. Odbieramy bagaże z taśmy, i udajemy sie na przystanek skąd odjeżdża Shuttle Bus do samochodowej wypożyczalni. Co ciekawe- rezerwowałem w Europcar, ale samochód mamy odebrać z FOX Car Rentals.

Image

W wypożyczalni niestety dałem się naciąć. Nie zrobiłem wystarczająco researchu i niepotrzebnie zgodziłem sie na dodatkowy pakiet pokrywający autostradowe opłaty za 38$. Ostatecznie ani razu nie jechaliśmy płatną autostradą. Ale człowiek był w stresie, zmęczony podróżą i chcieliśmy jak najszybciej znaleźć się w hotelu. No i całe szczęście że w 2017 roku założyłem sobie randomową studencką karte kredytową i od tamtej pory robie po kilka transakcji miesięcznie byle by sobie w portfelu była. W innych wypożyczalniach z którymi sie zetknąłem, na miejscu nie było problemu z wypożyczeniem & depozytem na karcie debetowej- tutaj sie pierwszy raz zetknąłem z twardym „credit card only”.

Dostaliśmy małego piździka- Mitsubishi Mirage. Na trzy dni jeżdżenia dla dwóch osób, powinno być w sam raz. To moje pierwsze wypożyczenie auta w USA- nigdy wcześniej tutaj nie jeździłem.

Nic nie zdążyliśmy zjeść na JFK a podczas lotu serwowane były tylko orzeszki i precelki. Jest 17:00 czasu lokalnego, 20:00 czasu nowojorskiego i jesteśmy już wściekle głodni. Pośpiech znowu nie popłaca i w drodze do hotelu zatrzymujemy się w pierwszym napotkanym miejscu- i jest to Farmers Market. Parking 2,50$ za każde 15 minut postoju :O

Image

Zajeżdżamy na miejsce. Rezerwacja była robiona z booking.com, ale miejscówka bardziej przypomina airbnb.
Pani na emeryturze wynajmuje puste sypialnie w domu w którym sama mieszka. Okolica to prawdziwy strzał w dziesiątke- Hollywood, raptem kilka przecznic od Walk of Fame. Nigdy nie znudzi mi się widok tych wysokich palm na tle niebieskiego nieba.

Image

Image

Zostawiamy bagaże i prędko sie zbieramy na zachód słońca- mamy do niego pół godziny. Elaine nam radzi żeby pojechać na ulice Mulholland Drive- i tak też czynimy.

Image

Image

Jesteśmy zachwyceni ilością przestrzeni i zieleni w porównaniu do NY. Południowa Kalifornia. Fajnie się tam znaleźć chociaż na tą krótką chwile.

Dzień 6:

Elaine (właścicielka) okazuje sie być Angielką, która mieszka w Hollywood od ponad 50 lat. Jej nieżyjący już mąż swego czasu działał w przemyśle filmowym, dlatego też się tutaj przeprowadzili. Elaine robi wszystkim gościom śniadanie, a wszyscy goście jedzą siedząc dookoła kuchennej wyspy (i trochę przymusowo się integrują :D ). Niby śniadanie „od 8:30”, ale wszyscyśmy to potraktowali jako „punkt 8:30” :D

Image

W LA niestety nie mamy wiele czasu- zaledwie dwa pełne dni. Chcemy je przeznaczyć w pełni na wypoczynek. Bez pośpiechu, w który obfitował nasz pobyt w NY. Zwisają nam też wytwórnie filmowe i muzea. Ma być słoneczko, plaża i ładne widoczki na miejscówki które się widziało w filmach, serialach i grach.

Zaczynamy od Beverly Hills. Pogoda jest o niebo lepsza niż podczas mojej poprzedniej wizyty (4 lata temu)- wtedy miałem ciągle zachmurzone niebo, a nawet popadywało. Tym razem jest ponad 25 stopni i błękit.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Bankomat babeczkowy :D

Image

Po Beverly Hills- udajemy się prosto na Santa Monica. Parking pod samym molo, na max 2 godziny, po 1$ za godzine. Ale z nas wczoraj zdarli na Farmers Market.

Image

Image

Image

Image

Image

Wracamy do auta, tylko po to żeby przejechać kilka mil dalej- na Venice Beach. Tam spędzamy całe popołudnie na plaży, wsłuchując się w szum Pacyfiku. Fale są na tyle spore, że ratownicy komunikatami ostrzegają że odradzają kąpiel. Ciekawostką dla mnie jest to, że plaża jest patrolowana ze… śmigłowca LAPD. Mniej więcej co godzine przelatuje w tą i z powrotem.

Image

Image

Image

O zachodzie meldujemy sie z powrotem w Hollywood. Robimy sobie spacer wzdłuż całej Hollywood Walk of Fame- z główną misją znalezienia gwiazdy Steve Carrell.

Image

Image

Dzień 7:

Niestety to już ostatni pełny dzień naszego krótkiego pobytu w Stanach. Po śniadaniu wybieramy się na Griffith Observatory, gdzie spędzamy reszte poranka. Ludzi jest sporo- bo jest sobota. Przy samym obserwatorium parking jest płatny 15$ za godzine. Ale nieco niżej- koło Greek Theatre jest darmowy, chociaż miejsca się szybko wyczerpują. Stamtąd do obserwatorium jest przyjemny, zacieniony 15 minutowy spacerek pod góre.

Image

Image

Image

Image

Image

Po wizycie w Griffith znowu jedziemy na Venice Beach aby tam w całości nasz ostatni pełny dzień pobytu.

Image

Image

Image

Image

Na obiad sie udajemy do restauracji przy plaży. Tam, ku zdziwieniu- WiFi mi się samo połączyło. Przypominam sobie że byłem tu cztery lata temu :D :D Tym razem biore jednak nie samą kawę, a prawdopodobnie jednego z lepszych burgerów jakie jadłem w życiu. Pulled Pork BBQ.

Image

Image

Image

Image

Image

Ten ostatni zachód słońca zapamiętam chyba na zawsze, było naprawde cudnie.

Dzień 8:

Dzień zaczynam od zakupienia biletów powrotnych i odprawy na rejs. Wychodzi na to że pula utrudnień została już wykorzystana. W Boeingu 747-8 którym polecimy do Frankfurtu, jest pełno wolnych miejsc w każdej klasie. Bierzemy Business, co się naprawdę opłaca bo to prawie 11 godzin lotu. Odlot do Frankfurtu jest o 14:50. W razie czego naszym back-upem jest A350 do Monachium lub kolejny lot do Frankfurtu (A340) ale nic się nie zapowiada żeby trzeba było z tego korzystać.

Na ten dzień nie mamy już żadnych innych planów- powoli jemy śniadanko, pakujemy się, udajemy się w strone lotniska. Najpierw jeszcze zahaczamy od Imperial Hill- gdzie znajduje się najlepsza miejscówka spotterska. Cztery lata temu spędziłem tam cały dzień. W międzyczasie wybuchł C**id, i od tamtej pory ruch na lotnisku zrobił się dużo mniej ciekawy.

Image

Na cztery godziny przed odlotem oddajemy auto. Troche zabawne to było- bo na wjeździe była śluza. Próg z kolcami, przez który dało radę przejechać tylko w jedną strone (kolce składają się pod naciskiem kół). Miałem i tak spore opory przed przejechaniem przez nie- wszak oko widzi wystające kolce :D

Image

Po dwudziestu minutach oczekiwania, shuttle nas zabrał na terminal B- z którego korzystają prawie wszystkie linie z innych kontynentów niż Północna Ameryka.

Wg taryfy przysługuje nam po dwie sztuki bagażu rejestrowanego na łebka, a lecimy tylko z podręcznym. Będąc już pewny tego że się uda polecieć- postanawiam chociaż nadać swoją kabinówke do Wrocka. Zawieszka bagażowa dostaje dwa dodatkowe kartoniki- „Priority” oraz „Standby” co wygląda komicznie- jak priorytet do wyjścia :D Pani na check-inie niestety nie mogła jeszcze nam przydzielić miejsc.

Image

Business czy nie- kolejka do security jest pojedyncza, przyspieszyć sobie możesz tylko z „TSA Pre Check”. Pasażerów w kolejce do kontroli jest ze trzy razy więcej niż trzy dni temu na JFK, a schodzi nam o połowe mniej czasu. Bardzo efektywnie. Ale za to była przygoda. Na Full-Body Scan strażnikowi sie pokazuje informacja że będę potrzebował dodatkowego sprawdzenia. Na ekranie na żółto podświetlił się obszar mojego krocza. Zanim przeszedł do wnikliwej kontroli- strażnik z minute czasu poświęcił na recytowanie różnych formułek po co i dlaczego zaraz ostro naruszy moją prywatność :D :D Nie znalazł nic niespodziewanego :D

Jest i ona- królowa przestworzy. Boeing 747. Każdy lot Jumbojetem jest dla mnie mega wyjątkową chwilą, ale jaram sie podwójnie bo wersją -400 leciałem już czterokrotnie, ale -8 jeszcze nigdy. Musze z dumą przyznać że mój pracodawca jest ostatnim bastionem czterosilnikowców na całym świecie. We flocie jest 5 typów maszyn (A340-300, A340-600, A380, B747-400, B747-8) i trzeba z tego korzystać.

Na 35 minut przed odlotem dostajemy miejscówki- 5I i 5H na dolnym pokładzie. Bardzo mnie to cieszy- dwa miejsca obok siebie przy oknie, ze wspaniałym widokiem na silniki. Musze przyznać że nie jara mnie jakoś lot w garbie- kadłub jest tam dużo bardziej zakrzywiony i nie widać tak dobrze skrzydła. W 747-8 jest aż 80 miejsc Business Class- 24 na górnym pokładzie, 56 na dolnym. Oprócz tego jest 8 miejsc First Class, 32 Premium Economy, i 244 Economy- co daje tylko 356 miejsc. Jest to stosunkowo niewiele jak na najdłuższy samolot pasażerski świata.
A m.in właśnie dlatego na początku tego roku w Seattle, przy okazji dostawy ostatniego 747 w historii, CEO Lufthansy w przemówieniu w hangarze Boeinga zapowiedział że 747 będzie w Lufie latał do późnych lat trzydziestych tego wieku. Żaden inny samolot we flocie nie pomieści tyle pasażerów Premium, przy jednoczesnych ogromnych możliwościach przewożenia cargo pod pokładem.

Będzie to już mój 309-ty lot, ale widok tej bestii za oknem naprawde przyprawia mnie o ciarki. Czuje sie naprawde zaszczycony tym że los mi pozwala cieszyć się z goszczenia na pokładzie samolotu w który jestem zapatrzony od wczesnych lat dzieciństwa.

Image

Z powrotem na ziemie. Tak jak wspominałem- 80 paxów w C. Amerykańska obsługa gejtu za bardzo sie nie cacka- przed boardingiem ustawia trzy kolejki (Business + 2xEconomy) drąc się na pasażerów jak na Beauvais. Zajmujemy miejsca w samolocie- na siedzeniach czeka kosmetyczka, kołderka, podusia, materac- jest nadzieja że moja ciężarna dobrze zniesie tą 11-godzinną podróż.

Image

Image

Pasażerskie 747-8 obsługują tylko 3 linie na świecie- Lufthansa, Korean Air i Air China. Tutaj dwie z nich stają obok siebie.

Image

Image

Odlot z LAX to czysta poezja. Mnóstwo kondensacji nad skrzydłem oraz we wlotach do silników. Światło prosto w silniki. Powolne wznoszenie nad ocean, z goniącym nas cieniem samolotu.

https://www.instagram.com/reel/CyxvpBRsNFH/?utm_source=ig_web_button_share_sheet&igshid=MzRlODBiNWFlZA==

Image

Później- SPA dla ducha i ciała. Za oknem księżycowy krajobraz Nevady, Utah. A na pokładzie uczta. To jest dopiero mój drugi lot w Business na long-haul w życiu.

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Schody pomiędzy dolnym pokładem a górnym:

Image

Dolny pokład Business:

Image

Górny:

Image

Po zakończeniu serwisu i kolejnym polaniu Shiraz- kabina przechodzi w tryb nocny. Ale niestety organizmu nie oszukasz- w zegarku biologicznym jest dopiero godzina 18:00. Spania prędko nie będzie. Musiałbym sie niewiadomo jak ululać winkiem żeby zasnąć- a co dopiero ma powiedzieć moja biedna druga połówka która cały lot spędzi na trzeźwo. Nie ma co sie nad sobą użalać, ale ostatecznie podczas całego lotu ja spałem może z 2 godziny, a Sylwia mówi że nie spała wcale.

Na półtora godziny przed lądowaniem, za oknem robi sie jasno. Po całonocnym locie nad Atlantykiem przelecieliśmy już nad Islandią i wlatujemy nad terytorium Szkocji. Za oknem znowu pięknie oświetlone silniki GENX-2B które znam od podszewki bo przez dwa lata byłem mechanikiem na dokładnie tych silnikach. Załoga rozpoczyna serwowanie śniadania.

Image

Image

Pomimo pół godzinnej obsuwy w LA, we Frankfurcie lądujemy punktualnie. Za oknem jest ciekawe zjawisko- bardzo niskie poprzerywane chmury. Nasza królowa na podejściu wytwarza swoją własną pogode- nad skrzydłem cały czas sie utrzymuje ogromna chmura kondensacji.

Image

Podczas kołowania widok na przepychany 747-400. Tym konkretnie egzemplarzem w kwietniu leciałem do Chicago.

Image

Niestety dzieje sie nieuniknione- stajemy przy bramce i wychodzimy z pokładu. Ostatni rzut oka na królową.

Image

We Frankfurcie mamy niecałe dwie godziny przesiadki przed lotem do Wrocka. Szybko zlatuje, ale mam coraz większego nerwa na Frankfurt. Znaki kierują pasażerów przesiadających się Non-Schengen - Schengen z bramek Z do bardzo odległego, nie-efektywnego miejsca terminala, gdzie kontrola paszportowa na wlocie do EU nie jest automatyczna tylko klasycznie- są dwa okienka z urzędnikami. Tworzy sie bardzo długa kolejka i ludzie którzy mają krótkie przesiadki raczej nie zdążają na kolejny rejs. W międzyczasie, w innej (dużo bliższej) części terminala- automatyczne bramki kontroli paszportowej stoją puste. Ja o nich wiem i sie do nich udajemy- ale musze przekonać swoją że "wiem lepiej i nie idziemy za znakami".

Image

Image

Boarding do Wrocka, wsiadamy na pokład CRJ-tki. Miejsc na styk, tym razem nas rozsadza po samolocie. Jeszcze tylko godzinka. Albo może i troche więcej- bo kapitan oznajmia utrate slota i stoimy dodatkowe pół godziny na ziemi. Tak czy siak- budze sie dopiero na podejściu do Wrocławia.

Image

Handling (WROLot) ma w poważaniu przywieszki na walizkach i bagaże "priority" wyjeżdżają dopiero na samym końcu. Po pół godziny od wyjścia z samolotu. Pakujemy sie do auta, zgarniamy jedzenie na wynos, i prosto do domu. Nie wiem kiedy zleciał ten ostatni tydzień.

Image

Dziękuje wszystkim którzy wytrwali do końca!
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
11 ludzi lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 10 Lut 2024 13:38 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Paź 2017
Posty: 868
niebieski
@sevenfiftyseven następnym razem jak będziecie w NYC to czy to na JFK czy z JFK polecam dostać się z pominięciem pierwszej / ostatniej stacji Airtrain. Krótka przejażdżka autobusem i masz 8$ zaoszczędzone…chociaż wiem, że z partnerką w ciąży jednak liczy się wygoda. Ale z Brooklynu dojazd w ten sposób jest naprawdę bardzo prosty.

A co do PRM-ów z Indii- trochę się historii nasłuchałem i sam trochę rzeczy widziałem jak pracowałem jako agent na lotnisku- w zdecydowanej większości nie są to pasażerowie, którzy potrzebują pomocy. Po prostu są to często zamożni Hindusi, którzy lubią czuć się lepsi od innych i mają podejście „płacę to wymagam”. A że serwis PRM może zamówić każdy kto uważa, że go „potrzebuje”…to jest jak jest. A Hindusi są w tym specjalistami 😉
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Zeus lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 10 Mar 2024 12:40 
Moderator forum
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2011
Posty: 2605
Loty: 243
Kilometry: 297 179
Dzięki za fajną relacje! Przypomniały mi miłe chwile w NYC.

Natomiast co do LA, nie byłem, chce polecieć ale tam za wiele interesujących rzeczy to faktycznie chyba nie ma :D
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 9 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group