Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 7 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 25 Kwi 2023 15:15 

Rejestracja: 23 Maj 2015
Posty: 81
Loty: 166
Kilometry: 250 975
niebieski
„Na przyszły rok planuje podobnego durnotripa, ale A343/B748”- ostatnie zdanie relacji z Października: http://lotnictwo.net.pl/3-tematy_ogolne/85-podroze_lotnicze/282-raporty_z_podrozy/102417-do_bostonu_na_28_godzin.html. Słowo jednocześnie dotrzymane i niedotrzymane :). Ale po kolei- wpierw geneza.

Jeszcze w starym roku zacząłem snuć plany o RTW (dookoła świata). Trasa miała się sama uformować poprzez wybieranie konkretnych typów maszyn po drodze. Całość podróży miała się zamknąć w ośmiu dniach. Termin- największy dołek przewozów pasażerskich (połowa lutego, tuż po walentynkach) tak, aby na pokładach było jak najmniej ludzi- bo całość miała być na Standby.

Po długim researchu wyklarowała się trasa: WRO-FRA-SIN (LH B748)-BKK (TG 788)-ICN (OZ 388)- SFO (OZ 359)- EWR (UA 752)- ATL (DL 712)- FRA (LH 343)-WRO. Z jednym dniem na mini zwiedzanko w BKK, ICN, SFO oraz EWR.

Image

Mamy koniec stycznia, bilety już kupione, i co?
I życie zweryfikowało plany. Choróbsko wyłączyło mnie na półtora miesiąca. Szczęśliwie wszystko udało się anulować i złotówki nie straciłem, ale utracone zostało okienko czasowe, bo potem już nie będzie tak łatwo.
Gdy w marcu już trochę odżyłem, temat durnotripa znów mi się zaczął kotłować w głowie. Jednak tym razem już nie jako RTW, tylko tak aby chociaż zaliczyć A340-300 i B747-8.

Podejmuje decyzje- znowu USA (bo połączeń jest do wyboru do koloru, poza tym myśle nad Iranem na jesień więc lepiej korzystać z tego że nie jest jeszcze co od razu „podejrzanym” na immigration). Docelowo Kalifornia. Termin- tuż po Wielkanocy.

Jest wstępny zamysł trasy w głowie, rezerwacje porobione, ale lecąc SBY wiadomo, że sytuacja to zweryfikuje- wszak o tym czy ostatecznie polecisz czy nie, dowiadujesz się dopiero w momencie zakończenia boardingu. W dniu wylotu miałem bilety na następujące trasy:

WRO-FRA LH CR9 ( C )
FRA-ORD LH B748 ( C )
ORD-DTW DL B712
DTW-ATL DL B739
ATL-JFK DL 763 ( C )
JFK-LAX DL 752 ( C )
LAX-DEN UA 753
DEN-FRA LH 343 ( C )
FRA-WRO LH CR9 ( C )

Image

Słowniczek:
non-rev: Non Revenue
Standby: polecisz, lub nie polecisz
C- Klasa business; Y/Eko/Ekonomik- Klasa Ekonomiczna
Sytuacja, booking – (w tym kontekście) ile zostało wolnych miejsc w samolocie
Jumpseat- mokry sen/święty graal non-reva. Lot „na trzeciego w kokpicie”
ORD- Chicago
DTW- Detroit
ATL- Atlanta
EWR- Newark/Nowy Jork
SFO- San Francisco
LAX- Los Angeles
DEN- Denver
MUC- Monachium
FRA- Frankfurt

I właśnie od tego momentu się zaczyna właściwa relacja.
_________________________________________________________________________________________________

Jest środa po wielkanocy. Godzina 4 rano, pod dom podjeżdża mój Uber. Za kierownicą Gruzin, w nowiutkiej Corolli Hybrid. W środku śmierdzi fajami jak w starym mercedesie, a kierowca nie wie co to kierunkowskaz. Natomiast łamanym polsko-rosyjskim udaje się zamienić pare zdań i i tak początek podróży przebiega sympatycznie.

Pierwszy raz będę lecieć pełnoprawnym Biznesem. Na standby trochę się już pobujałem, ale zawsze cebuliłem i brałem ekonomik. Na check-inie bez niespodzianek, na oba loty dostaje karty pokładowe jeszcze bez przydzielonego miejsca. Oczywiście lece tylko z podręcznym.
Po szybkiej kontroli fast-trackiem, popijając pyszne winko (tak, wiem, jest 5 rano- don‘t judge) udało mi się w końcu wybrać miejsca na oba loty. Generalnie dla mnie lot nie przy oknie to lot zmarnowany- więc bardzo się uradowałem gdy udało mi się dorwać ostatnie okno po prawej stronie na dolnym pokładzie B748- czyli dokładnie tak jak było w planie. Jako bonus, w CR9 mam 01A.

Czas szybko zleciał, zrobiła się 6 rano i rozpoczął się boarding do Frankfurtu. Nocujące CRJtki zawsze stawia się w ten sam sposób. Jedna na stanowisku 8 (idzie się pieszo) a druga na stanowisku 6 (jedzie się 50m autobusem) ale jest loteria która gdzie poleci. Niestety tym razem to FRA bujnie się autobusem, ale w sumie dzięki temu mam szanse złapać samolot na który dzień wcześniej nie udało mi się pojechać- B735 LY-KDT, niestety zasłonięty Enterem.

Image

Image

Image

Frankfurt tradycyjnie przywitał nas przymusowym spacerkiem tunelem pomiędzy terminalem B oraz A/Z. Uwielbiam CRJ-tki, ale z przyjemnością bym we WRO zobaczył zamiast nich E190 bo byłaby przynajmniej szansa na rękaw we FRA.

Na przesiadke mam 120 minut- ni to dużo, ni to mało, bo nie działały automatyczne bramki kontroli paszportowej i w kolejce do jedynego okienka spędziłem 45 minut. Potem spacerek do mojej ulubionej części FRA (bramki A/Z 50-69) gdzie można oglądać paradę szerokich kadłubów stojących obok siebie. I tak sobie idę i mijam po kolei stojące przy kolejnych bramkach: A340-600 do JFK, B747-8 do SFO, A340-300 do ATL.

Image

Image

Jest i moja bramka, ale przy niej stoi jeszcze jakiś B747-400, pewnie zaraz go zabiorą i przepchną mi mojego B747-8.

Image

Hold on.

Zajrzałem w system, a tam z ponad 80 wolnych miejsc w całym samolocie zrobiło się… raptem kilka. O kurczaki, o kurczaki. Powinienem w tym momencie dostać liścia od każdego fana lotnictwa oraz siebie z przyszłości, ale czułem się nieco „bittersweet” widząc że dosłownie w ostatniej chwili mi zamienili B748 na B744. Nim już leciałem trzykrotnie, a Intercontinentalem nigdy. W dodatku klase biznes w 747-400 LH zamierzałem zaliczyć w maju lecąc do HAM. Na szczęście, jeśli chodzi o miejsce, zmienił mi się tylko numer rzędu, dalej mam okno po prawej stronie dolnego pokładu.

Image

Boarding się rozpoczął bardzo późno, a porządek jego przeprowadzenia pozostawiał bardzo dużo do życzenia. Ale jest- pierwszy raz wchodzę na pokład lewym rękawem. Z rana były do wyboru też miejsca na górnym pokładzie, lecz celowo wybrałem dolny- jest lepszy widok na skrzydło. Koło mnie siada Włoch i od razu łapiemy świetny kontakt.

Image

Image

Nie mam absolutnie żadnych kompetencji do wypowiadania się o twardym produkcie w C. Zaznaczę, iż z racji, że jestem pracownikiem tej linii, nie zamierzam też jakkolwiek go oceniać- ta relacja to opowieść o moich przeżyciach podróżniczych.
Podejrzewam że każdy z was, nawet najbardziej wytrawnych bywalców „przodów samolotów”, wie jak to jest za pierwszym razem- wszystko zachwyca, a zwłaszcza gdy poprzednie 270 razy siedziałeś „za zasłonką”. Do tego jesteś na pokładzie klasycznego 747, przez okno widzisz dwie CF6, a kapitan zapowiada właśnie gładką, prawie 10-cio godzinną podróż przez ocean. Nie może być dużo lepiej.
Jeszcze na ziemi załoga rozdaje welcome drink- musujące wino lub sok. A ja montuje swoje GoPro do okna, cóż za komfort z posiadania aż 4 okien do wyboru :D

Filmik timelapse ze startu i lądowania:



Po starcie załoga przynosi gorące ręczniczki, następnie orzeszki i proponuje napój. Uwielbiam czerwone wytrawne wino, gdy w menu zobaczyłem Shiraz z 2015 postanowiłem że to będzie moje przeznaczenie na ten lot  Zapuszczam „Bullet train”. Bardzo mi się spodobał klimat tego filmu- jak nazwa wskazuje cała akcja się dzieje się w pociągu w Japonii. Serce mnie ciągnęło do dalekiej Azji bo od 2019 roku nie byłem w tamtym regionie, ale wygrała chęć odbycia paru lotów 757.

Image

Lot przebiegał naprawde wybornie. Jeśli chodzi o część gastronomiczną, wybory padły następująco. Na przystawkę: Tuńczyk Tataki z awokado i marynowanymi warzywami, na główne: pieczony stek z cielęciny z sosem cytrynowo-musztardowym, Ratatouille oraz Polenta, a na deser deske serów :D Cudowna była też możliwość napicia się porządnego espresso po wszystkim.

Image

Image

Image

Image

Typowy lot do Stanów (wylot przedpołudniem z Europy, przylot popołudniu do USA) więc się na nim nie śpi. I dobrze, nie ma po co spać. Trzeba korzystać :D Niestety przez większość czasu było 100% zachmurzenie więc nie udało się obejrzeć z góry Islandii, a Grenlandii tylko niewielki fragment. I tak, był spacerek na górny pokład!

Image

Image

Image

Na podejściu do Chicago potwierdziła się prognoza pogody- na niebie ani jednej chmurki. Dzięki temu jezioro Michigan miało naprawdę ładny kolor.
Dokładnie o planowanej godzinie przylotu lądujemy na pasie 28C, jednym z sześciu równoległych pasów startowych (a łącznie ORD ma ich osiem).

Image

Image

Image

Krótkie kołowanie, i już jesteśmy podpięci do terminala T5, gdzie przylatują prawie wszystkie loty międzynarodowe. Poza nami, przy terminalu stoi jedynie Austrian i pojedynczy 767 United, zatem jest nadzieja że tym razem spędzę na immigration mniej czasu niż poprzednim razem (w 2019 w kolejce stałem prawie dwie godziny). Ale najpierw jeszcze wizyta w kokpicie:

Image

Immigration poszło bardzo sprawnie, po pół godziny miałem już pieczątke w paszporcie. O nią musiałem poprosić, bo przestali je dawać sami. Paszport ma jeszcze trzy lata ważności, a wciąż zostało mi w nim z siedem stron do zapełnienia, trzeba więc zintensyfikować starania :D
W momencie gdy zakończyłem wszystkie procedury związane z przylotem, była godzina 14:15 (45 minut po przylocie). Kolejny lot miałem zaplanowany na 17:57, więc szybko się wybrałem do centrum aby zobaczyć The Bean. Z lotniska do Millenium Park jest bezpośrednie połączenie metrem, które kosztuje $5 w obie strony, jedzie się niestety prawie 50 minut. W jedną strone. Czasu było na styk, ale zaryzykowałem.

Image

Downtown w dużych amerykańskich miastach zawsze robi na mnie piorunujące wrażenie. Żałowałem że nie miałem więcej czasu, bo gdybym miał to z pewnością chciałbym jeszcze zaliczyć przejazd jedną z naziemnych linii metra (prowadzonych wiaduktem). Ale to poczeka do następnego.
Po raptem pół godziny spędzonych pod The Bean, musze już wracać. Trochę szkoda bo pogoda jest idealna- bezchmurne niebo, lekki wiatr i 23 stopni.

Image

Image

Image

Po kolejnych 50 minutach spędzonych w bardzo gorącym metrze, melduje się z powrotem na ORD, znowu na T5 bo stamtąd lata Delta. Drukuje kartę pokładową w self-checkin- i nie dowierzam własnym oczom- mój PNR rezerwacji Delty to „„Hotel Uniform Juliet ___ Xray Delta””. Może to jakieś ukryte przesłanie ;)
Security poszło sprawnie, pod gate melduje się na 25 minut przed odlotem. Ta wyprawa była serio na styk.

Image

Pod rękawem stoi już mój następny cel- 717. W 2017-tym leciałem dwa razy Voloteą, ale jakoś znowu miałem na niego ochotę i wyprawa do DTW miała być właśnie tylko po to, aby się przelecieć ostatnim wcieleniem DC-9.

Image

Niestety- jest ryzyko w lataniu innymi przewoźnikami poza grupą LH i właśnie się o tym dowiedziałem. Mam tylko okrojony podgląd na booking, który mówi że jest Y9+. Czyli minimum 9 wolnych miejsc w Ekonomiku. Fajnie fajnie, ale do tego małego 717 chce oprócz mnie wsiąść 18-tu innych non-revów, a ekrany przy gate mówią że mam najniższy priorytet do wejścia na pokład z nich wszystkich. Może jest jakiś sposób na zobaczenie tego wcześniej, ale jeszcze go nie odkryłem.
Zmiana planów, anuluje ORD-DTW-ATL, i biore zamiast tego bezpośredni lot ORD-ATL na 757-200 który odlatuje praktycznie o tej samej godzinie co mój niedoszły 717 do DTW.

Image

Przy gate się okazuje że miejsc też jest na styk, wraz ze wszystkimi non-rev zostanie jeszcze jedno miejsce wolne. Wiem że szanse są praktycznie zerowe ale skomle o miejsce przy oknie bo system mi przydzielił środek. Oprócz wyśmiania dostaje także taga na bagaż podręczny który idzie do luku- bo w schowkach nie ma już miejsca.

No pięknie, chciałem zostać na airside w Atlancie. Na szczęście po wejściu na pokład okazuje się że pilot off-duty poszedł z 42F na jumpseat i jeśli tam usiąde to jednak będzie okienko. A to dobrze, bo po drodze zachód słońca. Jeszcze przed startem kapitan zapowiada „bumpy ride”, mówiąc też że jak ktoś chce coś z serwisu to ma na to pierwsze pół godziny po starcie. Bo potem włączą znak zapięcia pasów który będzie się świecił aż do momentu podłączenia rękawa w Atlancie.

Po co się pcham w ogóle do ATL? Bo nigdy tam nie byłem i chciałem zaliczyć :D A poza tym wypatrzyłem że poranny lot United do EWR jest na 737-700, a o dziwo jeszcze tą wersją nie leciałem. Rzadka -600 zaliczona dwukrotnie, a -700 ani -900 nigdy.

Image

Lądujemy w ATL już po zmroku. Łapie mnie już trochę zmęczenie a tu zamiast móc uwić sobie gdzieś przytulne gniazdko do spania, trzeba iść szukać mojej biednej, ślicznej, aluminiowej kabinówki, pewnie całej poobijanej, leżącej gdzieś pomiędzy innymi tobołami na najruchliwszym lotnisku świata. A potem jeszcze przejść ponownie kontrole aby wejść na airside. Mam mały kryzys i zastanawiam się po co w ogóle to sobie robie ;)

Image

Wysiadłem w Concourse C, a odbiór bagażu jest w T. Gdy zdałem sobie sprawę ze sposobu jakim te wszystkie terminale są ze sobą połączone, opadła mi szczęka. Tam jeździ regularne metro, z częstotliwością co kilka minut. Nie jakaś piździkowata kolejka jak np. w MUC, tylko takie prawdziwe. WOW. Bagaż udaje się szybko namierzyć i szczęśliwie jest w miare dobrym stanie, choć ma kilka nowych wgnieceń.

Image

Ale mam nowy problem. Strona sleepinginairports stanowczo odradza spędzania nocki w ogólnodostępnej części terminala- jest problem z przestępczością i bezdomnymi. A tu niespodzianka- nie mogę wejść ponownie na airside bo jest jeszcze za wcześnie (dopiero 21:30, a lot mam o 6:00 rano).Szybki rzut oka na tablice odlotów, co jeszcze nie odleciało (odloty są do 22:30, potem cisza nocna). Odpalam lapka, i chwile później mam już bilet na odlot za 25 minut do jakiegoś randomowego miasta, dzięki czemu mam boarding pass. Tuż po zeskanowaniu go, robie check-out z tego lotu, i od razu go anuluje aby przypadkiem nie złamać żadnych reguł. Przyznaje że to było całkiem sprytne zagranie z mojej strony :D. Po wszystkim sprawdzam dokąd w ogóle przez pare minut miałem wystawionego boarding-passa- Birmingham, Alabama.

Ide do rekomendowanego miejsca na spędzanie nocki- w Terminalu F. Jest jeszcze stosunkowo wcześnie i nas, spaczy, nie ma wielu, mam więc możliwość złączenia paru miękkich puf w jedną całkiem wygodną leżanke. Nawet mam dla siebie gniazdko w podłodze. Wyciągam śpiwór, opaske na oczy z Air Astana, ładowarke, adapter… shieeeet. Pakowałem się w biegu i zabrałem adapter brytyjski, a nie amerykański. Mam naprawde szczęście, bo mimo że już wszystkie sklepy są pozamykane, niedaleko znajduje automat vendingowy z uniwersalnymi adapterami, właśnie dla takich łosi jak ja. Ale $20 poszlo się grzać.

Image

Image

Krótka nocka mija komfortowo, ale strasznie szybko. Budzik dzwoni o 4:00, wystarczająco wcześnie aby móc się odświeżyć i przedostać z terminalu F do A. Godzine później melduje się na gate przy którym stoi B73G UA do Newark, sprawdzam sytuacje...

Image

I chyba znowu nici z planów. Znowu tuż przed samym rejsem non-revów namnożyło się tyle, że nie załapie się na ten rejs. A to miała być jazda bez trzymanki w C do Newark, skąd potem by mnie zabrał piękny 757-200 w ponad sześciogodzinny lot dosłownie przez całe stany aż do pięknej Kaliforni. Co gorsza, na tym drugim locie (EWR-SFO) jest bardzo dobra sytuacja, ale się na niego nie dostane. Cóż, mówi się trudno- „Kowalski, jakie mamy opcje”.

Widzę że raptem 50 minut po tym locie na który się nie dostałem, odlatuje 757-300 Delty prosto do San Francisco. I ma zapełnioną raptem połowę miejsc na pokładzie. Decyzja jest prosta. EWR sobie poczeka na inną okazję. Ale niestety w DL możemy niestety latać tylko w Y.
W międzyczasie wstaje słońce. Piękne poranne pomarańczowe promienie ukazują skale operacji w ATL- wszak jest to poranny szczyt odlotów/przylotów na najruchliwszym lotnisku świata. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem.

Image

Boarding do SFO. Bez proszenia dostaje miejsce przy oknie w rzędzie ewakuacyjnym. Do tego 757-300 wchodzi maksymalnie 234 osób w trzech klasach, o 5 mniej niż do A321Neo Wizza. Przy czym ten drugi jest o 10 metrów krótszy.

Image

Image

Image

Image

Lot przebiega zacnie, ma trwać 5 godzin więc w dalszym ciągu nadrabiam filmowe zaległości. Gdy tylko serwis został zakończony, załoga obdarowuje nasz rząd wszelkiego rodzaju przekąskami i napojami do koloru do wyboru (wszyscy czterej pasażerowie non-rev zostali posadzeni w tym samym rzędzie). Bardzo to miłe.
Cieszę się że znowu jestem na jakimś locie trans-con w USA. Do tej pory dane mi było polecieć tylko ORD-LAX na 757-300 UA w 2019tym, ale mocno zapadła mi w pamięć stopniowo zmieniająca się sceneria za oknem. Wpierw Great Plains, później The Rockies, pustkowia w Great Basin, aż do wybrzeża Pacyfiku.

Image

Image

Image

Timelapse z calego lotu:



Skoro to 757, to obowiazkowa wizyta w kokpicie

Image

Gdy tylko mój telefon ponownie połączył się z Wi-Fi, rozwiał się mój dylemat czy iść na spotting czy od razu pędzić do miasta. Świeciło piękne słońce i szkoda by było go zmarnować na spotting jeśli jutro miałoby być pochmurnie. Z drugiej strony legendarne ujęcia równoległych podejść na SFO są na mojej bucket list, a nie będzie mi się chciało tutaj wracać tylko aby porobić zdjęcia (z hostelu 1,5 godziny w jedną strone i $18). Na szczęście idealnie trafiłem okienko pogodowe, dziś i jutro taka sama piękna pogoda.

Ale żeby gdziekolwiek pojechać potrzebuje gotówki. W T2 jest dostępny tylko bankomat Bank of America, co prawda z Revoluta ściąga mi $2.50 prowizji, ale przynajmniej jest wybór w jakich nominałach będzie wypłata- biore jak najmniejsze nominały, po $10.
Na miejscówke dostać się można autobusem odjeżdżającym z poziomu 0 na T2. Jedzie się nim 15 minut, koszt to $2.50, przyjmuje tylko drobniaki i nie wydaje reszty

Następne kilka godzin spędzam na fotkach. W międzyczasie, pomiędzy ważnymi przylotami, wybrałem się pieszo do pobliskiego In&Out, droga w obie strony wraz z oczekiwaniem na zamówienie zajęła 40 minut czyli idealnie na styk bo gdy wracam to A332 Fiji jest właśnie na podejściu.
Niestety dla większości kadrów 400mm starcza na styk. Już wiem że fotki zje fala (choć na pierwszy rzut oka nie ma tragedii). Szczęśliwie już dawno zluzowałem u siebie tą całą galeriową napinke i robie fotki praktycznie tylko do swojej kolekcji :D

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Gdy trafiło się kolejne 40 minutowe okienko pomiędzy ciekawymi przelotami, postanowiłem wrócić na terminal i spróbować tarasu widokowego na SFO. Ale była niestety niemiła niespodzianka- otwarty jest tylko od piątku do niedzieli, a był czwartek. Posiłkowałem się więc zapasową miejscówką- ze stacji Skytrain na T2.

Image

Image

Image

Image

Image

Po godz. 17 zebrałem się w końcu w strone miasta. Podróż do Hostelu może mi zająć nawet i dwie godziny, a nie chciałem zachodzić do niego po zmroku. W przeciwieństwie do LAX z prawie zerową ofertą komunikacji miejskiej, z SFO można przynajmniej się wydostać metrem. Jeździ co prawda w okrojonych godzinach, ale jak na amerykańskie standardy i tak jest nieźle. Koszt- $10.50 w jedną strone, głupi ja kupiłem od razu powrotny (o czym później).

Zawsze mnie bawi ekscentryczność współpasażerów w komunikacji miejskiej w USA. Człowiek nie czuje się bezpiecznie, tak jak pisałem w relacji z LAX w 2019- transportem publicznym poruszają się głównie ćpuni, bezdomni i turyści z Europy. Nawet w tak zielonym mieście jak SF, gdy dwa dni później w Hostelu spytałem o najlepszą opcje dostania się transportem publicznym na lotnisko, odpowiedzieli żebym po prostu sobie wziął Ubera.

Image

Z metra wysiadam na stacji Embarcadero. Mam się przesiąść w autobus, oczywiście na osobnym bilecie. Gdy dochodzę na przystanek, widzę jak jeden się właśnie oddala. Kolejny- w godzinie szczytu, w Downtown najbardziej liberalnego miasta świata nadjeżdża dopiero po 30 minutach. I kosztuje $5 za 15-minutową jazdę. A i oczywiście nie wydaje reszty- za $10 dolarów dostaje bilet na przejazd i kupon na drugi, z którego potem już nie skorzystałem.
Hostel mam Fort Mason- historycznym obiekcie na samej północy miasta. Jest przy samej zatoce, z widokiem na Golden Gate oraz Alcatraz- a dwie noce w dormitorium kosztowały tylko $69. Każdemu kto sypia po hostelach gorąco rekomenduje ten obiekt.

Mimo że zmęczenie daje sobie mocno znać (cały dzień na słońcu, zarwana nocka, jetlag +9h) nie daje za wygraną i wybieram się jeszcze obejrzeć zachód słońca nad Golden Gate. Na szczęście musze odejść tylko 30 metrów od Hostelu. "Piwko" które sobie kupiłem na to oglądanie zachodu ostatecznie mnie wykańcza, i gdy się w końcu kładę na swoją górną bertę w 18-to osobowym pokoju, zasnąłem jeszcze zanim dobrze założyłem zatyczki do uszu i opaske na oczy.

Image

Image

Obudziłem się o 5:00 rano. I tak nieźle, kiedyś w LA wstałem już o trzeciej w nocy. Żone oszukasz, matke oszukasz, ale zegarka biologicznego nie oszukasz. Miłą niespodzianką jest śniadanie w cenie, o którym nie było wspomniane przy rezerwacji. Biore swój przydział też na jutro, wszak śniadanie jest od 7:30 a kolejnego dnia o tej porze planuje już być na lotnisku.

Image

Mam dziś w planie zwiedzić całe SF. Pieszo to będzie męczarnia, więc wypożyczam rower. Zarezerwowałem go online za $27 na cały dzień, miejscówka jest odległa tylko o 10 minut od hostelu, obok Fisherman‘s Dwarf. Oczywiście kask na łeb- nie tylko z samego zdrowego rozsądku, ale i pod kątem ubezpieczenia- jeśli coś się stanie a się okaże że jechałem rowerem bez kasku, ubezpieczenie nie pokryje tego.

Byłem mega zajarany zwiedzaniem miasta. Od najmłodszych lat przewijało się w grach- czy to w „Midtown Madness” czy to w GTA, do tego niezliczona ilość odniesień w filmach i serialach. Największe ikony- Golden Gate i Lombard Street- zostawiłem sobie na sam koniec. Na Alcatraz nie ma czasu.
Mam za swoje za przyoszczędzenie $16 i nie wzięcie elektrycznego roweru. Czasem przewyższenia są takie, że musze rower prowadzić pod góre :D A zjeżdżając z górki po mieście nie idzie się za bardzo rozpędzić bo co chwila są albo światła, albo skrzyżowania STOP-ALL WAY. Cała trasa jaką przejechałem wyszła 21 mil, albo jak to mówią ludzie w krajach z nieupośledzonym systemem miar- 33 kilometry. Niemniej, infrastruktura rowerowa jak na USA jest wspaniała.

Filmik ze zwiedzania:



Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Image

Po wszystkim obiad w In&Out, oddanie roweru i piwko na plaży. Pod wieczór zaczyna wiać coraz silniejszy wiatr, tak że odzienie które mam ze sobą przestaje wystarczać. Zaszywam się więc w hotelu i reszte pobytu spędzam w strefie wspólnej integrując się z innymi gośćmi hostelu.

Przed zaśnięciem sprawdzam jeszcze opcje na jutro, bo trzeba zacząć wracać do kraju. Pomysłów jest wiele: przelecieć jeszcze rano do LAX, pofocić tam trochę i polecieć popołudniu 747-8 do FRA- niestety lot z LAX jest mocno obłożony. Można też polecieć bezpośrednio z SFO, też 748- ale też świeci na czerwono, poza tym taka trochę nuda, chciałbym zaliczyć chociaż jeszcze jeden lot domestic. Pozostaje więc przy pierwotnym planie- z UA do Denver, a stamtąd A340-300 do Frankfurtu.

Nie mogę sobie więc pozwolić na nie dostanie się do Denver. Odlot DEN-FRA jest o 17, ale najlepszą opcją (pod kątem dostępności miejsc) jest lot SFO-DEN o 6:57 na 757-200, z przylotem tuż po 10 czasu miejscowego do Denver. Wpierw planowałem polecieć lotem dopiero o 11:30 (757-300), ale jest ryzyko że się na niego nie załapie i zostanę wtedy w totalnej dupie, albo w najlepszym wypadku będę musiał lecieć SFO-FRA i spędzę 11 godzin na jumpseacie (u stewardess, nie w kokpicie bo na lotach z USA nie ma takiej możliwości). Z kolei lot o 9:30 jest na 737-800, więc nawet go nie biore pod uwagę.
Problem natomiast jest taki, że na tak wczesny odlot, w dodatku w sobotę, nie dam rady się dostać komunikacją miejską. Strasznie mnie boli te 15 dolarów wywalone w błoto (bo przypominam- dwa dni wcześniej głupi ja kupiłem sobie bilety w obie strony). Nauczka na przyszłość.

O czwartej nad ranem podjeżdża więc mój Uber za $42, prowadzony przez imigranta z Afganistanu który wraz z rodziną żyje w SF of 8 lat. Odbyliśmy bardzo ciekawą rozmowę, aż nie wiem kiedy zleciała ta 45 minutowa trasa na lotnisko.
Na SFO o tej porze dnia pustki. Security zajęło 3 minuty. Obsługa gate potwierdza że lot do Denver jest w połowie pusty, a dzięki ich uprzejmości dostaje miejsce w pierwszym rzędzie ekonomika.

Image

Image

Podobnie jak na poprzednim locie, jeszcze na ziemi załoga uprzedza o spodziewanych silnych turbulencjach w trakcie lotu, zwłaszcza pod jego koniec.
Start był bardzo widowiskowy. W połowie pusty 757-200 z RB211 wznosi się jak rakieta, co za maszyna! Na +/- 1000ft agl przebijamy grubą warstwa chmur, a tuż ponad nią wita nas piękne słońce. Podczas lotu mini serwis- słynne dwa precelki, oraz wybór napojów. Tradycyjnie biorę czarną kawę i sok pomidorowy, a na uszach leci- Country (ponownie proszę o nieocenianie, uwielbiam ten gatunek :D).

Timelapse z calego lotu:



Image

Image

Image

Na podejściu piękne widoki na pasmo górskie Rocky Mountains. Chwile później- zaczynają się Great Plains czyli jedno wielkie pustkowie, a pośrodku niego leży trzy-milionowe Denver i jego lotnisko z komicznym układem pasów. Największe lotnisko świata pod względem powierzchni (nie licząc lotnisk w Arabii Saudyjskiej które mają po 100km2 tylko dlatego że mogą). Ponadto leży na ponad 1600m.n.p.m przez, co wyjaśnia obecność jednego z najdłuższych pasów startowych na świecie- 16R/34L ma prawie 4900m długości.

Image

Image

Image

Image

Przy deboardingu znowu pytanie o wizytę w kokpicie. Tam okazuje się że Pani Kapitan wcześniej latała w Lufthansie… I mi trochę wstyd że po tym jak się przedstawiłem Pani Kapitan zagaiła po Niemiecku, nie za bardzo potrafiłem z nią porozmawiać w tym jezyku. Muszę zintensyfikować swoje wysiłki ;) Złożyłem „reklamacje” że zapowiadali fajne turbulencje, a były znikome. Okazuje się że to niby stała praktyka na lotach do DEN od zachodu, turbulencje mogą być a nie muszą. Tym razem nie było, a następnym razem wózek z serwisem może skończyć na suficie.

Image

W DEN trwa akurat przedpołudniowy szczyt. Skala operacji jest wręcz przytłaczająca, to był mój 275-ty lot a czułem się naprawdę zagubiony pomiędzy tymi wszystkimi biegającymi ludźmi z ciasnymi przesiadkami.

Image

Denver ma idealne położenie geograficzne na Hub wschód-zachód w USA i United świetnie to tam wykorzystywuje. Ewakuuje się z Concourse B bo to wariatkowo. Przemieszczam się do Concourse A, gdzie świeżo co oddali nową część (wydłużyli go na zachód), dokąd właśnie zmierzam- bo jest tam taras na otwartym powietrzu. Zgarniam jeszcze tylko burgera i fryty z Wendy‘s, i już się melduje na tarasie- niestety oszklonym. Ale mimo że jestem na trzecim najbardziej ruchliwym lotnisku świata, czuć jak czyste jest powietrze w Kolorado. Aż inaczej się oddycha. Pomimo że niby jest 5 stopni, słońce świeci tak mocno że siedzę w krótkim rękawie.

Image

Image

Image

Image

Image

Po trzech godzinach spottingu przeszedłem się na słynny most nad drogą kołowania. Ciekawostka- Frontier, który ma tam swoją największą baze, zakupił kiedyś sporą flote A318. Pod wspomnianym mostem w DEN Airbus A319, A320 i A321 może przejechać bez problemu, ale A318 ma trochę wyższy statecznik pionowy- i nie mógł pod nim kołować. Niestety nie udaje się z niego porobić zdjęć, bo na całej długości szyb biegną ruchome chodniki.

W międzyczasie sprawdzam swój następny lot. No i jest klapa- chyba United zamienił swój samolot na DEN-FRA z 772 na mniejszy 789 i poprzerzucał sporo swoich paxów na Lufthanse, w końcu mają joint-venture. Dwie godziny wcześniej było jeszcze sporo wolnych miejsc, a obecnie jest na styk i sytuacja się pogarsza. W poniedziałek chce być od rana w pracy, więc koniecznie muszę w sobote wylecieć do Europy. Uruchamiam plan awaryjny- półtora godziny przed tym A343 do FRA odlatuje A359 do MUC. Jest na nim jeszcze trochę miejsc w ekonomiku. W Biznesie też jeszcze pare, ale tylko po środku a nie przy oknie, więc nie warto.

Mijają kolejne dwie godziny, potem jeszcze chwila i już jest koniec boardingu do MUC. Mam sporo szczęścia- załapałem się na dosłownie OSTATNIE wolne miejsce w ekonomiku. Miejsce 26J, pośrodku w prawym rzędzie. Obym trafił na jakąś systemowo rozdzieloną parę.
A350 również jeszcze nigdy nie leciałem, ale nie jaram się zbytnio bo nie przepadam za tym samolotem. Wole łapać fajne stare „sexy” typy, póki jeszcze latają. A A350 mogę sobie polatać i za 30 lat od teraz. No ale cóż, życie zweryfikowało plany :(

Image

Miałem dobrą intuicje- rzeczywiście rozsadziłem parkę, są chętni aby się zamienić miejscami dzięki czemu mam okno. Może ten lot nie będzie taki zły, mimo że posadzili mnie w kącie (26K)
Parka lecąca obok mnie okazuje się być „spadkiem” od Icelandair. Czyli jednak to nie United, lecz Icelandair swoim odwołanym lotem pozapychał mi samoloty. Jakoś tego nie wyłapałem na tablicy odlotów. A tej dwójce się udało- zamiast lecieć z przesiadką i płacić za żarcie, dostają bezpośredni lot do Monachium z pełnym serwisem.

Image

Lot totalnie bez emocji, bo jestem zawiedziony że to A350 a nie A340. Zapijam smutek czerwonym winem, niestety tym razem nie „’15 Shiraz” w kieliszku z logiem linii, tylko „just some Red Wine” w plastikowym kubeczku. Trzeba będzie nadrobić ilością. Do dobrego się szybko człowiek przyzwyczaja ;) Oglądam „Wieloryba”- podobał mi się ten film ale chyba za dużo się o nim nasłuchałem i jak dla mnie maks. 7/10.

Image

Image

Image

Image

Image

MUC jak to MUC- świetne do przesiadek, zimne, niemieckie. Automat z kawą zjada mi 2 euro z karty nie wypluwając kapsułki do zrobienia kawy. Chyba muszę jednak kupić normalnie w knajpie, w filiżance, żeby móc wstawić na insta fotkę kawy na gazecie „New York Times”, z samolotem w tle i hasztagiem #jetlag

Image

Podczas lotu do WRO proszę stewarda o trochę czekoladek dla kolegów z biura. Ten mnie zaprasza do siebie do przodu, wręcza cały worek i opowiada że zostało mu już tylko 3 lata do emerytury, i się serdecznie nie może jej doczekać. Zaczynał karierę pracując w Luftwaffe na 707, wspominał też że kiedyś wiózł Wałęsę w A310. Ciekawe czy za 35 lat ktoś na moje opowieści o 757 będzie reagował tak jak ja na jego o 707. Albo czy może do tej pory zdążymy się unicestwić jako ludzkość, czas pokaże.

We Wrocławiu lądujemy w piękne niedzielne południe. W sam raz żeby się rozpakować, wykąpać, najeść, przytulić dziewczynę oraz trochę odespać przed jutrem. Gdy jeszcze w Denver dostałem to swoje miejsce w samym kącie w A350, stwierdziłem ze moja piękna aluminiowa kabinówka już i tak została siłą rozdziewiczona w lotach w luku bagażowym, więc z lenistwa nadałem ją prosto do Wrocławia. Ta, w nienaruszonym stanie wyjeżdża we Wrocławiu jako pierwsza.

Image

Operacja się udała, pacjent umarł. Wyprawa aby polecieć B747-8 i A340-300 się udała w 100%, tylko że nie poleciałem B747-8 ani nie poleciałem A340-300. Nie udał się też 717, 737-700 ani -900, za to było sporo 757 i niespodziewany A350. Było też sporo adrenaliny, kombinowania, zawirowań, oraz pozytywnych zaskoczeń, czyli tego co w lataniu na standby jara najbardziej.
Dziękuję wszystkim co wytrwali do końca. Za jakiś czas planuje podobnego durnotripa, ale A343/B748. Lub A380 ;)

Image
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez sevenfiftyseven 25 Kwi 2023 17:14, edytowano w sumie 3 razy
Góra
 Relacje PM off
34 ludzi lubi ten post.
13 ludzi uważa post za pomocny.
 
 
#2 PostWysłany: 25 Kwi 2023 16:17 

Rejestracja: 31 Sty 2014
Posty: 3306
srebrny
sevenfiftyseven napisał(a):

Zapuszczam „Bullet train”. Bardzo mi się spodobał klimat tego filmu- jak nazwa wskazuje cała akcja się dzieje się w pociągu w Japonii.


Przed wizytą w SF warto zapuścić "Bullitt" ;-p

_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
sevenfiftyseven lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 25 Kwi 2023 17:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 16 Wrz 2013
Posty: 2559
Loty: 410
Kilometry: 578 998
złoty
Jak to jest z tymi biletami (pracowniczymi?)?
Dlaczego możesz lecieć tez innymi aliansami a nie tylko *A?
Góra
 Relacje PM off  
 
#4 PostWysłany: 25 Kwi 2023 18:01 

Rejestracja: 23 Maj 2015
Posty: 81
Loty: 166
Kilometry: 250 975
niebieski
Dostep do systemu biletów pracowniczych to jest jeden z benefitów pracy w LH. Inne linie też to pewnie oferują, ale pewnie każdy przypadek jest inny. Obok Multisporta i owocowych czwartków. To nie są absolutnie loty darmowe, żadnych konkretnych kwot niestety nie moge podać. Taki rodzaj podróży obciażony wieloma obostrzeniami i dodatkowymi zasadami. Część została podana np tutaj:
https://stafftraveler.com/knowledge/nonrev

Z kim lecieć można, kim nie można- to kwestia umów pomiędzy przewoźnikami. Nie mam na ten temat konkretnej wiedzy, ale podejrzewam że pierwsze takie kontrakty powstały na długi czas zanim się zdążył zawiązać jakikolwiek sojusz lotniczy
_________________
Image


Ostatnio edytowany przez dmirstek, 25 Kwi 2023 18:04, edytowano w sumie 1 raz
Cytowanie - nie cytuj całego postu poprzednika, jeżeli zaraz pod nim odpowiadasz
Góra
 Relacje PM off
7 ludzi lubi ten post.
dmirstek uważa post za pomocny.
 
 
#5 PostWysłany: 25 Kwi 2023 18:34 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 25 Paź 2017
Posty: 903
niebieski
@sevenfiftyseven koniecznie częściej wrzucaj relacje z takich tripów standbajami 😉

@Darek M. jako pracownik jednej z linii wymienionych w relacji mogę powiedzieć, że przywileje różnią się między sobą. Dotyczy to zarówno linii, które można bookować jak i klas rezerwacji. U mnie nie ma możliwości by wcześniej zarezerwować lot w biznesie, nawet naszym. Dopiero jak nie ma miejsc w eco, wtedy dostajemy upgrade. Z jumpseatami też nie jest tak kolorowo, o ile nie jesteś z załogi. Również opłaty za bilety potrafią być przeróżne (trafiając na deale stąd czy nawet samemu szukając biletów często da się poleciec dużo taniej), ale jeżeli rezerwujemy na ostatnią chwilę lub szukamy elastyczności to standbaj jest niezastąpiony. Więc to temat rzeka.
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
6 ludzi lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 25 Kwi 2023 20:24 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 27 Kwi 2016
Posty: 1589
Loty: 204
Kilometry: 395 468
platynowy
Super relacja - lekka do czytania a jednocześnie z walorami edukacyjnymi :)
Góra
 Relacje PM off
2 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 26 Kwi 2023 22:02 

Rejestracja: 27 Lis 2017
Posty: 107
Loty: 87
Kilometry: 177 565
Dzięki za relację.
Pod wrażeniem jestem jak szybko reagowałeś na zapchane loty. Ale nie ma się co dziwić przy tylu już odbytych lotach.
Ja swój pierwszy lot międzykontynentalny także odbyłam na standby jako pracownik Lufthansy. I mimo że ani już tam nie pracuje, ani Lufa dobrej opinie nie ma, to jakoś ciagle mam sentyment do tej lini.
Góra
 Relacje PM off
travellista lubi ten post.
 
 
 [ 7 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 1 gość


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group