Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.



 [ 17 posty(ów) ] 
Autor Wiadomość
#1 PostWysłany: 08 Sty 2015 17:55 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
Do tego wyjazdu przygotowaliśmy się z Aleksem przez miesiąc, bowiem za wcześnie wykupiłam bilety i to w promocji. Aleksa poznałam tutaj, na forum i jak tylko pojawiła się propozycja wyjazdu gdzieś na Bałkany, to nie zastanawiałam się ani chwili i rzuciłam nazwy krajów. Wybór padł na Albanię i Macedonię. Mieliśmy do wykorzystania urlopy, więc zdecydowaliśmy się na niepełne 9 dni. Potem było integracyjne spotkanie w Krakowie, ponieważ tam mieszka i pracuje. Dni leniwie mijały, a ja doczekać się nie mogłam i w końcu nadeszła ta chwila. Poniżej podaję terminy lotów.

Katowice - Bergamo, 18.10, 39 zł
Bergamo - Skopje, 19.10, 10 euro
Skopje - Bergamo, 27.10, 60 zł
Bergamo - Kraków, 27.10, 20 euro - lot kolegi
Bergamo - Warszawa Okęcie, 1.11 - mój lot

18.10.2014 (sobota)


Przyjazd Polskim Busem z Warszawy do Katowic o godz. ok. 12. Ruszyłam w stronę Galerii Katowickiej, by troszkę odsapnąć i poczekać na przybycie mojego towarzysza podróży, a potem razem jakoś zabijaliśmy czas rozmowami o czymś istotnym i o niczym. Następnie doczłapaliśmy się na przystanek autobusowy znajdujący się 150 m od galerii, skąd odjechaliśmy autobusem nr 830 na dworzec główny w Bytomiu, gdzie po 17 mieliśmy następny, bezpośredni na lotnisko w Pyrzowicach. Dłużące się minuty w końcu zamieniły w godzinę, a po kilku przystankach nagle coś mi się odwidziało i wysiedliśmy. Nie pytajcie, z jakiego powodu. Wtedy znaleźliśmy się w nie lada impasie, gdyż następny busik był dopiero za 1,5 h! A to już byłoby za późno dla mnie i Aleksa. Szybko zastanawialiśmy się, co i jak, jednak musiało minąć kilka minut, zanim spotkaliśmy idącego ulicą policjanta. Spytaliśmy się jego o skrótowy dojazd na lotnisko, a ten pomimo gorących chęci i porad niewiele nam pomógł, ale jednak podał numer taksówki. Miał niezły ubaw z naszej, a właściwej mojej malutkiej przygody… No cóż, nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko zamówić taksówkę. Po 15 min kierowca doholował nas na airport. Najważniejsze jest to, że mieliśmy trochę czasu w zapasie. Niedawno kupiłam nowiutki plecak 40-litrowy marki Qoechua Forclaz i miałam przetestować ciężar, a jako żem kobieta to zabrałam trochę więcej rzeczy i jakoś musiałam je upchnąć w kieszeniach kurtki. Spokojnie przeszliśmy przez odprawę. Przed godz. 21 wylądowaliśmy na lotnisku Bergamo Milan, na którym po raz pierwszy byłam. Nie minęło nawet parę minut, a już po nas przyjechał przemiły Carlo, u którego mieliśmy nocleg. Włocha poznałam na portalu couchsurfing.pl, który polega na dobrowolnym goszczeniu czy spotykaniu się z gośćmi ze wszystkich zakątków świata. Super idea! Krótka rozmowa głównie o celu Naszego tripu, kolacja, a potem pójście w kimę.

19.10.2014 (niedziela)

Pobudka o 7.00. W końcu nadszedł ten upragniony dzień, na który czekaliśmy od miesiąca, a momentami wydawało mi się, że nadto za długo. Rześki i słoneczny poranek w Bergamo. Po obfitym śniadaniu zrobionym przez Carla pojechaliśmy na lotnisko...O godzinie 11.45 na lotnisku imienia Alexander The Great, którego nazwa ucieszyła kolegę nie było normalnych autobusów do miasta Skopje, jedynie taksówki i jeden turystyczny autokar. Rozważałam branie pierwszego autostopa, lecz niestety ulegając Aleksowi wsadziliśmy tyłki do autokaru (2,5 euro=150 DEN/ os.). Po jakichś 15 min byliśmy przed Holiday Inn, gdzie od portiera załatwiłam darmowe hasło do WIFI. Krótki odpoczynek, planowanie, co dalej robimy. Pogoda była idealna na noszenie bluzek z krótkimi rękawami. Z hotelu ruszyliśmy wzdłuż rzeki Wardar w stronę mostku i stanęliśmy przed gigantycznym statkiem, a nieopodal stały nowoczesne obiekty publiczne: Narodowe Muzeum Archeologiczne i Financial Police Office. Na balustradzie mostu Eye Bridge wdzięcznie stoi rząd pomników upamiętniających historyczne postacie, o gustownych latarniach nie wspominając.
Załącznik:
wrak.JPG
Załącznik:
most.JPG
Po drugiej równoległej jest XV- wieczny Kamienny Most, łączący nowoczesny przepych ze starą, muzułmańską dzielnicą Czarsziją (Čaršija).
Załącznik:
Kamienny Most.JPG
Nieco dalej udaliśmy się w stronę bulwaru Goce Delcheva – imię pochodzi od wybitnego działacza niepodległej Macedonii, by luknąć na Daut Pasha Hamam, a następnie doczłapaliśmy się na górę twierdzy Kale, którą w całości obeszliśmy. Obecnie fortyfikacja służy jako miejsce odpoczynku i dobra baza widokowa na miasto.
Załącznik:
twierdza Kale.JPG
Gdzieś w ukrytym podwórku w tejże dzielnicy natrafiliśmy na cerkiew św. Spasa w kształcie prostokątnym z absydą, który jest wkopany w ziemię. W środku znajduje się oryginalny, drewniany ikonostas będący dziełem ludzkich rąk. Muzułmańska dzielnica Czarsija pełna jest starych i klimatycznych uliczek z wieloma tureckimi zabytkami pochodzącymi z czasów średniowiecznych.
Załącznik:
klasztor.JPG
Załącznik:
jakiś meczet.JPG
W gąszczu labiryntu z wąskimi, brukowanymi uliczkami znajdzie się mnóstwo kawiarni, sklepów z pamiątkami czy knajp. Skoro mowa o jedzeniu, to zawitaliśmy do knajpy stylizowanej na modłę gruzińską o nazwie "Vinoteka Temov" mieszczącej się na brukowanej ulicy Gradiste 1A. Najedzeni i ze zdwojoną energią wyszliśmy z tego miejsca w stronę Bit Pazaru, największego targu w mieście.
Załącznik:
Bit Pazar.JPG
A jako, że to był niedzielny dzień wszystko było otwarte, nawet fryzjer czy sklep mięsny. Z zaciekawieniem przyglądałam się ludziom, a także towarom leżącymi na brukowanej uliczce. Jakby czas zatrzymał się… Po przejściu kilkuset metrów natrafiliśmy na meczet wezyra Mustafy Paszy (1492 r.) znajdujący się na wzgórzu nad Starym Bazarze, a faktem jest to, że jest najstarszą świątynią muzułmańską w całym kraju.
Załącznik:
meczet.JPG
Naprzeciwko owego meczetu mieści się Muzeum Macedonii posiadające bogate dzieła począwszy od antycznych poprzez tureckie aż do zbiorów z czasów wojen bałkańskich XX wieku,a na dziedzińcu jest karawanseraj (turecki zajazd). Dalej jest meczet Murata Paszy z zabudową łaźni tureckiej i okazały Teatr Narodowy otwarty w zeszłym roku. Kolejnym, świętym przybytkiem, jaki zastaliśmy był ortodoksyjny kościół św. Demetriusza. Opuszczając to niezwykłe miejsce rodem z Orientu obiecałam sobie, że jeszcze raz tu zawitam. W poszukiwaniu przystanku autobusowego zawróciliśmy na most, tym razem kamienny podziwiając nowiutki i centralny plac, na którym stoi monumentalny pomnik z nietypowymi proporcjami. Wojownik na koniu (Warriors War), o którym mowa przedstawia 12-metrową postać jeźdźca na koniu, a pod cokołem stoi 8 figur żołnierzy wykonanych z kamienia. Okolice pomnika otaczają cztery lwy z brązu.
Załącznik:
Warriors War.JPG
Załącznik:
plac Macedonia.JPG
W chwili obecnej trwa modernizacja i rewitalizacja większości budynków użyteczności publicznej. Według mnie stolica ma to coś w sobie, co wyróżnia ją na tle innych największych metropolii europejskich, a estetyka mogłaby być lekko zmodyfikowana, bo na razie mocno trąci nacjonalistycznym stylem z domieszką kiczu. Jeżeli chodzi o pomniki wszelkich rodzajów czy różnych wielkości, to zupełnie straciłam rachubę czasu licząc je. Na pewno pod tym względem miasto przewyższa pozostałe stolice europejskie. Jedno trzeba przyznać temu miastu, że w krótkim czasie stało się nowoczesne.

Godzina popołudniowa. W końcu znaleźliśmy przystanek na Bulevardi Aradhat Partizane, jednakże po przestudiowaniu rozkładu jazdy w języku macedońskim przypominającym zawijasy cyryliczne jakoś opornie mi szło, więc musieliśmy poprosić o pomoc dziewczynę siedzącą na ławce. Po ulicy jeździły dwupiętrowe autobusy rodem z Londynu, ale także te normalne, czerwone. Minęło parę minut, zanim z tą dziewczyną wsiedliśmy do autobusu nr 50, który miał nas zawieźć na sam koniec miasta. Darowaliśmy sobie kupno biletu, a pasażerowie po wsiadaniu za każdym razem kupowali u kierowcy. W końcu wysiedliśmy blisko autostrady A2 w miejscowości Kondovo. Po przejściu na drugą stronę jezdni staliśmy jak wariaci machając do kierowców, a ja nieco sceptycznym tonem zwróciłam się do Aleksa, że to najbardziej szalony pomysł. Nie udała się jemu ta sztuka, więc wzięłam sprawy w swe ręce i już po 5 minutach oczekiwania udało się. Mój pierwszy sukces, hurra! Jechaliśmy z trzema Turkami do Tetova, po czym następnego stopa złapałam i to z przemiłą parą z Gostivaru, Meleke i Jasinemi. Nie dość, że okazali się sympatyczni, to jeszcze kupili nam bilety w cenie 390 DEN na osobę, czym mnie zaskoczyli...Nie będę wnikała w szczegóły. Dodatkowo prócz opłaty za bilety dali 10 euro, a to już za wiele szczęścia naraz. Przy okazji wypiliśmy kawę na świeżym powietrzu plotkując o wszystkim. Czas mijał bardzo miło, po czym pożegnawszy się z żalem z darczyńcami wsiedliśmy do autokaru turystycznego.

Po dwóch godzinach jazdy autobusem udaliśmy się z dworca do pensjonatu „Villa Anastasia” mieszczącego się na ulicy Pitu Guli 396. Wybraliśmy to miejsce ze względu na bardzo bliskie połączenie z jeziorem i komfort. Przywitali nas mili właściciele, wpierw zapraszając do salonu na herbatkę i rozmowy. Zapłaciłam kartą dolarową za nocleg, co wyszło mi 700 DEN na dwie osoby. Właścicielka była bardzo sceptycznie nastawiona do naszego pomysłu z autostopami, gdyż straszyła niebezpieczeństwem i pustką na ulicach. I tak swoje wiedziałam. Zostaliśmy zasypani gradem pomocnych porad, z których oczywiście nie skorzystaliśmy. Zapamiętałam sobie godziny odjazdu autobusów z Ochrydy do Naum: 11.30, 13.30, 15.30, a bilety kosztują 110 DEN w jedną stronę. Może Wam się to przydać, ale jak dla mnie już lepiej łapać stopa na taki mały dystans. Za dojazd do Strugi naliczają sobie 0,6 euro. Podziękowawszy życzliwym gospodarzom za herbatę udaliśmy się na górę do pokoju na spoczynek.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793


Ostatnio edytowany przez Cynamonek 09 Sty 2015 17:16, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#2 PostWysłany: 09 Sty 2015 12:21 

Rejestracja: 03 Lut 2013
Posty: 459
Loty: 86
Kilometry: 126 541
Wlasnie planuje wyjazd w tamte okolice, wiec czekam na ciag dalszy :D
_________________
Image
Góra
 Relacje PM off
Cynamonek lubi ten post.
 
 
#3 PostWysłany: 09 Sty 2015 12:35 

Rejestracja: 03 Gru 2013
Posty: 442
Ale fajnie! Czekam na cd:) a fotki tego bazaru może wrzucisz?? :)
_________________
Meksyk http://www.fly4free.pl/forum/puerto-aventuras-riviera-maya-na-zywo-luty-2015-2-tyg,210,65109
Wietnam http://www.fly4free.pl/forum/wietnam-na-swieta-bn-i-nowy-rok-2015-2016-relacja-z-wloczegi,216,86193&start=0
Góra
 Relacje PM off
Cynamonek lubi ten post.
 
 
#4 PostWysłany: 09 Sty 2015 14:23 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
Wrzucam kilka zdjęć z Bit Pazaru, największego Starego Bazaru na Bałkanach. Znajdzie się tam ubojnie mięs, złomowiska, złotników czy nawet golibrodę. W rzeczywistości lepiej wygląda niż na zdjęciach i pachnie czymś orientalnym.

P.S. Próbowałam dodawać zdjęcia obok siebie, lecz po kilku próbach nie udało się. Może ktoś wie, jak to rozgryźć ?

Załącznik:
DSC00331.JPG
Załącznik:
DSC00330.JPG
Załącznik:
DSC00329.JPG
Załącznik:
DSC00328.JPG


20.10.2014 (poniedziałek)

Pobudka o 8.00 ej, ogarnięcie się i kawa od gospodarzy. Ciepły, słoneczny poranek. Pierwszą myślą było porządne śniadanie, więc w tym celu udaliśmy się do marketu znajdującego się nieopodal głównego placu miasteczka, gdzie kupiłam niezdrowe przekąski (na co dzień nie preferuję). Potem gdzieś na turystycznej ulicy był sporej wielkości targ z przeróżnymi rękodziełami, warzywami czy owocami. Znajdą się również regionalne sery i inne artykuły spożywcze. W tym momencie żałowałam, że nie miałam przy sobie dinarów, to może wtedy bym kupiła wiązkę specjalnej herbaty.
Załącznik:
targ w Ochrydzie.JPG
Załącznik:
plac Ochrydy.JPG

Po przejściu paru kroków weszliśmy kamiennymi schodami do Górnej Bramy, a dalej szliśmy wzdłuż wysokich murów twierdzy Samuela pochodzącej z IV p.n.e., która właściwie jest ruiną. Domki w stylu śródziemnomorskim są usytuowane pomiędzy wąskimi i kamienistymi uliczkami wzniesionymi na tarasach. Wszędzie widzi się bielone ściany i spadziste dachy domków, kolorowe ogródki oraz owoce rosnące na drzewach. Skoro mowa o tych ostatnich, kusiło mnie tak do tego stopnia, że bezwstydnie zerwałam parę granatów, kiść winogron czy nawet figi. Nic lepiej nie smakuje jak świeżo, zerwane owoce prosto z gałęzi, zwłaszcza figi.
Załącznik:
twierdza Samuela.JPG
Załącznik:
ogródek.JPG
Dotarłszy do bramy twierdzy uznaliśmy, że nie opłaca się za nędzne 30 DEN (2 zł) wejść tam, skoro i tak widać w całej rozciągłości z dołu czy znad jeziora Ochrydzkiego. Schodząc pośród gęstego zagajnika dotarliśmy na wzgórze Plaosnika, czyli zespół archeologiczny wraz z przylegającą do niego zabudową. O ile słyszałam, odbudowany sprzed kilku lat temu cerkiew św. Pantelejmona podobno stanowi pierwowzór z IX wieku, jednakże zachowały się stare mury.
Załącznik:
cerkiew św. Pantelejmona.JPG
Warto także przyjrzeć bliżej fantastycznym mozaikom na odkrytych wykopaliskach. Jest takie powiedzenie, że Ochryda (Ohrid) to miasteczko z 365 cerkwiami tak jak wszystkie dni w roku. Jak można łatwo domyśleć się, większość z nich nie przetrwała próby czasu. Kierując się kilkaset metrów dalej można ujrzeć zapierający dech w piersiach cerkiew św. Jana Teologa w dzielnicy rybackiej zwanej Kaneo, położony na skarpie ponad jeziorem. Wyobraźcie sobie cudnej urody ceglastą świątynię wybudowaną prawdopodobnie w XV wieku na tle nieba mieniącego w przeróżnych odcieniach niebieskiego i tafli wody jeziora Ochrydzkiego. Po prostu magiczny widok, cóż z tego, że malutki obiekt.
Załącznik:
cerkiew św. Jana Teologa.jpg
Poniżej skarpy jest cerkiew św. Petka wykuty w skałach, z których wypływa źródełko.

-- 09 Sty 2015 15:57 --

Znowu wracamy do Górnej Bramy i to inną drogą, aby zobaczyć teatr antyczny pochodzący z okresu hellenistycznego i to zachowany w całkiem niezłym stanie.
Załącznik:
teatr antyczny.JPG
Mijając tradycyjną zabudowę domków natrafiliśmy na jeden z najważniejszych cennych zabytków w Macedonii, a mianowicie cerkiew św. Zofii. W tej dużej budowli z kolumnami i łukami na zewnątrz można docenić oryginalne freski sprzed XI wieku, jednak nie wszystkie przetrwały. Po chwili znaleźliśmy się nad drewnianym pomostem, a wokół są wąskie i kamieniste plaże. Akurat my byliśmy poza sezonem,więc mogliśmy nacieszyć się błogą ciszą i delektować się pięknem otoczenia.
Załącznik:
pomost.JPG
Wzdłuż brzegów jeziora są urocze wille przerobione na restauracje czy hoteliki. Kolejnym zabytkiem przy drodze był kościół Matki Boskiej Peribleptos (1295 r.) w stylu bizantyjskim, posiada on niezwykłą kopułę coś na kształt krzyża, ale również niezwykłe freski zachowane z tamtych czasów, które niestety ucierpiały z powodu wilgoci przeciekającej przez dach.
Załącznik:
cerkiew św. Peribleptosa.JPG
Bliżej umiejscowiona jest Galeria Ikon z zasobnym zbiorem dziedzictwa słowiańskiego i różnymi dziełami przedstawiającymi postacie religijne, a następnie dotarliśmy na gwarny bulwar macedoński zagęszczony w budki z kebabami, sklepiki z pamiątkami czy restauracje. Po obejrzeniu godnych uwag zabytków i niezwykłej urbanistycznej zabudowy usytuowanej na stromych tarasach mogę śmiało stwierdzić, iż Ochryda zasłużenie dostała wyróżnienie na liście światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO w 1979 roku. Ponadto miasteczko z bardzo bogatą historią powstania bodajże z IV wieku położone jest nad najstarszym, tektonicznym w całej Europie jeziorem Ochrydzkim (358 km2) i u stóp pasma górskiego Galiczcica.
Załącznik:
Ochryda.JPG
Załącznik:
jez. Ochrydzkie.JPG

Byłam zachwycona miasteczkiem podobnie jak mój nieoceniony kompan. Na pewno kiedyś tu zawitam, chociażby w drodze do Grecji. Miasteczko można na spokojnie zwiedzić w 3-4 h. Minuty bezlitośnie szybko mijały, a my już musieliśmy zbierać się… W końcu dotarliśmy na koniec bulwaru turystycznego i czas w drogę. Zaliczyliśmy trzy autostopy (policjant, mafioso z kucykiem i wypasionym audi, drwal), ale z nich najśmieszniejsze było to, iż dopiero w aucie zorientowałam się, że nas wozi stróż prawa. Natomiast z mafioso mówiącym słabo po włosku, bo mi na takiego wyglądał dojechaliśmy do Peshtani. Puste plaże, w głąb jeziora o kolorze czystego nieba wbite drewniane pale, bezkresne zielone tereny górskie – tylko zachwycać się.
Załącznik:
Peshtani.JPG
Załącznik:
Peshtani 1.JPG

Po przejściu paru kroków w nadziei na łapanie darmowego transportu byliśmy bezradni, więc usiedliśmy sobie na murku. Zastanawiałam się nawet, czemu do diabła przez te okolice nie przejeżdża bus do St. Naum, o którym mówiła właścicielka Vilii Anastacia. Już powoli zatrzymuje się terenówka, lecz nic z tego! Po jakichś 15 minutach oczekiwania w końcu zatrzymał się pikap z drwalem. Co z tego, że brudne siedzenie a kierowca też nie lepszy, to dla mnie przede wszystkim liczył się czas. Wysadził nas w wiosce Trpejca położonej pomiędzy jeziorem a górami. Stąd można udać się wyboistą drogą liczącą jakieś 20 km nad jezioro Prespa, leżące na terenie trzech krajów (Macedonia, Albania, Grecja). Krótkie podziwianie okolic, a po chwili zatrzymałam samochód z kierowcą, z którym dokonaliśmy transakcji wymiennej z naszych euro na dinary. Za to on podwiózł nas do przejścia macedońskiego, a tam spotkaliśmy parę Niemców z Monachium. O dziwo, młody mężczyzna mówił dobrym polskim, czym miło nas zaskoczył (studiował w Polsce). Po podzieleniu się garściami informacji i dokonaniu wymiany dinarów na ich leki (na naszą korzyść) przebrnęliśmy przez bramki albańskie w Tushemisht. Wreszcie znaleźliśmy się na terenie Albanii, czyli jednym z najbardziej nieodkrytych i dość mało popularnych krajów w Europie. Przed bramkami zaczepiłam parę nieznajomych w aucie z nadzieją, że może nas podwiozą do centrum Pogradca, co oczywiście uczynili bez wahania. Z Pogradca do Korczy jechaliśmy taksówką (200 leków od osoby), którą z własnej lekkomyslności złapałam przy drodze. Wszędzie były pasące się kozy czy owce na łagodnych zboczach górskich. Godzina 17.00. Korcza (Korçë) założona pod koniec XV wieku za panowania sułtana Mehmeda II leży na środku płaskowyżu o wysokości 700 m n.p.m. Zabytki i obiekty różnego rodzaju zachowane są przeważnie w stylu europejskiej architektury lat 20. i 30. XX wieku. Ciekawostką jest to, że właśnie w tym mieście w 1887 roku założono pierwszą szkołę albańską, a Enver Hodża uczęszczał do liceum francuskiego. Udaliśmy się do starej części miasta, a tam zastaliśmy w stanie zaniedbanym XVIII-wieczny hotel – Hani i Elbasanit. Naprzeciwko tego zabytkowego hotelu mieści się opustoszały rynek, który kiedyś w czasach antycznych był niezwykle gwarny.
Załącznik:
bazar w Korczy.JPG
Nie należy również zapomnieć o jednym z najstarszych meczetów w kraju, umiejscowionym niedaleko rynku. Założony w 1494 roku Dżami Mirahori posiada malowidła ukazujące Mekkę i Medynę. Idąc prosto w stronę hotelu Granda napotkałam spojrzenia wielu mężczyzn, mimo że jakoś specjalnie nie wystroiłam się. Na głównym deptaku mijaliśmy Muzeum Sztuki Średniowiecznej, Muzeum Archeologiczne oraz Muzeum Edukacji.
Załącznik:
deptak w Korczy.JPG
Po obu stronach bulwaru można dojść do dzielnic ze starymi budynkami i krętymi uliczkami. W tle jest prawosławna katedra św. Jerzego z potrójną absydą i dwoma strzelistymi wieżyczkami, a po prawej stronie znajduje się knajpa z ogródkiem piwnym.
Załącznik:
katedra św. Jerzego.JPG

Już ściemniało, a my podjęliśmy decyzję o opuszczeniu miasteczka, gdyż czekał nocleg u Thomasa poznanego na CS. Późnym popołudniem na stacji paliwowej złapałam transport do Plasy z alkoholikiem (bo czuć było od niego gorzałą), a ten chciał z innymi towarzyszami z baru na stacji paliwowej zarobić na nas (aż 40 euro za podwiezienie!). Wtedy tam uznaliśmy, że nie ma sensu dalej łapać i ostatecznie Aleks wstukał smsa do Thomasa, by po nas przyjechał. Dodam, że do Hoçisht mieliśmy zaledwie 15 km, jednakże ze względu na ciemność i brak komunikacji było nieco niebezpiecznie, więc nic dziwnego że musiał po nas pofatygować się ze swoim kolegą (prywatna taksówka). Wkrótce zostaliśmy bardzo miło powitani przez rodzinę Thomasa (babcia, dziadek, mama). Domek z patio zakrytym winoroślą, podobnie jak wiele innych utrzymany był w stylu greckim, nie bez powodu, gdyż ta niezwykle malownicza wioska położona w pasmach górskich Morave leży zaledwie o parę km od greckiej granicy. Wyraźnie widać tu wpływ greckiej tradycji i architektury, a mi rodzina Thomasa nie wyglądała na typowych Albańczyków, ale co ja mogę o tym wiedzieć… Mama gospodarza przygotowała wystawną kolację, na którą składały się mięciutkie pieczywo, udka kurcze, plastry pomidora i wreszcie słynny ser typu kaszkawał (kaçkaval). Spotkał mnie też miły zaszczyt, gdyż dostałam osobny i duży pokój. O chwilowym zgubieniu telefonu i mapy samochodowej Albanii na brukowanej ulicy nie wspomnę. Zauważywszy na kredensie butelkę ouzo strzeliłam sobie kieliszek. Jest to popularna grecka wódka anyżowa z zawartością do 50%, ale jak łatwo można sobie wyobrazić, była dla mnie za mocna i pachniała nieco bimbrem. Ogarnięta i zmarznięta w końcu walnęłam się na łóżko, z myślą, że jutro będzie bardzo intensywnie.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#5 PostWysłany: 12 Sty 2015 23:47 

Rejestracja: 07 Maj 2013
Posty: 170
Wielki szacunek za tak obszerną relacje.Kapitalne klimaty,można by rzec-Albania z Macedonia to taki skansen Europy.Specyficzni ludzie i brak komercji sprawia,ze warto zwiedzać te regiony Starego Kontynentu.Planuje tą destynacje w tym roku bo po fotoekspedycji w Rumunii nabrałem ochoty na zbliżone kulturą kraje.

Kontynuuj i wlepiaj wiecej zdjęć bo temat ambitny:-)
_________________
Masz pytania w kontekście USA.Napisz PW,może pomoge.
Podróżujesz aby fotografować-napisz PW.
Góra
 Relacje PM off
Cynamonek lubi ten post.
 
 
#6 PostWysłany: 13 Sty 2015 00:25 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
21.10.2014 (wtorek)

Wstałam przed 7.00 i zeszłam na dół na patio, z którego jest osobne wejście do łazienki. Odczuć dało się rześkie i górskie powietrze napływające znad gałęzi winorośli. W końcu obudziłam przyjaciela, bo ten w odróżnieniu do mnie zwykle twardy sen miewa. Po śniadaniu weszliśmy schodami na taras domku, by rozkoszować się wspaniałymi widokami Morave skąpanymi w porannym słońcu.
Załącznik:
Hocisht.JPG
Thomas miał pracę w oddalonej o 7 km w Bilishnt (prowadzi tam praktykę dentystyczną), więc pożegnawszy z jego rodziną razem z jego znajomym wyruszyliśmy. Po wysadzeniu nas na przystanku autobusowym podziękowałam Thomasowi za wspaniałą gościnę i udaliśmy się na ulicę, a po paru minutach machnęłam na auto z synem i mamuśką. Z Korçë złapałam drugi stop w stronę Pogradca, lecz przejechał zaledwie parę km, po czym czekaliśmy kilka minut. Spotkała nas zabawna sytuacja, bowiem staruszkowie podeszli pewnie w celu niesienia pomocy i po kilkukrotnych tłumaczeniach z naszej strony nie zrozumieli uniwersalnego słowa autostop bądź kembimi (po albańsku oznacza samochód), w końcu jednak miałam dość i zignorowawszy ich przeszłam parę kroków. Po chwili zatrzymał się samochód dostawczy kierowany przez Malbora z Pogradca, z którym do tej pory utrzymuję znajomość. Zaprosił nas na kawę do kawiarni okupowanej przez facetów od nastoletniego do starczego wieku patrzących na mnie ze zdziwieniem i nieco zaskoczeniem, bowiem byłam jedyną kobietą. Jak zwykle zresztą. Ponownie zawitaliśmy do Pogradca założonego w XVIII wieku, tym razem na spokojnie. Zrobiliśmy spacerek na promenadzie wzdłuż brzegu jeziora Ochrydzkiego, podziwiając niezwykłe krajobrazy i panów grających w tryktraka - jest to popularna gra.
Załącznik:
tryktrak.JPG
Załącznik:
staruszkowie na ławce.JPG
Załącznik:
plaża w Pogradcu.JPG
Ze względu na łagodny klimat i doskonałe warunki do uprawiania sportów wodnych (wędkarstwo, pływanie, wioślarstwo, itd.) miasto jest jednym z najchętniej preferowanych celów wypoczynkowych.
Załącznik:
pomost w Pogradcu.JPG
Nie znajdzie się tu ciekawych zabytków, ale ma za to bogatą historię. W V wieku p.n.e. ziemie iliryjskie były zamieszkiwane przez plemiona Desaretów i Enkelanów, a w nowożytnych czasach na wzgórzu miasteczka prowadzono wykopaliska archeologiczne. Dotarłszy do pobocza drogi prowadzącej do Lizbrazdhu napotkaliśmy pierwsze bunkry i trupa jakiegoś dziwnego stworka. Za panowania Envera Hodży utworzono 750 tys. bunkrów na terenie Albanii, a na ten cel przeznaczono 3 mld dolarów. Miały one uchronić Albańczyków przed najazdem wrogów, stanowiły doskonały punkt artyleryjski i dowodzeniowy, a wokół nich były rowy okopowe. Do tej pory większość schronów zburzono. Czasu było coraz mniej, więc na mnie przypadła rola łapania transportu, co mi wcale nie przeszkadzało. Z własnej lekkomyślności zatrzymałam furgon – jest to popularny środek transportu, traktowany jako minibus. Zabiera on miejscowych z każdego miejsca przy drodze. Było już za późno na odwołanie, po uregulowaniu 300 leków na łebka wsiedliśmy do środka pełnego miejscowych pasażerów i od razu zostaliśmy zasypani gradem pytań.
Załącznik:
okolice Pogradca.JPG
Na trasie o dobrej nawierzchni (SH3) mijaliśmy dwa kamienne mosty tureckie, zwłaszcza jeden z nich przykuł moją uwagę. Za Perrenjas jest most Ura e Golikut, posiada on ciekawą konstrukcję i łączy brzegi rzeki Shkumbinit.
Załącznik:
Ura e Golikut.JPG
Z okien furgonu chłonęliśmy widoki obfite w doliny, góry o wdzięcznej nazwie Srebrnych Jabłek, tor kolejowy łączący Pogradec z Elbasanem oraz małe wioski. W okolicy są pozostałości starożytnej drogi rzymskiej Via Egnatia, która od strony nadmorskiej Albanii prowadziła od Dyrrachium (dzisiejsze Durres) przez Egnatię (Saloniki w Grecji) do Bizancjum (Stambuł w Turcji), w efekcie czego powstały do dziś stare groby czy mosty tureckie. Kolejnym, mijanym mostem jest Ura e Gurit, też nie mniej interesujący od pierwszego.

-- 13 Sty 2015 19:45 --

Po 3 h jazdy dotarliśmy do Elbasanu, miasta znanego głównie z handlu i wielkich hut stali. Z najbardziej godnych zwiedzania zabytków w mieście można zaliczyć fragmenty twierdzy z IV wieku, cerkiew prawosławna św. Marii zbudowana w latach 1833-1868 oraz meczet królewski bez charakterystycznego dla tego typu budowli minaretu i przedsionkiem z drewnianymi kolumnami powstały (1492 r.).
Załącznik:
meczet w Elbasanie.jpg
Na głównym placu stoi pomnik Usta Isufa Myzyri, na kamiennym murze – wieża zegarowa, a niedaleko znajdują się m.in. łaźnia turecka i dom mieszczański przekształcony w Muzeum Etnograficzne. Jak dla mnie miasto jest nawet ładne, a na uliczkach można znaleźć urocze kawiarnie czy restauracje, nic poza tym.

Zaliczyliśmy po drodze 3 autostopy, z czego ostatni po 16.30 do Fieru. Nie obeszło się bez rozmowy przez telefon ze starszą latoroślą kierowcy terenówki, gdyż ten nie rozumiał po angielsku. Wysadził 25 km od Vlory, a widząc taksówkę przy drodze uregulował w naszym imieniu mając za nic głośne protesty. Przez autostradę w niezłym stanie pomknęliśmy osobową taxi pełną włoskich i hiszpańskich współpasażerów, a ja wciśnięta w maciupeńki, niewygodny taboret podziwiałam po prawej stronie Lagunę e Nartes i wyspę Sazan, będąca pod jurysdykcją wojenną. Już po prawie godzinie byliśmy we Wlorze. Pierwsza nadmorska miejscowość, na którą niecierpliwie czekałam, gdyż ciągle myślałam o tych owocach morza. Łasuch ze mnie, przyznaję się.

We Wlorze w 1912 roku narodziła się niepodległość kraju, utworzono drugi z największych portów morskich po Durresie, a także bazę sił zbrojnych. Nie śpiesząc się nigdzie zwiedzanie zaczęliśmy piętrowego budynku wybudowanego w 1918 roku, w którym mieści się Muzeum Historyczne – tam można podziwiać przedstawienia Dionizosa, rzeźby Artemidy i Priama wykonane z marmuru. Na placu Niepodległości wznosi się 17-metrowy pomnik o tej samej nazwie, w pobliżu znajduje się również antyczna rzeźba odkryta w wyniku badań archeologicznych – Dziewczyna z Aulony oraz grobowiec Ismaila Qemalego, który jednocześnie był ojcem narodzin niepodległości kraju i premierem przez dwa lata. Niedaleko od tego placu na wzgórzu Gropa e Topalas mieści się mauzoleum Kusum Baba i sanktuarium muzułmańskich bektaszytów, a na szczyt prowadzą 234 kamienne schody.
Załącznik:
mauzoleum.JPG
Idąc główną aleją porośniętą okazałymi palmami mijaliśmy jeden z najstarszych meczetów w Albanii, czyli meczet Murada w stylu barokowym ukończony w 1557 roku.
Załącznik:
meczet Murada.JPG
Po obu stronach bulwaru Sadika Zodaja wnoszą się nowoczesne apartamenty, budynki różnych instytucji bankowych i finansowych, a także liczne punkty gastronomiczne.
Załącznik:
Sadik Zodaj.JPG
Załącznik:
Sadik Zodaj 1.JPG
Przechodzimy przez rondo, stąd po prawej stronie na ulicy Kosova mieści się gmach Uniwersytetu, a także Pałac Kultury, lecz my wybieramy duży plac ze skwerem i naszym oczom ukazuje się skromny obiekt Muzeum Niepodległości Narodowej założony w 1936 roku. Po lewej stronie placu nie sposób przegapić nowoczesnego hotelu „Vlora International”. Powoli zbliża się wieczór, a my nie mogliśmy się doczekać kolacji. Mijając port nadmorski i pas nabrzeża, niestety dla nas niedostępne trafiliśmy na taras hotelu „Bologna” i dzięki temu mogliśmy w ciszy rozkoszować się pięknem gwiazd na niebowym firmamencie oraz tysiącami światełkami z domków i budynków usytuowanych na zboczach. Również tam zjedliśmy pyszną kolację, składającą się z miski różnych owoców morza i pasty makaronowej.
Załącznik:
restauracja w hotelu Bologna.JPG
Bardzo tanio, biorąc pod uwagę, iż Vlora jest jednym z najdroższych miast nadmorskich w całej Albanii, obok Sarandy. Aleks zaczął coś przebąkiwać o dojeździe do Radhime, gdzie mieliśmy nocleg w hotelu 4-gwiazdkowym „Regina”, więc powoli z ociąganiem szliśmy wzdłuż promenady. Widok konia na ruchliwej ulicy ucieszył nas, nie obyło się również bez pamiątkowej fotki, a następnie po kilku minutach na stacji paliwowej kolega uznał, że nie ma ochoty iść pieszo 5 km.
Załącznik:
koń na ulicy.JPG
Nie traciłam nadziei, gdyż wiedziałam, że i tak w końcu się uda. Nie minęło nawet 10 min, a zatrzymany kierowca uprzejmie zgodził się podwieźć nas do samego hotelu, położonego o 100 m od plaży. Zauważcie, że całą trasę z drugiego końca kraju do wybrzeża pokonaliśmy za jedynie 9 zł (Hocish > Bilisht > Korce > Pogradec > Elbasan > Rrogozhine > Lushnje > Fier > Vlora > Radhime). Kierowca zaprosił nas na pogawędki i drinka na tarasie, lecz najpierw na recepcji uregulowałam rachunek za apartament z widokiem na morze za jedynie 13 euro. Relaksując się przy piwie regionalnym z Korczy rozmawialiśmy po albańsku i angielsku, a kierowca zdradził nam, że tu nie przepadają za Rosjanami. Śmiesznie było słyszeć jego próby wymawiania polskich zwrotó. Pożegnawszy się z nim udaliśmy się na górę, na krótki odpoczynek. Nie odczuwałam żadnego zmęczenia, ciągle miałam ochotę coś porobić, lecz w końcu poddałam się.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793


Ostatnio edytowany przez Cynamonek 13 Sty 2015 23:24, edytowano w sumie 2 razy
Góra
 Relacje PM off
4 ludzi lubi ten post.
 
 
#7 PostWysłany: 13 Sty 2015 22:46 

Rejestracja: 24 Cze 2013
Posty: 68
Relacja bardzo obszerna i drobiazgowa, szacun:) Poproszę o więcej:)
Byłam wprawdzie i widziałam, jednak, jak się okazuje, sporo jeszcze zostało, trzeba będzie więc wrócić na te tereny:)
Góra
 Relacje PM off
Cynamonek lubi ten post.
 
 
#8 PostWysłany: 14 Sty 2015 16:24 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
22.10.2014 (środa)

Poranek spędziłam na żwirowej plaży, podziwiając nieziemskie widoki na półwyspie Karaburun. Pogoda była wietrzna, ale całkiem znośna.
Załącznik:
Radhime1.JPG
Załącznik:
hotel Regina.JPG
Potem zjedliśmy pożywne śniadanie w cenie noclegu, a następnie opuściliśmy Radhime i udaliśmy się na spacer do oddalonego o 2 km Orikum, które w starożytności odgrywało rolę jako ważny port nadmorski.
Załącznik:
Radhime2.JPG
W późniejszym okresie utworzono tam główną bazę marynarki wojennej, a dla płetwonurków stanowi świetne miejsce ze względu na zalegające na dnie morza wraki statków. Czekała nas wyboista i długa droga do Sarandy, więc gdzieś w pobliżu portu jachtowego zatrzymałam citroena z parą małżeńską z Niemiec: David i Iris. Też wybierali się w tym samym kierunku co my, dzięki temu mieliśmy transport i sympatyczne towarzystwo. Trasa Vlora – Saranda o długości 118 km wiodąca przez przełęcz Llogara o wysokości 1027 m n.p.m. jest znacznie trudniejsza, pełna serpentynowych zakrętów na różnych wysokościach, dlatego pokonanie jej zajmuje prawie 4 h, podczas gdy druga prowadzi przez Tepelenę i Gjirokaster – 2 h.
Załącznik:
przełęcz Llogara.JPG
Polecam jednak tą wyjątkowo malowniczą drogę przez góry i zatoki, za to macie urzekające widoki. Osoby mające lęki przestrzenne powinny uniknąć tej trasy, gdyż zakręty do 180 stopni potrafią nieźle zawrócić w głowie.
Załącznik:
serpentyny.JPG
Mijając góry Lungare sięgające ponad 2000 m n.p.m. widzimy m.in. gaje oliwne, sady pomarańczowe i cytrynowe, drzewka z granatami. Po drodze są przeurocze, małe wioski takie jak Ilias i Vuno, położone nad stromymi zatoczkami.
Załącznik:
Morze Jońskie.jpg
Nieco dalej są kamieniste brzegi, ale również wąskie wąwozy i bunkry. W celu odpoczynku zatrzymaliśmy się w Himarze (Himarë), którą zamieszkuje mniejszość grecka. Mijając jedne z najstarszych drzewek oliwnych wspięliśmy się schodkami na górę, by mieć widok na szczyt i brzegi morza Jońskiego.
Załącznik:
ruiny Himary.JPG
Do tej pory zachowały się ruiny wraz z średniowieczną zabudową miasta Himarë. Ściany domków są bielone wapnem, framugi drzwi i okien pomalowane na turkusową barw - wyraźnie widać tu styl architektury typowy dla greckiej zabudowy.
Załącznik:
Himara 2.JPG
Gdzieś tu jest ukryty prastary kościołek z nieco zaniedbanymi freskami zdobiącymi ściany. Z żalem opuszczając przeuroczą miejscowość skierowaliśmy się w stronę Porto Palermo, a powyżej zatoki widać XVII-wieczną twierdzę Panormos, która była siedzibą Alego Paszy Tepeleny.
Załącznik:
twierdza Panormos.JPG

O godz. 15.00 zawitaliśmy do Sarandy, najbardziej nasłonecznionego miasteczka (290 dni/rok) i najchętniej odwiedzanego kurortu nadmorskiego w całej Albanii. Oczywiście mieliśmy pecha, bowiem od jakiegoś czasu padało i raczej nie zanosiło się na poprawę. Niestety tak było do końca dzisiejszego dnia. Niewielkie miasteczko ma doskonałe połączenie promowe ze wyspą Korfu (Kerkira), Dodam także, że cena na prom czy wodolot do najtańszych nie należy. Z kawiarni na promenadzie nieopodal głównego portu podziwialiśmy zacumowane jachty i bujną roślinność śródziemnomorską.
Załącznik:
Saranda.jpg


-- 14 Sty 2015 15:47 --

Spacerując po deptaku wstąpiliśmy do miejscowej budki z kebabami i zamówiliśmy coś w rodzaju bułki z farszem (170 All). W Sarandzie można zobaczyć mozaiki na stanowiskach archeologicznych (kiedyś była tam synagoga z V-VI w.), pomnik Hasana Tahsiniego oraz ruiny warowni Lekures, na której wybudowano restaurację.
Załącznik:
centrum Sarandy.jpg
Ogromnie żałuję, że ze względu na kiepski klimat i brak czasu musieliśmy zrezygnować ze odwiedzin w Butrinti. Zamiast tego obraliśmy sobie kierunek do Mesopotamu, by ujrzeć kościół Shen Kolli.
Załącznik:
Mesopotam.JPG
Zastaliśmy jednak teren zamknięty, a ja niechcący wypłoszyłam biedne owce i przy okazji pogawędziłam z pasterzem.
Załącznik:
owce.JPG
Następnym celem było Blue Eye (Niebieskie Oko). Skręciwszy w lewo, za zaporą wjechaliśmy do zalesionej części terenu i zostawiliśmy auto, po czym poszliśmy w dół i naszym oczom ukazały się drewniane zabudowania przekształcone na domki kempingowe. Kiedyś tam siedzibę miał Enver Hodża.
Załącznik:
Blue Eye.JPG
Idąc wzdłuż potoku ujrzeliśmy restaurację, a w pobliżu magiczne źródło mieniące się różnymi odcieniami morskiej zieleni i niebieskiego. Pod źródłem znajduje się jaskinia, prawie niewidoczna, a badacze nie do końca określili dokładną głębokość, ale waha się pomiędzy 40-50 m.
Załącznik:
wywierzysko Blue Eye.JPG
Nie dziwi mnie to, że wspomniane, piękne wywierzysko jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc przez turystów. Legendy głoszą między innymi, że smok z jednym okiem żyjący na podgórzu w zamian za czystą wodę co roku żąda ofiary w postaci dziewicy (źródło stanowi symbol jej łez); a innym razem nazwa została przekazana przez inżyniera pracującego przy budowie zapory ze względu na fakt, iż kolor przypominał oczy jego kobiety. Przez przełęcz Muzines jechaliśmy serpentynową drogą w dobrym stanie w dół doliny, skąd wiedzie ekspresowa trasa łącząca Jorgucat -Gjirokaster –Fier (132 km). Znowu było zimno i deszczowo, więc darowaliśmy sobie zwiedzanie Gjirokastry. Wielka szkoda! Wieczorem Iris i David wysadzili nas na stacji paliwowej we Fierze, a my gorąco im podziękowaliśmy za cenny czas i przemiłe towarzystwo, po czym na krótko weszliśmy do restauracji. Po wyjściu nie minęła nawet minuta, a udało mi się złapać samochód z parą pochodzącą ze Grecji. Mieliśmy szczęście, bowiem wybierała się również do Beratu, gdzie mieliśmy nocleg u Artana. Z Fieru do Beratu ciężko trafić, a droga niestety była w stanie fatalnym ze względu na otwarte studzienki kanalizacyjne i wyboistość. Odczuć się dało ciężkie zapachy napływające z terenu zakładów przemysłowych i rafineryjnych. Dzięki GPS w telefonie Aleksa udało się dojechać do miejsca docelowego. Na chwilę zatrzymaliśmy się w nowoczesnym hotelu Granda, bowiem mieliśmy problem ze skontaktowaniem się z Artanem. Trzeba było wcześnie zaopatrzyć się w starter z nr albańskim, to wtedy nie byłoby tego problemu. Nie mając innego wyjścia poprosiłam mieszkańca w kawiarni, by nas zawiózł do przyzwoitego hotelu, oczywiście nie odmówił. Okazało się, że trafiliśmy do pensjonatu Hava Baci usytuowanego na tarasach Mangalemu, gdzie rezerwację dawno anulowałam. Głupi to ma szczęście… Po uregulowaniu noclegu za 20 euro udaliśmy się na spoczynek.

-- 19 Sty 2015 17:21 --

23.10.2014 (czwartek)

Zastał nas słoneczny i piękny poranek.Taki widok mieliśmy z hoteliku.
Załącznik:
widok z hotelu.JPG
Mieliśmy cały dzień na zwiedzanie, więc zostawiliśmy plecaki w pensjonacie i ruszyliśmy głównym bulwarem w stronę kawiarni, gdzie wypiliśmy mocną kawę. 80-tysięczny Berat leży u podnóża pasma górskiego Tomorri, gdzie są widoczne dwa szczyty: Tomorri (Partyzantów -2414 m) i Shpirag (1213 m). Według plemienia iliryjskiego i Greków Tomorri była świętą górą. Legenda mówi o tych wspomnianych szczytach jako dwóch olbrzymów, którzy zaciekle walczyli o względy kobiety z Beratu. Koniec jest taki, że Tomor zabił drugiego kolosa, po czym ten zapadł pod ziemią. Obydwaj zmarli, przekształcono ich w góry, zaś rzeka Osum powstała ze łez dziewczyny. Piękna legenda, ciekawi mnie tylko jedno, czy ziarenko prawdy w tym istnieje. W Parku Narodowym Mali i Tomorri co roku w sierpniu odbywają się światowe uroczystości bektaszytów, z których większość to muzułmaninie. Po wyjściu z kawiarni dotarliśmy do centrum miasta zachowanego w stylu architektonicznym z XV -XVI wieku i ujrzeliśmy meczet ołowiany zbudowany w 1554 roku, a nieopodal dwie katedry: św. Demetriusa i Shën Bitrit.
Załącznik:
katedra św. Demetriusza.JPG
Zaburczało mi się w brzuchu, więc zajrzałam do byrektorni z prawdziwego zdarzenia i kupiłam dwa byrki wypełnione różnymi nadzieniami za 150 leków. Jest to bardzo popularna szybka, lecz sycąca przekąska i wszędzie można zamówić. Powoli kroczyliśmy brukowaną uliczką w stronę Muzeum Etnograficznego, zaglądaliśmy do każdego zakamarka pomiędzy uliczkami, a następnie wspięliśmy się na teren twierdzy, gdzie wstęp kosztuje 100 leków. Można to pominąć, ale to odkryłam dopiero później. Godnymi uwagi zabytkami są m.in.: Muzeum Onufrego mieszczący w kościele św. Marii (1797 r.), od strony rzeki ukryta pomiędzy skałami cerkiew św. Michała, Czerwony Meczet znajdujący się na Akropolu, XVI-wieczny kościół św. Teodora, cerkiew św. Trójcy powstała na przełomie XIII i XIV wieku,
Załącznik:
cerkiew św. Trójcy.jpg
Gdzieś w środku zostaliśmy nagabywani przez przewodnika w starczym wieku, chciał on wyłudzić od nas trochę euro, lecz uparłam się przy swoim i nawet zaskoczyłam go paroma zwrotami po albańsku. Był taki nieszkodliwy i ujmujący, więc nie mieliśmy nic przeciwko temu, by nas oprowadził po różnych miejscach, nawet do starej studni.
Załącznik:
zaułki na terenie twierdzy.jpg
Załącznik:
twierdza1.jpg
Załącznik:
rzeźba.jpg
Takie miejsce powinno znaleźć się na liście punktów zwiedzania każdego podróżnika, który ma zamiar zawitać się do tego kraju. Wracając z twierdzy znowu podziwialiśmy takie miejsca jak Meczet Kawalerów, królewski meczet z 1495 roku wraz z medresą. Aby nieco odpocząć i zjeść coś dobrego, więc w tym celu przemieszczaliśmy się krętymi schodkami na tarasie Mangalemu, lecz najpierw spytałam po albańsku miejscową panią o knajpę wartą uwagi, po czym nas zaprowadziła o stopień wyżej do prywatnego domku. Nigdzie nie było widać śladu który by świadczył o tym, iż to jest lokal z jedzeniem, ale właściciel szybko nas zaprosił do ukrytego podwórka
Załącznik:
podwórko.jpg
i tam dopiero zauważyliśmy menu bez cen, ukryte gdzieś w zakamarkach.
Załącznik:
menu.jpg
Specjalnie dla nas otworzono podwoje, bowiem miejsce z dwoma stolikami zostało przykryte brezentem. Sam właściciel nie mówił po angielsku, więc nic dziwnego, iż musieliśmy się posługiwać moją łamaną albańszczyzną czy porozumiewać się na migi. Po długim namyśle postanowiliśmy zamówić ryż polany sosem (pilaf), fergese trochę przypominające węgierskie leczo i mielone kotlety, inaczej zwane kofty. Właściciel tego lokalu spytał się mnie, czy chciałabym wypić z nim rakiję, a ja ze względu na cenę pokręciłam głową, lecz był uparty mówiąc że to za darmo. Po chwili przyniósł pieczywo, butelkę rakii i mleko dla mojego kolegi, a ja nie mając innego wyjścia musiałam wygłosić toast kieliszkiem i to nie jednym. W oczekiwaniu na obiad rozkoszowałam się błogą ciszą i pięknem otoczenia, a następnie weszłam na dach i pobawiłam się z dwoma psami.
Załącznik:
pies, granaty.jpg
Byłam niezwykle oczarowana widokiem drzewek oliwnych, winorośli, gałązką papryki chili i wielu innych warzyw, a w oddali gór. Na jedzenie nie musiałam długo czekać, ale zdziwiłam się jak stół po kolei jest zastawiony sałatkami greckimi i świeżymi granatami.
Załącznik:
My.jpg
Jak łatwo można sobie wyobrazić, byliśmy tacy głodni, że wszystko zjedliśmy co do okruszka. Było naprawdę bardzo smacznie. Przyszedł moment na uregulowanie rachunku, po chwili dostałam białą kartkę z wpisaną na niej ceną i myślę sobie, że nie ze mną takie numery. Już ja pokażę temu właścicielowi, na co mnie stać. Mój kompan był również zaskoczony, mimo to zachowałam stoicki spokój i czekaliśmy na córkę właściciela, która mówiła słabą angielszczyzną. Tłumaczyłam jej, że znam poziom cen i posiadam kartę, lecz on niespecjalnie był tym zachwycony. Przed tym schowałam sporą ilość nominałów w lekach i dałam jedynie 1100, a na dokładkę 2 euro. Absolutnie nie było mowy, abym zapłaciła ponad dwukrotność tego rachunku. Postawiłam na swoim, mówiąc że zaraz wrócimy po uprzednim wybieraniu pieniędzy z bankomatu gdzieś na bulwarze. Trochę tym uspokoiłam właściciela. Porozumiałam się wzrokiem z Aleksem i zwyczajnie wyszliśmy z tego miejsca, po czym wróciliśmy do pensjonatu po plecaki i jakby nic spokojnie spacerowaliśmy. Ale numer wywinęliśmy!

-- 19 Sty 2015 17:39 --

Trochę kropiło, ale to w żaden sposób nie przerwało naszej wędrówki po magicznej dzielnicy.
Załącznik:
w stronę Muzeum Etnograficznego.JPG
Załącznik:
schodki.jpg
Aleksowi zamarzyła się kawa, więc udaliśmy się do hotelu…. A następnie zobaczyliśmy m.in.: stadion piłkarski w fatalnym stanie, bazary z różnymi artykułami,
Załącznik:
przed stadionem.JPG
zakład bukmacherski i w pobliżu biały, nowoczesny gmach uniwersytetu
Załącznik:
uniwersytet.JPG
Skoro mowa o zakładzie sportowym, to nie mogłam przegapić takiej okazji i obstawiłam 8 meczów za jedynie 100 leków. Nazajutrz zobaczyłam wyniki i ku memu rozczarowaniu jeden mecz nie wszedł, inaczej bym wygrała aż 5 tys. leków. Przed znanym hotelem Tomorri na ulicy uśmiechnięty pan sprzedawał prażoną kukurydzę, a ja jeszcze tego nie jadłam i kupiłam dwie za 30 leków.
Załącznik:
kukurydza na ulicy.JPG
Po przejściu paru kroków stanęliśmy na moście Ura e Varur w dość interesującej konstrukcji, a jakiś mijany pan zaczepił nas i zapytał się o narodowość, po czym ku naszemu zdumieniu pochwalił Kraków.
Załącznik:
Ura e Varur w stronę Goricy.jpg
Po drugiej stronie rzeki wisi most Ura e Gorica zbudowany w 1780 roku, lecz swym surowym wyglądem nie przypadł mi do gustu. W końcu spotkaliśmy naszego ulubionego przewodnika z twierdzy, nie chciałam skorzystać z ponownej propozycji, lecz mimo to nam towarzyszył po dzielnicy Gorica, która zabudową trochę przypomina Mangalem, nic poza tym. Nie powiedziałabym, że nie jest interesująca.
Załącznik:
widok na Goricę.JPG
Ciekawymi zabytkami, których nie można pominąć są katedra św. Spyridona, kościół św. Thomasa i ruiny zamku. Podziękowaliśmy za czas temu przemiłemu staruszkowi, ujrzeliśmy białego konia przed mostem
Załącznik:
biały koń.JPG
, a potem znowu wróciliśmy do starej części muzułmańskiej. Mieliśmy dużo czasu w zapasie, a wieczorem czekał na nas nocleg u dziewczyny, w Corrovodzie. Włóczyliśmy się bez celu,
Załącznik:
widok na Mangalem.JPG
Załącznik:
popołudnie - Gorica.JPG
powoli minęła godz. 18.00, a to czas na łapanie stopa do miasteczka oddalonego o 1 h jazdy. Najpierw na chwilę wstąpiliśmy do kawiarni, by skontaktować się ze dziewczyną, lecz niestety bez skutku. Tak samo kelner próbował ze swojego telefonu zadzwonić. Darowaliśmy sobie, nie mając innego wyjścia Aleks postanowił napisać smsa do Artana, ale o dziwo ten najpierw oddzwonił gdyż jak się okazało, że wczoraj nie dostał sygnałów ani wiadomości. Mieliśmy w końcu nocleg, a to najważniejsze. Artan przysłał swojego przyjaciela, Miriego do hotelu Tomorri, gdzie krótko czekaliśmy. Z hotelu udaliśmy się z Mirim do ich wspólnego znajomego, który naprawiał auto naszego gospodarza. Zostaliśmy miło ugoszczeni, nawet mama mechanika podarowała siatkę owoców i uraczono mnie kilkoma kieliszkami rakii. Sytuacja z brakiem wiadomości została szybko wyjaśniona. Potem pojechaliśmy na kawę i plotki, po czym wreszcie poznałam żonę i córkę Artana. Głupio nam było urazić uczucia gospodarzy, gdyż koniecznie chcieli zrobić uroczystą kolację. Ojj, to była prawdziwa biesiada. Żołądek miałam wypełniony po tym pamiętnym obiedzie, ale dzielnie zjadłam obfity posiłek przygotowany przez jego żonę. Zmusiłam się także do wypicia napoju mlecznego przypominającego chyba kefir, a zwykle tego nie ma w moim codziennym menu. Czas przyjemnie nam mijał na rozmowach o Polsce i nie tylko. Po intensywnym i ciekawym dniu przyszła pora na długi sen.


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
 
 
#9 PostWysłany: 20 Sty 2015 00:30 

Rejestracja: 24 Cze 2013
Posty: 68
A może jakieś zdjęcia z tej muzułmańskiej części Beratu?
Góra
 Relacje PM off  
 
#10 PostWysłany: 20 Sty 2015 01:46 
Awatar użytkownika

Rejestracja: 04 Paź 2014
Posty: 61
Loty: 4
Kilometry: 16 000
Super relacja!
Czyli po Albanii można bez problemu podróżować autostopem...
Ludzie przyjacielscy czy też zdarzały się nieprzyjemne sytuacje?
Góra
 Relacje PM off
Cynamonek lubi ten post.
 
 
#11 PostWysłany: 20 Sty 2015 13:18 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
Meggi30 napisał(a):
A może jakieś zdjęcia z tej muzułmańskiej części Beratu?

To przeważnie dzielnica Mangalemu : ) Mogę jednak spełnić to życzenie.
Załącznik:
Meczet Kawalerów.jpg
Załącznik:
Porta e Pashait.jpg
Załącznik:
skupisko hoteli.JPG

shiro503 napisał(a):
Super relacja! Czyli po Albanii można bez problemu podróżować autostopem...Ludzie przyjacielscy czy też zdarzały się nieprzyjemne sytuacje?
Dziękuję. Na ogół bez problemu, chociaż ludzie czy napotkani turyści mówili, że w ten sposób naprawdę ciężko podróżować. Może miałam niezłe powodzenie, że mi tak dobrze szło. W trakcie całego pobytu nigdy nie odczuwaliśmy żadnych niechęci ani nie spotkały nas przykrości. Albańczycy są naprawdę bardzo gościnni i niezwykle pomocni. Sama byłam tym faktem miło zaskoczona.

24.10.2014 (piątek)

Po 10-ej wyszliśmy z Artanem na miasto, a dokładnie na kawę z jego przyjacielem. Siedząc w ogródku przed lokalem obserwowałam ludzi idących ulicą czy pijących kawę. Czas tu bardzo leniwie płynie. Berat zasłużył na wyróżnienie ze strony UNESCO, bowiem wyjątkowa architektura i położenie sprawiają, że chętnie tu się wraca. Nie chciało się nam opuszczać cudownego miasteczka, ale i tak w końcu trzeba to uczynić.
Załącznik:
Bulevardi Republika.jpg
Obiecaliśmy Artanowi, że kiedyś tu zawitamy, po czym pożegnaliśmy się z nim i przeszliśmy ładny kilometr, by mieć dobre miejsce na łapanie transportu. Uniosłam kciuk do góry, od razu poskutkowało i z miłym panem wyruszyliśmy przez Ura Vajgurore do Lushnje. Szybka kawa i znowu drugi stop, tym razem z właścicielem pikapu ze słomą i pojechaliśmy do okolic Rrogozhine Z powodu kiepskiej, deszczowej pogody musieliśmy zrezygnować z planów zwiedzania Ardenicy i Apolonii. Zaliczyliśmy eszcze 2 stopy, z czego ostatni z Kavaje do Durresa. Zatrzymałam elegancką terenówkę marki audi, a w niej kierowca i nastolatek na przednim siedzeniu, w pewnym momencie wyciągnął kartonik z nazwą miasta, a ja myślę sobie, że to pewnie prywatna taksówka. Milczałam przez całą drogę, wreszcie zatrzymaliśmy się pod centrum miasta i chłopak wysiadł, a ja nie tracąc ani chwili kazałam Aleksowi to samo zrobić i po chwili spokojnie przeszliśmy na chodnik po drugiej stronie. Jesteśmy w Durresie, jednym z najstarszych miast i największym porcie w całej Albanii. Leniwie spacerowaliśmy po centrum miasta, dotarliśmy na wybrzeże i znaleźliśmy fajny lokal w pobliżu muru weneckiego.
Załącznik:
wieża średniowieczna.jpg
Restauracja Tivari oferuje bogate menu po albańsku i angielsku, a jedzenie było pyszne i wcale niedrogie jak na kurort nadmorski. Śmiało polecam! Dalej był nowoczesny most z obiektem, w którym mieści się kompleks spa.
Załącznik:
most.JPG
Załącznik:
w tle kompleks spa.JPG
Na wzgórzu widać byłą rezydencję króla Zoga I, lecz nie jest dostępna dla turystów.
Załącznik:
willa króla Zoga.JPG
Idąc Bulevardi Epidamn pełną barów, pubów i lokali z jedzeniem dotarliśmy na teren Amfiteatru, który odkryto dopiero 1966 roku, a całości nie odkopano ze względu na stojące budynki mieszkalne. Weszliśmy tam od innej strony, dzięki temu uniknęliśmy opłaty za 200 leków.
Załącznik:
Amfiteatr.jpg
Załącznik:
Amfiteatr 1.jpg


-- 20 Sty 2015 12:28 --

Załącznik:
Morze Adriatyckie.JPG
Załącznik:
Bulevardi Epidamn.jpg
Załącznik:
parasolki.jpg
Po drodze zwiedzaliśmy m.in. Muzeum Archeologiczne, meczet Faith, nowoczesny gmach Albanian College, teatr Aleksandra Moisiu. Nie mogliśmy także przegapić forum - starożytnego rynku miejskiego. Po popołudniu przechodziliśmy obok Palati Sporti, kilkaset metrów dalej trafiłam do cukierni którą właśnie zamykano, a miałam ochotę na coś słodkiego i jakby specjalnie dla mnie właścicielka otworzyła drzwi. Zeszłam na dół, dostałam kilka wypieków na wypróbowanie i zamówiłam inne za niewielką kwotę. Warto zajrzeć do tej cukierni na rruga Mozaikeve, bowiem jak domyślam się, nie ma lepszej w mieście. Podjechaliśmy kawałek autobusem, stanęliśmy na chodniku pełnym otwartych studzienek, a po kilku minutach nie mieliśmy kłopotu ze złapaniem transportu. Chłopaki podwieźli pod autostradą, zaraz przed stacją paliwową mieliśmy szczęście, gdyż staruszek nie miał nic przeciwko temu, byśmy z nim się zabrali do Tirany. Było bezproblemowo i szybko. Stolica Albanii zaskoczyła nas nowoczesnością i zadbanym placem Skanderberga. Przez pół godziny włóczyliśmy się bez celu, wreszcie stanęliśmy na przystanku, gdzie autobus miał nas zawieźć na prawie koniec ulicy Elbasanit. Tam mieszka Mickey, Teksańczyk z pochodzenia, poznaliśmy go na CS i nie mogliśmy się doczekać tego spotkania, bo coś przeczuwałam, że to będzie najlepszy nocleg i nie myliłam się. Zanim z nim się przywitaliśmy, okazało się, że jego małżonka wraz z córką godzinę przed naszym przyjazdem wróciły z długiej podróży z Afryki. W takiej sytuacji musieliśmy cicho się zachowywać i kłaść się spać. Wiadomo, zmęczenie swoją drogą. Apartament, jaki zastaliśmy był bardzo przestronny, utrzymany w tonacji jasnej i miał 5 pokojów, a nam przypadł dziecięcy. Na szczęście bardzo wygodne łóżko małżeńskie miałam, a kolega mniejszy.
Załącznik:
pokój dziecięcy.jpg
Za ścianami rozgrywało się wesele w stylu albańskim, a był przecież piątek. Pomimo tego udało się nam spokojnie zasnąć.

-- 29 Sty 2015 19:13 --

25.10.2014 (sobota)

Po śniadaniu i zapoznaniu się z rodziną gospodarza: Ines i malutką Abigail udaliśmy się na miasto. Była słoneczna pogoda, idealna na spacer. Połaziliśmy po centrum stolicy, mijaliśmy klatki z kanarkami, a jest to częsty widok na ulicach, a następnie przystanęliśmy na placu Pazari i Ri.
Załącznik:
Pazari i Ri.JPG
A swoją drogą, w Polsce nawet nie ma nigdzie tak ładnie poukładanych warzyw czy owoców. Miałam zaledwie 100 leków i parę euro, ale tych ostatnich nie chcieli przyjąć. Trudno się mówi… Po drodze były m.in.: XVIII-wieczny, turecki Most Garbarzy,
Załącznik:
most turecki.JPG
wieżowce, powstały na przełomie XVIII i XIX wieku meczet Hadżi Ethem Beja wraz z 35-metrową wieżą zegarową.
Załącznik:
meczet Ethem Beja.JPG
Załącznik:
środek meczetu.JPG
Wokół okazałego i zadbanego placu Skanderberga stoją takie budynki jak hotel Tirana, Pałac Kultury, Opera, Narodowe Muzeum Historyczne,
Załącznik:
Muzeum Historyczne.JPG
Bank Narodowy czy pomnik głównego bohatera Albanii – Gjergja Kastrioti Skanderberga. Z placu przechodziliśmy w szeroką aleję Dëshmorët e Kombit pełną rządowych budynków wybudowanych przez Włochów, a naprzeciwko hotelu Dajti znajduje się park Młodzieży. Niedaleko jest szklany budynek zwany Piramidą, które kiedyś było muzeum Envera Hodży i na który przeznaczono 700 mld dolarów.
Załącznik:
Piramida.JPG
Obecnie tam trwają targi międzynarodowe. Obiad zjedliśmy w przytulnej, włoskiej restauracji mieszczącej naprzeciwko zaniedbanego, narodowego stadionu piłkarskiego. W pobliżu po prawej stronie Uniwersytetu
Załącznik:
Uniwersytet.JPG
znajduje się Akademia Sztuk Pięknych, natomiast po lewej Muzeum Archeologiczne. Po obu stronach bulwaru położone są dość skromny Pałac Prezydencki
Załącznik:
Pałac Prezydencki.JPG
i Pałac Kongresowy. Po zwiedzaniu miasta wróciliśmy na osiedle apartamentowców po plecaki. Zauważyliśmy basen w środku. Aż chciałoby się popływać, lecz czas i pogoda na to nie pozwoliły.
Załącznik:
basen.JPG
Pożegnaliśmy się z wyjątkowo miłymi gospodarzami i ruszyliśmy do końca ulicy Elbasanit. Po drodze natknęliśmy się na panów grających w tryktraka.
Załącznik:
tryktrak.JPG
Z Tirany udało mi się złapać stopa do Elbasanu, gdzie spędziliśmy dwie godziny. Spokojnie pospacerowaliśmy się po mieście, połaziliśmy po starych, wąskich uliczkach, a następnie znowu podziwialiśmy meczet. Dalej na wylotówce przy stacji paliwowej czekaliśmy 5 min , w końcu po 20-ej dojechaliśmy do Lizbrazdhu, kierowca nam dotrzymał towarzystwa do knajpy, gdzie poprosiłam kelnerkę by zadzwoniła do Klevisa poznanego na CS, który miał nas przenocować. Jak zwykle był problem z połączeniami z naszych telefonów, więc musieliśmy skorzystać z uprzejmości miejscowych. Okazało się, że wszyscy w miasteczku znają naszego gospodarza, bowiem on jest kimś w rodzaju lokalnego społecznika. Paru chłopców i oczywiście kierowca nas zaprowadzili do kafejki internetowej, gdzie spotkaliśmy zaskoczonego Klevisa, bowiem on myślał, że przyjedziemy następnego dnia. Tak czy siak, zaprowadził nas do motelu przy drodze, a spodziewałam się czegoś lepszego. Pokój był zaniedbany i dość mało przytulny, a łazienka nie miała świateł ani prysznica. Na dodatek woda była wręcz lodowata. Zrobiliśmy też krótką przerwę na jedzenie w miejscowej knajpie na rynku. Właściciel tego przybytku specjalnie dla mnie kupił proszek do prania, bo miałam nadzieję to uczynić u Klevisa, lecz nic z tego. Po wypraniu kilku rzeczy w wiaderku, powieszeniu na prowizorycznym kijku od mopa od razu poszliśmy spać. Pomimo trzech grubych koców było przeraźliwie zimno.

-- 29 Sty 2015 19:40 --

26.10.2014 (niedziela)

Była zmiana czasu z letniego na zimowy, więc pospaliśmy sobie dłużej. Nadal było bardzo zimno. Po ogarnięciu się udaliśmy się na miasto. Śmieszny widok musiałam przedstawiać, gdyż miałam mokre podkoszulki i skarpetki dyndające z paseczek plecaka. Miasteczko samo w sobie nie jest szczególnie ciekawe, ale za to jest odpowiednie na krótki odpoczynek. Ciągle trwa modernizacja okolic, głównie za zasługą Klevisa.
Załącznik:
rynek w Librazdh.JPG
Miałam zaledwie 50 leków, myślałam, że nie starczy na burka, a mimo to udało się za 30 kupić. Z Librazdhu do granic wioski Lin zaliczyliśmy po drodze dwa autostopy, znowu podziwiając znajome widoki. W niezwykle malowniczej, położonej wiosce nad jeziorem Ochrydzkim można natknąć się na kilka wąskich uliczek, nową cerkiew i meczet.
Załącznik:
Lin - łódka.JPG
Nie należy także zapomnieć o ruinach willi rzymskiej z IV w. n.e. (villa rustica) położonej na szczycie wzgórza.
Załącznik:
osioł.JPG
Załącznik:
owce.JPG
Z Lin złapaliśmy transport do przejścia granicznego – Qafë Thanë, a stąd z dwoma staruszkami dotarliśmy do Strugi, też położonej nad jeziorem.
Załącznik:
pomost w Strudze.JPG
Trochę pozwiedzaliśmy miasteczko, które nie było szczególnie urocze jak oddalona o 15 km Ochryda.
Załącznik:
deptak w Strudze.JPG
Załącznik:
Czarny Drin.JPG
Zawitaliśmy też do marketu po przekąski na drogę. Nadal odczuwaliśmy nieustające zimno, pewnie to był skutek nocy spędzonej w górskiej miejscowości. Były jeszcze dwa okazje, z czego druga z doktorem do Kicheva. Około godz. 15 złapaliśmy transport z Turkiem do Gostivaru, gdzie na krótko byliśmy. Nie było nigdzie kawiarni, która by zaakceptowała kartę.
Załącznik:
meczet w Gostivarze.JPG
Pikapem z trzema panami dojechaliśmy do Tetova, a następnie z Turkami do Skopje. Nastawiliśmy się jedynie na spokojny relaks i tak było. Niestety szybko ściemniało się, więc niewiele mogliśmy coś zobaczyć. Naprzeciwko Porta Macedonia
Załącznik:
Porta Macedonia.JPG
jest szereg knajp z jedzeniem, a my wybraliśmy włoską i nie żałowaliśmy, bowiem jedzenie było smaczne, a czekolada wprost rozpływała się w ustach. Następnie wstąpiliśmy do przyjemnego pubu i zasiedzieliśmy się do 23.
Załącznik:
Wardar wieczorem.jpg
Przeszliśmy główną ulicą na prawie koniec miasta, nawet krótki odcinek na węźle choć nie można i w ten sposób doszliśmy na teren hotelu Continental. Czekaliśmy aż 45 min na okazję. Zatrzymałam czarną terenówkę, a w niej 4 chłopaków w dresach i na luzie. Usiadłam na kolanach środkowego, a Aleks obok mnie siedział. Było bardzo wesoło, poczułam zapach trawki, a co ciekawe, gdyby nie palili, to pewnie długo przyszłoby nam czekać. Po 20 minutach chłopaki podwieźli nas na lotnisko. Odprawę mieliśmy dopiero o 5 nad ranem, więc spędziłam pierwszą noc w poczekalni. Nie obeszło się też bez umycia włosów w łazience przeznaczonej dla matki z dzieckiem. Internet nie jest tu darmowy, to jedyny minus. Następnego dnia o 8.00 byliśmy już w Bergamo.

Podsumowanie

W Albanii i jak zarówno Macedonii mieliśmy sporo wrażeń estetyczno- przygodowo-kulturowych. Przejechaliśmy ponad 14000 tys. km, najczęściej autostopem. Naliczyliśmy się ponad 30 okazji. W Albanii na okazję najdłużej czekaliśmy 10 min, a najmniej minutę, natomiast w Macedonii jest o wiele ciężej. Drogi były często w stanie fatalnym, przeważnie to były utwardzane bez nawierzchni i gruntowe. Ostatnimi czasy ten stan ulega znacznej poprawie, bowiem ciągle trwa modernizacja. Ze względu na ten fakt pociągi też nie kursują. Jak na ten czas zwiedziliśmy sporo miejsc i poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi.

Początkowo planowaliśmy zobaczenie jak najwięcej miejsc, a udało się nam wykonać plan w 80%. Do tego zahaczyliśmy się o kilka nowych miejsc, których nie było na liście. Pomimo niestabilnej sytuacji gospodarczej w kraju Albańczycy miło nas zaskoczyli gościnnością i życzliwością, nie to co w Polsce. Stawiano nam kawę, obiady, a nawet bilety na transport. Jeżeli chodzi o bezpieczeństwo w tych krajach, to nie spotkały nas żadne przykrości ani nie odczuwaliśmy niechęci ze strony miejscowych. Skoro mowa o transporcie miejskim, to należy kupić bilety u kierowcy i jak zarówno od osoby, która krąży po autobusie.

Miejscami, których nie wolno pominąć są zdecydowanie Vlora, Riwiera Albańska, Berat, Tirana, jezioro Ochrydzkie, Skopje. Zwierzęta to bardzo częsty widok w Albanii, wszędzie napotka się na leżące i śpiące psy, nawet przed hotelami. To samo tyczy się bezpańskich kotów. Na zboczach górskich czy przy drodze spotkaliśmy stado kóz i owiec. O koniach nie wspominając. Skoro mowa o podziale obowiązków w domach, to jest tak, że kobiety na ogół słuchają się swoich mężów. W kawiarniach na terenie Albanii nigdzie nie zauważyłam ani jednej kobiety, zazwyczaj to ja byłam wyjątkiem. W wielu miejscach budziliśmy zaciekawienie, w końcu to mało popularne kraje, lecz mam nadzieję, że w najbliższym czasie to zmieni się.

Gdy we wspomnianych krajach rozwinie się ruch turystyczny, to nie będzie już to samo, więc radzę Wam zabukować bilety jeszcze w tym roku. To była intensywna wyprawa pełna przygód i niespodziewanych okoliczności. Różnorodność krajobrazów nas zachwycała na każdym kroku. Nieczęsto widuje się doliny, góry powyżej 1000 m, dwa morza, jeziora o dużej powierzchni, wybrzeża, itd. Jak najbardziej gorąco polecamy Albanię jako przyszły kierunek zamiast popularnej Chorwacji. Jedynie, czego żałuję, to nie mieliśmy więcej czasu.

:)


Nie posiadasz wymaganych uprawnień, by zobaczyć pliki załączone do tej wiadomości.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793
Góra
 Relacje PM off
3 ludzi lubi ten post.
wersus79 uważa post za pomocny.
 
 
#12 PostWysłany: 15 Lut 2015 18:14 

Rejestracja: 08 Lut 2012
Posty: 132
Och kurcze! Uwielbiam takie relacje. Niskobudżetowe wyprawy, cała logistyka... rewelacja.
Dziękuję za kolejną inspirację :)
A powiedz mi jeszcze proszę, jeśli się da.. Gdybyś musiała się zmieścic w krótszym terminie - dajmy na to 3-4-5 dni, co byś wybrała z tych miejsc, które odwiedziliście?
Mogłabyś jakoś lepiej opisac drogę z Vergamo do Skopje? Nie za bardzo zrozumiałam czym jak i jak długo podróżowaliście...
_________________
Zapraszam na emigracyjnego bloga...
https://12lapprzezswiat.blogspot.com
Góra
 Relacje PM off
Cynamonek lubi ten post.
 
 
#13 PostWysłany: 16 Lut 2015 11:13 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
alecrim napisał(a):
Och kurcze! Uwielbiam takie relacje. Niskobudżetowe wyprawy, cała logistyka... rewelacja.
Dziękuję za kolejną inspirację :)
A powiedz mi jeszcze proszę, jeśli się da.. Gdybyś musiała się zmieścic w krótszym terminie - dajmy na to 3-4-5 dni, co byś wybrała z tych miejsc, które odwiedziliście?
Mogłabyś jakoś lepiej opisac drogę z Vergamo do Skopje? Nie za bardzo zrozumiałam czym jak i jak długo podróżowaliście...


Niezmiernie mi miło, że Ci się spodobała moja relacja i że jakoś zmotywowałam do planowania tripu. Naprawdę polecam ten kierunek.

Jeżeli chodzi o zakres dni, jaki podałaś, to niestety niewiele można coś zobaczyć. Pierwsza opcja to taka jest, że z PL należałoby lecieć przez Bergamo do stolicy Macedonii, czyli Skopje. Stąd po zwiedzaniu ruszyłabym do Ohrydy, zostałabym na noc, a nieco dalej do Pogradca, Elbasanu, Tirany czy Durresa bądź Vlory, po czym wróciłabym tą samą trasą, tyle że przez Strugę. Ale to pod warunkiem, jeśli wybierzesz Skopje jako miejsce dwóch lotów. Ta opcja jest z pewnością bardzo tania, chyba że wybierzesz autostopa na miejscu, bo z publiczną komunikacją różnie bywa. Nic nie kursuje po 18ej, prócz taksówek i rzadkich nocnych autokarów. W Macedonii jest trochę inaczej. Drugą opcją jest bezpośredni lot z W-wy do greckiej wyspy Korfu, stąd promem bym przepłynęła do Sarandy i zaplanowałabym objazd po Butrincie, Riwierze Albańskiej, Gjirokastrze, Vlorze, po czym drogę powrotną bym zrobiła naokoło na port lotniczy w Salonikach czy kto jak woli, na Kerkirę (Korfu). Raczej nie starczy czasu na dojazd na lotnisko w Skopje, gdyż musiałabyś liczyć czas. Mam nadzieję, że choć troszkę pomogłam w zaplanowaniu tej trasy, ale jak napisałam, wspomniane miejsca trzeba koniecznie zobaczyć. Nawet, jak zrezygnujesz np. z Riwiery Albańskiej na rzecz jeziora Ochrydzkiego, to i tak będzie bardzo udany urlop. Przynajmniej pod względem wrażeń estetyczno-kulturowo-relaksowych. Jeżeli miałabym tyle dni, to z pewnością bym wybrała lot do Skopje i zwiedziłabym jezioro, Tiranę, nadmorskie wybrzeża, po czym lot powrotny miałabym z Kerkiry.

Przecież wyraźnie opisałam, co, czym i jak. Nawet podałam długość tripu :)

Jeżeli macie pytania, to proszę bardzo.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793
Góra
 Relacje PM off  
 
#14 PostWysłany: 10 Mar 2015 22:23 

Rejestracja: 04 Lut 2014
Posty: 170
Możesz mi powiedzieć ile kosztowała Cię taka wyprawa ? może być ogólny koszt bez lotów.
Góra
 Relacje PM off  
 
#15 PostWysłany: 17 Cze 2015 19:25 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
startaczerr napisał(a):
Możesz mi powiedzieć ile kosztowała Cię taka wyprawa ? może być ogólny koszt bez lotów.


Na całość 9dniowego tripu wydałam jedynie 240 zł. Miałam 10000 leków albańskich, trochę dolarów na karcie walutowej, które wykorzystałam w obu krajach. Przewalutowanie dwóch walut było bardzo korzystne dla mnie. Jeżeli chodzi o płatne 2 noclegi, to zapłaciłam 54 zł, natomiast za prywatną taksówkę i komunikację miejską jedynie 18 zł. Reszta funduszy była przeznaczona na jedzenie i życie.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793


Ostatnio edytowany przez Cynamonek, 17 Cze 2015 20:06, edytowano w sumie 1 raz
Góra
 Relacje PM off
jacek96 lubi ten post.
 
 
#16 PostWysłany: 17 Cze 2015 19:42 

Rejestracja: 27 Mar 2014
Posty: 2840
srebrny
Relacja jak znalazl.
Jak jest z transportem autobusowo-kolejowym w tych krajach?
Tani i ogolnodostepny?
Góra
 Relacje PM off  
 
#17 PostWysłany: 17 Cze 2015 20:05 

Rejestracja: 04 Gru 2014
Posty: 44
jacek96 napisał(a):
Relacja jak znalazl.
Jak jest z transportem autobusowo-kolejowym w tych krajach?
Tani i ogolnodostepny?



Kolej w Albanii jest obecnie modernizowana, więc nie ma szansy na jazdę pociągiem, która zajmuje sporo czasu niż taksówka. Inaczej sprawa wygląda w Macedonii, lecz są to głównie międzynarodowe połączenia. W wiekszych miastach takich jak Tirana i Durres bilet jednorazowy kosztuje 30 leków (0,88 g), a autobusy jeżdżą w miarę często. Taksówka prywatna na trasę Pogradec - Korce bądź Fier - Vlora kosztuje z reguły 200 leków, natomiast furgon który zabiera miejscowych z każdej miejscowości na dystans Pogradec - Elbasan to wydatek z rzędu 300 leków. Jeżeli chodzi o komunikację po 18.00 na terenie Albanii, to raczej nie ma na to szans. Z lotniska do miasta Skopje jedynym wyjściem jest branie autokaru (2,5 euro) albo rozważanie autostopa. Trzeba mieć dużo szczęścia, by złapać darmowy transport, jednakże mnie i mojemu koledze udało się wykonać plan na 100% i zaoszczędziliśmy sporo, bowiem na bilety w trakcie całego pobytu wydaliśmy jedynie po 18 zł. Ze Skopje do Kondova udało się dojechać autobusem miejskim nr 50 na gapę, stąd udaliśmy się na wylotówkę. Generalnie podsumowując, koszty na publiczny transport nie zrujnuje kieszeni przeciętnego Polaka. Jeżeli masz jakieś pytania, to służę poradami.
_________________
albania-macedonia-19-27-10-14-autostopowa-przygoda,1504,62793
Góra
 Relacje PM off  
 
 [ 17 posty(ów) ] 

Wszystkie czasy w strefie UTC + 1 godzina (czas letni)


Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: CommonCrawl [Bot] oraz 4 gości


Nie możesz zakładać nowych tematów na tym forum
Nie możesz odpowiadać w tematach na tym forum
Nie możesz edytować swoich postów na tym forum
Nie możesz usuwać swoich postów na tym forum
Nie możesz dodawać załączników na tym forum

  
phpBB® Forum Software © phpBB Group