Tanie linie będą mieć kłopoty na Lotnisku Chopina? Port szykuje sporą zmianę
Na razie nie wiadomo, kiedy zakaz miałby wejść w życie, ale prowadzone są już pierwsze przygotowania. Niektóre linie lotnicze chętnie korzystają z możliwości tankowania swoich maszyn z pasażerami na pokładzie, bo skraca to czas spędzony na lotnisku nawet do 25 minut. A czas, to oczywiście pieniądz. Zwłaszcza w przypadku niskokosztowych przewoźników.
Według nieoficjalnych informacji powodem zmian mają być sugestie inspektorów z Państwowej Straży Pożarnej. Nowe zasady odbiją się przede wszystkim na operacjach Wizz Aira, bo to właśnie on najczęściej korzysta z możliwości tankowania z pasażerami na pokładzie, ale robi to też Ryanair – z tym, że ma o wiele mniej operacji niż węgierski przewoźnik. Tradycyjne linie decydują się na takie tankowanie tylko od czasu do czasu.
I właśnie taki model znacznie bardziej podoba się władzom Lotniska Chopina. Według nowych zasad dopuszczenie do tankowania, gdy ludzie są już w samolocie, mogłoby się odbywać jedynie okazjonalnie.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) dopuszcza tę formę tankowania pod warunkiem spełnienia szeregu wymogów związanych z bezpieczeństwem m.in. sam proces musi być zabezpieczony przez asystę straży pożarnej. IATA zaznacza jednak, że porty lotnicze mogą samodzielnie decydować o potencjalnym zakazie i ustalać swoje zasady.
Decyzja w konsekwencji może oznaczać, że Wizz Air dołączy do przewoźników, którzy nie najlepiej oceniają administracyjne decyzje lotniska. Na tej liście od dawna jest już Ryanair, który niemalże toczy z portem regularną wojnę. W styczniu tego roku złożył nawet oficjalną skargę w Departamencie Konkurencji Komisji Europejskiej na naruszenie konkurencji przez Państwowe Porty Lotnicze. Teraz będzie miał kolejny powód do zmartwień i trudno sobie wyobrazić, że machnie ręką na takie zmiany.
Nie da się nie zauważyć, że w ostatnim czasie Lotnisko Chopina jest bardzo przychylne przede wszystkim LOT-owi. Zresztą m.in. na to skarżył się też Ryanair. Jednak w tym przypadku decyzja może rykoszetem uderzyć w polskiego przewoźnika, bo i on ma operacje, w których proces turn-around, czyli powtórnego przygotowania samolotu do lotu, musi zamknąć się zaledwie w 40-45 minutach. Chociażby trasa Warszawa – Londyn Heahtrow, która od niedawna jest dumą PLL LOT z racji obsługiwania jej przez nowy nabytek przewoźnika – Boeinga 737 MAX 8. Nowe samoloty w dużej mierze pomogły poprawić punktualność, którą teraz może nadwyrężyć decyzja portu.
Trzeba też pamiętać, że już niedługo na Lotnisku Chopina zacznie obowiązywać zakaz nocnych lotów, który ma ograniczyć hałas w okolicy. Samoloty nie będą mogły startować i lądować między 23:30 a 5:30. Kogo dotknie to najmocniej? Oczywiście tanie linie i czartery, które najchętniej korzystają z możliwości nocnych lotów. Wspomniany już Wizz Air ma 14 tras realizowanych w tych godzinach. Za to LOT ani jednej.
Trudno więc ulec wrażeniu, że lotnisko robi co tylko może, by w białych rękawiczkach nakłonić tanich przewoźników do szukania alternatywnych portów lotniczych. Jednocześnie PPL, który zarządza Lotniskiem Chopina, blokuje rozwój Modlina, a w zamian proponuje Radom. W styczniu podpisano bowiem list intencyjny, w którym PPL sugeruje, że to właśnie Radom powinien stać się portem lotniczym dla tanich linii i czarterów. Liczby jednak mówią coś zupełnie innego.
Na koniec pozostaje oczywiście pytanie, czy zakaz nie wpłynie również na przepustowość portu, z którą już teraz są spore problemy.