Na to zdanie szefa Wizz Aira czekaliśmy od dawna. Kolejne dodatkowe opłaty? Nie mamy już za bardzo z czego ściągać ich od pasażerów
Trzymamy za słowo, choć znając kreatywność linii lotniczych… Jednocześnie pytany przez dziennikarzy węgierskiego “Forbesa” Jozsef Varadi stwierdził, że opłat za korzystanie z toalet też nie wprowadzi.
Wizz Air uchodzi w Europie za przewoźnika, który do perfekcji opanował sztukę zdzierania kasy z pasażerów poprzez dodatkowe opłaty. Priorytety, blokowanie ceny – nie ma takiego elementu podróży, którego Węgrzy nie byliby w stanie zamienić na dodatkowy przychód dla siebie.
Potwierdzają to dane firmy IdeaWorks, według której Wizz Air od statystycznego pasażera kasuje 31,15 USD, czyli ponad 115 PLN. W tej kwocie najwięcej stanowią opłaty za bagaż oraz możliwość wyboru miejsca na pokładzie samolotu. Wszystko wskazuje też na to, że w związku z wprowadzeniem od 1 listopada nowej polityki bagażowej, wpływy te wzrosną jeszcze mocniej.
Czy gdzieś jest granica dodatkowych opłat, którymi linia lotnicza może obciążać pasażerów? Jeszcze kilka tygodni temu w rozmowie z Fly4free.pl Johan Eidhagen, dyrektor marketingu Wizz Aira mówił, że celem linii jest dalsze „rozbieranie” ceny biletu na czynniki pierwsze, tak aby bazowa cena za sam przelot była jak najniższa, a docelowo – by były one nawet być może darmowe.
Jednak teraz w rozmowie z węgierską edycją magazynu “Forbes” prezes Wizz Aira Jozsef Varadi stwierdził, że granica pozbawiania dodatkowych przywilejów i wprowadzania dodatkowych opłat od pasażerów jest już bliska przekroczenia.
– Nie latamy na dalekich dystansach, a ludzie w naszych samolotach nie potrzebują luksusów, pasażerowie chcą się tanio dostać z punktu A do punktu B, by móc cieszyć się życiem – stwierdził Varadi.
Dziennikarze “Forbesa” pytali go też o krytykowane zmiany w polityce bagażowej i o to, czy następną opłatą nie będzie np. uiszczanie drobnych kwot za możliwość skorzystania z toalety. Varadi zaprzeczył i powiedział, że Wizz Air nie ma w planach dalszego “rozbierania” ceny biletu na czynniki pierwsze, czyli ustalania dodatkowych opłat.
– Wciąż istnieje duży potencjał na rozwijanie przychodów pozalotniczych. Obecnie ten współczynnik w naszej linii wynosi 40 do 60 procent, wkrótce przychody pozalotnicze wzrosną do 50 procent. Ale osiągnęliśmy limit, jeśli chodzi o wprowadzanie dodatkowych opłat powiązanych z ceną biletu i „rozbieraniem” ceny na czynniki pierwsze. I nie widzę tu dalszych dramatycznych możliwości rozwoju – mówi Varadi.
To ciekawa deklaracja, która pokazuje, że jeśli chodzi o “rozbieranie” ceny biletu, linie lotnicze powoli dochodzą do ściany. Bo gdyby się zastanowić – linie zabrały już nam możliwość bezpłatnego siedzenia obok innych, zabierania dużego bagażu podręcznego, nie mamy już nawet swobody, jeśli chodzi o kolejność wejścia na pokład. Co jeszcze moglibyśmy stracić?
Choć z drugiej strony, kreatywność przewoźników nie zna granic, a Wizz Air wielokrotnie udowadniał, że nie ma takiej usługi, za którą Wizz Air nie byłby w stanie pobierać opłat.