Wizz Air zapowiada “strategię Fly4free” i darmowe loty. “Rozbierzemy cenę biletu na części, loty będą dużo tańsze”. Czy ten plan ma sens?
Przedstawiciel Wizz Aira w rozmowie z Fly4free.pl tłumaczy zmiany w polityce bagażowej i kreśli odważne plany. Tylko czy nie byłoby lepiej, gdyby zamiast motywować je zadowoleniem pasażerów, przewoźnik po prostu uczył się od lepszych?
Wizz Air zaskoczył wszystkich zmianami w polityce bagażowej. Największa polega na tym, że przewoźnik rezygnuje z dużego darmowego bagażu podręcznego.
Po co te zmiany, czy można inaczej i jakie są dalsze plany przewoźnika? Pytamy o to dyrektora marketingu Wizz Air Johana Eidhagena.
Mariusz Piotrowski: Pierwsze pytanie, które samo ciśnie się na usta: Skąd ta zmiana w polityce bagażowej i czy inspiracją był Ryanair?
Johan Eidhagen: Główną motywacją wprowadzonych zmian jest to, że chcemy poprawić poziom zadowolenia pasażerów z korzystania z Wizz Air. Bardzo dokładnie obserwujemy to, czego chcą nasi klienci i widzimy, że chcą oni po prostu jak najbardziej jasnych i transparentnych zasad. Dlatego nowa polityka bagażowa jest łatwa do zrozumienia i w pełni klarowna. Dzięki wprowadzonym zmianom poprawimy też naszą działalność operacyjną i punktualność. To zaś oznacza, że będziemy w stanie przewozić naszych pasażerów zgodnie z rozkładem i zmniejszymy ryzyko opóźnień. Najważniejszym powodem jest jednak to, że nasi pasażerowie są elastyczni – chcą mieć wybór, z jakim bagażem będą podróżować, nie chcą być uwiązani do konkretnych rozwiązań. Naszym celem jest stopniowe rozbieranie ceny biletu na czynniki pierwsze, dzięki czemu będziemy w stanie oferować pasażerom coraz tańsze bilety. Tak, aby docelowo możliwe było “Fly4free”, tak jak nazwa waszego portalu.
Czyli darmowe bilety? To niewielka pociecha, bo pasażerowie utoną w gąszczu dodatkowych opłat.
Docelowo dążymy do tego, aby wraz ze zwiększoną liczbą dodatkowych usług wykupywanych przez pasażera cena biletu spadała coraz mocniej. W niektórych przypadkach faktycznie może się tak zdarzyć, że cena biletu spadnie do zera.
A co z inspiracją Ryanairem? Data wejścia w życie, nawet waga “małego bagażu podręcznego” – wygląda na to, że nowa strategia to kopiowanie pomysłu od rywala.
Uważam, że nasza polityka jest bardziej transparentna. Ryanair to także duża linia lotnicza i są między nami pewne podobieństwa. Natomiast w Europie jest bardzo wielu przewoźników i trudno się wyróżniać, jeśli chodzi o politykę bagażową, zwłaszcza wśród linii niskokosztowych.
Jednym z głównych argumentów stojących za zmianą jest to, że ma się poprawić punktualność. Te same przesłanki stały za zmianami w sierpniu, gdy ogłosiliście, że duży bagaż podręczny trzeba obowiązkowo nadawać. Czy te zmiany nie spowodowały poprawy w punktualności i czy nie sądzi pan, że tak częste zmiany polityki spowodują, że pasażerowie będą jeszcze bardziej zdezorientowani?
Poprzednia zmiana polityki bagażowej z pewnością pomogła do pewnego stopnia w poprawieniu punktualności, ale wielu pasażerów miało problemy z tym, aby w pełni zrozumieć jej zasady. Takie rozwiązanie było więc trochę półśrodkiem. Ta zmiana dzięki swojej prostocie pozwoli nam jeszcze mocniej poprawić te wskaźniki.
A nie ma pan wrażenia, że to same tanie linie i ich pogoń za zyskiem są winne temu, że teraz są tak poważne problemy z opóźnieniami lotów? Wracam myślami do sytuacji sprzed kilku lat, gdzie zasady były jeszcze bardziej transparentne – każdy mógł brać na pokład bagaż podręczny bez żadnych ograniczeń, nie było odbierania go przy bramce na lotnisku ani dodatkowych przywilejów związanych z priorytetami. Praktycznie każdy pasażer wchodził na pokład z walizką na kółkach, a samoloty w tym czasie przecież się nie skurczyły. Nie ma mniej miejsca w schowkach. Może więc rozwiązaniem byłby po prostu powrót do przeszłości.
W ciągu ostatnich kilku lat sporo się zmieniło – przede wszystkim zwiększył się nasz load factor, czyli poziom wypełnienia samolotów. Przewozimy po prostu więcej pasażerów, a to oznacza, że miejsca na bagaż jest po prostu mniej. Ważnym czynnikiem jest też efektywność kosztowa – jesteśmy pod tym względem jedną z najlepszych linii na świecie i chcąc utrzymać niskie ceny biletów musimy szukać dodatkowych źródeł przychodu.
Z drugiej strony widzimy też, że zmienia się sposób, w jaki ludzie podróżują – znacznie częściej są to krótkie wypady, na przykład na weekend, na które zwyczajnie nie potrzebują oni tak dużo bagażu. Jeśli jedziesz na weekend do Barcelony, wielu ludziom wystarczy mały bagaż podręczny. A jeśli ktoś potrzebuje więcej bagażu, mamy dla niego ofertę małego bagażu nadawanego z limitem wagowym 10 kilogramów.
Ale trudno tu mówić o wyrządzaniu pasażerom przysługi – po prostu odbieracie pasażerom coś, co do tej pory mieli dostępne w cenie biletu. Wiem, że nie ma dobrego sposobu na zakomunikowanie tego typu, ale może po prostu warto być szczerym i postawić sprawę prosto: ropa jest znacznie droższe niż jeszcze 2 czy 3 lata temu i przeloty po prostu muszą więcej kosztować?
Nie sądzę, aby ceny ropy miały cokolwiek wspólnego ze zmianami polityki bagażowej. Chodzi tu bardziej o efektywność operacyjną – rozbieranie ceny biletu na czynniki pierwsze ma na celu utrzymanie jak najniższego poziomu cen i sprawienie, by na podróż samolotem było stać jak najwięcej pasażerów.
Jaki wpływ nowa polityka bagażowa będzie miała na finanse Wizz Aira? Ryanair przekonuje nas na przykład, że choć zlikwidował darmowy bagaż podręczny, to na zmianach… straci. Czy tak samo będzie w przypadku Wizz Aira?
Nie mogę podać szczegółowych szacunków, ale poziom naszych przychodów będzie zbliżony. Wpływ na przychody wygląda tak, że jeśli rozbijasz cenę biletu na części, to cena za przelot spada, ale rosną przychody z dodatkowych usług.
Ostatnia kwestia: wspomniał pan o rozbieraniu biletów na czynniki pierwsze, więc od razu nasuwa się pytanie, którą ze składowych ceny biletu „rozbierzecie” w następnej kolejności, by kazać za nią płacić pasażerom?
Zobaczymy. Natomiast naszym priorytetem jest ciągłe oferowanie pasażerom nowych dodatkowych usług, które zwiększą ich satysfakcję z korzystania z linii Wizz Air.
***
I tyle tłumaczeń Wizz Aira. Co Wy na to? Szczerze – fakt, że Wizz Air podąży śladami Ryanaira, jeśli chodzi o bagaż podręczny, nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem. Ale nieodmiennie zaskakuje mnie sposób, w jaki linia lotnicza komunikuje tę zmianę. “Ukierunkowanie na klienta” i tłumaczenie, że przecież i tak latamy na mniej dni, więc nasze bagaże są lżejsze, ergo: i tak nie potrzebujemy tej dużej walizki. O ile lepiej wyglądałoby granie w otwarte karty. Nie jest to zresztą tylko domena Wizz Air: o dziwnych komunikatach prasowych Ryanaira, który zachowuje się tak, jakby odbierając nam bagaż podręczny, robił pasażerom najlepszy prezent, pisała Aneta Zając.
Zdecydowanie najgorsze w tej zmianie jest jednak to, że ta poprzednia polityka bagażowa z sierpnia… potencjalnie była bardzo pozytywna dla pasażerów. Obowiązek nadania dużego bagażu podręcznego bez dodatkowych opłat sprawiał, że w podróż spokojnie można było zabrać ze sobą pełnowymiarowe kosmetyki, nie było też problemów, gdy z wyprawy chcieliśmy przywieźć jakieś wino, alkohol czy inny przedmiot, którego przewożenie w bagażu podręcznym jest niedozwolone.
A może zamiast kasować bezpłatny bagaż, lepiej byłoby faktycznie dać pasażerom wybór? Tak jak easyJet, który wprowadził usługę, w ramach której za 5 EUR możemy nadać nasz duży bagaż podręczny przed przejściem kontroli bezpieczeństwa. Jeśli nie chce nam się go nosić lub jeśli faktycznie mamy tam przedmioty, których nie można mieć w podręcznym, a bardzo nam na nich zależy.
To byłaby faktyczna alternatywa dla pasażera. A obserwując, jak pozytywnie klienci easyJet zareagowali na tę zmianę nie mam wątpliwości, że linia nie byłaby na takiej zmianie stratna.