REKLAMA

Punkt G, karaoke, syrenka z kacem – tak kusi się turystów. A skuteczny sposób jest tylko jeden

turyści
Foto: 4 PM production / Shutterstock

Agencje reklamowe, miejskie urzędy i ministerstwa turystyki prześcigają się w pomysłach na to, jak zwrócić uwagę turystów na swój kraj, region, miasto a czasem pojedynczą atrakcję turystyczną. Tymczasem sposób na turystyczny bum jest tylko jeden. I nie ma nic wspólnego z nawet najbardziej kreatywną reklamą.

Kampanie skierowane do turystów to stały punkt pracy urzędów czy firm związanych z branżą turystyczną. Najczęściej w efekcie dociera do nas krótkie wideo, w którym oglądamy najpiękniejsze zakątki danego miejsca podsumowane jakimś miłym i wpadającym w ucho hasłem reklamowym. I tak Czechy to „land of stories” (kraina opowieści), Chorwacja jest „full of life” (pełna życia), a Norwegia „powered by nature” (napędzana przez naturę).

Mimo pewnych podobieństw, zwykle kampanie znacząco się od siebie różnią. Jedni stawiają na kreatywność, drudzy wywracają zasady do góry nogami, a jeszcze inni wybierają kontrowersyjną drogę, która na pewno jest medialna, ale zdecydowanie nie zawsze opłacalna.

Kreatywność w cenie

Jedne z najciekawszych kampanii promocyjnych regularnie pokazuje światu Islandia. Gdy w 2017 roku wpuścili do internetu „najtrudniejszą piosenkę karaoke świata” było pewne, że krótki, ale bardzo melodyjny hit nie tylko wpadnie w ucho, ale i obegnie media – w zaskakującym tempie. Przy okazji tworzenia tekstu Islandczycy wykorzystali okazję, by nauczyć potencjalnych turystów kilku islandzkich słów, a wideo zbudowali tak, byśmy całkiem przypadkiem mogli zachwycić się przepiękną krainą lodu i ognia.

Słuchacie na własną odpowiedzialność, bo pozbyć się tej melodii z głowy nie jest łatwo:

Kilka tygodni temu do tematu promowania miasta kreatywnie podszedł także Wiedeń. Zamiast kolejny raz udowadniać, że jest świetnym miejscem na wyjazd pełny zwiedzania, dobrej kuchni i sztuki, postanowił wykorzystać… negatywne opinie użytkowników serwisów społecznościowych. Niepochlebne oceny zestawiono ze zdjęciami ocenianych miejsc, dzięki czemu możemy zobaczyć napis „nudny” na tle łódki pływającej po Dunaju, „trawnik jest niechlujny” umieszczone na zdjęciu Pałacu Schönbrunn, czy „obrazy są obrzydliwe” wyświetlone na murach Wiedeńskiego Muzeum Leopolda.

Foto: Vienna Tourist Board

Twórcy twierdzą, że chcieli podkreślić, że opinie w internecie mogą być mylące, a jedyny słuszny sposób na wyrobienie sobie własnego zdania to po prostu odwiedzenie danego miejsca. I podkreślają to pytaniem „Kto decyduje o tym, co ci się spodoba?”.

A co powiedzielibyście na telefon do kraju? I nie, nie mówimy o numerze kierunkowym, a klasycznym ciągu cyfr, który połączy nas z prawdziwym człowiekiem po drugiej stronie słuchawki. To może być drwal, nauczycielka, prawnik albo sprzedawczyni z małego sklepu, w różnym wieku, dowolnej płci czy wyznania – łączyło ich jednak to, że wszyscy byli Szwedami, a cała zabawa polegała na tym, by po prostu poznać ich kraj. Choć za akcją stała agencja reklamowa, to numer łączył nas z przypadkową osobą, która wcześniej zgłosiła się do projektu. Bezpośrednio od niej można było już dowiedzieć się czegoś ciekawego o samym kraju i jego mieszkańcach.

Granica jest cienka

Kreatywne czy niepowtarzalne podejście do reklamy i ściągania turystów sprawia, że kampanie robią się medialne, a o ich przebiegu chętnie piszą media z całego świata. Podobnie jednak dzieje się, gdy ktoś przesadzi albo przynajmniej zbliży się do momentu, po którym żart zamienia się w żenadę. Przynajmniej w oczach obserwatorów.

Tak było np. ze spotami reklamowymi z okazji 750-lecia lokacji Krakowa. Jej główne hasło „Kraków świętuje. Trudno wrócić do siebie” skomponowane było z obrazem zmęczonej Syrenki, Neptuna i Kopernika, którzy mieli świętować w grodzie Kraka. Choć twórcy projektu bronili się, że chodzi wyłącznie o obchody jubileuszu, to internauci i mieszkańcy od razu skojarzyli kreację z całonocną balangą. A gdy poza billboardami pojawiło się też wideo – zamiast rozwiać wątpliwości, tylko je zaogniło.

Ludzie podkreślali, że skacowane symbole innych miast to nie jest coś, z czym powinien kojarzyć się Kraków. Miało wyjść humorystycznie, ale nie wszystkim się spodobało.

Nie lepiej było w przypadku Wilna, które w ramach promocji określiło samego siebie „punktem G” naszego kontynentu. Hasło umieszczono na tle zdjęcia leżącej kobiety z rozczochranymi włosami, ściskającej jednocześnie dłonią mapę Europy. Ta zaś łudząco przypominała prześcieradło. Przesłanie było więc celowo dwuznaczne i faktycznie narobiło sporo szumu w branży turystycznej.

Foto: Vilniusgspot

To pokazuje jak cienka potrafi być granica pomiędzy ciekawym, innowacyjnym czy nawet dwuznacznym pomysłem, a tym kontrowersyjnym, który zamiast dobrego wrażenia zostawia po sobie jedynie rozgłos.

Skuteczny sposób? Podany na tacy od dawna

Tymczasem kraje, które w ostatnich latach przeżywają bum turystyczny z Polski, to wcale nie te, które wykazały się super wielką kreatywnością czy zaskoczyły odważnym pomysłem. Zresztą, pomyślcie sami – czy zdarzyło się, żeby jakakolwiek reklama zwróciła waszą uwagę na tyle, byście niemal od razu zdecydowali się kupić bilet? Prawdopodobnie nie.

Oczywiście często celem nie jest rzeczywiste zwiększenie liczby turystów, wbicie się w świadomość potencjalnego odbiorcy. Ma on przede wszystkim zapamiętać i nie przekręcić nazwy, gdy będzie robił rezerwację.

Jeśli jednak jakiś kraj naprawdę chce skusić turystów, to sposób jak zwykle jest banalnie prosty. Chodzi oczywiście o pieniądze. To rzecz, która niemal zawsze jest w stanie przekonać ludzi do odwiedzania danego miejsca. A mówiąc konkretniej, jeśli są tanie loty, to można się spodziewać, że szybko pojawią się też ludzie.

Podobną opinię niejednokrotnie wyrażali politycy zaniepokojeni nadmiarem turystów w niektórych częściach naszego świata, podkreślając, że to tanie linie w największym stopniu odpowiadają za to szkodliwe zjawisko. I choć często przedstawiciele niskokosztowych przewoźników – z Michaelem O’Learym na czele – odpierali te zarzuty twierdząc, że oni nie kreują potrzeb pasażerów, a jedynie na nie odpowiadają, to nie da się ukryć, że bez ich pomocy trudno „rozkręcić” dany kierunek do takiego stopnia.

Wystarczy popatrzeć na dwa super popularne kraje, które w ostatnim czasie szturmem podbijają turystyczną część polskich serc.

Przypomnijmy sobie ten moment, gdy Ryanair uruchomił loty z Polski do Jordanii. Tanie bilety posypały się w ilościach hurtowych, a wśród regularnie podróżujących znajomych trudno znaleźć kogoś, kto w ostatnim czasie nie odwiedził tego pięknego kraju lub chociaż nie planuje tego wkrótce zrobić. I to nawet mimo tego, że wciąż musimy płacić za wizę i biorąc pod uwagę weekendowy wyjazd, nie jest to wcale tania opcja.

Ale taki nagły zryw nie wziął się znikąd.

– Jeśli chodzi o Ryanaira, to linia ma u nas pewne przywileje. Po prostu zwolniliśmy ich ze wszystkich podatków – wyznał kilka miesięcy temu w rozmowie z Fly4free.pl Ahmad Kraishan, starszy menadżer ds. marketingu w Jordan Tourism Board. – W kwestii lotów czarterowych, dokładamy przewoźnikom 60 USD do każdego pasażera – dodaje.

Decyzja okazała się być strzałem w dziesiątkę podobnie jak w przypadku Izraela, który już kilka lat temu postawił na solidne dopłaty dla linii lotniczych. Dzięki temu przewoźnicy chętnie otwierali bezpośrednie połączenia z wielu polskich miast – Krakowa, Katowic, Warszawy, Lublina, Wrocławia, Poznania, Gdańska czy Rzeszowa.

W efekcie Polacy stanowią dziś jedną z najliczniejszych grup odwiedzających ten kraj, a przedstawiciele ministerstwa turystyki przyznają z rozbrajającą szczerością, że każdy wydany na nas szekiel zwraca się dziesięciokrotnie. Tylko w ubiegłym roku Izrael odwiedziło 151 tys. Polaków pośród 4,2 mln wszystkich zagranicznych turystów. W porównaniu do roku 2017 to skok o 120 proc. A gdyby wziąć pod uwagę narody odwiedzające południe kraju – wyprzedzają nas jedynie Rosjanie, którzy podobnie jak my chętnie korzystają z wypoczynku nad Morzem Martwym.

Sukces takiej strategii jest tak duży, że teraz podobnym tropem chciałaby iść Grecja, która zamierza dopłacać liniom lotniczym za przywożenie pasażerów poza sezonem, ale także Sri Lanka. Przez sześć miesięcy linie lotnicze będą mogły korzystać z drastycznego obniżenia opłat lotniczych. W ten sposób kraj chciałby ponownie zdobyć zaufanie turystów i biur podróży po zamachach terrorystycznych, do których doszło w Wielkanoc. Szacuje się, że na tych wydarzeniach Sri Lanka straciła równowartość ok. 260 mln PLN. Nic więc dziwnego, że teraz zamiast skupiać się na kampaniach reklamowych, woli przede wszystkim postawić na pewny wynik.

A jeśli tylko za obniżeniem opłat pójdzie rzeczywiste obniżenie cen biletów ze strony przewoźników, to można być pewnym, że chętnych na skorzystanie z promocji nie zabraknie.

Bo może i chętnie zadzwonimy do przypadkowego Szweda, zapamiętamy tekst najtrudniejszej piosenki karaoke, zrozumiemy, że po imprezie w Krakowie nie chce się wracać do domu, a Wilno zapewni nam niesamowite… doznania, ale gdy przyjdzie do decyzji i tak w 99 proc. zdecyduje nic innego niż portfel.

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?


Cagliari port
Najlepsza oferta

Leć tanio na Sardynię za 154 PLN

Tomasz Świerczyński | 2019-08-21 14:35
REKLAMA
Nowa oferta: . Czytaj teraz »
Akceptuję Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę w ramach Fly4free.pl wykorzystują również nasi partnerzy, których listę znajdziesz tutaj.

Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej lub zakończyć korzystanie z Fly4free.pl. Pozostawienie komunikatu, dalsze przeglądanie Fly4free.pl lub kliknięcie w przycisk „Akceptuję” oznacza wyrażenie zgody na wykorzystywanie plików cookies.
porównaj loty, hotele, lot+hotel