Fly4free.pl

Zapomnij o kolejkach i nerwowych kontrolach na lotnisku. 5 trendów, które radykalnie poprawią podróż

tata z synem na lotnisku
Foto: Aleksei Potov / Shutterstock.com
Przyjeżdżasz na lotnisko i czekasz w kolejce do odprawy. Przechodzisz do kontroli - znów zator. Później jeszcze kolejki podczas boardingu i przy wejściu do samolotu. Ale istnieje szansa, że ta upierdliwa część podróży zmieni się na lepsze!

Przy okazji niemal każdego medialnego „wyścigu”, czyli porównania środków transportu na danej trasie, przeciwnicy transportu lotniczego podnoszą argumenty w stylu: „przecież na lotnisku trzeba być wcześniej, bo to, bo tamto”. Podczas podróży poza godzinami szczytu da się ten czas skrócić do minimum, ale nie można do samolotu wejść prosto z ulicy, tak jak np. do pociągu.

Z radością spoglądamy zatem w najbliższą przyszłość, oczekując skrócenia czasu wymaganego na przejście lotniskowych procedur. Pomóc w tym może 5 trendów i technologicznych nowinek, które już wkrótce mają szansę przyspieszyć, a może nawet wyeliminować uciążliwe stanie w kolejkach.

stanowiska Alaska Airlines

fot. WestportWiki / Wikimedia Commons

Samodzielne nadawanie bagażu

Nadanie bagażu na lotnisku potrafi trwać wieki. Niewiele otwartych stanowisk, kilka lotów odprawianych jednocześnie w godzinach szczytu, brak okienka „bag drop” (służącego wyłącznie do oddania bagażu) czy nadgorliwość obsługi (która mimo posiadania mobilnej karty pokładowej i tak wydrukuje nową) to nie są warunki sprzyjające szybkiemu nadaniu walizki.

Linie lotnicze nieustannie rozwijają usługi przyspieszające procedury lotniskowe. Jedną z nowości, dostępną już w ofercie niektórych przewoźników, jest możliwość samodzielnego wydrukowania naklejki bagażowej. Usługę taką, choć niedostępną na każdym lotnisku, oferują obecnie m.in. AirAsia czy Alaska Airlines. Nie jest to jeszcze w pełni zautomatyzowany proces, bo wciąż potrzeba człowieka, który zważy bagaż i sprawdzi dokument tożsamości, ale to pierwszy zwiastun możliwości samodzielnego nadawania bagażu.

Pójdźmy jednak o krok dalej: po co potrzebny jest człowiek, który walizkę zważy i sprawdzi nasz dokument, skoro można to zrobić automatycznie? Jeśli limit wagowy zostanie przekroczony zostaniemy poproszeni o uiszczenie opłaty kartą płatniczą w samoobsługowym terminalu (zupełnie jak w parkomatach!), a skaner odcisków palców lub twarzy rozpozna nas na podstawie przyłożonego dokumentu tożsamości. Przyszłość? Trzymamy kciuki!

skaner kontroli bezpieczeństwa

fot. Milkovasa / Shutterstock.com

Kontrola bezpieczeństwa bez kolejek…

Wielometrowe kolejki podczas kontroli bezpieczeństwa to częsta przyczyna irytacji pasażerów, a czasami również spóźnień na samolot. Sytuacja jest na tyle poważna, że porty lotnicze od kilku lat stosują system jednej kolejki, który z psychologicznego punktu widzenia ma za zadanie nieco uspokoić oczekujących pasażerów (jedna kolejka do pięciu punktów kontroli przynajmniej wizualnie porusza się szybciej niż pięć osobnych).

Główna przyczyna zatorów znajduje się jednak nieco dalej, gdzieś podczas opróżniania kieszeni oraz wykładania urządzeń elektronicznych i płynów do pojemników przy skanerach. Ileż tam zamieszania! Ktoś zapomni wyrzucić wody z plecaka, kolejny pasażer nie wyciągnie laptopa z walizki, a jeszcze inny nie pomyśli o zdjęciu paska i butów. Korek murowany, wszak to wszystko dla naszego bezpieczeństwa.

Wkrótce jednak zdejmowanie odzienia wierzchniego oraz wyjmowanie urządzeń elektronicznych i płynów może odejść do lamusa. Większość obecnie działających skanerów, przez które przejeżdżają nasze bagaże oraz przechodzimy my sami, działa z wykorzystaniem promieniowania rentgenowskiego, zupełnie jak w szpitalach i przychodniach (tylko ze zdecydowanie mniejszą siłą). Przynajmniej cztery z największych firm z branży pracują już nad wykorzystaniem przy kontroli bezpieczeństwa tomografii komputerowej. Bez zbędnego wchodzenia w szczegóły: ma być szybciej, bez rozbierania siebie i swojego bagażu, ale przede wszystkim – bezpieczniej.

kolejki do kontroli bezpieczeństwa

fot. Marius Dobilas / Shutterstock.com

…i umówiona na konkretną godzinę

Lotnisko Amsterdam Schiphol lubi zaskakiwać innowacyjnymi rozwiązaniami w zakresie skracania czasu potrzebnego na przejście wszystkich lotniskowych procedur. To trzeci największy port w Europie, które zmaga się ze sporymi problemami z przepustowością.

O ile nowe skanery przyspieszą sam proces kontroli bezpieczeństwa, o tyle mogą nie wyeliminować całkowicie konieczności odstania w kolejce. Tu na pomoc może przyjść aplikacja lub strona internetowa lotniska, gdzie można umówić się do kontroli bezpieczeństwa na konkretną godzinę.

W grudniu takie rozwiązanie zostało wprowadzone testowo na holenderskim lotnisku. Dziennie nawet 400 osób mogło umówić się do kontroli bezpieczeństwa na konkretną godzinę, a usługa była całkowicie darmowa. Nie wiemy jeszcze, czy testy zakończyły się sukcesem i rozwiązanie zostanie wprowadzone na stałe, ale wierzymy w to, że tak będzie: co może być piękniejszego od bezstresowego przyjechania na lotnisko o określonej porze i… nie czekania do kontroli bezpieczeństwa?

biometryczny boarding

fot. Stuart Bailey / British Airways

Automatyczny biometryczny boarding

Proces wejścia na pokład jest nieraz prawdziwą zmorą dla komfortu pasażerów: mało miejsca przy bramce, częste długaśne kolejki (które charakteryzują nie tylko Polaków!), aż w końcu stres związany z samym kontaktem z agentem obsługi naziemnej obsługującym dany rejs. Czy tak musi być? Niekoniecznie.

Tutaj z pomocą przychodzi automatyczny biometryczny boarding, który wymaga tylko zainstalowania specjalnej bramki. Podchodzimy do niej, a kamera umiejscowiona na wysokości oczu skanuje naszą twarz, porównując ją z biometrycznymi danymi z paszportów, wiz czy innych biometrycznych dokumentów tożsamości. Nie trzeba przykładać karty pokładowej ani dowodu!

Automatyczny boarding zmniejsza liczbę pracowników potrzebnych do obsługi procesu wejścia do samolotu, ale daje również zdecydowanie większy komfort dla pasażerów – szansa, że przed bramkami będą robić się zatory jest o wiele niższa niż w przypadku klasycznej kolejki.

Biometryczny boarding działa już między innymi na lotnisku Londyn Heathrow i w Los Angeles. Ale to nie jedyne porty, które eksperymentują z możliwością zautomatyzowania procesu przyjmowania pasażerów na pokład. Rozwój tego rozwiązania nie jest jednak spowodowany tylko i wyłącznie chęcią ułatwienia życia nam, pasażerom. Konieczność zbierania danych biometrycznych osób opuszczających kraj wprowadzają właśnie Stany Zjednoczone. W trosce o nasze bezpieczeństwo, oczywiście. Istnieje możliwość, że w ślad za Wujkiem Samem pójdą również inne państwa. A jeśli ma to przy okazji uprościć procedury na lotnisku, to… dlaczego nie?

kontrola graniczna na lotnisku w Wielkiej Brytanii

fot. 1000 Words / Shutterstock.com

Biometryczna kontrola graniczna

Jeśli często latacie na duże lotniska m.in. na terenie Wielkiej Brytanii mogliście już się z tym spotkać. eGates, czyli elektroniczne bramki graniczne służące do weryfikowania dokumentów szturmem zdobywają serca (i hale) kolejnych portów lotniczych. Zasada działania jest prosta: podchodzicie do takiej bramki, przykładacie paszport biometryczny do skanera i czekacie, aż kamera zeskanuje waszą twarz i porówna ją z danymi biometrycznymi z paszportu. Proste, prawda?

Oczywiście znów poza wygodą i uproszczeniem chodzi o zmniejszenie kosztów. Zainstalowanie pięciu elektronicznych bramek, nad którymi nadzór sprawuje jeden człowiek w dłuższej perspektywie przyniesie sporo oszczędności – to przecież cztery etaty funkcjonariuszy mniej. Przyjemne z pożytecznym? Tak!

Usprawnienia a zyski lotnisk

Przy wdrażaniu większości nowoczesnych rozwiązań współpracują oczywiście porty lotnicze, choć nie jest to stuprocentowo w ich interesie. Stoi to bowiem w sprzeczności z zarabianiem przez lotniska na usługach pozalotniczych, czyli na przykład na sprzedaży w sklepach. Nie da się ukryć, że w dobie tak wielkiej popularności linii niskokosztowych, lotniska coraz mocniej muszą ograniczać główne źródło zarobku, czyli opłaty za starty i lądowania oraz obsługę pasażerów. W sukurs przychodzą właśnie sklepy, ale przecież im mniej czasu spędzimy na lotnisku, tym mniejsza szansa na spore zakupy.

Czy nowoczesność pogodzi się z bezgraniczną potrzebą osiągnięcia zysku? Istnieje taka szansa, bo w końcu praktycznie każde rozwiązanie oznacza dla pasażerów wygodę, a dla lotnisk… spore oszczędności.

Komentarze

na konto Fly4free.pl, aby dodać komentarz.
Avatar użytkownika
Ja mam prostsze metody: w kolejkach nie stoję, a na lotnisko przybywam, gdy lemingi już się wystoją. Sprawdza się od lat.
obibok, 4 lutego 2018, 19:48 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Usługa całkowicie samodzielnego nadawania bagażu już istnieje (wydrukowanie naklejki, zważenie bagażu i odstawienie go na taśmę). Całkowicie zautomatyzowany proces, nie potrzeba niczyjej pomocy. Chociażby pierwszy australijski terminal przeznaczony w pełni dla "low costów" - T4 w MEL - a pewnie jeszcze kilka innych lotnisk można byłoby wymienić.
monroe, 5 lutego 2018, 0:01 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Może coś źle pamiętam, ale w pełni zautomatyzowany proces nadawania bagażu widziałem już na lotnisku w Oslo (SAS) i Stansted (Ryanair)...
slotherin, 5 lutego 2018, 2:40 | odpowiedz
Avatar użytkownika
„Istnieje możliwość, że w ślad za Wujkiem Samem pójdą również inne państwa. A jeśli ma to przy okazji uprościć procedury na lotnisku, to… dlaczego nie?” W imię wolności i prywatności? Jak to zawsze bywa, ceną wygody jest utrata prywatności.
maciej.gol, 5 lutego 2018, 8:12 | odpowiedz
Avatar użytkownika
Automatyczne nadawanie bagażu to wcale nie jest takie świetne rozwiązanie dla pasażera. Pracownik przymknie oko na drobne przekroczenie limitu, maszyna nie.
Qba85, 5 lutego 2018, 10:27 | odpowiedz

porównaj loty, hotele, lot+hotel
Nowa oferta: . Czytaj teraz »