Jedno z największych lotnisk w Europie wyrzuci low-costy. Kolejny ból głowy dla Ryanaira i spółki
Schiphol to trzecie największe lotnisko i jednocześnie zdecydowanie najszybciej rosnący duży port lotniczy w Europie. W zeszłym roku obsłużyło 68,4 mln pasażerów, czyli aż o 7,7 proc. więcej niż w 2016 roku. A w porównaniu do danych z 2015 roku, liczba podróżnych zwiększyła się aż o 10,2 mln.
Z tak dużym wzrostem łączą się jednak problemy. I nie chodzi nawet o zapchanie terminala, tylko o ograniczoną przepustowość pasów startowych. W zeszłym roku lotnisko w Amsterdamie zanotowało aż 496 747 operacji lotniczych, czyli prawie osiągnęło swój maksymalny limit wynoszący dokładnie pół miliona. To akurat kluczowa informacja, bo liczba operacji musi być na bieżąco konsultowana z okolicznymi mieszkańcami. A tu wiele do powiedzenia ma właśnie Alders – członek rady nadzorczej lotniska i przewodniczący Komitetu Środowiskowego przy porcie Schiphol.
W rozmowie z holenderskim „Telegraaf”, Alders stwierdził, że na lotnisku w Amsterdamie należy ograniczyć liczbę operacji tanich linii lotniczych. A mówiąc ściślej – bardziej rozsądnie zarządzać zgodami na lądowania i wyloty z portu Schiphol.
– Moim zdaniem czas tanich przewoźników na tym lotnisku minął, a priorytetowo powinny być traktowane loty międzykontynentalne, dzięki którym Holandia jest atrakcyjna dla międzynarodowych firm. To zaś ma pozytywny wpływ na sytuację gospodarczą – mówi Alders.
Dodał też, że wspomniani wcześniej mieszkańcy wykazują więcej zrozumienia dla dalekich lotów, co także działa na niekorzyść low-costów.
Te słowa z pewnością nie spodobają się Michaelowi O’Leary’emu, który od dawna domaga się większej liczby slotów dla Ryanaira na holenderskich lotniskach.
– Chcemy mocniej rozwijać się w Amsterdamie i innych portach w tym kraju, ale czujemy, że władze Holandii blokują nas. A ta sytuacja sprzyja tylko drogiemu przewoźnikowi KLM i wysokim cenom biletów. Prawdziwe wzrosty i spadek cen w branży lotniczej w Holandii przyniesie Ryanair i inne tanie linie – mówił O’Leary pół roku temu.
Częściowym rozwiązaniem sytuacji miało być lotnisko dla czarterów i tanich linii w Lelystad, którego oddanie do użytku wciąż się jednak opóźnia. Obecnie termin jego oddania do użytku to 2019 rok. Jednak nawet, gdy port będzie gotowy, potrzeby przewoźników będą większe.
– Na nowym lotnisku możemy dostać maksymalnie kilka lotów dziennie. To chyba jakiś żart. Potrzebujemy lotniska, z którego moglibyśmy realizować 100 lotów dziennie – powiedział O’Leary.
Ewentualne wyrzucenie low-costów z Amsterdamu to kolejny etap sagi z tanimi liniami wchodzącymi na duże lotniska. Z jednej strony mamy więc lotnisko we Frankfurcie, które po wpuszczeniu w ubiegłym roku Ryanaira zanotowało najwyższy wzrost liczby pasażerów od 6 lat. Z drugiej – sytuację z Warszawy, gdzie zarządca Lotniska Chopina próbuje wyprosić low-costy na wkrótce rozbudowywane lotnisko w Radomiu.
Która opcja jest Waszym zdaniem lepsza z punktu widzenia pasażerów?