Ten przeklęty fotel 65E! Sprawdziłem Thai Airways na dalekich trasach – czy warto wybrać się z nimi do Tajlandii?
Czym jest linia Thai Airways?
Thai Airways, flagowy przewoźnik z krainy uśmiechu, to jedna z linii, która wozi pasażerów z Europy (i nie tylko) do jednego z najpopularniejszych hubów Azji Południowo-Wschodniej. Miewał swoje wzloty i upadki, w poważne tarapaty wpadł jeszcze zanim zaczęło być to „modne” w związku z pandemią koronawirusa. Wcześniej jednak uważany był za jednego z najlepszych przewoźników na dalekich trasach do Azji. Minęło kilka lat, ja zatem postanowiłem na własnej skórze sprawdzić, jak taka podróż wygląda na przełomie 2025/2026 r.
Bangkok, to dla wielu pasażerów nie tylko cel sam w sobie, to również jeden z najpopularniejszych węzłów przesiadkowych w regionie. Sam zdecydowałem się na trasę Bruksela – Bangkok – Phnom Penh – Bangkok – Monachium i choć większość poniższych rozważań będzie dotyczyła „dalekich” lotów szerokokadłubowcami, pojawią się wstawki dotyczące przesiadek lub pojedyncze dygresje dotyczące krótszych lotów.
Bagaż i odprawa
Na wstępie podkreślenia wymaga bardzo hojna polityka bagażowa:, Thai Airways pozwala zabrać na pokład aż 30 kg bagażu rejestrowanego i 7 kg podręcznego w standardowych wymiarach. To więcej, niż oferują słynne linie z Zatoki Perskiej np. Qatar Airways lub Emirates. Zatem jeśli nie kupiliście lotu w jedną stronę do Azji i nie przeprowadzacie się tam na dłużej, taki limit w zupełności wystarczy nawet na miesięczne wczasy. Jeśli chodzi o podręczny, jego rozmiary, wagę oraz liczbę sztuk: na bramce (sprawdzone 4 razy w przeciągu ostatniego miesiąca) nikt nie zwracał uwagi na takie detale.
Wybór miejsca, choć teoretycznie darmowy – w przypadku moich biletów zakupionych przez pośrednika okazał się być niemożliwym do dokonania, jestem zatem skazany na odprawę lotniskową. I choć zazwyczaj agenci lotniskowi spełnią wasze prośby, zawsze możecie wylosować najgorsze miejsce w całym samolocie (i nie będzie ono w luku bagażowym – ono mogłoby okazać się lepszą opcją, o tym jednak na samym końcu).
Boarding przebiega sprawnie, bezproblemowo i z podziałem na sektory. W obu przypadkach samolot odlatuje, a co ważniejsze – dociera do celu o czasie. Na każdym z dalekich lotów (odpowiednio Airbusem A350 i Boeingiem 787-8) miejsca na nogi jest aż nadto (a piszę to jako wysoki – 187 cm – pasażer).
Catering na pokładzie
Bez uprzedniego zamówienia specjalnego posiłku jesteśmy (jak to zwykle bywa) skazani na wybór serwowany przez linię. Tym razem miła niespodzianka i bardzo lokalny akcent: w jedną stronę można dostać wołowinę wydaniu pad kra pao (z bazylią i chili), w drugą nawet krewetki. Śniadanie niestety nie powala i za każdym razem jest to wariacja na temat parówki z dodatkami. Pod tym względem dużo lepiej prezentował się catering na krótkich trasach (tak, nawet na nieco ponad godzinnym locie Thai Airways karmi pasażerów), gdzie można było dostać m.in. takiego fioletowego wrapa z kurczakiem teriyaki.
Na długim locie oczywiście można udać się na krótki spacer do kuchni na końcu samolotu, gdzie czekają słone przekąski i dodatkowe napoje. Jednak jak na długi (ponad 10h lot) – w mojej opinii serwis mógłby być nieco lepszy.
Rozrywka pokładowa i inne
W aktualnych czasach, gdy wsiadając do samolotu niejeden pasażer jest wyposażony w solidną bibliotekę ulubionych książek, filmów lub seriali wewnątrz własnego urządzenia, rozrywka pokładowa zapewniana przez przewoźnika zdaje się schodzić na dalszy plan. Ja jednak tym razem nie biorę ze sobą nic poza tradycyjną, drukowaną książką, zatem z radością testuję opcje oferowane przez Thai.
Do wyboru mamy kilka zachodnich filmów oraz zaskakująco szeroki wybór lokalnych (tajskich) produkcji. Do tego kilka seriali, w tym ponadczasowe hity jak „Przyjaciele” (choć jedynie kilka odcinków, wydawałoby się – losowo wybranych spośród różnych sezonów), oraz kilka gier. Ku mojemu rozczarowaniu nie ma możliwości zagrać w szachy, na obu latach nie był dostępny również czat z innymi pasażerami (czyżby zbyt wielu próbowało wysłać wiadomość do miejsca 1A?).
Czy warto lecieć Thai Airways?
Doświadczenie lotu to zawsze subiektywna sprawa i pewnie kwestia priorytetów. Należy docenić wygodne, bezpośrednie połączenie z Europy do Bangkoku, gdzie w zasadzie po przejściu przez boarding można przestać martwić się innymi rzeczami. Zatem: gdybym miał wysłać swoją mamę samą na inny kontynent (a próbowaliśmy tego już w przeszłości lotami z przesiadkami) – zdecydowanie wybrałbym taki lot.
Dla mnie jednak było to miejscami nieco męczące doświadczenie. To, co dla jednych będzie głównym atutem (bezpośredni lot bez „tracenia” czasu po drodze i przesiadek) – dla mnie stanowiło wadę. Zdecydowanie wolę szybkie (lub długie, jeśli w ciekawym miejscu) transfery, które są okazją na rozprostowanie nóg, krótki spacer no i dodatkowy obiad (skoro są to dwa „dalekie” loty). Zatem to, za co linie liczą sobie dodatkowo (czyli bezpośredni lot bez przesiadek) – dla mnie niekoniecznie jest rzeczą, za którą warto dopłacić.
Natomiast transfery w Bangkoku (przesiadki do Phnom Penh) przebiegły bez najmniejszych zakłóceń. Mimo krótkiego czasu (poniżej 2h) i konieczności przejścia dodatkowych kontroli bezpieczeństwa, udało się zdążyć bez nadmiernego pośpiechu. Ba, zdążyłem również sprawdzić kilka saloników w Bangkoku, a bagaż rejestrowany przyleciał ze mną bez żadnych zakłóceń. Tu należy się solidna 5-tka dla Thai Airways.
Najgorsze miejsce w samolocie?
Zdecydowałem „poświęcić się” dla celów nauki, medycyny, socjologii. czując niepohamowaną chęć sprawdzenia teorii gier w praktyce. O czym mowa? W drodze powrotnej bez głosów sprzeciwu zaakceptowałem wybrane przez system miejsce: środkowe 65E na samym końcu długiego Airbusa. A350 Legendy nie kłamią, to prawdopodobnie „najgorsze” miejsce w całym samolocie: fotel nie składa się do pozycji półleżącej (co ma niebagatelny wpływ na ponad 10-godzinnym locie), posiłek dostajemy w ostatniej kolejności, schowki nad głowami zajęte są przez gaśnicę, itd., a bliskość toalet oznacza, że trudno będzie nawet o krótką drzemkę. Dodatkowo, środkowe miejsce oznacza, że możemy wylosować je koło różnych pasażerów, słowem – nie dla mięczaków, a Wam polecam unikać za wszelką cenę.
No dobrze, a na sam koniec już na poważnie: chcielibyście, żeby Thai Airways pojawił się również na naszym niebie?
Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?