Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.
REKLAMA

Koniec “bydłolotów” na dalekich trasach? Znany przewoźnik rezygnuje z klasy ekonomicznej

Foto: Aurely / Shutterstock

Branża z zaciekawieniem patrzy na ten eksperyment. Swoją lekcję odrobiły też tanie linie, które mocno inwestują w luksusowe miejsca klasy biznes. W niczym nie ustępują one tradycyjnym przewoźnikom. A ich przewagą są znacznie niższe ceny.

– Czy tanie linie mogą podbić rynek lotów transatlantyckich? Nie traktuję tego zjawiska jak zagrożenie – powiedział kilka dni temu Ed Bastian, prezes amerykańskiej linii Delta.

W tym samym tonie wypowiedział się Akbar al Baker, szef Qatar Airways.

Tanim przewoźnikom nie udawało się do tej pory na długich dystansach. Dlaczego? Ludzie chcą dobrej obsługi, chcą wygody i produktu, który ma wysoką jakość. Są ludzie, którzy chcą tanich biletów, ale więcej jest tych, którzy chcą jakości, komfortu i najlepszego produktu w trakcie lotu – stwierdził.

Mimo to oferta tanich przewoźników rośnie w siłę – jeszcze 5 lat temu ich udział w rynku podróży z Europy do USA wynosił praktycznie 0, obecnie zaś wzrósł do poziomu 8 proc. A tradycyjni przewoźnicy reagują na to… oferując pasażerom tanie taryfy rodem z low-costów, a więc sam bilet za przelot i bagaż podręczny w cenie, a cała reszta usług dodatkowo płatna. Takie taryfy w swojej ofercie mają już m.in. Lufthansa, Air France-KLM, Alitalia czy Finnair, a niedawno dołączyły do nich amerykańskie linie United Airlines.

Z drugiej strony – tanie linie idą w zupełnie inną stronę, rozwijając swój produkt biznesowy.

Mamy też jednak zupełnie nowy segment rynku, a więc przewoźników, którzy skupiają się na segmencie premium, marginalizując znaczenie klasy economy.

klasa biznes Singapore Airlines
Foto: Singapore Airlines

W samolocie tylko miejsca klasy biznes i premium? To możliwe

Ilu pasażerów zabiera na pokład nowoczesny Airbus A350? Wszystko oczywiście zależy od konfiguracji klas podróży – model A350 od Qatar Airways ma np. 283 fotele (w tym 36 w klasie biznes), Singapore Airlines – 253 miejsca (w tym 42 klasy biznes i 24 premium economy). A najnowszy A350-900 ULR (trafi do przewoźnika w październiku) tej samej linii, który ma takie same wymiary jak inne samoloty tego modelu? Ledwie 161 foteli. Jak to możliwe? Normalnie.

Przy okazji ogłoszenia przez Singapore Airlines informacji o przywróceniu najdłuższego pasażerskiego lotu świata z Singapuru do Newark (loty wystartują w październiku) niektórym czytelnikom i ekspertom mogła umknąć niezwykle ciekawa informacja – w puszczonych na tej trasach najnowszych modelach ULR nie będzie w ogóle miejsc… w klasie ekonomicznej. Tak, to nie przejęzyczenie – samolot będzie dysponował 67 fotelami w klasie biznes i 94 miejscami o standardzie premium economy.

– Zdecydowaliśmy się tylko na dwie klasy podróży z powodu uwarunkowań rynkowych – mówią przedstawiciele linii z Singapuru. Co to oznacza?

W branżowym serwisie Australian Business Traveller czytamy, że według przedstawicieli linii lotniczej, pasażerowie klasy ekonomicznej, czyli najbardziej wrażliwi na wahania cen biletów, w tak długą, czyli 19-godzinną podróż, będą raczej skłonni wybierać loty z jedną przesiadką, co będzie dla nich znacznie bardziej wygodne.

Klasa biznes Singapore Airlines
Foto: Singapore Airlines

I trudno się temu dziwić, bo perspektywa kilkunastu godzin w ciasnej klasie ekonomicznej brzmi jak tortura.

Dodajmy zresztą, że taki układ miejsc to nie jest pierwszyzna dla singapurskiego przewoźnika. Gdy kilka lat temu linia lotnicza latała na tej trasie Airbusami A340, to też na pokładzie nie było miejsc klasy ekonomicznej. Początkowo w samolocie znajdowały się 64 fotele klasy biznes i 117 tzw. Executive Economy, jednak po kilku latach przewoźnik przerobił maszynę w taki sposób, że na pokładzie znajdowało się… tylko 100 foteli klasy biznes w konfiguracji 1-2-1. Potwierdza to starą tezę, że tak naprawdę linie lotnicze zarabiają przede wszystkim na pasażerach typu premium, a przychody z klasy ekonomicznej są znacznie mniej istotne. Ale żeby nie było tak różowo – pamiętajmy, że pierwotne połączenie z Singapuru do Newark zostało zawieszone w 2013 roku. Powodem był fakt, że połączenie nie opłacało się linii z powodu zbyt wysokich kosztów, powodowanych głównie przez paliwożerną maszynę. Teraz ma być znacznie lepiej, bo A350-900 ULR jest jedną z najbardziej ekonomicznych samolotów na świecie.

Do tego singapurski przewoźnik przed reaktywacją najdłuższej trasy świata kusi cenami – za 19-godzinny lot w klasie premium economy zapłacimy od 1500 USD w obie strony, a ceny w klasie biznes zaczynają się od 5000 USD.

Foto: Singapore Airlines

Premium w cenie

Eksperymentowi Singapore Airlines z ciekawością przyglądają się inni przewoźnicy, choć na razie brakuje odważnych, którzy chcieliby podążyć ich śladem. Dość powiedzieć, że na wspomniany wyżej model A350-900 ULR jest tylko jeden chętny – właśnie Singapurczycy, którzy zamówili 7 takich maszyn.

Z całą pewnością jednym z trendów współczesnego lotnictwa cywilnego jest powrót ultradalekich tras międzykontynentalnych, co jest możliwe dzięki nowoczesnym samolotom oraz taniej ropie (choć o tym możemy chwilowo przynajmniej mówić w czasie przeszłym). Ultradługie trasy realizuje nie tylko Singapore Airlines, ale też inne linie, np. Qantas, który w marcu uruchomił pierwsze bezpośrednie połączenie z Australii do Europy, czyli lot z Perth do Londynu. Qantas stoi zresztą w awangardzie renesansu ultradługich lotów – przewoźnik zapowiedział, że od 2022 roku chciałby połączyć lotniska w Sydney i Melbourne  z Nowym Jorkiem, Rio de Janeiro, Paryżem i Londynem. Ta ostatnia trasa ma być najdłuższym połączeniem świata, a czas przelotu ma wynieść ok. 20 godzin i 20 minut. Dzięki temu czas podróży między oboma miastami skróci się o ok. 4 godziny. Problem tylko w tym, że… na razie nie ma samolotów, które byłyby w stanie pokonać za jednym razem tak dużą odległość. Dlatego prezes linii Alan Joyce zachęca zarówno Airbusa jak i Boeinga do zintensyfikowania prac nad stworzeniem samolotu, który mógłby pokonywać takie dystanse.

Jak to się ma do “jakości” podróży? Qantas już myśli o tym, jak uprzyjemnić swoim pasażerom podróż. Na łamach Fly4free.pl pisaliśmy m.in. o przygotowaniach linii do uruchomienia trasy Perth-Londyn, których głównym celem było maksymalne ograniczenie jetlagu i uczucia zmęczenia dla pasażerów. Qantas zatrudnił więc zespół dietetyków i naukowców, którzy starają się ograniczyć trudy podróży poprzez umiejętne sterowanie oświetleniem, a także dietę – odpowiednio ułożone posiłki.

A w przyszłości australijski przewoźnik… chciałby stworzyć zupełnie nową klasę podróży, która byłaby zlokalizowana w luku cargo, gdzie póki co przewoźnicy przewożą ładunki. Rezygnacja z przewozu towarów sprawiłaby, że w powstałej w ten sposób przestrzeni można by umieścić np. Piętrowe łóżka, siłownię lub wygodną przestrzeń do relaksu dla pasażerów klasy ekonomicznej. O stworzeniu “cargo class” otwarcie mówi Alan Joyce.

– Nie wiem czy taka nowa klasa powstanie do 2022 roku, ale wiem, że jeśli ktokolwiek wprowadzi ją jako pierwszy, to będzie właśnie Qantas – mówi prezes australijskiej linii.

Tanie linie też idą w biznes

Zejdźmy jednak na chwilę na ziemię, a ściślej – do teraźniejszości.

Kiedy kilka miesięcy temu linie Primera Air zaczynały loty z Wielkiej Brytanii do USA swoimi Airbusami A321neo, nie brakowało krytycznych komentarzy, wśród których stwierdzenie “ściśnięci jak w puszce sardynek” było najdelikatniejsze. Ale teraz okazuje się, że tani przewoźnicy wcale nie zamierzają się ograniczać do ciasnych miejsc i stłoczenia jak największej liczby foteli na jak najmniejszej powierzchni. Mało tego – stale rozbudowują liczbę miejsc typu “premium”.

– Nie sądziliśmy, że zapotrzebowanie na miejsca typu premium będzie aż tak duże – mówi Bjorn Kjos, prezes Norwegiana.

Norweski przewoźnik zwiększa liczbę miejsc klasy premium w swoich najnowszych Dreamlinerach o ponad 60 proc. – w Boeingach 787-9 liczba droższych i wygodniejszych foteli wynosi już 56.

Norwegian kabina premium
Foto: Norwegian

Ale to dopiero początek zmian, bo w ramach nowego podejścia do pasażerów biznesowych pasażerowie Norwegiana mogą liczyć na dodatkowe udogodnienia: dostęp do lotniskowego saloniku, trzy posiłki na pokładzie, dwa duże bagaże nadawane w cenie biletu oraz oczywiście bardziej wygodny fotel z solidnym zapasem miejsca na nogi.

A przy tym Norwegian wciąż jest tańszy od konkurencji – w “Wall Street Journal” czytamy, że bilet klasy biznes w obie strony na trasie z Nowego Jorku do Londynu można kupić już za 1800 USD w obie strony. Dla porównania – w British Airways bilet w klasie biznes na tej samej trasie kosztuje ok. 7600 USD, a klasa premium economy z ograniczoną liczbą udogodnień – nawet 3500 USD.

Oczywiście, akurat w tym przypadku może to nie mieć aż tak dużego znaczenia. Jak bowiem pisaliśmy na Fly4free.pl, wspomniana wcześniej trasa z Londynu do Nowego Jorku jest jedną z najbardziej zatłoczonych połączeń lotniczych na świecie. Między oboma miastami z różnych lotnisk realizowane jest aż 226 lotów w tygodniu, a o względy pasażerów realizuje aż 8 linii lotniczych. I wygląda na to, że wszyscy przewoźnicy radzą sobie dobrze.

Mamy tu jednak do czynienia ze stałym trendem, bo Norwegian nie jest jedynym tanim przewoźnikiem, który próbuje w ten sposób skusić pasażerów biznesowych. W “WSJ” czytamy, że Primera Air stworzyła własną wariację na temat klasy biznes w samolotach latających z Londynu do Nowego Jorku – liczy ona 16 miejsc typu premium w konfiguracji 2-2. Z kolei kanadyjski WestJet już teraz stworzy własną klasę “premium plus” z 24 wygodnymi fotelami i większym miejscem na nogi. Miejsca w klasie biznes planuje też islandzki WOW Air w swoich nowych Airbusach A330neo, które ma otrzymać pod koniec roku. W każdym samolocie mają być aż 42 fotele typu premium – to te maszyny będą obsługiwały m.in. ogłoszone niedawno połączenie z Reykjaviku do Delhi. Tymczasem Islandczycy stopniowo przerabiają na potrzeby biznes klasy swoje Airbusy A320 i A321 – docelowo w każdym z samolotów we flocie fioletowej linii mają być odpowiednio 4 i 8 foteli premium.

Wkrótce na rynku podróży transatlantyckich może się pojawić jeszcze jeden low-cost, który w ostatnich latach także zmienił swoje podejście do pasażerów biznesowych. To linia JetBlue – szósty największy przewoźnik w USA, który bardzo poważnie rozważa uruchomienie lotów do Europy.

– Traktujemy rynek podróży transatlantyckich jako wielką szansę dla nas. To rynek z wysokimi cenami biletów i niskim poziomem usług – mówi Marty St. George, wiceprezes linii ds. handlowych.

I chyba wie, co mówi, bo JetBlue już od 4 lat rozwija swój produkt biznesowy, czyli Mint. Jest to usługa premium, rozwijana głównie na lotach między wschodnim a zachodnim wybrzeżem, a więc np. Nowym Jorkiem a Los Angeles czy San Francisco. Produkt jest realizowany w Airbusach A321 – jest to 16 specjalnie zaprojektowanych foteli, które rozkładają się do pełnej pozycji leżącej.

Co nas czeka w przyszłości?

Wróżenie na temat przyszłości branży lotniczej jest trudne, ale wydaje się, że rynek dalekich lotów wkrótce podzieli się na dwa segmenty: będą linie lotnicze stawiające bardziej na pasażerów typu premium, ale nie zabraknie też graczy koncentrujących się na niskich cenach i tanich biletach. Dobrym przykładem tego drugiego podejścia jest Wizz Air – prezes przewoźnika Jozsef Varadi powiedział niedawno, że węgierska linia rozważa modyfikację swojego zamówienia na nowe Airbusy A321 i dołączenie do swojej floty kilku samolotów w specyfikacji LR, czyli przeznaczonych na dalekie trasy. Otwierałoby to przed Wizz Airem drogę do uruchomienia podróży międzykontynentalnych. Jednak pytany o możliwość modyfikacji w kabinie czy też stworzenia zupełnie nowego produktu dedykowanego pasażerom biznesowym, szef węgierskiej linii jasno mówi “nie”.

– Skupiamy się na maksymalnym uproszczeniu naszego modelu biznesowego. Naszym priorytetem są niskie ceny biletów i dodatkowe usługi takie jak dodatkowe miejsce na nogi, które każdy pasażer może sobie dowolnie wykupić wedle woli – mówi w rozmowie z Fly4free.pl Varadi.

Z drugiej strony – branża czeka w napięciu na start eksperymentalnego projektu Boom, czyli przywrócenia samolotów ponaddźwiękowych. Pierwsze tego typu samoloty mają zacząć latać w 2023 roku. Ich największą zaletą ma być radykalne skrócenie czasu podróży: z Tokio do San Francisco dolecimy w 5,5 godziny, z Szanghaju do Los Angeles w 5 godzin, a z Londynu do Nowego Jorku w 3 godziny.

Projektowi bardzo mocno przyglądają się przewoźnicy, są też pierwsi zainteresowani inwestorzy. Wiadomo już, że pierwsze samoloty trafią do linii Virgin Atlantic oraz Japan Airlines – japoński przewoźnik zainwestował na razie w budowę maszyn 10 mln USD. W sumie producent twierdzi, że ma zamówienia na 76 maszyn od 5 linii lotniczych.

Boom nie będzie oczywiście tanią propozycją – ma zabierać na pokład ledwie 55 pasażerów, a wszystkie miejsca będą w standardzie klasy biznes. Ceny? Przedstawiciele producenta szacują, że za podróż z Nowego Jorku do Londynu trzeba będzie zapłacić od 5000 USD za lot w obie strony. Sporo, ale w porównaniu z ofertą klasy biznes wielu tradycyjnych linii ta oferta nie wydaje się już aż tak wyśrubowana. Oczywiście, o ile Boom kiedykolwiek wzniesie się w powietrze…

REKLAMA
Komentarze

na konto Fly4free, aby dodać komentarz.

Nie ma jeszcze komentarzy, może coś napiszesz?

santorini panorama wyspy

Santorini na 6 dni za 777PLN

2 godziny temu
REKLAMA
Akceptuję i chcę ukryć komunikat Fly4free.pl korzysta z technologii, takich jak pliki cookies, do zbierania i przetwarzania danych osobowych w celu automatycznego personalizowania treści i reklam oraz analizowania ruchu na stronie. Czytaj więcej ›Technologię tę wykorzystują również nasi partnerzy. Szczegółowe informacje dotyczące plików cookies oraz zasad przetwarzania danych osobowych znajdują się w Polityce prywatności. Zapoznaj się z tymi informacjami przed korzystaniem z Fly4free.pl. Jeżeli nie wyrażasz zgody, aby pliki cookies były zapisywane na Twoim komputerze, powinieneś zmienić ustawienia swojej przeglądarki internetowej.
porównaj loty, hotele, lot+hotel